31 lipca 2014

12. ,,Chodzące szczęście''

Hej :)
Rozdział znowu nie w weekend, ale wiem, że od ostatniej publikacji minęły ponad 2 tygodnie, więc lepiej teraz, niż później. Lubię ten rozdział, choć powiem Wam w sekrecie, że kolejną część lubię jeszcze bardziej, no ale musicie na nią trochę poczekać. Rozdziały będą się pojawiać w soboty, co 2 tygodnie, czyli następnym razem widzimy się prawdopodobnie 16 sierpnia. Myślę, że tak będzie wszystkim wygodnie, a poza tym zostały mi już 2 ostatnie rozdziały do napisania i obliczyłam, że opublikuję je w idealnym okresie w roku. Wiem, że to wciąż brzmi tajemniczo, ale za dużo nie mogę teraz zdradzać, wybaczcie :)
Póki co życzę Wam miłej lektury dwunastki!
Dziękuję za wspaniałe komentarze pod poprzednim rozdziałem, za obecność i słowa, na które czasami aż trudno mi odpowiedzieć. Jesteście cudowne!
Do następnego! :*
***
Angus & Julia Stone - I'm Not Yours

I don't believe in you.
I don't believe in you and I *

Zielonooka nie pamiętała już, kiedy po raz ostatni udało jej się nie zasnąć podczas jazdy. Z jakichś powodów nie mogła się odprężyć i choć na krótką chwilę uciec w świat sennych, doskonałych wizji. Z uporem maniaka wpatrywała się w drzewa, pola i domy, które mijali. Nie robiła tego dlatego, iż tak bardzo pasjonowało ją podziwianie widoków, po prostu za nic w świecie nie chciała, aby jej i Jamesa spojrzenia przecięły się gdzieś po drodze. Odkąd dowiedziała się, że mężczyzna nadal utrzymuje kontakt z Rosalie, Jenny traktowała go inaczej, niż dotąd. Żadne miłe słowo nie przeszłoby jej teraz przez gardło, bo kiedy widziała twarz Jamesa, na usta cisnęły jej się same brzydkie wyrazy. Wielokrotnie próbowała zrozumieć swoje postępowanie, niestety bezskutecznie. Miała wrażenie, że cały czas błądziła we mgle, nie widząc choćby najbledszego światełka na końcu drogi. Choć nie byli z Jamesem parą, wystarczyło jej parę rozmów i miłych gestów, by odżyła w niej nadzieja na odzyskanie tego, co mieli. Dała się ponieść wyobraźni, zapominając o tym, jak bardzo przez niego cierpiała i jak wiele łez wydostało się spod jej powiek za jego sprawką. Gotowa była wymazać z pamięci każdą próbę, kiedy usiłowała znienawidzić go za to, co jej zrobił. Właśnie wtedy Rosalie przypomniała o swoim istnieniu, co Jenny odczuła jak uderzenie pięścią w twarz. Zazdrość. Bezsilność. Słabość. Każde z tych uczuć jest bolesne, więc co miała powiedzieć rudowłosa, kiedy musiała przeżyć je wszystkie w tym samym czasie? Przez kilka ostatnich dni Jenny zbywała Jamesa byle wymówką, odpowiadając na jego pytania półsłówkami. Wychodziła z domu jego babci, jak często się dało, by ograniczyć spotkania z byłym partnerem do minimum. Wiedziała, że w ten sposób uciekała od problemów, z którymi i tak będzie musiała się zmierzyć, nie potrafiła jednak zareagować inaczej. Marzyła o tym, aby ich pobyt u Molly jak najszybciej dobiegł końca. Kiedy Jenny znowu będzie w domu, nie będzie narażona na częste konfrontacje z Jamesem. Coś, czego do niedawna tak bardzo pragnęła, teraz stanowiło ziszczenie najczarniejszych myśli. Nie interesowało ją już, czy James jest z Rosalie w związku, czy nie. Pragnęła, aby w końcu stało jej się to wszystko całkowicie obojętne, niestety wyglądało na to, że minie jeszcze sporo czasu, nim będzie mogła powiedzieć to o sobie z ręką na sercu.
- Zbieraj się, młody - powiedział James, kiedy zatrzymał samochód pod domem Jenny. Spojrzał w lusterko i odnalazł w nim odbicie Olivera. Chłopiec podniósł wzrok i uśmiechnął się, a w jego zielonych oczach zatańczyły radosne ogniki. - Dobrze się bawiłeś?
- Bardzo! - odrzekł dziesięciolatek. - Kiedy znowu pojedziemy do babci?
- A kiedy byś chciał? - zapytał James.
- Hm... - Oliver podrapał się po głowie, robiąc zabawną minę. - Może za tydzień?
- Zależy, co na to powie mama - odpowiedział James.
Jenny wiedziała, że zarówno były partner, jak i syn, przyglądają się jej z zainteresowaniem. Obydwaj czekali na to, co powie. Rudowłosa była pewna, że James miał teraz na twarzy głupkowaty uśmiech, jakby nawet nie zauważał, że coś się zmieniło między nimi. Kobieta spojrzała na syna ukradkowo, celowo omijając kontakt wzrokowy z Jamesem.
- Oliver, idź do domu i nastaw wodę na herbatę - rzekła stanowczo.
- Ale mamo...
- Bez dyskusji - skwitowała z poważną miną, po czym wysiadła z samochodu, zamykając za sobą drzwi z przeraźliwym trzaskiem. Patrzyła, jak Oliver z nieco zawiedzioną miną odchodzi w stronę domu po uprzednim pożegnaniu z ojcem. Jenny podeszła do bagażnika, by zabrać wszystkie rzeczy swoje i syna.
- Pomogę ci... - zaproponował James, a jego dłonie powędrowały w stronę walizki dziewczyny.
- Nie ma takiej potrzeby - ucięła krótko i wyprzedziła go, wydobywając swój bagaż. Skłamała. Był on tak ciężki, że pomoc mężczyzny wcale by jej nie przeszkadzała, proszenie Jamesa o cokolwiek było jednak ostatnią rzeczą, na jaką miała ochotę.
- Jenny, mogłabyś mi łaskawie powiedzieć, o co ci chodzi? - zapytał brunet, patrząc bezczynnie, jak zielonooka walczy z torbą Olivera. Ważyła chyba tonę. - Przestań mnie ignorować.
- Bo co? - spytała agresywnie. - Nie udawaj, że naprawdę się tym przejmujesz.
- Twierdzisz, że kłamię? - zdenerwował się.
- To nie byłby pierwszy raz - rzekła.
James spojrzał na nią uważnie, jakby mógł czytać z niej, jak z otwartej książki. Była już pewna, że on zrozumiał, o co jej chodziło. Pomyślał o tym samym. Pomyślał o tym, jak bardzo ją zranił, kiedy z dnia na dzień zrezygnował z ich związku, aby być z Rosalie. Tamtego dnia Jenny zaczęła postrzegać każde ,,kocham cię'', jakie padło z jego ust, jako kłamstwo.
- Słyszałaś, jak rozmawiałem z nią wtedy przez telefon, tak? - zapytał, choć Jenny odniosła wrażenie, że brązowooki wcale nie oczekiwał odpowiedzi. - Sądziłem, że nie ma to dla ciebie żadnego znaczenia.
- I miałeś rację.
- I kto tu kłamie? - spytał.
Jenny pokręciła głową, wyprowadzona z równowagi. Czuła, jak płoną jej policzki i jak szybko bije jej serce. Nie wiedziała, czy powinna obrócić się na pięcie i odejść, czy zostać i ciągnąć tą rozmowę w nadziei, że jedno zdanie może zmienić wszystko.
James rozwiązał ten problem za nią. Zamknął bagażnik, kiedy wszystkie jej rzeczy spoczywały już u jej stóp. Spojrzał na nią po raz ostatni, a na jego twarzy gościło rozżalenie i smutek. On nie chciał sprawiać jej bólu. Widziała to w jego oczach, w końcu znała go tak dobrze. Wiedziała, że dała mu do zrozumienia, że pewna jej cząstka wciąż go kocha i było jej teraz bardzo wstyd z tego powodu. Patrzyła, jak James odjeżdża, zostawiając ją całkiem samą. W jej głowie tłukły się trudne i niewygodne myśli i Jenny była gotowa założyć się o to, że James również nie miał teraz najlżejszego życia. Kobieta postanowiła dać sobie czas. Odpocząć od trudnych pytań, na które nie znała odpowiedzi. Zapomnieć. Zrozumieć, że to, co łączyło ją i Jamesa, dziś było już tylko historią. Przestać wierzyć w niemożliwe.

I'm not yours anymore... *

***

Choć siedzieli obok siebie już ponad godzinę, Josh Hartley wciąż powracał myślami do momentu, w którym zobaczył ją tego dnia. Nie musiał zbytnio się natrudzić, by rozpoznać ją z daleka. Wyróżniała się z tłumu w wysokich, niebieskich kaloszach, z uśmiechem na twarzy, podczas gdy wszyscy inni byli zestresowani pracą i wiecznie zabiegani. Biło od niej ciepło i pozytywna energia, którą mogłaby spokojnie obdarować wielu ludzi. Miała radosną minę, a jej uśmiech rozciągnął się jeszcze szerzej, kiedy ich spojrzenia spotkały się po raz pierwszy. Vanessa przyspieszyła kroku, sprawiając, że topniejący śnieg rozchlapywał się we wszystkich kierunkach. Szła z wysoko uniesioną głową, jak dziecko, które nie boi się absolutnie niczego. Nie przeszkadzała jej brzydka pogoda, która w niczym nie przypominała już pięknej, malowniczej zimy. Rozpierała ją energia, mimo, iż jej oczy były lekko zapuchnięte ze zmęczenia spowodowanego pracą. Przywitała Josha serdecznie, po czym z radością zajęła wolne miejsce obok niego na tej samej ławce, którą okupowali kilka dni wcześniej. Znów rozmawiali o wszystkim i o niczym, nawet nie zauważając, jak uciekały im kolejne minuty. Żadne z nich nie spodziewało się, że spotkanie po ponad roku nie widzenia się, będzie dla nich tak łatwe i przyjemne. Nie poruszali trudnych tematów, które mogłyby ich poróżnić. Śmiali się, wygłupiali, cieszyli tym, co mieli - a mieli samych siebie i to było dla nich ważniejsze, niż cokolwiek innego.
- Właśnie tego potrzebowałam - powiedziała Vanessa rozmarzonym głosem. - Oderwania się od rzeczywistości. Zapomnienia o ciągłym pędzie donikąd. Zatrzymania się w miejscu i...
- Gapienia się na dziewczynkę dokarmiającą kaczki - dokończył za nią i choć Vanessa zamierzała powiedzieć coś innego, nie mogła nie zgodzić się ze słowami Josha.
- Jest taka beztroska - rzekła ciemnowłosa, przyglądając się około pięcioletniej blondynce, która od kilku minut wrzucała skrawki chleba do stawu. Nieopodal stał jej tata, fotografujący park i swoją piękną, ciężarną żonę. Widok ten przypomniał Vanessie o pewnej małej osóbce, którą polubiła od pierwszego wejrzenia. - Co słychać u Adriany?
Tym razem to Josh spojrzał na nieznajomą dziewczynkę. Dostrzegał wiele podobieństw między nią, a jego córeczką. Cieszył się, że Vannie nie zapomniała o niej, choć nie spędziły ze sobą zbyt wiele czasu.
- Nie może się doczekać rodzeństwa - powiedział niebieskooki, a Vanessa spojrzała na niego wielkimi, zaciekawionymi oczami.
- Paige jest w ciąży? - zapytała.
- Jeszcze nie, ale podejrzewam, że niedługo będzie - mruknął Josh. - Gdyby to mnie Adriana codziennie błagała o braciszka lub siostrzyczkę, kto wie, może sam zaszedłbym w ciążę?
- Głupol - prychnęła Vanessa, dając rozmówcy kuksańca w żebra. Właśnie wtedy zadzwonił jej telefon. - Przepraszam cię na chwilę - szepnęła w pośpiechu i oddaliła się nieco, by odebrać.
Josh był zdumiony tym, że nadal nie poruszyli tych najtrudniejszych tematów. Nie mówili o powodzie wyjazdu Vanessy z Mediolanu, choć Paige, o której wspomniała błękitnooka, przyczyniła się do tego chyba najbardziej ze wszystkich zamieszanych w to osób. Josh wiedział, że w końcu nadejdzie taki moment, kiedy powrót do przeszłości będzie nieunikniony, chciał więc nacieszyć się tym, co posiadał teraz, a był to komfort z rozmawiania z Vanessą, jak ze starą, dobrą znajomą.
Brunetka usiadła z powrotem na ławce, chowając komórkę do kieszeni kurtki.
- Mąż dzwonił? - zapytał Josh.
- Nie - odparła Vanessa szybko. - Zobacz, jaki piękny łabędź.
Chciała odwrócić uwagę Josha od tematu, który próbował podjąć. W pewnym sensie okłamała go, ponieważ dzwonił do niej Victor, zapisany w jej telefonie jako jej przyszły mąż. Josh chyba zrozumiał aluzję, ponieważ nie wracał do tego i końcówka spotkania upłynęła im w tak przyjemnej atmosferze, jak jego początek.

Jesteś najlepszą rzeczą, jaka kiedykolwiek była moja. **


Była delikatna, lekka jak piórko i tak piękna w tańcu, że aż nierzeczywista. Zaryzykował i podszedł bliżej. Poprosił, aby dała mu choć jeden taniec. Dostał szansę, choć był mężczyzną z zupełnie innego świata, niż ten, który tak dobrze znała. Przetańczyli razem całą noc, a w jego sercu zrodziło się pragnienie, by wirować z nią przez resztę swoich dni. Patrzeć na nią oczami pełnymi miłości. Patrzeć i czuć dumę, bo od tamtej pory Sophia była tylko jego.

Sophia rozczesywała włosy przed lustrem, choć była w tak podłym nastroju, że nawet zrobienie się na bóstwo nie poprawiłoby jej humoru. Wspominała ostatnią noc z grymasem na twarzy, ponieważ wyobrażała ją sobie zupełnie inaczej. To nie tak miało wyglądać. Założyła najpiękniejszą sukienkę, jaką miała, by Gregory w końcu zwrócił na nią uwagę, a w każdym razie tak jej się wówczas wydawało. Skoro tak bardzo zależało jej na zainteresowaniu męża, dlaczego tak słabo walczyła o jego względy? Dlaczego tańczyła z innymi mężczyznami, zamiast skupić się przede wszystkim na Gregu? Sophia miała potworne wyrzuty sumienia. Czuła się tak, jakby została przyłapana na czymś strasznym i przyparta do muru. Nie wiedziała, jak się bronić. Nie umiała wykonać jednego stanowczego ruchu. Nie potrafiła wskazać dnia, w którym przestała rozumieć samą siebie i swoje potrzeby. Nie rozumiała tego, co próbowało jej powiedzieć serce. Czego tak naprawdę chciała? Na czym jej zależało? Dlaczego nie płakała w poduszkę, choć Gregory każdego dnia stawał się coraz bardziej odległy? Sophia nie skłamała, kiedy powiedziała Christinie, że Gregory zmienił się i jest między nimi lepiej. Mężczyzna nie krzyczał na nią, nie ignorował jej i nie robił nieprzyjemnych uwag, ale czy właśnie tak powinna wyglądać miłość? I czy Sophia rzeczywiście kochała Gregory'ego tak, jak jeszcze kilka lat wcześniej? Czy nadal nie wyobrażała sobie życia bez niego? Czy wierzyła jeszcze w to, że choć raz uda jej się dostrzec w oczach męża prawdziwe uczucie?
Blondynka zeszła po schodach na dół i zatrzymała się przed drzwiami gabinetu Gregory'ego. Zapukała. Wiedziała, że nienawidzi, kiedy ktoś wchodzi do niego bez pytania. Usłyszała krótkie chrząknięcie, które potraktowała jako zaproszenie do środka. Weszła, a jej oczom ukazał się widok, którego się spodziewała. Gregory siedział przed komputerem, a jego sylwetka traciła wyrazistość przez kłęby dymu z papierosów, które wypalał jeden po drugim. Jego palce umiejętnie odnajdywały kolejne klawisze, a na monitorze pojawiały się nowe słowa i znaki. Tworzył. Był w swoim żywiole. Ostatniej nocy musiało stać się coś dużego, skoro Gregory był tak zainspirowany, że znowu nie zwracał uwagi na swoją żonę.
- Możemy porozmawiać? - zapytała cicho Sophia, obawiając się wybuchu męża. Przyzwyczaił ją do nerwowości, kiedy przeszkadzała mu w pisaniu. Gregory westchnął, ostatecznie obrócił się jednak, patrząc na nią z zainteresowaniem, które Sophia potraktowała jak łaskawość. Mogła się założyć, że mężczyzna marzył o tym, by ich rozmowa zakończyła się możliwie jak najszybciej. Chciał, aby już teraz wyszła i zostawiła go w spokoju, sam na sam z książką, nad którą pracował.
- O co chodzi? - spytał, a przez jego twarz przemknął uśmiech. Był szczery, co Sophia stwierdziła z goryczą. Nie rozumiała własnego męża. Raz był dla niej niemiły, by chwilę później okazać jej prawdziwą sympatię i uprzejmość. Wolałaby, aby po prostu ją kochał, albo nienawidził. Wszystko, co było pomiędzy, doprowadzało ją do szału.
- Jak się wczoraj bawiłeś? - zapytała dziewczyna, po czym dodała: - Zniknąłeś na jakieś dwie godziny.
- Musiałem zapalić - odparł Gregory i wzruszył ramionami. - Przecież wróciłem i bawiłem się z tobą przez resztę wieczoru.
- Nie bawiłeś się ze mną, tylko obok mnie - zauważyła. - Kiedyś byłeś inny.
- Ty również - powiedział, choć Sophia nadal odnosiła wrażenie, że Gregory nie przejmował się za bardzo jej niezadowoloną miną i słowami, które wypowiadała w oziębły sposób. - Przypominam ci, że przeżywamy kryzys. Nie oczekuj ode mnie, że z dnia na dzień znowu zacznę skakać wokół ciebie tak, jak kiedyś.
Zabolało ją to, ale dlaczego? Dlatego, że Gregory nigdy nie mówił o ich związku w taki sposób, czy z powodu jej zdrady, która prawdopodobnie była ich największym problemem? Nie chciała, aby poczucie winy dało teraz o sobie znać. Postanowiła odwrócić karty.
- Christina wyszła dokładnie wtedy, co ty - rzekła Sophia.
- Może też musiała zapalić? - zapytał Gregory, a jasnowłosa miała ochotę dać mu w twarz. - Chcesz mnie o coś oskarżyć?
- Nie - odparła Sophia po namyśle.
- W takim razie nie wiem, o czym chcesz ze mną rozmawiać - skwitował. - Jeśli to wszystko, to...
- Wiem, gdzie są drzwi - rzekła Sophia, po czym obróciła się na pięcie i opuściła gabinet męża.
Jej policzki były tak gorące, że wręcz paliły skórę. Nie rozumiała już niczego, co było dla niej ważne. Jeśli kochała Gregory'ego, dlaczego tak naprawdę wcale o niego nie walczyła? A jeśli go nie kochała, to dlaczego jego słowa sprawiły jej aż taki ból? Jeśli chciała odejść, dlaczego jeszcze tego nie zrobiła? Kobieta ubrała się i w pośpiechu wyszła w domu, zamykając za sobą drzwi. Nie wiedziała, dokąd iść. Zgodziłaby się na pobyt w każdym, nawet najbardziej obskurnym miejscu, jeśli ktoś zagwarantowałby, że nie będzie tam czuła się tak podle i parszywie.

***

Christina podciągnęła bluzkę i po raz setny przyjrzała się swojemu tatuażowi. Nadal nie mogła uwierzyć w to, że zdecydowała się na coś takiego, ostatecznie jednak była z siebie zadowolona. Ten jeden raz nie szła po równym chodniku, jak grzeczne dziewczynki. Wybrała trawnik, miejsce ogólnie zakazane, które wówczas wydawało jej się po prostu doskonałe, stworzone w sam raz dla niej. Nie czuła, że robi coś wbrew samej sobie. Zaszalała i właśnie o to jej chodziło, a teraz nie pozostało jej nic innego, jak wspominać dzień swych trzydziestych piątych urodzin z uśmiechem na ustach. Zresztą, tatuaż nie był jedyną rzeczą, która notorycznie poprawiała jej samopoczucie...
- Gdybyś tylko słyszała te jego żarty! Och, Vannie, gdyby nie Gregory, umarłabym tam z nudów! - mówiła z przejęciem. Vanessa siedziała na jej łóżku z nieco zamyśloną miną. - Ziemia do pani Yorke!
Zero reakcji. Christina postanowiła wytoczyć ciężkie działa.
- Pani Joyce? - zawołała, co spotkało się z natychmiastową reakcją młodej lekarki, która rzuciła w rozmówczynie poduszką. - No co? Nie rozmawialiście jeszcze z Victorem o ślubie?
- Po dwóch miesiącach znajomości?
- Nie, Vannie - odparła Tina. - Po dwóch miesiącach bardzo intensywnej znajomości - dodała i uśmiechnęła się chytrze. - Musiałam jakoś odzyskać twoje zainteresowanie. Opowiadam ci o jednej z najfajniejszych nocy, jakie kiedykolwiek...
- Victor do mnie dzwonił - przerwała jej Vanessa, Christina nie miała jej tego jednak za złe. Szybko pożałowała, że mówiła o czasie spędzonym w towarzystwie pisarza z takim zachwytem. Musiała brzmieć jak nastolatka, która właśnie się zakochała i właśnie dlatego ucieszyła ją chwilowa nieobecność Vannie. Gdyby Yorke podchwyciła temat, nalegałaby na jak najszybsze poznanie Gregory'ego i zmuszenie go, by jeszcze tego samego dnia wcisnął na palec Christiny pierścionek zaręczynowy.
- I co u niego słychać? - zapytała Tina, przerażona tym, na jakich obrotach pracowała jej wyobraźnia.
- Nie dowiedziałam się za dużo - odparła Vanessa. - Wiem tylko, że przyjeżdża jutro do Londynu.
- Nareszcie! - Christina klasnęła w dłonie. - Tym razem naciesz się jego obecnością, żeby później nie truć mi, jak bardzo za nim tęsknisz.
- To nie wszystko - dodała Vannie. - Idziemy jutro do jego siostry. Victor zamierza przedstawić mnie jednej z najważniejszych osób w swoim życiu, rozumiesz?
- Nie cieszysz się?
- Cieszę i to jak wariatka, naprawdę! Ja po prostu... - westchnęła. - Czasami mam wrażenie, że to wszystko dzieje się za szybko. Kręcimy się na karuzeli, która zaczyna pędzić coraz bardziej i boję się, że w którymś momencie wypadnę i zostanę sama. Wiem, że to brzmi dziwnie, ale pamiętam, jak to było ostatnim razem. Mężczyzna, z którym byłam, przedstawił mi swoją córkę. Było wspaniale i kiedy zapowiadało się na to, że będzie coraz lepiej...
- Wypadłaś z karuzeli - dokończyła Christina. - Powiedz Victorowi to, co mi. Niech wie, co czujesz. Jako psycholog mogę ci powiedzieć, że twoje zachowanie świadczy o tym, jak bardzo zależy ci na tym mężczyźnie.
- Na Victorze? - zapytała Vannie, nieco nieprzytomna.
- No przecież nie na Joshu - odparła Tina z rozbawieniem, podczas gdy mina brunetki nieco zrzedła. Nie chciała jednak mówić przyjaciółce o tym, że spotyka się ze swoim byłym, jak gdyby nigdy nic. - Jako przyjaciółka powiem ci natomiast, że trzymam kciuki, aby wyszło ci z Victorem, mimo zakrętów, których pewnie nie uda wam się uniknąć.
- Skończmy ten temat, bo zaraz się poryczę! - powiedziała Vanessa, a Tina zauważyła, że oczy lekarki faktycznie zrobiły się nieco wilgotne. - Wróćmy lepiej do ciebie. Mówiłaś, że wyszłaś z imprezy w towarzystwie Gregory'ego i spędziliście sporo czasu razem.
- Zgadza się - przytaknęła. - Musisz wybrać się tam kiedyś z Victorem. Gwarantuję ci, że ciężko znaleźć drugie tak malownicze i romantyczne miejsce.
- Romantyczne? - Vanessa poruszyła brwiami w zabawny sposób. - A powiedz mi, czy ten cały Gregory i ty...
- Informuję cię, że właśnie ściągam cię na ziemię po raz drugi - rzekła Christina z powagą. - Gregory jest moim pacjentem i mężem Sophii Haggerty. Nie wiążę się z zajętymi mężczyznami, zwłaszcza tymi, którym mam pomóc w naprawieniu małżeństwa.
- Od każdej reguły są wyjątki - powiedziała Vanessa. - Nie chcę nic mówić, ale zarumieniłaś się na samą wzmiankę o tym facecie.
Tina spojrzała dyskretnie w lustro. Przyjaciółka miała rację - policzki Christiny miały teraz nieco ciemniejszą barwę.
- Idę po wino i postaram się po drodze zapomnieć o tym, co przed chwilą powiedziałaś - rzekła Tina i wyszła z pokoju.
Vanessa zmieniła pozycję na leżącą, po czym zachichotała słodko. Reakcja przyjaciółki tylko utwierdziła ją w tym, co chodziło jej po głowie od dłuższego czasu - że mężczyzna, którego Christina wielokrotnie opisywała przy użyciu najbardziej obraźliwych przymiotników, tak naprawdę może śnić jej się po nocach w przyjemny, a nie koszmarny sposób.
- Miłość... - westchnęła.
- Mówiłaś coś? - zapytała Christina, która wróciła do pokoju z butelką wina i dwoma kieliszkami.
Vannie pokręciła przecząco głową. Postanowiła nie poruszać już tego tematu, ponieważ i tak swoje wiedziała i nie potrzebowała niczego więcej. Czuła podekscytowanie na myśl o tym, że Christina mogła przypadkowo trafić na mężczyznę, który pokaże jej, czym jest miłość. Zamierzała czekać cierpliwie na dalszy rozwój wydarzeń i teraz to ona trzymała kciuki za nią - aby Tina nareszcie była szczęśliwa z całych sił, dokładnie tak, jak na to zasługiwała.

***

James przewracał się z boku na bok. Nie mógł zasnąć, nękany wizją Jenny za każdym razem, kiedy zamykał oczy. Nie potrafił przegonić myśli, które toczyły prawdziwą batalię w jego głowie. Nie od dziś wiedział, że skrzywdził tak bliską swemu sercu osobę, teraz jednak dotarło do niego, że Jenny wciąż przeżywała ich rozstanie, jego kłamstwa i pustkę, jaką pozostawił po sobie w jej sercu. Ona wciąż o nim myślała i gotowa była wybaczyć mu wszystko, gdyby chciał do niej wrócić. Była wspaniałą kobietą. Czy wiedział to wtedy, kiedy zostawił ją po raz pierwszy? James skrzywił się, a jego ciało przeszyły dreszcze. Pamiętał jej rozczochrane, kręcone włosy. Jej piegi, latem o wiele wyraźniejsze, niż zimą. Jej skórę muśniętą promieniami słońca. Jej smutne, migdałowe oczy i twarz, która zdawała się krzyczeć: ,,Zostań'', podczas gdy usta mówiły coś zupełnie innego.

Rodzice Jenny wpuścili nastolatka do domu tak, jakby był pełnoprawnym członkiem rodziny. Uśmiechali się do niego za każdym razem, kiedy do nich przychodził, a kiedy na niego patrzyli, James odnajdował w ich oczach ciepło i zaufanie. Był nie tylko najlepszym przyjacielem ich syna Victora, ale również ukochanym ich córki, pierwszym, któremu Jenny ofiarowała swoje serce. Byli ze sobą już dość długo i dotąd nie napotkali po drodze żadnych poważnych trudności. James uwierzyłby w to, że byli stuprocentowo szczęśliwi i wciąż zakochani w sobie tak, jak pierwszego dnia, gdyby nie wiedział, że to wcale nie była prawda. Przecież próbował zabić to, co rodziło się w jego sercu za każdym razem, kiedy w pobliżu pojawiała się Rosalie. Ściskał dłoń Jenny mocniej, chcąc przekonać samego siebie, że to jest najwłaściwsza osoba, na jaką mógł trafić. Nadal uwielbiał spędzać z nią czas i doceniał to, jak kochana dla niego była, nie potrafił jednak oszukiwać samego siebie. Idealną parą byli już tylko na zdjęciach, które wisiały na ścianie w pokoju rudowłosej. Jej miłość nie zmieniła się, nie zmalała, czego James nie mógł powiedzieć o sobie. Żałował, ale wiedział, że nie mógł nic zrobić, aby uniknąć tego, co miało wydarzyć się za chwilę.
- Mogę na chwilę? - zapytał James, zaglądając niepewnie do pokoju swej dziewczyny. Był wieczór, a Jenny z pewnością nie spodziewała się już żadnych odwiedzin.
- James? - odezwał się jej głos, który sprawił, że serce chłopaka drgnęło. - Nie musisz pytać - dodała, a brunet zobaczył, jak zielonooka wstaje z łóżka, by się z nim przywitać.
Wyglądała ślicznie, co wcale nie ułatwiało sprawy. Kiedy znaleźli się wystarczająco blisko siebie, Jenny stanęła na palcach, by pocałować go w policzek, ten jednak nie pozwolił jej na to. Rudowłosa odsunęła twarz, na której nadal gościł uśmiech, teraz jednak jej mina wyrażała również oszołomienie i niepewność.
- Stało się coś? - spytała. James żałował z całego serca, że nie mógł zaprzeczyć, przytulić jej i szepnąć do ucha, jak bardzo ją kochał. Zamiast tego jego twarz przybrała kamienny wyraz zwiastujący, że za moment wydarzy się coś złego.
- To koniec - powiedział, a przyszło mu to z trudem, którego się nie spodziewał. Jenny zaśmiała się przekornie. Zawsze reagowała tak w sytuacjach, które wprawiały ją w osłupienie. - Musimy się rozstać.
- Tak nagle? - zapytała, a jej głos był zaskakująco spokojny, choć James spodziewał się raczej jej płaczu i paniki. - Zrobiłam coś nie tak?
- Nie, Joyce - odrzekł szybko. - To nie jest twoja wina. Ja po prostu...
- To przez tą dziewczynę ze szkoły, tak? - spytała Jenny, trafiając w sedno. - Rosalie?
James nie odpowiedział, mimowolnie kiwnął jednak głową. To tak, jakby jakaś jego cząstka z całych sił pragnęła to wszystko odwrócić. Naprawdę nie chciał ranić dziewczyny, z którą przeżył tyle niesamowitych chwil. Postanowił, że skoro nie może już dać jej miłości, to przynajmniej nie będzie jej oszukiwał. Da jej prawdę.
- Przykro mi - szepnął James, po czym wycofał się i opuścił dom dziewczyny, dziękując Bogu, że jej rodzice byli zbyt zajęci oglądaniem telewizji, by zwrócić na niego uwagę. Nie chciał widzieć ich rozczarowanych min, kiedy dowiedzą się, co się stało. Traktował ich jak własnych rodziców i wiedział, że taki widok byłby cholernie bolesny dla każdej cząstki jego duszy. Nie chciał też widzieć łez Jenny, a był pewien, że płakała, bo kiedy zamykał za sobą drzwi, do jego uszu dotarł jej cichy, rozpaczliwy szloch.

Nie kłamał. Naprawdę było mu wtedy przykro, bo Jenny była jego najlepszą, jeśli nie jedyną przyjaciółką. Sprawił jej ból, choć był osobą, która miała ją przed tym uczuciem chronić, osłaniać nawet własnym ciałem, aby tylko nie stała jej się krzywda. Złamał jej serce w momencie, kiedy to biło przede wszystkim dla niego, dając mu miłość, troskę, zainteresowanie. Wszystko to, co do niedawna wydawało mu się jego największym skarbem, nagle przestało być dla niego takie ważne. Zaczął pożądać czegoś innego. Zrezygnował z zielonych oczu dla brązowych, z rudych włosów dla jasnych, z Jenny dla Rosalie. Czy James już wtedy wiedział, że związek z Rosalie zakończy się bardzo szybko w niewyjaśnionych okolicznościach i z powodów, których nie znał? Czy już wtedy wiedział, że i tak wróci do Jenny i czy mógł uniknąć ich kolejnego rozstania po latach, kiedy oboje byli już rodzicami Olivera? James miał potworny mętlik w głowie i coraz bardziej wątpił w to, że uda mu się zasnąć tej nocy. Podjął decyzję, bo chciał być dorosły i samodzielny. Zrobił to, co chciał, a nie to, co uważał za słuszne. Co by było, gdyby zachował się inaczej? Czy mógłby być teraz szczęśliwy z Jenny, gdyby przez cały czas nie gonił Rosalie jak królika, bo wydawało mu się, że tylko ona może zagwarantować mu prawdziwe szczęście?
Przemyślenia Jamesa przerwało pukanie do drzwi. Poczuł się tak, jak Jenny tamtego dnia, ponieważ on również nie spodziewał się gości. Było późno. Mężczyzna zapalił światło na korytarzu, po czym podszedł do drzwi. Zachodził w głowę, komu mogło aż tak bardzo zależeć na zobaczeniu się z nim.
- Kto tam? - zapytał. Żałował, że nie miał wizjera w drzwiach. Po chwili usłyszał odpowiedź z ust osoby, której nawet o to nie podejrzewał.
- Sophia.
Na początku James miał ochotę wrócić do łóżka bez słowa, czyli zachować się jak skończona świnia, potem jednak usłyszał głos swojego sumienia. Postanowił dać Sophii szansę i poświęcić jej kilka minut, choć kierował się jedynie dobrym wychowaniem, gdyż wcale nie miał ochoty na rozmowę, a już na pewno nie z nią. Otworzył drzwi i zobaczył ją w innym wydaniu, niż się spodziewał. Makijaż płynął po twarzy jasnowłosej, jej oczy były zaczerwienione, a nos zakatarzony. W niczym nie przypominała pięknej i eleganckiej baletnicy, jaką była zazwyczaj.
- Mogę wejść do środka? - zapytała, pociągając zdrowo nosem.
- Nie wiem, czy to najlepszy pomysł - mruknął James. Przypomniał sobie o tym, przez jakie piekło przechodziła ostatnio Rosalie właśnie z powodu Sophii. - Może jednak wrócisz do domu?
- To samo powiedziałeś ostatnio - rzekła i roześmiała się dramatycznie. - Zawsze możesz wrócić do domu, w którym czeka na ciebie twój kochający mąż - wyrecytowała, do złudzenia przypominając autora tych słów. - Tak się składa, że to wszystko gówno prawda. Nie mogę na niego patrzeć i nie chcę, aby to on patrzył na mnie. Reasumując, spieprzyłam swoje życie i to po całości.
- Współczuję - powiedział James.
- Ty też nie wyglądasz mi na chodzące szczęście - stwierdziła i tu akurat brunet musiał się z nią zgodzić. - Coś mi się zdaje, że trafił swój na swego. Mogę wejść do środka? - powtórzyła.
James nie umiał odmówić Sophii pomocy w momencie, kiedy ewidentnie jej potrzebowała. Nie wiedział, czy uda mu się zdziałać cokolwiek, nie był zresztą pewien, czy faktycznie tego chciał, postanowił jednak nie zamykać jej drzwi przed nosem i nie skazywać na tułanie się po mieście albo konfrontację z mężem, z którym raczej nie chciała się widzieć. Wiedział już, że nie spędzi tego wieczoru samotnie, jakkolwiek można to rozumieć. Tylko on, Sophia, butelka wina i wszystkie ich zmartwienia, które lada chwila wyjdą na jaw.
- Rozgość się.

***
Angus & Julia Stone - I'm Not Yours *
Taylor Swift - Mine **

9 komentarzy:

  1. Pierwsza! A co tam! :D Biorę się za czytanie! :) Wyczekuj komentarza z opinią. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przez te moje ostatnie zaległości, postanowiłam, że będę przychodzić na Twojego bloga od razu. Jak na razie jest to możliwe, bo są wakacje i nie mam nic do roboty, ale zobaczymy, jak to będzie później. Będę jednak starać się przychodzić, jak najszybciej. :) Tak więc teraz jestem i to pierwsza! :D
      I znów cholernie żal mi Jenny. Już sama nie wiem, co o tym myśleć. Niby James chce być z Rosalie, ale gdy jest z matką swojego syna wydaje mi się, że chciałby wrócić do tego co było. Jednak, gdy zdał sobie sprawę, że ona cały czas go kocha, postąpił inaczej niż myślałam. Takie zachowanie raczej nie świadczy o tym, że chce się do kogoś wrócić. Odjechał, uciekł. A ona znów została sama ze swoimi myślami. Gdyby znów chciał z nią być, powiedziałby coś. Chyba też tracę nadzieję. W sumie to cieszę się, że Jenny postanowiła o nim zapomnieć. Będzie jej łatwiej bez zadręczania się tymi pytaniami bez odpowiedzi. Chyba powinna zapomnieć o Jamesie, bo ten nie umie się określić. Łatwiej jej będzie bez niego. Powinna wreszcie otworzyć się na nowy związek i spróbować szczęścia z kimś innym.
      Cieszę się, że pomimo ich przeszłości, Vanessa i Josh potrafią dalej ze sobą rozmawiać i to jak starzy przyjaciele. Czekam na ten moment, gdy zaczną wspominać i rozmawiać na temat ich związku, przyszłości, ale rozumiem, że to mogłoby zniszczyć ich obecne relacje, więc lepiej się nie spieszyć. Josh chciał delikatnie nawiązać do obecnego życia dziewczyny, ale ona chyba nie jest na to jeszcze gotowa. Cóż, poczekamy. W końcu i tak przyjdzie na to czas.
      Widać, że Sophia nie wie czego chce. Na moje jej miłość do Gregory'ego wygasa, ale ona jakby na siłę chciała z nim być, jakby bała się samotności, że już nikogo innego nie znajdzie. Cóż, z nią ciężko jest wytrzymać i może ona ma o tym pojęcie? Ciesze się, że mężczyzna ma taką wenę. To bardzo cieszy pisarza. Nie dziwię się, że Sophia go denerwuje, gdy przeszkadza mu w pisaniu, bo ja mam dokładnie tak samo. :D
      Początkowo wkurzyła mnie Vanessa, że przeszkodziła Christinie. Ta jej opowiada, zwierza się, a ona jest myślami w ogóle gdzieś indziej i zaczyna gadać o sobie. Naprawdę mnie to zirytowało. Poczułam, że myśli tylko o sobie, ale była to chwilowa reakcja. Dobrze, że potem nawiązała do tematu Christiny, bo gdyby tego nie uczyniła, byłabym na nią okropnie zła. Vanessa wie swoje, bo ja też widzę w tym miłość. Osoby z boku dostrzegają więcej. ;) Robi się ciekawie i gorąco, haha. :D
      Biedna Jenny! Już kiedyś przeżyła rozstanie z Jamesem. Musiała doświadczyć tego dwa razy. To pewnie było dla niej okropne. Jestem ciekawa co przyczyniło się na to, że James postanowił do niej wrócić, a ona się na to zgodziła? W jej przypadku to pewnie miłość. Niby Jamesowi jest przykro, że tak ją zranił i cały czas sprawia jej ból, ale nic z tym nie robi. Nie każe mu do niej wrócić, ale powinien z nią szczerze porozmawiać, czy coś. Lubię go, naprawdę go lubię, ale jest on taki nieogarnięty. Tak samo teraz ta sytuacja z Sophią. Niby to ona jest przyczyną nieszczęścia jego ukochanej, a i tak zaprasza ją do mieszkania i ma zamiar się jej wyżalać. Dziwne i trochę sprzeczne zachowanie. Mam tylko nadzieję, że do niczego między nimi nie dojdzie, i że będzie to już ostatnie spotkanie. Błagam Cię, James, ogarnij się.
      Rozdział, jak zwykle cudowny. Bardzo miło mi się go czytało. :)
      Nie mogę doczekać się następnego rozdziału. Skoro on podoba Ci się bardziej niż ten, to pewnie w moim przypadku będzie tak samo. ^^
      Pozdrawiam! <3

      Usuń
    2. Dobre tempo ^^ Bardzo mnie to cieszy.
      'Nieogarnięty' to świetne określenie dla Jamesa, naprawdę :) Miło mi, że rozdział przypadł Ci do gustu. Trzynastka być może spodoba Ci się jeszcze bardziej, ale to się okaże później.
      Dziękuję bardzo <3

      Usuń
  2. Hej Kochana:* przyznaję, że Twoje słowo wstępu mnie zaciekawiło i jednocześnie zmartwiło. Byłaś naprawdę bardzo tajemnicza i aż strach się bać, co takiego trzymasz przed nami w sekrecie. Przez myśl przeszło mi nawet to, że po zakończeniu tego opowiadania rzucasz pisanie, że to będzie Twoja ostatnia historia. Ale mam ogromną nadzieję, że jednak nie o to chodzi, prawda? Dla mnie byłaby to już ostateczność, ale cały czas liczę na to, że jednak rozwiejesz moje podejrzenia i okaże się, że chodzi o coś zupełnie innego :) no i nie ukrywam, że narobiłaś mi ciekawości odnośnie tego rozdziału jak i wszystkich następnych, dlatego nie przedłużam i zabieram się za czytanie :)
    Mężczyźni. Niby mówi się, że kobiet nie da się zrozumieć, ale w tym przypadku stwierdzam, że momentami mam problem ze zrozumieniem postępowania Jamesa. Wiem, że nie mogę zwalać całej winy tylko i wyłącznie na niego, bo chyba nieświadomie ponownie zranił Jenny i tutaj akurat jestem w stanie uwierzyć w to, że tego nie chciał. Nie mógł przewidzieć, że kobieta usłyszy jego rozmowę z Rosalie. Ale zachowanie Jenny momentami też mnie zadziwia. Logiczne jest to, że gdyby faktycznie nie interesowała ją relacja pomiędzy Jamesem a Rosalie, to nie zachowałaby się w taki sposób. Zwyczajnie olałaby sprawę i tyle. Ona chyba cały czas chce dać Jamesowi do zrozumienia jak bardzo jej na nim zależy, jak bardzo chciałaby, żeby znowu byli rodziną. Strasznie zawiła ta ich relacja. W ogóle nie wiadomo jak ją skomentować, żeby miało to ręce i nogi... sama też tak do końca nie wiem jak ona powinna wyglądać, ale może rzeczywiście lepiej będzie dla Jenny jak zapomni o Jamesie i ułoży sobie życie na nowo? Myślę, że poradziłabym jej właśnie takie wyjście z sytuacji.
    Chyba żadna z czytelniczek nie sądziła, że spotkanie Vanessy z Joshem po ponad roku niewidzenia będzie właśnie tak wyglądało. Uważam, że jest między nimi wiele niedomówień, które później mogą być przyczyną kłótni, moim zdaniem zupełnie niepotrzebnych, bo zarówno Vanessa jak i Josh są dorosłymi ludźmi i powinni rozmówić się ze sobą jak dwoje dojrzałych ludzi. Ciesze się, że póki co nie ma między nimi wzajemnych pretensji i rozdrapywania ran, kto z nich cierpiał bardziej, a kto mniej. Traktują siebie jak starych, dobrych znajomych i tego się trzymajmy :) rozmowa o przeszłości z pewnością ich nie ominie i mimo wszystko jestem bardzo ciekawa jak to się dalej rozwinie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Z każdym kolejnym rozdziałem stwierdzam, że Sophia sama nie wie czego chce. Naprawdę zaimponowała mi tym, że jako pierwsza wyciągnęła rękę i postanowiła ratować swoje małżeństwo. Podejrzewam, że na początku nie bardzo interesował ją efekt końcowy tych starań, chciała po prostu mieć poczucie, że ze swojej strony zrobiła wszystko co mogła by poprawić swoje relacje z mężem. Ten rozdział z kolei pokazał, że czasami Sophia ma jednak jakieś ludzkie odruchy. Jednak zainteresowała się mężem, chciała porozmawiać, dowiedzieć się jaki był powód jego wyjścia z przyjęcia i widać było też to, że naprawdę starała się dobierać słowa, by nie wszczynać kolejnej kłótni. Sama nie wiem co takiego ta kobieta robi źle, że mąż tak ją ignoruje. I wcale się nie dziwie, że ją to boli, bo nie ma nic gorszego, niż obojętność w oczach drugiej osoby. Nie wiem już, czy Sophia naprawdę kocha Grega, czy to już po prostu przyzwyczajenie do bycia razem? Sam Gregory też jest dziwny. Nie potrafię rozszyfrować tego faceta. Przy Christinie jest szarmancki, rozmowny, a przy własnej żonie zimny i obojętny. To tak, jakby miał dwa oblicza kompletnie od siebie różne. Ja już nie wiem co to będzie z tym małżeństwem... czy jest jeszcze co ratować? Po tym rozdziale mam wrażenie, że oboje tylko się męczą w tym związku, a w małżeństwie chyba nie o to jednak chodzi.
    Czuję, że wieczór, który Christina spędziła w towarzystwie Gregory'ego coś zmieni zarówno w jej, jak i jego życiu. Nigdy tego nie pisałam, ale od początku miałam wrażenie, że między tą dwójką jest jakaś chemia, że może rzeczywiście w niedalekiej przyszłości coś z tego będzie? Pożyjemy, zobaczymy. Czy obawy Vanessy są słuszne? Nie wiem, ale jej obawy w ogóle mnie nie dziwią, bo wiemy dobrze, że kobieta jest po nieudanym związku, tym bardziej teraz, kiedy Josh wrócił i myślę, że za jakiś czas Vanessa może mieć kłopot z wyborem mężczyzny z którym chce być. No ale zobaczymy jak to dalej będzie :)
    Powoli zaczynam rozumieć, dlaczego James nie utrzymuje już kontaktów z Victorem. Zapewne Joyce nie może wybaczyć mu tego jak bardzo skrzywdził jego siostrę, nawet gdyby zapierał się rękami i nogami. Nie dziwie się, bo jednak zranił bliską Victorowi osobę, a takich rzeczy nie zapomina się ot tak. Chociaż nie wiem czy to był jedyny powód tego, że już nie są przyjaciółmi. Jak dotąd nie wspomniałaś o tym w opowiadaniu, dlatego takie są moje przemyślenia. Można powiedzieć, że James w jednej chwili stracił ukochaną i najlepszego przyjaciela, no nie zazdroszczę mu. Pamiętam jeszcze początki tej historii, kiedy opisywałaś (przynajmniej częściowo) to co łączyło Jamesa i Rosalie i trzeba przyznać, że to uczucie było naprawdę piękne, ale teraz nasuwa się pytanie, czy warto było poświęcać to, co łączyło go z Jenny dla tej krótkiej relacji z Rosalie? Nie wiem, ale chyba zaczynają dopadać Jamesa wyrzuty sumienia. Ciekawa jestem co wyniknie z tych wyrzutów, czy James wreszcie zrobi coś ze swoim życiem... i przede wszystkim mam nadzieję, że to spotkanie z Sophią będzie tylko przyjacielską pogawędką :)
    Pozdrawiam i czekam na kolejne nowości :)
    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uspokoję Cię trochę (mam nadzieję :P). Nie planuję szybkiego pożegnania. Przed nami jeszcze naprawdę długie miesiące tej historii (nie powiem ile dokładnie, niech to na razie pozostanie tajemnicą :D), a o tym, co dalej po Forever, będę jeszcze myśleć. A chodziło mi bardziej o to, że akcja w dwóch ostatnich rozdziałach ma miejsce w pewnym konkretnym miesiącu i zostaną one opublikowane w tym samym miesiącu w realu, dzięki czemu będzie lepszy, specyficzny klimat. Skomplikowane to trochę, ale na razie i tak nie ma sensu za dużo o tym myśleć :)
      Mówiłam już kiedyś, że mam na Josha specjalny plan ^^ Związek Jamesa i Rosalie to chyba najbardziej złożony wątek całego opowiadania. Za kilka rozdziałów poznasz ich dawne relacje nieco lepiej, obiecuję :)
      Przyjacielska pogawędka, hmm... :D
      Dziękuję ślicznie za opinię! :)
      Pozdrawiam :*

      Usuń
  4. Hej Słońce! Dzisiaj wyjątkowo na czas. Korzystam z tego, że mam wolną chwilę.. No i prawdę mówiąc nie mogłam się doczekać nowego odcinka. Opowiadanie wciągnęło mnie na dobre i chociaż dwa tygodnie oczekiwania wydają się dłużyć bez końca, to rozumiem i akceptuję Twoją decyzję! :*
    Uwielbiam ten duet, dlatego sprawiłaś mi ogromną radość publikując tutaj ich utwór.
    Właśnie zdałam sobie sprawę, że jednym z uwielbianych przeze mnie wątków jest ten z Jenny i Jamesem. Czytając ten fragment miałam dreszcze na całym ciele. Opisałaś to wszystko tak dokładnie, że czułam się tak jakbym tam była z nimi. Rozumiem Jenny. Rosalie zawsze będzie kobietą, która zniszczyła jedno z jej największych marzeń. Jest odpowiedzialna za rozpad jej rodziny - nawet jeśli zrobiła to nieświadomie. Nie dziwię się więc reakcji dziewczyny. Gdybym była na jej miejscu, czułabym się podobnie. Faktem jest, że James niczego jej nie obiecywał i nie powinna mieć do niego pretensji. Jednak ona go nadal kocha i wątpię, aby kiedykolwiek się to zmieniło. Wczoraj rozmawiałam nawet na ten temat z moją przyjaciółką, która powiedziała mi, że nigdy żadnego mężczyzny nie pokochasz tak jak tego, który był Twoją pierwszą, prawdziwą miłością. I wierzę jej na słowo. A tutaj jest jeszcze Oliver, który zawsze będzie ich ze sobą łączyć. James nigdy nie odejdzie z życia Jenny. Nawet jeśli ta będzie chciała zatrzasnąć za nim drzwi, to one będą się otwierać za każdym razem, gdy ojciec przyjedzie do syna. Współczuję jej, bo bardzo ją polubiłam. Wierzę, że pewnego dnia odnajdzie szczęście.
    Cały czas zastanawiam się dokąd to zmierza.. Chodzi mi o Vanessę i Josha. Cieszę się, że mimo wielu przykrości i tego czasu, który spędzili osobno, nadal potrafią ze sobą normalnie porozmawiać. I ich relacja wydaje się być bardzo przyjacielska, ale przecież jest tak wiele rzeczy, które muszą sobie wyjaśnić. Poza tym uważam, że Vanessa powinna powiedzieć Joshowi o Victorze. Nim żołnierz zrobi sobie niepotrzebną nadzieję, że między nimi może być jak dawniej.
    Zakochałam się w fragmencie pisanym kursywą. Przeczytałam go z trzy razy i za każdym razem tak samo mnie zachwycił. Poezja w najczystszej postaci. I jeszcze ta piosenka.. Kocham utwory grane na pianinie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jestem oczarowana. Nie to zdecydowanie za mało powiedziane... Ja jestem po prostu oniemiała. Uwiodłaś mnie słowem. Sprawiłaś, że tekst mnie pochłonął. W tak piękny i szczery sposób opisałaś wątpliwości Sophie. Sama nie wiem, co mam myśleć o niej. Nie mam pojęcia czy ona jeszcze kocha Gregory'ego, a może jest nim tylko z przyzwyczajenia i z obawy przed życiem 'bez niego'? Ciężko mi odpowiedzieć na to pytanie. Jestem jednak pewna, że następne odcinki sprawią, że będę bliższa poznania odpowiedzi na to pytanie.
    Mam motylki w brzuchu. Jestem po uszy zadurzona w takiej szczęśliwej i zakochanej Tinie. Jest najsłodszą 'nastolatką' jaką znam! :) Tak bardzo chcę, aby w jej życiu wreszcie wszystko zaczęło się układać, aby już zawsze była taka radosna i na dodatek miała u swego boku mężczyznę, który będzie wywoływać uśmiech na jej twarzy. Jeśli ma to być Gregory nie ma nic przeciwko. Oby tylko Christina była taka jak w ostatnim odcinku i tym obecnym.
    Rozumiem doskonale wątpliwości Vanessy. Boi się i to nic złego. Już raz zaangażowała się w związek z którego wyszła ze złamanym sercem. Więc to zrozumiałe, że teraz chce być ostrożniejsza. Christina ma rację - Vanessa musi porozmawiać z Victorem (mój słodziak :) ) i opowiedzieć mu o swoich obawach. Nie może jednak pozwolić na jedno, aby strach ją sparaliżował, bo wtedy może stracić coś naprawdę cennego.
    Cudowna jest ta piosenka! :)
    Mam łzy w oczach. Cały fragment był tak emocjonalny, że nie mogłam się powstrzymać i musiałam uronić łzę. Życie jest tak chole*rnie skomplikowane. Kiedy wydaje się nam, że mamy wszystko i jesteśmy szczęśliwi, to na naszej drodze pojawia się przeszkoda o którą tak łatwo idzie się potknąć. Nie wiem czy James nadal kocha Jenny, ale sądzę, że to przy niej odnalazłby to, co w życiu najważniejsze. Rosalie prawdopodobnie jest dobrą dziewczyną, ale ona jest tak bardzo skomplikowana i trochę egoistyczna. Ona nigdy nie da Jamesowi tego, co mógł mieć przy Jenny. Nie wiem czy jeszcze kiedykolwiek dostanie szansę, aby się o tym przekonać (gdyby chciał wrócić do Jenny). Jednak teraz trochę lepiej Go rozumiem. Pogubił się. Nagle w jego życiu pojawił się ktoś, kto wprowadził ze sobą coś nowego, świeżego.. Obietnicę czegoś niezapomnianego. A wtedy bardzo łatwo dać się skusić. Nie mam do niego o to żalu. Już nie. Mam jednak nadzieję, że pewnego dnia sam zrozumie czego chce.
    Kochana, bajeczny odcinek. Naprawdę. Jestem nim tak bardzo zachwycona. Chyba jeden z moich ulubionych. Piszesz w taki sposób, że już lepiej być nie może. Nie wiem czy zasługuję na tą historię - wydaje mi się, że nie - ale dziękuję Ci za dedykację z całego serca. Coś tak pięknego i tak doskonałego nie może być dedykowane komuś tak niedoskonałemu jak ja.
    Czekam na nowość!

    P.s. Wiesz z czego dzisiaj zdałam sobie sprawę? Forever Ours powinno zostać wydane na papierze! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że docierasz tu tak szybko - uwielbiam czytać Twoje komentarze. Liczę, że masz tego świadomość :)
      Mam nadzieję, że nie odgadniesz zbyt szybko, jaki mam plan na Josha w tym opowiadaniu. Wolałabym Cię zaskoczyć :P Tak, kochana, Victor jest Twój :P
      Cudowne słowa. Jeszcze trochę i obrosnę w piórka z tego wszystkiego. Dziękuję Ci z całego serducha. Nawet nie wiesz, jak przyjemnie czytało mi się te wszystkie słowa (chyba nie ma w tym nic dziwnego :D). Cieszę się, że muzyka przypadła Ci do gustu.
      I tak, kochana, zasługujesz na tą historię. Myślę, że w głębi duszy wiesz o tym doskonale.
      Ściskam :*
      <3
      P.S. Haha, ostatnim zdaniem dosłownie mnie zabiłaś. Jesteś już drugą osobą, która mi to mówi, a ja dalej jestem w mega szoku, naprawdę. Dzięki :)

      Usuń