21 kwietnia 2014

4. ,,Zaczynam cię lubić''

Hej :)
Poświątecznie zapraszam Was na kolejny rozdział. Przepraszam, ale jakoś nie mogę zabrać się za sensowniejsze i dłuższe słowo wstępu. Leń mnie dopadł :P
Dziękuję za opinie! :)
Miłej lektury i do następnego! :*
***
Birdy - Wings

Jasnowłosa leżała w łóżku, choć nie spała już od kilkunastu minut. Chciała wykorzystać czas, kiedy była swym jedynym towarzystwem, by pomyśleć o wszystkim, albo znowu zacząć marzyć. Całe jej życie tak właśnie wyglądało. Rosalie godzinami próbowała podjąć decyzję, którą drogą wypadałoby iść, po czym zazwyczaj robiła na opak. Gdyby wszystko w życiu robiła pod linijkę, czy znalazłoby się trochę miejsca na szaleństwo i spontaniczność? Przez jedenaście lat żyła tak, jakby została poddana hibernacji. Istniała w zawieszeniu, wiedząc, że żyć może tylko w Londynie - nigdzie indziej nie znalazłaby prawdziwego domu. Teraz, kiedy mogła znów oddychać tym powietrzem, które tak dobrze znała, chciała należycie wykorzystać każdą chwilę, jaka została jej darowana przez Boga. Nie będzie niczego żałować bardziej niż tych wszystkich rzeczy, które wydarzyły się w przeszłości, a wcale nie powinny mieć miejsca. Być może los zmusi ją do ponownego opuszczenia Londynu. Życie tutaj nie mogło być proste, biorąc pod uwagę na przykład jej relacje z Christiną. Rosalie była optymistką, jednak akurat w pogodzenie się z siostrą zdarzało się jej wątpić. Póki jeszcze tu była, Rosalie chciała poczuć, jak te wszystkie najwspanialsze emocje znów rozlewają się ciepłą falą w jej sercu. Chciała się śmiać tak bardzo, by aż się rozpłakać. Chciała tańczyć w miejscu wcale do tego nie przeznaczonym. Chciała choć raz obejrzeć jeszcze gwiazdy, mając u boku Jamesa. Cokolwiek do niego czuła teraz i w przeszłości, mężczyzna na zawsze będzie obecny w jej sercu - aż do samego końca.
Kobieta wydostała się spod kołdry i bez wahania chwyciła telefon do ręki. Czasami zastanawiała się, dlaczego przez tyle lat do niego nie zadzwoniła - przecież znała jego numer na pamięć i potrafiłaby wyrecytować go o każdej porze dnia i nocy. Wydarzyło się między nimi bardzo dużo, ale czy na wzajemny żal można zrzucić całą odpowiedzialność za powstałą sytuację?
- Halo? - odezwał się ewidentnie wyrwany ze snu James.
Rosalie uśmiechnęła się, jakby zapomniała na chwilę o tym, że mężczyzna nie może jej teraz zobaczyć.
- Nie chciałam cię obudzić - powiedziała szybko. - Mam nadzieję, że dobrze ci się spało.
- O tak, miałem niezły sen, ale wiesz, co ci powiem? - zapytał James. - Że teraz jest nawet lepiej.
Na chwilę zapadła cisza. Rosalie chciała przetworzyć w myślach jego słowa i zastanowić się, jakim cudem na jej policzkach pojawiły się rumieńce, skoro Jamesa nie było obok.
- Może chciałbyś się ze mną...
- Z tobą? Zawsze.
- Ale nie wiesz, o co mi...
- O spotkanie? - zapytał, odgadując myśli dziewczyny. - Przecież to jasne, że nie proponowałabyś mi nic więcej. Nie jesteśmy na takim etapie.
- A na jakim jesteśmy? - spytała Rosalie.
- To ty dyktujesz warunki - odrzekł.
Zanim blondynka zdążyła zadać kolejne pytanie, mężczyzna szybko się pożegnał i przerwał połączenie.
Rosalie otworzyła drzwi i zastała za nimi Christinę. Brunetka wyglądała na zdenerwowaną. Jasnowłosa przechyliła głowę, patrząc na siostrę podejrzliwie.
- Rozmawiałaś z Jamesem? - zapytała w końcu Tina.
Rosalie nie odpowiedziała. Nie czuła, aby musiała spowiadać się siostrze ze wszystkiego.
- A więc po to wróciłaś? Żeby znowu namieszać mu w głowie?
- A ty jednak potrafisz mówić? Odkąd tu jestem słowem się do mnie nie odezwałaś.
- Dziwisz mi się? Przez tyle lat nie dawałaś znaku życia...
- Przez jedenaście lat, a żyję ich już trzydzieści i przez cały ten czas traktowałaś mnie z taką samą rezerwą, jak teraz. Nie próbuj zrzucić winy na mnie za nasze relacje, dobrze ci radzę.
- Nie zapominaj, że jesteś w moim domu.
- Vanessę też podsłuchujesz pod drzwiami? - spytała Rosalie, po czym uśmiechnęła się z satysfakcją, której nie potrafiła wytłumaczyć samej sobie. - Nie martw się, Tina. Jeszcze trochę i mnie tu nie ma. Będziesz miała o jeden kłopot mniej.
Blondynka nie powiedziała już nic więcej. W ciszy minęła siostrę w przejściu i zamknęła się w łazience. Nie potrafiła nie myśleć o tym, czy kiedykolwiek uda jej się naprawić relacje z Christiną. Kiedy widziała, w jaki sposób siostra na nią patrzyła, niekiedy traciła entuzjazm i nabierała wątpliwości, czy to, co zamierzała zrobić, miało jakikolwiek sens.

***

Młoda lekarka usiadła na skraju łóżka jednego z pacjentów w czasie swojej przerwy. Mogła te chwile spędzić razem z koleżankami z pracy przy kawie, jednak o wiele bardziej wolała być teraz tutaj. Nigdy nie była zbyt szybka, jeśli chodzi o zawieranie przyjaźni. W Londynie miała dobry kontakt z Christiną i w zupełności jej to wystarczało. Trzymała się z daleka od plotek i obgadywania innych pracowników szpitala, pamiętając o bliźnie, która na zawsze pozostanie na jej sercu. Uczyła się na własnych błędach i teraz wolała trzymać się o parę kroków dalej od pracodawcy, niż wplątać się w nieco głębsze relacje.
- Częstuj się - zagaił około osiemdziesięcioletni pacjent Vanessy, podając jej pudełko z czekoladkami. - Kto jak kto, ale ty nie musisz liczyć kalorii.
- W odróżnieniu od co poniektórych... - dziewczyna spojrzała wymownie w sufit.
- Ja wiem, że mi nie wolno. Wystarczy, że kilka razy dziennie jestem o tym informowany na nowo, abym przypadkiem nie zapomniał - rzekł staruszek, po czym uśmiechnął się pogodnie, ponownie przysuwając Vannie pudełko. - Przyniosła mi je żona.
- A ona nie wie o pana cholesterolu? - zdziwiła się.
- Nie wie? Skąd! Możliwe, że po prostu chce mnie wykończyć.
Vanessa roześmiała się, a wraz z nią dwójka pozostałych pacjentów.
- Miłość rządzi się swoimi prawami i bywa zaskakująca - skwitował mężczyzna. - A skoro już o tym mowa...
Staruszek skinął lekko głową, a Vanessa szybko przeniosła spojrzenie we wskazane przez niego miejsce. Zobaczyła Victora, choć w pierwszej chwili nie mogła go rozpoznać. Twarz miał niemal całkowicie zakrytą w cieniu, który rzucał na niego kaptur. Wyglądał tak, jakby się ukrywał. Miał lekko zarumienione policzki i oddychał szybciej, niż zwykle. Czyżby przed kimś uciekał? I dlaczego szukał wsparcia właśnie tutaj?
- Co ty tu robisz? - zapytała lekarka, podchodząc do blondyna.
W ostatniej chwili rozdzielił ich bukiet kwiatów, który przyniósł Victor. Vannie spojrzała na niego nieco zmieszana.
- Szybko przechodzisz do rzeczy - mruknęła z niezadowoleniem.
- Przepraszam, że nie mogę teraz z tobą porozmawiać na spokojnie. Jak wyjrzysz za okno, zrozumiesz. Póki co chcę dać ci te kwiaty i zaprosić na kolację dziś wieczorem.
- Przykro mi, ale nie...
Wszystko potoczyło się znacznie szybciej, niż można się było spodziewać. Mężczyzna w jednej chwili podał dziewczynie kwiaty, niemal na siłę umieszczając je w jej dłoniach, a z kieszeni jej kitla sprawnie wyciągnął jej komórkę.
- Co ty wyprawiasz? - zapytała rozwścieczona.
- To mój zakładnik - odparł i po raz pierwszy się uśmiechnął. - Dziś wieczorem w Palace. Będę czekał.
- Ale ja wcale nie chcę nigdzie z tobą iść! - krzyknęła, kiedy Victor powoli wycofywał się z pomieszczenia.
- Jeśli chcesz odzyskać telefon, to nie masz wyboru - skwitował i wyszedł, zostawiając zdezorientowaną Vanessę sam na sam ze swoimi myślami.
Dziewczyna dopiero teraz zauważyła, że pacjenci opuścili swoje łóżka i wszyscy ślęczeli przy oknie, wyglądając na zewnątrz. Ciekawość sprawiła, że nogi poprowadziły Vannie w to samo miejsce. Pod szpitalem zobaczyła tłum fotoreporterów, który na chwilę się rozrzedził, a potem całkowicie zniknął, podążając za odjeżdżającym Victorem jak cień. Ten facet jest o wiele bardziej tajemniczy, niż można było przypuszczać.
- Ktoś mi podkrada moją panią doktor... - mruknął staruszek, przyglądając się krytycznie okazałemu bukietowi, który Vanessa odruchowo odrzuciła na łóżko.
Dziewczyna nie była w stanie się uśmiechnąć. Pod byle pretekstem wyszła z pokoju, wiedząc, że gdziekolwiek pójdzie, już do samego końca nie przestanie myśleć o Victorze.

***

Christina musiała przetrzeć oczy, kiedy po raz pierwszy przeczytała nazwisko nowej pacjentki. Mogłaby zrobić nawet najbardziej szaloną rzecz, by zmusić rzeczywistość do zmiany. Nie potrafiła zaakceptować takiej, a nie innej prawdy. Zwykle ludzie, którzy przychodzili do niej po pomoc i dobre słowo, byli początkowo anonimowymi postaciami, odsłaniającymi się nieco po każdym kolejnym spotkaniu. Tym razem miało być inaczej. Jak szarooka może być wsparciem dla Sophii, skoro na samym starcie wie o niej tak wiele niezbyt pochlebnych rzeczy? Pomału cała ta sytuacja z nagłym powrotem Rosalie przestawała bawić Tinę. Coraz częściej zastanawiała się, po co tak naprawdę jej siostra wróciła do Londynu. Nie wystarczy, że myślała o niej na okrągło całymi dniami? Teraz los zsyła, a właściwie zrzuca jej na głowę Sophię, dawną koleżankę Rosalie, o ile można ją tak nazwać. Jasnowłosa wiele się nacierpiała, kiedy zazdrosna o jej talent Sophia rzucała jej kłody pod nogi, nawet się z tym nie kryjąc. Na dnie serca Christiny wciąż był obecny żal, że choć widziała wówczas cierpienie młodszej siostry, nie spróbowała jej pomóc, a przecież mogła. Byłoby lepiej, gdyby zrobiła cokolwiek, nawet małą rzecz, jednak ona wolała udawać, że kłopoty Rosalie jej nie dotyczą. Czy tak postępuje dobra starsza siostra?
Pomijając jej rodzinne problemy, przed Tiną było teraz nowe wyzwanie, które sprawiało, że jej ciało przebiegały dreszcze. Jak po tylu latach spojrzeć Sophii w oczy i nie rozszarpać jej za wszystkie świństwa, których się dopuściła w przeszłości? Jak udzielać rad kobiecie, przez którą Rosalie przepłakała niejedną? Jak znaleźć w sobie współczucie dla tak perfidnej, zimnej, wrednej...
- Christina Dainty! - zawołała Sophia, bezpardonowo wchodząc do gabinetu psychologa. - Cóż za spotkanie po latach!
- Usiądź, proszę - ucięła krótko, dłonią wskazując kobiecie dwa krzesła po drugiej stronie biurka. Nie miała najmniejszej ochoty na ceregielenie się z Sophią. Nie zamierzała udawać, że darzy ją nadmierną sympatią. Póki co chciała przynajmniej nie zrazić do siebie pacjentów, w końcu to ich dobro było najważniejsze.
- To mój mąż, Gregory Haggerty - powiedziała jasnowłosa, wieszając markową torebkę na oparciu krzesła, na którym zaraz potem usiadła.
Christinę irytował sposób, w jaki Sophia wymówiła nazwisko męża. Kładła nacisk na każdą sylabę, jakby chciała wynieść Gregory'ego na piedestał.
- Witam - rzekła Christina, uśmiechając się niepewnie do mężczyzny.
Brunet spojrzał na nią z zainteresowaniem, po czym jego usta wygięły się nieznacznie, co miało chyba przypominać uśmiech, po czym zajął miejsce obok żony.
- Dobrze, więc na początek może opowiecie o swoim małżeństwie? - zaproponowała Tina, a kiedy Sophia zaakceptowała pomysł, a Gregory trochę obojętnie wzruszył ramionami, psycholog usiadła niego wygodniej.
Przez cały czas trwania wywodu podekscytowanej Sophii Christina skupiała się mniej na jej słowach, a bardziej na swoich przypuszczeniach. Sophia musiała wytoczyć naprawdę ciężkie działa, skoro udało jej się zatrzymać przy sobie jakiegoś faceta na długo. To jest właśnie ta cholerna niesprawiedliwość losu. Tina, która nigdy nie czerpała przyjemności z krzywdzenia innych, była sama jak palec, podczas gdy Sophia od paru lat miała męża, zapewne piękny dom i tak dalej. Jedyne pocieszenie jest takie, że ten cały Gregory wcale nie wygląda na szczególnie zainteresowanego przebiegiem tego spotkania ani tym, co z takim zaangażowaniem mówiła Sophia. Choć mężczyzna nie sprawiał wrażenia nadmiernie przyjaznego, to Christina poczuła nagłą chęć przybicia mu piątki - w końcu poszedł po rozum do głowy i zrozumiał, że Sophia jest złą, nie nadającą się na żonę babą. Tak trzymać.
- I jak się z tym czujesz? - zapytała Tina, kiedy zorientowała się, że Sophia zamilkła.
Gregory wyjął z kieszeni kurtki niewielki notesik i długopis, który przyciskał do kartki tak mocno, jakby od tego, co napisze, zależało jego życie. Gdyby tak samo angażował się w swoje małżeństwo, być może nie miałby problemów z żoną. Chociaż z drugiej strony, chyba tylko święty nie zostałby wyprowadzony z równowagi przez Sophię...
- Mój mąż jest genialnym pisarzem - powiedziała jasnowłosa, zerkając to na Gregory'ego, to na Christinę, jakby chciała się upewnić, że wszyscy ją słyszeli.
- O tak, jestem prawdziwym geniuszem, który nie napisał nic od siedmiu miesięcy - rzekł brunet, wyraźnie rozzłoszczony.
Niedbale wepchnął notes do kieszeni i po chwili już go nie było - wyszedł z gabinetu obrażony i zły.
- Przepraszam za niego - powiedziała w końcu Sophia, patrząc na Christinę wymownie.
Przeprasza za niego? A co on niby zrobił takiego? Cierpliwość Tiny do tej kobiety z każdą minutą słabła coraz bardziej.
- Myślę, że dobrze będzie, jeśli rozdzielimy nasze spotkania na dwie części. Chcę, abyście przychodzili oddzielnie. Dzięki temu powinnam dotrzeć do sedna waszych problemów.
- Liczę na ciebie - rzekła Sophia, wstając. - Tylko pamiętaj: Gregory jest już zajęty. Nie próbuj go podrywać, bo i tak nic z tego nie będzie. On kocha mnie.
Blondynka uśmiechnęła się tak słodko, że Christinę aż zaczęło mdlić, po czym opuściła gabinet ciemnowłosej. Po tym spotkaniu Tina miała ochotę na gorącą kąpiel i chwilowe zapomnienie o wszystkim tym, co się wydarzyło. Nie dość, że Sophia pozostała zadufaną w sobie paniusią, to na dodatek jeszcze ten cały Gregory... Facet nie sprawiał wrażenia łatwego w obyciu. Udzielenie mu pomocy może okazać się jeszcze trudniejsze, niż zrobienie tego samego z Sophią.


Palce dziewczyny tańczyły na stoliku przy dźwiękach muzyki wydostającej się z radia. W milczeniu czekała na Jamesa, który się spóźniał, jednak była cierpliwa. Sądziła, że spotkania z dawnym ukochanym będą ją o wiele bardziej stresować, w końcu przez te wszystkie lata powinien wyrosnąć pomiędzy nimi mur nie do przebicia. Albo Rosalie miała wadę wzroku, albo żadnej ściany wcale nie było. Rozmawiało im się swobodnie, jakby nigdy nie dzielił ich żaden dystans i jakby przez cały ten czas niezmiennie mogli cieszyć się ze swojej obecności. Rosalie nie była pewna, czy zasłużyła na aż taką łaskę. Kiedy wyjechała, postąpiła samolubnie i wciąż obawiała się reakcji Jamesa, kiedy pozna prawdziwy powód ich rozstania. James miał prawo obrazić się na nią i wymazać z pamięci to, co mieli - a przynajmniej podjąć taką próbę, tymczasem zachowywał się zgoła inaczej. Oczy dosłownie mu się świeciły, kiedy mógł bezkarnie patrzeć na Rosalie. Czy zapomniał o tym, jaki ból mu sprawiła przed laty? Czy dla niego te wszystkie lata zamartwiania się i tęsknoty, nie miały dzisiaj większego znaczenia?
Kiedy drzwi kawiarni otworzyły się, po pomieszczeniu rozległ się delikatny dźwięk dzwoneczka, umocowanego tuż nad nimi. Brunet rozejrzał się, chcąc namierzyć Rosalie, a kiedy ją dostrzegł, dziewczyna pomachała mu i gestem zaprosiła do stolika.
- Ślicznie wyglądasz - powiedział, zdejmując kurtkę. Na twarzy miał wypieki - był to naprawdę mroźny wieczór.
- Cieszę się, że chciałeś się ze mną spotkać - rzekła jasnowłosa. - Zamówiłam ci herbatę z sokiem malinowym, tak jak lubisz.
- Pamiętasz? - spytał zdumiony. - Myślałem, że tylko ja kolekcjonuję w głowie wszystko, co się z nami wiążę.
Rosalie uśmiechnęła się pogodnie.
- Jak się czujesz, piękna? - zapytał James, a blondynka spojrzała na niego nieco zdziwiona. - Tak, wiem, nie spotkaliśmy się po to, by sobie nawzajem słodzić, ale chociaż wstęp naszej rozmowy pozostawmy normalnym.
- Rozwiń tę myśl - poprosiła Rosalie, upijając łyk gorącego napoju.
- No wiesz... Nie przywykłem do wypytywania cię o wszystko i wywlekania na wierzch spraw sprzed tak wielu lat. Kiedy byliśmy razem, raczej nieczęsto musieliśmy się o cokolwiek martwić. Teraz jest inaczej. Jest wiele rzeczy, które chciałbym wiedzieć, ale nie zamierzam naciskać. Jeśli jakiekolwiek pytanie miałoby cię urazić albo sprawić ból, zrozumiem i spróbuję zapomnieć.
- Nie, James - Rosalie pokręciła głową energicznie. - Masz prawo pytać o wszystko.
- Dziwnie mi z tym. Ty nigdy nie byłaś zbyt ciekawska. Działałaś raczej na swoją rękę.
- O tak, masz rację - mruknęła. - Byłam tak niezależna, że nawet nie przyszło mi do głowy, by zapytać cię, czy chcesz, abym wyjechała bez pożegnania.
- Rosie, nic takiego nie chciałem powiedzieć...
- James, musimy coś ustalić, dobrze? - zaczęła blondynka z powagą. - Chcę, abyś pytał o wszystko, bo zasługujesz na to, aby znać prawdę. Być może niektóre pytania będą musiały trochę poczekać, nim usłyszysz na nie odpowiedź, ale prędzej czy później dowiesz się wszystkiego.
- Zgoda - odrzekł ciemnooki, kładąc dłoń na stole.
Ich palce zetknęły się, na co oboje zareagowali jak na poparzenie skóry.
- Przepraszam... - szepnął zakłopotany James.
- Po prostu zacznij pytać - odparła Rosalie, uśmiechając się pokrzepiająco.
Mężczyzna zastanowił się przez chwilę, po czym postanowił zaryzykować. Zamiast pytać o bzdury zadecydował na samym starcie wytoczyć ciężkie działa.
- Dlaczego wyjechałaś bez słowa? - zapytał, jak gdyby nigdy nic, na co Rosalie o mało nie zakrztusiła się herbatą.
- Szybki jesteś - powiedziała, zaczerwieniona na twarzy.
- Zawsze zastanawiało mnie, jak można z dnia na dzień zerwać kontakt z kimś, kto był dla nas ważny.
- Doprawdy? - Rosalie uniosła brwi. - A kiedy po raz ostatni odwiedziłeś swoją babcię? Kobietę, która cię wychowała, dała ci dom, nauczyła cię życia... Mam wymieniać dalej?
- To skomplikowane - rzekł James, wyraźnie zbity z tropu.
Rosalie wiedziała, że drapnęła mocno, jednak nie mogła zrobić tego inaczej. Tak łatwo oceniać i potępiać innych, podczas gdy sami często postępujemy w dokładnie ten sam sposób. Nie jest łatwo dostrzec winę w samym sobie, jednak naprawdę warto szukać.
- Wciąż pytała, kiedy przyjadę z Jenny - powiedział brunet. - Nie umiałem ciągle mówić jej, że być może nigdy, bo nie mam z nią kontaktu. Pytałaby, dlaczego zostawiłem swoją rodzinę.
- Wszyscy przed czymś uciekamy - rzekła Rosalie. - Stąd się biorą te wszystkie wyjazdy bez pożegnania.
Kiedy ich oczy spotkały się, oboje poczuli, jakby w tym samym czasie chcieli na siebie nakrzyczeć i przytulić się z całych sił.
- Mam kolejne pytanie - powiedział James. - Przed czym ty uciekałaś?
- Później - ucięła krótko i wbiła widelczyk w ciastko, które wylądowało na stole w momencie, który jakimś dziwnym trafem umknął uwadze Jamesa. - Ja wróciłam. Mam nadzieję, że któregoś dnia zrobisz to samo.


Niebieskie oczy dziewczyny nie wiedziały, w którym punkcie powinny zatrzymać się na dłużej. Wszystko było tutaj tak piękne, że aż zapierało dech w piersiach. Vanessa nie przypominała sobie, by kiedykolwiek wcześniej mogła zaznać takiego luksusu. Wnętrze niebotycznie drogiej restauracji utrzymane było w stonowanych kolorach - bieli i beżu. Na ścianach wisiały obrazy, które Vannie do tej pory widywała tylko przez przypadek, a teraz stała się elementem tej wielkiej, gustownej układanki. Ludzie, którzy przyszli, by w spokoju porozmawiać i odprężyć się, byli ubrani tak, jakby szykowali się na wielkie święto, a przecież Boże Narodzenie było jakieś trzy tygodnie wcześniej. Vanessa podziękowała samej sobie w duchu, że przed wyjściem sprawdziła w Internecie, czego może się spodziewać po wskazanym przez Victora miejscu. Tylko dzięki swej ostrożności kobieta nie przyszła w wytartych dżinsach, koszulce z nazwą ulubionego zespołu i ze splątanymi włosami. Miała na sobie elegancką sukienkę w czarnym kolorze z seksownym rozcięciem, które odsłaniało jej plecy. Kiedy tylko dołączył do niej Victor, Vannie straciła wątpliwości odnośnie swego stroju. Na jej widok oczy mężczyzny dosłownie zamigotały, co dowodziło, iż był pod wrażeniem. Sam miał na sobie klasyczny garnitur, a jego buty lśniły tak, że śmiało można się było w nich przeglądać.
- Taki książę z bajki, a i tak kradniesz poczciwym ludziom ich własność? - zapytała Vanessa, przypominając blondynowi o zdarzeniu, które miało miejsce rano.
- Wiedziałem, że będzie trudno cię przekonać - odparł Victor. - Musiałem naprawdę się postarać.
- Nie odnosisz wrażenia, że postarałeś się aż nadto? - spytała. - W życiu nie byłam w takim miejscu i zaczynam się czuć niezręcznie.
- Zupełnie niepotrzebnie - stwierdził. - Pasujesz tu bardziej, niż ktokolwiek inny. Jesteś piękna.
- Zobaczmy, co my tu mamy... - mruknęła, wczytując się w kartę dań, chcąc puścić komplement Victora mimo uszu, choć nie do końca udało jej się poskromić swoje emocje. Była pewna, że po jej twarzy widać, jaką jej sprawił przyjemność.
Po złożeniu zamówienia Victor i Vanessa znowu byli sami. Blondyn uśmiechał się za każdym razem, kiedy młoda lekarka przyłapywała go na przyglądaniu się jej.
- Zanim po raz setny powiesz mi, jak dobrze dzisiaj wyglądam, chciałabym coś ci uświadomić - rzekła brunetka z powagą. - Podoba mi się tu, choć nadal nie czuję się w tym miejscu zbyt pewnie. Jestem naprawdę wdzięczna, że mnie tu zaprosiłeś, ale nie jestem z tych, które zachwycają się luksusem. Nie zaimponujesz mi wystawną kolacją w drogiej restauracji ani swoim wypasionym autem.
- Skończyłaś? - zapytał. - Jeśli tak, to chciałbym znowu powiedzieć ci, że wyglądasz zjawiskowo.
Vanessa pokręciła głową, zdumiona zachowaniem towarzysza. Mężczyzna świetnie bawił się w jej towarzystwie i nie zamierzał się z tym kryć.
- Świetny rocznik - rzekł.
- Znowu zaczynasz? - zapytała nieco znużona.
- Miałem na myśli wino - sprostował, a Vanessa oblała się rumieńcem. - Chociaż...
- Moglibyśmy zmienić temat? - spytała, choć gdyby ktoś zapytał ją o zdanie, powiedziałaby, że słowa Victora sprawiały jej coraz większą przyjemność. - Powiedz mi coś o sobie. Poza tym, że jesteś jakimś arystokratą, nie wiem o tobie za dużo.
- No to zacznijmy od tego, że nic mnie z rodziną królewską nie łączy - rzekł z uśmiechem, który brunetka natychmiast odwzajemniła. - Jestem piłkarzem. Gram w Manchesterze.
- To stąd ci paparazzi pod szpitalem...
- Zgadza się. Przeczuwałem, że będą dzisiaj za mną łazić, ale nie mogłem się powstrzymać, by nie odwiedzić cię w pracy...
-... i nie zarąbać mi komórki, tak przy okazji - dodała Vannie. - Skoro już o tym mowa, panie Ronaldo, mógłbyś mi oddać moją własność?
- Jak ładnie poprosisz, to pewnie tak - odparł.
Wszystko, co mówił Victor, do złudzenia przypominało Vanessę z przeszłości. Kiedy jeszcze mieszkała w Mediolanie, słynęła z ciętego języka i nie przejmowania się, co pomyślą inni. Victor pomógł jej odnaleźć zagubioną gdzieś cząstkę swego serca.
- Zaczynam cię lubić - powiedziała Vannie. - Nie zepsuj tego.

***

Po udanej kolacji Victor odwiózł Vanessę do domu. Pomimo słów, które wcześniej wypowiedziała, samochód piłkarza jednak zrobił na niej wrażenie, choć nie tak duże, jak jego właściciel.
- Jutro wracam do Manchesteru - powiedział blondyn, gasząc silnik. - Obowiązki wzywają.
- Nie narzekaj - szepnęła. - Gdyby płacili mi tyle, co tobie, chodziłabym do pracy z jeszcze większym uśmiechem, niż zazwyczaj.
- Pieniądze to nie wszystko - stwierdził. - Jestem na takim etapie w swoim życiu, że dobre towarzystwo zadowala mnie o wiele bardziej, niż nowa bryka.
- Masz kogoś konkretnego na myśli? - zapytała, choć oboje poznali odpowiedź na to pytanie, jeszcze zanim ono padło. - Zawsze możesz symulować jakiś uraz na treningu i przyjechać do mojego szpitala.
- A wiesz, że w Manchesterze też są szpitale? - spytał ironicznie.
- Tak, Sherlocku, ale z pewnością nie ma tam tak dobrego towarzystwa, jak tu - stwierdziła, a Victor po namyśle skinął głową, zgadzając się z nią w stu procentach. - Było miło, ale będę się zbierać.
- Tak bez pożegnania? - zapytał.
Kiedy brunetka spojrzała na niego, mężczyzna zaczął przybliżać swą twarz do niej. W pierwszej chwili Vanessa miała ochotę zrobić to samo, co on, jednak potem opamiętała się i wycofała, póki nie było jeszcze za późno.
- Nie narzucasz zbyt zawrotnego tempa, kolego? - spytała.
- Chciałem tylko pocałować piękną damę w policzek - odparł. - To chyba nie jest zbyt wiele?
Vanessa zastanawiała się, czy Victor faktycznie chciał tylko tego. W pierwszej chwili sądziła, że wolał skupić się raczej na jej ustach. Ostatecznie pocałowała go w policzek i wysiadła z samochodu, zanim sympatia do Victora znów dałaby o sobie znać.
Kiedy mężczyzna odjechał, Vannie wyjęła z kieszeni płaszcza świeżo odzyskaną komórkę. Dopiero teraz zauważyła, że mężczyzna zmienił jej tapetę i teraz na wyświetlaczu widniała jego uśmiechnięta twarz. Nieco zaniepokojona Vanessa zajrzała do galerii, gdzie zobaczyła kilkanaście, a może i kilkadziesiąt fotografii młodego piłkarza.
- Jesteś nienormalny! - krzyknęła za odjeżdżającym samochodem mężczyzny.
Obróciła się na pięcie i weszła na klatkę schodową. Dawno już nie czuła się tak, jak tego wieczoru i nie potrafiła dokładnie opisać swoich emocji. Victor z jednej strony drażnił ją swą przesadną pewnością siebie, a z drugiej zachowywał się tak, jak ona kiedyś, czym siłą rzeczy wzbudził w niej sympatię. Cokolwiek teraz czuła, wiedziała jedno - nie paliło jej się specjalnie do zmienienia tapety tej nocy.
***

9 komentarzy:

  1. Pierwsza! :) Zabieram się za czytanie i komentowanie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Przepraszam, że przybywam tutaj dopiero teraz, ale prawda jest taka, że w tygodniu ciężko znaleźć mi czas. Wierzę, że to zrozumiesz. Bez zbędnych słów przechodzę do komentowania.
    Przede wszystkim cieszę się, że postanowiłaś użyć muzyki Birdy, bo naprawdę lubię twórczość tej młodej artystki. A w połączeniu z Twoim niebywałym talentem powstaje coś fantastycznego! :)
    Rosalie jest naprawdę bardzo tajemniczą postacią. Niewiele o niej wiadomo. Ciągle zastanawiam się dlaczego wyjechała i po co nagle wróciła. Nasunęła mi się myśl, że dziewczyna jest śmiertelnie chora lub próbuje popełnić samobójstwo. Przynajmniej taki wniosek wyciągnęłam po tym fragmencie. Nie dziwię się Christinie. Podobnie jak Tina mam wrażenie, że Rosalie tylko namiesza w życiach pozostałych bohaterów i ponownie zniknie. I ciągle zastanawia mnie jedno, co takiego się między nimi wydarzyło, że teraz nie potrafią ze sobą normalnie rozmawiać. Nie sądzę, aby tyko wyjazd Rosalie był powodem ich złych relacji.
    Mam motylki w brzuchu! Kocham Victora. Jest zabawny, zaskakujący i jednocześnie męski oraz pomocny. Z wielką przyjemnością czytam o nim i o Vanessie. Liczę, że ich znajomość rozkwitnie! :)
    Jedną z wielu rzeczy, które uwielbiam w Twoim talencie, to ta niesamowita umiejętność przeplatania losów bohaterów. I dzięki spotkaniu się Sophie i Christiny widać, która jest prawdziwą, cudowną, ciepłą osobą, a która tylko i wyłącznie karierowiczką. Kocham Christinę. Uwielbiam jej przemyślenia! Sophia natomiast nie jest moją ulubioną bohaterką. Mam wrażenie, że jest ona strasznie fałszywą i zadufaną w sobie kobietą. Zobaczymy jak te spotkania potoczą się dalej! :)
    Chociaż w jakimś stopniu lubię Jamesa, to ciągle nie mogę wybaczyć mu tego, że zostawił swoją rodzinę dla innej kobiety. Rosalie ciężko mi ocenić, bo niewiele o niej wiem. Nie mam pojęcia czy mam ją lubić, czy nie. Podejrzewam, że do takiej oceny dojdzie później, gdy opublikujesz więcej odcinków, a cała sytuacja zrobi się klarowniejsza. Podobała mi się rozmowa tej dwójki, chociaż tak naprawdę niewiele wyjaśniła, to była przyjemna, lekka, a jednocześnie można było wyczuć napięcie panujące między tą dwójką. Cudownie.
    Kocham ich ! Proszę, wyczaruj mi takiego prawdziwego Victoria! Proszę! Przez cały ten fragment (a nawet dwa) uśmiechałam się jak szalona. Mam takie motyle w brzuchu, że za chwilę odlecę. Victor i Vanessa na obecną chwilę przebijają wszystkie pary tego opowiadania i wysuwają się na prowadzenie. Kocham ich. Bardzo!
    Słońce, wybacz za ten chaotyczny komentarz. Po prostu jestem tak oczarowana tym co przeczytałam, że ciężko mi się skupić na słowach. Nie chciałam jednak zwlekać z komentarzem. Widać jak bardzo przemyślałaś tą historię. Jak wiele serca w nią wkładasz. Naprawdę. Doceniam to, bo wyobrażam sobie ile czasu poświęcasz, aby dopracować wszystko do perfekcji. Uwielbiam to w Tobie i nie mogę się doczekać nowości! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama chciałabym takiego Victora, wierz mi, ale mam nadzieję, że i Ty na niego kiedyś trafisz :)
      Dziękuję bardzo :*

      Usuń
  3. Hej Kochana:* obiecałam sobie, że jak nowość pojawi się w święta to skomentuję od razu, bo myślałam, że będę mieć więcej czasu, ale nie udało się. Wracam dopiero dzisiaj, ale i tak wiem, że nie masz mi tego za złe, bo spóźnienie nie jest aż tak duże. Napisałam to już u Motylka, ale u Ciebie też się pochwalę (chociaż nie do końca wiem, czy jest czym się chwalić) otóż znalazłam nową pracę, co prawda jest to zajęcie tymczasowe, bo nie planuję tam zostać nie wiadomo jak długo, ale jak to się mówi lepsze to niż nic, więc staram się w tym wszystkim znaleźć jakieś pozytywy :) czuję, że znów rozpisałam się nie o tym, co najważniejsze, więc już wracam do rzeczywistości i zabieram się za czytanie.
    Czytając Twoje opowiadanie, zresztą nie tylko to, bo z poprzednimi historiami było dokładnie tak samo, co rusz odkrywam jakieś nowe utwory, które nie są nowością z wczoraj, a o których istnieniu nie miałam pojęcia. Dziękuję Ci za to, bo większość z nich jest naprawdę piękna :) nieraz zdarza się tak, że jeden utwór odsłuchuję kilkakrotnie :) Ty to jednak masz nosa do tych piosenek :) mam mieszane uczucia odnośnie Rosalie. Na tym etapie nie jestem w stanie stwierdzić, czy obdarzyłam ją chociażby minimalną sympatią. Dla mnie jest to bardzo tajemnicza postać i naprawdę zastanawiam się, co takiego wydarzyło się w jej życiu, że musiała wyjechać aż na jedenaście lat. To naprawdę sporo czasu i wiele mogło się zmienić podczas nieobecności Rosalie. Czy faktycznie chce namieszać Jamesowi w głowie? Tego nie wiem. Ale uważam, że należą mu się jakieś wyjaśnienia, a po zachowaniu Rosie wnioskuję, że nie bardzo jest chętna do tego, żeby mu się spowiadać. Jest tyle pytań i niejasności, a o samych tajemnicach Dainty już nie wspomnę. Czasami mnie przerażają, bo nigdy nie wiadomo, czego można się po niej spodziewać... nie wiem też co takiego planuje odnośnie pogodzenia się z siostrą, dlatego z niecierpliwością czekam na kolejne rozdziały, które z pewnością zdradzą coś więcej na ten temat :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Podejście Vanessy do nowej pracy w ogóle mnie nie dziwi. Jest kobietą po przejściach, chociaż ja zawsze starałam się ją usprawiedliwiać, że przecież nie chciała nikogo skrzywdzić swoją chwilą słabości. Ja też wychodzę z założenia, że w pracy lepiej trzymać się na dystans i liczyć tylko i wyłącznie na siebie. Bo prawda jest taka, że w pracy nie ma przyjaciół i nigdy tak naprawdę nie wiadomo, kto jest szczery, a kto pod kimś dołki kopie. Tym bardziej, że dla Vanessy jest to zupełnie nowe otoczenie, nikt tutaj nie jest jej znany i nie wiadomo jak takie głębsze relacje mogłyby się skończyć. Niekiedy starsi ludzie są bardziej otwarci, niż młodzi. Potrafią naprawdę doradzić swoimi życiowymi mądrościami i doświadczeniami, co nieraz okazuje się bezcenne. Myślę, że zachowanie Victora zaskoczyło mnie dokładnie tak samo jak Vanessę. Rzeczywiście to wszystko dzieje się naprawdę szybko, bo dopiero co się poznali, a tutaj już kolacja? Niby nic takiego, ale można też w ten sposób dać komuś nadzieję na coś więcej. Ale mimo wszystko zaczynam skłaniać się ku temu, że byłaby z nich naprawdę fajna para :)
    Przeżyłam szok, bo nie spodziewałam się, że Christina zna się z Sophią. Ciekawa jestem w jakich okolicznościach się poznały, ale chyba można się tego domyślić. Tak właśnie myślałam, że Sophia i Rosalie nie darzyły się zbyt wielką sympatią, że Sophia była zdolna do wszystkiego, by pozbyć się Rosie. Myślę, że jej wyjazd miał z tym coś wspólnego. Po wizycie Sophii i Grega u Christiny zaczynam wątpić w to, czy ta terapia małżeńska faktycznie przyniesie jakieś skutki. Nie chodzi tutaj o to, że wątpię w umiejętności Tiny, ale dla mnie to wszystko jest takie... sztuczne. Po zachowaniu Grega można było stwierdzić, że czuł się zmuszony do tej terapii, że tak naprawdę wcale nie chciał tam przychodzić. Ja też czuję, że Christinę czeka nie lada trudne wyzwanie, ale wierzę, że poradzi sobie nawet z kimś tak denerwującym jak Sophia :)
    To prawda. Zawsze łatwo wytknąć błędy drugiej osobie, niż samemu przyznać się do tego, że też nie jesteśmy święci. W przypadku Jamesa naprawdę nie rozumiem, dlaczego zerwał kontakt ze swoją babcią. Przecież ona nie jest winna niepowodzeniom swojego wnuka. Powiedział, że pytałaby, dlaczego zostawił swoją rodzinę i bardzo dobrze by zrobiła. To wcale nie jest głupie pytanie, bo przyznaję, że ja sama też chciałabym poznać na nie odpowiedź. Czy jedynym powodem było to, że w jego życiu pojawiła się Rosalie? To jednak nie oznacza tego, że ma się odwrócić od własnego dziecka. Powinien odwiedzać Olivera najczęściej jak się da i zachowywać się jak na ojca przystało. A jeśli chodzi o Rosalie, to naprawdę jej nie rozumiem. Sama chciała, żeby James zadawał pytania, a później wykręcała się od odpowiedzi. Ona chyba sama nie wie czego chce, naprawdę...
    Podobnie jak Vanessa też zaczynam lubić Victora coraz bardziej i śmiało mogę stwierdzić, że jeszcze kilka rozdziałów i będę mogła go nazwać swoim ulubieńcem :) dobrze, że Vanessa jest ostrożna. Nie ma co się od razu rzucać na dopiero co poznanego faceta. Polubili się i myślę, że na coś poważniejszego przyjdzie jeszcze czas, póki co niech się lepiej poznają, ale są na dobrej drodze, by zostać moją ulubioną parą tego opowiadania :)
    Pozdrawiam i czekam na kolejne nowości :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No kochana, gratuluję nowej pracy! :* Tylko się nie przemęczaj!
      Cieszę się - nawet nie wiesz, jak bardzo - że doceniasz moje wybory muzyczne. Dla mnie to czysta przyjemność i nawet, jeśli czasem coś nie pasuje, cenię krytykę i każdą opinię na ten temat. Wiem, pogmatwałam to koszmarnie, ale dalej przeżywam maturę z matmy, grr...
      Widzę, że Victor zapunktował również u Ciebie :D
      Dziękuję za cudowne słowa, pozdrawiam :*

      Usuń
  5. Przeczytałam! Jednak nie mam czasu skomentować. :( Wracam jutro! <3
    P.S. Wybacz.

    OdpowiedzUsuń
  6. Jestem! Wiem, że miałam być wczoraj, ale ważne, że w ogóle dotarłam. Nie będę się tłumaczyć dlaczego przychodzę tak późno, bo kiedyś pisałaś, żebyśmy tego nie robili. Więc Cię słucham. :D Chcę jednak, żebyś wiedziała, że jest mi z tego powodu smutno. Nie lubię się spóźniać. :(
    Gdy Rosalie zjawiła się w domu Christiny, myślałam, że są to dobre siostry, które za sobą tęskniły. Myliłam się. Okazało się, że ich relacje są zimne i widać, że się od siebie oddaliły. To przykre. W końcu tak naprawdę mają na tym świecie tylko siebie. Niby Rosalie poszła do siostry, bo wiedziała, że jej nie wyrzuci, ale tu nie o taką pomoc chodzi. Pewnie dziewczyna chciałaby się komuś wygadać, wyżalić, a wiadomo (ja wiem xd.) siostrze najlepiej się zwierza. Ona najlepiej cię rozumie. Ja osobiście mam bardzo dobre relacje z siostrą i wszystkim takich życzę. Dlatego mam wielką nadzieję, że Rosalie i Christina będą starać się naprawić swoje stosunki. Trzymam mocno za nie kciuki! :)
    Vanessa jest cudowna. Taka pielęgniarka, to skarb. To kochane, że tak spędza czas z pacjentami i ma takiego swojego ulubionego. Jak ja bym chciała, żeby jakiś przystojniak tak mnie zmusił do randki z nim! Vanessa, to prawdziwa szczęściara. Victor jest bardzo oryginalny i widać, że zależy mu na Vanessie. Oczywiście, na razie po prostu chce ją do siebie przekonać, ale widać, że zrobiła na nim bardzo dobre wrażenie. Brawo dla Ciebie za ten pomysł z telefonem. Nigdy o takim czymś nie czytałam i sama bym na to nie wpadła, dlatego jeszcze raz brawo za pomysłowość! :)
    Reakcja Christiny była dla mnie bezcenna! Hahahaha, myślałam, że nie przestanę się śmiać. Też nie lubię tej całej Sophie, więc w ogóle nie dziwię się Christine, że ledwo co wytrzymała. Coś tu się wyjaśniło. Bo jeszcze nie wspominałaś o tym, że Sophia tak dokuczała Rosalie, prawda? Chyba, że coś mi uciekło, to przepraszam. Ja na miejscu Christiny bym grzecznie powiedziała, żeby poszukała sobie innego terapeuty. :D Jestem mniej cierpliwa. :D Sophia jest bezczelna! Wkurza mnie na maksa! Kolejna rzecz, która łączy mnie z Christiną. :D
    Ach, spotkanie Rosalie i Jamesa niby normalne, a takie cudowne. Dobrze, że dziewczyna postanowiła wyznać mu prawdę. To zrozumiałe, że na razie nie odpowie na wszystkie pytania, ale ważne, że wreszcie postanowiła powiedzieć mu, że ma prawa o wszystkim wiedzieć. Pewnie to dla niego jakaś ulga. Jak ja czekam na ich pocałunek! Ach!
    Przykre, że James tak zapomniał o swojej babci. Ech, biedna kobieta. Pewnie tęskni za wnuczkiem. Miło by było, gdyby pod wpływem Rosalie, odwiedził babcię.
    Vanessa ma za dobrze! Naprawdę! Nie dość, że takie ciacho się nią zainteresowało, to na dodatek jest bogaty, zabiera jej do tak drogiej i ekskluzywnej restauracji... Ech. Hahahaha, żartuję. :D No, ale jest szczęściarą. Mam nadzieję, że Victor nie zepsuje tego, że ona zaczyna go lubić. ;)
    Dobrze, że się nie pocałowali w usta. To by było za szybko. Tak jak Vanessa, zastawiam się czy on od początku chciał ją tylko pocałować w policzek. Coś podejrzane to było. :D Ale on słodki! Robił sobie samojebki jej telefonem! :D A ona ma go teraz na tapecie. Aww, jakie to słodkie. :D (Jak coś, to ja cały czas myślę o Joshu, ale zaczynam lubić Victora. Niech tego nie zepsuje. :D)
    Pozdrawiam, życzę dużo weny i zapraszam do siebie! <3
    www.marzenia-duszy.blogspot.com
    www.otchlan-czasu.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wybaczam i nie smutaj mi już :)
      Hahaha, widzę, że Victor pomału zaczyna stanowić prawdziwą konkurencję dla Josha :P I wcale się nie dziwię :)
      Uwielbiam Twoje komentarze :)
      Dziękuję i pozdrawiam :*

      Usuń