Hej :)
Rozdział troszkę później, bo byłam odcięta od komputera przez kilka dni. Lubię tę część, nawet bardzo :) Odpoczywamy od części bohaterów, skupiając się na dwojgu z nich.
Mam nadzieję, że ta lajtowa część przypadnie Wam wszystkim do gustu!
Dziękuję z całego serducha za cudowne wiadomości od Was!
Pozdrawiam cieplutko :*
Rozdział troszkę później, bo byłam odcięta od komputera przez kilka dni. Lubię tę część, nawet bardzo :) Odpoczywamy od części bohaterów, skupiając się na dwojgu z nich.
Mam nadzieję, że ta lajtowa część przypadnie Wam wszystkim do gustu!
Dziękuję z całego serducha za cudowne wiadomości od Was!
Pozdrawiam cieplutko :*
***
Marzec
Zrobiłem to wszystko. Wykorzystałem każdą sekundę, którą otrzymałem od świata. Widziałem tyle miejsc, zrobiłem tyle rzeczy... Tak, każdą złamaną kością przyrzekam, że żyłem. *
Czteroletnia dziewczynka wspięła się na krzesło, by chwilę później nachylić się nad tortem i zdmuchnąć ogień ze wszystkich świeczek. To były ostatnie urodziny, które Christina Dainty wspominała z uśmiechem na twarzy. Do dziś pamiętała, jak biegała po domu tamtego dnia i próbowała policzyć kolorowe balony, których pełno było w każdym pomieszczeniu. O dziwo, nawet wspomnienie matki nie było dla szarookiej tak bolesne i nieprzyjemne, jak zazwyczaj. Kobieta miała na sobie wówczas ładną błękitną sukienkę, a jej długie włosy podążały za nią niczym cień, lśniąc jak gwiazdy. Za każdym razem, kiedy rodzicielka patrzyła na swoją córeczkę, w jej oczach widać było miłość. Czteroletnia Christina nie zastanawiała się nad prawdziwością uczuć swojej matki, teraz jednak była już pewna, że wtedy Scarlett kochała ją szczerze. Skoro tamten dzień był tak wspaniały, dlaczego brunetka tak rzadko powracała myślami do tamtych chwil? Cóż, być może to tęsknota za niemal idealnym życiem sprawiała, że oglądanie się za siebie wcale nie było takie fajne. Kilkanaście miesięcy później na świecie pojawiła się Rosalie, co znacząco zmieniło życie Christiny, jednak nie zamierzała po raz kolejny wałkować tego tematu - nie teraz, nie dziś. To był jej dzień i nie zamierzała spędzić go w samotności z butelką wina w dłoni i wyciskaczem łez w telewizji. Nie chciała jak co roku marzyć o rycerzu na białym koniu, który lada chwila pojawi się w jej życiu. Chciała po prostu żyć.
Kiedy Christina otworzyła oczy, wspomnienie z dzieciństwa ustąpiło miejsca rzeczywistości. Pokój rozświetlały promienie słońca, które sprawiły, że uśmiech na twarzy Tiny stał się jeszcze bardziej pogodny. Nie wiedziała, skąd była w niej ta energia, miała jednak ogromną ochotę, by zapomnieć o tym, co jej wolno, a czego nie i po raz pierwszy od dawna zrobić coś naprawdę szalonego. Co z tego, że za pięć lat stuknie jej czterdziestka? Co z tego, że była ambitnym psychologiem, biorącym wszystko na poważnie?
- Raz się żyje - powiedziała i wygrzebała się spod kołdry.
Christina rozpinała kolejne guziki, po czym uwolniła się od góry od piżamy, którą kilkakrotnie zakręciła w powietrzu jak lassem. Włączyła radio i wcale nie przeszkadzał jej fakt, że zwykle wyłączała tę piosenkę, nim ta zdążyła rozkręcić się na dobre - teraz każdy dźwięk wydawał jej się najpiękniejszym na świecie. Nie dbała o to, że współlokatorki mogą w każdej chwili usłyszeć, jak jej stopy błyskawicznie szybko odrywają się od podłoża i lądują na nim z hukiem. Czuła każdy mięsień i każde uderzenie serca. Jeszcze nie czuła, że żyje na sto procent, uznała jednak, że był to i tak całkiem niezły początek.
- Nie sądzisz, że jest trochę za wcześnie? - zapytała ściszonym głosem Rosalie, a Tina zorientowała się, że dziewczyny zmierzają w jej kierunku. - Niewyspana Christina bywa groźna.
- Jak się dowie, co dla niej przygotowałyśmy, będzie potulna jak baranek - odparła Vanessa pewna swego.
Kiedy Tina upewniła się, że współlokatorki stoją u jej drzwi, wyprzedziła je i otworzyła gwałtownie na oścież. Rosalie zapiszczała przeraźliwie, a Vannie złapała się za serce.
- Zero wyobraźni! - powiedziała Vanessa, marszcząc czoło. - Naprawdę chcesz mieć mnie na sumieniu?
- Bynajmniej - odrzekła Christina, szczerząc się, jak chyba nigdy przedtem. - To było zabawne.
- Dobrze się czujesz? - zapytała Vannie podejrzliwie.
- Wspaniale, doktorku.
Niebieskooka nie przestawała patrzeć na Tinę z niemym podziwem. Nie znała jej takiej. Owszem, parę razy zdarzyło im się poszaleć, wtedy jednak głównym sprawcą był alkohol. Christina nie należała do osób, które piją od samego rana. Była trzeźwa jak niemowlak, choć zachowywała się tak, jakby wpompowała w siebie co najmniej pół litra.
- Sto lat, sto lat... - zaczęła Rosalie, a Vanessa otrząsnęła się z szoku i przyłączyła się do śpiewania. Policzki Christiny zaczerwieniły się natychmiastowo. Dopiero teraz zwróciła uwagę na to, że w rękach siostry spoczywał tort, na którego środku znajdowała się jedna, symboliczna, ale pokaźnych rozmiarów świeczka. Tina ucieszyła się, że nie zobaczyła liczby zgodnej ze swoim wiekiem, więc uśmiechnęła się jeszcze szerzej.
- Dziękuję - powiedziała brunetka.
- Nie dziękuj, tylko pomyśl życzenie! - nakazała Vannie.
Christina nie musiała długo zastanawiać się nad tym, czego spełnienie ucieszyłoby ją najbardziej. Nabrała powietrze w płuca, po czym wypuściła je energicznie, a płomień zgasł posłusznie. Rosalie postawiła tort na komodzie, po czym wróciła do starszej siostry i złożyła jej najserdeczniejsze życzenia. Tego dnia żadna z nich nie myślała o tym, co je dzieliło. Christina uścisnęła jasnowłosą mocno, wdzięczna za to, że miała ją przy sobie. Vanessa wyprostowała się z dumą, dając do zrozumienia, że ma coś bardzo ważnego do powiedzenia.
- Oczywiście przyłączam się do życzeń - rzekła, puszczając oczko do Rosalie. - Żeby nie było tak skromnie, mamy dla ciebie jeszcze jeden prezent. Być może pomyślisz, że to jakaś pomyłka, ale zapewniam cię, że tak nie jest. Wszystkiego dobrego! - skwitowała i podała Tinie niewielką kopertę.
Christina spojrzała na współlokatorki kontrolnie, po czym wyjęła z koperty swój prezent. Ciemnowłosa otwierała usta szerzej wraz z każdym kolejnym słowem, które czytała.
- Wy tak na poważnie? - zapytała, patrząc to na siostrę, to na Vannie.
- Jak najbardziej - odparła Rosalie. - Dzięki czemuś takiemu dosłownie poczujesz, że żyjesz.
Nagle Christina pozbyła się wszelkich wątpliwości. Właśnie o to jej chodziło - by zrobić coś szalonego, coś, na co do tej pory się nie zdecydowała. Na ten moment ten dzień był po prostu doskonały. Tina nie myślała o bólu i ewentualnych konsekwencjach tego, co zamierzała zrobić. Była szczęśliwa i zamierzała wykorzystać każdą chwilę, jaką dane jej będzie spędzić tego dnia w towarzystwie Vanessy i Rosalie. Spodziewała się, że przyjęcie urodzinowe Gregory'ego nie dostarczy jej zbyt wielu wrażeń, postanowiła więc wybawić się na zapas, by jakoś przeżyć pasjonujący wieczór u Sophii Haggerty.
***
Rosalie miała rację. Trudno nie poczuć, że się żyje, kiedy igła notorycznie ma kontakt z twoją skórą. Mimo, iż nie należało to do najprzyjemniejszych doznań, jakie można sobie wyobrazić, Christina nie skrzywiła się właściwie ani razu. Robiła coś, co dotychczas wydawało jej się zarezerwowane dla wszystkich innych, lecz nie dla niej i była z tego powodu cholernie szczęśliwa. Raz po raz próbowała podejrzeć dzieło, które powstawało na jej żebrach, nie było to jednak takie proste. Postanowiła być cierpliwa, choć ciekawość nie malała, wręcz przeciwnie - im więcej czasu mijało, tym silniejsza była jej potrzeba skontrolowania sytuacji.
- Odważna jesteś - powiedział tatuażysta. - Całkiem duża dziara, jak na pierwszy raz.
Christina uśmiechnęła się i już miała odpowiedzieć mężczyźnie, kiedy do studia wróciła jej współlokatorka, obładowana blisko dziesięcioma torbami.
- Padam z nóg - westchnęła Vanessa, rzucając się na krzesło. - Mam nadzieję, że doceniasz, ile dla ciebie robię.
- Oczywiście - odparła Tina, szczerząc się prawie tak, jak Sophia, z tą tylko różnicą, że ona robiła to szczerze. - Gdzie zgubiłaś moją siostrę?
- Głowa ją rozbolała i wróciła do domu - odrzekła Vannie. - Nie przejmuj się, nadal masz mnie.
Christina posłała przyjaciółce buziaka w powietrzu, a ta zamachnęła się, by go złapać.
- Nadal nie wierzę, że to robisz - powiedziała Vanessa, kręcąc głową. Jej mina wyrażała szczery podziw i zdumienie. - Sądziłam, że nas wyśmiejesz i podrzesz kopertę na strzępy, a jeśli nie, to zrobisz sobie jakiś mały, niewinny tatuaż w niewidocznym miejscu.
- Właściwie...
- Tylko mi nie mów, że jest mały! - Vanessa zerwała się z krzesła i podeszła do przyjaciółki z lusterkiem, tak, że dziewczyna mogła w końcu zobaczyć prawie ukończony rysunek na swoim ciele. - Gigant!
- Ale nie rzuca się w oczy - rzekła Christina na swoją obronę. - Przypominam ci, że nie mieszkamy na Hawajach. To jest Londyn i tutaj można założyć bikini raz na ruski rok i to przy odrobinie szczęścia.
- Już kończymy - powiedział tatuażysta i na moment odszedł od klientki i jej przyjaciółki.
- Podoba ci się? - zapytała Tina.
- Bardzo - odparła Vanessa, po czym spojrzała na brunetkę dwuznacznie. - Jest tak ładny, że aż żal go zakrywać. Powinnaś szybko znaleźć sobie faceta i pokazywać mu swój tatuaż codziennie, póki twoja skóra wciąż jest młoda.
- Gdyby to było takie proste... - westchnęła Christina.
- Nie chcę nic mówić, ale ten koleś patrzy na ciebie w taki sposób - szepnęła Vannie i zaczęła naśladować tatuażystę. Tina wybuchnęła śmiechem, a przyjaciółka szybko poszła w jej ślady. Zdążyły uspokoić się dopiero, kiedy mężczyzna wrócił na swoje stanowisko.
Po wysłuchaniu rad i zaleceń, Tina ubrała się i razem z Vanessą opuściła salon tatuażu.
- Mogę po raz setny zapytać, co to za zakupy? - spytała Christina, kiedy Vannie mordowała się z kluczem, który nie chciał przekręcić zamka.
- Zaraz się dowiesz - odrzekła dziewczyna tajemniczo.
Gdy udało im się dostać do mieszkania, w salonie czekała na nie Rosalie. Na stole obok niej rozłożone były dziesiątki kosmetyków i akcesoriów do makijażu.
- Ktoś mi w końcu powie, o co chodzi? - odezwała się ponownie Tina.
- Ja - odparła Vanessa i ponownie wypięła pierś z dumą. - Nie jesteśmy zadowolone z tego, że spędzisz ten wieczór poza domem, zamiast świętować swoje urodziny razem z nami, zależy nam jednak na tym, abyś świetnie się bawiła. Rosalie zrobi ci makijaż, a ja... Ech, może będzie lepiej, jak sama zobaczysz. Proszę - skwitowała i podała przyjaciółce torby, których zawartość do tej pory tak skrzętnie przed nią ukrywała.
Tina czuła się niezręcznie, kiedy wydobyła piękne szpilki w czarnym kolorze na powalająco wysokim obcasie, dwie suknie - jedną długą, drugą ultrakrótką oraz dodatki.
- Vannie, to chyba lekka przesada, nie uważasz? Założę się, że właśnie doprowadziłaś swój portfel do ruiny - powiedziała Christina.
- Nie bez powodu. Mam urodziny za kilka miesięcy i liczę, że w ramach rewanżu kupisz mi nowe Porsche.
- Bardzo śmieszne - rzekła Tina, wiedząc już, że jej głupie uczucie nie robi na nikim większego znaczenia. - Dlaczego kupiłaś mi dwie sukienki?
Vanessa podeszła bliżej. Zabrała przyjaciółce obydwie kreacje i w pierwszej kolejności uniosła do góry tą dłuższą, bardziej elegancką suknię w granatowym kolorze.
- Ta sprawdzi się na sztywniackiej stypie i wygląda na to, że właśnie na taką się wybierasz - rzekła Vannie i celowo nie wspomniała nic o Sophii, Rosalie bowiem nie została poinformowana o tym, że to właśnie blondynka jest organizatorką przyjęcia. Vanessa opuściła niżej suknię, po czym na tę samą wysokość podniosła czarną i bardzo seksowną miniówkę. - Ta z kolei jest idealna na wypadek, gdybyś chciała tego wieczoru poznać i poderwać jakiegoś przystojniaka.
Christina bez wahania odebrała od niebieskookiej pierwszą zaproponowaną przez nią sukienkę, po czym zamknęła się w sypialni, by się przebrać. Nie miała wątpliwości, że dokonała słusznego wyboru. Kogo niby miałaby podrywać na tej drętwej imprezie? Przecież nie Gregory'ego Haggerty'ego.
***
Brunetka po raz kolejny skinięciem głowy podziękowała kelnerowi za oferowany jej trunek. Od kilkunastu dobrych minut była już na miejscu, jednak przyjęcie nadal się nie rozpoczęło. Christina postanowiła wykorzystać czas oczekiwania na rozeznanie się, z czym tak naprawdę miała do czynienia. Wnętrze lokalu przypominało salę balową w jakimś pałacu, co sprawiło, że Tina odetchnęła z ulgą, iż nie założyła kreacji ledwie zakrywającej jej pośladki. Wyglądałaby komicznie. Wszystko wyglądało tu tak, jakby urodziny obchodził jakiś arystokrata, a nie pisarz, który tak naprawdę nie osiągnął wielkich rzeczy w swej dziedzinie. Christina zaryzykowałaby nawet stwierdzenie, że to wszystko nie było za bardzo w stylu Gregory'ego, choć nie znała go na tyle dobrze, by móc powiedzieć to ze stuprocentową pewnością. Właśnie dlatego oczekiwała w napięciu na pojawienie się solenizanta, spodziewała się bowiem, że wyraz jego twarzy da jej odpowiedź na trapiące ją pytanie.
- Powinni już dawno tu być - westchnęła anonimowa blondynka, która stanęła obok Tiny z wyniosłą, wręcz pogardliwą miną.
- Chyba znasz Sophię od wczoraj - wtrącił wąsaty mężczyzna w eleganckim garniturze. - Zawsze się spóźnia, by zrobić wrażenie i zwrócić na siebie uwagę.
Christina odniosła wrażenie, że Sophia nie jest zbyt lubiana nawet przez zaproszonych przez siebie gości, była jednak pewna, że żadna z narzekających osób nie powie jej prosto w oczy, co o niej myśli. Już szykowała się na serię sztucznych uśmiechów i przesadnie uprzejmych gestów, kiedy do środka weszło wyczekiwane małżeństwo. Wszyscy zgromadzeni natychmiast zaczęli bić brawo, jakby zamiast dwojga zwykłych ludzi widzieli międzynarodowe gwiazdy. Tina przyłączyła się do oklasków, lustrując państwo Haggerty od góry do doła, póki jeszcze miała taką możliwość. Sophia, jako jedyna spośród wszystkich kobiet, miała na sobie bardzo krótką sukienkę w srebrnym kolorze. Jeśli szpilki, które Tina miała na sobie, wydawały jej się wysokie, to jakim słowem opisać buty Sophii? Jakim cudem jasnowłosa w ogóle poruszała się w tym czymś? Była baletnica machała do gości, szczerząc się i trzepocząc rzęsami. Gdyby tylko wiedziała, co tak naprawdę myślą o niej ci wszyscy ludzie, którzy teraz witali się z nią z maskami na twarzach... Tina przerzuciła spojrzenie z Sophii na najważniejszą osobę tego wieczoru. Gregory nie odstępował żony na krok, a wyglądał bardzo dostojnie. Brunet ewidentnie ogarnął dotąd nieposkromiony zarost, a granatowy garnitur po raz pierwszy unaocznił Christinie, jak świetną miał sylwetkę. Uśmiechał się do wszystkich z takim samym przejęciem, co Sophia i wydawać by się mogło, że bawił się doskonale, ku zaskoczeniu Tiny.
- W imieniu swoim i męża dziękuję wam wszystkim za przybycie! - powiedziała blondynka do mikrofonu, podczas gdy Gregory udał się po pierwszego drinka. - Mam nadzieję, że do samego końca pozostaniemy w tak świetnych nastrojach. Mogę wam zagwarantować wiele atrakcji, na razie jednak zapraszam na parkiet! - zawołała i zbiegła ze sceny. Kiedy namierzyła Gregory'ego chciała dać mu sygnał, by przyszedł i zatańczył z nią jako pierwszy. Mężczyzna pokręcił przecząco głową, uśmiechając się. Sophia przyjęła taką reakcję męża z lekkim niezadowoleniem, szybko jednak znalazła pocieszenie w ramionach starszego pana, którego tożsamości Christina nie znała.
Szarooka odmówiła trzem mężczyznom, którzy najwyraźniej chcieli zaciągnąć ją na parkiet, po czym podeszła do Gregory'ego, by się z nim przywitać. Miała nadzieję, że uda jej się przez resztę wieczoru mijać z Sophią, by nie narażać się na zbyt częste konfrontacje z nią.
- Dobry wieczór - rzekła miękkim głosem, co skłoniło Gregory'ego do spojrzenia na nią. Jego mina świadczyła o tym, że dopiero teraz dowiedział się o obecności Christiny na przyjęciu.
- Dobry wieczór - odpowiedział. Tina podała mu dłoń, jednak on nie uścisnął jej i kobieta poczuła jego usta na swej skórze. Miała nadzieję, że jej policzki nie zaróżowiły się za bardzo. - Wygląda pani zjawiskowo.
- Na pewno nie aż tak, jak pańska żona - rzekła Tina, chcąc przypomnieć Gregory'emu o istnieniu Sophii. Nie mogła oprzeć się wrażeniu, że mężczyzna patrzył na nią w inny sposób, niż zazwyczaj. - Czy to dobry moment, by życzyć panu wszystkiego najlepszego?
- Na to czas zawsze jest odpowiedni - odrzekł, po czym odstawił do połowy opróżnioną szklankę z powrotem na blat. - Mogę prosić panią do tańca?
- A nie wolałby pan dokończyć drinka? - zapytała Christina, na co Gregory skrzywił się w zabawny sposób.
- Coś takiego smakuje chyba tylko mojej żonie - stwierdził, po czym ujął delikatnie dłoń brunetki i poprowadził ją na środek sali. - Gdyby to była whisky, raczej trudno byłoby oderwać mnie od szklanki.
Christina uśmiechnęła się, po czym zarzuciła pisarzowi dłonie na kark. Kiedy poczuła jego dłonie na swej talii, jej ciało przebiegły dreszcze. Czuła się tak, jakby robiła coś złego, choć Sophia widziała ich razem i wcale nie wyglądała na rozwścieczoną. Może problem tkwił w tym, że Gregory wciąż był pacjentem Tiny? Może to dlatego czuła się tak, jakby przekraczała pewną granicę i sięgała po zakazany owoc?
- Lubię tą piosenkę - powiedziała Tina, chcąc jakoś zakończyć niezręczną ciszę między nimi.
- A ja nie - odparł Gregory. - Nie przepadam też za tak wystawnymi przyjęciami.
- To dlaczego Sophia urządziła panu urodziny w takim miejscu? - zapytała Christina.
- Mogę zdradzić pani w tajemnicy, że moja żona zorganizowała to przyjęcie bardziej dla siebie, niż dla mnie.
- Tak właśnie myślałam - szepnęła Tina, a Gregory uśmiechnął się do niej chyba po raz piąty w swoim życiu.
Kiedy wolna piosenka szybko przeszła w bardziej dynamiczną, psycholog i pisarz odstąpili od siebie.
- Życzę dobrej zabawy - powiedział mężczyzna i ukłonił się sztywniacko. Kiedy na jego twarzy pojawiło się rozbawienie, Christina zrozumiała, iż zrobił to dla żartu. - Kiedy już będzie się pani nudzić, a zapewniam panią, że tak właśnie będzie, to wie pani, gdzie mnie szukać.
Gregory oddalił się, a kiedy Tina odnalazła jego sylwetkę poprzez tłum pozostałych gości, w jego dłoni zobaczyła upragnioną szklankę whisky. Szarooka roześmiała się, czując się trochę tak, jakby sama była już pod wpływem alkoholu. W towarzystwie swego pacjenta czuła się zaskakująco dobrze, a była to ostatnia rzecz, jakiej mogłaby się spodziewać. Aby nie myśleć za dużo o tym, co się stało, Christina przestała odmawiać mężczyznom i po upływie godziny była przekonana, że zatańczyła już właściwie z każdym. Sophia kilkakrotnie schodziła z parkietu, by spędzić trochę czasu z mężem. Gregory tylko raz zgodził się na zatańczenie z żoną i choć wyglądali przepięknie jako para, kiedy piosenka się skończyła pisarz z radością wrócił na swoje stanowisko i sięgnął po kolejną szklaneczkę whisky.
- Jak się bawisz? - zapytała Sophia, kiedy po raz pierwszy stanęła twarzą w twarz z Christiną.
- Świetnie - odparła Tina i ucieszyła się, że sztucznego uśmiechania się nauczyła ją prawdziwa mistrzyni.
- I oby tak zostało do samego końca - skwitowała Sophia, po czym objęła Christinę i ucałowała jej policzki, jakby łączyła ich jakaś specyficzna więź, podczas gdy tak naprawdę raczej nie darzyły się sympatią.
- Koniec świata - westchnęła szarooka, kiedy Sophia w końcu zostawiła ją samą.
- Zapraszam do stołu! - ryknęła Haggerty do mikrofonu, przez to część zgromadzonych zatkała sobie uszy, nim zdążyła pojąć, iż jest to trochę nietaktowne.
Christina usiadła na krześle jako jedna z pierwszych. Nie mogła nic poradzić na to, że czuła się niezręcznie w towarzystwie osób, których właściwie nie znała. Wszyscy musieli być obrzydliwie bogaci, bo gdyby było inaczej, żadne z nich nie patrzyłoby na pozostałych z góry. Tina spojrzała na zegarek, mówiąc sobie w duchu, że za jakąś godzinę wyjdzie po cichu i odpocznie od tych wszystkich fałszywych spojrzeń.
- Można? - zapytał Gregory, a kiedy otrzymał twierdzącą odpowiedź, zajął miejsce obok Christiny. Brunet nie przestawał się uśmiechać, co Tina natychmiast powiązała z brunatną substancją, której mężczyzna raczej sobie nie odmawiał. - Jadła pani już żabie udka? - spytał, a brunetka o mało nie zachłysnęła się wodą.
- Pan tak na poważnie? - zapytała i miała nadzieję, że mężczyzna zaprzeczy, ten jednak uśmiechnął się i skinął lekko głową. - Cudownie - westchnęła.
- W drodze wyjątku mógłbym ostatecznie zjeść pani porcję, niestety moja żuchwa zaczyna powoli drętwieć od szczerzenia się jak głupek do osób, które widzę po raz pierwszy w życiu.
Gregory zademonstrował Christinie minę, którą musiał uraczyć każdą ze zgromadzonych osób, przez co ciemnowłosa wybuchła śmiechem, przyciągając zainteresowanie pozostałych gości. Wyszło tak, że ona i Gregory byli jedynymi osobami, które nie czuły się jak na pogrzebie. Tina zapamiętała ten moment, ponieważ właśnie wtedy Gregory wydał jej się kimś innym, niż dotąd.
Przez resztę kolacji Christina i Gregory wymieniali ponad stołem zgryźliwe uwagi dotyczące pozostałych gości. Kiedy Sophia oznajmiła, że to najlepsza pora, by wrócić do tańczenia, Gregory szepnął:
- Myślę, że to idealna chwila, by opuścić ten lokal i nie zostać zauważonym.
Christina wstała z krzesła i przedarła się przez tłum prosto do wyjścia. Odebrała swój płaszcz i zaczekała na zewnątrz na Gregory'ego, choć do ostatniego momentu nie wiedziała, czy przypadkiem nie przesłyszała się. Pisarz dołączył do niej chwilę później i obdarzył uśmiechem, który diametralnie różnił się od tego, jakim witał gości.
- Nie powinniśmy powiedzieć pańskiej żonie, że wychodzimy? - zapytała Tina, na co Gregory pokręcił głową przecząco. - Nie będzie na pana zła?
- Nie oszukujmy się, dobrze? - powiedział mężczyzna. - Sophia jest zbyt zajęta promowaniem samej siebie, by zorientować się, że impreza straciła właśnie swojego najważniejszego członka. Przy odrobinie szczęścia wrócę tam, kiedy będą wnosić dla mnie tort. Zawsze mogę jej powiedzieć, że byłem w toalecie, albo coś w tym stylu.
- Wyobraźnia godna pochwały - rzekła Christina. - A skoro już o tym mowa, powie mi pan wreszcie, dokąd idziemy?
- Gdzieś, gdzie będę mógł świętować swoje urodziny w nieco lepszym towarzystwie - odparł.
- Cóż, może nie jestem zbyt inspirującą osobą, ale być może na moją korzyść działa fakt, że są to też moje urodziny? - zapytała Tina. - Co pan na to, byśmy urządzili sobie nasze własne przyjęcie?
Gregory nie odpowiedział, skinął jednak głową i oboje ruszyli w kierunku, który znała tylko ona. Nie zadawał pytań i nie dociekał. Ufał jej. W ciągu jednego wieczoru zamienili ze sobą więcej słów, niż w ciągu całej dotychczasowej znajomości. Mężczyzna nie był już tak zamknięty i zdystansowany, nie krytykował również sposobu, w jaki Tina zwracała się do niego. Pomimo obaw, jakie Christina miała kilka godzin wcześniej, teraz szarooka nie mogła doczekać się, czego dowie się o pisarzu podczas ich wspólnego celebrowania urodzin. Była podekscytowana i uradowana faktem, że los daje jej szansę na lepsze poznanie człowieka, który intrygował ją bardziej wraz z każdą mijającą sekundą.
***
- Aż tak zależy pani na mojej nowej książce? - zapytał Gregory, zachwycony widokiem Londynu niemalże z lotu ptaka. - W takim miejscu moja wyobraźnia pracuje na najwyższych obrotach.
- Miło mi to słyszeć - rzekła Christina, pocierając sobie dłonie, aby się rozgrzać. Był to naprawdę chłodny wieczór, w dodatku na dachu wysokiego budynku z pewnością było zimniej, niż na ziemi. - Przychodziłam tu zawsze, kiedy nie miałam gdzie się podziać. Matka przeważnie była zbyt zajęta moją siostrą, by i mnie poświęcić trochę uwagi. Po jakimś czasie człowiek się przyzwyczaja i zaczyna lubić swoje własne towarzystwo. Siadałam tu z książką w ręku i herbatą w kubku termicznym i dopiero po kilku godzinach wracałam do domu. Nie przypominam sobie, aby matka kiedykolwiek zastanawiała się, gdzie jestem i co się ze mną dzieje. Kiedy wchodziłam do domu późnym wieczorem, odnosiłam wrażenie, że ona nawet mnie nie zauważa - Christina zrobiła pauzę, by złapać oddech. Uświadomiła sobie, że Gregory przez cały ten czas nie spojrzał na nią ani razu. Był zbyt zaabsorbowany podziwianiem zapierającego dech w piersiach widoku, by okazać zainteresowanie jej wyznaniem. - Nie wiem, po co to panu mówię...
- Nie chciałem pani przerywać - powiedział brunet i dopiero wtedy przeniósł swe spojrzenie z Tamizy na twarz szarookiej. Na jego twarzy gościł uśmiech. - Wszystko, co pani mówi, ma dla mnie ogromne znaczenie. Widzi pani, główna bohaterki powieści, nad którą obecnie pracuję, posiada bardzo wiele pani cech.
- Doprawdy? - zdziwiła się.
- Owszem - odparł. - Mam nadzieję, że nie obrazi się pani, jeśli wykorzystam pani historię i zapożyczę parę wątków z pani życia?
- Chyba nie - mruknęła Tina. Nikt nigdy nie proponował jej czegoś takiego. Gregory sprawiał wrażenie obłędnie zakochanego w swojej nowej książce, teraz nagle okazało się, że jego główna bohaterka była do złudzenia podobna do Christiny. Choć mężczyzna nie powiedział tego wprost, brunetka potraktowała jego słowa jak jeden z najcudowniejszych prezentów urodzinowych, jakie kiedykolwiek dostała. - Co prawda ja nie jestem pisarką i tak naprawdę pańskie zwierzenia nie są mi do niczego potrzebne, to jednak chciałabym wiedzieć o panu nieco więcej.
- To zdumiewające - powiedział Gregory. - Naprawdę nadal chce pani uratować moje małżeństwo?
- Jestem profesjonalistką - odrzekła z powagą. Nie zamierzała przyznać się do tego, że w jakimś stopniu chciała poznać bruneta lepiej z czysto osobistych powodów. - Nigdy nie rezygnuję z zadania, póki go nie wykonam.
- Założę się, że kilka razy miała pani ochotę wysłać mnie i żonę do innego specjalisty - rzekł i trafił w sedno, bo Christina istotnie parę razy była już na skraju wytrzymałości. - Nie zamierzam komentować zachowań mojej żony, wiem natomiast, że sam nie jestem święty i zalazłem pani za skórę. Doprowadziłem panią do szału.
- Nie aż tak, choć palenie w moim gabinecie faktycznie trochę mnie zdenerwowało - przyznała, a Gregory uśmiechnął się promiennie. - Mam nadzieję, że teraz będziemy się częściej widywać i uda nam się zakończyć państwa kryzys. Oczywiście uda nam się tylko i wyłącznie, jeśli nam wszystkim będzie na tym zależało - dodała szybko, widząc, że Gregory miał raczej obojętną minę.
- Proponuję wznieść toast za to, aby ziściły się wszystkie nasze nadzieje. Co pani na to? - zapytał.
- Chętnie, ale obawiam się, że nie mamy...
- Szampana? - spytał i wyjął z kieszeni całą butelkę. Jakim cudem Christina nie zauważyła jej wcześniej?
- Kieliszków - rzekła i tym razem trafiła w dziesiątkę. Wyraz twarzy pisarza, kiedy uświadomił sobie, że o czymś zapomniał, był bezcenny. - Zawsze możemy pić prosto z butelki.
Gregory wyglądał tak, jakby był przekonany, że się przesłyszał i był to naprawdę zabawny widok. Mężczyzna otworzył szampana i honorowo podał butelkę Christinie.
- Wszystkiego najlepszego, pani Dainty - rzekł, wznosząc do góry niewidzialny kieliszek.
- Czuję się jak na studiach - powiedziała Tina, zauroczona wspomnieniem uciekania z zajęć z niewłaściwymi ludźmi, czując, że jest wolna i niezależna. Frunęła jak ptak, łamiąc zasady i nie zastanawiając się nad tym, co się stanie później. To był jedyny czas w jej życiu, kiedy nie musiała być dorosła, a warto dodać, że czuła się skazana na dojrzałość już jako dzieciak. - Wszystkiego najlepszego, panie Haggerty.
Gregory zaczerpnął uczciwie z butelki, po czym postawił ją z powrotem na ziemi.
- Chciałbym znowu z panią zatańczyć - powiedział prosto z mostu. - Oczywiście jako znajomi.
- Oczywiście - odparła i, choć było naprawdę zimno, zrzuciła z siebie płaszcz, zostając w samej sukience.
Christina zarzuciła dłonie na kark Gregory'ego w taki sam sposób, w jaki zrobiła to na przyjęciu, po czym zachichotała po raz kolejny tego wieczoru.
- Znowu o czymś zapomniałem? - zapytał nieco zmieszany Haggerty.
- Trochę tu cicho... - szepnęła Tina.
Gregory uśmiechnął się, po czym otworzył usta i zaczął śpiewać. Nie robił tego może jak zawodowiec, tym razem jednak wcale nie o to chodziło. Christina podchwyciła temat i przyłączyła się do śpiewania, podczas gdy ich stopy odrywały się od podłoża dokładnie w tych samych momentach. Dziewczyna zastanawiała się, czy ludzie na dole słyszą stamtąd, jak wyśmienicie bawi się ta dwójka na dachu budynku. Brunetka tak naprawdę dopiero teraz poczuła, że żyje naprawdę. Doceniała każdy oddech i każde uderzenie serca, jakby nie istniało na świecie nic lepszego od tej chwili. Była wolna, dokładnie tak, jak sobie tego życzyła. Teraz mogła zrobić absolutnie wszystko i zamierzała korzystać z tego na wypadek, gdyby następnego ranka znowu była tą starą, spiętą i zbyt poważną Christiną Dainty. Gdyby stanęła teraz na krawędzi ponad rozświetlonym Londynem, odepchnęłaby się nogami i pofrunęła niczym ptak. Marzyła o tym i nigdy tego nie zapomni, również dzięki piórku wytatuowanemu na swoich żebrach. Christina nigdy nie zapomni tej nocy i nigdy już nie spojrzy na Gregory'ego w taki sam sposób, jak jeszcze kilka dni wcześniej.
One Republic - I Lived *
Hej Kochana:* nowy rozdział w środku tygodnia? Nie ukrywam, że spodobał mi się ten pomysł, przynajmniej chociaż przez chwilę mogę się zrelaksować :) odcięcie od komputera na kilka dni to chyba jeszcze nie koniec świata, masz najdłuższe wakacje w życiu, więc korzystaj z nich jak najwięcej :) ja niestety nie miałam tak dobrze, ale i tak skorzystałam na maksa. Tak w ogóle, to chciałam zapytać na jakie studia się wybierasz, ale to jednak Twoje prywatne sprawy, więc myślę, że czas najwyższy znaleźć dłuższą chwilę i pogadać na Gadu :) powiem Ci szczerze, że nie pamiętam już, kiedy ostatni raz rozmawiałyśmy... no i nie ukrywam, że bardzo zaciekawiło mnie to co napisałaś we wstępie, dlatego nie przedłużam już i zabieram się za czytanie.
OdpowiedzUsuńPisałam to już pod aktualnym rozdziałem u Motylka, ale tutaj też muszę to napisać. Przyjaźń to naprawdę skarb i uważam, że wielkie szczęście ma ten, któremu dane było tego doświadczyć :) i mimo, że czasami taka osoba może nas irytować jak nikt inny, to tak naprawdę za żadne skarby nie oddalibyśmy tych wszystkich chwil, które razem przeżyliśmy. Tak jak za czasów Mine Again nie lubiłam Vanessy i miałam do niej ogromny dystans, tak w tej historii przekonuję się do niej z każdym kolejnym rozdziałem. Jest postacią, która pokazuje, że nie powinno się oceniać człowieka tylko i wyłącznie przez pryzmat popełnionych przez niego błędów. Każdy ma prawo się pogubić we własnym życiu, na chwilę zboczyć z drogi, by później stanąć na nogi i zacząć życie na nowo. Taka właśnie jest Vanessa i za to ją polubiłam i postanowiłam dać jej szansę na to, by poprawiła swój wizerunek w moich oczach. Ciesze się, że i ona może doświadczać czegoś takiego jak przyjaźń, bo niewątpliwie po tych wszystkich życiowych zawirowaniach należało jej się spotkanie bratniej duszy, przy której odzyska dawną siebie i przynajmniej na chwilę zapomni o tym co wydarzyło się w Mediolanie. Christina to niewątpliwie moja ulubiona postać w całym opowiadaniu. Czasami mam wrażenie, że kiedy o niej czytam to tak, jakbym czytała o samej sobie. To niesamowite, że udało Ci się stworzyć kogoś, z kim identyfikuje się czytelniczka :) stworzyłaś naprawdę fajną postać i za to masz u mnie naprawdę dużego plusa. Śmiało mogę przyznać, że chyba żadna z nas (czytelniczek) nie znała Tiny od tej strony. Dała się nam poznać jako dojrzała kobieta, która ma wszystko uporządkowane i pomyśli dziesięć razy zanim coś zrobi. Tego mi właśnie u niej brakowało, tej energii, którą mogłaby się podzielić ze wszystkimi dookoła. Przeczucia, że życie jest tylko jedno i jeśli chociaż raz zdecyduje się na coś szalonego, to nie pożałuje tej decyzji choćby nie wiem co się działo :) cieszy mnie również to, że jej relacje z Rosalie znacznie się poprawiły. Z własnego doświadczenia wiem, że mieszkanie pod jednym dachem z kimś, z kim ewidentnie się nie dogadujesz nie jest wcale niczym przyjemnym. Ja z moim bratem w wielu kwestiach nie możemy się dogadać i uwierz mi, że jest to naprawdę uciążliwe. Jednak troszkę się naczekałam, żeby dowiedzieć się, co takiego wydarzy się na urodzinach Gregory'ego, dlatego lecę czytać dalej :)
W tym rozdziale Gregory bardzo mnie zaskoczył. I muszę przyznać, że było to zaskoczenie jak najbardziej pozytywne :) nie sądziłam, że taki szarmancki z niego mężczyzna. Patrząc na galerię bohaterów jest też całkiem przystojny, a takie połączenie może zrobić na kobiecie wrażenie. Ciekawa jestem, czy Sophia też zwróciła na to uwagę, kiedy go poznała... ona jest tak próżna, że wydawać by się mogło, że oprócz pieniędzy i rozgłosu nie interesuje ją kompletnie nic. I naprawdę ciężko było mi pozbyć się wrażenia, że zorganizowała to przyjęcie tylko po to, żeby to na niej skupiona była cała uwaga wszystkich zaproszonych gości. Mogłabym też stwierdzić, że z kim się przystaje takim się staje, ale nie sądziłam, że znajomi Sophii i jej męża mają o niej takie zdanie. To chyba była jedyna rzecz, która mnie zdziwiła w tym fragmencie :) końcówka fragmentu była całkiem romantyczna :) Christina spodziewała się drętwego przyjęcia, a tutaj spotkała ją miła niespodzianka. Gregory naprawdę mnie zadziwia i może niedługo zmienię o nim zdanie? W tym rozdziale pokazał się z tej lepszej strony o którą na początku w ogóle bym go nie podejrzewała :) ciekawa jestem, kiedy w końcu przejdą na ''Ty" bo trzeba przyznać, że spędzili naprawdę miły wieczór w swoim towarzystwie i myślę nawet, że stopniowo będą się do siebie zbliżać coraz bardziej :) ale z drugiej strony wyczuwam też kłopoty z Sophią w roli głównej. Aż boje się pomyśleć, co ta kobieta zacznie wymyślać, kiedy dowie się, że jej mąż uciekł z przyjęcia z inną kobietą, w dodatku z Christiną. Oj czuje, że będzie się działo, dlatego z niecierpliwością czekam na kolejne rozdziały :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i całuję :*
Akurat weszłam, a tu patrzę, że już zdążyłaś skomentować - zresztą przed chwilą :) Lubię takie niespodzianki :D
UsuńCieszę się, że Vanessa dostała od Ciebie drugą szansę - zobaczymy, czy na nią zasłuży. Nie spodziewałam się, szczerze, że Christina będzie czyjąś ulubioną bohaterką, także zaskoczyłaś mnie, ale w miły sposób :) Jak dla mnie aktor wcielający się w Gregory'ego nie jest tylko przystojny, haha :D Czasami tylko żałuję, że w opowiadaniu Gregory ma zarost, bo bez niego Jude Law wygląda milion razy lepiej, ale ćśś... :P
Musimy pogadać, koniecznie :) Chodziło mi to ostatnio po głowie. Mam nadzieję, że uda nam się niedługo jakoś złapać. Musimy coś wymyślić ;)
Buziaczki, kochana :*
Dziękuję bardzo za komentarz (zaskakująco szybki ^^) i za cudowne słowa :)
<3
Hej Słońce:* Korzystają z tego, że ma chwilę wolnego czasu zabieram się za czytanie i komentowanie. Oczywiście chciałabym przeprosić za spóźnienie, ale ostatnio trochę się u mnie dzieje i nie mam głowy do wielu rzeczy. Mam nadzieję, że mi to wybaczysz! Nie obiecuję, że w najbliższym czasie to się poprawi, bo różnie to bywa, ale zrobię wszystko co w mojej mocy, aby nie mieć zaległości.
OdpowiedzUsuńLubię OneRepublic, więc cieszę się, że sięgnęłaś po ich muzykę w tym odcinku! :)
Uwielbiam pierwszy fragment. Ma w sobie tak duży pozytywnych emocji. Uśmiechałam się przez cały czas, a oczami wyobraźni widziałam uradowaną Christinę. Oby to był początek lepszych dni. Dobrze, że dziewczyna może liczyć na przyjaciółkę i siostrę, chociaż ich relacje nie są najlepsze. Najlepszego Christi! :*
Podziwiam Christinę. Dziewczyna naprawdę zaszalała i bardzo dobrze. W ostatni czasie bardzo często przekonuję się, że życie jest tylko jedno i nie wiadomo kiedy Bóg postanowi nam je odebrać lub nieźle pomajsterkować przy naszym zdrowiu. Nie ma co odkładać rzeczy na później, zastanawiać się i gdybać: 'czy aby na pewno wypada?''. Najważniejsze to cieszyć się w pełni z tego co się ma i nie bać się sięgać po to czego się pragnie. Mam nadzieję, że Christina już nigdy nie straci tego optymizmu, który krąży w jej krwi w tym odcinku.
Od początku czułam, że coś się święci między Gregorym i Christiną! Kocham ich. Jego szorstkość i jej dobroć. Są dla siebie stworzeni. A te fragmenty powaliły mnie na kolana. Miałam ciarki. Czułam, że moje serce się roztapia i to dzięki Tobie. A nie wspominając już, że przez chwilę zapomniałam się, że czytam opowiadanie, a nie książkę. Tak dobrze to napisałaś, że całkowicie zatarła się różnica między tymi dwoma różnymi światami. Jesteś geniuszem i naprawdę powinnaś coś z tym zrobić.
Kochana, przepraszam za tak beznadziejny komentarz, ale na lepszy mnie nie stać. Moje myśli krążą teraz gdzieś indziej i naprawdę ciężko mi w stu procentach oddać się czytaniu. Niemniej jednak Twoja twórczość ja zawsze sprawiła mi dużo przyjemności i na chwilę oderwała od rzeczywistości! Ściskam:*
Dziękuję za opinię :) Nie jest beznadziejna (wręcz przeciwnie!), więc nie gadaj głupot. Cieszę się, że rozdział przypadł Ci do gustu. Mam nadzieję, że z kolejnym będzie tak samo.
UsuńBuziaczki :*
Nadrabianie się skończyło, co bardzo mnie cieszy i Ciebie za pewne też. :D Fala wstydu już odpłynęła i teraz wreszcie będę na bieżąco. Cóż za cudowne uczucie! Wreszcie jestem wolna od zaległości i tego poczucia winy oraz smutku, spowodowanego tym, że nie mogłam przeżywać wszystkiego na bieżąco wraz z bohaterami. Ale z drugiej strony fajna była ta przerwa, bo cztery ostatnie rozdziały przeczytałam za jednym razem i dzięki temu czułam się, jakbym czytała książkę. Nie musiałam czekać na to, co dalej się wydarzy, bo od razu mogłam przejść do kolejnego rozdziału. :) Każda rzecz ma swoje pozytywne strony. :) Nadrabianie trzech rozdziałów zajęło mi prawie cały dzień, jednak w ogóle tego nie żałuję. Sprawiło mi to tak wielką przyjemność, że mój dzień stał się cudowny. Dziękuję Ci za to. Do tego popijam sobie ulubioną herbatkę. Nic lepszego nie mogłam sobie wymarzyć. Wszystko co kocham, bo właśnie tak jest z Twoim opowiadaniem. Chciałabym zobaczyć je kiedyś w formie książki, na papierze. Ja ogólnie wolę taką formę. Uwielbiam czuć zapach kartek, przytulić się do książki, gdy coś mnie wzruszyło bądź ucieszyło. Dlatego liczę na to, że masz zamiar ją wydać. Jeśli o tym nie myślałaś, to teraz podsuwam Ci ten pomysł. Bardzo chciałabym mieć to opowiadanie na papierze, trzymać je w ręce i wracać do niego kiedy tylko zechcę. Z komputerem jest to niemożliwe, bo nie zawsze go mam i nie zawsze mogę na niego wchodzić. Wiem, że na takie wyznania jest trochę za wcześnie, powinnam to raczej zostawić na epilog, ale za pewne do tego czasu zapomniałabym, co chciałam napisać. Dlatego robię to teraz. Nigdy nie zaszkodzi, a pewnie sprawiam Ci tym przyjemność. ;) Więc jeszcze jedna rzecz. Według mnie to opowiadanie zasługuje na wydanie. Jest tak cudowne, że nie da się tego opisać. Wcale Ci nie słodzę, piszę prawdę, która przemawia przez moje serce. :) Już teraz dziękuję Ci za to opowiadanie, które ostatnio sprawia mi najwięcej przyjemności. <3
OdpowiedzUsuńTen rozdział bardzo przypadł mi do gustu. Mogę powiedzieć, że go kocham i według mnie, to najlepszy rozdział tego opowiadania, jak do tej pory. Chyba zostanie już nim na zawsze, bo jest on w całości poświęcony Christinie, a wiesz, jak ją uwielbiam. Cieszę się, że dałeś jej ten jeden rozdział, na coś takiego właśnie czekałam. Spełniłaś moje oczekiwania i jest mi tak przyjemnie i dobrze, że chcę kolejny taki rozdział z nią. :)
Cieszę się, że Christina w swoje urodziny obudziła się z tak dobrym i entuzjastycznym humorem. Od początku wiedziałam, że to będzie udany dzień. Rozśmieszyło mnie to, gdy wyprzedziła współlokatorki i przez to one prawie dostałyby zawału serca. :D Nie dziwię się, że Vanessa była zdziwiona jej humorem, bo ja początkowo też byłam, ale ważne jest to, że kobieta miała taki świetny humor. Nie ważne co na to wpływa, ważne, żeby być szczęśliwym. :) Świętowanie urodzin od samego rana, to bardzo fajna rzecz. Dziewczyny zrobiły Tinie świetną niespodziankę. Gdy powiedziały o tym prezencie, to myślałam, że wykupiły jej skok ze spadochronem. :D Ich prezent też był fajny i oryginalny, no i bardzo szalony, więc nie dziwię się, że Christina się na to zgodziła. Przez cały czas sprytnie ukrywałaś co to za tatuaż, by potem pięknie i artystycznie wspomnieć o tym w ostatnim fragmencie. Ale o tym powiem, gdy przyjdzie na ten fragment czas. :D Powiem tylko, że piórko to piękny tatuaż i na żebrach wygląda uroczo i zjawiskowo. Wyobraziłam sobie Christinę w sukience z wycięciem na plecach, dzięki czemu odkrywa swój cudowny tatuaż. To by było zjawiskowe. Musi kupić sobie taką sukienkę. :D
Dziewczyny zorganizowały jej wspaniały dzień. Miała darmową kosmetyczkę i do tego Vanessa kupiła jej ubranie. Niczym nie musiała się przejmować. Też na jej miejscu wybrałabym dłuższą sukienkę, bo po Sophii spodziewałam się, że impreza urodzinowa będzie w jakimś wyszukanym miejscu. Wyobraziłam sobie Tinę i naprawdę wyglądała zjawiskowo i zachwycająco. :) Zresztą Tina jest bardzo piękna, więc raczej we wszystkim cudnie by wyglądała. :)
Przez ten rozdział jeszcze bardziej myślę, że między Christiną a Gregorym coś mogłoby być. Czy Ty to robisz specjalnie? :D Może umyślnie mnie tak mylisz, by potem kompletnie zaskoczyć? Teraz jednak chciałabym, by między nimi coś było. Dzięki temu rozdziałowi polubiłam Gregory'ego, bo również mi pokazał się od innej strony. Jednak, jak wspomniałam we wcześniejszym komentarzu, nie tworzę żadnych scenariuszy, by potem się nie zawieść. Ale małą nadzieję można mieć. :D
UsuńChristina wiedziała, że Gregory'emu nie spodoba się ta impreza urodzinowa, choć tak naprawdę w ogóle go nie zna. Później przekonała się, że miała rację. Podobnie myślą i są do siebie podobni.
Od samego początku widziałam, że Gregory darzy sympatią Tinę i, jak dla mnie, wcale się z tym nie ukrywał. Sprawił jej komplement, zatańczył z nią pierwszy taniec, usiał obok niej przy stole, dogadywali się i na dodatek zaproponował jej wspólne wyjście z zabawy.
Dobrze, że Tina powiedziała mu, że też ma dziś urodziny. Uznałam za dziwne, że od razu nie złożył jej życzeń, ale zrobił to później w uroczy sposób.
Wybrali się w cudowne miejsce. Panorama miasta zawsze zapiera dech w piersiach i jest, jak dla mnie, romantyczna. W nocy miasto zawsze wygląda najładniej. Cieszę się, że Tina zaczęła się zwierzać, bo dzięki temu mogłam ją lepiej poznać. Teraz już wiem czemu tak bardzo żywiła uraz do Rosalie. Matka wolała zajmować się nowym dzieckiem niż tym 'starym'. Christina musiała to bardzo przeżyć, ale dobrze, że potrafiła o siebie zadbać i polubiła własne towarzystwo. Wiedziałam, że Gregory ją słucha, jednak to co powiedział zbiło mnie z tropu, ale tez bardzo ucieszyło. Zainspirował się jej osobą, to dlatego zaczął pisać nową powieść. Coś pięknego. Gdzieś czytałam, że też jakiś pisarz zainspirował się kobietą, która stała się bohaterką jego książki, ale była to jego ukochana. Dlatego znów myślę, że między nimi mogłoby coś być. Pewnie Christine zrobiło się bardzo miło, że bohaterka nowej powieści będzie nią.Gregory jest bardzo zabawny i do tego bardzo przystojny. Wyobrażałam sobie jego miny i reakcje (twarz tego aktora) i czasem bardzo mnie to rozśmieszało, a częściej pociągało. Na miejscu Christiny byłabym w siódmy niebie, gdyby prawił mi komplementy, i gdybym spędziła z nim swoje urodziny na dachu jakiegoś budynku z pięknym widokiem na Londyn, moje ukochane miasto. Tina jednak nie myśli jeszcze o nim, jak o mężczyźnie, z którym mogłaby być. Nie dość, że to jej pacjent, to na dodatek jest on żonaty. Cały czas chce naprawić jego małżeństwo, ale wydaje mi się, że podświadomie już nie chce zrealizować tego zadania.
To wszystko, gdy wyciągnął szampana, gdy zorientował się, że nie ma kieliszków, gdy zaczął śpiewać, bo było za cicho było bardzo urocze, słodkie i cudowne. Dzięki temu zaczęłam uwielbiać Gregory'ego. Według mnie to cudowny facet, który zasługuje na kogoś o wiele lepszego niż Sophia. Na przykład na Tinę. :D Coś chyba musi być na rzeczy skoro chciał z nią znów zatańczyć. Jestem bardzo ciekawa, co ich czeka.
I teraz ten tatuaż. Wkleiłaś to w idealne miejsce. Zaczęłaś opisywać o tym, że Christina marzy, by pofrunąć, jak ptak i wtedy wspomniałaś o tym piórku. Cudowne to było. Zazdroszczę Ci takiej wyobraźni i pomysłowości, dzięki której sprawiasz, że coś staje się piękne i wspaniałe. :)
Christina spełniła swoje marzenie. Była wolna i zrobiła coś szalonego. To cudowne spełnić marzenie w swoje urodziny. Cieszę się, że udało jej się to zrealizować. Uczucie musiało być niesamowite i niezapomniane. Mam nadzieję, że zostanie taka na dłużej, bo taka jest jeszcze bardziej cudowna. :)
Ten komentarz psiałam najdłużej, bo w między czasie zajmowałam się przenoszeniem mebli. :D Wydaje mi się, że wyszedł on dość długi. ;)
Pozdrawiam gorąco i zapraszam do siebie! <3
P.S. Mam nadzieję, że o niczym nie zapomniałam. :D
Hah, teraz już wiem czemu nie mogłam dodawać komentarzy. :D Były one za długie, ale ja nigdy się z tym nie spotkałam, więc nie wiedziałam, że błąd jakiś tam 4856... znaczy, że muszę podzielić komentarz. :D
UsuńMam nadzieję, że lektura moje opinii była miła, haha. :D Pierwszy raz napisałam tak długi komentarz! ;o
Cieszę się, że udało się w końcu znaleźć przyczynę problemu z komentowaniem :) Brakowało mi tego, bo jednak komentarze tutaj to co innego i inaczej się je czyta. Dziękuję Ci za nie wszystkie. Były takie momenty, kiedy po prostu nie mogłam przestać się szczerzyć, haha :D Nie odniosę się do wszystkiego, co napisałaś, bo moja odpowiedź wyszłaby nieprzyzwoicie długa :P
UsuńCieszę się w każdym razie, że relacje Christiny i Gregory'ego budzą w Tobie takie emocje. Widzę, że nie tylko ja szaleję na punkcie Jude'a, hahaha :D Jak tylko pomyślę, co on wyprawiał w 'Alfiem' i jak on tam wyglądał, od razu mam dreszcze <3 Cieszę się też, że Ciebie cieszy powrót Josha do historii. Sama powiedziałaś, że u mnie nigdy nie wiadomo, kto z kim będzie na końcu, także mogę Ci już teraz obiecać, że namieszam i to nie raz :)
Więc jeszcze raz bardzo Ci dziękuję za te wszystkie cudowne komentarze i poświęcony czas! :)
Do następnego :*
<3
Aha, zapomniałam o najważniejszym, brawa dla mnie! Chciałam Ci mocno podziękować za to, co napisałaś na początku komentarza. Nawet nie wiesz, ile takie słowa dla mnie znaczą. Jeszcze nie jestem pewna, czy na pewno na nie zasługuję, ale już teraz bardzo Ci dziękuję!
Usuń<3