24 sierpnia 2014

15. ,,Wszystko jest dobrze''

Hej :)
Nie jest to jeden z moich ulubionych rozdziałów, ale też nie jest chyba najgorzej - sama nie wiem. Pozostawię to Wam do oceny, bo serio, mogłabym czytać tak fantastyczne komentarze od Was całymi godzinami i nie miałabym dość. Jesteście nieocenione! Dziękuję <3
Do następnego :*
***
One Republic - Stop And Stare

Oddycham czystym, świeżym powietrzem, a jednak nie czuję się szczęśliwa. Dlaczego nie doceniam tego, co mam, tak jak wszyscy ludzie, których mijam? A, już wiem...
Wszystko byłoby tysiąc razy lepsze, gdybyś mógł podziwiać to razem ze mną.

Vanessa zajrzała do sali, w której kilka tygodni wcześniej nagle pojawił się Victor Joyce z kapturem na głowie, szybkim oddechem i niecnym planem, który przyczynił się do rozkochania w sobie młodej lekarki. Trochę nerwowo odpowiedziała na uśmiech staruszki, która zapewne sądziła, że Yorke przyszła, by się z nią zobaczyć, a to wcale nie była prawda. Niebieskooka robiła różne dziwne rzeczy, od kiedy było dla niej jasne, że Victor znaczy dla niej o wiele więcej, niż pierwszy lepszy kolega. Była tak szaleńczo zakochana, że miała ochotę skakać pod niebiosa, a zarazem wyrywać sobie włosy ze złości, że widywali się tak rzadko. Brunetka zatrzymała się w szatni, gdzie otworzyła swoją szafkę i znów dała ponieść się emocjom. Pamiętała pierwszą różę od Victora, którą znalazła w jej wnętrzu. Uwielbiał ją zaskakiwać i robić niespodzianki. Był gotów na największe szaleństwo, byle tylko pokazać jej, jak bardzo mu była bliska. Zupełnie niespodziewanie Vanessa zaczęła odnosić wrażenie, że nie odpłaca się Victorowi wystarczająco. On postawiłby dla niej cały świat na głowie, a ona ani razu nie odwiedziła go w Manchesterze, nie kupiła mu żadnego romantycznego drobiazgu i nie zaprosiła na randkę, której nie zapomniałby do końca swoich dni. Ktoś mógłby powiedzieć, że przecież dawała mu miłość, a to chyba najbardziej wartościowa rzecz na świecie, jednak Vannie zaczynała obawiać się, że to może nie wystarczyć na dłuższą metę. Obiecała sobie, że w najbliższym czasie pojedzie do Manchesteru i zobaczy, jak mu się tam żyje. Była ciekawa jego wypasionego domu, jego przyjaciół i życia, którego jeszcze nie odkryła. Naprawdę chciała to zrobić i nie było to w stu procentach z myślą o Victorze. Pomyślała o sobie. Taki wyjazd sprawi ogromną uciechę również jej i na samą myśl o tym wprost nie mogła doczekać się, kiedy pomysł ten dojdzie do skutku. Póki co musiała świecić oczami w pracy, przepraszając za dni wolnego, które brała za każdym razem, kiedy Victor przyjeżdżał do Londynu. Wiedziała, że choć od kilku miesięcy spotyka się z uwielbianym na Wyspach piłkarzem, to w oczach szefostwa wciąż jest jedną z wielu pracownic, które mają swoje obowiązki i reguły do przestrzegania. Nie zamierzała narzekać. Kochała swoją pracę. W końcu nadejdzie moment, by pogodzić jedno i drugie. W Manchesterze też są szpitale. Może powinna się tam przeprowadzić? A może to Victor powinien wrócić do Londynu i zamieszkać tu na stałe?
Vanessa wyszła na zewnątrz, gdzie jej skóra zetknęła się z przyjemnym, niemal wiosennym powietrzem. Nie mogła doczekać się lata. Przez kilka tygodni Victor będzie miał wolne, więc poświęci jej o wiele więcej czasu. Może uda im się wyjechać na wakacje w miejsce, o którym Vannie do tej pory mogła jedynie marzyć? Oczywiście dołoży się do biletów, hotelu i tak dalej... Nie po to pracowała przez tyle lat, by przy pierwszej okazji rzucić ambicje i być ozdobą swojego mężczyzny. Chciała żyć normalnie, a nie jak księżniczka i miała nadzieję, że Victor to zrozumie. Kiedy wyjeżdżała z Mediolanu, myślała tylko o tym, by uwolnić się od problemów. Nie przyszło jej do głowy, że trafi w Londynie na mężczyznę, który uczyni ją prawdziwie szczęśliwą. A skoro już o Mediolanie mowa...
- Josh? - zapytała, kiedy pod szpitalem zauważyła niebieskookiego mężczyznę. Znała go na tyle dobrze, że nie pomyliłaby go z nikim innym. Odniosła wrażenie, że dawny ukochany za wszelką cenę usiłował jakoś umknąć jej spojrzeniu, kiedy jednak dotarło do niego, że nie ma z nią żadnych szans, podszedł bliżej.
- Cześć, Vannie - powiedział.
- Co ty tu robisz? - spytała, zaskoczona jego widokiem. - Chyba mnie nie śledzisz, nie?
- Akurat przyszedłem w innej sprawie, chociaż właściwie... - przyjrzał się jej uważnie, po czym uraczył ją uśmiechem. - Wracasz już do domu?
- Tak - odparła.
- Odprowadzę cię - powiedział i dotrzymywał jej kroku. - Jak ci minął dzień? Wszystko w porządku?
- Uspokój się - rzekła Vanessa, widząc pewną nerwowość w zachowaniu Josha. Chłopak spojrzał na nią nieco zaskoczony, potem jednak uśmiechnął się, jakby chciał przekazać jej, że wszystko było dobrze.
Szli i żadnemu w nich usta się nie zamykały, choć to Vannie mówiła więcej. Josh zadawał dużo pytań, głównie o jej życie w Londynie, o pracę, o znajomych. Niebieskooka ucieszyła się, wyczuwając prawdziwą troskę i opiekuńczość. Po raz pierwszy poczuła się naprawdę zachwycona tym, że Josh przyjechał do Anglii. Pomimo tego, że ich wspólna przeszłość nie była wcale kolorowa, dziś potrafili porozmawiać ze sobą w cudowny, bezpretensjonalny sposób. Uwielbiała też to, że Josh do tej pory nie wypytywał o to, czy się z kimś spotyka. Potrafił odstresować ją skuteczniej, niż ktokolwiek inny. Mężczyzna rozglądał się na wszystkie strony, niczym nieco wystraszone dziecko, które pierwszy raz samodzielnie musi przejść przez ulicę, jednak często obdarzał rozmówczynię spojrzeniem, a kiedy to robił, jej serce zaczynało czuć się bezpieczne.
- Dzięki za zapewnienie mi towarzystwa - powiedziała Vannie, kiedy oboje zatrzymali się, gdy dotarli na miejsce.
- Szkoda, że nie mieszkasz dalej - westchnął Josh. - Przyjemnie mi się z tobą gawędziło.
- Mi również - odrzekła. Nie zamierzała opowiadać mu o tym, że wkrótce może mieszkać dużo dalej, ponieważ przeprowadzka do Manchesteru była ściśle powiązana z osobnikiem, o którym jakoś nie chciała mówić. - Josh, nie chciałbyś może wpaść do mnie wieczorem?
- Na popcorn i nudny film, z którego niewiele zapamiętam, bo zasnę? - zapytał, przypominając Vannie o tym, jak kiedyś spędzali razem czas.
- Niezupełnie... - mruknęła. - Moja współlokatorka urządza małe przyjęcie. Będzie kilka osób i myślę, że Tina nie ma nic przeciwko...
- Nie mogę - powiedział nagle, a jego głos był nienaturalnie chłodny i stanowczy. - Mam plany.
- Od kiedy? - spytała. - Jeszcze przed chwilą...
- Uważaj na siebie, Vannie - rzekł i cofnął się. Skinął lekko głową, po czym znów rozejrzał się i odszedł, kilka razy oglądając się za siebie, jakby chciał się upewnić, że Vanessa wciąż stała w tym samym miejscu.
Vannie była oszołomiona, zmusiła się jednak do oprzytomnienia i wejścia do środka. Kiedy pokonywała kolejne schody prowadzące na górę, zastanawiała się, dlaczego Josh zareagował tak nerwowo na jej propozycję. Zdążyła dotrzeć na odpowiednie piętro, kiedy przyszło jej do głowy, że brunet mógł po prostu się wystraszyć. W jej mieszkaniu mogłyby odżyć wszystkie wspomnienia, a uczucia powrócić. Pewnie nie pomyślałby tak, gdyby wiedział, że jej serce było już zajęte przez Victora...
- Co się tak skradasz? - zapytała Christina od progu, kiedy tylko Vanessa otworzyła drzwi.
- Przez kilka godzin byłam na nogach. Nie oczekuj, że będę teraz wywijać nóżkami.
- Prawdę mówiąc, właśnie na to liczę - rzekła szarooka. - Są moje urodziny, nie pamiętasz?
- To dzisiaj? - Vannie zrobiła przerażoną minę, a w jej oczach pojawiła się udawana panika. - O kurczę, kompletnie wyleciało mi to z głowy...
- Bardzo śmieszne - burknęła Tina, trochę nieudolnie wiążąc końcówkę balona. - Zorganizowałam muzykę i chcę widzieć cię dzisiaj na parkiecie. Trochę rozrywki dobrze ci zrobi.
- Mi? - zdziwiła się. - A no tak, masz rację. W końcu to nie ja prowadzę podwójne życie jako ukryta sympatia Gregory'ego Haggerty'ego. To co, poznam go dzisiaj?
- Ale kogo?
- Gregory'ego Ha... - Vanessa zamilkła, kiedy zrozumiała, że Christina usiłowała wymazać z pamięci swoje zauroczenie tym mężczyzną. - To ja może zacznę się szykować - powiedziała ciemnowłosa i zamknęła się w swoim pokoju.
Czasami naprawdę warto zapomnieć, by nie zranić drugiego człowieka ani samego siebie, a jednak Vanessa nigdy nie zapomni o Joshu i miała poważne wątpliwości, czy Tinie uda się odpuścić sobie Gregory'ego. Ale przecież mogła się mylić... Kiedy już zaczynała się martwić, z pokoju dotarł do niej dźwięk balona, który wyleciał z rąk Tiny i teraz frunął po pomieszczeniu, tracąc coraz więcej powietrza. Vanessa uśmiechnęła się, momentalnie odzyskując imprezowy nastrój.

***

Nieskazitelna biel na monitorze bardzo szybko wypełniała się czarnymi literami, układającymi się w kolejne zdania pisarza. Przez kilka ostatnich dni Gregory Haggerty był w swoim żywiole. Często sam był zaskoczony tym, z jaką prędkością tworzył następne rozdziały swojej książki. Mówi się, że artyście tworzy się najlepiej, kiedy ma złamane serce. W jego przypadku reguła ta zdawała się nie mieć podparcia w rzeczywistości. Doskonale pracowało mu się po pierwszym spotkaniu z Christiną, która w jakiś sposób od razu wywarła na nim duże wrażenie. Teraz, kiedy usiłował ocalić swoje małżeństwo, również nie miał zbyt wielu powodów do zmartwień. Spędzał dużo czasu z Sophią, która okazywała mu o wiele więcej zainteresowania, niż kiedyś. Oboje bardzo się starali, choć Gregory wiedział, że żadne z nich nie było stuprocentowo pewne, czy faktycznie zależy im na tym związku. Może nie byli jeszcze na etapie trzymania się za ręce i obsypywania się komplementami na każdym kroku, ale przynajmniej nie kłócili się tak żarliwie, jak jeszcze parę dni wcześniej.
Gregory uświadomił sobie, że od dobrych paru minut nie napisał nowego słowa. Siedział otępiały przy biurku, wciąż myśląc o swojej żonie i ich relacjach. Mówił, że spędzają ze sobą więcej czasu? Więc dlaczego od paru godzin zajmuje się swoimi sprawami w gabinecie i nie zastanawia się nad tym, co w tym czasie robi Sophia? Znowu to robił. Ignorował ją, traktując jak powietrze, wcale nie to, które jest nam niezbędne do życia, lecz zatrute, utrudniające mu oddychanie. Był pewien, że Sophia miała już napisany własny scenariusz. W jej oczach Gregory znowu musiał być tym samym oziębłym facetem, który od paru miesięcy nie traktuje jej jak swojej żony, lecz jak zupełnie obcą kobietę, która przypadkowo żyje razem z nim pod jednym dachem. Miał się starać i przez kilka dni całkiem dobrze mu to wychodziło. Dlaczego po raz kolejny stracił motywację?
Mężczyzna wyszedł z gabinetu, mając nadzieję, że szybko trafi na żonę w którymś z pokoi. Nie mówiła mu, że ma jakieś plany, a przecież uprzedziłaby go, gdyby miała gdzieś iść. Machinalnie wykrzykiwał jej imię, oczekując, że jej głos odezwie się z sypialni albo kuchni, nic takiego jednak się nie działo. Nie tak się umawiali. Zupełnie niespodziewanie zeszły z niego emocje spowodowane wyrzutami sumienia, a w ich miejsce pojawiła się złość na Sophię. Mógł zgadywać, gdzie i z kim poszła i doprowadzało go do szału to, że on próbował posklejać ich życie, a ona od tak mogła z tego wszystkiego zrezygnować. Gregory czuł, że musi z kimś porozmawiać, bo w przeciwnym razie jego gniew odczuje pierwsza napotkana osoba. W jego kieszeni zabrzęczał telefon. Dostał wiadomość, jednak zignorował ją. Szybko odnalazł imię szarookiej na liście kontaktów, gotów zapomnieć o swoim postanowieniu i zaprosić ją na kawę albo spacer. W ostatniej chwili wycofał się. Cisnął komórkę na kanapę, a sam stanął jak wryty na samym środku salonu. Właśnie wtedy zobaczył Sophię z torbą zakupową w rękach.
- Wszystko dobrze? - zapytała blondynka, patrząc niewinnie na zdenerwowanego męża.
Gregory czuł się dużo gorzej, niż przedtem. Wystarczyła chwila, by znów myślał o Christinie. Zachowywał się jak gówniarz, który tak naprawdę nie ma pojęcia, czego chce. Nawet, jeśli wydawało mu się, że jego małżeństwo nie przetrwa, nie zamierzał być tym, który powie to jako pierwszy. Obiecał, że będzie walczył i póki starczy mu sił, nie podda tego pomysłu.
- Teraz już tak - odparł i podszedł bliżej żony. Odebrał od niej zakupy, które postawił na podłodze niedbale. Nie interesowało go to, że z torby powypadały owoce kupione przez Sophię, które potoczyły się dalej, przecinając im drogę. Objął jasnowłosą mocno, a na jej ustach złożył pocałunek. To nie ja odejdę. Nie ja...

***

Christina spojrzała krytycznie na swoje odbicie w lustrze. Bordowa sukienka do kolan podkreślała jej nienaganną figurę, tworząc elegancką całość z czarnymi szpilkami. Od jakiegoś czasu była o wiele łagodniejsza dla swojego wyglądu, niż kiedyś, jednak wcale nie podnosiło jej to na duchu. Skoro prezentowała się naprawdę nieźle, to dlaczego żaden sensowny facet nie zwrócił na nią uwagi? Nie oszukujmy się, że charakter jest najważniejszy. Nikt nie wie, jak bogate jest twoje wnętrze, zanim cię nie pozna, a pierwszym, co się widzi, jest właśnie wygląd. Christina nie pochwalała oceniania drugiego człowieka po pozorach, jednak i ona miała swoje kryteria, którymi kierowała się, kiedy na jej drodze pojawiał się mężczyzna. Nie umówiłaby się z łysym mięśniakiem, nastawiając się, że brakuje mu oleju w głowie. Cóż, kiedyś twierdziła, że najważniejszy jest uśmiech. Kiedy poznała Gregory'ego, pisarz wydał jej się najbardziej sztywnym kolesiem, na jakiego kiedykolwiek trafiła. Zastanawiała się, czy Haggerty w ogóle potrafi się śmiać. To, co wydarzyło się później, pokazało jej, jak bardzo się myliła. A co mogą o niej myśleć inni? Może odstraszała mężczyzn, bo w tych eleganckich ciuchach wyglądała jak jakaś bogata, wyniosła bizneswoman? Może wydawało im się, że nie mają u niej żadnych szans, bo są to za wysokie progi? Tina była w kropce. Tak bardzo chciała znaleźć sobie kogoś, jednak w jej życiu nie nastąpił do tej pory żaden przełom. Póki Vanessa dzieliła z nią los pogodzonej z życiem singielki, dla Christiny to wszystko było dużo łatwiejsze. Teraz była całkiem sama pośród szczęśliwych par, snujących wspólne plany na przyszłość, którą spędzą razem.
- Jest dobrze? - zapytała nagle Rosalie, wchodząc do pokoju siostry i nie łamiąc przy tym żadnych reguł, ponieważ drzwi były otwarte i nie musiała pukać. Miała na sobie śliczną sukienkę w pudrowym różowym kolorze, a lekko pofalowanym włosom pozwoliła tańczyć z tyłu głowy. Wyglądała dziewczęco i słodko, jednak Tina nie zamierzała aż tak chwalić młodszej siostry.
- Może być - odparła brunetka, co Rosalie bez wątpienia potraktowała jak największy komplement pod słońcem.
- Wzajemnie - rzekła blondynka, po czym uśmiechnęła się pogodnie i wyszła z pokoju.
Krótka konfrontacja z siostrą przypomniała Christinie o Jamesie. Od niepamiętnych czasów była przeciwna temu związkowi, więc kiedy przed laty dowiedziała się o jego rozpadzie, poczuła pewną satysfakcję i ulgę. Na samą myśl o tym, że Rosalie mogła znowu mieszać w głowie temu chłopakowi, dziewczyna miała dreszcze na całym ciele. Wcale nie cieszył ją fakt, że lada chwila w jej mieszkaniu pojawi się James Devon. Obawiała się tego spotkania, głównie przez wzgląd na Rosalie. Nie należy wchodzić dwa razy do tej samej rzeki. Mało kto wychodzi na tym dobrze.
Przemyślenia szarookiej przerwał dzwonek do drzwi. Odpowiedzią były kroki Rosalie, która nie kryła podekscytowania na myśl o spotkaniu z Jamesem. Nieco zniechęcona Christina wyjrzała z pokoju i skinęła głową, kiedy wysoki brunet wszedł do środka. Choć minęło wiele lat, mężczyzna właściwie nie zmienił się jakoś drastycznie. Christina wiedziała, że Jamesowi nie udało się zrobić kariery piłkarza, wciąż jednak zachował sportową sylwetkę. Jego skóra zdawała się być nieco opalona nawet teraz, kiedy tak niedawno stopniał śnieg. Z tego wszystkiego Tina najlepiej zapamiętała jego oczy, w których zawsze tkwiło coś tajemniczego, mrocznego. Wiedziała, że James stracił rodziców, kiedy był jeszcze dzieckiem. Współczuła mu, bo sama nigdy nie mogła pochwalić się szczęśliwą i kompletną rodziną. Christinie ulżyło, kiedy zobaczyła, że James i Rosalie przywitali się w przyjacielski sposób, a nie jak para zakochanych. Kiedy mężczyzna podszedł do ciemnowłosej, rzeczywistość uderzyła w nią niczym śniegowa kula.
- Cześć - powiedział, nie siląc się na sztywniacką formę, której wielbicielem był Gregory Haggerty. - Wszystkiego najlepszego - dodał i wręczył Tinie bukiet tulipanów w intensywnie żółtym kolorze.
- Dziękuję - odrzekła i uśmiechnęła się. Wciąż nie potrafiła pojąć własnych uczuć. Z jednej strony czuła sympatię do Jamesa, choć właściwie się nie znali, a z drugiej wolałaby, aby trzymał się on z daleka od jej siostry. Może właśnie z myślą o jego dobru? - Czuj się jak u siebie.
Szarooka udała się z kwiatami do kuchni, zostawiając siostrę i pierwszego gościa samych. Do jej uszu dotarła muzyka, śmiech Rosalie i słowa Jamesa, których nie usłyszała zbyt wyraźnie w tym hałasie. Christina wzięła do ręki wazon, po czym nalała do niego wody i wstawiła bukiet do środka. Może nadszedł czas, by wreszcie zapomnieć o tym, co było kiedyś? Jeśli Rosalie chce spotykać się z Jamesem, to może Christina powinna dostrzec jakieś pozytywy, zamiast wciąż czuć lęk? Minie chyba tysiąc lat, nim Tina powie na głos, że troszczy się o siostrę i chciałaby, aby ta naprawdę była szczęśliwa. Cóż, taki urok bycia tą starszą, na dodatek bycia Christiną Dainty, wziętą psycholog, która pomogła wielu, choć do tej pory nie zdołała pomóc samej sobie...

***

Brunetka spojrzała ukradkiem na towarzyszkę, podczas gdy obydwie jechały taksówką w ustalone wcześniej miejsce. Jenny tym razem związała płomienne włosy w wysoki kucyk, a promienie słońca subtelnie podkreślały jej liczne piegi. Miała białą, koronkową sukienkę i ciemną marynarkę narzuconą na ramiona. Co jakiś czas przebąkiwała o tym, że powinna zrzucić kilka kilogramów, jednak szybko zamykała usta, widząc rozgniewane spojrzenie Vanessy. Wyglądała naprawdę świetnie, zwłaszcza, że miała za sobą poród, a po czymś takim ciało kobiety lubi płatać figle.
- Tak narzekasz na swoje życie, a ja im więcej się dowiaduję, tym bardziej chciałabym się z tobą zamienić - powiedziała Vannie, zerkając na drogę. Wiedziała, że pomału zbliżali się już do celu.
- Naprawdę wolałabyś dzielić całe swoje życie między pracę, dom i zawody syna? A gdzie w tym wszystkim miejsce dla Victora? Sądziłam, że dobrze wam razem.
- Bardzo dobrze i wiesz o tym najlepiej - odparła Vannie, a Jenny uśmiechnęła się, okazując zrozumienie. - Kiedy ostatnio rozmawiałam z Victorem przez telefon, jego trener darł się na niego. Victor na poczekaniu wymyślił wymówkę i powiedział, że jego żona jest w szpitalu i rodzi.
- Cały on - westchnęła Jenny. - Z dnia na dzień znudziło mu się hulaszcze życie, jakie wiódł wcześniej. Odechciało mu się latać na imprezy i co miesiąc spotykać się z inną biuściastą modelką, robiąc to oczywiście na pokaz. Nie zdziwiłabym się, gdyby lada moment zaczął namawiać cię na dziecko.
- Na początek nie pogardziłabym pierścionkiem... - powiedziała Vanessa. - Takie tam durne marzenia małej dziewczynki, która zawsze chciała księcia z bajki.
- Chyba już go znalazłaś - rzekła zielonooka. - Victor naprawdę cię kocha. Wystarczy na niego spojrzeć, by to zauważyć.
- Za chwilę się zarumienię - mruknęła Vannie. - Kiedy wspomniał o małżeństwie i dziecku, oczywiście w żartach, nagle poczułam, że chciałabym, aby tak wyglądało moje życie. Choć znamy się stosunkowo krótko, myślę, że to jest ten jedyny. Chciałabym mieć taką prawdziwą, fajną rodzinę, jak z obrazka.
- Wszystko przed tobą - powiedziała Jenny. - Mam nadzieję, że chociaż wam się uda.
- Znowu masz tą smętną minę, a dobrze wiesz, że tego nie znoszę - rzekła Vanessa z groźnym wyrazem twarzy. - Masz fantastycznego, bystrego syna i wspaniałą przyszłą bratową, a sama jesteś świetną babką. Komu jak komu, ale akurat tobie miłość naprawdę się należy i ja wiem, że wkrótce ją odnajdziesz.
- Kto cię tak okłamał?
- O tym, że jesteś świetną babką?
- Nie - Jenny pokręciła głową. - Że ty jesteś wspaniała.
- Czy wszyscy członkowie waszej rodziny są tacy mili? - zapytała Vannie i właśnie wtedy kierowca zatrzymał taksówkę pod blokiem. - Chodźmy na górę. Dzisiaj nie będziesz siedzieć sama przed telewizorem i opychać się niezdrowymi przekąskami.
- Trzymam cię za słowo - powiedziała Jenny i otworzyła drzwi samochodu. - Do widzenia - rzuciła do miłego taksówkarza.
- Dziękujemy - dodała Vannie i wyszła z auta, po czym podeszła bliżej rudowłosej i poprowadziła ją na górę.
Gdy dochodziły na właściwe piętro, do ich uszu dotarł dźwięk muzyki. A więc impreza już się rozpoczęła. Vanessa miała nadzieję, że zielonooka naprawdę się rozerwie, bo w ostatnim czasie zdecydowanie brakowało jej dobrej zabawy. Powinna zrobić coś tylko i wyłącznie dla siebie, na moment zapominając o swoich priorytetach, czyli domu, pracy i Oliverze. Lekarka obiecała sobie, że nie pozwoli Jenny usiąść w kącie pokoju, póki jej nogi nie spuchną od całonocnego tańczenia. Powoli otworzyła drzwi i puściła Joyce przodem.
Jenny najpierw przywitała się z Christiną, a potem stanęła jak wryta na widok Rosalie i Jamesa. Jasnowłosa próbowała tańczyć, z kolei brunet skutecznie deptał jej po palcach. Oboje śmiali się do rozpuku, bawiąc jak nastolatkowie. Dopiero po chwili zorientowali się, kim jest gość przyprowadzony przez Vanessę, jednak wówczas było już za późno, by zareagować. Jenny wycofała się, by wyjść, a kiedy usłyszała czyjeś kroki za sobą i prośby Vanessy, aby została, zdecydowanie przyspieszyła i zbiegła na dół, nie patrząc przed siebie.

***

Wyglądasz tak niewinnie. Mogłabym ci uwierzyć, gdybym nie wiedziała. Mogłabym kochać cię przez całe życie, gdybyś nie zostawił mnie czekającej w samotności. Masz swoje sekrety, a ja jestem zmęczona dowiadywaniem się jako ostatnia.*

Rudowłosa usiadła na schodkach przez blokiem, czując, jak płacz utrudnia jej oddychanie i całkowicie uniemożliwia dalszy bieg. Wiedziała, że nie będzie siedzieć tu sama przez wieczność i zastanawiała się, kto będzie na tyle odważny, by podejść do niej, kiedy była tak roztrzęsiona. Miała ochotę cisnąć czymś ciężkim w ścianę, albo jeszcze lepiej w Jamesa. Zrobiłaby to tylko po to, by rozładować emocje. Jamesowi nic już nie pomoże, nic nie sprawi, że się opamięta. Kiedy zobaczyła go z Rosalie, poczuła to samo, co wówczas, gdy podsłuchała ich rozmowę przez telefon, teraz jednak bolało to dziesięć razy bardziej. Widok ten natychmiast przypomniał jej o tym, jak James z dnia na dzień zostawił ją dla Rosalie. Przyjaźnili się od lat, mieli wspólne pasje, plany, marzenia, a James wybrał dziewczynę, o której nie wiedział prawie nic. Wszyscy widzieli, że pozwalał sobą manipulować, prócz niego samego. Był ślepy na jakiekolwiek sygnały i głuchy na rady i uwagi zatroskanych przyjaciół. Dlaczego Jenny nie zapomniała o nim, nie przestała wierzyć w to, że kiedyś jeszcze będą razem? Dlaczego wciąż gotowa była dać mu kolejną szansę, a po niej tysiąc następnych? Dlaczego zachowywała się jak mała dziewczynka, która musiała dostać to, czego chce? Pozwalała się krzywdzić, choć słony smak łez w jej przełyku zaczynał ją już mdlić. Gdyby raz na zawsze zerwała z Jamesem wszelki kontakt, może wówczas udałoby jej się wyleczyć z tej miłości? A może jedynym lekarstwem na złamane serce jest kolejna miłość? Może nadszedł czas, by wyjść z ukrycia i poszukać pocieszenia i wsparcia w ramionach innego mężczyzny?
- Jenny... - odezwał się miękki, jakby przepraszający głos, który rudowłosa rozpoznała od razu. Wzdrygnęła się na samą myśl o blondynce, która stała za jej plecami. Nie zamierzała się obejrzeć. Nie chciała widzieć znienawidzonej twarzy kobiety, która swego czasu zabrała jej wszystko, co było dla niej ważne.
- Zostaw mnie - powiedziała chłodno Jenny, a jej głos wciąż się załamywał. Kciukiem starła łzę z policzka i pociągnęła nosem.
- Posłuchaj, to wszystko nie jest tak, jak myślisz - Rosalie nie ustępowała.
- Po co wróciłaś? - zapytała Jenny. Dotarło do niej, że naprawdę chciała znać odpowiedź na to pytanie, choć nie wiedziała jeszcze, po co jej to było.
- Nie jesteś jedyną osobą, która chciałaby to wiedzieć... - mruknęła Rosalie, rozkładając ręce w akcie bezsilności.
- Serio? - Jenny udała zdziwienie. - Tylko, że ja wcale nie potrzebuję odpowiedzi. Jesteś tu po to, by znowu mi go zabrać.
- Nie chcę być niemiła, ale James nie wspominał, że jesteście razem - odparła ciemnooka. Jenny poczuła falę gorąca, zbierającą się w okolicy jej oczu. Słowa Rosalie sprawiły jej ból, choć wcale nie zostały wypowiedziane w tym celu. Dlaczego Jenny traktowała Jamesa w taki sposób, choć istotnie nie byli razem i minęły lata od momentu, kiedy mogła nazwać się jego dziewczyną po raz ostatni? - Jenny, ja naprawdę nie chcę...
- Odwal się! - krzyknęła zielonooka, wstając i po raz pierwszy patrząc prosto w oczy Rosalie. Dziewczyna wyglądała tak, jakby faktycznie było jej przykro, jednak Jenny była zbyt zdenerwowana, by myśleć teraz trzeźwo. - Co tu jeszcze robisz? Leć do Jamesa, zawróć mu w głowie jak zwykle! No już!
Jasnowłosa chciała coś powiedzieć. Otworzyła usta, szybko jednak zamknęła je z powrotem. Odwróciła się i szybkim krokiem wróciła na klatkę schodową, gdzie minęła się z Vanessą. Jenny szła, by jak najszybciej uciec z tego miejsca, jednak Vannie dogoniła ją i zatrzymała na środku chodnika.
- Wiesz, co jest w tym wszystkim najgorsze? - zapytała zapłakana Jenny. - Że kiedy usłyszałam twoje kroki, miałam cholerną nadzieję, że to James. Nadal chciałabym się z nim zobaczyć. Nadal wierzę w szczęśliwe zakończenie, którego nigdy nie będzie.
- Mała, weź się w garść - nakazała Vanessa. - Odprowadzę cię do domu.
- Odwiozę panie - powiedział nagle kierowca taksówki, a dziewczyny dostrzegły jego auto w tym samym miejscu, w którym widziały je po raz ostatni. - Tak będzie bezpieczniej.
- Dzięki - rzekła Vannie i już po chwili siedziała obok Jenny wewnątrz pojazdu. - Powinnam cię przeprosić za to, że wyszło tak beznadziejnie. Nie miałam pojęcia, że James, o którym opowiadała mi Tina, to jednocześnie...
- Ojciec Olivera - dokończyła Jenny, a Vanessa poczuła ulgę, kiedy zauważyła, że zielonooka przestała płakać. - Kiedy zobaczyłam Christinę, od razu wydało mi się, że skądś ją znam. Wiesz, co było później. Nie pytaj, dlaczego wciąż tak to wszystko przeżywam, bo sama chciałabym to wiedzieć. Z jednej strony James to już przeszłość, a z drugiej... - Jenny zrobiła pauzę, by zaczerpnąć powietrza i poukładać myśli w swojej głowie, a nie było to łatwe. - James zawsze był na każde skinienie palcem Rosalie. Oszalał na jej punkcie, choć ja nigdy nie zauważyłam, by ona odwzajemniała jego uczucia. Skomplikowane.
- Skoro oni chcą utrzymywać kontakt, to i tak będą to robić, bez względu na to, czy ci się to podoba, czy nie - powiedziała Vanessa dobitnie. - Wszystko w twoich rękach, Jenny. Musisz stanąć na nogi, zawalczyć o szczęście, póki czas. Nie mówię od razu, że masz rzucić się na szyję pierwszemu lepszemu facetowi, ale...
- Rozumiem - rzekła Jenny i wcale nie powiedziała tego, by uciszyć przyjaciółkę. Dotarło do niej, że to od niej zależy, czy uwolni się w końcu od Jamesa. Nagle poczuła się silniejsza, niż kiedykolwiek. - Obiecałaś, że dzisiaj nie będę opychać się chipsami na kanapie, a jest to coś, na co mam w tej chwili największą ochotę.
- Wiesz, co ci powiem? - zapytała Vannie. - Że to jest fantastyczny pomysł i jeśli masz trochę wolnego miejsca na kanapie, to ja bardzo chętnie będę ci towarzyszyć.
Dziewczyny roześmiały się. Vanessa nie miała zamiaru zostawić siostry Victora samej. Domyślała się, że w domu też nie jest zbyt wesoło i jakoś nie miała ochoty stawać pomiędzy Jamesem, Christiną i Rosalie. Kiedy zobaczyła łzy Jenny, Vannie zniechęciła się do całego tego towarzystwa i ucieszyła się, że tej nocy nie będzie musiała patrzeć na żadne z nich. Dowiedziała się, że Rosalie wcale nie była taka święta, na jaką wyglądała, ponieważ przed laty rozbiła związek Jenny i Jamesa. Christina wiedziała o tym wszystkim, a jednak nawet się nie zająknęła na ten temat. James wydał się Vanessie po prostu wstrętny, kiedy zorientowała się, że to on jest ojcem Olivera, tym nieczułym facetem, który poświęca synowi zdecydowanie za mało czasu i uwagi. Vannie postanowiła uwolnić się od tych wszystkich myśli i nawet, jeśli rano będzie musiała stawić czoła trudnej rzeczywistości, to teraz zamierzała przede wszystkim zaopiekować się Jenny i nie pozwolić jej płakać po raz kolejny.

Zmarnowałam cały ten czas, mając nadzieję, że wrócisz. Dawałam ci kolejne szansy za każdym razem, a ty jedynie mnie raniłeś. Zajęło mi to tyle czasu, kochanie, ale już cię rozgryzłam. Myślisz, że między nami znowu będzie dobrze, ale nie tym razem.*

***

Christina nie tak wyobrażała sobie swoje przyjęcie. Nie sądziła, że będzie tak fatalnie, że noc spędzona z panem Haggerty wyda jej się o wiele atrakcyjniejsza, niż przedtem. Nic nie pozostało z planów, jakie miała. Nie wypiła ani kropelki wina, nie zatańczyła ani razu i nie usłyszała toastu na swoją cześć. Kiedy Jenny stanęła w drzwiach, Tina rozpoznała ją natychmiast. Zorientowała się, że akcja potoczy się nie po jej myśli. To wszystko sprawiło, że pozytywne odczucia wobec Jamesa, które pojawiły się dzisiaj tak nagle, teraz przerodziły się w najszczerszą niechęć. Właśnie miała wyprosić go z mieszkania, kiedy wróciła Rosalie. Była roztrzęsiona. Wyglądała tak, jakby miała za chwilę się rozpłakać. Jasnowłosa spojrzała na Jamesa i Christinę swymi smutnymi oczami. Chciała coś powiedzieć, jednak głos uwiązł jej w gardle. Pokręciła głową i zamknęła się w swoim pokoju, a do uszu pozostałych dotarł jej szloch. James ruszył w stronę sypialni Rosalie, jednak Tina bez wahania powstrzymała go, odczuwając dziwną satysfakcję z tego, że miała największe prawo wyrzucić go ze swojego mieszkania.
- Lepiej będzie, jeśli już pójdziesz - powiedziała stanowczo, co spotkało się ze sprzeciwem Jamesa. Mężczyzna już otwierał usta, jednak doszedł do wniosku, że nie jest u siebie i powinien uszanować wolę gospodyni. Ze zwieszoną głową wyszedł na zewnątrz, a Christina z radością zamknęła za nim drzwi na klucz. Choć nie zrobił nic złego, wieczór ten wyglądałby zupełnie inaczej, gdyby nie on. Nie miała zamiaru mu współczuć, bo to nie on potrzebował teraz wsparcia.
Tina weszła do pokoju siostry i odnalazła ją na łóżku. Rosalie miała twarz wlepioną w poduszkę, a jej ciało poruszało się konwulsyjnie podczas płaczu. Widać było, że to, co się stało, kosztowało ją bardzo dużo. Choć Christina od początku była przeciwna jej kontaktom z Jamesem, teraz nie zamierzała pastwić się nad młodszą siostrą, w końcu nie była pozbawiona serca i ludzkich odruchów. Położyła się obok Rosalie, mając nadzieję, że w jakiś sposób uda jej się pomóc jasnowłosej.
- Ja już tak nie potrafię... - krzyknęła Rosalie, na co Tina przytuliła ją z całych sił.
- Jestem tu, malutka - powiedziała szczerze. - Wszystko jest dobrze.
Choć to nie do końca była prawda, Rosalie nieco się uspokoiła. Wciąż płakała i pociągała nosem, teraz jednak emocje zdawały się nieco słabsze. Christina nie zamierzała uwolnić jej z uścisku, póki ta nie weźmie się w garść. Mogła spędzić nawet całą noc w tej niewygodnej pozycji, byle tylko zaopiekować się siostrą należycie. W przeszłości miała wiele okazji, by pomóc Rosalie, jednak nie pamiętała, czy wykorzystała chociaż jedną z nich. W jej myślach nagle pojawiła się Sophia i to, do jakiego stanu doprowadziła Rosie. Szarooka nie kiwnęła nawet palcem, by pomóc blondynce, która próbowała popełnić samobójstwo. Choć wiedziała, że nic już nie oczyści jej z tej winy, nie chciała popełnić tego samego błędu. Była tu i miała nadzieję, że Rosalie czuła się teraz bezpieczniej.

***

Taylor Swift - You're Not Sorry *

11 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. I znowu coś mnie podkusiło, żeby wejść na bloga i sprawdzić, czy nie ma nowości. Jak zwykle nie zawiodłam się! :-) Zatem bez zbędnych słów zabieram się za czytanie!
      Związki na odległość są bardzo trudne i skomplikowane. Przede wszystkim wiążą się z ogromną tęsknotą. Czasami są takie dni, że człowiek nie marzy o niczym innym, jak o chwili zapomnienia w ukochanych ramionach. I wszystko byłoby idealne, gdyby nie fakt, że te ramiona znajdują się tysiące kilometrów dalej. A po drugie ciężko utrzymać takie związki w ryzach. Trzeba się dwa razy bardziej starać, aby ta miłość nie przygasła. Wierzę jednak, że Vanessa i Victor podołają temu. Uważam, że pomysł dziewczyny z odwiedzeniem Manchesteru jest kapitalny. Już nie mogę się doczekać, aż pojedzie do tego 'diabelnego' miasta! Może się w nim (mieście) zakocha i myśl o wyprowadzce nie będzie taka straszna? Pewnego dnia przecież będą musieli podjąć tą trudną decyzję. I niestety, ale oczywiste jest, że to Vanessa będzie musiała się poświęcić, dlatego związku. Ach, chciałabym już czytać o nich mieszkających razem i cieszących się każdą wspólną chwilą!
      Jestem zaintrygowana zachowaniem Josha. Ewidentnie mężczyzna przed czymś ucieka. Nie jestem do końca przekonana, czy chodzi tutaj o strach przed powrotem dawnych uczuć. Jeśli by o to chodziło, to nie rozważałby spędzenia wspólnego wieczoru z samą Vanessą. Wspólne pójście na imprezę jest bezpieczniejsze i mniej zobowiązujące. Przynajmniej tak mi się wydaje. Wśród ludzi, gdzie każdy o czymś mówi, coś robi i co chwilę zwraca uwagę coś innego.. trudno myśleć o chwili intymności. Jestem naprawdę ciekawa, co takiego chodzi po głowie żołnierzowi.
      Zazdroszczę Gregorowi! Sama uwielbiam ten moment, kiedy siadam i zaczynam pisać. Zatracam się w tym całkowicie, że jak później spoglądam na zegarek i orientuję się, która już jest godzina, to przechodzi mnie przyjemny dreszcz! :-)
      Próbuję rozgryźć Gregory'ego, ale wychodzi mi to mizernie. Z jednej strony wydaje się być totalnym ignorantem, któremu kompletnie nie zależy na małżeństwie, a z drugiej strony jest czułym kochankiem, który postanowił zawalczyć o swoją kobietę. Do tego wszystkiego dochodzi Christina, która - gołym okiem widać - nie jest mu obojętna. I zawsze wtedy mam ochotę zapytać: 'czego Ty właściwie chcesz, Gregory?'. Mam nadzieję, że zanim zrobi coś głupiego lub szalonego, to zastanowi się dwa razy, czy to jest to czego pragnie. Bo może przez swoje niezdecydowanie zranić niejedną osobę.
      Uwielbiam Christinę i naprawdę mam nadzieję, że wreszcie dziewczyna znajdzie mężczyznę, który będzie na nią zasługiwał. Jest cudowną, mądrą i zabawną kobietą. Niezależną i na dodatek wspaniałą przyjaciółką. Pewnego dnia w jej życiu pojawi się mężczyzna, którego zwali z nóg! Jestem tego pewna! :) I podobnie jak ona uważam, że Rosalie i James powinni trzymać się od siebie z daleka. Wytłumaczyłam już swoje obawy w poprzednim komentarzu, więc nie będę ich ponawiać tutaj. Przynajmniej na razie.. ;-)

      Usuń
    2. Cieszę się, że Vanessa zaprzyjaźniła się z Jenny. Uważam, że Jenny dobrze zrobił towarzystwo drugiej kobiety, która ją zrozumie i wesprze. A rozmowa o Victorze wywołała uśmiech na mojej twarzy! Oj, niech się starają o małego Victorka.. Proszę! :)
      Tego się obawiałam. Współczuję Jenny. Gdzie się nie obróci, podąża za nią widmo przeszłości. Miała się rozerwać. Fajnie zabawić, a zamiast tego dostała cios w policzek. Jestem taka zła! Tak bardzo zła! Nie tak powinno być. To ona powinna cieszyć się życiem, ruszyć na przód, a James powinien stać z boku i patrzeć na to ze smutkiem i zazdrością. To on ma żałować tego, że ją zostawił, a nie Jenny tego, że on od niej odszedł. Jest cudowna i zasługuję na coś więcej niż niezdecydowanego chłopczyka. I mam nadzieję, że pewnego dnia otrzyma szczęście, które się jej należy!
      Dobrze, że ma u swego boku Vanessę.
      Nie znałam tej piosenki Taylor, ale muszę przyznać, że jest dosyć przyjemna i idealnie pasowała do fragmentu.
      Teraz powinnam napisać, że jest mi przykro z powodu Rosalie, ale skłamałabym. Moja niechęć wobec niej jest tak ogromna, że nie potrafię tego przeskoczyć. Może, gdybym lepiej znała jej historię, to wtedy potrafiłabym zrozumieć jej postępowanie. Ciężko jednak dokonać tego, gdy widzi się dziewczynę, korzystającą z życia, dobrze bawiącą się i ludzi, którzy czekają na jakiekolwiek wytłumaczenie z jej strony. Zachowuje się tak, jakby nie uciekła wcześniej i nie zostawiła tych wszystkich ludzi bez odpowiedzi. A teraz po prostu wodzi ich za nos. Przynajmniej takie jest moje odczucie.
      Kochana, cudowny odcinek. Z jednej strony cieszę się, że publikujesz nowości co tydzień, bo ciężko wytrzymać bez Twojej twórczości. Z drugiej strony przeraża mnie fakt, że w tym tempie szybciej dotrzemy do końca tego opowiadania, a tego bym chyba nie chciała!
      Uważam, że odcinek wyszedł Ci dobry i powinnaś go lubić. Nie mam niczego do zarzucenia. Tylko jedno - więcej Victora, poproszę! :-)
      Ściskam!:*

      Usuń
    3. Myślę, że tak częste publikacje to tylko stan przejściowy i wkrótce będą się pojawiać trochę rzadziej, także spokojna głowa :) Przed nami jeszcze duuużo rozdziałów, obiecuję :P
      Sporo swoich własnych zachowań podczas pisania przekazuję Gregory'emu. Widzę, że mamy podobnie :)
      Taylor jeszcze nie raz pojawi się na tym opowiadaniu. Jej muzyka jakoś zwyczajnie mi tu pasuje i inspiruje mnie.
      Sprawdziłam i już wiem, że Victor pojawi się w kolejnym rozdziale - i nic więcej nie powiem :)
      Kochana, dziękuję bardzo za wspaniały komentarz!
      Całuję :*

      Usuń
    4. W takim razie oczekuję odcinka już w najbliższą sobotę! Po takiej zapowiedzi inaczej być nie może! :*

      Usuń
  2. Ostatnio jakoś tak nie mam głowy do pisania wstępów, dlatego przejdę od razu do czytania i komentowania.
    Czytając pierwszy fragment zaczęłam zastanawiać się, czy w tak krótkim czasie taka zwykła znajomość może przerodzić się w coś zdecydowanie poważniejszego. No bo nie można powiedzieć, że Vanessa zna Victora nie wiadomo jak długo, a mimo to nie trzeba było zbyt długo czekać na wybuch miłości. Cały ich związek jest naprawdę piękny, ale ja w dalszym ciągu mam wrażenie, że to wszystko dzieje się zbyt szybko. Vanessę czasami też ponosi wyobraźnia, bo myślę, że na przeprowadzkę do Victora jest jeszcze za wcześnie, myślę, że to jeszcze nie ten etap związku, chociaż faktycznie, taki związek na odległość to nie lada wyzwanie dla nich obojga. Ale jej wyjazd do Manchesteru to naprawdę dobry pomysł, bo nie jest rzeczą złą to, że chciałaby się dowiedzieć jak żyje jej ukochany, jakich ma znajomych, uważam, że takie sprawy nie powinny być dla niej tajemnicą. Oby tylko ta dzieląca ich odległość nie pogorszyła ich relacji, żeby dalej byli ze sobą tacy szczęśliwi i zakochani, bo chyba się załamie jak zburzysz tą idealną wręcz postać Victora. Chociaż z drugiej strony wszystkie się nim tak zachwycamy, a tak naprawdę nie wiadomo co piłkarz ma za uszami ;) na pewno kolejne rozdziały wszystko wyjaśnią :) no i pojawił się Josh w bardzo tajemniczym wątku. Ciekawa jestem co takiego wpłynęło na tą nagłą zmianę zachowania i dlaczego był dla Vanessy taki hmm... niegrzeczny? Pozostaje tylko czekać na to co będzie się działo dalej :)
    Chyba nigdy nie zdołam rozgryźć Gregory'ego. Zadziwia mnie jego zachowanie, a jak tak dalej pójdzie, to jego niezdecydowanie będzie mnie zwyczajnie irytować. W tym wszystkim cieszy mnie jedynie to, że powróciła wena, że pisanie książki nie sprawia już mu takich kłopotów jak wtedy, kiedy podjęli z Sophią decyzję o terapii małżeńskiej. I przede wszystkim ciesze się, że to właśnie Christina spowodowała powrót tej weny. Ale jeśli chodzi o jego małżeństwo, to przyznaje się szczerze, że powoli zaczynam się już gubić. Zarówno Gregory jak i Sophia sami tak naprawdę nie mają pewności, czy w dalszym ciągu chcą być razem. Najpierw jest tak, że przez kilka dni się kochają, chcą ratować małżeństwo i być razem już do końca, a przez kolejnych kilka dni mają co do tego wątpliwości, no ludzie! Czy nie byłoby łatwiej podjąć konkretną i ostateczną decyzję? Sama jestem ciekawa, czy to w ogóle nastąpi...

    OdpowiedzUsuń
  3. Rzeczywiście jest tak, że niektórzy potrafią pomóc wszystkim dookoła, a sobie już niekoniecznie, taki paradoks. Teraz już wiem, że z Christiną jest dokładnie tak samo i nie chodzi tutaj tylko i wyłącznie o wykonywany przez nią zawód. Nie mogę się nie zgodzić z tym, że wygląd nie jest istotny przy wyborze partnera. Tak naprawdę wszyscy na to patrzą, ale mało kto się do tego przyzna. Każdy też ma inny gust i każdemu spodoba się inna osoba. Ja sama też jestem zdziwiona, że nie znalazł się jeszcze ten szczęśliwiec przeznaczony właśnie Christinie. Ale ja cały czas wierzę, że jeszcze przyjdzie na nią czas, że już niedługo będzie mogła otwarcie powiedzieć, że znalazła miłość swojego życia i jest szczęśliwa tak jak zawsze tego pragnęła. Nie dziwie się, że nie pochwala znajomości swojej siostry z Jamesem. Ta relacja jest naprawdę trudna i zakręcona, oboje tak naprawdę nie wiedzą na czym stoją, więc im szybciej Rosalie zdecyduje się na powiedzenie prawdy, tym lepiej dla wszystkich, którzy ją otaczają :)
    Byłam bardzo ciekawa co takiego wydarzy się na imprezie organizowanej przez Christinę i przyznaję, że mnie zaskoczyłaś (nie wiem, który to już raz :P) strasznie nieprzyjemna sytuacja, bo gdyby Tina uprzedziła Vanessę kogo Rosalie ma zamiar zaprosić i gdyby powiedziała kim ta osoba właściwie jest, to z pewnością lekarka nie dopuściłaby do spotkania Jenny z Jamesem. Biedna Jenny. Chciała wyjść z domu, dobrze się bawić, a tu taka sytuacja. Czy dziwi mnie jej nienawiść do Rosalie? Nie, bo jednak jasnowłosa przyczyniła się do rozpadu jej związku, odebrała jej nie tylko faceta, ale także ojca jej dziecka. James był całym światem dla Jenny, a mimo to zostawił ją, kiedy pojawiła się na jego drodze inna kobieta. Cóż, ciesze się, że Jenny może liczyć na Vanessę, że nie będzie sama po tym przykrym zdarzeniu i mam nadzieję, że już nie dojdzie do ponownej konfrontacji Jenny z Rosalie, bo to naprawdę nic przyjemnego.
    Najbardziej w tym wszystkim szkoda mi Christiny. Chciała dobrze, a wyszło jak zwykle. Nie mogła przewidzieć tego, jak potoczy się ta impreza, bo tak naprawdę nie wiedziała też do końca kto się na niej pojawi. To normalne, że siostra jest ważniejsza od Jamesa. Nie chciałabym tutaj oskarżać poszczególnych osób, że to właśnie one rozwaliły Tinie imprezę. Padło kilka nieprzyjemnych słów szczególnie w konfrontacji Jenny z Rosalie, ale niestety czasu nie da się cofnąć. Jestem bardzo ciekawa jak teraz będą wyglądać chociażby relacje Vanessy z siostrami Dainty po tej feralnej imprezie...
    Z niecierpliwością czekam na kolejne rozdziały :)
    Pozdrawiam :* buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dobrze, że gubisz się w małżeństwie Gregory'ego i Sophii, bo tak właśnie miało być :) Oni sami gubią się w tym jeszcze bardziej, wierz mi :P
      Lubię Cię zaskakiwać :D
      Jeśli chodzi o Victora, to mogę obiecać, że on nie będzie wiecznie nieskazitelną postacią, ale nie zdradzę nic więcej, wybacz :)
      Uwielbiam to, jak w każdym komentarzu wychwytujesz to wszystko. Słowem, ja po prostu ubóstwiam komentarze, które piszesz, po prostu.
      Dziękuję bardzo i pozdrawiam :* :*

      Usuń
  4. Cześć, już jestem! ;*
    Vanessa chyba na dobre zakochała się w Victorze. Gdy tak przypominała sobie o jego niespodziankach i zrozumiała, że ona daje mu zbyt mało, doszłam do wniosku, że ma trochę racji. Zapewne mężczyzna nie wymaga tego od niej, ale na pewno zrobiłoby mu się bardzo miło, gdyby ukochana zrobiła mu jakąś cudowną i zakasującą niespodziankę. Wyjazd do Manchesteru to świetny pomysł. Victor chyba będzie skakał z radości, gdy na treningu zobaczy na trybunach swoją ukochaną. Ach, wyobraziłam to sobie i wygląda to cudownie. :D Mam nadzieję, że zrealizuje swój pomysł i to już wkrótce. :) Josh jest jakiś podejrzany. Dziwnie się zachowuje i wyraźnie czymś się stresuje. Czemu nie mógł odwiedzić Vanessy? Wpaść na urodziny jej przyjaciółki? Przecież to nic takiego. Coś mi tu nie gra. Czyżby Josh miał jakieś kłopoty? Jestem bardzo ciekawa, ale też jestem cierpliwa. :)
    Naprawdę jest takie powiedzenie o pisarzach? :D Pierwszy raz to słyszę, ale od razu dochodzę do wniosku, że to nieprawda. Mi najlepiej się pisze, gdy mam wolne serce i jestem szczęśliwa. Jak mam złamane serce, to nawet nie chce mi się siadać do komputera. Czuję obrzydzenie do tego wszystkiego i nigdy przy zranionym sercu nie pisałam. Gregory dość szybko wpada w szał i zdenerwowanie. Sophia nie może wyjść nawet na zakupy, bo on od razu ma złe myśli o tym, co teraz jego żona robi. Według mnie on się męczy w tym małżeństwie. Nie wiem czemu za wszelką cenę nie chce odejść. Ma takie postanowienie i jak chce to niech się go trzyma, ale według mnie jest ono bezsensowne, bo widzę, że z Sophią nie jest szczęśliwy. Cały czas myśli o Christinie, doskonale wie, że ta by go zrozumiała i wysłuchała, czego nie może mu dać własna żona. To przykre. Z jednej strony żałuję, że nie zadzwonił do Christiny, ale z drugiej to lepiej, że tego nie uczynił. Znów by spędził z nią miły czas, a potem miałby wyrzuty sumienia i znów traktowałby ją tak oschle. A ona przecież nie jest zabawką. Gregory naprawdę nie wie czego chce. Ktoś powinien pomóc mu w zrozumieniu tego.
    Coraz bardziej widzę swoje podobieństwo w Christinie. Choćby w tym, że jest ona piękną kobietą, więc czemu nie może nikogo znaleźć? Mi wielu ludzi, nawet facetów mówiło, że jestem piękna (haha, nie wiem czy w to wierzyć), ale jakoś nikogo nie mam i nikt nie chciał zostać na dłużej, by lepiej mnie poznać. Tina ma rację. Nie oszukujmy się, każdy mówi, że charakter jest ważny, ale przecież można go poznać dopiero po jakimś czasie, a o pierwszym spotkaniu decyduje właśnie wygląd. Przykra prawda, ale tak właśnie jest. Nawet znam taki cytat: "możesz przyciągnąć mnie wyglądem, ale zostawisz tylko charakterem". Eh, nie wiem czemu, ale tak jakoś płakać mi się zachciało. Dobra, ogarniam się. Uwielbiam bordowy kolor, więc ta sukienka na pewno była piękna, a Tina wyglądała w niej zjawiskowo. James zachował się bardzo miło, wręczając kobiecie bukiet kwiatów. :) Christina ma jakieś dobre wątpliwości, co do jego związku z Rosalie. Ja też jestem coraz bardziej do tego nie przekonana, bo cały czas mam mieszane uczucia, co do tego, czy Rosalie kocha Jamesa. To przykre, że Christina pomaga innym ludziom, a sobie samej nie może. W sumie mam podobnie. Ach, ta Tina, to moja bratnia dusza. ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O mamo... Jestem zszokowana, przerażona i trochę zraniona. Chciałam, by Jenny dobrze bawiła się na tej imprezie. Bardzo ją lubię i wiem, że dobra zabawa poprawiłaby jej humor. Miało być tak cudownie, a tu nagle uderzyła ją rzeczywistość. No tak, nikt nie poinformował jej, że będzie tutaj James, bo Vanessa go nawet nie znała. Biedna Jenny, tak cholernie mi jej żal. Jestem ciekawa, czy Vanessie uda się ją zatrzymać i namówić na powrót. I jak zareaguje na to James. Ach, nie fajna i skomplikowana sytuacja. :/
      Odpowiedź na moje pytania przyszła szybko. Nie spodziewałam się, że pierwszą osobą, która przyjdzie do Jenny będzie Rosalie. Ja nie wiem skąd ona wzięła tyle odwagi, by porozmawiać z zranioną kobietą, której na dodatek to ona odbiła faceta. To oczywiste, że Jenny nie chciała na nią patrzeć i z nią rozmawiać. Czego Rosalie się spodziewała? Że wypłacze się w jej ramię i ją wysłucha? Śmieszne. Zirytowała mnie tym zachowaniem Rosalie. Tylko pogorszyła sytuację i jeszcze bardziej zraniła Jenny. Dobrze, że zjawiła się Vanessa i ją od tego uwolniła. Vannie zachowała się, jak prawdziwa przyjaciółka. Dobrze, że postanowiła jej pomóc i ją wesprzeć, ale z drugiej strony to są urodziny Christiny, jej przyjaciółki, a ona tak po prostu z nich zrezygnowała. Kolejna skomplikowana sytuacja. Mam nadzieję, że Christina nie będzie miała jej tego za złe, i że jej impreza urodzinowa przez to zdarzenie się nie zakończy. Vanessa ma rację, to Jenny decyduje o tym, czy zapomni o Jamesie. Każdy jest panem swojego losu. Najwyższy czas, by Jenny się za siebie wzięła. Najlepszym rozwiązaniem będzie znalezienie innej miłości. Nic na siłę, ale powinna się otworzyć przed innymi mężczyznami i pozwolić im, by mogli ją bliżej poznać.
      Biedna Christina, jej impreza urodzinowa zakończyła się tak szybko, a nie zdążyła się nawet rozkręcić. Dobrze, że kazała Jamesowi iść. Postąpiłabym tak samo na jej miejscu. Cieszę się, że Tina zachowała się, jak dobra i opiekuńcza starsza siostra. To na pewno pomogło Rosalie i ona na pewno doceni ten gest. Nie mogę jednak pozbyć się dziwnego uczucia, że wszyscy się teraz nad sobą użalają, a Christina znowu pomaga innym, a nie sobie. To była jej impreza, a wszyscy jakby o tym zapomnieli. Bardzo mi się to nie podoba i jestem zła na wszystkich, a najbardziej na Rosalie. Sama jest sobie winna, a teraz robi z siebie niewiniątko i się nad sobą użala. Pewnie gdyby była to moja siostra, to też bym ją wspierała, jednak tak nie jest, więc mogę mieć do niej pretensje. Rosalie bardzo mnie zirytowała w tym rozdziale. Lubię ją coraz mniej. Gdy wydawało mi się, że będę darzyć ją sympatią, ona wszystko popsuła. Chyba już się do niej nie przekonam. No, ale zobaczymy, jak się będzie zachowywać.
      Rozdział mi się bardzo podoba. Jest dużo niesamowitych opisów, które wyrażają uczucia i emocje bohaterów. Ja tak nie umiem pisać i tego bardzo Ci zazdroszczę. Muszę czasami bardzo się skupiać, by coś takiego napisać, ale nigdy mi to dobrze nie wychodzi.
      Pozdrawiam! <3

      Usuń
    2. Tak, jest taka teoria, że artystom lepiej się tworzy przy złamanym sercu, ale osobiście też nie bardzo się z tym zgadzam :)
      Oj, wierz w to wierz, na pewno Cię nie oszukiwali, kiedy prawili Ci takie komplementy. Nie widziałam Cię, a jestem gotowa się o to założyć, serio :)
      Myślę, że Tina wkurzyłaby się na wszystkich jeszcze bardziej, gdyby to rzeczywiście były jej urodziny - a na szczęście była to tylko impreza parę tygodni po jej faktycznych urodzinach. Tak, skomplikowałam to, ale ja już tak mam :P
      A ja uwielbiam Twoje opisy, uważam, że są jednymi z najlepszych, jakie czytałam. Uwierz w to w końcu!
      Dziękuję :* No kocham Twoje komentarze i już :D
      <3

      Usuń