12 kwietnia 2014

3. ,,Gwiazdy znowu szczerzą się jak głupie''

Hej :)
Ten rozdział może nie jest zbyt emocjonujący, ale to tylko chwilowy przestój. Tak jak mówiłam, będzie więcej niespodzianek - pozytywnych i negatywnych (oj tak, jedna jest wręcz przerażająca) i mam nadzieję, że Was nie zanudzę tą historią :)
Myślę, że zachowam taki odstęp między rozdziałami, jak dotąd, czyli trochę ponad tydzień. Wychodzi nam to całkiem sprawnie, co bardzo mnie cieszy :)
Dziękuję za słowa pod poprzednim rozdziałem!
Całuję i wracam za jakiś czas! :*
***
Birdy - All About You
 
Słońce wzeszło, by cię powitać, piękna. Nie każ mu dłużej na siebie czekać. Wstawaj, podejdź do okna i pokaż mu swój uśmiech. Spraw, by świeciło jeszcze bardziej. Jeśli sama nie otworzysz oczu, zmuszę cię do tego siłą. Widzisz, nie tylko słońce marzy o tym, by widzieć cię dzisiaj szczęśliwą.

W prawdziwym świecie to nie słowa ukochanego mężczyzny wyrwały ją z błogiego stanu, lecz dźwięk dzwonka. Nie pamiętała już, kiedy po raz ostatni spała tak krótko. Wystarczyło, że pod kołdrą poruszyła stopami, by odczuć konsekwencje tańczenia na środku pokoju. Wszystko, co wydarzyło się minionej nocy, widziała przez mgłę i musiała poczekać, aż Vanessa się obudzi - wówczas niektóre wątpliwości Christiny zostaną albo rozwiane, albo podparte faktami. Kobieta poczuła się samotna i wcale jej to nie dziwiło - uczucie to było jej nieodłącznym towarzyszem od dłuższego czasu. I tak miała szczęście, że nie mieszkała w tych czterech ścianach sama. Gdyby nie Vannie, która nawet, gdy sama miała gorszy dzień, poprawiała współlokatorce nastrój żartem lub wspólnym milczeniem, Christina Dainty miałaby poważny problem ze swoim życiem. Nie było dnia, aby nie zastanawiała się, dlaczego akurat ona nie ma nikogo, komu zależałoby na tym, by każdego ranka budzić ją pocałunkiem. Może nie była najpiękniejszą kobietą na świecie, a jej uroda należała raczej do przeciętnych, to doświadczenia z przeszłości pokazały, że Tina może podobać się facetom - najczęściej byli to jednak ci nieodpowiedni. Miała naprawdę dużo do zaoferowania. Może powinna poszukać problemu głębiej? Może sama miała zbyt wygórowane oczekiwania, by ktokolwiek mógł im sprostać? Jeśli tak, to musiała odpychać facetów od siebie, robiąc to zupełnie nieświadomie, ponieważ była niemal pewna, że nigdy nie prosiła ani o Adonisa, ani o laureata Nagrody Nobla. Tak, chciała, aby był choć trochę przystojny i miał coś w głowie, ale chyba nie przesadzała. Teraz, kiedy była tak mocno spragniona miłości, do szczęścia wystarczyłby jej właściwie ktokolwiek - nawet, gdyby owe szczęście miało być wyjątkowo krótkotrwałe.
Szarooka usłyszała kolejny dzwonek, kiedy zmusiła swoje ciało do wydostania się spod kołdry, w którą była zaplątana. Co ona wyprawiała tej nocy? Jedna z jej stóp machinalnie odnalazła kapeć, druga natomiast skazana była na marznięcie. Zguba znalazła się parę godzin później pod szafką w salonie, gdzie była również Vanessa. Młoda lekarka leżała na podłodze, pochrapując cicho. Kiedy Christina minęła ją, by w końcu otworzyć drzwi niezapowiedzianemu gościowi, głos przyjaciółki sprawił, że psycholog o mało nie dostała zawału.
- Ten twój wymarzony facet ma tempo, nie powiem.
- Zaraz wrócę i zapewniam cię, że nie uciekniesz przed poduszką, którą zamierzam cię walnąć - szepnęła Tina, uśmiechając się słodko, przetwarzając sobie w myślach słowa Vanessy. A co, jeśli po drugiej stronie faktycznie znajduje się mężczyzna z jej snów? Boże, niech to będzie prawda...
Christina nabrała powietrza w płuca, po czym dotknęła klamki i otworzyła drzwi, nie patrząc uprzednio przez wizjer, kto czyha po drugiej stronie. Prawda okazała się być brutalnie daleka od tej wymarzonej rzeczywistości, w której szarooka tak bardzo chciała brać udział. Przez dłuższą chwilę wpatrywała się w jasnowłosą kobietę za progiem, robiąc to niedyskretnie, lecz nie dbała o to. Była osobą, którą spodziewała się zobaczyć jeszcze mniej, niż księcia z bajki. Minęło tyle lat, a ona wciąż uśmiechała się tak samo - jakby świat był cudowny, nawet w najczarniejszej godzinie. Christina zaklęła w duchu i w ten sposób wróciła do teraźniejszości. Ten jej uśmiech zawsze działał jej na nerwy.
- Witaj, Tina - powiedziała Rosalie, mrugając powiekami. Jej ton był niewinny, jakby dziewczyna nie zdawała sobie sprawy z tego, że samą swoją obecnością mocno namieszała w głowie i życiu Christiny. - Znalazłoby się jedno wolne łóżko?

***

Sophia nie była pewna, o której godzinie wróciła do domu i jak właściwie udało jej się do niego trafić. Obudziła się w salonie na samym skraju kanapy - aż dziwne, że nie wylądowała na podłodze. Jak wspominała minioną noc? To, co udało jej się zapamiętać, wcale nie należało do rzeczy przyjemnych. Była otoczona mnóstwem ludzi, dla których nie liczyło się nic, prócz zabawy do białego rana, jednak w tym tłumie brakowało Gregory'ego. Pierwsze, co Sophia poczuła, kiedy przywołała twarz męża przed oczy, to wyrzuty sumienia. Może powinna była zostać w domu, poczekać na niego i na spokojnie z nim porozmawiać? Potem jednak jasnowłosa przypomniała sobie, że to on zachował się, jak dzieciak. Umówili się przecież, a on wystawił ją do wiatru. Dobry mąż tak nie postępuje.
Blondynka przeszła z pozycji leżącej na siedzącą, masując obolałe skronie. Gdyby tak dużo nie wypiła, czułaby się znacznie lepiej, jednak wlewanie w siebie kolejnych drinków wydawało jej się najbardziej naturalną rzeczą na świecie. Była wściekła, bezradna i zdezorientowana. Marzyła o tym, by uciec nie tylko z domu, lecz również ze swojego życia i tak po prostu zacząć nowe z czystym kontem. Po części udało jej się dokonać niemożliwego - przez te parę godzin wcale nie była sobą. Stanowcza i konkretna baletnica ustąpiła miejsca wolnej, szalonej i głodnej nowych wrażeń dziewczynie, która zachowywała się o wiele mniej dojrzale, niż na trzydziestolatkę przystało. Gdyby Gregory mógł ją wtedy zobaczyć... Sophia była niezmiernie ciekawa jego reakcji, nawet, jeśli obecnie darzyła go przede wszystkim niechęcią.
Niebieskie oczy kobiety odnalazły jej komórkę, leżącą pod stolikiem do kawy. Ponownie zastanowiła się, jakim cudem znalazła drogę powrotną do domu. Musiała być w naprawdę paskudnym stanie, skoro nawet tego nie pamięta. Kiedy zalogowała się na portal społecznościowy, ukazały jej się fotografie z klubu, w którym się bawiła. Na niektórych wyglądała całkiem przyzwoicie, uśmiechając się wdzięcznie razem z koleżankami. Później okazało się, że tylko na tych zdjęciach była trzeźwa. Sophia zatkała usta dłonią, by nie krzyknąć, a prawda była taka, że rzeczywiście miała na to ochotę. Kręciła głową z niedowierzaniem. Kim był ten facet, którego obejmowała na środku parkietu? A ten, któremu dawała swój numer przy barze?
Sophia wylogowała się i czym prędzej wybrała numer koleżanki. Po drugiej stronie usłyszała jej zaspany głos, jednak w tej chwili jakoś nie było jej szkoda dziewczyny.
- Mogłabyś coś dla mnie zrobić? - zapytała uprzejmie Sophia. - Skasuj te zdjęcia, zanim mój mąż je zobaczy.
- A to Greg w ogóle wie, co to Facebook? - roześmiała się dziewczyna, teraz już o wiele żywsza.
- Boże, ile myśmy wypiły? - spytała blondynka, uśmiechając się słabo. - Nie szalałam tak nawet na wieczorze panieńskim.
- Wcale ci się nie dziwię - rzekła kobieta. - Jakbym to ja miała za męża takiego nudziarza, też miałabym ochotę nawiać, gdzie pieprz rośnie.
- Usuń te zdjęcia i idź spać, mała - skwitowała Sophia i rozłączyła się.
Dziewczyna próbowała poukładać sobie w głowie to, co powiedziała jej koleżanka. Czasem nie potrafiła zrozumieć samej siebie. Miała takie dni, kiedy rzeczywiście chciała zrezygnować ze swojego małżeństwa, jednak ten noworoczny poranek z pewnością do nich nie należał. Była w takim nastroju, że jedyne, na co miała ochotę, to przytulić się do Gregory'ego i razem z nim poleniuchować w ten mroźny, styczniowy dzień.
Sophia znała swojego męża tak długo, iż wiedziała już, że nie ma sensu szukać go w sypialni. Swe kroki kobieta skierowała ku gabinetowi Gregory'ego, do którego weszła bez pukania. Brunet siedział przy komputerze, w skupieniu czytając napisane przez siebie zdania. Był tak zajęty, że nawet nie zorientował się, kiedy jasnowłosa zjawiła się w pokoju. Sophia na palcach zakradła się, a kiedy znalazła się wystarczająco blisko, dłońmi zasłoniła mężowi oczy.
- Zgadnij, kto to - szepnęła.
Jedyną odpowiedzią, jaką otrzymała blondynka, była cisza. Gregory bez słowa odsunął dłonie żony od siebie, by wrócić do pracy.
- Ogłuchłeś? - zapytała, tym razem nie próbując być uprzejmą. - Kulturalni ludzie raczej nie ignorują innych.
- Kulturalni ludzie nie wchodzą bez pytania - rzekł Gregory, ani myśląc, by spojrzeć na Sophię. - Nie słyszałem, abyś pukała.
- Nie sądziłam, że w moim własnym domu ktoś będzie mi mówił, jak mam się zachowywać - warknęła.
- No popatrz, jakie życie jest zaskakujące - powiedział, wyraźnie usatysfakcjonowany nerwowością żony. - Mogłabyś już wyjść? Chciałbym wrócić do pisania.
- Po co się wysilasz? - zapytała Sophia, a Gregory po raz pierwszy na nią spojrzał. - I tak skasujesz te strony, tak jak miliony poprzednich - skwitowała, po czym obróciła się na pięcie i wyszła, zatrzaskując za sobą drzwi.
Pożałowała, że kazała koleżance usunąć tamte zdjęcia, w dodatku z myślą o Gregorym. Może, gdyby zobaczył swoją żonę w objęciach innego mężczyzny, obudziłby się i wreszcie zaczął o nią walczyć? W takich chwilach Sophii odechciewało się wszystkiego. Postanowiła wziąć prysznic, jakoś doprowadzić się do porządku i dopiero potem pomyśleć, co powinna zrobić - zakończyć swoje małżeństwo, czy podjąć kolejną bitwę.

***

Vanessa uśmiechnęła się do swojego odbicia w lustrze. Po dość wyrównanej walce ze zmęczeniem wypisanym na twarzy dziewczyna była już gotowa, by wyjść z domu. Jej urodę podkreślał delikatny, ledwie zauważalny makijaż, a róż na policzkach pięknie dogadywał się z sukienką w tym samym kolorze. Wyglądała bardzo dziewczęco, choć być może niepotrzebnie się starała - w końcu za moment to kitel będzie stanowił główny element jej garderoby. Tej nocy miała sen, w którym czuła motylki w brzuchu, po raz pierwszy od bardzo dawna. Widziała mężczyznę, który pożerał ją wzrokiem w sposób, który wcale jej nie przeszkadzał - wręcz przeciwnie. Robił to tak, jakby nigdy przedtem nie widział nikogo piękniejszego od niej, choć sama nigdy nie była próżna i nie uważała się za nie wiadomo jaką ślicznotkę. To było coś, o czym trąbiła Christina od dłuższego czasu - ta chęć podobania się facetowi. Do tej pory Vanessa była odporna na sygnały, które podpowiadały jej, że nadszedł już czas, by stanąć na nogi i dać szansę nowemu mężczyźnie, tej nocy jednak wszystko się zmieniło. Nie potrafiła zapomnieć o blasku w oczach faceta, który wpadł na nią na chodniku. Oczywiście wiedziała, że raczej się już nie spotkają, jednak była zdeterminowana, by odnaleźć miłość, gdziekolwiek musiałaby jej szukać. Teraz nie będzie kręcić nosem, kiedy szansa na związek pojawi się w jej życiu. Nie ma sensu bać się tego ryzyka. Tak, można się sparzyć, a Vanessa wiedziała już, jak bardzo boli taki obrót zdarzeń, jednak można także przeżyć fantastyczną przygodę, która zakończy się pomyślnie przy odrobinie szczęścia. Jeśli spotka mężczyznę, do którego poczuje coś więcej, niż przyjaźń, nie wycofa się z tej znajomości. Poczeka na to, co przyniesie przyszłość i zrobi wszystko, by tym razem nie cierpieć tak bardzo po rozstaniu.
Vanessa wyszła z łazienki i skierowała się do kuchni. Atmosfera była bardzo napięta. Christina patrzyła wilkiem na Rosalie, jasnowłosa z kolei uśmiechnęła się promiennie do Vannie. Młoda lekarka nie była pewna, jak powinna zareagować. Choć nie spodobało się to jej współlokatorce, Vanessa odwzajemniła uśmiech.
- Idę do pracy - powiedziała, patrząc porozumiewawczo na Tinę.
Po chwili obydwie były już w przedpokoju, z daleka od Rosalie.
- Nie wiem, co jest grane, ale obiecaj mi, że się nie pozabijacie pod moją nieobecność - rzekła Vanessa, zapinając płaszcz.
- Za dużo ode mnie wymagasz... - jęknęła Christina. - Nie dość, że mam potwornego kaca, to w dodatku jeszcze ona...
- Wydaje się być całkiem sympatyczna - wtrąciła Vannie.
- Jeszcze jedno słowo, a zmienię preferencje i rzucę się na ciebie, a nie na moją siostrę.
- Trzymaj się - powiedziała Vanessa, całując przyjaciółkę w policzek, po czym wyszła z mieszkania.
Nie miała zbyt wiele czasu, by w spokoju zastanowić się nad nagłą wizytą Rosalie, bo kiedy tylko wyszła na zewnątrz poczuła, jak ktoś łapie ją za rękę.
- Dzień dobry - rzekł mężczyzna, a Vannie pomyślała, że skądś zna ten głos. - A już się bałem, że będę musiał tu czekać w nieskończoność.
- Przepraszam, ale kim ty... - mówiła, jednak ucięła wpół słowa. To był on - facet, który ją potrącił zeszłej nocy. - Czekałeś na mnie?
Blondyn skinął głową, uśmiechając się niewinnie. Vanessa była skołowana, jednak powoli wracała do normy.
- Chciałem zrekompensować ci to, że wczoraj o mały włos cię nie przewróciłem.
- To było dzisiaj - zauważyła. - Daj spokój, nie ma o czym mówić.
- Jest, jest - zaparł się. - Nabroiłem i muszę jakoś naprawić szkody. Pomyślałem, że może zadowoli cię moje towarzystwo? Odprowadzę cię, gdziekolwiek idziesz.
- Interesujące - przyznała. - A co, jeśli idę na randkę?
- Super, pod warunkiem, że idziesz na nią ze mną - rzekł ochoczo, a Vanessa roześmiała się pogodnie. - Jestem Victor.
- Vanessa - odparła, ściskając dłoń mężczyzny.
Jeśli to miał być początek jej nowego życia, cieszyła się, że teraz znała już jego imię. Ruszyli w kierunku szpitala, w którym pracowała, a kiedy dotarli na miejsce nie potrafili przerwać rozmowy przed kilkanaście następnych minut. Vannie czuła się tak swobodnie, jakby znała tego człowieka od lat. Kiedy każde z nich odchodziło w swoją stronę, kobieta pomyślała o tym, jak przyjemnie jest czuć się znowu adorowaną. Być może właśnie tego potrzebowała, by ostatecznie stanąć na nogi, zapominając o tym, co wydarzyło się ponad rok wcześniej w Mediolanie.

***

Sophia była tak wściekła na męża i na samą siebie, że mogłaby złożyć pozew o rozwód choćby zaraz. Mówiła sobie w duchu, że przecież nie będzie jedyną kobietą, której małżeństwo nie przetrwało kryzysu. Nie powinna się wstydzić - wśród jej koleżanek blisko połowa miała za sobą równie burzliwe rozstania i dziś żadna z nich nie płakała po kątach i nie żałowała swej decyzji. Już zastanawiała się nad podziałem majątku, kiedy nagle naszło ją wspomnienie. Sophia odczuła to tak, jakby jakaś nieznana siła dotarła prosto do jej serca wraz z chłodnym styczniowym powietrzem, wypełniając całe jej wnętrze. Wspomnienie, któremu nigdy nie potrafiła się sprzeciwić, bo każda chwila była zbyt słaba, by się przed nim obronić.
Miała na sobie piękną suknię szytą na zamówienie według jej własnego projektu. Rozplanowała ten dzień od początku do końca, chcąc, aby był on po prostu doskonały. Zajęła się wszystkim, poczynając od koloru serwetek w sali, w której miało odbyć się huczne wesele, a kończąc na wyborze obrączek. Gregory miał tylko jedno zadanie - być tam razem z nią, by ślubować jej wszystko to, co sama zamierzała mu powiedzieć w odpowiedzi. Jeśli kiedykolwiek później pojawiały się w jej głowie wątpliwości co do uczucia, jakim darzyła Gregory'ego, to tamtego dnia była stuprocentowo pewna, że go kocha. Chciała tego ślubu i widziała w jego oczach, że i on marzył tylko o tym. Warto dodać, że tamten Gregory był zupełnie innym mężczyzną - żartobliwym, błyskotliwym i towarzyskim, a także czułym. Niejednokrotnie zaskakiwał ją pocałunkami, których wcześniej nic nie zapowiadało. Był spontaniczny i miał w sobie coś z romantyka.
- Show must go on - mruknęła Sophia, przestępując z nogi na nogę przed kościołem. - Nikt mnie nie uprzedzał, że to będzie takie stresujące!
- Na zażalenia już chyba za późno - rzekła jedna z druhen panny młodej. - Pamiętaj, że ten facet, który za chwilę zostanie twoim mężem, jest wyjątkowy. Doceń, że wybrał właśnie ciebie.
- Co w tym dziwnego? W końcu ja też jestem wyjątkowa - odparła Sophia dziarsko.
Kiedy zobaczyła męża w kościele wiedziała, że jest szczęściarą. Choć był od niej starszy o całe pięć lat, wspaniale się ze sobą dogadywali. Imponował jej siłą i stanowczością, a także niesamowitą wrażliwością. Przy nim czuła się bezpiecznie i wiedziała, że życie u boku kogoś takiego nie może być nudne.
- Nie mogę się doczekać naszego pierwszego tańca - szepnął Gregory, kiedy Sophia znalazła się wystarczająco blisko niego.
W jej głowie zawirowały wspomnienia. Kiedy po raz pierwszy ją objął, poczuła się tak, jakby nagle cały świat stał się nieistotny - liczył się tylko on.
- I że cię nie opuszczę, aż do śmierci - powiedział mężczyzna, uśmiechając się do Sophii tak, jakby nigdy przedtem nie czuł się szczęśliwszy.
Jasnowłosa wróciła do teraźniejszości, w głowie powtarzając słowa przysięgi. Obiecał, że zawsze będzie mogła na niego liczyć - dlaczego nie dotrzymał słowa? Dlaczego nie było go teraz przy niej? Dlaczego w jego oczach nie widziała już tego blasku, który kiedyś rozgrzewał jej krew? Dlaczego to wszystko tak się skomplikowało?
Sophia weszła do gabinetu męża, uprzednio pukając kilkakrotnie. Choć nie usłyszała zaproszenia, wiedziała, że Gregory pozwoliłby jej wejść.
- Powiem krótko - zaczęła, robiąc pauzę. Kontynuowała dopiero, kiedy Gregory łaskawie na nią spojrzał. - Nie chcę zmarnować tego, co budowaliśmy przez tyle lat. Nie chcę być jedną z tych kobiet, które mają za sobą nieudane małżeństwo. Nigdy w życiu się nie poddałam i teraz też nie mam takiego zamiaru.
Gregory wstał i podszedł do niej, uprzednio zostawiając papierosa w popielniczce. Kobieta nie potrafiła zrozumieć wyrazu jego twarzy ani zdemaskować jego uczuć. Wiedziała, że coś się między nimi zmieniło, jednak Gregory nigdy przedtem nie był tak trudny do zdefiniowania.
- Chcę o nas walczyć, rozumiesz? - powiedziała nieco mniej bojowym tonem, niż wcześniej. - Przyszła mi do głowy terapia małżeńska. Co o tym myślisz?
- Jeśli uważasz, że warto, to zgadzam się na wszystko - odparł Gregory, patrząc na żonę w sposób, którego nie znała.
Gdyby zapytał ją teraz, czy go kocha, Sophia nie byłaby w stanie udzielić odpowiedzi. To, co ich łączyło, nie było dziś takie samo, jak kilka lat wcześniej, jednak wciąż miało dla niej wielkie znaczenie.
- A więc będziemy walczyć? - spytała.
- Oczywiście - odpowiedział nieco rozbawionym, a może wręcz kpiącym tonem.
Mężczyzna pocałował Sophię w czubek głowy, robiąc to po raz pierwszy od bardzo dawna, po czym wyszedł z gabinetu, zostawiając ją samą. Nie wiedziała, czy uda im się wygrać, jednak skoro już poinformowała męża o swoich zamiarach, to nie mogła się wycofać. Im szybciej uda jej się znaleźć odpowiedniego specjalistę dla siebie i Gregory'ego, tym lepiej. Bez względu na to, co się między nimi wydarzyło, jednego była pewna - nie mogła go stracić.

***

Nie miał już najmniejszych wątpliwości co do tego, że Rosalie naprawdę wróciła. Przez tyle lat mógł jedynie w pamięci przywoływać jej twarz albo oglądać fotografie z przeszłości, a teraz los dał mu szansę na ponowne zatracanie się w ich znajomości. Kiedy jasnowłosa była obok, całe jego życie zaczynało wyglądać inaczej, niż na co dzień. Wszystko zaczynało lśnić, jakby Rosalie rzucała na każdy moment magiczny urok. Żałował, że nie było jej teraz przy nim, choć do tej pory inaczej wyobrażał sobie jej ewentualny powrót. Przez tyle lat pielęgnował w sobie złość na Rosalie i wiedział, że kiedy tylko ją zobaczy, wszystkie negatywne emocje eksplodują w nim, odbijając się również na niej, tymczasem rzeczywistość okazała się o wiele mniej przewidywalna. Nie zapomniał o jej nagłym i niezapowiedzianym wyjeździe ani o tym, z jaką łatwością przekreśliła to, co przez tak długi czas nazywali swym największym szczęściem, jednak nie potrafił wypominać jej błędów - nie teraz. Nie chciał, aby bolesne słowa zmusiły ją do kolejnej ucieczki. Rosalie miała mu wiele do powiedzenia, a James nie mógł się doczekać, aż pozna prawdę, jednak nie zamierzał naciskać, zgodnie z jej prośbą. Teraz, kiedy miał taką możliwość, chciał w stu procentach wykorzystać każdą chwilę, jaką dane mu będzie spędzić z dawną ukochaną. Bez względu na to, co się między nimi wydarzyło, James nigdy nie przestał wierzyć w to, że im się uda. Ile razy Rosalie mówiła mu, że go kocha? James nie wiedział, co musiałoby się wydarzyć, by zwątpił w ich uczucie. Jeśli to wszystko było prawdziwe, będzie wystarczająco silne, by przetrwać każdą burzę. Kiedy zobaczył ją wtedy uzmysłowił sobie, że nigdy nie potrafiłby jej znienawidzić - bez względu na to, jak mocno zabolałby go powód jej wyjazdu przed kilkunastoma laty.
- I znowu wszystkie gwiazdy szczerzą się jak głupie... - mruknął James, leżąc na łóżku i wpatrując się w wieczór za oknem.
Ona wróciła. Powietrze miało jej zapach, otoczenie jej urodę, a serce Jamesa być może znów nosiło w sobie miłość do niej.

8 komentarzy:

  1. Cześć! :*
    Jestem w szoku, że tak szybko przychodzę! To dlatego, że wreszcie mam wolniejszy weekend i wszystko robię na spokojnie. Jakie to przyjemne uczucie. :D Bardzo się cieszę, że mogłam przyjść do Ciebie punktualnie. :D
    Nie dziwię się, że Christina tak bardzo pragnie miłości. Nie dość, że nie jest już super młoda, to na dodatek miłość to świetna rzecz. Owszem, przynosi cierpienie, jednak świadomość, że komuś na tobie zależy jest tak motywująca, że chce ci się skakać do gwiazd. Wszystko staje się kolorowe, lepsze, zabawne. Ja w sumie też nie przeżyłam takiej prawdziwej miłości, ale coś tam przelotnego było, więc wiem. Też mam popęd do zakochania, ale pocieszam się myślą, że jestem jeszcze młoda. :D Christina, w pewnym sensie, to moje odzwierciedlenie. Czuję, że mamy ze sobą jeszcze więcej wspólnego. Lubię ją. Mam nadzieję, że będzie o niej jeszcze więcej fragmentów. I że znajdzie swoją miłość!
    No, no, no. Sophia nieźle zaszalała. Ciekawe, ile obcych facetów ma jej numer? :D Oby jej nikt nie napastował. :D Smutne, że Gregory nie wyczuł, że jego żona chciałaby spędzić z nim czas, jakoś się zabawić. Tak słodko zasłoniła mu oczy, pomimo tego, że wiadome było kim jest. A on nic. Tak zimno ją potraktował. Nie dziwię się, że postanowiła porozmyślać o tym, co dalej z jej małżeństwem.
    Rosalie to siostra Christine?! No proszę, proszę. Widzę, że bohaterowie tego opowiadania są bardziej ze sobą połączeni niż myślałam.
    Vanessa myślała, że już nigdy nie spotka się z mężczyzną z nocy Sylwestrowej, a gdy tylko wyszła z mieszkania, spotkała ją taka niespodzianka. Ach, dlaczego ja nie mam takiego szczęścia jak ona? :D Trafił się jej taki odważny mężczyzna, który nie boi się zagadać. Pewnie Christina też będzie jej zazdrościć. :D Ach, wiedziałam, że to Victor! Cóż, fajnie, że tak im się dobrze ze sobą rozmawia, ale ja chcę Josha. :( Kiedy on się pojawi? Victora w sumie już polubiłam, jednak nie wiem czy pasuje mi na chłopaka Vanessy. Oczywiście, to dlatego, że myślę o Joshu. :D Może jak z Vanessą i Victorem będzie więcej fragmentów, to w końcu się przekonam.
    Cieszę się, że Sophia postanowiła dać sobie i mężowi kolejną szansę. Ona cały czas go kocha, jednak to uczucie się schowało przez to, że Gregory się zmienił. Pomysł terapii bardzo mi się spodobał. Oby to coś dało. Reakcja męża Sophie pozytywnie mnie zaskoczyła. Zgodził się i nie zrobił żadnej awantury. No i pocałował ją w czoło, czego dawno nie robił. Może zrobiło mu się miło i też coś się w nim obudziło, gdy Sophia oznajmiła, że chce o nich walczyć? To wspomnienie z ślubu było bardzo wzruszające. Kiedyś tak się kochali, a teraz? Mam nadzieję, że uda im się odnaleźć tamto uczucie. Już teraz trzymam za nich kciuki!
    James jest bardzo wyrozumiały i na moje bardzo zakochany w Rosalie. To piękne. Trudno znaleźć teraz takiego faceta. Ona jest wielką szczęściarą. Nie mogę doczekać się dnia, gdy w końcu zacznie mu się zwierzać.
    Bardzo podoba mi się ten motyw gwiazd, który towarzyszy miłości Rosalie i Jamesa. To jest piękne i romantyczne. Brawo za pomysłowość! :)
    Pozdrawiam! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, jestem pierwsza! <3 Wreszcie! :D

      Usuń
    2. Gratuluję bycia pierwszą :) Odnośnie Twojego pytania, Josh pojawi się wkrótce. Wiem, że to mało konkretna odpowiedź, ale myślę, że w jakimś stopniu uspokajająca, bo pojawi się naprawdę niedługo.
      Dziękuję bardzo za cudowny komentarz!
      Pozdrawiam :*

      Usuń
  2. Hej Kochana:* moja intuicja jednak mnie nie zawodzi, bo tak właśnie myślałam, że w ten weekend mogę się spodziewać nowości. Zostawiłam Ci wiadomość na Gadu i mam nadzieję, że jeszcze dzisiaj ją odczytasz :) nie rozpisałam się aż tak bardzo, ale myślę, że napisałam wszystko co powinnam. A jeśli chodzi o rozdziały, a raczej częstotliwość ich dodawania, to strasznie szybko to idzie. Nie minął jeszcze miesiąc od publikacji prologu, a tutaj już trzeci rozdział. Wydaje mi się, że trochę to za szybko się dzieje, ale jeżeli tak postanowiłaś, to ja oczywiście szanuję Twoją decyzję i po za tym nie mam żadnych zastrzeżeń :)
    To tyle słowem wstępu, czas zabrać się za czytanie. Naprawdę pomyślałaś o tym, że mogłabyś mnie zanudzić swoimi historiami? Muszę znaleźć jakiś sposób, żeby skutecznie wybić Ci to z głowy. Ja nigdy nie będę się nudzić, nawet powiedziałabym, że ciągle mi mało, jeśli chodzi o Twoje opowiadania. Są cudowne i koniec! Nie dopuszczam do siebie tego, że mogłoby być inaczej :) każdy z nas chce być szczęśliwy i kochany, dla mnie to normalne. Zauważyłam, że prawie wszystkim czytelniczkom postać Christiny przypadła do gustu. Prawie każda odnajduje w niej cząstkę samej siebie i przyznaję, że ze mną jest dokładnie tak samo. Kiedy o niej czytam mam wrażenie, że widzę samą siebie. Myślę, że Christina jest zbyt wymagająca wobec siebie. A może nie tyle wymagająca, co zbyt rygorystyczna... wiadomo, że nie będzie robiła niczego wbrew sobie, nie może też być tak, że rzuci się na pierwszego lepszego napotkanego mężczyznę, bo jej potrzeba bliskości jest zbyt silna. Wiem, że to tak łatwo powiedzieć, ale może warto jeszcze trochę poczekać na swoją szansę? Nie spieszyć się za bardzo, bo pośpiech i tak niczego nie zmieni. Ja czuję, że jej życie już niedługo odmieni się na lepsze i w końcu doczeka się swojej drugiej połowy :) zasługuje na to jak nikt inny. No cóż, nie zauważyłam nawet cienia entuzjazmu u Christiny, kiedy otworzyła drzwi. Mam nadzieję, że niedługo dowiem się skąd ta niechęć Tiny wobec Rosalie :)
    Sophia mnie zaskoczyła, chyba po raz pierwszy w tej historii. Nie spodziewałam się, że w ogóle przejmie się tym, co pomyśli jej mąż, gdy zobaczy zdjęcia z imprezy sylwestrowej. Może ona faktycznie nie jest taka zła i rzeczywiście chce zrobić wszystko, żeby ratować swoje małżeństwo? Nie dziwie się, że było jej przykro, że spędza ten wieczór sama, skoro plany były zupełnie inne. Ale jak to się mówi sylwester to jedyna taka okazja w roku, gdzie można sobie pozwolić na balowanie :) ale też nie powinna zapominać o mężu i o kryzysie, ale o tym nie da się raczej zapomnieć, nawet jeśli bardzo by się starała... ta ich wymiana zdań w gabinecie Gregory'ego... chciała dobrze, a wyszło jak zawsze. Czy jest jeszcze dla nich chociaż cień szansy? Mam nadzieję, że tak :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam takie dziwne wrażenie, że w tym opowiadaniu chcesz przedstawić Vanessę w nieco innym świetle, tak jakby z czystym kontem. Bo przypominając sobie poprzednie opowiadanie, to można by stwierdzić, że cały czas ciągnie się za nią łatka tej kobiety, która o mały włos, a zniszczyłaby życie małżeństwa, dwójki zakochanych w sobie po uszy ludzi. Ja sama nigdy w ten sposób o niej nie chciałam myśleć i nawet nie myślałam i chciałabym dać jej szansę w tej historii i chyba jestem na dobrej drodze :) ten wyjazd z Mediolanu na pewno w jakimś stopniu ją zmienił. Na tym etapie na pewno nie powiem, że całkowicie zapomniała o Joshu, ale widać u niej tą chęć poznania kogoś nowego i ponownego zakochania się. Nie spodziewałam się, że to właśnie Victor wpadł na nią poprzedniego wieczoru, a że jest on jednym z moich ulubieńców to jestem bardzo ciekawa jak ta znajomość się rozwinie :)
    Po przeczytaniu tego fragmentu przeżyłam jeszcze większy szok. Nie spodziewałam się tego, że to Sophia jako pierwsza wyciągnie rękę na zgodę. Dla mnie ona jest zbyt dumna, żeby pokazać, że coś ją boli i nie daje jej spokoju. Prędzej spodziewałabym się takiego gestu ze strony Gregory'ego, bo z nich dwóch to on wydaje mi się bardziej rozsądny i dojrzały. Ale decyzję Sophii uważam za bardzo dobrą. Spróbować zawsze warto, a przecież nikt z góry nie założył, że im się nie uda. To dla nich szansa na to, żeby ich małżeństwo przetrwało i żeby ta relacja jaka kiedyś między nimi była narodziła się ponownie :) a było to naprawdę piękne i sama nie pogardziłabym takim uczuciem :)
    Skoro już pojawił się fragment z Jamesem, to chciałam na moment wrócić do Twojej odpowiedzi na mój poprzedni komentarz. Nie miałam stuprocentowej pewności, że to właśnie James jest ojcem Olivera, stąd pojawiło się pytanie, czy ojciec w ogóle wie o istnieniu swojego dziecka. Teraz już wiem, że są ze sobą spokrewnieni i mój błąd, bo gdybym czytała uważniej, to sama domyśliłabym się tego istotnego faktu za co przepraszam :) na przyszłość będę czytać uważniej. Ten nasz James nie ma łatwo w życiu. Z jednej strony przeszłość, czyli związek z Jenny i ich syn, teraz powrót miłości do Rosalie i w między czasie romans z Sophią. Sama jestem ciekawa jak on się z tego wszystkiego wygrzebie... pewnie nie będzie łatwo i wiele się wydarzy, dlatego czekam na kolejne nowości.
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze raz dziękuję za życzenia! :*
      A teraz po kolei... :) Z tą częstotliwością to po części masz rację i ja to rozumiem. Pomyślę, ale pomiędzy rozdziałami i tak będą max. 2 tygodnie, o ile z Waszą obecnością pozostanie tak, jak jest teraz. Jak się coś zmieni, to pomyślimy, co dalej.
      Powiem Ci, że Tina jest jedną z moich ulubionych postaci. Może nie taką naj naj, ale lubię ją. Cieszę się, że tak przypadła Wam do gustu. Tak czytam dalej Twój komentarz i wiesz co, Victor również jest jednym z moich ulubieńców. Jak tak spojrzeć, lubię prawie całą 'obsadę'. Prawie :P
      Kochana, zawsze, jak napotkasz jakieś niejasności w historii, pisz mi o tym, bo niekiedy mogą one wynikać nie tyle z Twojej rzekomej nieuwagi, a z mojego niedopatrzenia. Chciałabym, aby było tutaj jak najmniej błędów w fabule i takie wyłapywanie na pewno będzie bardzo pomocne :) I weź mnie nie przepraszaj, bo nie masz za co :)
      Wybacz, że się tak rozpisałam!
      Dziękuję za komentarz i obecność!
      Całuję mocno :*

      Usuń
  4. Miałam zjawić się tutaj wcześniej, ale zabrakło mi czasu. Przepraszam Cię za to! Postaram się, abym już nigdy więcej nie dopuściła do takiej zaległości. A teraz bez dodatkowych słów zabieram się za czytanie! :)
    Kocham Birdy, a ta piosenka jest jedną z moich ulubionych z jej nowej płyty, dlatego cieszę się, że jej tutaj użyłaś.
    Jak już wcześniej wspomniałam Christina przypomina mi mnie samą. Naprawdę. Nawet czytając fragment tego odcinka i jej przemyślenia dotyczące mężczyzn, miałam wrażenie, że czytam o samej sobie. Tak jakbyś weszła do mojej głowy i poskładała to wszystko w piękną całość. Pierwszy raz w życiu spotkało mnie coś takiego. Utożsamiam się z Christiną w stu procentach, i chociaż może jest to trochę przerażające, to mimo wszystko uwielbiam to :) !
    Rosalie jest bardzo, ale to bardzo tajemniczą postacią. Christina nie ucieszyła się na jej widok, więc domyślam się, że nie rozstały się w zgodzie. Jestem niesamowicie ciekawa, co kryje się za tą całą ucieczką Rosalie! Intrygujesz od samego początku! :)
    Bardzo trudno jest mi zinterpretować to, co łączy Grega i Sophie. W poprzednim odcinku wydawało mi się, że ich miłość wypaliła się, a są ze sobą tylko ze względu na wygodę. Teraz znowu wydaje mi się, że w jakiś trudny do zrozumienia sposób nadal im na sobie zależy. Przynajmniej tak myślę, chociaż nie jestem tego pewna. Z jednej strony odnoszę wrażenie, że oddalili się od siebie na tyle, że powrót do dawnych czasów jest niemożliwy, a z drugiej ... Gdyby się oboje trochę wysilili i ponownie spróbowali dostrzec w sobie to, co widzieli kiedyś? Może udałoby się jednak uratować to małżeństwo? Mam mętlik w głowie.
    Bruno Mars <3 <3 <3 I mam motylki w brzuchu! Jestem bardzo ciekawa jak rozwinie się znajomość Vanessy i Victora. Wierzę, że tym razem dziewczyna odnajdzie szczęście, chociaż ciągle nie daje mi spokoju Josh. W pewnym momencie pojawi się w Mediolanie - tak mi się wydaje - i co wtedy? Jestem niesamowicie ciekawa jak to rozegrasz. :)
    To jest straszne, że ludzie potrafią się tak bardzo zmienić. A w tym wszystkim zgubić to, co najcenniejsze. Nie wiem, co mam myśleć o Sophie i Gregu. Naprawdę. Mają za sobą piękną przeszłość. Niezliczoną ilość wspomnień, które potrafią rozpalić serce, ale czy to wystarczy, aby odbudować małżeństwo? Sentymenty potrafią wyprowadzić z równowagi. Przywołać uczucia, których tak naprawdę już nie ma. Zamydlić oczy. I mam wrażenie, że właśnie na takim etapie jest ich małżeństwo. Darzą się szacunkiem, coś tam do siebie czują, ale nie jest to już taka prawdziwa i silna miłość. Nie mam pojęcia jak to z nimi będzie, ale cieszę się, że postanowili spróbować zawalczyć o ich związek.
    Matko, ależ chciałabym wiedzieć, dlaczego Rosalie wyjechała! Jestem tego tak bardzo ciekawa. Stworzyłaś fantastyczną postać. Uwielbiam zagadki. Wręcz je kocham! Ostatnio zdarzyło mi się przeczytać kilka dobrych kryminałów i najbardziej podobała mi się w nich ta niewiedza i napięcie. Podobne do tego, które stworzyłaś postacią Rosalie!
    Czekam na nowość ! :** Postaram się przybyć tutaj wcześniej. :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Birdy jeszcze nie raz pojawi się na Forever - to chyba pozytywna informacja :) Powiem Ci, że tym, co wymyśliłam dla trio Vanessa, Victor i Josh, na pewno Cię zaskoczę. Na pewno. I jestem mega ciekawa Twojej reakcji, ale na wszystko przyjdzie czas.
      Dziękuję Ci baaaardzo :) Twoje uznanie cieszy, bo to w końcu 'Twoje' opowiadanie, kochana :)
      Całuję i do następnego :*

      Usuń