19 czerwca 2014

9. ,,Zatrzymajmy czas''

Hej :)
Po prawie dwóch tygodniach przyszedł czas na kolejny rozdział. Jedyne, co do czego mam wątpliwości, to druga piosenka - możliwe, że trochę ciężko się przy niej czyta. Ja w każdym razie mam lekki problem ze skupieniem się na treści, a z drugiej strony nie potrafiłam znaleźć lepszego utworu - uwielbiam go. Także ostrzegam z góry i przepraszam za ewentualny dyskomfort! :)
Dziękuję bardzo za Wasze komentarze!
Całuję mocno :*
P.S. Przy następnej publikacji powiem Wam, czy zdałam maturę, haha. Trzymajcie kciuki za polski :)
***
A Great Big World - Say Something

Rudowłosa siedziała przed domem na drewnianej ławce, której chłód ani trochę jej nie przeszkadzał. Z uporem maniaka wpatrywała się w miejsce, w którym widziała Jamesa po raz ostatni. Nie potrafiła zapomnieć o wyrazie jego twarzy, kiedy potraktowała go z rezerwą i surowością, choć było to do niej tak bardzo niepodobne. Zaskoczyła go i samą siebie też. Być może miała prawo do takiego zachowania, skoro była kobietą zranioną przez najbliższą osobę, mimo to Jenny wciąż czuła wyrzuty sumienia. Głos, którego nie potrafiła zidentyfikować, wciąż powtarzał jej, że postąpiła niewłaściwie, a serce aż rwało się, by jak najszybciej naprawić ten błąd. Jedyne, co wspominała z nieco mniej posępną miną, to jej próba zatrzymania go, kiedy zaczął się wycofywać. Choć nie udało jej się doprowadzić tego zadania do końca i, ku swemu niezadowoleniu, musiała patrzeć, jak jego sylwetka staje się coraz bardziej odległa, cieszyła się, że przynajmniej spróbowała. Tamtego dnia, kiedy James spakował swoje rzeczy i skierował się do wyjścia, nawet nie zająknęła się o tym, że chciałaby, aby nigdzie się nie ruszał. Choć jej serce pękało na drobne kawałeczki zielonooka nie umiałaby zabronić mu szukania szczęścia gdzieś indziej. Skoro twierdził, że u jej boku jego życie nie wygląda tak, jak tego pragnął, musiała puścić go wolno - a w każdym razie tak jej się wtedy wydawało. Może postąpiłby inaczej, gdyby wiedział, że wciąż jej na nim zależy? Gdyby wiedział, że po tym wszystkim Jenny ani na chwilę nie przestała go kochać, czy rozpakowałby z powrotem swoje rzeczy, przytulił ją i obiecał, że zostanie przy niej na zawsze? Dziś Jenny nie mogła już poznać odpowiedzi na te wszystkie pytania. Nie była jeszcze stuprocentowo pewna, co czuła do Jamesa, wiedziała jednak, że nie chce tracić z nim kontaktu - tym bardziej, że przecież mieli dziecko, a Oliver naprawdę potrzebował ojca. Ten jeden raz może warto zaryzykować, zamiast analizować każdy swój krok w obawie przed upadkiem?
Kobieta spojrzała po raz ostatni na zaśnieżone podwórze, po czym wybrała jego numer w komórce, którą od paru dobrych minut mocno ściskała w dłoniach. Kiedy monotonny sygnał w słuchawce zamilkł, serce Jenny przestało bić na chwilę - a w każdym razie ona właśnie tak to odczuła. Już wiedziała, że to właśnie ten moment, w którym trzeba podjąć wyzwanie i nie cofnąć nogi, tylko odważnie iść do przodu.
- Jenny? - odezwał się mężczyzna po drugiej stronie, a w jego głosie zielonooka szybko zarejestrowała zaskoczenie. - Nie spodziewałem się.
- Cześć, James - odparła pogodnie. - Mam nadzieję, że ci nie przeszkadzam.
- Stało się coś? - zapytał z troską. - Z Oliverem wszystko dobrze?
- Tak, w porządku - odrzekła dziewczyna. - Posłuchaj, chciałam cię przede wszystkim przeprosić. Nasza ostatnia rozmowa nie była zbyt przyjemna i biorę winę na siebie.
- Chyba żartujesz - powiedział James. - Nie ma o czym mówić.
Wiedziała, że nie kłamał. Wybaczał niezwykle szybko, co Oliver niewątpliwie po nim odziedziczył.
- Chciałam też porozmawiać o twojej propozycji. Zastanowiłam się i doszłam do wniosku, że Oliver powinien zobaczyć się z prababcią.
- Poważnie? - zapytał. - Nie sądziłem, że zmienisz zdanie.
- Kobieta zmienną jest - rzekła Jenny i uśmiechnęła się, kiedy usłyszała cichy śmiech Jamesa po drugiej stronie. - Sama też chętnie zobaczyłabym się z Molly. Akurat mam kilka dni wolnego, więc jeśli ty też, to może moglibyśmy...
- Jasne - odparł. - Możesz przekazać Oliverowi, że wieczorem wyjedziemy, a już rano będzie u babci.
- Prababci - poprawiła go, co w jej przypadku było na porządku dziennym. - W takim razie czekamy w domu.
Brunet nie odzywał się przez dłuższą chwilę, a Jenny była niemal pewna, iż znała przyczyny takiego zachowania. Choć wcale nie miała takiego zamiaru z pewnością rozbudziła w nim żal, ponieważ kiedyś był to również jego dom, jego miejsce, do którego z radością wracał nawet z najdalszej podróży. Tu, w tych czterech ścianach, miał kiedyś wszystko, o czym można marzyć, z wspaniałą rodziną na czele. Być może on też nadal przeżywa to, iż zrezygnował z życia u boku kobiety, która kochała go od samego początku? Rudowłosa czuła, jak jej serce zaczyna bić o wiele szybciej i gwałtowniej, niż dotąd. Chciała, by James powiedział coś więcej, coś, co mogło zmienić wszystko. Wyobraźnia podpowiadała jej nieprawdopodobne scenariusze, a jednak ona do samego końca nie zwątpiła w ich realność.
- Trzymaj się - powiedział w końcu James i rozłączył się.
Jenny jeszcze przez chwilę trzymała telefon przy uchu. Była jak w amoku. Czego tak naprawdę się spodziewała? Wyznania miłości, rachunku sumienia? Dlaczego wciąż wierzyła w niemożliwe i dawała się ponieść, kiedy tak naprawdę nie powinna już śnić na jawie? Nieco zawiedziona i zawstydzona kobieta wróciła w końcu do domu, ani na chwilę nie przestając żałować, że James nie powiedział nic więcej. Może nie zwątpiłaby ponownie w ich szanse na szczęście, gdyby mężczyzna postąpił inaczej?

***

Wysoki mężczyzna zrobił coś, co było do niego wręcz niemożliwie niepodobne: po ugaszeniu papierosa odczekał trochę, nim wszedł do budynku. Dobrze zapamiętał, że Christina nienawidzi tego zapachu i do tej pory widział jej zdenerwowaną twarz, kiedy zamykał oczy. Nie chciał, aby po raz kolejny musiała wyjść z siebie przez jego bezczelność. Tamtego dnia zachował się fatalnie i choć nie zamierzał wybielać Tiny, która szczerze dała mu się we znaki, to nie chciał również udawać, że tamta sytuacja w ogóle nie miała miejsca. Teraz był tu znowu po dość długiej przerwie. Choć nie podpisywał żadnej umowy, czuł się zobowiązany, by Christina wiedziała, dlaczego przestał przychodzić na kolejne sesje. Zasługiwała na to, by usłyszeć kilka słów wyjaśnienia i choć Gregory był trochę podenerwowany na myśl o czekającej go konfrontacji z szarooką, to jednak był stuprocentowo pewien, że tym razem nie stchórzy i doprowadzi tą sprawę do końca.
Kiedy był już niemal całkowicie wolny od tak nielubianego przez Christinę zapachu, mężczyzna wszedł do środka i bez trudu odnalazł drogę prowadzącą do jej gabinetu. W pierwszej chwili zdziwiła go tak entuzjastyczna reakcja sekretarki na swoje pojawienie się, potem jednak przypomniał sobie o ich ostatnim spotkaniu. Odwzajemnił uśmiech, co w jego przypadku było naprawdę dużym osiągnięciem, po czym podszedł bliżej.
- Pani Dainty u siebie? - zapytał Gregory, pochylając się nieco, by jego oczy znalazły się na tym samym poziomie, co oczy drobnej brunetki.
- Ma pan szczęście, bo jest wolna - odparła sekretarka, uśmiechając się wdzięcznie.
- Słucham? - spytał zaskoczony. Jej słowa wydały mu się wyjątkowo nietrafione. Przecież dobrze wiedziała, że miał żonę i nie interesowały go żadne romanse.
- Christina nie ma teraz żadnego pacjenta - powiedziała kobieta, która najwyraźniej nie wyczuła emocji rozmówcy. - Może pan do niej wejść, polecałabym jednak najpierw zapukać.
- Dzięki - odrzekł mężczyzna i odszedł, wdzięczny za tę krótką rozmowę, choć tym razem nie uśmiechnął się - chyba wyczerpał już limit serdeczności jak na jeden dzień.
Zgodnie z radą zapukał kilkakrotnie do drzwi gabinetu. Ze środka odpowiedział mu głos, który rozpoznał bez trudu, choć nie miał w przeszłości zbyt wielu okazji, by go słuchać. Nacisnął klamkę i popchnął drzwi, które ruszyły powoli do przodu, pokazując mu coraz więcej. W końcu zobaczył ciemnowłosą kobietę, która nie odrywała wzroku od jakiejś książki. Kiedy Gregory odchrząknął, Christina drgnęła i po raz pierwszy tego dnia obdarzyła go spojrzeniem. Kiedy dotarło do niej, z kim ma do czynienia, energicznie odłożyła książkę na biurko i usiadła nieco bardziej formalnie. Mężczyzna wciąż tkwił u progu drzwi, czekając na dalsze instrukcje, jednak Tina nie wyglądała na chętną do rozmowy z pisarzem. Z jej twarzy Gregory czytał niczym z otwartej książki. Szybko zorientował się, że szarooka wciąż nie zapomniała mu jego zachowania, kiedy widzieli się po raz ostatni.
- Witaj, Christino - powiedział Gregory, czując się niezręcznie.
- Nie przypominam sobie, abym przechodziła z panem na ,,ty'' - stwierdziła sucho, a Haggerty był pewien, że gdzieś już to słyszał. Dopiero potem przypomniał sobie, że były to słowa, którymi sam obdarzył ją ostatnim razem. - No dobrze, o co chodzi?
- Znowu piszę - oznajmił bez ogródek, mając nadzieję, że Christina da się wciągnąć do rozmowy i szybko zapomni o niezbyt udanym początku konwersacji. - Nie przychodziłem, bo chciałem wykorzystać wenę, póki jeszcze mi dopisuje.
- Gratuluję - rzekła.
Gregory już chciał przypomnieć jej, że przecież przeprosił ją za swoje zachowanie, robiąc to oczywiście na swój sposób. Już otwierał usta, kiedy rozpoznał okładkę książki, która jeszcze parę minut później tak mocno absorbowała Christinę.
- Niech pani nie czyta tego gniota - powiedział, a jego twarz rozjaśnił promienny uśmiech, który, zdaniem Tiny, zaskakująco do niego pasował. - Za kilka miesięcy napiszę coś o wiele lepszego.
- Rozumiem, że swoją nową książkę również zadedykuje pan swojej żonie? - spytała Christina, nim zdołała zatrzymać tę myśl dla siebie.
Gregory spojrzał na nią w sposób, którego nie znała i nie potrafiła rozszyfrować. Jakby skrywał jakąś tajemnicę, której nie chciał jej teraz wyjawiać. Jakby wiedział coś, o czym ona nie mogła mieć pojęcia.
- Do zobaczenia - powiedział, nie przestając uśmiechać się, co wzbudziło w Tinie obawę, że jej policzki nieco zmieniły swoją naturalną barwę.
Pisarz wycofał się, czując przedziwną satysfakcję po rozmowie z ciemnowłosą. Przyszedł po to, by wytłumaczyć jej, dlaczego nie przychodził i udało mu się doprowadzić to zadanie do końca. Nie mógł mieć do niej pretensji o to, że trzymała go na dystans. Zasłużył sobie na to, zresztą wcale nie był pewien, czy faktycznie chciał przekraczać pewne granice. Choć był jej dozgonnie wdzięczny za to, że pomogła mu odzyskać wenę, o czym prawdopodobnie nie miała pojęcia, nadal nie zapomniał, że kobieta ta miała przede wszystkim uratować jego małżeństwo.

I'm not what you thought.*

Brunetka zacmokała ustami przed lustrem, by delikatnie różowa szminka dokładnie pokryła jej wargi. Bez względu na to, jak dużo wysiłku włożyłaby w wyszykowanie się, nie poczuje się tak pięknie, jak wówczas, kiedy Victor patrzył na nią pożądliwym wzrokiem. Kiedy jego intensywnie zielone oczy skupione były tylko i wyłącznie na niej, Vanessa zapominała o problemach, które miała, wliczając w to niezbyt kolorową przeszłość, która coraz częściej dawała o sobie znać. W wyrazie jego twarzy nie było widać nieszczerości ani przesadzonej uprzejmości. Bywało, że mężczyzna przez dłuższą chwilę nie potrafił ułożyć w myślach logicznego i spójnego zdania, ponieważ uroda Vannie robiła na nim zbyt duże wrażenie. Choć dał jej się poznać jako bardzo pewny siebie mężczyzna, którego bardzo trudno onieśmielić, czasem odkładał na bok uwagi na temat jej wyglądu, by w uroczy sposób zachwycać się po prostu jej obecnością. Oboje żałowali, że z wiadomych przyczyn mogli widywać się tak rzadko. Potrzebowali niewiele czasu, by naprawdę się polubić i gdyby cała ta sytuacja zależała tylko i wyłącznie od ich chęci, natychmiast zrobiliby bardziej stanowczy krok. Czasami Vanessa odzyskiwała jednak rozsądek, zapominając na moment o tym, że kiedy spędza czas z Victorem czuje się tak, jakby unosiła się parę centymetrów nad ziemią. Niewątpliwie powinna lepiej go poznać i dać mu szansę na uczynienie tego samego, aby w przyszłości mogli stworzyć stabilny i naprawdę udany związek, którego oboje bardzo potrzebowali. Obiecała sobie, że następnym razem nie rzuci mu się na szyję na sam jego widok. Mniej całowania, więcej rozmawiania i poznawania siebie nawzajem, wliczając w to również swoje wady, których póki co jakoś nie dostrzegali. Plan był ambitny, biorąc pod uwagę fakt, iż na samą myśl o Victorze Vanessa miała ochotę podskakiwać pod sam sufit.
Niebieskooka po raz ostatni spojrzała na swoje odbicie. Gdyby Victor ją teraz widział, zapewne nie powstrzymałby się przed zaserwowaniem jej wysmakowanego komplementu. Choć młoda lekarka nie była próżną, bezgranicznie zakochaną w samej sobie kobietą, słowa Victora zawsze sprawiały, że Vanessa najchętniej zatrzymałaby czas w tym miejscu i wsłuchiwała się w jego głos bez końca. Wizja ta była naprawdę kusząca, póki co warto jednak wrócić do rzeczywistości - tym bardziej, że przecież praca na nią nie poczeka. Brunetka kierowała się już do wyjścia, zapinając płaszcz, kiedy nagle po mieszkaniu rozniósł się dźwięk dzwonka. Zaskoczona niespodziewanym gościem Vanessa otworzyła drzwi, za którymi stał kurier o ziemistej cerze i promiennym uśmiechu. W rękach trzymał bukiet kwiatów. Na ten widok Vannie prychnęła ze znanych tylko sobie powodów.
- Mam przesyłkę dla... - powiedział mężczyzna, po czym zaczął gorączkowo doszukiwać się nazwiska adresata.
- Na pewno dla mnie - rzekła Vanessa, po czym sięgnęła po bukiet, który kurier oddał jej bez słowa sprzeciwu. - Nie znam drugiego tak mało kreatywnego faceta, jak ten mój.
- Czy ja wiem... - chłopak przyjrzał się uważnie kwiatom. - Całkiem ładne.
- O tak, piękne, tylko, że to już chyba trzeci taki bukiet w tym tygodniu - przyznała niebieskooka, puszczając oczko do kuriera.
- Szczęściarz z niego... - stwierdził mężczyzna, a Vanessa właśnie wtedy zauważyła rumieńce na jego policzkach.
Chłopak musiał zorientować się, że został zdemaskowany, bo bardzo szybko się pożegnał i dosłownie wybiegł z klatki. Ciemnowłosa, nieco zmieszana, wróciła do mieszkania, gdzie nieco dogłębniej przyjrzała się kwiatom. Do największej i najpiękniejszej z róż przywiązany był liścik, który sprawił, że dziewczyna niemal natychmiast zapomniała o kurierze, któremu ewidentnie wpadła w oko. Vanessa, korzystając z tego, iż była w domu sama, przeczytała na głos to, co napisał dla niej Victor.
- Wydawało mi się, że wiem, jak smakuje miłość, właśnie wtedy poznałem Ciebie i wszystko się zmieniło. Nie potrafię wytłumaczyć, skąd mam taką pewność, ale wiem, że Cię kocham i zrobię wszystko, aby Cię nie stracić. Kiedy spotkamy się ponownie, przedstawię Cię mojej siostrze. Jeśli kiedykolwiek zechcesz ode mnie uciec, pamiętaj, że zawiedziesz wtedy nie tylko mnie, ale i Jenny. Tak, panno Yorke, to była manipulacja.
Ciemnowłosa poczuła potrzebę zamrugania parokrotnie powiekami, by przypadkiem nie rozpłakać się ze wzruszenia, które chwyciło ją za serce z całej siły. Spodziewała się kolejnego typowego prezentu, a tymczasem otrzymała od Victora coś o zdecydowanie większej wartości, niż róże.

***

Christina oderwała wzrok od książki, by po raz kolejny docenić urodę bukietów - nowego, wciąż wydzielającego przyjemny zapach kwiatów oraz starego, który pomału zaczynał już schnąć. Do niedawna uparcie twierdziła, że tylko w opowieściach to miłość nas znajduje, a nie na odwrót. Vanessa poznała Victora przez przypadek i tym samym skłoniła przyjaciółkę do refleksji na ten temat. Być może i ona odnajdzie prawdziwe uczucie, silne tak bardzo, by przetrwać każdą burzę, jeśli tylko przestanie tak naciskać? W przeszłości wiele razy słyszała, że podchodzi do życia zbyt poważnie i wyszłoby jej na dobre, gdyby choć raz prawdziwie się wyluzowała. Wygląda na to, że powinna po raz kolejny podjąć próbę o nieco lżejsze życie, wolne od wiecznych wymagań wobec samej siebie, a także od innych. Nikt nie powiedział, że musi być perfekcyjna we wszystkim, co robi, by spodobać się mężczyźnie. Vanessa też przecież nie była idealna, choć znała się z Victorem na tyle krótko, że być może mężczyzna nie dostrzegł jeszcze pewnych wad, które miała. Christina nasłuchała się już, jak Vannie zachwyca się Victorem, gotowa więc była założyć, że nawet, kiedy piłkarz dowie się o niedoskonałościach ukochanej, nie zostawi jej. Z pewnością miał więcej oleju w głowie, niż każdy facet, z którym w przeszłości spotykała się Tina. Przez tyle lat obwiniała swoich byłych partnerów za rozpad ich związku, dopiero dziś tak naprawdę zaczęła doszukiwać się winy w samej sobie. Nikomu nie żyje się przyjemnie z kobietą, która non stop strofuje każdy twój ruch i robi karczemną awanturę za zbyt huczne imprezowanie z kolegami czy brudną koszulę rzuconą na podłogę, a nie odniesioną do prania. Była już niemal pewna, że następnym razem nie będzie tak trudną partnerką, teraz jednak musiała najpierw znaleźć kandydata na męża, a na ten moment wokół siebie nie widziała takiej osoby. Christina wróciła do czytania książki, którą pochłaniała z nieprawdopodobną szybkością. Nie mogła zgodzić się z tym, co powiedział Gregory. Każde zdanie, które napisał, przemawiało do Tiny i skutecznie wdzierało się do jej serca. W jej głowie pojawiło się przypuszczenie, dlaczego po tylu pozytywnych komentarzach na temat swojej książki, Gregory nagle zaczął wyrażać się o niej niepochlebnie. Dedykował ją Sophii, z którą nie miał dziś tak dobrych relacji, jak w dniu publikacji. Wiele zmieniło się w jego życiu i sercu, a Christina odnosiła wrażenie, że z każdą kolejną stroną zaczynała rozumieć go coraz bardziej.
- Nic się nie zmieniłaś - odezwał się nagle kobiecy głos, przerywając dotychczasową ciszę. Zaskoczona Tina wzdrygnęła się, a kiedy podniosła wzrok, zobaczyła Rosalie, trzymającą w ręku zdjęcia. Christina do tej pory nie wiedziała o obecności siostry w mieszkaniu. Po raz kolejny uśmiech jasnowłosej zirytował szarooką, czego sama najwyraźniej nie zauważyła.
- Co masz na myśli? - zapytała Christina, kiedy dotarło do niej, że zbycie siostry milczeniem raczej nie przyniesie pożądanego rezultatu.
- Sama zobacz - powiedziała Rosalie, po czym usiadła na kanapie tuż obok brunetki, wręczając jej jedną z fotografii. Przedstawiała ona Tinę w wieku około dziesięciu lat z brzydkimi okularami w grubych, czarnych oprawkach, poplątanymi włosami i ,,Małym Księciem'', w którego była wpatrzona, jak w obrazek.
W pierwszej chwili Christina poczuła złość na siostrę, ponieważ ta wzięła jej fotografie bez pytania. Były one od lat schowane na samym dnie szafy, a jednak Rosalie jakimś cudem na nie trafiła. Kiedy jednak Tina spojrzała kątem oka na siostrę, jej ciało przebiegł przyjemny dreszcz, którego nie zdołała powstrzymać, mimo początkowej chęci. Jasnowłosa dosłownie promieniała, przerzucając kolejne zdjęcia i wspominając przeszłość.
- Spotkałam ostatnio Sophię - rzekła w końcu Rosalie, nie patrząc jednak na brunetkę. - Sam jej widok przypomniał mi o tym, jak nieidealne było kiedyś moje życie, zresztą to obecne wcale nie jest o wiele lepsze. A jednak udało mi się dostrzec pewne pozytywy.
- Na przykład? - zapytała Christina, mając nadzieję, że szybko zakończą temat Sophii, ponieważ i jej nie sprawiał on przyjemności.
- Największym z nich jest na pewno ten - powiedziała, po czym pokazała siostrze zdjęcie. Tym razem przedstawiało ono czteroletnią Christinę z twarzą roześmianą od ucha do ucha, umazaną czekoladą na chyba każdym centymetrze swej powierzchni. - Dowód na to, że kiedyś potrafiłaś się śmiać.
Tina poczuła, jak fala ciepła rozlewa się w jej sercu, obijając się o jego brzegi. Nie pamiętała, kiedy po raz ostatni czuła się tak dobrze podczas rozmowy z Rosalie. Czy w ogóle kiedykolwiek było tak, jak dziś?
- Masz jeszcze jeden dowód - rzekła Christina, wręczając blondynce kolejną fotografię, na której widniał wizerunek ich obu, kiedy miały po kilka lat. Siedziały w miejscu, którego dzisiaj już nie potrafiłyby zlokalizować. Każda z nich jedną rączką trzymała papierowe serce, które wspólnie narysowały. Może nie było ono dziełem sztuki, wtedy jednak wydawało im się ono najpiękniejsze na świecie, doskonałe. Na wspomnienie beztroskich chwil Christina uśmiechnęła się do siostry, robiąc to po raz pierwszy od wieków. Mogłaby przysiąc, że właśnie wtedy oczy Rosalie zaszkliły się nieznacznie.
- Między innymi dlatego tak bardzo chciałam tu wrócić - powiedziała jasnowłosa, odwracając wzrok. Zapewne nie chciała, aby starsza siostra zauważyła jej wzruszenie. - Aby jeszcze choć raz zobaczyć, jak się do mnie uśmiechasz.
Christina wiedziała, że to wyznanie zostanie w jej pamięci na długo. Choć nie mogła jeszcze powiedzieć, że ich relacje były od teraz idealne, z pewnością uległy one pewnej poprawie. Siostry spędziły przyjemny wieczór w swoim towarzystwie, odnajdując razem kolejne chwile z przeszłości, które zdążyły zakurzyć się, od kiedy korzystano z nich po raz ostatni. Gdyby nie czuła się trochę niekomfortowo, Christina podziękowałaby Rosalie za to, że była tuż obok niej, uwalniając od kolejnych godzin użalania się nad swoją samotną tułaczką przez życie. Mimo ciszy Tina czuła, że jasnowłosa i tak już dawno domyśliła się, co tego wieczoru powiedziałaby jej siostra, gdyby starczyło jej odwagi.

***

Zatrzymajmy czas na tych najpiękniejszych chwilach.
Zatrzymajmy te wspomnienia w naszych sercach na zawsze.

James oderwał wzrok od drogi, która ciągnęła się przed nim jak dywan. Choć był środek nocy i dookoła było bardzo ciemno, mężczyzna bez trudu dostrzegł, jak piękna była to zima. Gdzie tylko okiem sięgnąć, tam widać było nieskazitelną biel śniegu, a gdzieniegdzie brunet napotkał bałwany, zapewne lepione przez rodziców i ich dzieci. James spojrzał przed siebie, po czym zerknął w lusterko. Oliver ani myślał, by się zdrzemnąć, był zbyt pochłonięty graniem na konsoli i nawet nie zorientował się, że był teraz obserwowany przez ojca. Ciemnooki nie zdawał sobie dotąd sprawy z tego, jak podobny był do niego jego syn. Im więcej czasu spędzał w jego towarzystwie, tym więcej podobieństw dostrzegał i rozpierała go coraz większa duma na samą myśl o dziesięciolatku. To niepojęte, że przez kilka pochopnych decyzji James przegapił tak wiele ważnych momentów w życiu Olivera. Choć nadal nie mógł powiedzieć o sobie, że był wspaniałym tatą, to jednak doceniał każdą chwilę spędzoną z synem i cieszył się, że jakimś cudem nie stracił tego przywileju. Nie ufał w swoje możliwości i przewidywał, że niestety nie raz nie wywiąże się ze swoich rodzicielskich obowiązków w przyszłości, zamierzał jednak zrobić wszystko, by tym razem nie skrzywdzić Olivera tak dotkliwie.
- Wygrywasz? - zapytał James i zerknął ponownie na chłopca.
- W końcu mam na nazwisko Devon - odparł Oliver, wypinając pierś do przodu. - My od urodzenia jesteśmy zwycięzcami.
James skinął głową, nieco zdumiony wyznaniem syna. Podejrzewał, że zasłyszał on podobną wypowiedź w jakiejś bajce lub filmie, ostatecznie jednak postanowił dać Oliverowi do zrozumienia, że w pełni go popierał. Kiedy chłopiec ponownie zajął się grą, brunet spojrzał na Jenny, która zajęła miejsce pasażera. Niemal od samego początku podróży przysypiała, a teraz spało jej się tak dobrze, że jej chrapanie nie mogłoby umknąć uwadze Jamesa. Nie było to dla niego zaskoczeniem, ponieważ Jenny robiła tak zawsze, kiedy byli w podróży. Kiedyś potrafili godzinami jeździć po mieście, gdyż oboje odczuwali wówczas niesamowitą ulgę i mogli się wyciszyć. James rozmyślał o najpoważniejszych sprawach, ale i o błahostkach, a Jenny wykorzystywała ten czas na sen i zapomnienie o wszystkim. Byli wymarzonymi towarzyszami w każdej podróży - krótkiej czy długiej, to nie miało większego znaczenia. Ona nie przeszkadzała mu w rozważaniach, z kolei on świadomie dawał jej czas na to, by przez kilka godzin żyła w idealnym, wyśnionym świecie, wolnym od problemów, które dotyczyły ich tak, jak każdego innego człowieka.
James uśmiechnął się, kiedy Jenny obróciła śpiącą twarz w jego stronę. Widok ten był tak mocno wryty w jego pamięć, że wydał mu się bliższy, niż cokolwiek innego, choć nie widział go od wielu lat. Te kilka godzin to był najszczęśliwszy okres w jego życiu od bardzo dawna. Wreszcie nie musiał myśleć ani o przelotnym romansie z Sophią, ani o zawiłych relacjach z Rosalie. Nagle nie istniała również niewidzialna bariera, która oddzielała go od Jenny i którą prawdopodobnie sam stworzył. Istnieli tylko oni troje i prawdziwie kochał ten moment, nawet, jeśli wciąż nie wiedział, czy przypadkiem nie przestał kochać Jenny, mimo niegdysiejszej pewności.

***
James Arthur - Classic *

5 komentarzy:

  1. Cześć Dzióbek! :* Cały czas trzymam kciuki za Twoją maturę, chociaż jestem pewna, że wyniki Cię usatysfakcjonują. Jesteś młodą, zdolną i bardzo mądrą osóbką, więc innej opcji być nie może. Zobaczysz, że wkrótce będziesz się śmiać z tych wszystkich nerwów, które teraz przeżywasz! :)
    A teraz zabieram się za czytanie kolejnego odcinka mojego ukochanego opowiadania! Dzisiaj znowu nie mogłam się oprzeć i zerknęłam na dedykację. Za każdym razem, gdy ją czytam uśmiecham się jak szalona. Dziękuję Ci za nią z całego serducha! :*
    Uwielbiam pierwszą piosenkę. Odkryłam ją kiedyś przez zupełny przypadek (nim jeszcze zrobiła furorę we wszystkich muzycznych odbiornikach) i od razu pokochałam. Głównie za prostotę i przekaz, który zwala z nóg.
    Reakcja Jenny z poprzedniego odcinka nie zdziwiła mnie. Uważałam, że postąpiła słusznie. Jamesowi należało się dostać małe 'manto'. Ale podobnie jak ja - Jenny ma jedną wadę (a może zaletę?) - po kłótni z kimś szybko ogarniają ją wyrzuty sumienia i przeważnie to ona pierwsza wyciąga rękę. Dlatego wcale nie zdziwiłam się, że zadzwoniła do Jamesa. Cieszę się, że zdecydowała się pojechać do Molly wraz z Oliverem. Prababcia ucieszy się, gdy zobaczy Olivera. :) Chciałabym, aby Jenny wyleczyła się z miłości do Jamesa, ale to jest chyba niemożliwe. Bo chociaż sama czasami już nie wie, co czuje do mężczyzny, to gołym okiem widać, że jest to miłość. Nigdy nie będzie jej obojętny i wątpię, aby umiała ułożyć sobie życie z innym mężczyzną. Z tyłu jej głowy zawsze będzie James, a ona będzie odnajdywała tysiące powodów dla których nie powinna zaczynać nowego związku.
    Lubię muzykę Arthura, chociaż nie nazwałabym się jego super fanką. Ta piosenka nie jest zła, ale nie przypadła mi do gustu. Może nie przeszkadzała mi przy czytaniu jakoś strasznie, ale coś tutaj mi nie pasowało. Za to treść fragmentu mnie oczarowała! :)
    Coś czuję, że Christina i Gregory uratują nie małżeństwo pisarza, a samych siebie. Ciągnie ich do siebie jak dwa magnezy. I w sumie zaczyna podobać mi się wizja tej dwójki razem. Myślę, że mieliby na siebie dobry, zbawienny wpływ. Coś czuję, że nowa książka będzie dedykowana Christinie. Tak myślę! :)
    Kocham Victora. Oddałabym wszystko, aby mieć takiego mężczyznę obok. Podoba mi się, że Vanessa myśli o nim poważnie i zdaje sobie sprawę z tego, że nie zawsze będzie kolorowo. Początki mają to do siebie, że oczarowują człowieka, a później, gdy opadają pierwsze emocje - wychodzi cała reszta. Mimo to, wiem, że Victor nie straci swojego uroku. To jest po prostu fizycznie nie możliwe. Ten mężczyzna jest doskonały w każdym calu. Jestem bezapelacyjnie zakochana w nim! A Vanessa to naprawdę piękna kobieta! :)
    Z każdym kolejnym odcinkiem odkrywam jak wiele wspólnego ma ze mną Christina! Chyba odnalazłam siostrę bliźniaczkę! :) Rozmowa sióstr mnie rozłożyła na łopatki. Nie ma idealnych rodzeństw - tak myślę. Ja z moją siostrą kłóciłam się regularnie i właściwie nigdy nie zwierzałyśmy się sobie. Każda z nas ma swoje życie, ale odkąd się wyprowadziła to jest jakoś inaczej. Może dalej nie mówimy sobie o wszystkim, ale jest inaczej. Może w pewnym momencie Christina i Rosalie będą umiały usiąść i porozmawiać ze sobą. Wyjaśnić sobie wszystko i pogodzić się. Życzę im tego.
    Ten fragment chwycił mnie za serce. Cudownie było czytać o Jamsie, Jenny i Olivierze jak o jednej, kochającej się rodzinie. Widać, że Jamsowi, Jenny nie jest tak do końca obojętna. Nadal darzy ją uczuciem. Pytanie tylko: jak silnym? Może pewnego dnia ponownie odnajdą drogę do siebie i jeszcze będą umieli być ze sobą tak jak dawniej? Czas pokaże, a ja już nie mogę się doczekać ich dalszych losów.
    Kochana, cudowny odcinek! Wzruszyłam się, uśmiechnęła się i byłam podekscytowana przez cały czas. Opisy powalają, a dialogi są mistrzowskie. Kocham to opowiadanie oraz Twój talent! :* Czekam na nowość!

    P.s. Czy Ciebie też tak zaskakuje Mundial jak mnie? :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twój komentarz czytało mi się taaak miło, że nawet nie wiesz - dziękuję :*
      Kciuki trzymaj dalej, będę zobowiązana :) Nie zdradzę Ci, jakie mam plany wobec bohaterów, ale Twoje przemyślenia bardzo mi się podobają :) Fajnie czytać, jakie ktoś ma pomysły i porównywać je ze swoimi własnymi. Obstawiam, że część z nich na pewno się sprawdzi, a część nie. Chcę Cię zaskoczyć, chociaż troszkę :)
      Z piosenką wiedziałam, że tak będzie :P Niestety, akurat ja fanką jestem i jak już sięgnęłam po ten utwór, to nijak nie mogłam wybrać innego. Ale najważniejsze, że pierwszą piosenką zapunktowałam u Ciebie :)
      Dziękuję BARDZO. Naprawdę <3

      P.S. Ja też kocham Victora.
      P.S. Mundial to jest jedno wielkie pasmo niespodzianek, ale cieszę się, że pewna drużyna jest już za burtą zawodów :> Napisałam o tej konkretnej drużynie w liście, także... :)

      Usuń
  2. Hej Kochana:* chwila odpoczynku od nauki należy się każdemu, więc ja też z niej korzystam i zjawiam się tutaj. Szczerze mówiąc obawiałam się trochę tego, że wszelkie zaległości będę musiała nadrobić dopiero w następny weekend, ale wychodzi na to, że jednak tego uniknę. A jeśli chodzi o Twoje słowa wstępu, to Ty za tydzień już będziesz po wynikach matury, a ja możliwe, że po egzaminie licencjackim (jeśli oczywiście nie wyślą mnie na drugi termin z powodu niewystarczającej ilości wiedzy :P) nie no, staram się być dobrej myśli, oby nie było tak źle ;) Tobie oczywiście też życzę jak najlepszych wyników, żeby wszystko było tak jak tego chciałaś :) trzymam kciuki i oczywiście czekam na informację o wynikach :)
    Czytając pierwszy fragment wnioskuję, że Jenny w dalszym ciągu nie dała sobie spokoju z Jamesem i w dalszym ciągu łudzi się, że jeszcze uda im się odbudować to, co kiedyś było między nimi. Ktoś inny nazwałby to naiwnością, ale czy rzeczywiście można nazwać to uczucie tylko w taki sposób? Niewątpliwie jest ktoś, kto zawsze w jakiś sposób będzie ich łączyć, a tą osobą jest nie kto inny jak Oliver. To jeszcze dziecko, więc tym bardziej potrzebuje obojga rodziców. Sama Jenny nie jest w stanie być dla niego matką i ojcem jednocześnie. Możliwe, że przez pewien czas nawet się to udaje, ale z biegiem czasu jednak zaczyna brakować tego męskiego ramienia. Nie wiem co mogłabym jej doradzić. Moim zdaniem powinna chociaż spróbować wyleczyć się z miłości do Jamesa. Wiem, że osobie trzeciej zawsze łatwo powiedzieć, ale może rzeczywiście tak byłoby najlepiej? Bo ja osobiście wątpię, żeby dało się jeszcze uratować to uczucie. Jenny tylko cierpi i nie potrafi ruszyć do przodu, bo cały czas tkwi w tym samym punkcie. A związek dwojga ludzi tylko i wyłącznie dla dobra dziecka to też nie jest dobre rozwiązanie. Trzeba też patrzeć na siebie, na swoje pragnienia i uczucia. Jestem bardzo ciekawa jak dalej potoczy się ten wątek :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Gregory to naprawdę dziwny facet, dlatego tym bardziej się zdziwiłam, kiedy przyszedł w odwiedziny do Christiny. Spodziewałam się przeprosin za jego ostatnie zachowanie, bo nie ukrywam, że jego zachowanie wobec Tiny było totalnie nie na miejscu, ale po krótkim namyśle stwierdzam, że jeszcze chodzą po tym świecie ludzie, którzy chodzą z wysoko zadartą głową jakby byli nie wiadomo kim. Dla mnie Gregory to właśnie taki typ, bo czasami mam wrażenie, że uważa się za jakieś chodzące cudo, tylko dlatego, że jest pisarzem. Bez przesady. Dobrze, że chociaż wytłumaczył, dlaczego nie przychodził na terapię. Dobrze też, że wena powróciła i może nowo wydana książka pomoże mu jakoś stanąć na nogi? "Do zobaczenia"? Wychodzi więc na to, że Gregory nie zrezygnował całkowicie z terapii i jeszcze zobaczymy go w gabinecie Christiny? Ten wątek też jest niezwykle intrygujący, dlatego z niecierpliwością czekam na więcej :)
    Po kilku rozdziałach nowego opowiadania chyba wreszcie mogę powiedzieć, że polubiłam Vanessę. Przedstawiłaś ją w tej historii jako zupełnie inną osobę, która wyjeżdżając z Mediolanu chciała rozpocząć wszystko od nowa, przede wszystkim zapomnieć o tym, co miało miejsce przed jej wyjazdem. Chociaż prawda jest taka, że to ona sama odeszła od Josha, to niewątpliwie ma prawo do tego, by w Londynie układać sobie życie na nowo. Jej relacja z Victorem jest naprawdę urocza :) czasami jak o nich czytam, to widzę nie dwójkę dorosłych ludzi, tylko dwoje nastolatków, którzy przeżywają swoją pierwszą miłość. Duży plus dla Vanessy za to, że znajomość z Victorem traktuje naprawdę poważnie. A piszę to, bo niestety zdarzają się też tacy, którzy nie traktują drugiej osoby poważnie, a myślę, że bawienie się czyimiś uczuciami boli naprawdę bardzo. To naprawdę rozsądna kobieta i wierzę, że tym razem uda jej się poukładać swoje życie prywatne :) dla Victora to też musi być coś poważnego, skoro zdecydował się przedstawić Vanessę swojej siostrze. Myślę, że w przypadku Jenny nie będzie problemu z akceptacją wybranki swojego brata :) mimo to ciekawa jestem dalszych wydarzeń, tym bardziej wtedy, kiedy na horyzoncie pojawi się Josh...
    Napisałam tak już jakiś czas temu i po przeczytaniu tego fragmentu nie potrafiłabym napisać inaczej. W dalszym ciągu uważam, że Christina za dużo od siebie wymaga. Myślę, że byłaby nawet gotowa na to, by całkowicie się zmienić, przejść totalną metamorfozę samej siebie byle tylko znaleźć wreszcie odpowiedniego mężczyznę dla siebie. Uważam, że jest to zbędne, bo jeśli już znajdzie kogoś takiego, to ten facet powinien ją pokochać taką jaka była od zawsze. Te zwykłe, przyziemne sprawy o których pisałaś jak brudna koszula leżąca na podłodze i wielka awantura z tego powodu... cóż, ludzie mają różne przyzwyczajenia. Jedni to pedanci w każdym calu, a inni potrafią funkcjonować w bałaganie w całym mieszkaniu. To już taka mentalność człowieka. Ja mimo wszystko wierzę, że Christina któregoś dnia odnajdzie swoje upragnione szczęście :) życzę jej tego z całego serca. Ten fragment to zdecydowanie jakiś przełom w relacjach Rosalie z Christiną. Czy teraz już będzie im łatwiej się dogadać? Oby ;)
    Sama nie wiem co myśleć o ostatnim fragmencie. James sam nie wie czego chce i co tak naprawdę czuje. Z jednej strony wróciła Rosalie z którą łączy go naprawdę trudna relacja, bo dla mnie w dalszym ciągu to jedna wielka tajemnica. A z drugiej strony jest Jenny i Oliver i powiem Ci, że ten obrazek opisany przez Ciebie w tym fragmencie bardzo mi się podobał :) wyglądało to tak, jakby nigdy nie doszło do rozstania, jakby byli kochającą się rodziną :) ciekawa jestem czy w przyszłości taki obrazek będzie miał jeszcze szanse się urzeczywistnić :)
    Pozdrawiam i czekam na kolejne nowości :)
    Buźka :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Szybko wzięłam się za nadrabianie tego rozdziału. Bardzo mnie to cieszy. :)
    Cóż, Josh się tu nie pojawił jednak rozdział i tak bardzo przypadł mi do gustu i odprężył mnie po dość zabieganym poranku. Mam teraz remont w domu i co chwile jest coś do roboty. Między innymi dlatego ciężko mi znaleźć czas na nadrabianie.
    Na miejscu Jenny też miałabym wyrzuty sumienia, choć tak naprawdę nie zrobiła nic złego. Jej reakcja była naturalna, sam James to zrozumiał, ale dobrze, że postanowiła to naprawić. Dzięki temu nie będą już ją męczyć wyrzuty sumienia. Cieszę się, że postanowili razem pojechać do babci Jamesa. Uwielbiam fragmenty z ich udziałem i gdy są oni razem. Według mnie cały czas tworzą idealną parę. Oliver na pewno się ucieszył z tego, że pojedzie odwiedzić prababcię i to na dodatek z rodzicami. Pewnie tęskni za takimi chwilami i bardzo cieszę się, że oni mu to umożliwili. :)
    Gregory mnie zaskoczył. Zachowała się porządnie, jak na kulturalnego mężczyznę przystało. Christina chyba też była zaskoczona jego przyjściem i wytłumaczeniem się. Cieszę się, że to zrobił. Może zacznie przychodzić na terapie? Obawiam się, że między nim a Tiną coś będzie. Nie wiem, czy to możliwe, póki co nic na to nie wskazuje, ale kobieta zaczęła o nim lepiej myśleć, on nie chce jej denerwować. Hm, zobaczymy. Poza tym dziwnie zareagował na słowa sekretarki. 'Jest wolna'. Ja od razu zrozumiałam, że chodzi jej o to, że nie ma pacjentów, a on odebrał to tak, że nie ma faceta. Oj Gregory, Gregory. O czym ty myślisz? :D Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że Gregory to mój ukochany Jude! <3 Uwielbiam go z filmu "Alfie". Był tam taki seksowny. Ach, idealny do tej roli. :D
    Gdy Vanessa odebrała ten bukiet miałam nadzieję, że jest on od Josha. W sumie trochę tak to pisałaś, tajemniczo i nie od początku powiedziałaś od kogo te kwiaty. No, ale fajne była ta taka niepewność i nadzieja, którą warto mieć. ;) Victor jest cudowny. Taki romantyczny był ten liścik. I teraz biedna Vanessa nie może go zostawić, bo zawiedzie jego siostrę, którą czuję, że polubi. :) Ten kurier był kochany. Biedak się zawstydził, haha. :D
    Cieszę się, że relacje sióstr zaczęły się ocieplać. Był to mały gest, ale bardzo poruszył moje serce. Takie wspomnienia są cudowne i zawsze dobrze wpływają na ludzi. Dowodem są Christina i Rosalie. Czuję, że teraz będzie już tylko lepiej. :)
    Och, James, James. Tyle wspomnień masz z Jenny, tyle o niej pamiętasz, tyle was łączy, tak dobrze ją znasz. Ty najlepiej powinieneś wiedzieć, co do niej czujesz, a tymczasem mam wrażenie, że ja wiem to lepiej. :D Czuję, że cały czas ją kocha. Skoro była miłością jego życia, to miłość tak szybko nie wygasa. Widać, że bardzo dobrze czuje się w jej towarzystwie. I po co było to niszczyć? Eh... Jestem ciekawa jaki będzie dalszy rozwój akcji. :)

    OdpowiedzUsuń