08 sierpnia 2014

13. ,,Odurzeni miłością''

Hej :)
Z nowością wracam szybciej, niż zapowiadałam. Nie przewiduję, żeby taka częstotliwość miała się utrzymać na dłuższą metę - raczej będą to 2 tygodnie, czyli według wcześniejszych planów.
Tak czy siak, trzynastka to zdecydowanie jeden z moich ulubionych rozdziałów tutaj... :) Mam nadzieję, że Wam też spodoba się ta część.
Dziękuję za wszystkie fantastyczne słowa pod ostatnim rozdziałem. Czasem naprawdę nawet nie wiem, jak mam odpowiedzieć na to, co zostawiacie w komentarzach. Jesteście bezcenne.
Trzymajcie się :*
***
Kings Of Leon - Closer

Kobieta zaczerpnęła sowity łyk trunku prosto z butelki, nucąc pod nosem melodię, którą znała tylko ona. Nie mogła wiedzieć, że była obserwowana przez mężczyznę, który celowo wypił o wiele mniej od niej. Choć zazwyczaj film urywał mu się jeszcze przed rozpoczęciem akcji, James mógłby przysiąc, że doskonale pamiętał smak jej pocałunków. Jeszcze kilka tygodni wcześniej to on upijał się szybciej. Poprzez zamglone oczy patrzył, jak Sophia tańczy na środku pokoju i robi to tylko dla niego. Jej usta, które zawsze podkreślała czerwoną szminką, jej włosy, które zdawały się słuchać każdego jej polecenia i ten ogień, który płonął w jej oczach za każdym razem, kiedy napotykała jego spojrzenie. Potem podchodziła bliżej. Kusiła go. Robiła wszystko, by zapragnął z całych sił, aby była jeszcze bliżej, aby go dotknęła. Kiedy ich usta łączyły się w jedno, James nabierał apetytu na więcej. Był zbyt pijany, by pomyśleć rozsądnie. Sophia wyrządziła wielką krzywdę Rosalie, a jeśli James naprawdę kochał ciemnooką, to powinien chyba omijać Haggerty szerokim łukiem, a nie zapraszać ją do swojego łóżka, kiedy akurat nie miał nic lepszego do roboty. Nawet nie chciał wyobrażać sobie zawiedzionej miny Rosalie, gdyby zobaczyła go w objęciach siedzącej mu na kolanach Sophii. Na samą myśl o tym widoku, James poczuł się tak, jakby ktoś przyłapał go na czymś zawstydzającym i złym. Przyjął cios w policzek, a mimo to nie wyprosił Sophii ze swojego mieszkania. Głos rozsądku słyszał dopiero rano, kiedy jasnowłosa smacznie spała obok niego, tuląc się do jego klatki piersiowej. Ostatnim razem właściwie wyrzucił ją z mieszkania, odsyłając z kwitkiem do jej męża. Kilka lat wcześniej nie przypuszczał, że kiedykolwiek potraktuje kobietę w taki sposób. Nie tego chciał. Marzył o tym, aby być szczęśliwym u boku kobiety, która będzie go szanować, wspierać, która będzie kochać każdą jego zaletę i akceptować wady. W życiu nie postąpiłby w taki sposób z Jenny czy Rosalie. Nie wykorzystywałby ich tak, jak robił to z Sophią. Na wspomnienie o zapłakanej twarzy Rosalie, która chciała odebrać sobie życie, James zaczynał czuć obrzydzenie na widok Haggerty. Pożądanie przerodziło się we wstręt. Poczucie winy uderzyło go z taką siłą, że gdyby akurat stał, natychmiast przewróciłby się i upadł. Miał szczęście, że siedział, a może właśnie to było jego największym utrapieniem, ponieważ właśnie wtedy Sophia bezpardonowo usiadła mu na kolanach. Do jego nozdrzy dotarł zapach alkoholu, który całkowicie wybił już słodką woń jej perfum. W jej oczach zalśniły łzy, co powstrzymało Jamesa przed natychmiastowym wyproszeniem Sophii na zewnątrz.
- Mój mąż wcale na mnie nie czeka - powiedziała, a głos jej się łamał. - Czuję się taka zagubiona.
- Kochasz go? - zapytał James, nie odrywając wzroku od swojej rozmówczyni. Kobieta drgnęła nieznacznie na jego kolanach, jakby jego pytanie sprawiło jej ból.
- Nie wiem - odparła w końcu. - Z jednej strony jestem niemal pewna, że muszę o niego walczyć, bo go potrzebuję, ale z drugiej...
- Jesteś ze mną, a nie z nim - dokończył za nią, choć oboje dobrze wiedzieli, że z jej ust na pewno nie padłyby te słowa.
- Jestem całkiem sama! - wydusiła, po czym czknęła. Była kompletnie pijana. - Nie mam nikogo i mogłabym godzinami drzeć się o pomoc, a i tak nikt by nie przyszedł.
- Karma - szepnął James. Poczuł obrzydliwą satysfakcję na myśl o tym, że Sophia dostała właśnie to, na co zasłużyła. I tak nie cierpiała, jak Rosalie. Nie myślała o tym, by się zabić.
- Co powiedziałeś? - zapytała blondynka. Nagle Jamesowi zrobiło się jej żal. Bez względu na to, jaka była w przeszłości, teraz niewątpliwie potrzebowała wsparcia, zrozumienia. Musiał być jakiś powód, dlaczego przyszła akurat do niego. Nie mógł jej teraz zostawić.
- Możesz zostać, jeśli chcesz - rzekł.
- Wiedziałam - mruknęła. - Wiesz, co sobie myślałam, kiedy do czegoś między nami doszło po raz pierwszy? - przez jej twarz przemknął uśmiech. - Że bez względu na to, ile jeszcze nocy spędzimy ze sobą, to i tak nigdy nie będę dla ciebie wystarczająco dobra. To nie było nam pisane. Wychodzi na to, że coś takiego, jak miłość, przeznaczone jest dla wszystkich, tylko nie dla mnie.
- Ale ty bredzisz, Haggerty... - James machnął ręką lekceważąco. Uśmiech nie znikał z jej twarzy, a był to naprawdę zaskakujący, nieco przerażający wyraz. Mężczyzna nie potrafił jej rozgryźć.
Sophia zmieniła pozycję. Teraz miała o wiele lepszy dostęp do ust Jamesa, które nagle stały się dla niej łakomym kąskiem. Przez dłuższą chwilę patrzyła na niego tak, jakby czekała na pozwolenie. James poczuł, że właśnie tego potrzebował. Zapomnienia. Ostatecznie on również był samotny i zagubiony. Byli tacy sami. Mężczyzna zatrzymał swe dłonie na jej pośladkach, ukrytych pod miękkim materiałem jej sukienki. Byli tacy sami... Sophia potraktowała jego czyn jako sygnał. Pocałowała go, spełniając własną, niepohamowaną zachciankę. Każdy pocałunek owocował poczuciem winy, które paliło Jamesa w gardle, niczym mocny alkohol, nie potrafił jednak odmówić sobie kolejnego strzału. Im dalej zachodzili, tym bardziej tego pragnął i tym głośniejszy stawał się głos jego sumienia. Wrzask, który ciężko pomylić z czymś innym. Nie powinien tego robić. Tak naprawdę wcale tego nie chciał. Sophia nic dla niego nie znaczyła. Chciał się nią zająć z litości, a może po prostu zamierzał otrzymać od niej zapomnienie o kłopotach? Sophia oddychała coraz szybciej, a James dopiero teraz zauważył, że jej sukienka leżała porzucona na podłodze. Tak bardzo chciał ją poczuć. Tak bardzo chciał wyrzucić ją za drzwi.
- Przestań - powiedział nagle i odsunął dziewczynę od siebie.
- Jesteś dobry - stwierdziła nieco zaspanym głosem, a James spostrzegł, że powieki mimowolnie zakrywały jej oczy coraz bardziej.
Mężczyzna podszedł bliżej i wziął Sophię na ręce. Kiedy znaleźli się w sypialni, położył ją na łóżku. Nie protestowała. Wyjął z szafy koszulkę i pomógł półprzytomnej dziewczynie ją założyć. Przykrył ją kołdrą, a na jej twarzy zagościł błogi wyraz. Jej oddech uspokoił się. James postanowił wyjść, kiedy nagle jej głos zatrzymał go w połowie drogi.
- Wiesz, co jeszcze sobie pomyślałam, kiedy zrobiliśmy to po raz pierwszy? - zapytała z rozbawieniem. - Że choć nigdy nie będziesz tylko mój, to nigdy nie będziesz także należeć do Rosalie. Gdybyś widział to, co ja, nigdy nie zaufałbyś niewłaściwej osobie.
Mężczyzna ucieszył się, kiedy Sophia zasnęła, bo nie musiał już zabierać głosu. Nie wiedział, co powinien powiedzieć. Do tej pory nie sądził, że Sophia faktycznie nienawidziła Rosalie. Prędzej posądziłby ją o gnębienie jasnowłosej z nudów, w końcu była wtedy niedojrzałą nastolatką. Zazdrość sprawiła, że niewinna dziewczyna próbowała popełnić samobójstwo. James wziął pod lupę kolejne zdanie wypowiedziane przez Sophię. Ona nie potrafiła kochać... Sophia powiedziała na głos to, co chodziło Jamesowi po głowie nie od dziś. Poświęcił swój związek z Jenny dla dziewczyny, która wyjechała, kiedy nowa zabawka przestała ją bawić. Był zaślepiony. Dlaczego teraz znowu był na każde jej zawołanie, skoro tak bardzo go skrzywdziła? Miał prawo odwrócić się od niej na zawsze, a jednak on nadal nie uwolnił się od jej wpływu. Dlaczego nie potrafił jej się postawić? Dlaczego nie wyszarpał z jej gardła odpowiedzi na pytanie, czemu wyjechała na blisko jedenaście lat?
James położył się na kanapie w salonie i przykrył swe zmarznięte ciało kocem. Dopiero teraz zrozumiał, że on i Sophia wcale nie byli tacy sami. Nie znał jej małżeństwa. Równie dobrze to nie ona mogła być winna kryzysowi, który przeżywała, lecz jej mąż, podczas gdy James sam spieprzył sobie życie. Zostawił Jenny dla dziewczyny, której właściwie nawet nie znał, a po latach zrobił to jeszcze raz, tym razem krzywdząc również swojego kilkuletniego syna. Nie miał prawa użalać się nad swoim losem, nad samotnością i brakiem pomysłów, co dalej. Wiele lat temu popełnił błąd, za który wciąż płaci i pomału przestawał wierzyć w to, że ta męka kiedyś dobiegnie końca.

***

Choć od ich powitania minęło trochę czasu, Vanessa mogłaby przysiąc, że wciąż czuła na swych ustach jego wargi, a na swoim ciele spojrzenie jego dużych, zielonych oczu. Nie potrafiła porównać tego do żadnego innego uczucia. To wszystko było tak wyjątkowe, iż Vannie odnosiła wrażenie, że dopiero teraz zaczęła żyć. Odkrywała świat takim, jakim postrzegał go Victor i jak na razie mogła z ręką na sercu stwierdzić, że nigdy przedtem nie było tu piękniej. Za każdym razem, kiedy mężczyzna pojawiał się w Londynie, Vanessa dosłownie zapominała o bożym świecie. Praca, którą naprawdę lubiła, a także coraz większe wątpliwości względem Josha, wszystko natychmiast ustępowało miejsca Victorowi. Kiedy przytulała się do jego klatki piersiowej i wsłuchiwała się w spokojne, rytmiczne bicie jego serca, czuła się bezpieczna i kochana. Czasami ogarniała ją obawa, że to wszystko mogło jej się przyśnić i lekki wstrząs w brutalny sposób zabierze ją z powrotem do rzeczywistości. Miała ochotę skakać ze szczęścia, kiedy Victor udowadniał jej, że to wszystko dzieje się naprawdę. Mogła przyrównać go do alkoholu, od którego pomału zaczynała się uzależniać, a jednak jeszcze ani razu nie zakręciło jej się od niego w głowie. Rozkoszowała się smakiem chwil, które dane jej było przeżyć razem z nim. Wiedziała, że nie będą mogli spędzić zbyt wiele czasu razem. Coraz częściej wkurzała się na jego pracę i obowiązki. Właśnie dlatego trzymała go za rękę przez całą drogę do domu jego siostry. Gdyby tylko mogła, zatrzymałaby go przy sobie nawet siłą. Nie chciała znowu za nim tęsknić i zastanawiać się, czy Victor myśli o niej tak często, jak ona o nim.
- Musisz w końcu przyjechać do Manchesteru - powiedział mężczyzna, zerkając na nią szybko, po czym ponownie skupił się na drodze. - Zobaczysz, jak mieszkam.
- Na pewno w willi z basenem i wielkim ogrodem - mruknęła Vannie, a Victor zaśmiał się pod nosem.
- Mógłbym mieszkać nawet w szałasie, gdybym wiedział, że będziesz tam razem ze mną.
- Nie wytrzymałbyś, piękny królewiczu - prychnęła. - Bez gosposi podsuwającej obiadki pod sam nos, gorącego jacuzzi i prywatnego boiska za domem, nie przeżyłbyś dnia.
- Właśnie go przeżywam - zauważył. - I chyba nie wyglądam na szczególnie niezadowolonego z życia, prawda?
Victor wyszczerzył się przesadnie, rozbawiając Vanessę niemal do łez.
- Kocham cię - powiedział piłkarz, wyciągając szyję, by móc pocałować niebieskooką w policzek. W ostatniej chwili Vannie mu umknęła.
- Nie chcę tak - rzekła i zrobiła minę rozpieszczonej dziewczynki, która po raz pierwszy nie dostała tego, o co poprosiła rodziców. - Tak się całują zwykli znajomi.
- Coś mi się zdaje, że za chwilę zaczniesz tupać nóżkami ze złością, mam rację? - zapytał, a Vanessa kiwnęła głową twierdząco. - Masz szczęście. Jesteśmy na miejscu - stwierdził i zatrzymał samochód pod domem swojej siostry. - I co teraz? - spytał, rozpinając pasy.
- A nie chciałeś przypadkiem mnie pocałować? - Vanessa poruszyła brwiami znacząco.
- Już pamiętam - mruknął Victor i tym razem odnalazł drogę do jej ust bez większych przeszkód. Jego dłoń przeniosła się z policzka dziewczyny za jej ucho. Victor wiedział, że to było jej czułe miejsce.
Nagle coś uderzyło w szybę samochodu. Zakochani odskoczyli od siebie, a sprawca zamieszania ukazał im się znacznie szybciej, niż mogli się tego spodziewać. Victor zaśmiał się z uciechą.
- Poznaj mojego siostrzeńca, Olivera - rzekł, a Vanessa obejrzała się za siebie. Obok samochodu, z nosem niemal przytkniętym do szyby, stał dziesięcioletni chłopiec. - Ładnie to tak walić niewinnym ludziom w okno? - zapytał Victor, po czym wysiadł z samochodu i przywitał się z siostrzeńcem. - Chodź do nas - rzekł do nieco speszonej Vanessy.
Niebieskooka wysiadła z samochodu i wyciągnęła rękę w kierunku chłopca.
- Ty pewnie jesteś Vanessa - stwierdził Oliver, a Vannie podziękowała mu w duchu za to, że nie próbował zwracać się do niej ,,proszę pani''. Chłopak od razu wydał jej się sympatyczny i pewny siebie. Teraz obawiała się już tylko poznania siostry Victora.
- Mama w domu? - zapytał piłkarz, kiedy wszyscy troje zmierzali już w zgodnym i oczywistym kierunku.
- Znowu ma doła - westchnął Oliver. - Chyba pokłóciła się z tatą.
- Jakoś mnie to nie dziwi... - mruknął Victor, a Vanessa była przekonana, że mężczyzna nie chciał nawet myśleć o tajemniczym ojcu swego siostrzeńca.
Kiedy weszli do środka, natychmiast powitał ich zapach ciasta i pysznej, świeżo zaparzonej kawy. Do ich nozdrzy zaraz potem dotarła nieprzyjemna woń spalenizny, jednak nawet to nie zdołało usunąć szerokiego uśmiechu z twarzy podekscytowanej Vanessy.
- Tylko mi nie mów, że znowu... - zaczął Victor, nie zdążył jednak dokończyć. Właśnie wtedy stanęła przed nimi rudowłosa kobieta w kuchennym fartuchu i rękawicach.
- Tak, znowu - przyznała się bez bicia. - Żaden ze mnie cukiernik.
- Może wyszłoby ci lepiej, gdybyś nie była w tak podłym nastroju? - zapytał Victor.
- Może byłoby taktowniej, gdybyś najpierw się ze mną przywitał, a potem wziął się za krytykowanie? - odpowiedziała pytaniem na pytanie, po czym rozłożyła szeroko ramiona, by uściskać brata serdecznie. Vannie dopiero teraz zdała sobie sprawę z tego, iż nie była jedyną osobą, która tak często musiała walczyć z tęsknotą za Victorem. Musiała przyznać, że widok ukochanego w objęciach siostry, podziałał pozytywnie na jej serce. Choć nie mieli jeszcze za sobą żadnych poważnych deklaracji, Vanessa poczuła się jak członek rodziny i chciała zapamiętać ten moment na zawsze.
- To moja siostra, Jenny - powiedział Victor. - A to Vanessa.
- Brat dużo mi o tobie opowiadał - rzekła Jenny, uśmiechając się serdecznie, choć Vannie i tak zauważyła ponury grymas na twarzy zielonookiej. - Cieszę się, że mogę cię wreszcie poznać.
- Ja również - mruknęła brunetka i odetchnęła z ulgą. Siostra Victora przyjęła ją z taką gościnnością i ufnością, że teraz już nie musiała stresować się jej opinią.
- Mogę już krytykować twój antytalent kulinarny? Bo trochę się pogubiłem... - rzekł Victor, za co oberwał równo od Vanessy i od Jenny. - Kobiety! Chodź, Oliver. Pokażesz mi, jakie masz gry, a baby niech się zajmą sobą.
- Grabisz sobie, Joyce! - zawołała Vannie, kiedy została sam na sam z siostrą Victora. - Wszystko w porządku? - zapytała, kiedy dostrzegła na twarzy gospodyni dziwne zmieszanie.
- Tak, po prostu... - zawahała się, po czym uśmiechnęła smutno. - Tata Olivera też mówił do mnie po nazwisku. To był taki nasz...
Vanessa położyła dłoń na ramieniu nowo poznanej dziewczyny, by dodać jej otuchy.
- Widocznie nie był ciebie wart - stwierdziła niebieskooka. - Faceci są przereklamowani.
- Mam to powtórzyć Victorowi? - zapytała Jenny, a na jej twarzy znowu zagościła radość.
Vanessa czuła się cudownie w towarzystwie rudowłosej. Wystarczyło niewiele czasu, by dotarło do niej, że wkrótce uda im się nawet zaprzyjaźnić. W głowie już układała plan, który obejmował oglądanie z Jenny kompromitujących zdjęć z dzieciństwa jej brata, kiedy Victor wróci do Manchesteru. Wszyscy czworo spędzili fantastyczne popołudnie, z dala od zmartwień, które początkowo trapiły panią domu. Z czasem Jenny odprężyła się i wtedy dopiero pokazała Vanessie, jak zakręconą jest dziewczyną - dokładnie taką, jak ona.

***

Christina dzielnie walczyła o to, by Gregory nie pojawiał się w jej myślach zbyt często. Wciąż powtarzała w ciszy każde słowo, które padło z ust Vanessy podczas ich ostatniej rozmowy. Tina nie zdołała jeszcze rozgryźć samej siebie, zrozumieć, co tak naprawdę czuła do Gregory'ego i czy rzeczywiście ich stosunki ulegną zmianie po nocy, którą spędzili w swoim towarzystwie. Kiedy Vannie wypatrzyła rumieńce na policzkach przyjaciółki na wspomnienie o panu Haggerty, Christina miała ochotę wyjechać z miasta, a najlepiej z kraju. Gdyby Sophia mogła czytać w jej myślach, bez mrugnięcia okiem przedstawiłaby szarookiej swą siekierę albo tasak. Z drugiej strony, z obserwacji Christiny wynikało, że Sophia jest żoną Gregory'ego, ale tylko na papierku. To, że zaciągnęła męża na terapię, nie przeinacza prawdy, a fakty są takie, że Sophia Haggerty wdała się w romans i nie była stuprocentowo uczciwa wobec Gregory'ego. Tina pokusiłaby się nawet o twierdzenie, że była baletnica nie zasługiwała na mężczyznę i byłoby dużo lepiej, gdyby jej miejsce zajęła jakaś inna, bardziej ułożona kobieta. Oczywiście Christina nie miała na myśli samej siebie. Chociaż...
- Cholera - Tina zaklęła pod nosem, kiedy wpadła na kogoś na chodniku. Jak się potem okazało, była to starsza kobieta z wyjątkowo urażoną miną.
- Zero kultury - żachnęła się staruszka.
- Przepraszam? - rzekła Christina niepewnie, kobieta obróciła się jednak na pięcie, okazując ciemnowłosej najwyższą pogardę. Psycholog wzruszyła ramionami i ruszyła przed siebie, obiecując sobie w duchu, że tym razem będzie ostrożniejsza, a myślenie o przeklętym małżeństwie ograniczy do minimum.
Właśnie wtedy jej ambitny plan legł w gruzach. Christina zauważyła w jednym ze sklepów Gregory'ego. Była pewna, że to on, ponieważ jego twarz przypominała jej o swoim istnieniu w większości snów, jakie miała. Kiedy tylko go zobaczyła, zaczęła lekceważyć głos rozsądku, który zdawał się krzyczeć: ,,Trzymaj się od niego z daleka!''. Z uśmiechem przyklejonym do twarzy kobieta weszła do środka i zatrzymała się tuż przed wysokim pisarzem.
- Witaj, Greg - powiedziała uprzejmym tonem, zwracając się do niego w taki sposób po raz pierwszy na trzeźwo. Mężczyzna łaskawie obdarzył ją spojrzeniem, a na jego twarzy widniało zmęczenie i zdenerwowanie.
- Nadal nie przechodziłem z panią na ty - odpowiedział ponuro, w niczym nie przypominając miłego i zabawnego faceta, z którym Christina tak świetnie się bawiła w dniu swoich urodzin. Znowu był sztywniakiem, patrzącym na wszystkich z góry.
- Stało się coś? - zapytała Tina. Poczuła się nieco dotknięta, nie zamierzała jednak tak po prostu odpuścić i odejść. Wiedziała, że musi dowiedzieć się, dlaczego Gregory był w tak paskudnym stanie.
Mężczyzna nie odpowiedział. Przy kasie zapłacił za swoje zakupy, wśród których Tina zauważyła nową paczkę papierosów. Haggerty ruszył w stronę wyjścia, a Christina postanowiła uczynić to samo. Zatrzymali się przed wejściem do sklepu. Gregory rozpakował paczkę i wyjął z niej papierosa. Kiedy go odpalił, na jego twarzy zalśniła delikatna ulga, która szybko jednak znikła.
- Sophia nie wróciła na noc do domu - powiedział Gregory, a Tina zakasłała. Nienawidziła tego zapachu, a tak się niefortunnie złożyło, że właśnie tonęła w kłębach dymu, które dla Gregory'ego pachniały chyba jak najlepsze perfumy.
- Mogę ci jakoś pomóc? - zapytała Christina. Miała ochotę stanąć na głowie, ale wcale nie z troski o Sophię. Chciała, aby Gregory przestał się martwić i wiedziała, że zrobi absolutnie wszystko, aby to osiągnąć. Gregory spojrzał na nią z dziwnym poirytowaniem w oczach.
- Nie, pani Dainty - odparł chłodno, a w jego głosie jawnie zabrzmiała kpina. - Żegnam - skwitował i odszedł, nie czekając na to, aż Christina kontynuuje konwersację.
Szarooka była wstrząśnięta i oszołomiona. Po raz pierwszy widziała, jak Gregory przejmuje się swoją żoną. Jemu naprawdę na niej zależało. Bał się o nią, a jego wyobraźnia zapewne układała w jego głowie najczarniejsze scenariusze. Nie powinna była choćby przez sekundę myśleć, że w jego lodowatym sercu znajdzie się dla niej miejsce. Potrafił kochać tylko Sophię, która była równie zimna i antypatyczna, co on. Postanowiła wziąć się w garść i raz na zawsze przegonić motyle, które czuła w okolicach żołądka, kiedy Gregory pojawiał się w pobliżu. Swoją drogą, jej serce musiało być potwornie spragnione miłości, skoro zabiło szybciej dla takiego gbura, jak Haggerty.

***

Mężczyzna błąkał się po mieście przez kilka godzin, wypatrując Sophii dosłownie wszędzie, jednak jej sylwetka wciąż wydawała się nieosiągalna. Był na nią wściekły, ponieważ zachowała się nieodpowiedzialnie, choć powinien już chyba do tego przywyknąć - w końcu to nie była pierwszą noc, którą jasnowłosa spędziła poza domem. Do tej pory nie zawracał sobie głowy wybrykami żony. Starał się być obojętnym na to, co mu robiła i trzeba przyznać, że wychodziło mu to całkiem nieźle. Wszystko się zmieniło po ich ostatniej rozmowie. Spanikował, kiedy Sophia wypomniała mu, że wyszedł z imprezy w tym samym czasie, co Christina. Poczuł ostrze na swym gardle i desperacko poszukiwał wybrnięcia z tej sytuacji. Po raz kolejny dał żonie coś innego, niż to, na czym jej zależało. Przyszła, by porozmawiać, on jednak zbył ją i niemal wyrzucił ze swojego gabinetu. Bez względu na to, jak zawiłe były ich relacje, nie powinien zachowywać się jak skończony drań bez serca. Teraz to wiedział. Podejrzewał też, że Sophia lada chwila wróci, uśmiechnie się i uda, że nic się nie stało, nie potrafił jednak ani trochę się uspokoić. Nie umiał wytłumaczyć, co się z nim działo. Jego serce waliło niespokojnie, a jego ręce drżały w nerwach. Musiał ją zobaczyć, upewnić się, że wszystko z nią w porządku, a potem powiedzieć to, czego jeszcze nie słyszała z jego ust.
Gregory ugasił papierosa tuż przed wejściem do domu, po czym nacisnął klamkę i otworzył drzwi. Początkowo był przekonany, że nic się nie zmieniło, potem jednak zmuszony był zmienić swe zdanie. Do jego nozdrzy dotarł tak dobrze znany mu zapach. Minęło wiele miesięcy, odkąd wydał mu się on tak przyjemny i pożądany. Poczuł coś, czego nie spodziewał się zaznać nigdy więcej. Potem to zrozumiał. Skoro był tu zapach jej perfum, Sophia również musiała tu być. Mężczyzna zdecydował pokierować się do salonu i szybko zrozumiał, że był to dobry wybór. Blondynka leżała na kanapie. Miała mokre włosy, co mogło świadczyć o tym, że przed momentem wyszła spod prysznica. Wyglądała niewinnie, co nijak nie pasowało do tego, co zrobiła, jednak pisarzowi wcale to nie przeszkadzało - wręcz przeciwnie. Nie zastanawiając się ani chwili dłużej, mężczyzna rzucił wszystko i nagle znalazł się bardzo blisko żony - na tyle blisko, że mógłby bez problemu skraść z jej ust pocałunek. Zrobił to. Zrobił coś, czego wcale nie planował. Sophia próbowała go odepchnąć, on jednak nie dawał za wygraną. Był dużo wyższy i silniejszy od niej. Przytrzymał ją, nie rozdzielając ich ust ani na jeden krótki moment. Chciał, aby poczuła, że właśnie tego pragnął i nie spocznie, póki nie zaspokoi swoich potrzeb. Ustąpił, kiedy uznał, że trzeba w końcu przerwać ciszę między nimi, inaczej nie uda mu się osiągnąć celu, który w tajemniczy sposób nakreśliło mu serce.
- Nie rób tego nigdy więcej, Sophia - powiedział Gregory, podczas gdy żona patrzyła na niego z przerażeniem w oczach. Nie spodziewała się tego. Nie mogła. - Cholernie się o ciebie martwiłem.
- Chyba po raz pierwszy - rzekła cicho, w jej głosie nie było jednak śladu po złości, jaką uraczyła go podczas ich ostatniej rozmowy. - Greg, co ty...
- Jestem twój, rozumiesz? Obiecałem, że będę się starał i dotrzymam słowa. Nie chcę cię ranić. Nigdy bym cię nie zdradził - oznajmił, a Sophia nieco się skrzywiła na dźwięk tego ostatniego wyrazu. Gregory zignorował to. - Nie pozwolę ci odejść.
- Nigdzie się nie wybieram - szepnęła. W jej oczach migotały łzy.
Gregory przytulił żonę z całych sił. Nie zamierzał jej teraz wypuścić. Sophia wzięła się w garść i w mgnieniu oka ich usta znowu stały się jednością. Mężczyzna zamknął oczy, zmuszając się do tego z całych sił. Nie tego pragnął. Wszystko, co zrobił i powiedział, podyktowane było strachem, jaki poczuł, kiedy Sophia zdemaskowała jego problem. Christina nie była mu obojętna, a on nie potrafił już tego ukrywać. Jeszcze kilka spotkań sam na sam z piękną szarooką, a mogłoby wydarzyć się coś, czego Gregory żałowałby do końca swoich dni. Nie zamierzał zdradzić żony i to był fakt. Jeśli będzie trzeba, mężczyzna zrobi wszystko, by znowu pokochać Sophię i nie skrzywdzić jej tak bardzo, jak...
- Kocham cię - powiedziała niebieskooka, po czym ponownie przywarła do ust męża. Gregory z pewnością zorientowałby się, że Sophia zmusiła się do tego wyznania tak samo, jak on do całowania się z nią, z tym, że teraz był zbyt zajęty uwiarygodnianiem się w tej scenie, by zawracać sobie głowę takimi sprawami.

***

Vanessa jeszcze raz spojrzała na wieczorne, marcowe niebo. Było pięknie, choć twierdziłaby tak w każdych, nawet najgorszych warunkach, o ile wówczas miałaby tak fantastyczne towarzystwo, jak teraz. Wiedziała, że Victor nie odrywa od niej wzroku. Podobało jej się to. Czuła, jak z każdym kolejnym spotkaniem, jej serce wypełnia się coraz większą miłością do Victora. Wszystko, co do niego czuła, dzisiaj zostało podniesione do kwadratu. Poznała jedne z najważniejszych dla niego osób. Jenny okazała się wspaniałą panią domu, uroczą młodszą siostrą i cudowną matką, a skoro już mowa o Oliverze, Vanessa nie zna drugiego tak fenomenalnego dziecka - no, może z wyjątkiem córeczki Josha. Na myśl o swoim poprzednim związku, który zakończył się porażką, Vannie pokręciła głową z niedowierzaniem. Płakała, kiedy jej przygoda z Joshem dobiegła końca. Nie wierzyła, że kiedykolwiek jeszcze uda jej się pokochać kogoś tak bardzo. Teraz, kiedy miała przy sobie swoje największe szczęście, nie mogła oprzeć się wrażeniu, że dopiero odkrywała prawdziwą miłość, poznając jej smaki i odcienie. Narodziła się na nowo w momencie, kiedy poznała Victora. To wspomnienie sprawiło, że Vanessa roześmiała się i tym samym przerwała ciszę, która towarzyszyła dwójce zakochanych w sobie ludzi siedzącym w samochodzie.
- Jak ja ci jestem wdzięczna za to, że wpadłeś na mnie na chodniku! - powiedziała, nie przestając się śmiać.
- Ja na ciebie wpadłem? - zdziwił się Victor. - Wiesz, ja zapamiętałem to zupełnie inaczej. Widzisz, ja byłem wtedy trzeźwy i niewinny, podczas gdy ty...
- Co ja?
- Skarbie, niecodziennie spotyka się dziewczyny chwiejące się jak chorągiewka na samym środku chodnika!
- Właśnie dotarło do mnie, że jestem pijana - powiedziała brunetka, przypominając sobie swoje myśli sprzed kilku godzin. Dopiero teraz Victor prawdziwie podziałał na jej organizm. Uzależniła się. Chciała więcej.
- Odprowadzić cię na górę? - zapytał Victor.
- Hę? - mruknęła Vannie, która na chwilę zapomniała o rzeczywistości.
- Zaniosę cię prosto do łóżeczka, pijaku - wyjaśnił blondyn. - Pocałuję cię na dobranoc. Poczekam, aż zaśniesz, a potem wyjdę po cichu, by przypadkiem cię nie obudzić.
- Nie - ucięła krótko.
- Nie? - spytał zaskoczony.
- Nie chcę znowu za tobą tęsknić, Victor - powiedziała stanowczo. - Nie jedź.
- Przecież wiesz, że to nie zależy ode mnie. Mam pracę, a do Manchesteru nie jedzie się piętnaście minut.
Vanessa zrobiła tę samą minę, co kilka godzin wcześniej, kiedy próbowała wymusić buziaka. Victor pokręcił głową, uśmiechając się jednak.
- Tym razem nie dam się podejść - powiedział. - Muszę się wyspać, odpocząć.
- To chociaż odprowadź mnie do domu - rzekła Vannie, udając obrażoną, choć tak naprawdę miała plan i nie zamierzała tak łatwo wypuścić Victora z rąk.
- Jak pani sobie życzy - odparł zielonooki.
Wysiadł z samochodu i niemal przybiegł do ukochanej. Wziął ją na ręce, a Vanessa z trudem powstrzymała śmiech. Objęła dłońmi kark swojego mężczyzny, czując się jak księżniczka. Kiedy znaleźli się pod drzwiami mieszkania, Victor już chciał postawić ukochaną z powrotem na ziemi, ta jednak nie pozwoliła mu na to.
- Umowa to umowa! - przypomniała mu. - Mówiłeś, że zaniesiesz mnie prosto do łóżka.
- Proszę się nie gniewać, Wasza Wysokość! - odparł Victor i dygnął teatralnie, po czym jakimś cudem zdołał otworzyć drzwi i wnieść Vanessę do środka.
Mężczyzna bez problemu odnalazł sypialnie Vannie i po cichu wniósł ją do środka. Ostrożnie położył ją na łóżku, po czym nachylił się, by pocałować ją w czółko. Kobieta uśmiechnęła się wdzięcznie, a Victor dopiero wtedy dostrzegł w jej oczach tajemnicze błyski. Podobało mu się to. Była po prostu...
- Piękna - rzekł, jakby do samego siebie. - Słodkich snów, Vannie.
- Na pewno takie będą, pod warunkiem, że zostaniesz - powiedziała Vanessa. - Nie mów, że nie możesz, bo to bzdura. Zaszedłeś już tak daleko. Pokonałeś tyle pięter.
- Manchester - szepnął. - Mówi ci to coś?
- Więc zostań, póki nie zasnę.
- Tak to sobie wykombinowałaś? - Victor uśmiechnął się. - Cóż, chyba mogę się na to zgodzić. Żebyś zasnęła trochę szybciej, opowiem ci bajkę, dobrze?
- Cudownie.
Victor wypuszczał na zewnątrz słowa, które składały się w nielogiczną i absurdalną całość, odnosił jednak wrażenie, że Vanessa wcale się tym nie przejmuje. Patrzyła na niego, a w jej dużych oczach odbijało się blade światło żarówki. Podobało mu się dosłownie wszystko, co z nią związane. Jej lśniące włosy. Jej niesamowite oczy. Jej ciało, które doprowadzało go do szaleństwa. Jej głos, który wydawał mu się słodki, nawet, kiedy się kłócili. Powinien docenić to, że ją miał. Była skarbem, o który powinien dbać, bo z pewnością nie on jeden marzył o tym, by zagościć w jej sercu na zawsze.
- Czemu przestałeś mówić? - zapytała Vanessa, a Victor zorientował się, że faktycznie milczał przez dłuższą chwilę. Uśmiechnął się tak, jakby to wszystko nagle przestało mieć jakiekolwiek znaczenie.
- Bo wcale nie chcę, żebyś zasypiała - powiedział. - Nie chcę wracać do domu.
Pocałował ją raz, drugi, trzeci... Każdy kolejny był lepszy od poprzedniego. Nie zdążył mrugnąć powiekami, kiedy nagle znalazł się na tym łóżku razem z nią. Vanessa wiedziała, czego oboje chcieli, a jednak była delikatna, spokojna. Pozwoliła mu na lepsze poznanie jej ciała. Był piłkarzem, a wiadomo, jaki tryb życia prowadzi wielu sportowców. Są sławni, przystojni i przy kasie - mają wszystko, czego trzeba, by zaimponować niemal każdej kobiecie. Victor nie był święty. Zdarzało mu się korzystać z tych przywilejów. Miał wiele kobiet w swoim życiu, Vanessa była jednak inna, wyjątkowa. Kochał ją teraz dużo bardziej, niż kilkanaście minut wcześniej i wiedział, że ona czuła dokładnie to samo. On zapomniał o tym, że już następnego dnia czekał go trening z drużyną, a ona o tym, że ze względu na Christinę i Rosalie, powinni zachowywać się trochę ciszej. Teraz oboje byli odurzeni tą miłością. Wszystko przestało się liczyć. Istnieli tylko oni i to, co rodziło się między nimi. Nigdy przedtem nie byli sobie tak bliscy, a ich serca nigdy nie były tak rozgrzane, jak teraz.

***

10 komentarzy:

  1. PIERWSZA! Już nie pamiętam kiedy udało mi się to ostatni raz, więc nie mogę tego zbagatelizować! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już sam tytuł rozdziału mówi mi, że będzie to niezwykła część. Poza tym mam wrażenie, że w pisarskim świecie (przynajmniej tym internetowym) 13stka przynosi szczęście! I co najważniejsze - skoro sam autor uwielbia to, co napisał to znaczy, że będzie naprawdę dobrze! :)
      Kings Of Leon <3 ! Kocham Twoje opisy. Brakuje mi słów, aby wyrazić wrażenie jakie na mnie robią. Są po prostu mistrzowskie i nie ma w nich niczego, co wymagałoby zmiany.
      Nie pochwalam relacji James i Sophie. Uważam, że kobieta zdradzająca swojego męża (lub mąż zdradzający swoją żonę) oraz osoba, która na to pozwala - są siebie warci i równie winni. James doskonale wie, że Sophie jest mężatką, a mimo to nie przeszkadzało mu to, aby przespać się z nią nie raz. Wiem, że dzisiaj mamy takie czasy, że obrączka na palcu dla wielu ludzi znaczy niewiele, a tym bardziej nie powstrzymuje przed zachęceniem do zrobienia czegoś złego. Przeraża mnie to. Kiedyś, gdy powiedziało się, że jest się zajętym - zainteresowana strona odchodziła, a teraz drąży temat tak długo, aż postawi na swoim. Nie mam pojęcia jak dalej potoczy się ich relacja, ale oboje tak naprawdę zatruwają swoje życia.
      Co do Rosalie to od początku nie umiem pokonać tego dystansu, który mam wobec dziewczyny. Wydaje się być strasznie egoistyczna. Bierze to, co chce i miesza w życiach innych ludzi, powodując totalną katastrofę. Mam nadzieję, że James wreszcie zrozumie, że przy Rosalie nie zazna prawdziwej miłości.
      Lubię tę piosenkę w wykonaniu tej wokalistki. Uważam, że to jeden z lepszych coverów tego utworu. Zaśpiewała to z taką pasją i delikatnością, nadając tej piosence zupełnie nowego charakteru! :)
      I już mam motylki w brzuchu. Sama wzmianka o Victorze sprawia, że się rozpływam! :) Oczy mi się świecą, gdy czytam o tej dwójce. Naprawdę cieszę się szczęściem Vanessy. Zazdroszczę jej tego, że ma Victora. I chociaż ich związek nie należy do najprostszych (dystans robi swoje), to wierzę, że razem pokonają każdą przeszkodę.
      Chętnie sama bym poznała rodzinę Victora! Mały jest cudowny. Taki pogodny i prawdomówny dziesięciolatek. Mam nadzieję, że wkrótce i dobre samopoczucie zapanuje u Jenny. Szkoda mi jej. Zasługuje na kogoś lepszego niż James. Kogoś kto ją doceni oraz pokocha na dobre i złe.
      Coś czuję, że Vanessa i Jenny zostaną dobrymi przyjaciółkami. Jenny przyda się kobiece wsparcie. Szczególnie dziewczyny, która sama nie miała lekko w życiu miłosnym.

      Usuń
    2. Christina od początku opowiadania skradła moje serce. I chociaż kibicuję wszystkim bohaterką tego opowiadania, to jej najbardziej. Greg potrafi być czasem takim du*pkiem, że mam ochotę kopnąć go w jego cztery litery. I mówią, że tylko kobiety mają huśtawki nastrojów! Jak widać facetom też się zdarzają. Ja rozumiem, że jego małżeństwo się rozpada, ale to nie znaczy, że musi być tak nieuprzejmy wobec Christiny. Oby idąc po drodze dostał cegłówką w głowę i się ocknął!
      I mój muzyczny ulubieniec! :*
      Mam totalny mętlik w głowie. Jeszcze kilka rozdziałów temu wydawało mi się, że między tą dwójką wszystko skończone. Rozwód był kwestią czasu. A teraz? Gregory zachował się tak spontanicznie i niespodziewanie, że aż wryło mnie w krzesło. Ich relacja jest tak poplątana, że nie jestem do końca pewna, czy mogę ufać ich deklaracją.
      Rozpłynęłam się. Rozmarzłam się. Zakochałam się. Jak ja zazdroszczę Vanessie, że ma u swego boku tak fantastycznego mężczyznę. A jeszcze bardziej zazdroszczę jej świadomości, że jest ktoś kto jej pragnie, kto jej potrzebuje, kto ją kocha, dla kogo jest wszystkim. Tak bardzo jej tego zazdroszczę. Ech. Mam nadzieję, że nic nie stanie na przeszkodzie tej wielkie miłości oraz szczęściu jakie daje. To coś pięknego. Coś o czym marzy każdy na całym świecie, a oni to mają. I wierzę, że tego nie zmarnują.
      Wybacz za ten chaotyczny i mało składny komentarz, ale chciałam zostawić go dzisiaj. A trudno mi pozbierać myśli zaraz po przeczytaniu. To opowiadanie wywołuje tak wiele emocji, że czasami nie wiem jak mam ująć to, co czuję. Lub to co krąży po mojej głowie. Jesteś wielka, a to jest tego najlepszym przykładem! Pisz dalej i nigdy, przenigdy nie przestawaj! Uwielbiam Cię:*

      Usuń
    3. Też mi się wydaje, że trzynastka jest szczęśliwa - zresztą, nie tylko w pisarskim świecie :)
      Uwielbiam Twój komentarz. Dosłownie się rozpływam. Dla mnie był on po prostu doskonały.
      Buźka :*

      Usuń
  2. Hej Kochana:* wiesz, że już zaczynałam trenować swoją cierpliwość, żeby wytrwać do następnego rozdziału? A tutaj spotkała mnie taka miła niespodzianka :) ogólnie to piszę ten komentarz już drugi raz, bo ten wcześniejszy usunął się w całości, dlatego jak teraz zrobi się to samo, to chyba dostanę szału. Co do Twoich słów wstępu, to wiesz, że nawet Ci się nie dziwię, że czasami nie wiesz co odpisać na komentarze? Ale wiedz, że naprawdę zasługujesz na takie wspaniałe opinie, a nie tylko na oklepane dwa, lub trzy zdania :)
    Pisałam już kiedyś, że postać Jamesa sprawia, że mam mieszane uczucia względem tego mężczyzny i na tą chwilę raczej się to nie zmieni. Ewidentnie nie wie czego chce. Tak się pogubił w tym swoim życiu, że momentami mam wrażenie, że on naprawdę nie wie co robi. I nie wydaje mi się, żeby romans z Sophią miał być rozwiązaniem na wszelkie jego problemy. Uważam nawet, że szkodzi on zarówno jemu, jak i samej Sophii. Gdyby blondynka rzeczywiście kochała swojego męża, to nie szukałaby pocieszenia w ramionach innego mężczyzny. Czasami naprawdę zaczynam wątpić w jej uczucia względem Grega. Wiadomo, że czasami każdego dopada gorszy dzień, mamy doła, ale chyba rzeczywiście wygląda na to, że Sophia nie miała do kogo iść ze swoim problemem. Ta noc, którą spędziła z Jamesem raczej nie rozwiąże jej problemów odnośnie małżeństwa, tylko może jeszcze bardziej pogorszyć jej relacje z mężem. Zaciekawiła mnie też jedna rzecz w tym fragmencie, a mianowicie konflikt Rosalie z Sophią. Nie wiem co miała na myśli nazywając Rosalie niewłaściwą osobą, ale chyba faktycznie coś jest na rzeczy. I tak naprawdę w całym tym konflikcie nie chodziło tylko i wyłącznie o balet, ale przede wszystkim o mężczyznę, który doprowadził do tego, że Sophia znienawidziła Rosalie. A do Jamesa chyba powoli zaczyna docierać, że nie zazna szczęścia u boku innego kobiety jak nie u Jenny. Myślę, że to ona jedyna dawała mu to poczucie spokoju, przyjaźni i bezwarunkowej miłości bez względu na wszystko. Ciekawe tylko, kiedy zacznie wyciągać wnioski ze swoich przemyśleń...

    OdpowiedzUsuń
  3. Wiedziałam, że mogę być spokojna o przyjęcie Vanessy przez siostrę Victora. Jenny to bardzo pozytywna postać tej historii, nawet mimo tego, że dostała od życia solidnego kopniaka. Z pewnością cieszy się szczęściem brata i skoro widziała, że jej brat jest szczęśliwy, to dlaczego miałaby być wrogo nastawiona do Vanessy? Myślę, że jeszcze kilka spotkań i dziewczyny naprawdę mogłyby zostać przyjaciółkami :) myślę, że Vanessa zniosłaby do życia Jenny troszkę szaleństwa, radości i tej pozytywnej energii, która bije od niej z każdej strony. Ach co ta miłość potrafi zrobić z ludźmi :)
    Nie wiem, czy tylko ja tak mam, ale lubię czytać o zakochanej Christinie. Tak właśnie myślałam, że na tym przyjęciu urodzinowym wydarzy się coś, co zmieni nastawienie Christiny względem Grega. Ja myślę, że stopniowo będę się do niego przekonywać, ale jeszcze długa droga przed nim. Myślę, że Tina zasługuje na prawdziwe szczęście. Zbyt długo była sama, dlatego czas najwyższy, by w końcu znalazła swoją drugą połówkę :) patrząc na zachowanie Gregory'ego po jego uprzejmości nie zostało nawet śladu. Potraktował Tinę jak ostatni d*pek i jestem naprawdę zażenowana jego zachowaniem. Ten człowiek chyba ma dwie twarze. Nie wiem tylko, która jest lepsza. Ten jego chłód, aż mnie ciarki przeszły... ech, faceci są jednak dziwni.
    Relacja Sophii i Gregory'ego jest chyba bardziej poplątana niż Rosalie i Jamesa, naprawdę. W obu tych przypadkach nie wiadomo czego się spodziewać. Miałam pewność, że rozwód wisi w powietrzu, że to już tylko kwestia czasu. Ale to co zrobił Gregory w tym rozdziale sprawiło, że dosłownie nie wiem co powiedzieć. Zatkało mnie totalnie. W tym fragmencie bardziej pokazał, że zależy mu na Sophii, ale później okazało się, że zmuszał się do pocałunku z żoną. Nie wiem nic, dlatego lecę czytać dalej.
    To co się rodzi między Vanessą a Victorem jest po prostu CUDOWNE. Naprawdę nie wiem jakich słów jeszcze użyć, żeby opisać to jak zazdroszczę Vannie takiego szczęścia :) Victor jest wspaniałym mężczyzną i chyba serce mi pęknie jak okaże się, że w rzeczywistości jest zupełnie inny niż ten, którego nam przedstawiasz. Pamiętam jeszcze niedawne wątpliwości lekarki, że wszystko dzieje się za szybko, a teraz postanowiła pójść na całość :) pięknie to wszystko opisujesz i mam nadzieję, że nic ani nikt nie stanie na drodze temu uczuciu :)
    Ten komentarz to tylko marna kopia poprzedniej wersji, dlatego strasznie Cię za niego przepraszam i obiecuję, że następny będzie już o wiele lepszy :)
    Pozdrawiam i całuję :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Historia Rosalie i jej kontaktów z Sophią i Jamesem to wyższa szkoła jazdy. Wyjaśnienia będą, ale jeszcze nie w najbliższym rozdziale :P
      Wątek Gregory'ego, Sophii i Tiny też jest pogmatwany. Ach, jak ja uwielbiam komplikować i mącić :D
      Kochana, dziękuję Ci bardzo. Ja tam nie widzę absolutnie nic w tym komentarzu, do czego mogłabym mieć zastrzeżenia.
      Pozdrawiam! :*

      Usuń
  4. Cześć kochana! ;*
    Przychodzę nieco spóźniona, ale i tak nie jest źle. ;) Pilnuję się, żeby nie mieć już u Ciebie zaległości, haha. :D
    Przyznam się, że ten rozdział bardzo mnie zaskoczył. Byłam bardzo zmieszana, a potem nagle wydała się prawda. Chodzi mi Gregory'ego, czego pewnie się domyślasz. Zostawię to na później, ale chciałam zacząć od tego, że przez ten rozdział mam mieszane uczucia.
    Z jednej strony jestem dumna z Jamesa, że w odpowiednim momencie kazał Sophie przestać, jednak i tak skusił się na pocałunki. Nie powinien w ogóle wpuszczać jej do domu, mi ani trochę nie jest jej żal i chyba nigdy nie będzie. Po tym co robiła w przeszłości musi w teraźniejszości ponieść za to karę. Póki co życie daje jej nauczkę, ale James nie powinien się nad nią litować, bo po prostu na to nie zasłużyła. Nie lubię jej, nic na to nie poradzę. Na dodatek według mnie jest brzydka. :D Na siłę chce być piękna, ale coś w jej twarzy jest takiego krzywego, że pod wieloma katami wygląda źle. Chyba tylko jedna poza pokazuje, że jest ładna. To takie moje zdanie, które w sumie nie ma nic do opowiadania. :D Dobrze, że James zdaje sobie sprawę, że popełnił błąd. Przez ten fragment coś zaczęło mi nie pasować w Rosalie. Wydawała mi się niewinna i bezbronna, ale słowa Sophie mnie martwią, na dodatek ta jej ucieczka na 11 lat. Coś tu nie gra. Jej obecne zachowanie... Ona chyba nie kocha James, a on dla niej porzucił rodzinę. Mam dziwne uczucie, że coś z nią jest nie tak. Zobaczymy. Ja, przeciwnie do Jamesa, wierzę, że ta jego męka może dobiec końca. Musiałby jednak się poświęcić i zerwać wszelkie kontakty z Rosalie oraz Sophią. Przeprosić Jenny i powiedzieć jej to co czuje, co myśli, że popełnił błąd, za który cały czas płaci. Nie każę im do siebie wracać, bo może on już do niej nie czuje tego, co kiedyś, ale gdyby ją przeprosił, ukoił by swoje sumienie. Takie moje zdanie. Tylko trzeba chcieć.
    Zawsze, gdy pojawia się Victor, zapominam o Joshu, a przecież tak go uwielbiam. Niestety, Victor również podbił moje serce i zaczynam się zastanawiać, czy czasem nie bardziej niż Josh. To dlatego, że Joyce lepiej traktuje Vanessę. Okazuje jej o wiele więcej miłości, nie ucieka do byłej żony, nie robi jej problemów. Cieszę się, że zakochani wreszcie są razem. Też za nim tęskniłam i też poczułam ulgę, gdy wreszcie się pojawił. :) Cieszę się, że Vanessa poznała rodzinę Victora, która jest dla niego bardzo ważna. Wiedziałam, że Vanessa dogada się z Jenny i cieszę się, że miałam rację.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszyłam się, gdy Christina wypatrzyła w sklepie sylwetkę Gregory'ego. Spodziewałam się całusa w policzek na przywitanie, miłej pogawędki, czy coś w tym stylu. Zachowanie mężczyzny bardzo mnie zaskoczyło. Otworzyłam aż buzię ze zdziwienie, bo po prostu nie mogłam w to uwierzyć. Spędzili taki miły wieczór, nie możliwe, że było tak dlatego, że obydwoje trochę wypili. Coś było na rzeczy, dobrze się razem bawili, a on teraz zachowuje się, jakby tego nie było. Znów jest tym samym ponurym, okropnym Gregorym. Coś mi tu nie pasowało, nawet nie wiesz w jakim szoku byłam. A potem jeszcze to, że chce być przy Sophii, pocałował ją i powiedział, że jest jej, że chce z nią być, że się o nią martwi. Moje zaskoczenie było jeszcze większe. Nie wierzyłam, po prostu nie wierzyłam. A potem wszystko się wydało. On się boi. Nie chce jej ranić, ale też nie chce z nią być. Musiał zmusić się do pocałunku. Okropieństwo. Nie wiem czego on tak się boi, czemu nie chce jej zostawić, skoro sam wie, że darzy Christinę sympatią. Na pewno bym im się udało, ale nie, on woli zaparcie męczyć się w tym chorym małżeństwie. Biedna Christina, chce go sobie odpuścić, bo myśli, że on cały czas kocha swoją żonę. Może gdyby znała prawdę, spróbowałaby jakoś pomóc temu uczuciu, które zaczęło się między nimi tworzyć? Jestem bardzo ciekawa, jak to wszystko rozegrasz. Sytuacja jest bardzo skomplikowana i nie mam pojęcia, jakby można z tego wybrnąć.
      Ach, Victor. <3 Cudowna była ta scena. Vanessa za wszelką cenę chciała zostawić przy sobie ukochanego i w końcu jej się to udało, bo się nie poddawała. Trochę zadziałała też jej uroda, ale ważne, że w końcu został. :D Muszę się przyznać, że na początku ich znajomości bałam się, że Victor będzie chciał tylko wykorzystać Vanessę. Zaliczyć ją i dopisać do listy z innymi dziewczynami. W końcu piłkarz, przystojny, bogaty - opinia sama się nasuwa. Zresztą on miał takie chwilowe panny. Z każdym kolejnym dniem ich związku zaczynałam wątpić w to, że Victor chce ją wykorzystać. Teraz jeszcze napisałaś o tym, że Vanessa jest wyjątkowa, więc już w ogóle jestem spokojna. Widać, że mu zależy, że ją kocha i chce przy niej być. Szkoda tylko, że praca nie zawsze mu na to pozwala. Vanessa nie może z nim jeździć, bo przecież też ma pracę, którą na dodatek lubi. Są cudowną parą, uwielbiam ich. Mam nadzieję, że wymyślą coś, by mogli być dłużej razem, by wyjazdy Victora tak im nie przeszkadzały. Cieszę się, że w sypialni Vanessy doszło do tego do czego doszło. :) Obydwoje tego pragnęli, ja też, haha. :D
      Rozdział cudowny, może trochę lepszy od poprzedniego, ale na pewno bardziej zaskakujący. :)
      Pozdrawiam! <3

      Usuń
    2. Uwielbiam Twoje dłuuugie komentarze :) I jeszcze raz gratuluję punktualności, cieszę się, że jesteś tak szybko :)
      Haha, do tej pory nie patrzyłam na Sophię pod tym kątem, ale coś w tym jest. Żadna z niej piękność (pasuje do jej żmijowatego charakteru).
      Widzę, że wszystkie straciłyście głowy dla Victora :D
      Dziękuję :*
      Pozdrawiam <3

      Usuń