Hej :)
Minął tydzień, więc jest nowość. Ostatni fragment odkryje przed Wami jedną z pierwszych tajemnic, a będzie ich dużo na Forever Ours. Mam nadzieję, że ten rozdział, jak i poprzedni, przypadnie Wam do gustu. Już nie mogę się doczekać Waszej oceny :)
Dziękuję za opinie i cudowne słowa!
Miłej lektury i do napisania wkrótce :*
***
Styczeń
Wystarczyło jedno spojrzenie, by zapomnieć o przeszłości i znów rozkoszować się twoją obecnością.
Zanim zobaczył ją tej nocy po wielu latach tęsknoty, nie zdawał sobie sprawy z tego, jak bardzo mu jej brakowało. Gdyby powiedziała mu teraz, że musi iść, zamknąłby ją szybko w swych ramionach, by nigdy więcej nie stracić jej z oczu. Nie pogodziłby się ze światem, gdyby Rosalie znowu zniknęła, zostawiając go sam na sam z wątpliwościami, czy aby na pewno nie mógł nic zrobić, by została. Teraz, kiedy widział ją tak piękną, jak przed laty, zaklinał los w duchu, aby nigdy więcej nie wystawił go na tak ciężką próbę. Gdy widział jej twarz, niezmąconą jakimkolwiek niepokojem, nie zamierzał zadawać trudnych pytań i stawiać jej w niezręcznej sytuacji. Zgodnie z jej prośbą, James nie chciał psuć tej nocy, a wiedział, że gdyby zmusił ją do tłumaczenia mu wszystkiego, sprawiłby jej ból. Uszanował jej życzenie, zastanawiając się w ciszy, czy w ogóle powinien się nią przejmować. Kiedy odeszła, nie mówiąc mu nawet, dokąd idzie, wbiła mu nóż w plecy - była jedyną osobą, w którą wierzył od początku do końca. Zawsze go intrygowała. Miała w sobie coś wyjątkowego, jakąś zagadkę, której chyba nigdy nie zdołał poznać w pełnej okazałości. Podobało mu się w niej to, że była nieprzewidywalna i każdy dzień spędzony z nią należał do tych najlepszych w jego życiu. Kiedy zorientował się, że taka dziewczyna, jak Rosalie, naprawdę zainteresowała się tak prostym chłopakiem, obiecał sobie, że nigdy nie zmarnuje tej szansy. Chciał uczynić ją szczęśliwszą, niż kiedykolwiek. Chciał, aby wiedziała, że może na niego liczyć, cokolwiek zrobi i gdziekolwiek będzie. Przez jakiś czas miał wrażenie, że Rosalie dobrze wie, z kim ma do czynienia. James nigdy nie bawił się jej uczuciami, choć zdarzyło mu się w przeszłości zranić bardzo ważną dla siebie dziewczynę. Wiedział, że musi wywiązać się z zadania, które przed sobą postawi. Jeśli zobaczy na jej twarzy prawdziwy, szczery uśmiech, będący oznaką jej maksymalnego szczęścia, będzie gotów, by umrzeć. Ona stała się celem jego życia, pragnieniem jego serca i miłością jego duszy.
James wzdrygnął lekko, kiedy niebo rozbłysło wszystkimi kolorami, czemu towarzyszył powtarzający się huk. Spojrzał na Rosalie, która niezmiennie była oazą spokoju. Pochłaniała barwne niebo swymi oczami, jakby była dzieckiem i widziała coś takiego po raz pierwszy. Była zachwycona - James potrafił bez trudu wyczytać to z jej miny. Przypomniał sobie jej słowa, które usłyszał nie tak dawno. ,,Nie psujmy ostatniej nocy tego roku''. Teraz, kiedy był już styczeń, mężczyzna mógł zacząć wywiad, jednak nie miał serca, by to zrobić. Jeśli chciał, aby Rosalie była szczęśliwa, to nie miał prawa teraz zabierać jej spokoju, który miała wypisany na twarzy. Postanowił dać jej trochę więcej czasu. Miał oglądać fajerwerki, jednak jej wielkie oczy były dla niego o wiele bardziej absorbujące.
Wystarczyło jedno wspomnienie tego, co było, by przypomnieć sobie, że od niektórych pytań nie będzie można uciec.
Katy Perry - Unconditionally
Katy Perry - Unconditionally
Vanessa uśmiechnęła się, biorąc do ust kolejny łyk szampana i przyglądając się tańcowi Christiny, która z pewnością nie odważyłaby się na coś takiego, gdyby uprzednio nie wypiła paru kieliszków. Psycholog pojawiła się w życiu Vannie w jednym z najgorszych momentów jej życia. Kobieta zostawiła za sobą Mediolan i ludzi, z którymi jej nie wyszło. Z jednej strony chciała uciec od przeszłości, a z drugiej wciąż przechowywała wspomnienia, które wzruszały ją i których nie pozbyłaby się za nic w świecie. Christina nigdy nie pytała, dlaczego Vanessa postanowiła zacząć swoje życie od czystej kartki i był to jeden z powodów, dzięki którym lekarka poczuła tak dużą sympatię do współlokatorki. Potrzebowały niewiele czasu, by zaprzyjaźnić się i móc powierzyć sobie prawie każdą tajemnicę - prócz tej jednej w postaci mężczyzny o niebieskich oczach, o którym Vannie nie chciała rozmawiać. Miała czyste sumienie, bo Tina z pewnością miała przed nią parę własnych sekretów. Żadna nie miała pretensji do tej drugiej o jej skrytość. Szanowały siebie, swoje decyzje i wiedziały, że jeśli kiedyś przyjdzie odpowiedni moment, opowiedzą sobie wszystko, nie pomijając ani jednego szczegółu. Brunetka odstawiła pusty kieliszek na stolik, czując, jak ogarnia ją lekkie przygnębienie. Generalnie żyła normalnie i rzadko cofała się myślami do tamtych dni, wystarczyło jednak, że się napiła, by dopadał ją smutek. Tak, chciałaby, aby mężczyzna, którego kochała, był tu teraz przy niej i bez słowa przytulił ją tak, by mogła poczuć jego ciepło na całym swoim ciele, jednak powoli zaczynała akceptować fakt, że to wszystko skończone. Póki jeszcze się nie rozkleiła, Vanessa postanowiła założyć maskę twardzielki, która doskonale radzi sobie z życiem.
- Chodź na dół - powiedziała, a Tina zatrzymała się w tańcu. - Będziemy miały lepszy widok na fajerwerki.
Vannie wiedziała, że tej nocy jej przyjaciółka piła za znalezienie idealnego faceta, z którym się zestarzeje, uprzednio płodząc pokaźną gromadkę dzieci. Nie zamierzała wyśmiewać cudzych marzeń tylko dlatego, że sama miała inne. Na tym etapie Vanessa nawet nie myślała o tym, że mogłaby znów się zakochać, zaufać komuś i otworzyć swe serce na miłość. Choć minął ponad rok, dziewczyna wciąż nie wyleczyła się z uczucia, na którym się zawiodła. Za wszelką cenę chciała uniknąć ponownego sparzenia się.
- Przepięknie - rzekła Christina, kiedy obydwie zatrzymały się na chodniku, by podziwiać niebo.
Vannie uśmiechnęła się, patrząc na przyjaciółkę. Kiedy po raz ostatni widziała ją tak wyluzowaną? Musiały minąć wieki, odkąd Tina po raz ostatni zapomniała o wszystkich hamulcach i postawiła na zabawę. Była naprawdę fantastyczną dziewczyną. Zasługiwała na mężczyznę, który doceni to, jaka była wspaniała.
Choć z nich dwóch to Christinie było bliżej to stracenia równowagi, to właśnie Vanessa o mały włos nie przewróciła się, kiedy wpadł na nią drugi człowiek. Gdy odzyskała pionową postawę, zamrugała parę razy powiekami, a jej oczom ukazał się wysoki blondyn obdarzony intensywnie zielonymi oczami. Przez chwilę trzymał ją mocno, jakby bał się, że upadnie, po czym puścił ją, a Vannie pożałowała, że to zrobił - jego dotyk z nieznanych przyczyn sprawił jej przyjemność, przed którą nie zdążyła się obronić.
- Gdybym się tak nie spieszył, z chęcią zostałbym z tobą jeszcze trochę - powiedział mężczyzna, uśmiechając się przepraszająco.
Vanessa patrzyła, jak blondyn odchodzi. Kiedy obejrzał się, szybko odwróciła wzrok, choć wątpiła, by zdołała zrobić to w porę. Pożałowała, że była tak wstawiona - gdyby nie to, zapewne odpowiedziałaby mu we właściwym sobie stylu. Sprawiał wrażenie bardzo pewnego siebie, jakby był przekonany, że może mieć każdą, jeśli tylko zechce. Potraktowała go jako nic nieznaczący epizod, który równie dobrze mógłby w ogóle nie mieć miejsca, jednak po chwili doceniła to, że na nią wpadł. W jego spojrzeniu widziała coś, co sprawiło, że na jej policzkach pojawiły się rumieńce. Nawet, jeśli nigdy więcej go nie spotka, to dzięki niemu pomyślała o tym, czy nie nadszedł czas, by przezwyciężyć strach i zakochać się ponownie?
***
Jenny sięgnęła po kolejną chusteczkę, by otrzeć łzy. Odkąd nie było przy niej mężczyzny, którego tak bardzo kochała, oglądanie nagrań z przeszłości zawsze wiązało się z płaczem. Tej nocy, kiedy była tak okrutnie samotna, jej nogi same poprowadziły ją do najbardziej zapomnianej szuflady, a umysł sam zadecydował, że wybierze tą, a nie inną kasetę. Kiedy filmik skończył się, rudowłosa bez wahania przewinęła taśmę do początku, robiąc to już po raz trzeci tej nocy. Na ekranie znów pojawiła się ona, ledwie dwudziestoletnia, w ładnej, dziewczęcej sukience w kwiaty. Stała na środku łąki, rozkładając koc i przygotowując piknik dla swych najbliższych. Kamerzysta nagrywał ją z takim zamiłowaniem, jakby nie istniało na świecie nic bardziej interesujące od niej. Kiedy dwudziestoletnia Jenny to zauważyła, natychmiast oblała się rumieńcem, odgarniając za ucho niesforny kosmyk kręconych włosów.
- Nie wstydź się, Joyce - powiedział chłopak, choć w jego tonie brzmiało rozbawienie.
- Zamknij się - westchnęła, szczerząc się w nieokreślonym kierunku.
Chłopak zaśmiał się pod nosem, po czym wyciągnął rękę, by podać coś ukochanej. Jak się okazało, był to ich około roczny synek, Oliver. Jenny imitowała ustami stukot kopyt, co zawsze bardzo podobało się jej synkowi.
- Boże, jak ty cudownie wyglądasz dzisiaj... - rzekł kamerzysta bardzo rozmarzonym głosem.
- Dziękuję - odparła Jenny szczerze.
- Mówiłem do Olivera - powiedział.
Jenny spojrzała na niego tak, jakby nie miała już do niego siły. Chłopak usiadł wówczas obok niej i po raz pierwszy skierował kamerę na całą trójkę. Kiedy na ekranie pojawiły się jego wielkie brązowe oczy, prawie trzydziestoletnia dziś Jenny poczuła, jak jej serce zaczyna bić szybciej.
- W razie, gdyby ktoś miał jeszcze jakieś wątpliwości, kocham obecną tutaj Jennifer Joyce oraz tego oto dżentelmena - rzekł, po czym spojrzał na Jenny. - Zawsze tak będzie, Joyce. Nie zawiodę was.
- Tylko byś spróbował - pogroziła mu palcem, na co ten uśmiechnął się.
Chłopak chciał ją pocałować, jednak nie zdążył - w ostatniej chwili mały Oliver zaczął klaskać, co w jego wykonaniu wiązało się z niekontrolowanym machaniem rączkami.
- Bateria pada - powiedziała nagle Jenny.
Ostatnie, co zdołała nagrać kamera, to moment, w którym chłopak lekceważy słowa Jenny i, zamiast zająć się nagrywaniem, całuje ją w policzek.
Kiedy na ekranie zaczęły tańczyć szare, czarne i białe punkciki, rudowłosa znów poczuła, jak jej ciało przeszywa chłód, który tak dobrze znała. Nie chciała płakać, zresztą na co dzień raczej jej się to nie zdarzało. Wiedziała, że musi być silna, bo Oliver potrzebuje matki, która panuje nad swoim życiem, a nie takiej, która wciąż rozpacza nad nie do końca udaną przeszłością. Czasami nie potrafimy poskładać swojego życia na nowo, choć wiemy, że musimy wziąć się w garść. Kiedy Jenny była nastolatką, wierzyła w miłość, którą poznała dzięki książkom. Chciała przeżyć coś, co się nie skończy, bez względu na okoliczności. Do ostatniej chwili ufała, że jej związek przetrwa każdą burzę, a ojciec Olivera opamięta się i do niej wróci. Pomału schodziła na ziemię, przestawała fantazjować i godziła się z tym, że straciła go na zawsze. ,,Nie zawiodę was''. No tak, świetnie ci to wyszło!
Nagle rudowłosa usłyszała odgłos otwieranych drzwi i kroków. Choć obiecała sobie, że przestanie śnić na jawie i wierzyć w niemożliwe, w pierwszej chwili pomyślała o nim. Wstała z kanapy, pospiesznie wycierając dłonią łzy z policzków. Jej oczom wcale nie ukazał się chłopak, którego tak bardzo chciałaby zobaczyć tej nocy. To był jej brat, Victor.
- Tak myślałem, że będziesz mnie dzisiaj potrzebować - powiedział blondyn, uśmiechając się łagodnie i otwierając ramiona.
Jenny bez wahania przytuliła się do brata, szlochając mu w koszulę. Jego widok zasmucił ją jeszcze bardziej - w końcu ojciec Olivera był kiedyś najlepszym przyjacielem Victora, a teraz nawet nie mieli ze sobą kontaktu.
- Znowu to oglądałaś? - zapytał zrezygnowany, patrząc na opakowanie po kasecie, którą również znał na pamięć. - Jesteś strasznie przewidywalna, Jenny. Słyszałaś może, że jaki Sylwester, taki cały rok?
- Sylwester już się skończył - odparła rudowłosa, pociągając nosem. - Przeryczałam cały.
- Brawo, siostra - powiedział Victor. - Zaraz będziesz mi dziękować. Jako, że jestem najlepszym bratem na świecie, a do tego naprawdę świetnym facetem, zadbałem o ciebie i mam dwie bezcenne wiadomości. Po pierwsze, przez najbliższe godziny będzie ci towarzyszył najfantastyczniejszy koleś pod słońcem.
- A po drugie? - zapytała, a mężczyzna uśmiechnął się, pokazując jej płytę DVD, którą przyniósł.
- A po drugie, to jest ,,Szklana Pułapka'' - odparł, umieszczając płytę w odtwarzaczu, a kiedy się obejrzał, po raz pierwszy zobaczył na twarzy siostry prawdziwy uśmiech.
***
Mężczyzna zgasił papierosa tuż przed wejściem do domu. Jakąś godzinę temu nie pamiętał w ogóle o istnieniu swojej żony, teraz jednak docierało do niego coraz więcej faktów. Mieli wyjść razem i zabawić się, po raz pierwszy od stuleci. Sophia była zachwycona wizją przyjęcia, na którym byłaby jedną z najjaśniej błyszczących postaci. Uwielbiała znajdować się w centrum zainteresowania i nie potrafiła pogodzić się z tym, że nie była już na topie. Kiedy jej kariera w balecie dobiegła końca, Sophia szukała dla siebie miejsca w świecie, który przestał się nią zachwycać. Próbowała swoich sił jako projektantka mody, choć jej ulubioną metodą zwrócenia na siebie uwagi było pokazywanie się wszędzie z mężem. Gregory miał swój moment sławy, kiedy jego książka została doceniona przez zaskakująco dużą ilość ludzi. Nagle wszyscy przypomnieli sobie o Sophii. Mówili, że cudowna z nich para - ona piękna, a on inteligentny i zdolny. Albo mu się wydawało, albo Sophia kochała go o wiele bardziej, kiedy był rozchwytywany - jakby w blasku fleszy nagle stawał się lepszym mężem i atrakcyjniejszym facetem. Jego przeczucie potwierdziło się samo, kiedy dopadła go niemoc twórcza. Sophia musiała zapomnieć o promowaniu swojej osoby na prezentacji nowej książki męża, przez co ich relacje znów się pogorszyły. Czasami usiłowała ratować ich małżeństwo, wyciągając Gregory'ego na przykład na kolację, jednak w gruncie rzeczy każde z nich było zbyt zajęte własnymi sprawami, by mieć jeszcze czas dla drugiego człowieka. Bez względu na to, co czuł Gregory do swojej żony po tych wszystkich nieprzyjemnych sytuacjach, które się wydarzyły, zdecydowanie powinien był zadzwonić i uprzedzić Sophię, że z ich wspólnego świętowania nici. Tamtego wieczoru znów próbował coś napisać, jednak skończyło się skasowaniem wszystkiego, co udało mu się sklecić. Był wściekły na siebie, bo choć miał mnóstwo pomysłów na nową powieść, nie potrafił stworzyć nic, co sprostałoby jego własnym oczekiwaniom. Zawsze bardzo wiele wymagał od siebie i prędzej by umarł, niż opublikowałby coś, z czego nie byłby maksymalnie zadowolony. Musiał się napić, jakoś odreagować. Razem z kolegami, z którymi nie widział się od jakiegoś czasu, spędził ten wieczór w barze, słuchając, jak toczą się ich losy. Wolał nie opowiadać o swoim życiu i o problemach, jakie miał z żoną. O wiele bardziej, niż Sophia, absorbowała go wówczas wódka.
- Cholera - zaklął, gdy po ciemku wpadł na szafkę.
Nie wiedział, jak Sophia mogła zareagować na to, co zrobił. Podejrzewał, że poczuła się urażona i zasnęła, a kiedy zobaczy męża w środku nocy, śmierdzącego alkoholem i papierosami, każe mu spać na kanapie albo w wannie. Przećwiczył z nią każdy z tych wariantów. Kiedy zajrzał do sypialni, nie zobaczył żony w miejscu, w którym spodziewał się ją znaleźć. Przyszło mu do głowy, że pewnie świetnie bawi się z przyjaciółkami, biorąc z niego przykład. Gdy wstanie dzień, Sophia będzie opowiadać Gregory'emu o tym, jak wspaniała była ta noc, chcąc zmusić go do wyrzutów sumienia. Jak tak się zastanowił, wcale nie było mu głupio. Kiedyś byłoby inaczej, ale teraz nie potrafił zmusić się do poczucia winy.
Mężczyzna wyciągnął kolejnego papierosa i odpalił go w sypialni. Sophia natychmiast zrobiłaby mu o to karczemną awanturę - pozwalała mu palić tylko w jego gabinecie, podczas gdy sama namiętnie spryskiwała każde pomieszczenie swoimi perfumami. Kiedy skończył, położył się na łóżku i zasnął, nie myśląc już ani o żonie, ani o problemach z pisaniem.
***
Niebo powoli zaczynało się rozjaśniać, tym razem już bez pomocy sztucznych ogni. Te godziny, które James spędził z Rosalie, znaczyły dla niego bardzo dużo, nawet, jeśli milczeli przez większość czasu. Sam fakt, że rzeczywiście była obok, czynił tę noc o wiele piękniejszą, niż można by przypuszczać. Kiedy nowy dzień dał o sobie znać, jasnowłosa wstała w końcu z ziemi i zapytała go, czy mógłby ją odprowadzić. Byłby idiotą, gdyby odmówił. Bez wahania poszedł za nią pod wskazany przez nią adres. Wciąż nie ośmielił się zadać dziewczynie pytań, na które odpowiedź mogłaby sprawić jej dużą trudność. Parę razy czuł, że nadszedł właściwy moment, jednak kiedy tylko na nią patrzył, na jej twarzy gościł uśmiech. Wiedział, że zasłużył na wyjaśnienia, jednak nie chciał stawiać jej w niezręcznej sytuacji, gdy sprawiała wrażenie naprawdę spokojnej i rozluźnionej. Choć teraz odpuszczał, wiedział, że pewnego dnia i tak zapyta ją, dlaczego wyjechała, nie pożegnała się z nim i czemu tak nagle wróciła.
- Chciałam ci podziękować - powiedziała Rosalie, wyrywając bruneta z zamyślenia. - O nic nie pytasz, choć wcale nie zdziwiłoby mnie, gdybyś to zrobił.
Sposób, w jaki Rosalie rozszyfrowała jego myśli, przypomniał mu o dziewczynie z przeszłości, która również zawsze odgadywała to, co czuł, bez mrugnięcia okiem.
- Nie chcę naciskać - odrzekł James, ryjąc butem w śniegu.
Nie potrafił patrzeć prosto w oczy Rosie. Przez całą noc przyglądał jej się tylko wtedy, kiedy wiedział, że nie zostanie na tym nakryty. Rosalie onieśmielała go bardziej, niż kiedykolwiek przedtem.
- Doceniam to - rzekła dziewczyna. - Cieszę się, że mnie odprowadziłeś.
- Jesteśmy na miejscu? - zapytał nieco zdezorientowany mężczyzna. Dopiero teraz zrozumiał, że od paru minut stali pod londyńską kamienicą. - Mieszkasz tu?
Rosalie pokręciła przecząco głową.
- Naprawdę musisz być taka tajemnicza? - spytał, mając naiwną nadzieję, że jasnowłosa ugnie się i zechce opowiedzieć mu coś więcej.
Tym razem blondynka przytaknęła, uśmiechając się wdzięcznie.
- Chciałabym, abyśmy byli w kontakcie - rzekła. - Podasz mi swój numer?
- Nie zmieniałem go od lat - powiedział bardziej szorstkim tonem, niż zamierzał.
Oboje pomyśleli o tym, że przez ponad dziesięć lat Rosalie miała mnóstwo okazji, by zadzwonić, jednak ani razu nie podjęła takiej próby. Dziewczyna oblała się rumieńcem - ewidentnie zrobiło jej się głupio.
- Przepraszam - mruknął James, ona jednak pokręciła głową. Wcale nie musiał tego robić, po prostu był szczery. Nie miała do niego o to pretensji.
Rosalie minęła go, lecz nagle zachwiała się. James objął ją, aby pomóc jej odzyskać równowagę. Ich twarze znajdowały się bardzo blisko siebie. Gdyby tylko chcieli, mogliby pocałować się bez mniejszego trudu, jednak akurat wtedy James nie wiedział, czy faktycznie miałby na to ochotę.
- Wszystko w porządku? - zapytał, przyglądając się jej uważnie.
- Przecież zawsze się potykam, nie pamiętasz? - odparła, odgarniając włosy za ucho, po czym zniknęła na klatce schodowej, uśmiechając się do Jamesa na pożegnanie.
Pamiętał doskonale.
Siedemnastolatek zarzucił torbę na ramię, żegnając się pospiesznie z paroma kolegami. Ten trening należał do udanych. Popisywał się dobrymi zagraniami, zdobył również wyjątkowej urody bramkę i życzył sobie, aby powtórzyć coś takiego za kilka dni w meczu o puchar. Usatysfakcjonowany swoją formą brunet wziął do ręki telefon, a kiedy na wyświetlaczu pojawiła się informacja o kilku nieodebranych połączeniach, nieco się zaniepokoił. Oddzwonił do osoby, która tak bardzo chciała się z nim skontaktować, a kiedy usłyszał po drugiej stronie jej całkiem spokojny głos, zmieszał się.
- Wydzwaniałaś do mnie jak wariatka -
mruknął. - Spodziewałem się co najmniej apokalipsy.
- Bardzo śmieszne, Devon - odezwał się
głos po drugiej stronie.
- A od kiedy mówisz do mnie po nazwisku,
Joyce? - zapytał. - No dobra, to co się stało?
- Hm, pomyślmy... A, już wiem! Czekają na
ciebie prace domowe i nie licz na to, że zrobię je za ciebie. Ja rozumiem, że
grasz w piłkę i musisz trenować, ale nie pozwolę, żebyś zawalał szkołę przez
swoje...
- Joyce, spokojnie - szepnął z
rozbawieniem. - Rób tak, jak ja. Wdech, wydech, wdech...
- Ja ci zaraz dam wdech i wydech -
warknęła. - To kiedy przyjedziesz? Bo wypracowanie z angielskiego samo się nie
napisze.
- I mam przyjeżdżać tylko po to, żeby
napisać jakiś bzdurny...
- Dokładnie tak - odparła Jenny z wyraźną
uciechą. - Do zobaczenia.
- No cześć, piękna... ups, przejęzyczyłem
się - powiedział. - Cześć, Joyce.
Rozłączył się. Uwielbiał te ich rozmowy i
spotkania. Jenny była nie tylko jego dziewczyną, ale też kumplem, z którym mógł
porozmawiać o każdej, nawet typowo męskiej sprawie. Zdarzało się, że razem
oglądali mecze w telewizji, w jej pokoju, którego każda ściana oblepiona była
plakatami przedstawiającymi najlepszych zawodników. Czasami spędzali czas u
niego, w nieco mniejszym, ale podobnie urządzonym pokoju. Jenny była już
właściwie członkiem rodziny, została bowiem zaakceptowana przez jego babcię, z
której zdaniem zawsze się liczył. Co tu dużo mówić, kochał tego rudzielca i
zamierzał jak najszybciej stanąć u progu jej drzwi. Dzień bez niej był dla
niego dniem zmarnowanym aż do granic możliwości.
Nim doszedł do drzwi wyjściowych,
usłyszał muzykę. Zwykle nie sięgał po klasykę, tym razem jednak nie mógł skupić
się na niczym innym. Rozejrzał się, po czym namierzył drzwi, zza których
dochodził ów dźwięk. Podszedł nieco bliżej. ,,Tylko zajrzę i zaraz spadam''
pomyślał i nacisnął klamkę.
Była to duża sala z kilkoma lustrami i
pianinem ustawionym pod ścianą. Kilka dziewcząt ćwiczyło przy drążku, wykonując
wszystko zgodnie z instrukcjami wysokiej i przeraźliwie chudej nauczycielki. Po
drugiej stronie inna grupa ćwiczyła jakiś krok, którego nazwy James po prostu
nie mógł znać - wszystko to, co tu zobaczył, składało się w ładną, lecz
zupełnie obcą mu bajkę. Spojrzał znów na pianino, o które opierała się wysoka
blondynka z naburmuszoną miną, wpatrująca się beznamiętnie w jakiś punkt. Oczy
Jamesa powędrowały w tym samym kierunku, a kiedy zobaczył ją,
zrezygnował z jak najszybszego opuszczenia sali.
Nastolatka miała jasne włosy związane w
prosty kok, a na sobie obcisły strój w bladoróżowym kolorze. James zorientował
się, że nie on jeden nie mógł oderwać od niej wzroku - tańczyła tak pięknie, że
przestawało się liczyć wszystko inne. Przypominała anioła. Frunęła nad ziemią,
choć nie miała skrzydeł. I nagle zachwiała się niebezpiecznie, lądując w
ostatniej chwili w jego ramionach. Dopiero wtedy James zdał sobie sprawę z
tego, że przez cały czas mimowolnie szedł ku niej, chcąc jeszcze lepiej widzieć
jej taniec.
- Ona jest beznadziejna - szepnęła
obrażona blondynka do pianistki. - Znowu zmasakrowała ten obrót. Ja zrobiłabym
to o wiele lepiej, przynajmniej nie szorowałabym nosem po podłodze na każdej
lekcji...
- Cicho, Sophia - powiedziała kobieta,
która do tej pory grała na pianinie. Teraz była zbyt zainteresowana czym innym.
James domyślał się, że wszystkie oczy
skierowane są teraz na nich. Wciąż podtrzymywał dziewczynę, którą uchronił
przed upadkiem. Wyglądała jak urzeczona. Jakby chciała mu podziękować, jakby
jego pojawienie się w jej życiu, było dla niej bardzo ważne. Właśnie wtedy
odsunęła się i wyprostowała z gracją, a jej twarz pokrył kamienny wyraz.
- Sama dałabym sobie radę - oświadczyła z
powagą.
- Daj spokój - James machnął ręką i
uśmiechnął się uprzejmie. - To nic takiego...
- Nie potrzebuję niczyjej pomocy, jasne?
- Jak słońce - burknął, po czym zaczął
się wycofywać. - Jesteś taka elegancka, a nie wiesz, że kultura nakazuje
dziękować?
Nie zdążyła nic odpowiedzieć. Nim James
odwrócił się i wyszedł, zauważył zaciekawione spojrzenie Sophii. Nie była już
tak markotna, jak wcześniej. Przyglądała mu się uważnie, po czym uśmiechnęła
się, jakby była pod wrażeniem, że zdołał odgryźć się tajemniczej baletnicy.
James nie był z siebie aż tak zadowolony.
Wyszedł z sali i przypomniał sobie o tym,
że Jenny czeka na niego w swoim domu. Zamierzał jak najszybciej zapomnieć o
jasnowłosej, która tak mocno go zaintrygowała. Nie wiedział jeszcze, że będzie
to o wiele trudniejsze, niż mógł sądzić na początku.
Wiedział, że kiedykolwiek się
zachwieje, zawsze będzie obok, by ją złapać.
Hej Kochana;* Cieszę się, że nowości pojawiają się w tak krótkim odstępie czasu. Może nie zawsze uda mi się pojawić tutaj zaraz po opublikowaniu odcinka, ale możesz być pewna, że prędzej lub później przybędę! Po krótkim wstępie zabieram się za czytanie i komentowanie części drugiej.
OdpowiedzUsuńWybrałaś piękną piosenkę. Nie kojarzę, abym kiedykolwiek wcześniej ją słyszała. Zachwyciła mnie równie mocno, co słowa, które wyszły spod Twoich palców. Nie wiem, co wydarzyło się między Rosalie i Jamsem w przeszłości. Czuję jednak, że znaczyli wtedy dla siebie bardzo dużo. Tym bardziej chciałabym się dowiedzieć, dlaczego dziewczyna zniknęła tak nagle z życia chłopaka. Wiesz z czego zdałam sobie właśnie sprawę? Idealnie dobrałaś wizerunek do postaci Rosalie. Już gdy zobaczyłam jej zdjęcia w galerii, pomyślałam: "wygląda na bardzo tajemniczą i piękną kobietę". I wcale się nie myliłam. Na dodatek ujęłaś mnie opisami. Gołym okiem widać, że James dalej czuje coś do pięknej Jasnowłosej. Jestem tylko ciekawa, co siedzi w głowie samej zainteresowanej.
Uwielbiam tą piosenkę! Kocham ludzi, którzy rozumieją, że każdy ma za sobą jakąś przeszłość. Dzisiaj niestety bardzo często staje się to problemem. Tak jakbyśmy mieli możliwość wymazania wszystkiego i rozpoczęcia życia od nowa. Osobiście sobie tego nie wyobrażam, bo doceniam moją przeszłość - jakakolwiek by nie była. I akceptuję fakt, że każdy ową posiada. Dlatego - przeważnie mężczyźni tak mają - nie rozumiem ludzi, którzy tak po prostu przekreślają kogoś za coś, co wydarzyło się dawno lub tak bardzo naciskają na zdradzenie wszystkich sekretów. I przez pryzmat tego oceniają. Nie wiem, czy to co napisałam wyżej ma sens, ale tak jakoś mnie naszło. Może ma wpływ na to fakt, że ostatnio przyglądałam się właśnie takiej sytuacji. Gdy z teraźniejszością zderzyła się przeszłość. Dobra kończę ten bełkot i wracam do treści opowiadania. A więc.. Lubię Tinę. Jak już napisałam pod pierwszą częścią - przypomina mi po części mnie samą. Vanessę podziwiam. Bo chociaż nasz start nie był miły i nadal mam do niej dystans, to podziwiam jej odwagę. Sama nie wiem, czy odważyłabym się rzucić dotychczasowe życie i dać sobie drugą szansę. Pewnie nie, bo jestem tchórzem. Ale Vannie taka nie jest i dzięki temu może spotkać ją coś naprawdę wspaniałego. Ma szansę na odnalezienie własnego, szczęśliwego miejsca na ziemi. A czy to nie o to właśnie chodzi w życiu? Cóż to za przystojniak na nią wpadł? Dlaczego mnie się takie rzeczy nie przytrafiają? Ach... Rozmarzyłam się
Szkoda mi Jenny. Ewidentnie widać, że ciągle nie może zapomnieć o mężczyźnie z przeszłości. A to oznacza, że musiała go kochać i to bardzo. Zresztą niełatwo jest zapomnieć o kimś, gdy ma się jego małą kopię w domu. Dobrze, że pojawił się Victor. Kocham jego poczucie humoru i fakt, że troszczy się o siostrę. To naprawdę bardzo dużo mówi o facecie. Plus za przepiękne wspomnienie - cały czas się uśmiechałam, gdy je czytałam!
OdpowiedzUsuńMałżeństwo Gregory'ego i Sophie przypomina mi układ, a nie związek dwójki kochających się ludzi. Sophia lubi błyszczeć jak gwiazda, a on lubi ogrzewać się w tym blasku. Tak mi się wydaje, bo jakby było inaczej, to dlaczego nadal by z nią był? Można kogoś kochać tak, że ciągle walczy się o tą miłość, ale przecież tutaj gołym okiem widać, że wszystko się wypaliło. Oboje zdają sobie sprawę, że to koniec ich małżeństwa, a jednak żadne nie jest na tyle odważne, aby zrobić ten ostateczny krok. Poza tym rozumiem Gregory'ego. Sama mam w głowię tysiąc pomysłów, a gdy czasami trzeba ubrać je w słowa, to umykają. Bo nigdy nie jest wystarczająco dobrze.
Takie miałam przeczucie, że ojcem Olivera jest James. I powiem Ci, że cała moja sympatia wobec chłopaka prysła jak bańka mydlana. Rozumiem, że w życiu zdarza się tak, że ludzie odchodzą od siebie, bo zakochują się w kimś innym. Ale jak on mógł odejść tak bez słowa?! Zostawić dziewczynę, która jednak coś dla niego znaczyła i syna! Nie chciał być z Jenny - rozumiem. Ale na Boga jak może tak sobie spokojnie żyć wiedząc, że gdzieś tam ulice przemieszcza jego dziecko. Nie pojmuję tego.
Kocham tą historię. Jest tak cudownie napisana, że aż zapiera mi dech w piersiach. Pewnego dnia zajdziesz daleko, moja droga! Bardzo daleko:*
Odnośnie końcówki Twojego komentarza, ja sama też nie ogarniam, jak można nie interesować się własnym dzieckiem. Prawdopodobnie to się nigdy nie zmieni. Aczkolwiek nie przekreślałabym Jamesa na Twoim miejscu :)
UsuńDziękuję za to, że jesteś. Mam nadzieję, że Twoje ostatnie słowa w komentarzu kiedyś się sprawdzą :)
Całuję :*
Hej Kochana:* jeszcze raz dziękuje za piękne życzenia. Miło wiedzieć, że ktoś tak po prostu pamiętał o moim małym święcie, bo takie przypomnienie z facebooka to jednak nie to samo. Byłam zaskoczona, ale oczywiście pozytywnie i będzie mi jeszcze bardziej miło, jeżeli w przyszłym roku też będziesz pamiętać :) o ile mnie pamięć nie myli Ty też masz urodziny w kwietniu? Chyba nawet wiem, którego dokładnie, więc możesz się spodziewać ode mnie życzeń :) to tyle jeśli chodzi o wstęp i już zabieram się za czytanie.
OdpowiedzUsuńPowrót Rosalie był chyba dla wszystkich szokiem. Tyle pytań się nasuwa wraz z jej powrotem. Sama się zastanawiam co takiego wydarzyło się w jej życiu, że musiała wyjechać, ale też co spowodowało, że postanowiła wrócić. Widać u Jamesa to, że ta kobieta nie jest mu obojętna, że mimo upływu tylu lat ona nadal jest dla niego tak samo ważna jak wtedy, kiedy byli naprawdę szczęśliwi i nic nie wskazywało na to, że to szczęście rozpadnie się w ciągu jednej chwili. Przed nimi niewątpliwie bardzo trudna rozmowa, która zaboli zapewne ich obu. Rosalie sama w sobie jest bardzo tajemniczą postacią, dlatego z niecierpliwością czekam na więcej informacji odnośnie tej bohaterki :)
Wracając do początków Mine Again pamiętam, że nie obdarzyłam Vanessy zbyt wielką sympatią. Sporo namieszała w życiu bohaterów, ale podoba mi się w niej ta odwaga i determinacja, żeby każdy kolejny dzień był jeszcze lepszy od poprzedniego. Doskonale ją rozumiem jeśli chodzi o zawód miłosny, bo sama też przeżyłam coś takiego i naprawdę nikomu tego nie życzę. Chociaż jeśli chodzi o sytuację Vanessy, to nie do końca nazwałabym to miłosnym zawodem. Josh niewątpliwie ją kochał i wydaje mi się, że w tamtym momencie zwaliło się na niego zbyt wiele spraw, a wiadomo, że każdy człowiek ma swoją cierpliwość, a Vanessa postanowiła usunąć się na bok. Uważam, że źle postąpiła, bo skoro jest taka odważna i wygadana, to powinna walczyć o swoje. Mam nadzieję, że Josh ją odnajdzie i wyjaśnią sobie te wszystkie nieporozumienia nim Vanessa nie trafi na kogoś, kto mógłby zająć miejsce Hartleya.
Jenny nie ma w życiu łatwo. Nieudany związek z przeszłości nie daje o sobie zapomnieć, a czytając pierwszy rozdział przez chwilę miałam wrażenie, że jest troszkę lepiej. Musiała bardzo kochać tego mężczyznę, skoro tak bardzo za nim tęskni. Ciągłe wracanie do przeszłości, oglądanie tej kasety... czy to ma jakiś sens? Dla mnie nie, bo Jennifer sama się dołuje i jak później stanąć na nogi, kiedy ciągle rozmyśla się o tym samym? Musi być silna przede wszystkim dla Olivera, któremu niestety musi zastąpić obydwóch rodziców. Jestem ciekawa, czy ten mężczyzna chociaż wie, że ma z nią syna? Bo może tak być, że zwyczajnie nie wie o jego istnieniu, chociaż chcę wierzyć, że Jenny taka nie jest i nie zataiłaby takiej informacji. Victor jest świetny, wspaniały z niego brat. To dobrze, że siostra może na niego liczyć w każdej sytuacji i nawet w sylwestra jej nie zawiódł :) uważam, że taka bratnia dusza jest jej teraz bardzo potrzebna, kiedy dopadł ją smutek, ale mam nadzieję, że sobie z nim poradzi i stanie na nogi :)
OdpowiedzUsuńMałżeństwo Sophii. Może zacznijmy od tego, że ta relacja w ogóle nie przypomina tej, która łączy małżonków, osoby, które powinny być w sobie zakochane, darzyć się szacunkiem i zaufaniem. Niestety ja tego tutaj nie widzę. Nie chciałabym zwalać winy tylko i wyłącznie na jedną osobę, bo uważam, że oboje mają swoje za uszami i gdyby tylko chcieli, to oboje wspólnymi siłami przetrwaliby wszystkie niepowodzenia w ich małżeństwie. Niestety na świecie są takie kobiety jak Sophia, które uwielbiają być w centrum zainteresowania i zrobią wszystko, żeby utrzymać coś takiego jak najdłużej. Ona lubi bogactwo, przepych, kiedy jest na ustach wszystkich ludzi i widać, że czerpie z tego ogromną przyjemność. Sława jej męża była jej na rękę, bo lśniła na każdym kroku, a od czasu, kiedy Gregory stoi w miejscu, kiedy wena nie sprzyja to Sophii nie ma. Dla mnie to wszystko wygląda na jakiś układ. Są ze sobą, kiedy jest dobrze, a kiedy jest źle są dla siebie zupełnie obcymi ludźmi. Myślę, że oboje męczą się w takim układzie i czy nie lepiej byłoby po prostu się rozstać, zamiast wzajemnie się ranić? Chyba tak, ale pożyjemy, zobaczymy jak to wszystko się dalej potoczy.
Rozumiem, że ostatni fragment, a raczej wspomnienie to jest ta pierwsza odkryta przez Ciebie tajemnica? No to powiem Ci, że mnie zaskoczyłaś. Nie spodziewałam się, że w przeszłości Jenny i James byli parą. Jakoś tak mi do siebie nie pasują. Uważam, że Jenny jest ułożoną, spokojną dziewczyną, a James to taki lekkoduch, który życie traktuje jak zabawę, a osoby, które się w nim pojawiły jak zabawki. Bardzo nieładnie potraktował Joyce. Te wszystkie słówka, obietnice... takich rzeczy się nie mówi, jeśli się wie, że się ich nie dotrzyma. Ciekawa jestem, czy to on jest ojcem Olivera... oczywiście nie musi tak być, ale jest to całkiem możliwe, skoro był związany z Jenny.
Zaczyna robić się naprawdę ciekawie, dlatego czekam na kolejne rozdziały :)
Pozdrawiam :*
Nie ma za co :) Ojciec Olivera to James i odpowiadając na Twoje pytanie, tak, wie on o istnieniu syna - wynika to chociażby z tego nagrania, które oglądała Jenny. Jak to tak powiążesz, to składa się to w sensowną całość - tak myślę :P
UsuńDziękuję za wsparcie :* Do następnego, kochana!
Cześć! :*
OdpowiedzUsuńDlaczego ja zawsze muszę przychodzić spóźniona? Część rozdziału przeczytałam już kilka dni temu, jednak nie miałam czasu, aby zabrać się za resztę, czego teraz żałuje. Końcówka była najlepsza i podbiła moje serce. <3 Ale po kolei. :)
Dobrze, że Vanessa odnalazła się w Londynie i zaprzyjaźniła się z Christiną, którą od początku polubiłam. Niby żyje w swoim świecie, ale też twardo stąpa po ziemi. Wiem, że dwa różne stwierdzenia, ale tak ją właśnie odebrałam. :D I za to ją lubię. Bo są momenty kiedy jest poważną i kiedy jest totalną wariatką.
to potknięcie się Vanessy było takie nagłe, niespodziewane. I ten mężczyzna co ją złapał. Czyżby to był ten piłkarz? Wszystko mogłoby być pięknie; normalnie bym się cieszyła z tego i myślała, że może oni będą razem i będzie tak cudownie. Ale nie tym razem. Jej myśli mnie przeraziły. Ja cały czas mam w głowie Josha. Ona musi być z nim! Oni są dla siebie stworzeni! Coś czują, że będą jakieś komplikacje. Że ona zacznie zakochiwać się w innym, a wtedy zjawi się Josh i nie będzie wiedziała z kim być. Nie chcę tak. :( Ale rozumiem, że to opowiadanie i coś musi się dziać. :D Zobaczymy jak to będzie.
Jenny ma naprawdę fajnego i uroczego brata. Taki pewny siebie, ale to właśnie sprawia, że jest fajny i już po tym krótkim fragmencie stwierdzam, że też chcę takiego brata! :D Wie kiedy przyjść, pocieszyć, rozśmieszyć i w ogóle. Ach! Tylko pozazdrości Jenny! :D
Ten film był naprawdę smutny. Znaczy nie film, on był słodki, zabawny i romantyczny. Smutne jest to, że tego mężczyzny nie ma już przy Jenny. Jestem ciekawa czemu odszedł, gdzie jest i czy jeszcze wróci? To bardzo przykre. Było tak pięknie, a teraz go nie ma. :( Eh... :(
Ach, jaki ten moment z Jamesem był słodki! Świetna i zabawna sytuacja! Teraz już wiemy jak się poznali, i że James miał inną dziewczynę, którą pewnie rzucił dla Rosalie. Coraz bardziej intryguje mnie ta historia. Chodzi mi już o całe opowiadanie, choć nie będę ukrywać, że James i Rosalie najbardziej mnie ciekawią.
Jak zwykle nie mogę doczekać się nowego rozdziału. :)
Pozdrawiam! :*
Cieszę się, że to opowiadanie wywołuje u Ciebie tak pozytywne emocje :) Mam nadzieję, że to się nie zmieni :P
UsuńDziękuję i pozdrawiam :*