11 września 2014

17. ,,Serce podpowiedziało mu, jaki kierunek powinien obrać''

Hej!
Dziękuję za komentarze pod poprzednim rozdziałem. Jak zwykle jesteście niezawodne i niezastąpione :)
Eksperymentem, o którym wspomniałam ostatnio, jest podróż w czasie. Pokażę Wam przeszłość bohaterów, przede wszystkim Jamesa. Pomiędzy fragmentami jest zawsze jakiś odstęp czasu, mam nadzieję, że się połapiecie, ale w razie niejasności śmiało pytajcie. Wszystko objaśnię. Możliwe, że poplątałam coś w jakimś miejscu, więc też dzięki Waszym uwagom będę mogła to poprawić.
Ostatni fragment jest kontynuacją wspomnienia z dwunastego rozdziału, do tej samej muzyki. Jakby co :)
Tyle ode mnie dzisiaj, wracam za około 2 tygodnie.
Pozdrawiam i całuję! :*

***
The Kooks - Naive

W kalejdoskopie anonimowych twarzy, które przecinają twoją drogę każdego dnia, zawsze znajdzie się jedna, którą zapamiętasz na całe życie. 
Nawet, jeśli nie zobaczysz jej nigdy więcej.

Niebieska koszulka ciasno opinała umięśnioną klatkę chłopaka. Trenowanie kilka razy w tygodniu nie tylko pozwalało mu osiągać lepsze wyniki w sporcie, ale również przyciągnąć większe zainteresowanie dziewcząt. Spotykał wiele zaciekawionych spojrzeń, a koleżanki ze szkoły szeptały coś do siebie, kiedy je mijał. Uśmiechał się do nich, było to bowiem jedyne, na co mogły liczyć. Nawet, gdyby był trochę bardziej pewny siebie, nie podszedłby teraz ani do uroczej blondynki siedzącej na ławce, ani do krótkowłosej brunetki, która podniosła wzrok znad gazety dla nastolatek, by na niego popatrzeć. Nie potrzebował dodatkowych wrażeń i wcale nie czuł pokusy ze strony wzdychających do niego dziewczyn. James mocniej ścisnął dłoń zielonookiej piękności, ciesząc się, że ona wciąż tam była. Czasami bał się uwierzyć w to, że wcale jej sobie nie wymyślił. Jenny była jego szczęściem, wartym o wiele więcej, niż każda bramka, jaką zdobył. Jego serce biło tylko dla dziewczyny, która pewnego wieczoru stała się jego marzeniem.
- Jestem w ciąży - powiedziała Jenny, a James odsunął się tak szybko, jak tylko mógł. Kiedy spojrzał na ukochaną, na jej twarzy gościło rozbawienie pomieszane z lekkim oburzeniem. - Mógłbyś wreszcie skupić się na mnie, a nie na tych wszystkich chichoczących pannach?
- Mówiłaś coś? - zapytał, wciąż oszołomiony.
- Tak, kochanie - rzekła nieco przesłodzonym tonem. - Mówiłam coś do ciebie przez parę ostatnich minut, a ty jak zwykle bujałeś w obłokach. Założę się, że nawet nie wiesz, co do ciebie...
- Lepiej się nie zakładaj, Joyce - ostrzegł James, odzyskując pewność siebie. - Przez te kilka minut mówiłaś, że bardzo mnie kochasz i nie możesz doczekać się wakacji.
- Próbuj dalej - pokazała mu język, po czym znowu chwyciła jego dłoń. Nagle James zatrzymał się na środku chodnika. - O co tym razem chodzi?
- Nie jesteś w ciąży, prawda? - zapytał, a w jego oczach rozbłysło prawdziwe przerażenie.
- Zakładając, że cię nie zdradziłam, musiałoby to być niepokalane poczęcie - odparła, śmiejąc się pod nosem. - Oczywiście, że nie jestem, ale sam przyznasz, że to była sprytna metoda na przyciągnięcie twojej uwagi.
- O tak, wspaniała... - westchnął. - Tylko nie korzystaj z niej nigdy więcej, jeśli nie chcesz, żebym umarł w bardzo młodym wieku.
- Oczywiście, że nie chcę, misiaczku - powiedziała tym samym cukierkowym głosem, co wcześniej.
- Dobrze się czujesz? - zapytał James.
- Z tobą? Jak w niebie - odrzekła i momentalnie objęła go w pasie, po czym stanęła na palcach, by móc go pocałować. Kiedy brunet otworzył oczy, zobaczył, jak grupka wzdychających do niego dziewczyn oddala się z naburmuszonymi minami, wymieniając się niezbyt przyjaznymi uwagami. Jenny również musiała to dostrzec, ponieważ po chwili odsunęła się od Jamesa i ruszyła dalej.
- Co to było? - spytał, nie mogąc się otrząsnąć.
- Chciałam jakoś przegonić twoje wielbicielki - odparła stanowczo.
- Moja mała, słodka Joyce jest o mnie zazdrosna? - zapytał chłopak głośno, mając nadzieję, że uda mu się narobić ukochanej obciachu. Uwielbiał ją dręczyć i sam zastanawiał się, skąd Jenny miała tak dużo cierpliwości do niego.
- Wydaje ci się - ucięła Jenny, a James odetchnął z ulgą, kiedy na jej twarzy zobaczył promienny uśmiech. - Jesteś gotów przekroczyć próg znienawidzonego przez siebie miejsca, czy stchórzysz tak, jak ostatnio?
- Jak ty mnie dobrze znasz - stwierdził i pocałował rudowłosą z zaskoczenia w policzek. - Poczekam na zewnątrz.
- Bądź grzeczny! - powiedziała Jenny i zniknęła za drzwiami biblioteki.
James miał nadzieję, że zielonooka nie spędzi tam dobrych kilku godzin. Chciał zabrać ją na spacer, albo zaprosić na obiad do swojej babci. Uwielbiał jej towarzystwo. Cieszył się, że Victor szybko zaakceptował związek najlepszego przyjaciela ze swoją młodszą siostrą. Kiedy James przychodził do ich domu, czuł się tak, jakby sam był członkiem tej fantastycznej rodziny. Otrzymał więcej ciepła i sympatii, niż mógłby sobie wymarzyć. W tym momencie był najszczęśliwszym siedemnastolatkiem w Londynie i nic nie zapowiadało, że miałoby się to w najbliższym czasie zmienić.
- Cześć! - odezwał się głos, który James skądś znał, choć mógłby przysiąc, że kiedy słyszał go po raz ostatni, brzmiał on dużo mniej przyjaźnie.
Ciemnooki zorientował się, że tuż obok niego stała szczupła blondynka obdarzona dużymi, brązowymi oczami. Jej jasne włosy zaplecione były w warkocz, który wyglądał na bardzo skomplikowany, a jednocześnie dodawał jej subtelnego uroku. Miała na sobie białą, koszulową bluzkę, granatową spódniczkę i marynarkę w tym samym kolorze. Całość wyglądała jak szkolny mundurek i James wcale się nie mylił. Przypomniał ją sobie. To ta dziewczyna, której nie pozwolił stracić równowagi na sali baletowej. Zdążył już zapomnieć o tamtym wydarzeniu i nagle tajemnicza baletnica wyrosła spod ziemi, sprawiając, że wspomnienia uderzyły w Jamesa.
- Cześć - odparł w końcu chłopak, zdziwiony uprzejmością nastolatki. - Nie przewracasz się już? - zapytał.
- Nie - odpowiedziała, uśmiechając się pogodnie. Jej gesty zdradzały podenerwowanie. Dłonią wciąż zagniatała materiał spódnicy.
- Chodzisz do jednej z tych prywatnych szkół? - spytał James, chcąc podtrzymać rozmowę. Teraz, kiedy Jenny była w bibliotece, i tak nie miał nic lepszego do roboty.
- Już nie - odrzekła. - Wypisałam się dzisiaj.
- Dlaczego? - zapytał, choć po chwili zrozumiał, że nie powinien być tak dociekliwy. Właściwie się nie znali. - Jestem James.
- Rosalie - odparła i uścisnęła dłoń ciemnowłosego. - Muszę się zbierać.
- No to cześć - powiedział chłopak i uśmiechnął się.
- Do zobaczenia - skwitowała blondynka i odeszła, kilkakrotnie oglądając się za siebie.
Kiedy James odwrócił wzrok, dostrzegł inną jasnowłosą, idącą w przeciwnym kierunku. Nie zdążył przyjrzeć jej się bliżej, bo właśnie wtedy Jenny podeszła do niego z torbą książek, które przez parę następnych dni skutecznie będą odwracały uwagę zielonookiej od jej chłopaka, tak spragnionego jej czułości. James pocałował Jenny po raz kolejny, po czym złapał ją za rękę i poszedł razem z nią do parku. Przez całe popołudnie Joyce ignorowała swoje najnowsze zdobycze, odciągając myśli Jamesa od spotkania z przepełnioną tajemnicami Rosalie. Był szczęśliwy i cieszył się tym, co miał tu i teraz.

***

Rówieśnicy Jamesa nagle zgarbili się, by w jakiś sposób uniknąć spojrzenie nauczyciela. Profesor Highwood uważnie przeczesywał teren w poszukiwaniu kolejnej ofiary. Na każdej lekcji torturował przynajmniej jedną osobę pytaniami dotyczącymi lektur, które musieli przerabiać. Zawsze, kiedy dostateczna ocena Jamesa z angielskiego była w poważnym niebezpieczeństwie, chłopak żałował, że nie chodził do jednej klasy z Jenny. Rudowłosa nie dość, że zawsze była przygotowana, a znajomość lektury miała w małym palcu, to na dodatek z wyprzedzeniem czytała kolejne pozycje obowiązkowe. Świadomość, że ostatnia deska ratunku miała teraz matematykę piętro niżej, automatycznie przyprawiała Jamesa o dreszcze. Ciemnooki spojrzał na Victora, który niemal całkowicie położył głowę na ławce. Chłopak był już pewien, że tym razem mu się upiecze, gdy nagle...
- Joyce, do tablicy - powiedział Highwood, uśmiechając się z niezdrową satysfakcją. Był jednym z tych nauczycieli, którzy czerpią ogromną radość z maltretowania uczniów pytaniami, na które większość z nich nie znała odpowiedzi.
- Pomóż mi! - szepnął Victor, ruszając się jak mucha w smole. Miał nadzieję, że dzwonek odłoży jego wyrok w czasie. James rozłożył ręce. Był bezradny. Blondyn wstał w końcu z krzesła i ruszył w kierunku nauczyciela, przełykając głośno ślinę.
- Nie wiem, jak pan, panie Joyce, ale ja nie zamierzam spędzić tu całego dnia - rzucił srogo Highwood.
- To może zrobimy użytek z tej pięknej pogody i wyjdziemy na boisko? - zapytał Victor z nadzieją w głosie, uśmiechając się do profesora pogodnie. Uczniowie wybuchnęli śmiechem i nawet Victor jakoś się rozluźnił, choć wciąż nie zapominał o zagrożeniu. - Panie profesorze złoty, chyba nie musimy gadać o tych gniotach na każdej lekcji? Moglibyśmy zrobić coś ciekawszego.
- Okazuje pan zerowy szacunek dla sztuki, panie Joyce - stwierdził oschle mężczyzna, a w klasie zapanowała cisza. - Jak to się stało, że pańska siostra ma więcej oleju w głowie, choć jest od pana młodsza?
- To teraz mamy filozofię? - Victor podrapał się po głowie. - Myślałem, że angielski.
Klasę ponownie wypełniła salwa śmiechu. Zrobiło się tak gwarno, że w pierwszej chwili nikt nie usłyszał, jak otworzyły się drzwi. Do środka weszła jasnowłosa dziewczyna, którą James rozpoznał bez trudu - w końcu widział ją dzień wcześniej i nawet z nią rozmawiał. Rosalie miała na ramieniu niemal pustą, filigranową torebkę na książki, a jej strój był co najmniej wakacyjny. Nie wyglądała jak ktoś, kto przyszedł do szkoły, bardziej przypominała wczasowiczkę. James już wiedział, że nie spodoba się to profesorowi, który wielokrotnie krytykował uczennice za zbyt kuse stroje albo mocny makijaż, choć najbardziej obrywało im się za nie przeczytanie lektury. O tak, Highwood był w tej dziedzinie niekwestionowanym mistrzem.
- Przepraszam za spóźnienie - powiedziała Rosalie słodkim głosem. Na jej twarzy gościła pewność siebie. James już jej współczuł. Obawiał się, jak paskudnym komentarzem nauczyciel powita nową uczennicę.
- Po stroju śmiem wnioskować, że pieniędzy pani nie brakuje, panno...
- Dainty - podpowiedziała Rosalie szeptem.
- Radziłbym zainwestować w zegarek, zamiast kupować kolejne buty, panno Dainty - rzekł Highwood. - Lekcja kończy się za dwie minuty.
- Mogę zaprowadzić nową koleżankę do sklepu? - zapytał Victor, czym od razu zaskarbił sobie sympatię Rosalie, przynajmniej zdaniem Jamesa, który szybko wyłapał jej serdeczny uśmiech.
- Siadajcie oboje - zakończył Highwood, wyraźnie zawiedziony, że tym razem nie udało mu się wpędzić w depresję żadnego z uczniów. Co się odwlecze, to nie uciecze. Mężczyzna spojrzał na listę nazwisk w dzienniku, świdrując wzrokiem przy literce J. Victor jeszcze nie wiedział, że Highwood właśnie wydał na niego wyrok, stawiając sobie za cel nie przepuszczenie chłopaka do następnej klasy.
Rosalie usiadła w ławce za Jamesem. Wyciągnęła rękę i dotknęła go w ramię. Brunet odwrócił się.
- Wygląda na to, że od teraz będziemy kolegami z klasy - powiedziała i uśmiechnęła się szeroko.
- Chyba tak - mruknął James i również wykrzywił usta. Z jakichś powodów Rosalie intrygowała go coraz bardziej i zaczynał dostrzegać w niej coś więcej, niż rozpieszczoną, nieco zmanierowaną bogaczkę. Może to za sprawą uprzejmości, jaką mu okazywała?
Gdy zadzwonił dzwonek, jasnowłosa szybko wyszła z klasy. Przyjaciele poszli za nią, wspominając lekcję, która skończyła się szczęśliwie.
- Poproszę Jenny o streszczenie... Co my właściwie teraz przerabiamy? - zapytał Victor, patrząc na Jamesa błagalnie. Brunet zaśmiał się pod nosem.
- Nie mam bladego pojęcia - odparł.
- Gdyby nie ta nowa, kto wie, czy nie zarobiłbym kolejnej jedynki - rzekł blondyn. - Chyba powinienem jej podziękować. Idziesz jej poszukać ze mną?
- Sorry, ale mam inne plany - skwitował i podbiegł do Jenny, którą objął w pasie. Potrzebował godziny rozłąki, by stęsknić się tak, jakby nie widzieli się co najmniej rok. Dziewczyna miała nieco naburmuszoną minę.
- Możesz mi wyjaśnić, dlaczego ta blondyna pożera cię wzrokiem? - zapytała, a James zauważył, że Rosalie faktycznie przyglądała mu się intensywnie, kompletnie ignorując Victora, który stał tuż obok i zapewne zasypywał ją komplementami.
- Ale z ciebie zazdrośnica, Joyce - James wyszczerzył się triumfalnie. - Może to cię jakoś uspokoi.
Chłopak olał wszystko i wszystkich, objął Jenny jeszcze mocniej i zaczął ją całować. Wiedział, że teraz jest obserwowany nie tylko przez Rosalie, jednak wcale go to nie obchodziło. Jenny była dla niego zbyt ważna i cenna, by mógł tak po prostu pozwolić jej się martwić. Kochał ją i miał nadzieję, że dziewczyna miała tego świadomość.

***

Do nozdrzy chłopaka dotarły perfumy Victora, który stał przed lustrem i robił, co mógł, by wyglądać jak najlepiej. Przyjaciele szykowali się na imprezę, na którą zaprosiła ich Rosalie. Victor był podekscytowany, ponieważ uwielbiał poznawać nowych ludzi, a dobrze wiedział, że nowa koleżanka obracała się w zamożniejszym i może ciekawszym gronie, niż on. James byłby w równie wyśmienitym nastroju, co przyjaciel, gdyby nie to, że Jenny za nic w świecie nie chciała iść razem z nimi. Jako jego dziewczyna miała do tego święte prawo, po raz kolejny jednak wolała zostać sama w swoim cichym świecie, niż puścić wodze fantazji i zabawić się z ludźmi, których darzyła sympatią. W innych okolicznościach brunet zostałby z Jenny, ponieważ uwielbiał spędzać z nią czas, jednak obiecał Rosalie, że przyjdzie i nie mógł wystawić jej do wiatru.
- Jak wyglądam? - zapytał Victor, wypinając pierś do przodu. Błękitna koszula współgrała z delikatną opalenizną, która zdobiła jego skórę, czyniąc ją atrakcyjniejszą.
- Naprawdę każesz mi odpowiedzieć na to pytanie? - James pokręcił głową. Pomimo całej sympatii, jaką żywił do swojego brata z wyboru, nie zamierzał go komplementować. - Po co się tak wystroiłeś?
- Niech pomyślę... - chłopak podrapał się po brodzie. - O, już wiem! Nie idziemy na śmierdzące ognisko do ciotki Betty, tylko na przyjęcie do bananowych dzieciaków. Musimy dobrze wypaść.
- Widzę, że jesteś zdesperowany, by znaleźć sobie jakąś dziewczynę przy kasie - stwierdził James.
- Nie mówię, że musi być bogata, ale ty i tak tego nie zrozumiesz. Masz dziewczynę już ze sto lat.
- Skoro już o tym mowa, mógłbyś przemówić swojej siostrze do rozsądku i powiedzieć jej, że jeśli nie pójdzie z nami, to...
- To co? - wtrąciła Jenny, pojawiając się nagle w pokoju Victora.
- To wy sobie pogadajcie, a ja poczekam na dole - powiedział blondyn i ulotnił się, zostawiając zakochanych sam na sam. James przewrócił oczami. Jak to dobrze mieć wsparcie w przyjaciołach...
- Naprawdę nie istnieje szansa, że zmienisz zdanie? - zapytał ciemnooki z nadzieją. - Ta czerwona sukienka nie powinna dalej kurzyć się w szafie.
- Dobrze wiesz, że jestem uparta - rzekła Jenny, uśmiechając się. - Nie mogę wiecznie wisieć ci na ramieniu, bo jeszcze ci się znudzę. Spędźmy ten wieczór osobno.
- Czyżbyś chciała się mnie pozbyć? - zapytał James, a rudowłosa zachichotała. - Czy pod twoim łóżkiem nie ukrywa się czasem tajemniczy kochanek?
- Kochanek? Nie - zaprzeczyła Jenny stanowczo, po czym uśmiechnęła się chytrze. - Kochankowie tak. Mam ich siedemnastu.
- Wiedziałem! - zawołał James z satysfakcją i objął Jenny, rzucając na łóżko Victora. Modlił się w duchu, by przyjaciel nie wrócił teraz do pokoju, był to bowiem najgorszy moment z możliwych. James rozkoszował się sposobnością obserwowania wszystkich piegów, które dodawały uroku zielonookiej. - Będziesz grzeczna? - zapytał, tym razem całkowicie poważnie.
- Obiecuję, że nie będę flirtować z bohaterami ,,Dumy i uprzedzenia'' - Jenny położyła dłoń na sercu, składając uroczystą przysięgę. - A ty?
- Co ja? - spytał.
- Obiecujesz, że nie będziesz flirtował z Rosalie, ani żadną z jej bogatych koleżaneczek?
- Głuptas - prychnął James i przystąpił do całowania ukochanej. Coraz bardziej marzył o tym, by zapomnieć o imprezie i zostać z dziewczyną, którą kochał. Był bliski zmienienia planów na wieczór, kiedy cudowną chwilę w brutalny sposób przerwał Victor.
- Trzeba mieć nierówno pod sufitem, by miziać się na moim łóżku! - krzyknął oburzony, a zakochani przestali się całować. Rozbawiona Jenny wybuchła śmiechem, a James spojrzał na przyjaciela przepraszająco. - Zbieraj się do wyjścia, Devon, a z tobą pogadam sobie, jak wrócę - Victor pogroził siostrze palcem, po czym wyszedł z pokoju. James nie zdołał pocałować wciąż pękającej ze śmiechu Jenny, pożegnał się z nią więc zwykłym machnięciem ręką i poszedł w ślady jasnowłosego.
Złość bardzo szybko przeszła Victorowi. Kiedy dotarli na miejsce, obydwaj otworzyli usta z podziwem. W życiu nie byli w tak dużym domu, a widzieli takie tylko w telewizji i gazetach, a teraz mieli spędzić całą noc w czterech ścianach, obwieszonych najkosztowniejszymi dziełami sztuki. Byli zdumieni i James momentalnie zapomniał o Jenny. Zamierzał, zgodnie z jej życzeniem, bawić się najlepiej, jak tylko mógł. Świadomość, że nie był sam, dodała mu pewności siebie. Kiedy przyjaciele weszli do środka, od progu powitały ich dziesiątki twarzy, których wcześniej nie widzieli. Victor był zachwycony, witając się entuzjastycznie z eleganckimi chłopakami. Zdawał się nie zauważać wyniosłości i pogardy na ich twarzach. James już wiedział, że nie zaprzyjaźni się z żadnym z bogaczy, ponieważ to po prostu nie był jego świat. Przypomniał sobie o wątpliwościach, które miał, kiedy Rosalie zaprosiła go do swojego domu. Ich życia różniły się od siebie tak bardzo, jak tylko można sobie wyobrazić.
- Widzę, że Rosie nie kłamała... - odezwała się blondynka, która wyrosła spod ziemi, sprawiając, że James wrócił do rzeczywistości. Od pierwszej chwili wiedział, że skądś ją zna. Szybko się uczył. Kiedy po raz ostatni odniósł takie wrażenie, życie zmusiło go, by cofnął się do incydentu, który miał miejsce na sali baletowej. Kiedy przypomniał sobie tamto zdarzenie, tożsamość jasnowłosej stała się dla niego jasna.
- Sophia, tak? - zapytał, a niebieskooka skinęła głową. - Myślałem, że ty i Rosalie raczej za sobą nie przepadacie.
- Jestem pod wrażeniem twojej spostrzegawczości - powiedziała Sophia. Zanim James zdążył ponownie zabrać głos, Rosalie stanęła między nimi, a jej usta uformowały się w prześliczny, choć nieco zakłopotany uśmiech.
- Cieszę się, że przyszedłeś - rzekła, po czym wzięła Jamesa pod rękę i oboje odeszli od Sophii. James obejrzał się i zobaczył na twarzy Sophii dziwną satysfakcję, taką samą, jaką mógł zaobserwować tamtego wieczoru na sali baletowej. Nie ufał jej i podziękował Rosalie w duchu za to, że zabrała go w bezpieczniejsze miejsce.
- Strasznie dużo ludzi - powiedział James, rozglądając się. Nie był pewien, czy mógł pochwalić się tak licznym gronem znajomych, co Rosalie. Dziewczyna wzruszyła ramionami. Jej mina wciąż wyrażała zdenerwowanie.
- Przepraszam, ale muszę cię na chwilę zostawić - rzuciła Rosalie, uśmiechając się przepraszająco. - Baw się dobrze - dodała i odeszła.
Przez jakąś godzinę sylwetka Rosie na chwilę pojawiała się w tłumie, by bardzo szybko znowu w nim zaginąć. James siedział na skórzanej kanapie. Jakoś nie mógł się rozluźnić, choć Sophia kilkakrotnie namawiała go, by z nią zatańczył. Chłopak spojrzał na Victora. Blondyn świetnie się bawił. Szczególnie spodobała mu się ciemnowłosa piękność, z którą koło północy wylądował na sofie w salonie, obściskując się z nią w najlepsze. Słowa nie są w stanie opisać, jak bardzo Jamesowi brakowało Jenny. Gdyby to ona zapraszała go do tańca, chłopak zgodziłby się bez wahania i pobiegł na środek pokoju tak szybko, że wręcz kurzyłoby się za nim. Znudzony James poważnie rozważał ulotnienie się, właśnie wtedy Rosalie zaskoczyła go swoim nagłym pojawieniem się tuż obok. Jej policzki były wilgotne, od razu zdradzając, że przed momentem płakała.
- Co się stało? - zapytał James z troską.
- Sophia - odparła Rosalie, ocierając łzę z policzka. Pokręciła głową, kiedy James miał już zapytać o szczegóły. Widać było, że wcale nie chciała o tym rozmawiać. - Przejdziemy się? Nie chcę tu teraz być.
- Poczekaj na zewnątrz - odrzekł James.
Wiedział, że nie mógł tak jej zostawić, poza tym wizja rychłego opuszczenia wyjątkowo nieudanej imprezy była niezwykle kusząca. Podszedł do przyjaciela, który nie mógł oderwać się od nowej znajomej, po czym szturchnął go.
- Co do...
- Wyluzuj, stary - powiedział James stanowczo. - Kapitan opuszcza statek. Miej oko na gości pod nieobecność Rosalie, dobra?
- Jasna sprawa - odparł Victor.
James ruszył w stronę jasnowłosej i obejrzał się za siebie tylko raz. Victor znów całował się z brunetką, a jego przyjaciel zaczął zastanawiać się, ile drinków chłopak zdążył wypić. Nie był pewien, czy powinien mu zaufać, z drugiej strony był to przecież człowiek, za którego dałby odrąbać sobie rękę. Wierzył, że dom Rosalie będzie bezpieczny, podczas gdy sami nie będą się tym martwić. Kiedy chłopak znalazł się na zewnątrz, dziewczyna zapytała go, dokąd pójdą. Sam nie wiedział, w którym momencie serce podpowiedziało mu, jaki kierunek powinien obrać.

***

I just want to know you better now...*

Niebo było dokładnie tak granatowe, jak jej sukienka, która tak bardzo do niej pasowała. Oczy lśniły tak, jakby ktoś umieścił w nich wszystkie gwiazdy, które kiedykolwiek rozświetlały ziemię - a było to niemożliwe, ponieważ ich tysiące właśnie teraz ozdabiały sklepienie ponad głowami nastolatków. James nie zadawał kłopotliwych pytań, za co Rosalie z pewnością była mu wdzięczna. Wciąż niewiele o niej wiedział i do głowy nie przychodziło mu nic, co mógłby teraz powiedzieć. Czuł się tak, jak speszony chłopak na pierwszej randce, który nie potrafi wydusić z siebie ani słowa. Liczył, że to ona przerwie ciszę i pomoże mu odzyskać mowę, bo z każdą upływającą minutą czuł się coraz bardziej idiotycznie.
- Dziękuję, że mnie stamtąd zabrałeś - rzekła Rosalie, a w jej głosie faktycznie zabrzmiała wdzięczność. - Jestem twoją dłużniczką.
Wszystko, co robiła i mówiła, idealnie pasowało do księżniczki, za jaką James uważał ją, od kiedy spotkali się po raz pierwszy. To z tego powodu chłopak był w prawdziwym szoku, kiedy Rosalie bezceremonialnie położyła się na trawie, nie zaprzątając sobie myśli ubraniem, które z pewnością lada chwila będzie brudne.
- To niesamowite - powiedziała, a James odniósł wrażenie, że jej ton był o wiele bardziej szczery, niż kiedykolwiek przedtem. Choć nigdy wcześniej nie podejrzewał Rosalie o jakikolwiek fałsz, brunet dopiero wtedy w pełni jej zaufał i pojął, że miał do czynienia z kimś wyjątkowym.
- Co jest niesamowite? - zapytał z zaciekawieniem. Dziewczyna poklepała puste miejsce obok siebie.
- Połóż się, to ci pokażę - mruknęła, nie obdarzając go jednak spojrzeniem. Jak zahipnotyzowana wpatrywała się w rozgwieżdżone niebo.
James wahał się przez chwilę, ostatecznie jednak pomyślał, że przecież nie mogło wydarzyć się nic, za co Jenny mogłaby go później skrytykować. Ciemnooki uczynił to, o co poprosiła Rosalie, na co dziewczyna uśmiechnęła się i odetchnęła.
- Nigdy wcześniej gwiazdy nie były dla mnie tak wyraźne, jak teraz - wyznała. - Całe moje życie to balet i wieczne starania o sprostanie oczekiwaniom matki. Nigdy nie miałam nawet czasu na wakacje i głupie oglądanie gwiazd, a teraz...
James czuł się tak, jakby uczestniczył w rozmowie Rosalie z własną duszą, jednak wcale nie czuł się jak intruz. Pasował tam. Nagle zapragnął słuchać dalej i dowiadywać się coraz więcej. Nie chciał, aby przerywała. Im więcej mu zdradzała, tym więcej pytań pojawiało się w jego głowie. Podczas, gdy Rosalie pożerała wzrokiem każdą z gwiazd, a jej usta nie zamykały się ani na moment, James nie potrafił spojrzeć w tym samym kierunku. Analizował każdy fragment jej twarzy, póki nie został na tym nakryty. Delikatnie zaróżowione policzki i lśniące oczy, których tęczówki były ciemnobrązowe, a jednak tej nocy jarzyły się niesamowicie jasno, jakby płonął w nich najprawdziwszy ogień. James zapomniał o tym, że powinni wrócić do jej domu i dołączyć do gości. Marzył o tym, by nigdzie się nie oddalać, ponieważ rozkoszował się tą chwilą i chciał, by nie kończyła się zbyt szybko. Zrozumiał, że Rosalie nigdy nie miała być osobą, która zniknie z jego życia tak szybko, jak się pojawiła. Miała odegrać o wiele większą rolę i choć James powinien raczej pomyśleć o Jenny, skupiał się całkowicie na Rosalie - dziewczynie, która stała się ogromnym pragnieniem jego serca.

All I know since yesterday is everything has changed.*
Jego serce krwawiło, kiedy przemierzał kolejne metry. Choć pokój Jenny stawał mu się coraz bardziej odległy, jej szloch zdawał się rozbrzmiewać w jego głowie coraz głośniej. Skrzywdził ją, choć była ostatnią osobą, którą chciał ranić. Zadał jej ból, który był tysiąc razy silniejszy od tego, który sam czuł w tej chwili. Wiedział, że zawiódł wielu ludzi, podejmując jedną z najtrudniejszych decyzji w swoim życiu. Victor obdarzył go wielkim zaufaniem, powierzając serce siostry w jego ręce. James nie zdziwi się, jeśli przyjaciel przestanie się do niego odzywać. A jej rodzice? Ci wspaniali ludzie, którzy wiele razy okazali mu życzliwość i miłość. Co zrobią, gdy dowiedzą się, jaki numer James wywinął ich ukochanej córce? Siedemnastolatek nacisnął klamkę, a ciepłe powietrze szybko spoczęło na jego skórze. Był to piękny wieczór, który nijak nie współgrał z jego nastrojem. Czy przeszła mu przez głowę myśl, by zawrócić, póki nie było jeszcze za późno? Czy choć przez jeden, krótki moment pragnął zboczyć z kursu, wbiec po schodach z powrotem do pokoju Jenny, przytulić ją i przeprosić za swoje zachowanie, obrócić swoje okrutne słowa w żart? Nie wiedział i nie zdążył zastanowić się nad tym głębiej, ponieważ właśnie wtedy przypomniał sobie, dlaczego postanowił rozstać się z dotychczasową ukochaną.
Rosalie miała na sobie bordową bluzę, rurki i cieliste baleriny. Tym razem jej jasne włosy zostały puszczone wolno. Otworzyła usta, nie odrywając wzroku od Jamesa. W jej oczach chłopak natychmiast dostrzegł troskę, nie zdołał jednak dosłyszeć jej słów, skupić się na nich wystarczająco. Był w głębokim szoku. Nie spodziewał się, że kiedykolwiek zerwie z Jenny. Kochał ją i wiedział, że było to najszczersze uczucie, jakiego kiedykolwiek doświadczył. Byłby skończonym, bezdusznym draniem, gdyby w chwilę po rozstaniu z dziewczyną, z którą tak wiele go łączyło, skakał pod niebiosy, zadowolony z siebie i swojego życia. Potrzebował czasu, by przejść przez to wszystko. Kiedy spojrzał na Rosalie odniósł wrażenie, że jasnowłosa doskonale go rozumiała.
- Chodź - ciemnooka podała mu rękę. - Odprowadzę cię do domu.
Był żałosny, przynajmniej tak mu się wydawało. Chciał być stanowczy i zerwać z Jenny, by od tego momentu cieszyć się miłością Rosalie, która pojawiła się niespodziewanie po paru następnych spotkaniach w ich sekretnym miejscu. Inaczej to sobie wyobrażał. Jego emocje były dowodem na to, że nigdy nie bawił się uczuciami Jenny. Ona była jedyną dziewczyną, którą kochał. Ona znała jego tajemnice i najsmutniejsze wspomnienia, jakie miał. Ona potrafiła go rozbawić, jak nikt inny. Jego Joyce. Zrezygnował z wspaniałego życia u jej boku, by być z dziewczyną, która go fascynowała. W jakimś stopniu kochał również Rosalie, nie potrafił jednak ocenić, czy ich relacja rzeczywiście ma szanse na przetrwanie. Miał nadzieję, że kiedy obudzi się rano, nie będzie żałował tego, jak postąpił. Kiedy czuł, jak dłoń Rosalie ściskała jego własną, emocje nieco łagodniały. Przez wiele godzin nie robił nic innego, prócz zastanawiania się, czy powinien rozstać się z Jenny. Decyzja, którą ostatecznie podjął, była przemyślana. Musiała być słuszna. Jeśli się pomylił, będzie płacił za ten błąd do końca swoich dni. Jeśli miał rację, czekało go wspaniałe życie u boku nieprzewidywalnej Rosalie, księżniczki, która w jakiś cudowny sposób pokochała biedaka.

***

Taylor Swift & Ed Sheeran - Everything Has Changed *

5 komentarzy:

  1. Pierwsza! Wpadnę z komentarzem jutro, bo dzisiaj nie mam już siły! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak obiecałam wczoraj, wracam z komentarzem dzisiaj! :) Zacznę od tego, że cieszę się iż uprzedziłaś nas, że ten rozdział będzie czymś na kształt przeniesienia się w czasie, bo inaczej faktycznie można byłoby się pogubić. Po drugie już kocham ten pomysł! :) Tak więc lecę czytać!
      Nie znam zespołu, którego piosenki użyłaś. Muszę jednak przyznać, że utwór idealnie wkomponował się w treść.
      Bardzo podoba mi się tekst pisany kursywą. Jest bardzo życiowy i prawdziwy. Przez nasze życia przetaczają się setki ludzi, ale tylko garstka z nich zostaje z nami na dłużej, a nawet aż do śmierci. Niemniej jednak są tacy ludzie, z którymi chociaż nie ma się już kontaktu, to nie można o nich zapomnieć. Na przykład mi od czasu do czasu zdarza się zastanawiać co słychać u Visible. Miałyśmy kiedyś dobry kontakt, aż się nie urwał. Mimo wszystko, gdzieś tam się wpisała w moje życie i raz na jakiś czas mnie nawiedza we wspomnieniach. Dobra wracam do tematu!
      Cieszę się, że postanowiłaś nam bardziej przybliżyć związek Jamesa i Jenny. Gdy czytam o nich takich zakochanych i uroczo się ze sobą droczących, to nie mogę się przestać uśmiechać oraz zastanawiać się: jak to możliwe, że to wszystko zniknęło? Widać, że łączyło ich wyjątkowe uczucie, dlatego nie mogę uwierzyć, że to wszystko przestało istnieć, że oni przestali być razem. Nie mogę zrozumieć jak James mógł zostawić kobietę, która go rozumiała, wspierała, która rozśmieszała go i jednocześnie potrafiła sprowadzić na ziemię dla innej. Jest mi strasznie przykro, że to wszystko jest tylko przeszłością. Pokochałam ich razem.

      Usuń
    2. Uwielbiam chłopaków! Przypomniałam sobie czasy, gdy sama drżałam w ławce z obawy, że tym razem to ja będę musiała iść do odpowiedzi. Mój Victorek! Ach, mogłabym go schrupać na śniadanie. ;-)
      Nienawidzę Rosalie. Dlaczego ona musiała pojawić się w ich życiu? Gdyby nie ona i to, że wybrała sobie akurat Jamesa, to dzisiaj Jenny byłaby szczęśliwa i wraz z Oliverem i Jamesem tworzyliby kochającą się rodzinę. Naprawdę uśmiecham się za każdym razem, gdy czytam o tej zakochanej dwójce nastolatków! Byli ze sobą cudowni.
      Kocham troskliwego oraz zaborczego Victora! :) I naprawdę, ale naprawdę jestem tak oczarowana Jenny i Jamesem, że serce mi pęka ilekroć pomyślę sobie, że to koniec. Taka miłość jaką mieli oni zdarza się tylko raz! Dlaczego więc James z niej zrezygnował? Rosalie nie była tego warta.
      Uwielbiam tą piosenkę! :)
      Uroczy fragment i gdyby zamiast Rosalie była tam Jenny, to pewnie teraz skakałabym z radości. Jednak jest jak jest i nie mogę nie zauważyć Twoich cudownych opisów, które powaliły mnie na łopatki i rozmarzyły. Która z nas nie chciałaby leżeć na trawie pod gołym niebem z wspaniałym mężczyzną u boku? Chyba nie znam takiej, która odmówiłaby sobie takiej przyjemności! :)
      To jest jeden z najpiękniejszych utworów, które ostatnio słyszałam! Cieszę się, że użyłaś go do tego fragmentu. Wywołał łzy w moich oczach, plus do tego Twój talent. Bajka!
      Nawet nie wiem, co mam napisać, bo właśnie roztrzaskałaś moje serce. Kiedy przybliżyłaś nam bardziej historię Jenny i Jamesa, to jest mi trudniej znieść myśl, że oni nie są już razem. Jest mi bardziej szkoda Jenny, która nie zasłużyła na to. Jamesa, że pogubił się w swoich uczuciach i dał się porwać chwilowej fascynacji nową dziewczyną. Jedynie na Rosalie jestem wściekła. Mam wrażenie, że ona zaplanowała sobie upolowanie Jamesa. Wiedziała, że ma dziewczynę, a jednak nie zrobiła niczego, aby to uszanować. Weszła do jego życia, niszcząc wszystko, co było w nim najlepsze. James stracił kobietę, która kochała go ponad wszystko. Przyjaciela, który skoczyłby za nim w ogień. Ludzi, którzy go szanowali i traktowali jak własnego syna. Dla Rosalie? Naprawdę nie uważam, żeby była tego warta.
      Słońce, wybacz mi za ten chaotyczny komentarz. Wiem, że nie takiego się spodziewałaś, ale ciężko mi pozbierać myśli i napisać coś lepszego. Odcinek wywar na mnie duże wrażenie. Śmiałam się, płakałam i na krótką chwilę odpłynęłam do lepszego świata, gdzie miłość może człowieka uskrzydlić. Cudowne opisy i jeszcze raz powtórzę - genialny pomysł!
      Ściskam i czekam na nowość! :*

      Usuń
  2. Tutaj też bez wstępu, od razu biorę się za czytanie.
    Przyznaję, że zaciekawiłaś mnie tym eksperymentem, który wymyśliłaś, a jak dzisiaj przeczytałam, że to ma być podróż w czasie, to moja ciekawość pracuje teraz na najwyższych obrotach, więc nie pozostaje mi nic innego, jak tylko zabrać się za czytanie :) chciałam Ci podziękować za te wydarzenia z przeszłości, które z pewnością pomogą zrozumieć obecne postępowanie Jamesa. To niewiarygodne, że nowo poznana dziewczyna aż tak zawróciła mu w głowie. Że tak naprawdę wystawił Jenny, jej zaufanie względem niego, miłość jaką go obdarzyła, tylko po to, by ganiać za dziewczyną, która jest jedną, wielką tajemnicą i która traktuje swoje życie tak, jakby za żadne skarby świata nikt nie mógł dowiedzieć się choćby najmniej istotnego szczegółu z jej życia. Tak właśnie postrzegam Rosalie i do teraz zastanawiam się, co ona właściwie z tego ma, że kryje się z tymi swoimi tajemnicami jak jakaś kryminalistka, która boi się ujawnienia swoich być może mrocznych sekretów? Ciekawa jestem, czy to, że Rosalie trafiła do jednej klasy z Jamesem było zaplanowane, czy był to po prostu czysty zbieg okoliczności? Jakoś nie pasuje mi to do tej dziewczyny. Póki co jesteśmy w latach młodości naszych bohaterów i muszę przyznać, że Rosalie była wtedy normalną nastolatką, tak jak jej rówieśnicy. Niczym szczególnym się nie wyróżniała i w dalszym ciągu jestem ciekawa jak ona to zrobiła, że James do teraz chodzi za nią niemalże krok w krok? Sam urok osobisty to chyba nie wszystko... Victor jak zawsze najlepszy. Niezły łobuz z niego był, ale fajny :) taki fajny pozostał do teraz :) dlaczego nie dziwi mnie to, że nie przykładał się do nauki? Jak większość nastolatków bardziej interesowała go piłka nożna, niż czytanie lektur. Przykre jest w tym wszystkim jeszcze to, że oprócz rozpadu związku z Jenny, James zawalił także przyjaźń z Victorem, chociaż akurat tutaj zgadzam się z piłkarzem i ja też stanęłabym po stronie brata, lub siostry. Myślę, że Victor zrobiłby Jenny ogromne świństwo, gdyby przytaknął Jamesowi i totalnie olał cierpienie swojej siostry. Ale mimo wszystko szkoda, bo byli dobrymi przyjaciółmi, a teraz żaden się nie odezwie i nie wyciągnie ręki na zgodę. Ciekawa jestem, czy kiedyś przyjdzie im do głowy myśl, żeby zawalczyć jeszcze o tą przyjaźń... w związku z tą podróżą w czasie nasuwa się też wiele pytań.

    OdpowiedzUsuń
  3. Skoro Rosalie i Sophia nigdy nie darzyły się sympatią, to skąd blondynka wzięła się w domu Rosalie? Znając charakter Sophii możliwe, że sama się wprosiła na tą imprezę, albo po prostu przyszła z którymś ze znajomych Rosalie. Ciekawa jestem, co takiego wydarzyło się tamtego wieczoru, że była baletnica płakała przez Sophię? To pewnie przez jej cięty język i to, że nie umie się powstrzymać przed powiedzeniem o kilka słów za dużo.
    Ostatni fragment był chyba najsmutniejszy ze wszystkich rozdziałów, które pojawiły się do tej pory. Tyle emocji, przede wszystkim niemożliwy do opisania ból, który czuła Jenny po rozstaniu z Jamesem. Jemu niby też nie było łatwo, ale jednak to zrobił. To prawda, że zostawił Joyce dla Rosalie, która go fascynowała, ale czy poza tą fascynacją jest coś więcej? Tego co jest między Jamesem a Rosalie nie nazwałabym miłością. Dla mnie to jakieś ślepe zauroczenie, które tak naprawdę nie wnosi nic dobrego do życia byłego piłkarza. Może na początku taka ciągła gonitwa jest w jakiś sposób fascynująca, ale po jakimś czasie robi się to zwyczajnie nudne, bo niby jakie korzyści wynikają dla Jamesa z jego "związku" z Rosalie? Tak naprawdę żadne, a z każdym kolejnym rozdziałem będzie się przekonywał, jak wielki błąd popełnił zostawiając Jenny, która podobno była jedyną dziewczyną, którą kochał. Zirytował mnie James. Jego egoizm. W dalszym ciągu mam względem niego mieszane uczucia. I naprawdę nie wiem, czy to ulegnie kiedyś zmianie.
    Strasznie poplątany ten mój komentarz, ogólnie moje myśli są poplątane odnośnie tego rozdziału. Wyszedł perfekcyjny, jak zawsze :) a za komentarz bez ładu i składu bardzo Cię przepraszam :* postaram się, żeby następnym razem był lepszy :)
    Pozdrawiam i całuję :*

    OdpowiedzUsuń