06 maja 2014

5. ,,Mała dziewczynka''

Hej :)
Minęło sporo czasu od ostatniej publikacji, a ja akurat znalazłam moment, by opublikować coś nowego. W końcu odpisałam na komentarze od Was, a tutaj raz jeszcze Wam za nie dziękuję :)
Jako, iż matury trwają i nie jestem jeszcze nawet na półmetku, wszelkie zaległości nadrobię najpóźniej w przyszłym tygodniu. Z góry przepraszam i mam nadzieję, że nikt nie będzie miał mi za złe tak dużego spóźnienia u siebie... :) Być może uda mi się dotrzeć do Was wcześniej, ale niczego nie obiecuję :)
Miłej lektury i do napisania!
***
Sarah Jaffe - Summer Begs

Choć położyła się dość wcześnie, nie mogła zasnąć tej nocy. Przez kilka godzin - choć czas ten minął jej w mgnieniu oka - przeglądała galerię w telefonie, czując motylki w brzuchu za każdym razem, kiedy na nowo odkrywała uśmiech Victora. Żałowała, że miała go tylko w tej wirtualnej postaci, bo gdyby tylko mogła, zatrzymałaby go w Londynie na dłużej. Nie sądziła, że będzie w stanie jeszcze się zauroczyć i to w tak zawrotnym tempie. Nie potrzebowała wiele, by zrozumieć, że Victor Joyce z pewnością nie jest zwyczajną osobą, o której szybko zapomni - on był kimś więcej, nawet, jeśli na ten moment niewiele o nim wiedziała. Chciała go poznawać dzień w dzień, zadając kolejne pytania i pozwalając mu mówić. Jego głos sprawiał, że miała ochotę zatrzymać czas, by bez końca wsłuchiwać się w jego słowa. Zachowywała się jak nastolatka, której wystarczy jedno spojrzenie, by stracić dla kogoś głowę. Czy nie była za stara na takie postępowanie? I czy przeszłość, przed którą do tej pory tak skutecznie uciekała, faktycznie zdążyła zatrzeć się w jej głowie, a wspomnienia pozwolą jej już wreszcie żyć normalnie?
Vanessa wiedziała, że jest tylko jedna osoba, która zrozumie jej uczucia. W końcu Christina myślała o miłości nawet częściej, niż jej współlokatorka. Młoda lekarka w piżamie wyszła na korytarz. Zapukała kilkakrotnie do drzwi pokoju przyjaciółki, jednak nie usłyszała żadnej odpowiedzi. Zajrzała do środka i upewniła się, że Christiny nie ma wewnątrz. Po przeczesaniu kolejnych pomieszczeń Vannie musiała pogodzić się z tym, że akurat teraz nie może liczyć na pogaduchy z Tiną. W kuchni zaczęła gotować wodę na kawę, po czym usiadła przy stole. Pożałowała, że gapiła się na zdjęcia swojego Romea, zamiast spać i regenerować siły. Oparła zmęczoną twarz na dłoni, czekając, aż gwizdek da jej znać, że woda już wrze.
- Dzień dobry - powiedziała Rosalie, a Vannie dopiero wtedy przypomniała sobie o tym, że teraz żyją w tym mieszkaniu we trzy.
- Cześć - odparła Vanessa, przyglądając się jasnowłosej z zainteresowaniem.
Dziewczyna miała dość bladą twarz, która właściwie zlewała się z kolorem jej włosów. Miała delikatnie zaróżowione usta, które dodawały jej uroku. Wyglądała naprawdę ładnie i aż dziwne, że nie miała chłopaka - w końcu chyba każdy facet chciałby mieć taką kobietę. Właśnie wtedy Vanessa uświadomiła sobie, że do tej pory nie udało jej się lepiej poznać Rosalie. Zazwyczaj mijały się, poza tym Vannie nie chciała zaprzyjaźniać się z Rosalie na oczach Tiny, która ewidentnie nie darzyła siostry szczególnym uwielbieniem.
No tak, ale przecież Christina była teraz w pracy.
- Jak ci się spało? - zapytała blondynka, jakby myśli Vanessy nie były dla niej żadną zagadką.
- Nijak - westchnęła Vannie. - Przez parę godzin jak głupia gapiłam się na fotki takiego jednego... Zachowuję się, jakbym miała dwanaście lat.
- A co w tym złego? - spytała Rosalie, siadając na krześle i biorąc pierwszy kęs rogalika. - Mamy podłe czasy, w których nienawiść góruje nad miłością. Mogłabyś nieco poprawić te statystyki.
- Nie zakochałam się - broniła się Vanessa, choć tak naprawdę nie wiedziała, co powinna powiedzieć. - Nie jestem aż taką romantyczką. Nie wierzę w miłość od pierwszego wejrzenia.
- Chyba nikt w nią nie wierzy, póki jej nie przeżyje.
Vanessa w milczeniu przyglądała się, jak Rosalie odchodzi od stołu. Ta kobieta była o wiele bardziej intrygująca, niż mogłoby się wydawać na samym początku. Zabawne, bo rozmawianie z nią przychodziło Vannie z dziecinną łatwością - jakby znały się jak łyse konie.
- Chodź, postaram się zastąpić moją siostrę - rzekła blondynka. - Wymyślimy, co zrobić z twoimi buzującymi uczuciami.
Właśnie tego Vannie potrzebowała - towarzystwa kogoś, kto bez wahania poświęci jej swój czas, by ją wysłuchać.

***

Jenny trzymała się dzielnie, pomimo bólu, który tak nagle o sobie przypomniał. Życie wydawało jej się teraz o wiele trudniejsze, niż kiedykolwiek wcześniej, jednak w ciągu dnia nie mogła pozwolić sobie na chwilę słabości. Przysłaniała twarz maską, kiedy Oliver wchodził do pokoju. Nie chciała, aby widział swoją matkę w podłym stanie, bo nie byłoby to przyjemne dla żadnej ze stron. Ponad wszystko pragnęła jego szczęścia, właśnie dlatego udawała silną, kiedy było jasno. Płakała, kiedy Oliver spał już u siebie. Kładła się na łóżku, gdzie zwijała się w kłębek i dawała upust emocjom, których nawet nie potrafiła nazwać po imieniu. To, co ją otaczało, było zbyt skomplikowane, aby mogła tak po prostu to zrozumieć. Czy to możliwe, że po tylu latach wciąż przeżywała rozstanie z ojcem Olivera? Czy po upływie czasu wciąż miała prawo do rozpamiętywania przeszłości, tego, co było dla niej kiedyś ważne? Najchętniej zapytałaby o radę kogoś mądrzejszego od niej, jednak nie umiała dostrzec wokół nikogo, kto pasowałby do tej roli. Jej przygnębienie stało się jeszcze bardziej wyczuwalne, kiedy Victor wyjechał z powrotem do Manchesteru i zostawił ją samą. On zawsze potrafił podnieść ją na duchu i wcale nie musiał wtedy otwierać ust - wystarczyło po prostu, że był obok. Kiedy kolejna przepłakana noc dobiegła końca Jenny postanowiła zrobić coś ze swoim życiem. Jak długo można udawać, że wszystko jest w porządku? Prędzej czy później Oliver zauważy, że dzieje się coś złego. Jeśli dowie się, że ma to związek z jego ojcem, być może zniechęci się do niego i nie da mu szansy, kiedy ten zechce odzyskać kontakt z synem. Tak, Jenny wciąż wierzyła w to, że James zrozumie, co jest naprawdę ważne, brała jednak pod uwagę, że były to bardzo naiwne nadzieje. W duchu rudowłosa skarciła się po raz kolejny. Co musiałby wywinąć James, aby kobieta zrozumiała, że on nie zasługuje ani na nią, ani na ich syna? Czy to, że ich zostawił, nie jest wystarczającym dowodem na to, że jest niedojrzałym egoistą? Jenny przeczytała w swoim życiu zbyt wiele książek ze szczęśliwym zakończeniem, by tak łatwo zapomnieć o tym, że i ją może czekać taki los. Nawet w najczarniejszej godzinie potrafiła zobaczyć światełko w tunelu, choć coraz częściej widziała je rozmazane przez łzy.
- Dosyć tego, Joyce - powiedziała, kiedy stanęła przed lustrem, przyglądając się krytycznie swemu odbiciu.
Miała podpuchnięte oczy i wyglądała tak, jakby nie spała od tygodni, co w sumie nie mijało się aż tak bardzo z prawdą. Właśnie wtedy podjęła decyzję - weźmie się w garść, bo na szczęście ma wciąż kogoś, dla kogo warto walczyć o lepsze jutro. Kobieta poczuła, jak całe jej ciało zaczyna wypełniać energia. Pożałowała, że musi tego dnia iść do pracy. Najchętniej wcisnęłaby się w dres i przebiegła minimum dziesięć kilometrów, by w końcu zrobić coś dla siebie, tymczasem musiała założyć zwykłe codzienne ubrania. Po raz pierwszy od paru dni Jenny podjęła wyzwanie, jakie rzucały jej poplątane włosy. Z trudem rozczesała je, po czym wygładziła i stwierdziła z entuzjazmem, że wreszcie wygląda jak człowiek. W nieco lepszym nastroju rudowłosa zeszła na dół i skierowała się do kuchni, gdzie spotkała Olivera - tak, jak się spodziewała.
- Smacznego - rzekła kobieta, robiąc sobie kawę. W odpowiedzi Oliver ziewnął, po czym wziął kolejny kęs kanapki. - A co ty tak wcześnie na nogach?
- Trenowałem przed jutrzejszymi zawodami - powiedział chłopiec, a Jenny zrobiła wielkie oczy. - Tylko mi nie mów, że zapomniałaś!
Rudowłosa pokręciła bezradnie głową. Wiedziała, jak bardzo zależało Oliverowi na tym, by była na trybunach. Pech chciał, że nie zdąży już znaleźć nikogo, kto zastąpiłby ją tego dnia w pracy.
- Nie rób takiej miny - rzekła Jenny błagalnym tonem. - Przecież wiesz, że mam swoje obowiązki i nie zawsze będę mogła znaleźć ten czas dla ciebie.
- Wiem. Nie mam pięciu lat - mruknął, wstając od stołu z grymasem na twarzy. - Właśnie dlatego fajnie mieć oboje rodziców.
Chłopiec wyszedł, nim Jenny zdążyła poprosić, aby został, choć i tak nie wiedziałaby, co powinna mu powiedzieć. Wiedziała, że nawaliła. Gdyby wcześniej pomyślała o synu, zamiast przepłakiwać noce, zdołałaby załatwić sobie dzień wolny. Była na siebie wściekła. Właśnie wtedy w jej głowie pojawił się pomysł, którego w pierwszej chwili nie umiała sklasyfikować - czy był dobry, czy też kompletnie do bani.

***

Christina czekała w swoim gabinecie na Gregory'ego. Tego ranka nie pamiętała, z którym z państwa Haggerty będzie musiała stanąć oko w oko za parę godzin. Kiedy odnalazła w notatniku odpowiedź na to pytanie, poczuła ulgę. Wszystko jest lepsze, niż spotkanie z Sophią. Bez względu na to, jak wiele czasu minęło, odkąd ona i Rosalie były nastolatkami, Christina wciąż nie zapomniała dziewczynie, jak krzywdziła jej siostrę. Czy nie była hipokrytką, biorąc pod uwagę, że sama z pewnością mogłaby traktować Rosalie o wiele lepiej? Być może, jednak nikt nie jest idealny, nawet ona, choć Vanessa tak lubi nazywać ją perfekcyjną w każdym calu. Wcale taka nie była. Choć miała niemal nieskazitelny porządek w pokoju i wszystkie książki poustawiane niemal pod linijkę na półce, jej życie wcale nie było pod jej kontrolą. Niekiedy odnosiła wrażenie, że wszystko, czego się dotknie, rozsypuje się i z łoskotem ląduje na ziemi, brudząc ją. Nie była przekonana co do swojego wkładu w to, że nie mogła z ręką na sercu nazwać się spełnioną i szczęśliwą kobietą. Może po prostu miała pecha?
Kiedy szarooka usłyszała pukanie do drzwi w pośpiechu zamknęła notatnik i zaprosiła gościa do środka. Szybko spojrzała na zegarek - Gregory był parę minut spóźniony. Choć Tina nienawidziła osób, które nie mogły wyrobić się i przyjść punktualnie na umówione spotkanie, tym razem postanowiła zachować nieprzyjemne uwagi dla siebie. Nie chciała zniechęcać nowego pacjenta do siebie. Jeśli nie nawiążą dobrych relacji i nie zaufają sobie nawzajem, Christina nie zdoła mu pomóc, choćby nie wiadomo, jak bardzo się starała.
- Proszę usiąść - powiedziała, uśmiechając się pogodnie, czego brunet nie odwzajemnił.
Gregory w milczeniu zajął wskazane przez ciemnowłosą miejsce. Przez dłuższą chwilę Christina przyglądała mu się z zainteresowaniem. Nie była pewna, czy mogła pozwolić sobie na wypowiedzenie tych słów, ostatecznie jednak postanowiła zaryzykować. Może Gregory odbierze je pozytywnie, co pomoże im przełamać lody?
- Kiepsko pan wygląda - rzekła Tina troskliwie.
- Dostosowuję się do otoczenia - wypalił niewzruszony mężczyzna, a Christina dopiero dostrzegła, jak nieswojo czuł się pisarz w tak poukładanym, idealnie uporządkowanym pomieszczeniu.
- To nie było zbyt miłe, ale puszczę to mimo uszu - powiedziała z coraz większym trudem zachowując uśmiech na twarzy.
Mężczyzna wzruszył ramionami obojętnie.
- Może opowiedziałbyś mi o swoich problemach z żoną? - zaproponowała.
- Nie przypominam sobie, abym przechodził z panią na ,,ty'' - burknął Gregory, a policzki Christiny zapłonęły.
Poczuła się tak, jakby znowu była w szkole. Znowu była wystraszoną dziewczynką przy tablicy bojącą się zrobić cokolwiek z obawy przed pomyłką. Christina przełknęła ślinę.
- Opowiedziałby mi pan o...
- A nie uważa pani, że należą mi się przeprosiny za pani nietaktowne zachowanie? - zapytał brunet.
Miarka się przebrała. Christina wiedziała już, że Gregory i Sophia są ulepieni z tej samej gliny.
- Pańska grubiańskość nie robi na mnie żadnego wrażenia - powiedziała, wstając z krzesła. Mężczyzna nie zrobił tego samego. W ciszy przyglądał się kobiecie, jakby cała ta idiotyczna sytuacja w jakiś dziwny sposób inspirowała go. - Jeśli nie chce pan ze mną współpracować, to trudno. W końcu to nie mnie powinno zależeć na pańskim małżeństwie.
Brunetka półgębkiem przeprosiła Gregory'ego na chwilę, po czym wyszła z gabinetu, by ochłonąć. Minęło sporo czasu, odkąd została tak skutecznie wyprowadzona z równowagi po raz ostatni. Wciąż trzęsły jej się dłonie, a policzki miała rozgrzane jak żelazo.
- Wszystko dobrze? - zapytała sekretarka Christiny, patrząc na nią uważnie.
Tina pokręciła przecząco głową, jednak nie dała dziewczynie szansy na dalsze dociekanie. Nabrała powietrza w płuca i otworzyła drzwi swojego gabinetu. Na dzień dobry przywitał ją znienawidzony smród papierosów. Gregory rozsiadł się wygodnie na krześle, raz po raz wypuszczając z ust srebrzystą mgłę, która instynktownie zmierzała wprost do nozdrzy zdenerwowanej Christiny.
- Jakiś problem? - spytał mężczyzna, po czym uśmiechnął się. Był wyraźnie rozbawiony.
- Proszę stąd wyjść - wycedziła Tina przez zęby, co przyszło jej z ogromnym trudem.
Gregory spojrzał na nią tak, jakby sądził, że się przesłyszał. Kiedy otrzymał przeczącą odpowiedź wstał i minął Christinę w drzwiach, zostawiając ją samą. Była tak wściekła, a zarazem przybita, że dla kogokolwiek, kto wszedłby jej teraz w drogę, konfrontacja z nią mogłaby zakończyć się tragicznie. Fakt był taki, że bardziej irytującego człowieka nie spotkała w całym swoim ponad trzydziestoletnim życiu.

***

Przez kilka godzin kobieta biła się z myślami. Co powinna zrobić i jaką decyzję należałoby podjąć? Wciąż miała przed oczami zawiedzioną minę syna i twarz Jamesa, która nie po raz pierwszy nawiedziła jej umysł pomimo nieobecności mężczyzny w jej życiu. Obawiała się rozmowy z nim, o ile w ogóle raczy odebrać telefon. Bała się, że jego głos może źle wpłynąć na jej uczucia. Parokrotnie zdarzyło się już, że wystarczyło przypadkowe spotkanie na mieście, by Jenny znów miała motylki w brzuchu. Jego głos sprawiał, że czuła się znów jak nastolatka, zakochana po uszy w swoim chłopaku. Choć wspomnienia z czasów, kiedy dopiero uczyli się, jak postępują ludzie w związku, były jednymi z najpiękniejszych, jakie posiadała, teraz czuła również gorycz porażki. Nie udało im się zatrzymać szczęścia przy sobie, choć w przeszłości obiecywali sobie, że nigdy się nie poddadzą. Kiedyś była pewna, że są wystarczająco silni, by przetrwać każdą chwilę zwątpienia. Mówili, że nawet w najbardziej kryzysowym momencie będą się wspierać i nie pozwolą sobie na słabość. Kiedy James trzymał ją w swych ramionach Jenny była przekonana, że bez względu na to, jak ciężka będzie przyszłość, chłopak zawsze będzie się o nią troszczył i nic nigdy nie zniszczy ich miłości. Kochał ją. Pamiętała sposób, w jaki na nią patrzył. Zakochał się w niej, kiedy dla innych ludzi była albo niewidzialna, albo zbyt mało interesująca, by zechcieć poznać ją bliżej. Pokazał jej, że istnieje realny świat i że może on być równie piękny, co ten, który odkrywała każdego dnia w książkach. Wyciągnął ją z ukrycia. Zawdzięczała mu zbyt wiele, by tak po prostu zapomnieć o tym, co ich łączyło. Zanim zrozumieli, że chcą być razem, zaprzyjaźnili się ze sobą i o ile związki mają prawo się rozpadać, o tyle przyjaźń powinna trwać wiecznie - a w każdym razie Jenny wierzyła w to jakiś czas temu. Teraz nie była już tego taka pewna.
Kobieta przekręciła się na obrotowym krześle, po raz ostatni zastanawiając się, czy podjęła słuszną decyzję. Skinęła lekko głową, po czym wybrała numer mężczyzny. Gdyby był on książką, już dawno obrósłby grubą warstwą kurzu - nie korzystała z niego tak długo, że aż wstyd się do tego przyznać.
- Odbierz... - szepnęła rudowłosa, kiedy dźwięk sygnału w słuchawce dudnił w jej uszach niczym dzwon.
- Słucham? - odezwał się głos, a Jenny poczuła, jak jej ciało przeszywają dreszcze.
Była ciekawa, dlaczego nie odebrał od razu. Może był tak bardzo zaskoczony telefonem od niej, że przez dłuższą chwilę obawiał się rozmowy z nią?
- Cześć, James - rzekła w końcu, karcąc się w duchu za to, że znów zachowywała się jak nastolatka. - Mam nadzieję, że nie przeszkadzam.
- Nie, skąd... - odparł mężczyzna, wyraźnie zdezorientowany.
- O co chodzi? - zapytała, chcąc jak najszybciej zrozumieć dziwną reakcję Jamesa.
- O nic, po prostu jestem zaskoczony twoim tonem - odpowiedział. - Kiedy rozmawialiśmy po raz ostatni nie byłaś tak miła, jak dzisiaj.
- A ile miesięcy minęło od tamtego czasu? - spytała z wyrzutem, choć gdyby mogła cofnąć czas, w porę ugryzłaby się w język. - Nie dzwonię po to, by się kłócić. Chodzi o Olivera, naszego syna.
- Przecież wiem, że to mój...
- Czyżby? - zapytała i choć wiedziała, że robi się nieprzyjemna, nie potrafiła nad sobą zapanować. Nagle zauroczenie prysło jak mydlana bańka, ustępując miejsca złości i żalowi. - Słuchaj, Oliver ma jutro zawody. Muszę wtedy pracować, więc mam nadzieję, że mnie zastąpisz.
- Jak tam w pracy? Wszystko dobrze? - zapytał James, na moment zmiękczając serce Jenny.
- Nie udawaj, że cię to obchodzi - powiedziała, a myśl ta leżała jej na sercu od bardzo dawna. - Przyjedziesz?
- Oczywiście, że tak - odparł James i w tym momencie rudowłosa zakończyła połączenie.
Tępo wpatrywała się w świat za oknem. Była skołowana. Nie sądziła, że rozmowa z mężczyzną, który był jej kiedyś tak bliski, okaże się tak dużym wyzwaniem. Miała mu za złe tak wiele rzeczy... Nie potrafiła udawać, że są teraz tylko znajomymi, którzy kiedyś mieli ze sobą więcej wspólnego i łączy ich dziecko. Dla niej to, co było kiedyś, znaczyło o wiele więcej, niż dla Jamesa. Rozmowa z nim pokazała jej, że jest jeszcze za wcześnie, by stanęła na nogi i z czystym sumieniem powiedziała, że jest wolna. On nadal był obecny w jej sercu. Nie wiedziała, czy go kocha po tym wszystkim, co zrobił jej i Oliverowi, jednak wciąż był dla niej kimś ważnym. Właśnie dlatego tak bardzo cierpiała, słysząc go po drugiej stronie - bo kiedyś zrobiłby wszystko, byle być obok niej, a teraz nawet jej nie odwiedzał, bo już jej nie potrzebował, nie kochał.

***

Szarooka była dumna z siebie, że po drodze do domu udało jej się nikogo nie zamordować. Była tak wściekła, że zdolna była zrobić tak niepasującą do niej rzecz. Wszystko nagle zwaliło jej się na głowę, przytłaczając swym niewyobrażalnym ciężarem. Nagły i niewyjaśniony powrót Rosalie, której twarz znowu powita ją po powrocie do domu. Sophia i Gregory, którzy nie musieli mówić wiele, by wystarczająco dać się Christinie we znaki oraz ta paskudna świadomość, że czeka ich jeszcze wiele spotkań - o ile oczywiście mężczyzna nie zrezygnuje z tak nietaktownej terapeutki. Dlaczego kilka dni wcześniej Tina uważała, że jej największy problem to brak faceta, który mówiłby jej, jak bardzo ją kocha nawet, kiedy nie miałaby na sobie ani grama makijażu? Teraz nieme życzenia, które kierowała do spadających gwiazd, wydawały jej się jakimś wybitnie nieśmiesznym żartem. Miała ochotę zapaść się pod ziemię i nigdy więcej nie wychodzić na zewnątrz. Wstydziła się tego, że nie panowała nad swoim życiem, co było do niej tak bardzo niepodobne - w końcu zazwyczaj wszystko miała pod kontrolą. Wtedy Christina pomyślała o Rosalie i o dzieciństwie, które wspominała z wielkim trudem. Czy rzeczywiście Tina miała perfekcyjne życie, z którego mogła być zadowolona?
Kiedy brunetka weszła do mieszkania odetchnęła, że w drzwiach nie przywitała jej siostra. Była ona ostatnią osobą, którą chciałaby oglądać, choć Gregory Haggerty stał się dla niej naprawdę niezłą konkurencją. Kiedy Tina była już niemal pewna, że doczekała się świętego spokoju, usłyszała kroki, a zaraz potem zobaczyła twarz Vanessy. Dziewczyna była uśmiechnięta i wyraźnie podekscytowana. To straszne, ale radość przyjaciółki podziałała na Christinę jak czerwona płachta na byka.
- Nie będę pytać, jak ci minął dzień, bo zawsze odpowiadasz, że dobrze, więc nie musimy tracić cennego czasu - powiedziała Vannie na jednym oddechu. - Szkoda, że nie było cię dzisiaj tak długo. Teraz pewnie jesteś zmęczona. Powiem ci tylko, że nie rozumiem, dlaczego jesteś tak cięta na Rosalie.
Christina poczuła, jak serce nagle przestaje jej bić, a żołądek nagle staje się o wiele cięższy, niż dotychczas. Gadulstwo Vanessy przestało być tylko nic nieznaczącym brzdękiem w uszach Tiny - teraz jej słowa stały się gwoździem do trumny młodej psycholog.
- Ona jest super. Naprawdę świetnie mi się z nią rozmawiało - ciągnęła Vanessa, a jej oczy aż lśniły, kiedy pochlebnie wyrażała się na temat Rosalie.
- Naprawdę interesuje cię, dlaczego mam złe relacje z siostrą? - zapytała Christina, a Vannie po namyśle skinęła lekko głową. - Ja jakoś nie wypytuję, dlaczego zwiałaś z Mediolanu, więc bądź tak miła i przestań włazić z buciorami w moje życie! - krzyknęła kobieta i pognała do swojej sypialni, z hukiem zatrzaskując drzwi.
Brunetka skuliła się na łóżku, szlochając dokładnie tak, jak kiedy była kilkuletnią dziewczynką. Czuła się bezsilna. Mogła przyglądać się, jak wszystko to, co wydawało jej się bezpieczne w jej rękach, spada na ziemię, roztrzaskując się. Była wściekła na wszystko i wszystkich, wliczając w to samą siebie. Dlaczego, mimo upływu tak wielu lat, wciąż nie potrafiła walczyć o swoje? Dlaczego jej głos był zupełnie niesłyszany przez innych ludzi? Dlaczego ludzie, którzy są jej bliscy, obrywają rykoszetem? Dlaczego w jej wnętrzu wciąż tkwiła ta mała zatroskana dziewczynka, którą tak bardzo nienawidziła być?
***

5 komentarzy:

  1. Kochana, chyba nie uważasz, że musisz nas przepraszać za opóźnienie z odcinkiem? To przecież oczywiste, że teraz skupiasz się na maturach i to jest dla Ciebie priorytetem. Naprawdę, to rozumiemy. Więc nie przepraszaj, bo nie masz za co! :* Powodzenia na maturach! Trzymam kciuki :)
    Pierwszej piosenki nie znałam. Nieprzypadła mi ona do gustu, ale do opowiadania pasuje jak ulał. Bardzo fajnie oddała klimat tego fragmentu! :)
    Miłość nie pyta o wiek, pochodzenie, zamożność... I to jest najpiękniejsze w tym uczuciu. Pojawia się znikąd i nagle. Kradnie serca i umieszcza w oczach ten specyficzny blask. Dlatego miłość jest taka cenna i istotna w życiu człowieka. Cieszę się, że Vanessie znowu przytrafiło się coś tak wspaniałego. Może uważać się za szczęściarę, bo chociaż niełatwe jest to uczucie i potrafi ranić jak mało co, to chyba nie ma na świecie człowieka, który nie oddałby własnej ręki, aby chociaż na chwilę pokochać i być kochanym. Jestem ciekawa jak rozwinie się znajomość Vanie i Victora. :)
    Rosalie jest wielką zagadką tego opowiadania. Chyba największą (jak dla mnie). Nie wiem o niej wiele i przyznam szczerze, że z chęcią dowiedziałabym się kilku faktów z jej życia. Wiem, wiem.. wszystko w swoim czasie! :) Niemniej jednak sprawia wrażenie miłej i pomocnej, ale nie wiem czy to tylko pozory, czy rzeczywiście taka jest?
    Szkoda mi Jenny. Po pierwsze dlatego, że zakochała się w mężczyźnie, który kompletnie nie zasługuję na tą miłość. Po drugiego dlatego, że niełatwo jest być jednocześnie matką i ojcem dla swojego dziecka. I po trzecie dlatego, że obwinia się o coś na co nie miała wpływu. Rozumiem, że Oliverowi jest przykro. Jednak Jenny ma również inne obowiązki, nie tylko rodzicielskie. Praca jest ważna, bo dzięki niej Oliver ma co jeść. Więc dziewczyna nie ma wielkiego wyboru. Jej serce pewnie też się kraja na myśl, że nie zobaczy swojego syna na boisku. Wierzę jednak, że będzie miała jeszcze niejedną okazję, aby pokibicować maluchowi. I przede wszystkim ufam, że wreszcie weźmie się w garść i pozwoli przeszłości odejść na tyle daleko, aby zacząć układać sobie nowe życie! :)
    Trzecią piosenkę kocham! :) Naprawdę zaczynasz mnie przerażać! Jak to możliwe, że Christina jest tak bardzo do mnie podobna?! Pod względem charakteru, bo wyglądem różnimy się niemal w każdym calu. Uwielbiam ją. Serio! Jest najbliższa mojemu sercu.
    Gregory i Sophia to najmniej ulubieni przeze mnie bohaterowie. Tak aroganckiego człowieka, to ja dawno nie widziałam. I wcale nie dziwię się Christinie, że musiała wyjść, bo na jej miejscu postąpiłabym tak samo, albo... Powiedziałabym kilka słów za dużo. Gregory to cynik i ignorant. Najpierw prosi o pomoc, a później zachowuje się jak skończony du*ek, Brak mi słów.
    "Nie udało im się zatrzymać szczęścia przy sobie, choć w przeszłości obiecywali sobie, że nigdy się nie poddadzą" - zakochałam się w tym zdaniu! :)
    Zastanawiam się, dlaczego James nie chce utrzymywać kontaktu z Olivierem? Rozumiem, że może nie chcieć widywać się z Jenny, ale z własnym synem? Jest naprawdę nieodpowiedzialnym gówniarzem bez uczuć. Nie lubię go. Teraz widzę jak bardzo nie zasługiwał na Jenny.
    Mam nadzieję, że James nie zawiedzie Oliviera i zjawi się na meczu. W ogóle nie mogę się doczekać tego fragmentu. Jestem ciekawa jak Oli zareaguje na obecność Jamesa na trybunach .
    Współczuję Christinie, bo wiem jak to jest, gdy nikt Cię nie rozumie. Gdy potrzebujesz zostać wysłuchaną, a nikt nie raczy Ci poświęcić kilku minut. Szkoda mi jej, bo naprawdę ją lubię. Wierzę, że nadejdzie taki dzień, w którym słońce zaświeci dla niej! :)
    Cudowny odcinek. Twoje opisy są bezbłędne! Czarujesz, a ja to kocham! :) Czekam na nowość! :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj! :*
    Zgodzę się z koleżanką u góry, że nie masz za co nas przepraszać. Nie dość, że masz matury, to ogólnie ja uważam, że każdy dodaje rozdział wtedy kiedy ma czas. Nic na szybko, bo inaczej się nie uda. ;) Przecież w tym nie o to chodzi. ;) Oczywiście, trzymam za Ciebie kciuki! Jeśli bardzo się stresujesz, to powiem Ci coś, czym pocieszała się moja siostra. Pomęczysz się z tymi maturami, a potem masz cztery miesiące wakacji! Szczęściara! Ja jeszcze na to nie zasłużyłam. :D
    Ach, Vanessa, Vanessa. Przez nią coraz bardziej lubię Victora, a wcale tego nie chciałam! Też miałam motylki w brzuchu, gdy wyobraziłam sobie te jego zdjęcia. Ach, chyba już mam do niego słabość. Czemu on musi być taki cudowny? Fajnie, że Vanessa znalazła wspólny język z Rosalie. Miała się komu wygadać, a gdy jest się zakochanym, to taka rozmowa z kimś jest prawdziwym zbawieniem.
    Jenny. Tak bardzo mi jej żal. Biedna, nie umie sobie poradzić ze sobą i swoimi uczuciami, a musi zajmować się synem. To bardzo trudne zadanie. Przykre, że zapomniała o zawodach syna. Biedny chłopak. Nawet nie chcę sobie wyobrażać, jak to jest mieć jednego rodzice.
    Chyba wcześniej coś mi umknęło, bo myślałam, że James nagle zniknął i nie wiadomo gdzie jest, i że miał jakiś ważny powód tego nagłego zniknięcia( w to akurat sama wierzyłam xd.). A teraz okazuje się, że Jenny ma z nim kontakt. Mieszka w tym samym mieście? Jak to się stało, że odszedł? Zostawił ją dla innej kobiety? Czemu odszedł? I czy na pewno jej już nie kocha? Nie chce wrócić? Przepraszam za te pytania, ale jestem bardzo rozemocjonowana. Cały czas miałam nadzieję, że James wróci, bo kocha Jenny. No i teraz przechodzę zawód. Tak bardzo w to wierzyłam i tak bardzo tego chciałam. Aż mnie żołądek ściska. Będziesz to kiedyś wyjaśniać? Tak w ogóle, to nie można kogoś ot tak przestać kochać. Kurczę, cały czas mam nadzieję, że on ją kocha i wróci. :( Aż mi się płakać chce. :( Zbyt bardzo polubiłam Jamesa, choć znam go tylko ze wspomnień Jenny.
    Ależ ten Gregory jest irytujący! Myślałam, że z nim będzie łatwiej, bo początkowo wydawał mi się miłym facetem. Cóż za pomyłka! Christina i tak długo wytrzymała. No, ale gdy mężczyzna zapalił papierosa, miarka się przebrała. I tak grzecznie to powiedziała, podziwiam. :D Ja już bym tam wybuchła, że Gregory nigdy by nie wrócił. :D
    Biedna Christina! Miała dziś okropny dzień, tyle przeszła i tak bardzo biła się z myślami. Tak bardzo mi jej żal i szkoda. W tym momencie bardzo wkurzyłam się na Vanessę, którą ogólnie bardzo lubię. W ogóle nie pozwoliła Christine dojść do głosu, gadała tylko o Rosalie, która również w tym momencie mnie zirytowała. Cóż, do końca będę wierna Christinie. :D Nie dziwię się, że tak wybuchła. W sumie zawiodła ją przyjaciółka, którą teraz najbardziej potrzebowała. Ach, biedna, biedna, biedna! :(
    Rozdział jak zwykle cudowny, ale tak jakoś smutno mi po nim. :(
    Pozdrawiam! <3
    P.S. Nie przejmuj się zaległościami u mnie. Ja na spokojnie poczekam. :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej Kochana:* teraz to ja mogę napisać, że nie musisz przepraszać za to, że nowy rozdział pojawił się nieco później, niż te wcześniejsze. Akurat przyszedł taki moment, że są rzeczy ważniejsze na których musisz się teraz szczególnie skupić. Jak ja sobie przypomnę ile stresu się najadłam przez tą maturę... naprawdę cieszę się, że mam to już za sobą, chociaż mam wrażenie, że najgorsze dopiero przede mną. Ale zostało jeszcze trochę czasu, więc nie ma się co denerwować na zapas :) pamiętaj, że mocno trzymam za Ciebie kciuki! Oby wszystko poszło po Twojej myśli no i koniecznie daj znać jak poszło :)
    To tyle słowem wstępu, bo moja ciekawość jest silniejsza, dlatego biorę się za czytanie. Tak przypuszczałam, że znajomość Vanessy i Victora tak właśnie będzie wyglądać. Widać gołym okiem, że Victor zrobił na niej ogromne wrażenie i że nie pozwoli tak łatwo o sobie zapomnieć. Faktycznie, dzieje się to dosyć szybko i wydaje mi się, że dla Vanessy trochę za szybko. Cały czas wydaje mi się, że nie do końca pozbierała się po tym, co wydarzyło się w Mediolanie. Uważam, że ma prawo do tego, by z kimś się związać, ale z drugiej strony jest też Josh, który podobno już niedługo ma się pojawić w historii, prawda? Poplątane to wszystko, ale w dalszym ciągu jestem bardzo ciekawa, czy relacja Vanessy i Victora będzie nabierać rumieńców :) uważam, że byłaby z nich naprawdę fajna para :) przede wszystkim nie sądziłam, że Vanessa tak szybko złapie kontakt z Rosalie... i jestem niemalże pewna tego, że to koleżeństwo nie spodoba się Christinie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Kompletnie nie wiedziałabym jak zachować się w towarzystwie Jenny. Widać, że ta dziewczyna bardzo cierpi i trwa to już naprawdę długo. Ona po prostu sobie z tym nie radzi, ale chyba nie chce się do tego przyznać sama przed sobą. Dobrze by było, żeby miała obok siebie kogoś, kto wesprze ją w tych trudnych chwilach, pomoże jej wreszcie stanąć na nogi. Czekam na ten przełomowy moment, kiedy naprawdę któregoś dnia wstanie i zacznie żyć na nowo. Ona sama dobrze wie, że ma dla kogo żyć, że jest ktoś, komu jest potrzebna i dla kogo zawsze będzie najważniejsza. Nawet nie chcę sobie wyobrażać co się dzieje w głowie Olivera. To smutne, że dziecko wychowuje się bez ojca, ale on sam nic nie poradzi na to, że James wybrał inne życie i odszedł. Tutaj raczej chodzi o to, żeby te wszystkie negatywne emocje, jakie są pomiędzy jego rodzicami nie odbijały się na nim, bo tak naprawdę to on najbardziej cierpi z powodu rozstania rodziców. Ale jest mądrym chłopakiem i wierzę, że sobie poradzi w życiu :)
    Zachowanie Gregory'ego bardzo mnie zaskoczyło. Gdyby postawić jego i Sophię obok siebie na początku stwierdziłabym, że to mężczyzna jest tym dojrzalszym, który jego pierwszy wyciągnąłby rękę na zgodę. Uważam, że bardzo niegrzecznie zachował się wobec Christiny, która ponoć miała mu pomóc w ratowaniu jego małżeństwa. Ja z kolei mam wrażenie, że ten pomysł od początku mu się nie podobał i zgodził się na takie rozwiązanie tylko po to, żeby Sophia dała mu święty spokój. Ale po tym jak się zachował straciłam już resztki nadziei na to, że zależy mu na małżeństwie. Możliwe, że chciałby się po prostu odciąć od tego wszystkiego, albo poukładać sobie to wszystko samemu, bez niczyjej pomocy? Na początku nawet go polubiłam, ale teraz już sama nie wiem co o nim myśleć... mam nadzieję, że z każdym kolejnym rozdziałem będę mogła stwierdzić, że jest u mnie chociaż cień sympatii względem tego mężczyzny :) a Christinie oczywiście należą się przeprosiny, takie jest moje zdanie. Nie zrobiła niczego złego i nie jest jej winą to, że jej pacjent zachowuje się jak pan i władca wszechświata.
    Pomysł Jenny uważam, że jest naprawdę dobry. Może gdy Oliver zobaczy swojego ojca na trybunach, może dzięki temu spotkaniu uda się jakoś poprawić ich relacje? Ciekawa jestem reakcji Olivera, kiedy zobaczy Jamesa na trybunach... tak sobie czytałam ten fragment i nasunęło mi się pytanie, dlaczego tak naprawdę James nie chce widywać syna? Czemu to dziecko jest winne, że własny ojciec nie utrzymuje z nim żadnych kontaktów? Szkoda mi Jenny. Obwinia się o coś, na co tak naprawdę nie do końca miała wpływ i przede wszystkim to nie ona jest winna rozpadowi związku. Wyobrażam sobie jak trudno być jednocześnie matką i ojcem dla swojego dziecka. Ale najbardziej ciekawa jestem, czy James rzeczywiście zjawi się na meczu, czy znów nawali...
    Każdy z nas ma cięższe dni, w tym rozdziale wyjątkowo padło na Christinę. Od początku wiedzieliśmy, że wcale nie ma takiego idealnego życia, ale nie sądziłam, że to Gregory sprawi, że psycholog zostanie wyprowadzona z równowagi. Nie spodziewałabym się takiego zachowania po Christinie... teraz nasuwa się pytanie skąd się to wzięło? Ten paniczny strach i kompletna bezradność? Niby Rosalie jest najbardziej tajemniczą postacią, ale po tym rozdziale stwierdzam, że Tina jest tak samo tajemnicza jak jej siostra. To przykre, że Vanessa oberwała za to, że jej przyjaciółka miała podły nastrój, ale tak najczęściej jest, że ktoś chciał dobrze, a wyszło inaczej.
    Bardzo mi się podobał ten rozdział i z niecierpliwością czekam na więcej :)
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń