28 maja 2014

7. ,,Życie to nie bajka''

Hej :)
Od razu dziękuję za wszystkie miłe słowa pod poprzednim rozdziałem. Moje odpowiedzi na Wasze komentarze wybitnie mi nie wyszły, no ale cóż, poprawię się następnym razem - taki mam przynajmniej plan :P
Jeśli chodzi o szczęśliwy siódmy rozdział, to powiem Wam, że lubię tą część. Po prostu. Może Wam również się spodoba :)
Dziękuję raz jeszcze, życzę miłej lektury i pozdrawiam cieplutko!
***
Oasis - Wonderwall

Mężczyzna nie wiedział, czego spodziewać się po rozmowie z lekarzem i spotkaniu z babcią. Przez cały ten czas rozważał dziesiątki wariantów, domyślając się jednak, że żaden z nich nie będzie tym ostatecznym. Życie lubiło go zaskakiwać, zwłaszcza w momentach, kiedy był czegoś stuprocentowo pewny. Nie ufał ani temu, kto układa jego los, ani samemu sobie - w końcu tak wiele rzeczy już w swoim życiu spieprzył, że teraz może już być albo tak samo, albo minimalnie lepiej. Kiedy pokonywał kolejne metry w jego głowie pojawiały się obrazy z tej beztroskiej przeszłości wypełnionej ciepłem i miłością po same brzegi. Wciąż zastanawiał się, jak to możliwe, że Molly kochała go tak mocno, jak zapewne robiliby to jego rodzice we dwójkę. Skąd w jej sercu było tyle miłości i dobroci? Pamiętał każdą sytuację, kiedy nabroił coś i z podkulonym ogonem wracał do domu, obawiając się bury, jednak ona nigdy nie była na niego zła o głupstwo. Zrobiła mu kosmiczną awanturę, kiedy dla zabawy wszedł na słup, z którego spadł i oczywiście złamał sobie nogę, ale wtedy robiła to tylko i wyłącznie z troski o jego dobro - w końcu straciła już syna i synową i nie chciała, aby podobny los spotkał jej ukochanego wnuka. James otrzymał od niej tak wiele, że chyba do końca swoich dni nie zdoła wystarczająco podziękować za to wszystko. Tym większy był teraz jego żal, że rezygnując z życia z Jenny i Oliverem dodatkowo zaczął w nieskończoność odwlekać spotkanie z babcią. Tak naprawdę do dziś nie mógł z ręką na sercu powiedzieć, że rozumie, dlaczego tak postąpił. Do tej pory tłumaczył to sobie wstydem przed wiecznym opowiadaniem Molly o swoich problemach z Jenny i patrzenie w jej smutne oczy za każdym razem, kiedy dowiadywała się, że tym razem również nie zobaczy swego prawnuka. Choć James kochał swojego syna i miał ogromny szacunek do Jenny, to jednak nie umiał z nimi być. Wydawało mu się, że w głębi duszy wiedział, dlaczego podjął właśnie taką decyzję, kiedy ostatecznie opuścił dom swój i rudowłosej, jednak czy rzeczywiście zrobił to z rozmysłem, a nie kierował się chwilą, okaże się zapewne później.
Brązowooki został zatrzymany w połowie drogi przez postawnego mężczyznę w kitlu. Kiedy lekarz odezwał się do niego, James zorientował się, że jest to ten sam, który do niego dzwonił.
- Dobry wieczór - rzekł. - Cieszę się, że tak szybko pan przyjechał, panie Devon.
- Skąd pan wie, że to ja? - zapytał zaintrygowany brunet, na co lekarz uśmiechnął się.
- Jak pan już wejdzie do sali, w której leży pańska babcia, sam pan zrozumie, skąd ja to wiem - odparł łagodnie. - Pańska babcia od lat ma problemy z sercem, prawda? - James skinął głową twierdząco. - Ostatnio bywała u nas rzadziej, niż zwykle.
- To chyba dobrze? - zapytał James.
- Nie, ponieważ robienie kontrolnych badań w przypadku nawet zdrowego człowieka jest wskazane, a co dopiero mówić o pańskiej babci - odpowiedział mężczyzna. - Sugerowałbym, aby poświęcił jej pan nieco więcej uwagi i zainteresowania. Mam nadzieję, że przekona ją pan do dbania o swoje zdrowie, w innym wypadku będę musiał codziennie trzymać dla niej wolne łóżko.
- Postaram się, ale nie wiem, czy...
- Mieszka pan w Londynie, prawda? - zapytał mężczyzna z naciskiem. - Chyba mógłby pan odwiedzić czasem swoją babcię i sprawdzić, jak się czuje.
- Zobaczę, czy pozwoli mi na to praca - rzekł James, choć skłamał. Nie pracował od paru dobrych miesięcy.
- Nikt z nas nie pracuje przez całą dobę, nawet lekarz - powiedział. - Mam nadzieję, że podejmie pan słuszną decyzję, oczywiście z uwagi na stan pańskiej babci.
Mężczyzna chyba wyczuł, że James się zdenerwował, ponieważ skinął lekko głową i odszedł, zostawiając bruneta samego na środku korytarza. Choć sam doskonale zdawał sobie sprawę z popełnianych przez siebie błędów, usłyszenie ich z ust kogoś innego boli dwa razy bardziej. Wiedział, że lekarz nie miał złych intencji i wcale nie chciał go rozzłościć, musiał jednak to zrobić. W przeciwnym razie Molly wciąż byłaby zdana tylko na siebie, a w jej stanie i wieku nie było to najlepsze rozwiązanie.
James nacisnął klamkę i przez moment zawahał się, po czym jednak popchnął drzwi i zajrzał do środka. Na łóżku leżała jego ukochana babcia, czytając książkę poprzez okulary z dość grubymi szkłami. W pierwszej chwili nie zauważyła jego przyjścia, upomniała ją jednak druga z pacjentek, nieco drobniejsza od niej blondynka o ziemistej cerze.
- Jimmy, synu! - zawołała Molly, odkładając książkę i szykując się do powstania z łóżka.
James szybko ruszył w jej kierunku i uścisnął ją, nim ta zerwała się, by go przywitać.
- Powinnaś odpoczywać - szepnął i zdał sobie sprawę, że uścisk babci był wyjątkowo mocny, niemal zapierający dech w piersiach. - Dobrze wyglądasz - rzekł, kiedy został już uwolniony i mógł spokojnie usiąść na krześle obok łóżka.
- A ty tak sobie - mruknęła w swoim stylu. - Mógłbyś się ogolić.
- A ty mogłabyś zacząć dbać o swoje serce - odparł w odwecie.
- I wzajemnie, Jimmy - rzekła, przyglądając mu się uważnie. James zdążył już prawie zapomnieć o tym jej przenikliwym spojrzeniu. Wystarczył jej moment, by wiedziała, co dokładnie czuje dana osoba. - Zgaduję, że nie jesteś już z Jenny i to dlatego tak unikałeś spotkania ze mną.
- Nie przyjechałem tu po to, by rozmawiać o mnie.
- Przez kilka lat czekałam, aż mnie odwiedzisz. Pozwól mi nadrobić zaległości, których mi narobiłeś.
James rozłożył bezradnie ręce. Wiedział, że stąd nie ma już ucieczki. Był wdzięczny jasnowłosej pacjentce, że nie przysłuchiwała się ich rozmowie, tylko zajęła się własnymi sprawami. Kiedy spojrzał na szafkę obok łóżka babci zauważył trzy ramki ze zdjęciami. Pierwsze ukazywało małego Jamesa na rękach matki i chłopak wiedział, że fotografię zrobił jego tata, ponieważ przysłonił obiektyw palcem i trochę popsuł ujęcie. Na drugim zdjęciu James był sam z babcią, miał może z piętnaście lat i właśnie wygrał mecz finałowy, ponieważ w dłoniach dzierżył puchar i szczerzył się, jakby tym samym zyskał milion funtów. Ostatnie zdjęcie najbardziej zakuło Jamesa w sercu. Widział na nim siebie obejmującego jedną ręką Jenny, a drugą trzymając maleńkiego Olivera. Wszyscy troje wyglądali na szczęśliwych, a dumni rodzice na zakochanych i oddanych sobie. To były wspaniałe chwile.
- Moi najbliżsi - powiedziała Molly, a James zorientował się, że oczy zrobiły mu się nieco wilgotniejsze. - Masz jeszcze kontakt z synem? - zapytała.
- Byłem dzisiaj na jego zawodach - odrzekł. - Jest naprawdę dobrym bramkarzem.
- I byłeś tam, bo był to twój pomysł, czy podsunęła ci go Jenny? - spytała Molly, po czym wymownie spojrzała w sufit. - Dobrze wiesz, jak trudno wychowywać się bez ojca. John nie miał wyboru, zginął w katastrofie. Chcesz mi powiedzieć, że świadomie skazujesz syna na taki los?
- Przepraszam na chwilę - powiedział James i szybko wstał z krzesła.
Kiedy wyszedł z sali przez moment stał w miejscu z twarzą ukrytą w dłoniach. Oddychał ciężej, a policzki paliły go niemiłosiernie. Najpierw pomyślał, że babcia postępuje niewłaściwie, ponieważ powinna być mu wdzięczna za to, że przyjechał, zamiast wywlekać jego błędy na wierzch. Potem James zrozumiał, że robiła to wszystko z troski o jego dobro. Nie miała gwarancji, że jej ukochany Jimmy odwiedzi ją wkrótce, musiała więc zatroszczyć się o niego teraz, kiedy miała na to szansę. James widział teraz swoje błędy o wiele wyraźniej i pomógł mu w tym najpierw lekarz, a potem babcia. Bez dłuższego zastanawiania się brunet wyciągnął z kieszeni komórkę i wybrał numer, choć liczył się z tym, że może kogoś obudzić, było bowiem dość późno.
- Słucham? - odezwała się znużona Jenny.
- Daj mi Olivera - powiedział James stanowczo.
- Nie przyszło ci do głowy, że może on wcale nie chce z tobą rozmawiać? - zapytała i właśnie wtedy James usłyszał po drugiej stronie szmer.
- Tata? - zapytał Oliver, który musiał wyrwać matce słuchawkę.
- Cześć, młody. Chciałem cię bardzo przeprosić za to, że musiałem wyjść wcześniej. Wypadło mi coś bardzo ważnego i żałuję, bo naprawdę chciałbym osobiście pogratulować ci wygranej.
- To nic takiego - odparł chłopiec, jednak brunet nie od razu kupił jego słowa.
- Postaram się jakoś ci to wszystko zrekompensować - rzekł James. - Powiedz mi, chciałbyś może zobaczyć się z babcią?
- Zależy z którą - westchnął Oliver. - Babcia Constance zmuszała mnie ostatnio do jedzenia brokułów, mówiąc, że mama i wujek Victor zawsze się nimi zajadali.
- Babcia Constance ściemniała - odparł James. - Twoja matka nienawidzi brokułów.
Brunet był pod wrażeniem samego siebie. To aż dziwne, że zapamiętał tak mało istotny fakt z życia dawnej ukochanej.
- To co, zgoda? - zapytał James.
- No pewnie, tato - odrzekł chłopiec. - Dobranoc.
Brązowooki był mocno podbudowany po rozmowie z synem. Cieszył się, że chłopak nie chował urazy i bardzo szybko puścił w niepamięć niewłaściwe zachowanie taty. James wrócił do babci i ponownie usiadł na krześle obok niej.
- Za jakiś czas przywiozę ci wnuka - oznajmił, choć tak naprawdę Oliver był prawnukiem Molly. James często łapał się na tym, że nazywał ją swoją matką, ponieważ tak naprawdę to ona go wychowała.
- Trzymam cię za słowo i mam nadzieję, że zobaczę się również z Jenny - powiedziała, a James znowu poczuł to charakterystyczne ukłucie w okolicach serca. - Muszę w końcu oddać jej książkę.
James spojrzał ponownie na lekturę, którą Molly położyła na szafce, kiedy wszedł. Przypomniał ją sobie. Była to jedna z ulubionych książek Jenny. Brunet wziął ją do ręki i otworzył na pierwszej stronie. Nieco pochyłą czcionką napisane były na niej słowa: ,,Dla najważniejszej kobiety w życiu Jamesa od dziewczyny, dla której to James jest najważniejszy''.
- Nie musisz jej tego oddawać - rzekł, przeklinając w duchu swoją wrażliwość. Po raz kolejny miał ochotę wybuchnąć płaczem, co było tak bardzo do niego niepodobne. - To był prezent.

***

Sophia upięła włosy w wysoki kok. Miała na sobie kremową sukienkę i eleganckie botki, które dodatkowo wydłużały jej zgrabne nogi. Wyglądała pięknie i była tego świadoma, a jednak czuła rozgoryczenie, kiedy patrzyła w lustro. Wiedziała, że Gregory nie zwróciłby na nią uwagi, choćby stanęła przed nim całkiem nago. Odkąd oboje zaczęli terapię mężczyzna nieco się zmienił. Przestał na nią krzyczeć, kiedy mu przeszkadzała w pisaniu. Na każdą jej zaczepkę odpowiadał uśmiechem, choć wcale nie zamierzał w jakiś sposób maskować swojego miernego zainteresowania żoną. Dziewczyna miała spore trudności z pogodzeniem się z zaistniałą sytuacją. Intuicja podpowiadała jej, że powinna uzbroić się w cierpliwość i poczekać. Może Gregory wróci, kiedy uda mu się wreszcie napisać znakomitą powieść? Może sukces sprawi, że mąż Sophii stanie się tym samym człowiekiem, jakim był w przeszłości? Tym samym, w którym się zakochała... Jasnowłosa czuła się dziwnie, kiedy myślała o swoim małżeństwie. Wiedziała, że nie była niewinna i ich związek zawisł na włosku również z jej powodu. Nie chciała wyrokować, czy Gregory wciąż jest jej miłością, czy nie, była jednak pewna, że musiało jej na nim bardzo zależeć. Tyle czasu czekała na to, aż zobaczy w jego oczach ten blask, co kiedyś. W którymś momencie po prostu straciła cierpliwość, zapał. Poddała się, aby wrócić silniejsza. To ona podjęła decyzję o ratowaniu ich małżeństwa. Tylko czy nie było za późno? Czy ich wspólne życie ma jeszcze szanse po tym, co zrobiła?
Sophia zapukała niepewnie do gabinetu męża i poczuła przyjemne ukłucie w okolicach serca, kiedy Gregory zaprosił ją do środka naprawdę uprzejmym tonem. Otworzyła drzwi. Pisarz siedział przy biurku, na którym spoczywały niedbale rzucone puste paczki papierosów. Kiedy tworzył, palił więcej, niż zazwyczaj, zwłaszcza, kiedy dobrze mu szło.
- Podejdź bliżej - powiedział Gregory, widząc konsternację na twarzy blondynki.
Dziewczyna spełniła jego prośbę. Mężczyzna objął ją, przyciągając tak, aby usiadła na jego kolanach. Była tak lekka, że nawet nie poczuł, w którym dokładnie momencie to zrobiła.
- Zobacz - rzekł, a Sophia spojrzała na monitor. - Nie chcę zapeszyć, ale jeśli wena mnie nie opuści, w ciągu kilku miesięcy uda mi się ją skończyć.
- Cieszę się - odparła dziewczyna szczerze.
- Chyba powinienem ci podziękować - mówił Gregory. - Gdyby nie ty, może minęłyby wieki, zanim udałoby mi się napisać tak dużo.
- Wiesz, że nie po to zaproponowałam terapię, prawda? - zapytała jasnowłosa.
Gregory poczuł się nieco zakłopotany, ostatecznie uśmiechnął się jednak. Sophia poczuła, jak jego uścisk staje się lżejszy. Nie wiedziała, w którym momencie spostrzegła, że się rozczarowała - chciała, aby ta scena wyglądała inaczej. Gdy doszła do drzwi obejrzała się przez ramię. Gregory nie żegnał jej wzrokiem, w którym dałoby się zauważyć pragnienie kolejnego spotkania. Mężczyzna był zbyt pochłonięty czytaniem ostatnich napisanych słów, by móc odzyskać wątek i tworzyć dalej. Blondynka westchnęła, po czym wyszła, po cichu zamykając za sobą drzwi.
Kobieta wyjęła z kieszeni komórkę. Chciała wyjść, ponieważ ten dom przywoływał zbyt trudne myśli. Przez głowę przemknął jej James. Minęło trochę czasu, od kiedy widzieli się po raz ostatni. Szybko jednak przypomniała sobie o tym, co jej wtedy powiedział. Przejrzała listę kontaktów, świadomie omijając jego nazwisko, a kiedy znalazła to, czego szukała, nacisnęła zieloną słuchawkę, czekając, aż po drugiej stronie usłyszy głos mężczyzny.

***

Rosalie uśmiechała się do wspomnień, które stawały się silniejsze wraz z każdym kolejnym metrem, który pokonywała. Przez te wszystkie lata zdążyła stęsknić się za Londynem - miejscem, które stało się przechowalnią najwspanialszych chwil w jej życiu. To tutaj uczyła się tańczyć. Kiedy mijała swoją dawną szkołę baletową, poczuła się naprawdę wzruszona. Pamiętała, że jej początki były zaskakująco łatwe, choć większość dziewczynek w jej wieku miała trudności z wykonaniem podstawowych figur. Od najmłodszych lat mówiono jej, że ma wielki talent i zgrzeszyłaby, jeśli pozwoliłaby mu się zmarnować. To miejsce było dla niej bardzo ważne również z innego powodu - to tutaj poznała Jamesa. Bez względu na to, jak rozwinęła się ich znajomość, dziewczyna nie żałowała niczego. Gdyby nie on, Rosalie nie byłaby dzisiaj tą samą osobą. Jej życie było czarno-białe, zanim pojawił się w nim James. Dzień w dzień tułała się między szkołą, a ośrodkiem treningowym, w którym mieściła się sala dla młodych tancerek. Chłopak wniósł nowe, jaśniejsze kolory do jej codzienności. Mogłaby przysiąc, że w jej głowie wciąż rozbrzmiewał jej śmiech, kiedy James zabrał ją na pierwszą randkę, a jej ciało wciąż przeszywały dreszcze, jak wtedy, kiedy brązowooki wrzucił ją do lodowatego jeziora. To wszystko wciąż było tak realne, rzeczywiste, choć minęło już tyle czasu od ich rozstania. Rosalie wciąż miała pewne wyrzuty sumienia - w końcu James od początku nie był chłopakiem dla niej. Jej matka zrobiła jej z tysiąc kazań, chcąc zniechęcić córkę do zadawania się z tym dzieciakiem bez ambicji ani poważnych planów na przyszłość. Z drugiej strony, nic nie było chyba gorsze od zobojętniałej miny Christiny, która nie zwykła okazywać szczególnego zainteresowania losem młodszej siostry. Rosalie pamiętała również Jenny, dziewczynę Jamesa, którą kochał - jasnowłosa widziała tą miłość w jego oczach. Blondynka poczuła smutek. Z jej winy wydarzyło się wiele złego. Kiedy zsumowała każdą rzecz, z której nie była zadowolona, dziewczyna zrozumiała, że decyzja o powrocie do Londynu była słuszna. Miała plan, który stale pielęgnowała w swoim sercu i w myślach i póki nie uda jej się wcielić w życie wszystkich swoich pomysłów, Rosalie nie spocznie, choćby musiała naprawdę się przy tym natrudzić.
Ciemnooka zatrzymała się przy jednej ze sklepowych witryn. Choć zbliżał się luty, Londyn wciąż roztaczał wokół siebie tą specyficzną i wyjątkową atmosferę świąt. Zewsząd do ludzi uśmiechały się wielobarwne światełka, migocząc i napawając nadzieją, że te jedenaście miesięcy do kolejnej Gwiazdki minie szybko. Rosalie wolałaby jednak, aby czas płynął wolniej, choć naprawdę kochała Boże Narodzenie. Miała zbyt wiele do zrobienia przed końcem roku, by spełnić wszystkie punkty ze swej listy noworocznych postanowień. Wciąż czuła na sobie presję, którą sama podsycała, w tym wszystkim próbowała jednak nie tracić głowy.
Kiedy Rosalie oderwała w końcu wzrok od naprawdę pięknej sklepowej witryny, w oddali zauważyła jasnowłosą kobietę, którą tak dobrze znała. Dlaczego nie przewidziała jej obecności w Londynie? Przecież doskonale wiedziała, że Sophia wciąż tu mieszka. Rosalie cofnęła się, robiąc wszystko, aby blondynka nie mogła jej dostrzec. Sophia była w towarzystwie jakiegoś mężczyzny, którego Rosalie nie znała, jednak w tej chwili była baletnica nie zamierzała dociekać, z kim zadaje się jej dawna rywalka. Nagle wróciły wszystkie te koszmarne wspomnienia z czasów, kiedy Sophia gnębiła ją, na każdym kroku podstawiając jej nogę. Rosalie poczuła, jak kręci jej się w głowie, a żołądek zaczyna opadać coraz niżej. Było dokładnie tak, jak przed laty, kiedy Rosalie po jednej z konfrontacji z Sophią myślała o najgorszym.

***

Ten dzień był dla Vanessy bardzo wyczerpujący. W pracy nie miała ani chwili, by zatrzymać się na chwilę i odetchnąć, ponieważ z każdej strony nawoływali ludzie, którym była potrzebna. Choć teraz, kiedy miała już wolne, marzyła o jak najszybszym wylądowaniu pod kołdrą z kubkiem gorącej herbaty i kawałkiem dobrego ciasta, nogi nie pozwalały jej biec. Była pewna, że wygląda w oczach ludzi na naprawdę zmordowaną, a jedna pani zapytała ją nawet, czy dobrze się czuje. Dziewczyna nie chciała wzbudzać aż takiego zainteresowania, jednak nie mogła przed tym uciec - jak na złość nie wzięła ze sobą portfela, przez co nie mogła nawet zamówić taksówki. Nogi bolały ją tak bardzo, że istotnie przeszło jej to przez myśl, choć dystans między szpitalem, a domem wcale nie był długi. Skoro już musiała iść, żałowała, że nie miała żadnego towarzystwa, które sympatyczną rozmową umiliłoby jej drogę. Nie pogardziłaby przystojnym szoferem, który odeskortowałby ją aż pod same drzwi, a może i dalej. Cóż, takie rzeczy dzieją się niestety tylko w filmach, o czym Vanessa zamierzała wkrótce się przekonać, do cudownej listy planów na ten wieczór dorzucając jakiś seans.
Brunetka zastygła w miejscu, kiedy poczuła, jak komórka zaczęła wibrować jej w torebce. Uniosła wzrok wymownie do góry, niezadowolona z faktu, iż nawet teraz ktoś zawraca jej głowę. Kiedy w końcu udało jej się odnaleźć telefon na samym dnie torby, w pierwszej chwili nie wiedziała, jak zareagować. Na wyświetlaczu pojawiła się informacja, że dzwoni do niej...
- Mój przyszły mąż? - zapytała ze zdziwieniem, po raz kolejny czytając te słowa. Była już pewna, że się nie przeoczyła. Nacisnęła zieloną słuchawkę, nie wiedząc, czego powinna się spodziewać. - Słucham?
- Dobry wieczór, moja przyszła żono - odezwał się męski głos, którego Vanessa nie rozpoznała od razu.
Zapanowała niezręczna cisza.
- Vanessa? - zapytał, a dziewczyna w końcu zrozumiała, z kim miała do czynienia.
- Victor! - rzekła, zadowolona z tego, że udało jej się rozwikłać tę zagadkę. - Dlaczego zapisałeś mi swój numer pod tak absurdalną nazwą?
- Czy ja wiem... - mruknął piłkarz. - Mi tam się ona podoba.
- Nie wątpię - przyznała z uśmiechem. - Co słychać?
- Wiesz, trochę się działo. Na przykład strzeliłem wczoraj gola.
- Widziałam - odparła szczerze. - Gratuluję.
- Nie żebym miał jakieś wygórowane oczekiwania, ale wolałbym, żebyś pogratulowała mi osobiście.
- Chcesz, żebym przyjechała do Manchesteru? - zapytała. - To kawał drogi.
- Czasem to, czego chcemy, jest bliżej, niż nam się wydaje - odparł mężczyzna i rozłączył się, wprawiając młodą lekarkę w osłupienie.
Kiedy Vanessa oderwała wzrok od wyświetlacza, na swej drodze zobaczyła dobrze znany sobie samochód. Po chwili wysiadł z niego jasnowłosy mężczyzna, uśmiechając się pogodnie. Vannie pospiesznie wrzuciła komórkę do torby, zapomniała o bólu nóg i popędziła w kierunku Victora. Chłopak rozłożył ramiona, by niebieskooka mogła zmieścić się idealnie w jego uścisku, ona jednak posunęła się o krok dalej. Zamiast po prostu go przytulić, Vanessa pocałowała Victora tak, jakby nie byli tylko znajomymi.
- Warto było na to czekać - szepnął, kiedy dziewczyna oderwała się od niego, choć najchętniej zatrzymałby czas na tej chwili.
- Przepraszam - powiedziała nieco zawstydzona Vannie. - Zwykle nie jestem aż tak...
- Przepraszasz? - mężczyzna przetarł oczy teatralnie.
- Powinnam się kontrolować. Ty jakoś nie rzuciłeś się na mnie, jak jakieś wygłodniałe...
Nie dokończyła. Victor przekornie zamknął jej usta dokładnie tak, jak ona przed momentem. Właśnie wtedy oboje usłyszeli charakterystyczny dźwięk. Odsunęli się od siebie, a Victor bez trudu odnalazł sylwetkę oddalającego się fotografa.
- Wszędzie za mną łażą - westchnął. - Jutro zobaczymy to zdjęcie w artykule opatrzonym nagłówkiem: ,,Victor Joyce i jego nowa dziewczyna''. Doprawdy fascynujące.
- Chyba będę musiała do tego przywyknąć... - rzekła Vanessa, uśmiechając się słodko.
Bez wahania wsiadła do samochodu mężczyzny, który nie przestawał się szczerzyć. Nie mogła uwierzyć w to, że kilka minut wcześniej tak marzyła o samotnym wieczorze. Teraz była tak zadowolona ze swojego życia, że nie zamieniłaby się nawet z kimś, kto błagałby ją o to na kolanach. Czuła, że w jej sercu rodzi się coś, czego nie potrafiła jeszcze nazwać, jednak nawet na tak wczesnym etapie wiedziała, że jest to coś wyjątkowego i bardzo, bardzo przyjemnego.

***

James prawie do samego końca nie wiedział, po co chciał się z nią zobaczyć tego wieczoru. Rozmowa z babcią obudziła w jego sercu coś, co dotychczas spało jak kamień. Choć nie od dziś wiedział, że nie traktuje swoich bliskich we właściwy sposób, to dopiero teraz naprawdę zaczął tego żałować. Był ciekaw, czy gdyby los pozwolił mu na cofnięcie każdego przykrego słowa, jego życie bardzo różniło się od tego obecnego i czy byłoby ono lepsze, czy gorsze. Tak naprawdę ta wiedza nic mu nie da, jednak myśl o każdym błędzie, jaki popełnił w ciągu ostatnich paru lat, nie dawała mu spokoju. Przeraził się nie na żarty, kiedy uświadomił sobie, że gdyby nie on, babcia nie miałaby obok siebie nikogo do pomocy. Wówczas wyobraził sobie, co by było, gdyby sam znalazł się nagle w szpitalu. Czy choć jedna osoba byłaby przy nim, aby go wspierać? Czy wśród wszystkich ludzi, których znał, była chociaż jedna osoba, której nigdy nie zrobił nic złego? Mężczyzna pokręcił głową ze zrezygnowaniem. Czyżby miał jakieś luki w pamięci? Nie potrafił przypomnieć sobie, kiedy tak naprawdę jego życie zaczęło przeobrażać się w bagno, w którym jego stopy utykały za każdym razem, gdy chciał zrobić krok do przodu. W jednej chwili miał obok siebie kochającą dziewczynę, dziecko i przyjaciół, a w drugiej został całkiem sam. Tak naprawdę jego jedyną towarzyszką w tym momencie była Rosalie, choć z dnia na dzień James coraz wyraźniej dostrzegał, jak dziwna była dzisiaj ich relacja. Dziewczyna zawsze była dość tajemniczą i niesamowicie intrygującą osobą, przynajmniej dla niego, teraz jednak stała się jeszcze bardziej skryta. Ich rozmowy nie były takie same, jak kiedyś, choć początkowo James nie zauważał żadnego mankamentu w jej nagłym i nieoczekiwanym powrocie do Londynu. Naprawdę obawiał się ich kolejnego spotkania. Coraz częściej miał ochotę po prostu zadać jej te wszystkie pytania, nie zważając na jej prośbę, aby niczego nie przyspieszał na siłę.
Brunet zatrzymał się przed domem rudowłosej. Było późno i domyślał się, że Oliver już śpi. Przez moment mężczyzna chciał już zawrócić i odłożyć plan spotkania się z Jenny na później, wtedy jednak ją zobaczył i serce natychmiast zabiło mu szybciej. Dziewczyna odgarniała śnieg i choć jej mina wcale tego nie wyrażała, James doskonale wiedział, o czym teraz myślała. Z pewnością modliła się o jak najszybszy koniec tej pracy, okrycie się kocem i oddanie lekturze ukochanej książki. James uśmiechnął się łagodnie. Gdyby tylko mogła wiedzieć, jak dobrze ją znał...
- Pomóc ci? - zapytał, kiedy znalazł się bardzo blisko Jenny.
- Matko Boska! - krzyknęła rudowłosa, ewidentnie przestraszona.
- To tylko ja - odparł James i uśmiechnął się na powitanie, czego Jenny jednak nie odwzajemniła.
- Po co tu przyszedłeś? - spytała, opierając jedną dłoń na biodrze, drugą zaś mocno zaciskając na rączce łopaty do śniegu. Jej mina wyrażała ogromną chęć zdzielenia nią Jamesa po głowie. - Oliver już śpi.
- Tak myślałem - odrzekł. - A co, jeśli przyszedłem, aby zobaczyć się z tobą?
- Mógłbyś przestać się tak szczerzyć? Wyglądasz idiotycznie - warknęła. - Nie wiem, czego ode mnie chcesz, ale trochę cię znam i wiem, że nie jesteś głupi. Zapewne zauważyłeś już, że nie mam najmniejszej ochoty na rozmowę z tobą.
- Masz rację - przyznał.
- Jak mogłeś tak po prostu wyjść bez pożegnania? - zapytała nieco podniesionym głosem. - Jak mogłeś po raz kolejny zawieść Olivera?
- Babcia trafiła do szpitala - powiedział James. - Nie zapytasz nawet, jak się czuje?
- Wiem, jak się czuje, ponieważ do mnie dzwoniła - odparła Jenny nieprzyjemnym tonem.
- Przeprosiłem Olivera, jasne? - krzyknął, aby słowa te naprawdę dotarły do rudowłosej.
- I myślisz, że za każde głupstwo odpokutujesz tym jednym słówkiem, a nasz syn wybaczy ci wszystko w mgnieniu oka? - zapytała. - Życie to nie jest bajka, James. Jesteśmy dorośli i powinniśmy...
- Przyszedłem, aby zaproponować tobie i Oliverowi spotkanie z babcią - powiedział mężczyzna. Teraz był już pewien, że to był prawdziwy powód jego pojawienia się pod domem dawnej ukochanej. - Dobrej nocy.
- James, zaczekaj - rzekła stanowczo nieco przepraszającym tonem, jednak było o parę słów za późno.
Brunet nie miał zamiaru ciągnąć tej rozmowy. Wycofał się. Najgorsze w tym wszystkim było to, że tak naprawdę nie miał do Jenny pretensji o to, jak go traktowała. Był świadom, że zasłużył sobie na każde krzywe spojrzenie zielonookiej i każde gorzkie słowo prawdy, jednak nie umiał jeszcze poradzić sobie z tym wszystkim. Ona też się zmieniła. Kiedy tak naprawdę stracił jej miłość i dlaczego nie próbował tego ratować, gdy jeszcze ją kochał?

***

5 komentarzy:

  1. Mam słabość do tytułu tego rozdziału i już tłumaczę dlaczego. Pierwsze swoje wypociny - zapisane jeszcze w zeszycie i uraczone mega cudowną grafiką - zatytułowałam właśnie "Życie to nie bajka". Jak czasami wpadnie mi ten zeszyt i czytam to, co tam zawarłam, to płaczę ze śmiechu. Dlatego jak przeczytałam to krótkie zdanie - uśmiech pojawił się na mojej twarzy.
    W ogóle to weszłam tutaj przez zupełny przypadek. Mam chwilkę, więc pomyślałam sobie: "A zerknę, co tam u Deluxe" i co? Niespodzianka! Nowość! :) Cieszę się z tego powodu baaardzo!
    Po długim wstępie zabieram się za czytanie.
    Molly jest ciepła i rodzinną kobietą. Ujęła mnie jej troska o James i jego życie. Widać, że chłopak jest dla niej wszystkim. Szkoda tylko, że sam James zachowuje się jak ostatni ... (powstrzymam się!). Moim zdaniem chłopak nie zasługuje na tak fantastycznych ludzi w swoim życiu. Jest tak bardzo zaślepiony Rosalie, że nie widzi jak krzywdzi wszystkich dookoła.
    Rozmowa James i Oliviera chwyciła mnie za serce. Tylko i wyłącznie ze względu na małego Oliviera, akceptuję Jamesa.
    Kocham tą piosenkę. Swego czasu nie mogłam przestać jej słuchać! :)
    Moim skromnym zdaniem małżeństwo Gregory'ego i Sophie jest skończone. Między nimi nie ma chemii, nie ma uczucia... Jest jedynie tolerancja i przyzwyczajenie. Wierzę, że pewnego dnia podejmą tą niełatwą decyzję i dadzą sobie szanse na życie osobno.
    Mam dziwne przeczucie, że Rosalie jest śmiertelnie chora lub planuje popełnić samobójstwo przed końcem roku. Tak podpowiada mi świadomość. Nie mam pojęcia czy się mylę, czy nie... Ale liczę, że uda się dziewczynie zrealizować swój plan. I oby był on dobry. Już wystarczająco namieszała w życiach niewinnych ludzi.
    Mam motylki w brzuchu! Kocham tą dwójkę. Są słodcy jak czekoladaaa... ! Mogłabym ich pożreć ! :D Marzę o przeżyciu takiej wielkiej i szalonej miłości jak ta rodząca się między Vanessą a Victorem. Są cudowni!
    P.s. A jeśli ja bym błagała o tą zamianę? Vanessa zrobiłaby wyjątek?! :)
    Jestem dumna z Jenny! Nie dała się. Była twarda i stanowcza. Należało się Jamesowi usłyszeć wszystko to, co powiedziała. Zachowywał się jak dziecko we mgle. Sam nie wie czego chce i to mnie irytuje. Jedyne co robi to rani ludzi, którzy dla niego zrobiliby wszystko. Ech ... :(
    Kochana, piękny odcinek! A opisy są bajeczne. Kocham tą historię z każdym odcinkiem bardziej. Czekam na ósemkę! Oby pojawiła się jak najszybciej!
    Całuję;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz, jak trafiłam tytułem :)
      Co do Rosalie, ja Ci oczywiście nic nie zdradzę :P Nie mogę. Mogę Ci tylko powiedzieć, że będzie jeszcze mnóstwo zawirowań i tak naprawdę wszystko się może zmienić. Przykładowo możesz pokochać Jamesa, haha :D Nie no, tutaj akurat za bardzo popłynęłam, ale tak jak mówię, nudno raczej nie będzie - mam taką nadzieję.
      Dziękuję za cudowny komentarz! :) Ósemka wkrótce i kto wie, może z udziałem Twojego ulubieńca?
      Całuję mocno :* <3

      Usuń
  2. Hej Kochana:* nie wiem dlaczego, ale nie dostałam od Ciebie powiadomienia o nowości. Wysyłałaś je? Bo teraz nie wiem, czy znów mam jakieś problemy z laptopem, czy rzeczywiście tym razem nie informowałaś nikogo. Oczywiście nie jestem o to zła, po prostu weszłam tutaj z czystej ciekawości i zobaczyłam nowy rozdział :) wychodzi więc na to, że warto tutaj wpadać i być na bieżąco ze wszystkim :) nawet nie wiesz jak się cieszę, że znowu tutaj jestem i zatapiam się w Twojej twórczości. Dla mnie to jeden z lepszych sposobów na relaks, podobnie zresztą pisałam u Motylka, bo Waszą twórczość jednak kocham najbardziej :) to taki mały komplement ode mnie, ale nie martw się, nie chce Wam słodzić nie wiadomo ile, żeby moje komentarze nie sprawiały, że będziecie zasypiać, albo co gorsza kasować je :) słowo wstępu musi być, bez tego już się chyba nie obejdzie, ale już przechodzę do konkretów.
    James, sama tak naprawdę nie wiem co o nim myśleć. To chyba pierwszy główny bohater w Twojej historii, który wywołuje u mnie mieszane uczucia. Z jednej strony szkoda mi go ze względu na to jak bardzo się pogubił w życiu, a z drugiej strony mam ochotę go udusić za te wszystkie głupstwa, które zrobił. Nikt z nas nie jest idealny, tak naprawdę każdy z nas popełnia błędy. Jedni popełniają ich więcej, a drudzy mniej. Nie ma jednak czegoś takiego, że każdy ma poukładane życie rodzinne czy zawodowe, albo jedno i drugie. James to dorosły facet i mimo wszystko powinien przynajmniej spróbować rozwiązać swoje problemy, a nie od nich uciekać. To i tak nic nie da. Przykre jest to, że dopiero obca osoba otworzyła mu oczy na pewne sprawy i sama jestem ciekawa, czy pobyt Molly w szpitalu coś w nim zmieni. A jeśli o nią chodzi, to ja też uważam, że za to wszystko co dla niego zrobiła powinien być jej dozgonnie wdzięczny. Przede wszystkim zaopiekowała się nim po śmierci jego rodziców, dała mu dom i dużo miłości, której takie małe dziecko niewątpliwie potrzebuje. Jak on może tak się jej za to wszystko odwdzięczać? Czasami mam wrażenie, że James w ogóle nie ma sumienia, albo udaje głupiego i nie chce widzieć pewnych spraw. I przykre jest też to, że dopiero uszczerbek w zdrowiu jego babci zmusił go do podejmowania innych decyzji. Jestem bardzo ciekawa co dalej wydarzy się w jego życiu, a najbardziej chcę wierzyć w to, że James poprawi swoje kontakty z babcią i od teraz będzie jej poświęcał zdecydowanie więcej czasu niż wcześniej :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeśli chodzi o małżeństwo Sophii i Gregory'ego to też nie wiem co o tym myśleć. Do teraz jestem bardzo zaskoczona (mimo wszystko pozytywnie) tym, że to Sophia pierwsza wyszła z inicjatywą, żeby ratować swoje małżeństwo. Ona nie wygląda wcale na taką, która chętnie zabiegałaby o czyjeś względy. Zawsze miałam wrażenie, że to mąż musiał się natrudzić, żeby sprawić żonie przyjemność, żeby uraczyła go chociażby nikłym uśmiechem. Sophia to naprawdę trudny człowiek, ciężko wytrzymać w jej towarzystwie i nie dziwie się, że tak wiele osób zwyczajnie nie obdarza jej sympatią. Czy ktoś, kto chce być tylko i wyłącznie podziwiany, wychwalany nad niebiosa może rzeczywiście coś od siebie zaoferować? Sophia ma u mnie plus taki, że jednak dostrzega swoje błędy, które popełniła, choć nie uważam jej za nie wiadomo jak błyskotliwą. Cieszę się, że wena powróciła, że może dzięki tej powieści coś się zmieni w życiu Grega... dla niego to na pewno też wspaniała wiadomość :) bardzo zaciekawiła mnie końcówka tego fragmentu. Sophia spotyka się z innym mężczyzną? Nie chcę tutaj rzucać pochopnych oskarżeń, ale może niedługo okaże się, że małżeństwo Sophii rozpadło się głównie z jej winy? Wątek tej dwójki też jest bardzo intrygujący, dlatego czekam co dalej się wydarzy :)
    Wiem, że już kiedyś to pisałam, ale taka jest prawda, naprawdę. Rosalie to najbardziej tajemnicza postać ze wszystkich głównych bohaterek Twoich poszczególnych opowiadań. Nigdy tak naprawdę nie wiadomo czego można się po niej spodziewać. Jej zachowanie, reakcja na daną sytuację... to wszystko owiane jest jedną wielką tajemnicą, ale mimo wszystko bardzo intryguje mnie ta postać. Trzeba przyznać, że swoim pojawieniem się w Londynie Rosalie wprowadziła sporo zamętu w życiu bliskich jej osób. Sam jej plan odnośnie tych ludzi jest bardzo tajemniczy i sama nie wiem, czy już mam zacząć się obawiać? Z całego jej życia wiemy jedynie tyle, że była baletnicą, nie ma dobrych relacji z siostrą i od początku jej wrogiem była Sophia, to by w zasadzie było na tyle. Sama przyznasz, że to faktycznie mało, ale cierpliwie poczekam na kolejne wątki z jej udziałem, bo wiem, że stopniowo będziesz odkrywać postać Rosalie :)
    Vanessa i Victor są na dobrej drodze, by stać się moją ulubioną parą. Przez moment przemknęła mi przez głowę myśl, że zachowują się jak nastolatkowie, którzy właśnie teraz przeżywają swoje pierwsze w życiu zauroczenie. Pamiętam, że napisałam pod którymś rozdziałem, że w tej historii chcę dać Vanessie czystą kartkę, chciałam po prostu dać jej szansę na to, żeby ją polubić i przyznaję, że jest na dobrej drodze. Mam wrażenie, że od czasu wyjazdu z Mediolanu bardzo się zmieniła, przede wszystkim widać u niej tą chęć ponownego zakochania się i mam nieodparte wrażenie, że jej nowym wybrankiem może być właśnie Victor :) kiedy przeczytałam ich rozmowę telefoniczną nie mogłam przestać się uśmiechać i w sumie dalej nie mogę :) uwielbiam ich, są po prostu przesłodcy :) w dalszym ciągu jednak zastanawiam się jak to będzie, kiedy w opowiadaniu pojawi się Josh... czy to coś zmieni w relacjach Vanessy z Victorem? Oj, czekam na dalsze wydarzenia z niecierpliwością :)
    To przykre, kiedy czytam o obecnej relacji Jenny i Jamesa. Nie mogę uwierzyć w to, że dwoje dorosłych ludzi nie potrafi się ze sobą dogadać... Jenny ewidentnie puściły nerwy i chyba naprawdę długo dusiła w sobie te wszystkie słowa, które wypowiedziała do Jamesa. Nie dziwie się, że sprawiły mu ból, ale czy nie należało mu się? W jakimś sensie tak, bo to jednak matka jego syna i nikogo nie powinno dziwić to, że chce dla Olivera jak najlepiej. Mam tylko nadzieję, że dojdzie do tego spotkania z Molly. Może to jakoś załagodzi relacje Jenny i Jamesa? Ja jestem za rozwiązaniem, żeby postarać się dogadać, bez ciągłych kłótni i nieporozumień, bo to widać, że oboje nie czują się z tym dobrze. Liczę na to, że jeszcze dojdą do porozumienia :)
    Pozdrawiam i czekam na kolejne nowości :)
    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już sprawdziłam i zaproszenie wysłałam, więc problem musi być u Ciebie :(
      Postaram się napisać tę odpowiedź jak najbardziej sensowną, ale może mi to nie wyjść - jak zwykle. Więc po kolei: komplement z Twojego wstępu po prostu mnie zauroczył. Mega miło czytać takie słowa uznania. Dziękuję bardzo mocno :* Ja to ja, ale Twoje uznanie talentu Motyla to jest dopiero dowód, że co jak co, ale gust to Ty masz niesamowity. Motyl to geniusz i ja sama cieszę się, że jej talent jest zauważany, bo mocno jej kibicuję.
      Myślę, że do spotkania z babcią po części skłoniła też Rosalie, chociaż masz rację, że to jej trafienie do szpitala odegrało największą rolę. Wątek Sophii i Grega jest jednym z moich ulubionych tutaj i najbardziej rozwiniętych (mówię z perspektywy 29 napisanych rozdziałów :D). Mam nadzieję, że ostatecznie Tobie też się spodoba, mimo tych wszystkich zawirowań bohaterów. Masz rację, że Rosalie będzie się odsłaniać, ale pomału, stopniowo. Będzie tajemniczo :P Co do Josha... Namiesza, tyle powiem :) I na pewno zaskoczy.
      Kochana, przepraszam za to, że się rozpisałam, ale z jakichś przyczyn jakoś tak mi Cię brakuje. Nie umiem tego w sumie wytłumaczyć... Musimy się kiedyś złapać na Gadu, tak po prostu :)
      Całuję i BARDZO dziękuję :*
      <3

      Usuń