22 września 2014

18. ,,Chcę tylko ciebie''

Hej, wyjątkowo na początku tygodnia :)
Na samym wstępie dziękuję za komentarze i przepraszam, że na nie nie odpisałam (wyjątkowo). Nie miałam głowy do sklecenia sensownych odpowiedzi, ale wiedzcie, że wspaniale mi się je czytało, jak zawsze zresztą. Dzięki :*
Eksperymentu ciąg dalszy :) Co do samego rozdziału, pierwszy fragment możecie utożsamiać ze zdjęciem w nagłówku.
Jestem strasznie ciekawa, jak odbierzecie ten rozdział. W jakiś nieoczywisty sposób jest to jedna z moich ulubionych części w całej tej historii. Sentyment :)
Całuję, miłej lektury i do napisania następnym razem! :*

***
Taylor Swift - Untouchable

W środku nocy, kiedy jestem w tym śnie, to jakby milion małych gwiazd układał się w twoje imię.*

James dopiero po paru tygodniach zorientował się, że przez cały ten czas oddawał się nowemu, ukochanemu rytuałowi. Jego wizyty w miejscu, z którego tak dobrze widać było gwiazdy, stały się niemal nieodłącznym elementem każdego dnia. Kiedy przychodził tam razem z Rosalie, jego umysł przestawał martwić się czymkolwiek, co w innych okolicznościach zapewne nie dawałoby mu spokoju. Nie potrafił wytłumaczyć, dlaczego to miejsce miało taką magię. Czuł się tak, jakby ktoś przez pomyłkę włożył go pomiędzy stronice najpiękniejszej bajki, jaką tylko mógł sobie wyobrazić. Wiedział, że nijak nie pasował do tak cudownej scenerii, w odróżnieniu od Rosalie, która nie potrzebowała charakteryzacji, bowiem zawsze wyglądała jak księżniczka. Nie było dnia, aby James nie zastanawiał się nad tym, jak to się stało, że Rosalie zwróciła uwagę na kogoś takiego, jak on. Można pokusić się o twierdzenie, że nie można różnić się od siebie nawzajem bardziej, niż ta dwójka. On był trochę pogubionym chłopakiem z przeszłością, który wiedział, jak to jest, kiedy babcia pracuje za dwoje, by wysłać swego podopiecznego na wymarzoną wycieczkę. Ona mogła mieć wszystko, co materialne - wystarczyło, by szepnęła słówko, a każda zachcianka wnet stawała się wspaniałą cząstką rzeczywistości. On często kierował się emocjami, ona była raczej opanowana, choć kilka razy widział, jak płakała. On nie bał się brudu, bo nie dość, że stykał się z nim w dorywczych pracach, jakie podejmował, to dodatkowo prawie codziennie ciężko trenował na boisku, wielokrotnie tarzając się po murawie. Ona była elegancka i choć nie powiedział tego na głos, zdaniem Jamesa Rosalie powinna zawsze chodzić w sukienkach - wówczas wyglądała po prostu perfekcyjnie.
- Są śliczne - powiedziała zachwycona Rosalie, a James zorientował się, że jasnowłosa uniosła wzrok wysoko, podziwiając gwiazdy.
- Nie tylko one - odparł i ani myślał, by spojrzeć w innym kierunku. Ona była w tym wszystkim najciekawsza. Dziewczyna spojrzała na niego niby zwyczajnie, jednak jego żołądek zareagował na to dość nerwowo. Nie znali się wystarczająco długo, by James zdążył oswoić się z myślą, że Rosalie dostrzegła w nim fajnego chłopaka, z którym absolutnie się nie identyfikował. Postanowił zmienić temat z nadzieją, że dziewczyna nie zarejestruje rumieńców, które zdobiły jego policzki. - Zaraz się zacznie.
Mina Rosalie zdradziła natychmiast, że była zbyt zamyślona, aby od razu to zrozumieć, jednak po chwili przypomniała sobie oficjalny cel ich dzisiejszego spotkania. Przyszli, aby razem obserwować spadające gwiazdy. Blondynka podniosła się, podczas gdy jej towarzysz ani drgnął, jedynie przyglądał jej się uważnie.
- Wiesz, że jeśli wyciągnę ręce do góry, będę o wiele bliższa gwiazd, niż ty? - zapytała głosem, który w jego uszach brzmiał niczym najdoskonalsza melodia. - Kiedyś ich dosięgnę, a ty dalej będziesz siedział na trawie i...
Jej głos uwiązł w gardle, kiedy dziewczyna poczuła, jak ktoś obejmuje ją od tyłu. Jego oddech był spokojny i powolny, harmonizując się z jej własnym.
- Nie pozwolę ci dosięgnąć ich beze mnie - powiedział stanowczo, jednocześnie uśmiechając się do własnych myśli. Choć Rosalie nie mogła teraz zobaczyć jego miny, James był przekonany, że wcale tego nie potrzebowała, by z marszu rozszyfrować, co siedziało w jego głowie.
- Życie bywa zaskakujące - mruknęła, po czym obróciła się tak, że teraz stali twarzą w twarz, mogąc bez przeszkód patrzeć sobie prosto w oczy. - Czasem musimy pozwolić komuś odejść. Nie możemy nic na to poradzić.
- Nadal rozmawiamy o gwiazdach, czy...
- Naucz się czytać między wierszami, James - nakazała i choć jej słowa brzmiały poważnie, uśmiech i błysk w oczach świadczył o niesłabnącej sympatii i życzliwości, jaką do niego żywiła. Chłopak nie zdążył zastanowić się głębiej nad tym, co powiedziała Rosalie, ponieważ właśnie wtedy wpadł mu do głowy pomysł, któremu nie mógł się oprzeć.
- Chcesz być bliżej gwiazd, co? - zapytał i, nie czekając na odpowiedź, wziął ciemnooką na ręce. Starał się unieść ją najwyżej, jak tylko potrafił. O mały włos nie stracił równowagi, choć Rosalie była naprawdę leciutka. Jego serce zabiło sto razy mocniej, kiedy jasnowłosa roześmiała się uroczo. Nagle dziewczyna zaczęła mu się wyrywać, a kiedy wylądowała z powrotem na ziemi, James zrozumiał wszystko.
- Zobacz! - krzyknęła, wymachując rękami. Pokazywała mu kolejne jaskrawe punkciki na niebie, które przemieszczały się nieznacznie.
- To samoloty - stwierdził niewzruszony James. W odpowiedzi Rosalie szturchnęła go energicznie.
- Nie, to są spadające gwiazdy - powiedziała uparcie.
- Tak się tylko z tobą droczę - przyznał, a przez głowę przemknęła mu nieprzyjemna myśl o tym, że Joyce zareagowałaby nieco inaczej. Szybko wyparł to wyobrażenie. Objął Rosalie delikatnie, a jego wzrok powędrował w miejsce, którym jego dziewczyna była tak zauroczona. - Pomyśl życzenie.
James wiedział, że nigdy nie zapomni tamtej chwili, była ona bowiem jedną z najpiękniejszych, jakich doświadczył w swoim życiu. Podczas, gdy on przyglądał się niebu jak zaczarowany, Rosalie stanęła na palcach, by szepnąć mu do ucha słowa, które jeszcze długo odbijały się echem w jego głowie.
- Chcę tylko ciebie.
Pamiętał, jak pocałował ją po raz pierwszy tamtej nocy i jak ona zaczęła rozpinać jego koszulę. Pamiętał, jak ciepłe powietrze musnęło jego skóry i jak dotyk Rosalie okazał się o wiele gorętszy. Pamiętał, jak chłodna była trawa, kiedy wylądował na niej razem z jasnowłosą i pojedyncze źdźbła, które zaplątały się między złocistymi kosmykami. Pamiętał, jak dostrzegł w jej oczach gwiazdy i jak ona uświadomiła mu, że to jeszcze nie było niebo. Pamiętał, jak zatracił się bez reszty w sposobie, w jaki ona wypowiadała jego imię. Pamiętał, jak przez moment był pewien, że to wszystko mu się śniło i jak Rosalie uzmysłowiła mu, że oboje żyli naprawdę, robiąc coś, o co dotąd żadne z nich nie odważyło się poprosić. Pamiętał, jak w jednej chwili on i Rosalie zapomnieli na dobre o spadających gwiazdach, które mieli obserwować tej nocy.

***

Koniec wakacji jeszcze nigdy nie był dla Jamesa tak wyczekiwany i upragniony. Choć cieszył się każdą chwilą, jaką spędzał z Rosalie, a warto zauważyć, iż nazbierało się ich całkiem sporo, to jednak potrzebował pretekstu, by spotkać się z pewnymi ludźmi. Na szczycie listy, która lubiła przypominać Jamesowi o swoim istnieniu, widniało imię jego najlepszego przyjaciela. Victor był bratem Jenny i choć wiele razy podkreślał, że zrobiłby dla Jamesa absolutnie wszystko, to więź, która łączyła go z siostrą, była silniejsza i zobowiązująca. Przestali spotykać się w czasie wolnym, a kilka ostatnich treningów przemilczeli skrupulatnie. Kiedy James próbował nawiązać jakiś kontakt, Victor szybko odwracał wzrok, jakby niczego na świecie nie obawiał się tak bardzo, jak konfrontacji z przyjacielem, który zranił jego małą siostrzyczkę. James nie chciał naciskać. Intuicja podpowiadała mu, że nadgorliwością mógłby jedynie pogorszyć już i tak nieciekawą sytuację. Do tej pory wykazywał się dużą cierpliwością i pokonywaniem kolejnych metrów bez oglądania się za siebie, teraz jednak marzył o tym, aby jak najszybciej zamienić z Victorem kilka słów. Nie miał w głowie planu, który mógłby mu pomóc, kiedy w końcu uda im się spotkać, wierzył bowiem, że kiedy wybije właściwa godzina, serce podpowie mu, co należy robić.
- Czemu jesteś taka rozkojarzona? - zapytał James. Miał nadzieję, że Rosalie, którą trzymał za rękę, nie zauważyła jego własnego roztargnienia. Rzeczywistość po raz kolejny zaśmiała mu się prosto w twarz.
- A ty? - spytała, a w jej głosie słychać było lekki zawód. - Przez całą drogę nie odezwałeś się do mnie ani słowem.
- Trzeba było mnie szturchnąć - podsunął James, po czym posłał jasnowłosej uśmiech.
- Próbowałam - przyznała szczerze, a zdumiony chłopak zrozumiał, że było z nim gorzej, niż przypuszczał. - Chcesz o tym porozmawiać?
- Niby o czym? - zdziwił się.
- O nim - dodała, okazując, że traci do Jamesa cierpliwość. Skinęła głową, a ciemnooki spojrzał we wskazanym przez ukochaną kierunku. Zobaczył Victora. Blondyn stał pod biblioteką, zapewne czekając na Jenny. Robił to, co jeszcze parę tygodni wcześniej należało do obowiązków, a zarazem największych przywilejów Jamesa.
- Mogę przeprosić cię na chwilę? - zapytał James, nie odrywając wzroku od przyjaciela. Coraz bardziej czuł, że jest mu on potrzebny.
- Nie musisz pytać - odrzekła Rosalie i uśmiechnęła się łagodnie, choć James nie mógł już tego zobaczyć, był już bowiem w połowie drogi do Victora.
Brunet był już na ostatniej prostej, kiedy Joyce zorientował się, że nie był sam. Wśród anonimowych ludzi, którzy mijali go obojętnie, nagle namierzył twarz, którą tak dobrze znał. Wzdrygnął się. Wyglądał tak, jakby chciał uciec, a jednocześnie nie zamierzał ruszyć się ani o krok. On też potrzebował tej rozmowy i tego spotkania.
- Nie boisz się, że dostaniesz w łeb? - zapytał Victor prosto z mostu.
- Postaram się oddalić, zanim Jenny wyjdzie z biblioteki - powiedział James, a zielonooki uśmiechnął się z satysfakcją, wciąż nie był to jednak ten sam wyraz twarzy, którym w przeszłości tak często obdarowywał swego najlepszego przyjaciela.
- Nie mówiłem o niej - przyznał Victor. - Nawet nie wiesz, jak bardzo chciałbym dać ci teraz w gębę.
- Uwierz mi, że wiem - rzekł ciemnooki. - Myślę, że powinniśmy w końcu porozmawiać. Nie mamy po pięć lat i nie bawimy się w chowanego.
- A szkoda - westchnął. - Kiedy byliśmy dziećmi, życie było prostsze, nie sądzisz? Pamiętam czasy, kiedy Jenny nienawidziła spędzać z nami ani chwili. Graliśmy w moim ogrodzie w piłkę, a ona siedziała na ławce, czytając albo notując coś w swoim pamiętniku. Kiedyś byłeś dla niej tylko jednym z wielu kolegów jej starszego brata. Przegapiłem moment, w którym poczuła do ciebie coś więcej.
- Nie ty jeden - powiedział James. Uczucie Jenny było dla niego niemałym zaskoczeniem. Jednym z najcudowniejszych, jakich kiedykolwiek doznał. - Zachowałeś się wspaniale, kiedy zaakceptowałeś nasz związek. To przerastało wszystko, o co mógłbym cię prosić.
- Ty zrobiłbyś dla mnie to samo - Victor wzruszył ramionami. - Chcę, abyś wiedział, że cholernie zabolało mnie to, co się stało między tobą, a Jenny, ale nie zamierzam przekreślać naszej przyjaźni z tego powodu.
- Czyli chcesz po raz kolejny postąpić szlachetniej, niż ja w ciągu całego swojego życia? - zapytał James z niekrytym podziwem, nie mogąc uwierzyć w swoje własne szczęście. Głupi nigdy nie może narzekać na jego brak. Victor przytaknął i tym razem jego twarz rozjaśnił tak lubiany przez Jamesa uśmiech. Tak bardzo brakowało mu tego widoku. - Dzięki, stary.
- Daj spokój - Victor machnął ręką lekceważąco. Widać było, że bardzo cieszył się z takiego obrotu spraw. Krótka rozmowa pomogła znacząco oczyścić atmosferę. Obaj szalenie tego potrzebowali. Nagle Victor odchrząknął. Zanim James zastanowił się, co to mogło oznaczać, prawda sama mu się ukazała. Po raz pierwszy od dawna zobaczył Jenny. Jej kręcone włosy związane były w wysoki kok. James zawsze wolał, kiedy były one rozpuszczone, teraz jednak nic już nie było od niego zależne. Musiał pogodzić się z tym, że stracił prawo, by w jakimkolwiek stopniu uczestniczyć w życiu Jenny. Był w ogromnym szoku, kiedy dziewczyna nie speszyła się na jego widok, lecz posłała mu jeden ze swych najpiękniejszych uśmiechów. W jej oczach tliła się mieszanka żalu i tęsknoty, a także życzliwość, którą rudowłosa wyssała wraz z mlekiem matki.
- Cześć, James - powiedziała głosem, który zmiękczył serce nastolatka. Chłopak nie zdołał się odezwać, skinął jednak głową, aby Jenny nie poczuła się ignorowana.
- Widzimy się w szkole - rzekł Victor, po czym odebrał górę książek od siostry i odszedł razem z nią. W ich miejscu szybko pojawiła się Rosalie, o której istnieniu James zapomniał na tych kilka minut.
- Masz ochotę na pizzę? - zapytała, po czym wzięła nieco skołowanego chłopaka za rękę.
James wiedział, że Rosalie troszczyła się o niego. Wierzył, że ciemnooka nie chciała, aby był przygnębiony. Zamierzała podnieść go na duchu i po raz któryś z rzędu udowodniła, że dobrze wiedziała, jak to zrobić. Wielka, okrągła i z podwójnym serem - sama myśl o tym przywołała na twarz nastolatka szeroki, pełen wszechobecnego szczęścia uśmiech.

***

Blondynka przechadzała się po pokoju ukochanego, obdarowując niemal każdą rzecz wielkim zainteresowaniem i zachwytem. James, który siedział na łóżku, plecami opierając się o ścianę, nie potrafił się odprężyć, choć był przecież w swoim własnym domu. Obecność Rosalie stresowała go, choć byli ze sobą na tyle długo, by nie musieć wstydzić się siebie nawzajem. Sam wielokrotnie przychodził do jej wielkiego, robiącego piorunujące wrażenie domu. Z początku czuł skrępowanie, ponieważ nijak nie pasował do mebli wartych fortunę, dzieł słynnych malarzy na ścianach czy podłóg z marmuru. Był prostym chłopakiem, zwykłym dzieciakiem, który nigdy nie potrzebował zbyt wielu wygód - potrafił docenić to, co miał i pogodzić się z tym, że nigdy nie było tego dużo. Do tej pory unikał sytuacji takich, jak ta. Nigdy nie czuł się niezręcznie, kiedy odwiedzał go Victor albo Jenny, ale oni nie byli przecież z tak odległej planety, co Rosalie. Zdawać by się mogło, że różniło ich dosłownie wszystko. Uśmiech blondynki, która raczej nie fałszowała swoich prawdziwych emocji, a w każdym razie James nigdy jej na tym nie złapał, wcale nie zmniejszał zawstydzenia, które czuł. Jakby obawiał się, że rzeczywistość, która była przerażająco daleka od ideału, zmusi Rosalie do otworzenia w końcu oczu i przyjęcia do wiadomości, że księżniczka powinna spotykać się z księciem, a nie kimś, kto mógłby owemu arystokracie czyścić buty.
- To ty? - zapytała, pokazując Jamesowi ramkę z jego ulubionym zdjęciem z dzieciństwa. Chłopak skinął głową twierdząco. - Nic się nie zmieniłeś - rzekła, patrząc to na niego, to znów na fotografię, która wyraźnie jej się spodobała. - Nie wiedziałam, że jesteś tak podobny do ojca.
- Mogę cię o coś spytać?
- Właśnie to zrobiłeś - szepnęła, odgarniając kosmyk długich włosów za ucho. Spojrzała na Jamesa, równocześnie odkładając ramkę na jej pierwotne miejsce, a jej uśmiech jak zawsze rozpalił jego serce do czerwoności. - Słucham.
- Dlaczego wciąż tu jesteś? - zapytał, a Rosalie zamrugała powiekami energicznie, jakby chciała przekonać samą siebie, że się przesłyszała.
- To ty mnie tu zaprosiłeś, pamiętasz? - rzekła niewinnie.
- Chyba mnie nie rozumiesz...
Rosalie usiadła na skraju łóżka chłopaka. Tym razem jej mina nie była już tak rozanielona. Kiedy James spojrzał w te jej niewiarygodnie duże oczy, dotarło do niego, że Rosalie rozumiała lepiej, niż mógł przypuszczać. Po raz tysięczny udowodniła mu, że znała go jak własną kieszeń i potrafiła bez problemu pojąć wszystkie jego troski, nawet te, o których nie zwykł mówić.
- Nikt nie zmusza mnie, abym się z tobą spotykała, James. Uwierz mi, że na całym świecie nie ma drugiego miejsca, w którym tak bardzo chciałabym teraz być.
- Ale ja...
- Masz rację, nie jesteś jednym z tych wymuskanych lalusiów z prywatnej szkoły, do której chodziłam kilka miesięcy temu. Twoje serce jest warte o wiele więcej, niż portfele ich wszystkich zebrane do kupy. Jesteś wyjątkowy i pozwól mi w pełni cieszyć się tym fantastycznym miejscem, dobrze?
Chłopak skinął głową. Rosalie wyszczerzyła się, pocałowała go w policzek, po czym wstała i tym razem zaczęła podziwiać plakaty sławnych piłkarzy, które zdobiły prawie całą ścianę. Choć zapewne nie miała nawet pojęcia, jakiej drużynie kibicował James, zdawała się chłonąć każdą informację o nim, jakby trzymała ją ona przy życiu. Brązowooki czuł się szczęśliwy i chciał w końcu uwierzyć w to, że wcale nie śnił o swojej własnej królewnie. Miał ją. Miał miłość bogatej baletnicy, która mogła być z każdym, a wybrała właśnie jego.
- Przyniosłam wam ciasteczka - powiedziała Molly, która właśnie weszła do pokoju po uprzednim zapukaniu do drzwi. Postawiła tacę na stoliku, a James zwrócił uwagę na płaszcz, który miała na sobie jego babcia. - Zajadajcie. Jeszcze gorące.
- Dziękujemy - rzekła Rosalie z wdzięcznością.
- Wychodzisz gdzieś? - zapytał James, łapczywie sięgając po ciasteczko, które istotnie musiało przed momentem wydostać się z piekarnika, bowiem momentalnie sparzyło jego skórę.
- Oczywiście, Jimmy, przecież jest czwartek. Sąsiadki nie wybaczyłyby mi, gdybym opuściła cotygodniową partię brydża - powiedziała, kierując te słowa raczej do Rosalie, niż do swojego wnuka. Kobieta uśmiechnęła się pogodnie, po czym wyszła z pokoju i zaraz potem opuściła dom, zostawiając nastolatków samych.
James spojrzał znów na Rosalie, która nie przestawała go zadziwiać. Stała na środku pokoju, wyglądając niczym anioł. Tak elegancka i delikatna pośród porozrzucanych po podłodze książek i zeszytów, gdzieś pomiędzy sflaczałą piłką i pokaźną górą pustych butelek po wodzie. Rosalie nijak tam nie pasowała, a jednak pokój ten nigdy nie wyglądał tak dobrze, jak wówczas. Magia, którą dziewczyna nosiła w swoim sercu, po raz kolejny przypomniała o swoim istnieniu.
- Mam dla pana propozycję, panie Devon - rzekła Rosalie i właśnie wtedy do Jamesa dotarło, że spoczywało na nim jej spojrzenie. Dziewczyna podeszła bliżej i nachylała się, przysuwając swoją twarz ekstremalnie blisko ust Jamesa, które wprost nie mogły doczekać się pocałunku. W ostatniej chwili Rosalie uniemożliwiła chłopakowi spełnienie swej zachcianki, by po upływie sekundy dać mu powody do jeszcze większej radości, niż przed momentem. - Teraz to ja chcę ci pokazać gwiazdy - szepnęła wprost do jego ucha, a kiedy James skinął lekko głową, Rosalie pozbyła się hamulców.
Dziewczyna pospiesznie zdjęła koszulkę bruneta, który z kolei pomógł jej pozbyć się szarego sweterka, rozpinając skrupulatnie guziczek po guziczku. Zapach jej słodkich perfum dotarł do jego nozdrzy, a była to woń, którą ubóstwiał. Miał teraz kolejny powód, by uwierzyć w swoje własne szczęście. Czuł jej dotyk. Przecież nie mógłby zmyślić sobie tego wszystkiego. Piękna dziewczyna, która zdawała mu się być pisana dla każdego, lecz nie dla niego, położyła się obok, oddychając szybko. Kiedy ich spojrzenia spotkały się gdzieś w połowie drogi, oboje uśmiechnęli się do siebie. Tak, to wszystko działo się naprawdę. A może James wciąż śnił na jawie?

***

Zakochujemy się i nagle zaczynamy widzieć świat w zupełnie innych barwach. Wszystko wokół kwitnie, a ty żyjesz tak, jakbyś bał się uwierzyć w to, że nie zmyśliłeś sobie tak wspaniałego uczucia. To jest sen, który co noc wypełnia was od nowa. Zatracacie się i dociera do was, że od teraz oddychanie bez tej drugiej osoby będzie niewyobrażalnie trudne.
Budzisz się. Nadal kochasz - gdyby było inaczej, łzy ukochanej nie sprawiałyby ci aż takiego bólu. Zależy ci na niej. Żałujesz, że wasze życie tak bardzo się zmieniło. Nowe problemy i wyzwania, które los stawia przed tobą. Czy jesteś wystarczająco silny i zdeterminowany, by zostać, a nie odwrócić się i odejść, kiedy tylko pojawiają się trudności?

James rozejrzał się po klasie wygłodniałym wzrokiem. Tak bardzo chciał, aby prawda była inna. Marzył o tym, by zobaczyć ją w jednej z ławek, opierającą twarz na dłoni, uśmiechającą się do niego słodko, jednak wizja ta zdawała się być tylko fantazją, niczym więcej. Choć spotykał się z Rosalie przez blisko dwa lata, czasem wydawało mu się, że tak naprawdę nic o niej nie wiedział. To, co z początku tak bardzo go w niej pociągało, czyli ta jej tajemniczość i przedziwna aura wokół niej, dziś było jego zmorą. Chciał, aby choć raz Rosalie z własnej inicjatywy opowiedziała mu coś o sobie, wypłakała mu się w rękaw albo spontanicznie pocałowała go przy wszystkich ludziach. Bał się, że jeśli zacznie na nią naciskać, dziewczyna przestraszy się i postanowi odejść. Kiedy był z Jenny, tylko raz zdarzyło mu się nie wiedzieć, co należy zrobić - wtedy, kiedy dojrzewał do decyzji o rozstaniu. Związek z Rosalie pełen był niepewności i niedomówień, a James stawał się coraz bardziej zmęczony tym wszystkim.
- Gdzie twoja Julia? - zapytał Victor, ciskając papierową kulkę w przyjaciela, aby ten ocknął się i przestał bujać w obłokach. Ciemnooki spojrzał na blondyna i zmarszczył brwi. - Czyżby kłopoty w raju, Romeo?
- Spadaj - burknął James, udając, że jest zajęty lekcją. Mocno przyciskał długopis do kartki papieru, gryzmoląc niemiłosiernie. Kiedy ponownie spojrzał na Victora, chłopak miał wyraźnie rozbawioną minę i politowanie w oczach. - Zamieniam się w słuch.
- Ale o co ci chodzi? - spytał zaskoczony.
- O twoje przesłuchanie - odparł chłopak. - Chciałeś wiedzieć, gdzie jest Rosalie, tak?
- Właściwie...
- Przykro mi, ale nie mogę cię oświecić, bo sam nie mam bladego pojęcia, gdzie ona...
- Devon! - ryknął Highwood, a huk linijki, którą grzmotnął o biurko, natychmiast ożywił przysypiających uczniów. - Masz czelność przeszkadzać mi w prowadzeniu zajęć?
James wzruszył ramionami obojętnie. Nie był w nastroju na słowne przepychanki z kimkolwiek, a już na pewno nie z facetem, który czerpie wielką przyjemność z dręczenia swoich uczniów.
- No to co z Rosalie? - szepnął Victor, patrząc to na nauczyciela, to znów na Jamesa.
- Pytałem tysiąc razy, ale zawsze odwraca kota ogonem, zmienia temat i tak dalej. Nie chcę przypierać jej do muru, ale...
- Wiesz, chyba powinieneś - powiedział zielonooki. - To przestaje być tylko jej problemem. Ile lekcji opuściła ostatnio? A chyba nie chcesz, żeby miała kłopoty, co?
- Masz coś konkretnego na myśli? - zapytał James, na co Victor uśmiechnął się i kiwnął głową.
- Romeo walczył o swoją ukochaną jak lew.
James nie musiał prosić o to, by przyjaciel rozwinął swoją myśl. Bez wahania wstał z ławki i wrzucił do plecaka wszystkie swoje rzeczy, po czym ruszył w kierunku drzwi. Oczy wszystkich spoczęły na nim, czemu towarzyszyły szepty bardzo zainteresowanej publiczności. Uwielbiali wszystko, co wiązało się z przerwaniem smętnych wywodów profesora.
- Gówniarz - wycedził Highwood przez zęby. Choć James ściskał już klamkę, w ostatniej chwili zmienił kierunek. Podszedł do zdumionego nauczyciela i wyciągnął do niego dłoń.
- Miło poznać, jestem James.
Chłopak posłał profesorowi najsłodszy uśmiech, na jaki było go stać, po czym wyszedł z klasy, otoczony salwami śmiechu kolegów i wręcz niewiarygodną ciszą, która towarzyszyła Highwoodowi. Kiedy rozbrzmiał dzwonek, James miał już na sobie kurtkę i gotów był opuścić szkołę wcześniej, niż przewidywał jego plan lekcji. Właśnie wychodził z budynku, kiedy w ostatniej chwili dogonił go Victor. Blondyn poklepał przyjaciela po plecach, wyraźnie z niego zadowolony.
- Wszyscy gadają tylko o tym - powiedział. - To chyba pierwszy raz, kiedy stary Highwood zaniemówił z wrażenia.
- Cieszę się - stwierdził James, choć zrobił to bez przekonania. Jego myśli były już w miejscu odległym od murów szkoły. Był wdzięczny Victorowi za to, iż ten nie zadawał więcej pytań i tak dobrze go rozumiał.
- Będzie dobrze - powiedział chłopak na pożegnanie i wrócił do szkoły, podczas gdy James wiedział, że każdy krok przybliża go do spotkania z Rosalie.
Intuicja podpowiadała mu, że spotka ją w jej domu. Miał nadzieję, że tak właśnie będzie, ponieważ nie wiedział, gdzie indziej mógłby jej szukać. Pod koniec wędrówki jego serce biło tak szybko, że chłopak zaczynał obawiać się, czy lada moment nie wyskoczy mu ono z piersi. Zatrzymał się przed żelazną furtką. Rosalie zdradziła mu sposób, by wejść do środka nawet, gdy wszystko jest zamknięte. Czasem musiał nieźle się napocić, by dostać się do ukochanej i nie zostać namierzonym przez jej matkę, choć w gruncie rzeczy kobieta nigdy nie okazała szczególnego zainteresowania swoją młodszą córką. James wiedział, że tym razem Rosalie nie ucieszy się na jego widok, bowiem celem jego wizyty nie była chęć spędzenia przyjemnych chwil w towarzystwie ciemnookiej. Był tu, bo musiał przemówić jej do rozsądku. Nie zamierzał patrzeć bezczynnie na jej nieudolną walkę z kłopotami, o których nie chciała powiedzieć mu nic więcej. Możliwe, że będzie musiał na nią nakrzyczeć - trudno. Zrobi wszystko, by Rosalie zrozumiała, że może na niego liczyć i może powiedzieć mu absolutnie wszystko.
Chłopak przeczuwał, że Rosalie musi być w domu sama, bo choć jej matka zwykle była zbyt zajęta własnymi sprawami, to dziewczyna wolała nie ryzykować i nie wagarowała tuż pod jej nosem. James usłyszał jakiś szelest na piętrze i szybko ruszył po schodach na górę. Teraz, kiedy zaczął naprawdę się niepokoić, przestał zważać na to, czy przypadkiem był w domu ktoś jeszcze. Wykrzyknął jej imię i choć nie otrzymał żadnej odpowiedzi, puścił się pędem w stronę jej pokoju. Wszedł do środka i w pierwszej chwili nie zauważył nikogo w środku. Właśnie wtedy Rosalie westchnęła, a w jego głowie dźwięk ten przypominał hałaśliwe dudnienie, jakby ktoś uderzył ciężkim młotem o ścianę. Zobaczył ją, siedzącą obok łóżka, z głową, która zdawała się okrutnie ciężka, ponieważ co chwila mimowolnie opadała w dół. Jamesa momentalnie uderzyła blada twarz ukochanej, tak nienaturalna i jakby obca.
- Rosalie, coś ty najlepszego narobiła? - zapytał, kiedy uklęknął przy niej i objął dłonią jej nadgarstek. Był lodowaty. Przez twarz jasnowłosej przemknął uśmiech, którego James zdecydowanie wolałby nie oglądać. Chwilę potem zobaczył coś jeszcze. Niedomknięte pudełko po tabletkach nasennych. Odetchnął, kiedy zorientował się, że w środku wciąż coś było, ostatecznie jednak ulga nie była wystarczająco silna, by dać mu stuprocentowy spokój. - Ile ty tego wzięłaś? - krzyknął, patrząc, jak oczy ukochanej stają się coraz bardziej zimne.
Dziewczyna chwyciła ramię chłopaka, chcąc, aby ten podtrzymał ją. Stawała się słabsza wraz z każdą upływającą sekundą, a jednak przez jej bladą twarz przemknął uśmiech. James z jednej strony chciał, aby Rosalie odezwała się do niego, a z drugiej wcale nie był tego pewien. Nagle w jego głowie wszystko zaczęło układać się w spójną i logiczną całość - a w każdym razie tak sądził, choć mogło to być tylko złudzenie, spowodowane silnymi emocjami i wstrząsającym przeżyciem.
- To przez Sophię, tak? - zapytał i mógłby przysiąc, że jasnowłosa skinęła lekko głową. - Boże, Rosie, a kogo ona obchodzi, co? Bo mnie na pewno nie. Mogłabyś przestać przejmować się tym, co wygaduje ta laska, zamiast dołować się i przez nią doprowadzać do takiego stanu. Masz coś, czego ona nigdy mieć nie będzie.
Rosalie zamrugała, jakby usiłowała pokonać senność, która zaczynała pochłaniać całą jej energię. Nie chciała, aby ta rozmowa tak nagle się zakończyła. Nie chciała być temu winna.
- Mam ciebie - szepnęła, a James skinął głową, potwierdzając jej słowa.
- Zabiorę cię do lekarza - powiedział chłopak, rzucając gniewne spojrzenie na pudełko po tabletkach. Poczuł, jak Rosalie ostatkiem sił ciągnie go za rękaw, aby przyciągnąć jego atencję. Kiedy na nią spojrzał, zobaczył, że dziewczyna była ledwie przytomna. Uśmiech na jej twarzy był nieadekwatny aż do bólu, jakby nierzeczywisty. - Nie odpływaj.
- Nie pozwól mi - rzekła, a w jej gasnących oczach nagle zalśniły ogniki. - Nigdy nie pozwól mi odejść, James.
- Obiecuję.
Choć tego dnia działo się tak dużo, dla niego nie liczył się ani pobyt w szpitalu, ani długie czekanie, aż będzie mógł znowu porozmawiać z ukochaną. Jego myśli konsekwentnie powracały do tych słów, którymi nakarmiła go Rosalie. Wtedy były one dla niego niezwykłym komplementem. Czuł się zaszczycony faktem, że dziewczyna, która teoretycznie pisana była każdemu, ale nie jemu, nadal tak bardzo go kochała. Nie wiedział, że po kilkunastu latach wspomnienie to okaże się przepowiednią, której nie posłuchał, a która zmieni całe jego życie.

***
Kwiecień

James czuł, że wyjazd był jednym z najlepszych pomysłów, na jakie kiedykolwiek wpadł. Spędził z Rosalie wspaniałe chwile, choć nie zawsze rozmawiali o tych pozytywnych stronach swego związku. Chciał przypomnieć jej o dziewczynie, w której się zakochał, bo wydawało mu się, że tamta istota nie żyła już w ciele jasnowłosej, dorosłej dziś kobiety. Uśmiech ciemnookiej napawał go entuzjazmem i wiarą w to, że teraz ich relacje będą nieco prostsze, niż do tej pory. Nadal chciał poznać prawdę, odkryć powód, który zmusił Rosalie do wyjazdu, kiedy zdawać by się mogło, że ich związek był w tym najlepszym, najszczęśliwszym okresie. Z dnia na dzień czekanie na spowiedź dawnej ukochanej stawało się coraz trudniejsze i przypominało o sobie częściej, niż miało to miejsce dotychczas, jednak James usiłował nad tym panować. Wiedział, że delikatność i cierpliwość były kluczem do wszystkiego. A może któregoś dnia dotrze do niego, że może żyć bez tej prawdy, o którą do tej pory tak zacięcie walczył? Może machnie ręką na niejasną przeszłość i zacznie znów żyć pełną piersią? Chciałby, aby los podsunął mu najlepsze i najmniej bolesne dla Rosalie rozwiązanie. Nie chciał jej ranić. Mimo wszystkich cierpień, jakich doznał za jej sprawą, nigdy nie przestało mu na niej zależeć. Kiedy przypomniał sobie swoje żałosne próby wymazania Rosalie z pamięci, miał ochotę roześmiać się wniebogłosy. To śmieszne. Od samego początku było jasne, że nigdy nie zapomni o tej dziewczynie. Od pierwszego dnia była dla niego kimś więcej, niż jedną z anonimowych osób, które mijał na swej drodze i do ostatniego dnia pozostanie tą wyjątkową, jedyną.
- Dziękuję ci za tę podróż - powiedziała Rosalie, a jej policzki były koloru tulipanów, które teraz nietrudno było znaleźć pośród soczyście zielonych traw. - Nie wierzyłam, że po tym wszystkim możesz jeszcze myśleć o mnie w tak pozytywny sposób.
- Żartujesz? - zapytał, istotnie zdumiony słowami blondynki. - Wspomnienia są wyjątkowo odporne na wszelkie urazy i żadne późniejsze zawirowania, nie są w stanie zmienić chwil, które spędziliśmy w swoim towarzystwie. Mam nadzieję, że zobaczyłaś dawną siebie moimi oczami.
Dziewczyna nie powiedziała nic więcej, w odpowiedzi posłała jednak Jamesowi pogodny uśmiech pełen wdzięczności i ciepła. Mężczyzna ponownie skupił się na drodze, która majaczyła się przez nim. Mijając kolejne ulice brunet pomyślał o wspomnieniu, którego nie wypowiedział na głos ani razu podczas ich podróży w czasie. Dziewiętnastolatek poszedł do domu ukochanej, która znów nie przyszła do szkoły. Nie odbierała telefonu, unikała kontaktu z nim. Pocałował klamkę, choć sto razy bardziej chciałby pocałować Rosalie. Odkrył, że wyjechała. Złamał obietnicę. Pozwolił jej odejść.

***
Taylor Swift - Untouchable *

6 komentarzy:

  1. Hej Kochana:* totalnie mnie zaskoczyłaś tą nowością na początku tygodnia. Byłam przygotowana na to, że będę musiała poczekać do weekendu, ale to nawet lepiej, że ten rozdział pojawił się wcześniej, bo strasznie ciekawi mnie ten Twój eksperyment :) ostatni rozdział był naprawdę dobry, chociaż nie ukrywam, że troszkę obawiałam się tej podróży w przeszłość. Ale dzięki niej wiem, że teraz na pewne sprawy w życiu naszych bohaterów będę mogła spojrzeć nieco inaczej. No i mam nadzieję, że kolejne rozdziały nie będą już eksperymentami, że wrócimy już do rzeczywistości i tych aktualnych wydarzeń w życiu bohaterów, prawda? To tyle słowem wstępu. Teraz zabieram się za czytanie :)
    Pierwszy fragment był po prostu przepiękny. Zawarłaś w nim tyle magii, że aż pozazdrościłam Rosalie i Jamesowi, że spędzili ze sobą tak romantyczne chwile. I mimo, że mam ogromny dystans względem tej dwójki, to przyjemnie czytało się to wspomnienie, bo jak inaczej nazwać to, co się wtedy wydarzyło? Ale czas wrócić na ziemię, żeby nie było tak kolorowo. Czytając zarówno ten rozdział, jak i poprzedni w dalszym ciągu jestem mocno zdziwiona tym, że James tak po prostu wymazał z pamięci wszystko to, co łączyło go z Jenny i zwyczajnie zakochał się w Rosalie. Tyle wspólnych chwil zaprzepaścił praktycznie dla krótkiej chwili zapomnienia, która wszyscy dobrze wiemy, że nie skończyła się wcale happy endem. Dziwie się Jamesowi, że mając wspaniałą kobietę u swojego boku, bo taką właśnie jest Jenny zwyczajnie wszystko zawalił. Ciekawa jestem, co tak naprawdę mu dał ten czas spędzony z Rosalie. Ja widzę jedynie rozczarowanie, chociaż wiadomo, że sam James się do tego nie przyzna i ciągle biega za Rosalie jak jakiś piesek. Podsumowując, wspomnienie samo w sobie było naprawdę piękne, uczucie, które połączyło tą dwójkę też piękne, jednak nie skłaniam się ku temu, żeby do siebie wrócili i żeby było tak jak dawniej.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ach ten Victor. W tym fragmencie udowodnił, że jest prawdziwym przyjacielem Jamesa i nawet w tak nieprzyjemnej dla nich obojga sytuacji mógł na niego liczyć. Ciekawi mnie jedynie to, czy powiedział prawdę? Rzeczywiście nie miał do Jamesa nawet grama żalu o to, jak potraktował jego siostrę? Może ten żal pojawił się z biegiem czasu? Możliwe, że po przemyśleniu tej sprawy na spokojnie dotarło do Victora, co tak naprawdę James zrobił Jenny? Ona sama też mnie bardzo zaskoczyła swoją reakcją, chociaż wiadome było to, że przecież nie rozpłacze się na środku ulicy i nie zacznie histeryzować i odstawiać scen zazdrości. Jenny taka nie jest. W tym wszystkim ciekawi mnie też to, z jakich jeszcze powodów Victor i James już się nie przyjaźnią. Myślę, że nie chodziło tutaj tylko o Jenny, że z jeszcze jakiegoś powodu mężczyźni już się nie przyjaźnią. Mimo tych wspomnień tak wiele pytań jeszcze się nasuwa, ale liczę na to, że stopniowo będziesz odsłaniać wszystkie karty :)
    Logiczne, że kiedy poznajesz kogoś nowego i jeśli dodatkowo zakochujesz się w tej osobie, to chcesz wiedzieć o niej dosłownie wszystko. Ciekawość Rosalie nie była dla mnie niczym dziwnym, ale po chwili zastanowienia zapytam, po co jej to wszystko było, skoro wyjechała na tak długi czas? Bez pożegnania, bez żadnego wyjaśnienia, dlaczego tak postąpiła? Coraz częściej skłaniam się ku wersji, że zwyczajnie rozkochała w sobie Jamesa i kiedy właściwie było już pewne, że uczucie rozkwitło na dobre, to ona spakowała się i wyjechała. Czy tak rzeczywiście postępuje zakochana i zaangażowana osoba? Nie sądzę. Dalej twierdzę, że nie chce jej oceniać, nie chcę wypowiadać się o niej nie wiadomo jak źle, ale powoli postać Rosalie coraz bardziej mnie irytuje. A największym zaskoczeniem tego fragmentu dla mnie było to, że Molly grała kiedyś w brydża :D ta kobieta jest niesamowita. Nigdy nie pomyślałabym, że zamiast cotygodniowych spotkań przy kawce, ciastku i ploteczkach ona gra z koleżankami w brydża :D do tego jeszcze jej troskliwa opieka nad Jamesem. I jak tu jej nie lubić? :)
    Nie dziwi mnie to ani trochę, że Jamesa po pewnym czasie zaczęło zwyczajnie irytować zachowanie Rosalie. W dalszym ciągu uważam, że ta dziewczyna traktuje swoją prywatność, a tym samym całe swoje życie jak jakąś pilnie strzeżoną tajemnicę, której nikt nie może odkryć. Po co jej to? Dlaczego tak wszystko ukrywała nawet przed Jamesem, którego podobno tak bardzo kochała. Podobno gdy się kogoś kocha, to nie ma się przed nim żadnych tajemnic, a tymczasem Rosalie to wielka, chodząca tajemnica. Tak było w przeszłości i tak jest do dziś. Mam tylko nadzieję, że już niedługo Rosalie powie prawdę o swoim wyjeździe i całym swoim tajemniczym życiu. Przykre jest to, że sięgnęła po tabletki nasenne z powodu dziewczyny, która sprawiła jej przykrość. Musiały to być naprawdę ostre słowa, skoro Rosalie posunęła się do tak drastycznych rozwiązań.
    Teraz mam wątpliwości, czy w ostatnim fragmencie wróciliśmy już do rzeczywistości, czy nadal podróżujemy w czasie? Z perspektywy czasu naprawdę nie wiem co mogłabym poradzić Jamesowi. Na jego miejscu z pewnością chciałabym się dowiedzieć, jaki był powód wyjazdu Rosalie, dlaczego go zostawiła, chociaż wielokrotnie podkreślała, że go kocha i jest z nim szczęśliwa. Jakiś powód był na pewno, nie wyjechała sobie przecież ot tak, dla przyjemności. Ale nawet po tej podróży w czasie uważam, że powinni dać sobie spokój. Niech każdy idzie swoją drogą i niech układają sobie życie na nowo. Moim zdaniem tak będzie lepiej dla nich obojga :)
    Pozdrawiam i oczywiście czekam na kolejne rozdziały :) :*
    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, w ostatnim fragmencie wróciliśmy do teraźniejszości. Od teraz już całkowicie jesteśmy w czasie aktualnym. Mam nadzieję, że mimo wszystko eksperyment nie był zły, hehe :D
      Dziękuję ślicznie za wszystkie przemyślenia!
      Całuję mocno :*

      Usuń
  3. Hej Słońce! :* Ale niespodzianka. Totalnie mnie zaskoczyłaś nowym rozdziałem i to na początku tygodnia. Oczywiście pozytywnie, dlatego bez zbędnych słów zabieram się za czytanie i komentowanie! :)
    Dzisiaj przedstawiłaś nam nową twarz James'a. Nie sądziłam, że z niego taki romantyk. Zaskoczył mnie pozytywnie, chociaż wiadomo, że wolałabym widzieć u jego boku inną piękność. Co nie zmienia faktu, że ta scena mnie ujęła. Uśmiechałam się czytając ten fragment. Rosalie wyglądała na bardzo szczęśliwą. Przypominała mi porcelanową figurkę - coś idealnego, a jednocześnie tak bardzo kruchego. Cudowne opisy. Przez krótką chwilę miałam wrażenie, że jestem tam z nimi. Siedzę z boku i obserwuję ich. Zakochanych i napawających się własną obecnością. W ich własnej bańce mydlanej! :)
    Passenger ich twórczość mogłabym słuchać w nieskończoność. Dobry wybór! Victor to honorowy mężczyzna. Zawsze chciałam mieć starszego brata, ale los sprawił mi psikusa i to ja jestem najstarsza, a brata mam o 10 lat młodszego. Cieszę się po prostu, że Jenny nie została sama, że Victor stał się filarem o który mogła się oprzeć. Z całą pewnością niełatwo było jej patrzeć jak mężczyzna, którego kochała z dnia na dzień zakochał się w innej dziewczynie i to teraz do niej robił maślane oczy. Naprawdę ilekroć pomyślę o tym jaki James potraktował Jenny robi mi się jej żal. Wiem, że serce nie wybiera i czasami po prostu ludzie przestają się kochać, ale chyba najgorsze w tym wszystkim jest to, gdy okazuje się, że to przez trzecią osobę miłość się rozpadła.
    Victor jest moim bohaterem. Wiem, że nie jest ideałem, ale w tej chwili nie mogę powiedzieć o nim złego słowa. Mimo całego cierpienia na jakie James skazał Jenny, ten nie odrzucił tej przyjaźni! :)
    Rosalie i James wydają się tacy uroczy i naprawdę widzę to uczucie, które ich połączyło. Fragment mnie zachwycił, a nawet zauroczył. Przez krótką chwilę byłam w lepszym świecie, gdzie oczy się świecą, a uśmiech nie znika z buzi. Unosiłam się nad ziemią, a słowa, które padły z ust tej dwójki, wywołały szybsze bicie mojego serca. Ale i tak ciągle nie mogę zapomnieć o Jenny. To ona powinnam tam być. To było jej miejsce.
    I druga moja ulubiona piosenka! Ach! :)
    Victor i jego złote rady. Mój chłopak jest po prostu geniuszem! Kocham go <3 Po zakończeniu kariery piłkarskiej bez wątpienia powinien założyć poradnię dla nieszczęśliwie zakochanych. Byłby w tym genialny! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z jednej strony rozumiem Rosalie presja otoczenia, wieczny konflikt z Sophią,itd. Ale nie potrafię zrozumieć jednego: skoro tak bardzo zakochała się w Jamsie, że nie miała skrupuł odebrać go innej kobiecie, dlaczego z nim nie porozmawiała? Rosalie to chodząc tajemnica. Wtedy i teraz. Nikomu nic nie mówi. Wszystko nosi w sobie. Miesza w życiach innych i tylko tyle z tego wychodzi. Może jestem zbyt krytyczna wobec niej, ale kurczę ona naprawdę mnie denerwuje. Powinnam jej teraz współczuć, ale nie jest mi jej szkoda. Mam wrażenie, że sama sobie trochę zapracowała na taki los, gdyby się otwarła przed innymi, może wtedy byłoby łatwiej ją polubić?
      Cieszę się, że zabrałaś nas w tą podróż do przeszłości, bo wydaje mi się, że teraz na kilka spraw patrzę inaczej. Nie zmieniłam swojego stosunku do Rosalie, ale to chyba głownie dlatego, że jak wspomniałam wcześniej ona jest zbyt zamknięta. Nie wiem o niej nic. Nie wiem czym się kierowała wtedy, ani czym kieruje się teraz. Sprawiała wrażenie postaci egoistycznej, która liczy się tylko z samą sobą. Pewnie mam błędne rozumowanie, ale chyba tak to już jest.. Ilu czytelników tyle opinii. Trochę lepiej rozumiem Jamesa. Jestem na niego piekielnie zła za to jak potraktował Jenny, ale miłość nie wybiera. Rosalie go zauroczyła, zachwyciła.. Była powiewem czegoś nowego, a on nie potrafił się postawić jej, zdecydował puść za nią. Czasami się zastanawiam czy dzisiaj nie żałuje swojego wyboru? Szkoda mi Jenny, bo przez te kilka fragmentów, gdzie widziałam ją u boku Jamesa, dostrzegałam radosną i zakochaną dziewczynę. Zupełne przeciwieństwo tego kim jest dzisiaj. I to jest przykre, że tak piękne uczucie stłamsiło ją całkowicie. I oczywiście mój niezawodny Victor, który nawet jako nastolatek był kochany! :)
      Świetne opisy i naprawdę genialny pomysł! Moje pokłony ! :)
      Czekam na nowość :*

      Usuń
    2. Tak też myślałam, że nastoletnia wersja Victora przypadnie Ci do gustu. Taki mój mini prezent dla Ciebie :D
      Za pokłony dziękuję i odwzajemniam za całokształt :P
      Całuję mocno :*

      Usuń