12 października 2014

20. ,,Chcesz, abym powiedział, że cię kocham''

Hej :)
Od poprzedniej publikacji minął ponad tydzień, więc najwyższy czas na nowość. Akcja w tym rozdziale jest senna bardziej, niż kiedykolwiek, ale właśnie tak ta część musiała wyglądać. Mam nadzieję, że mimo wszystko przypadnie Wam do gustu :) A, w galerii pojawił się nowy bohater... :)
Jak zwykle dziękuję za komentarze :*
Trzymajcie się i do następnego! :*

***
Trent Dabbs - This Time Tomorrow

Patrzyłeś, jak mokła i nie dość, że nie pozwoliłeś jej skryć się przed kroplami pod swoją parasolką, to na dodatek sam wywołałeś tę burzę. Minął czas, ubrania już dawno wyschły, a powietrze stało się czystsze, niż kiedykolwiek, jednak ty wciąż żałujesz, że to wszystko tak się potoczyło. Właśnie wtedy zauważasz, że naprawdę ją kochasz i zrobisz wszystko, co w twojej mocy, by kolejną ulewę przeżyć razem, wzajemnie chroniąc się przed deszczem.

Londyn wyglądał dokładnie tak, jak wyobrażają go sobie ludzie, którzy znają go tylko z opowiadań pełnych stereotypów. Niebo skąpane było w szarych chmurach, a na ziemi wciąż lądowały kolejne strugi lodowatego deszczu. Pomimo, iż aura była nieciekawa, Victor Joyce dostrzegał jeden konkretny pozytyw, który czynił rzeczywistość piękniejszą. Cieszył się, że obserwował paskudną pogodę właśnie tu, a nie w Manchesterze, z daleka od Vanessy, która znaczyła dla niego więcej, niż sądził do tej pory. Kiedy odchodziła bez słowa, gdy widzieli się po raz ostatni, Victor nie zrobił nic, by ją zatrzymać - był zbyt pochłonięty przeżywaniem niespodziewanego spotkania z Jamesem oraz oziębłości siostry, na którą zdecydowanie sobie zasłużył. Rozstali się w gniewie, a jednak zielonooki uśmiechał się, kiedy myślał o swojej aktualnej sytuacji. Dzieliło go od niej tak niewiele, że w każdej chwili mógł podjąć próbę nawiązania z nią kontaktu, przeproszenia za swoją głupotę albo po prostu pomilczenia razem z nią. Wiedział, że nie układało się między nimi najlepiej i był w stanie przyjąć całą winę na swoją klatę. To on poświęcał jej tak mało czasu przez zobowiązania zawodowe i to on ukrywał przed nią tak wiele wydarzeń ze swojej przeszłości. W tym wszystkim Vanessa wykazała się anielską cierpliwością i z niezwykłym spokojem przeżywała kolejne tygodnie rozłąki. Victor zrozumiał, że nie może pozwolić jej odejść i stracić kontaktu z tak wspaniałą kobietą. Choć mógł pochwalić się niemałym doświadczeniem z płcią przeciwną, Vannie była zdecydowanie najbardziej wyjątkową istotą, z jaką miał zaszczyt obcować. Byłby skończonym durniem, gdyby z powodu paru głupich niedomówień stracił jej zaufanie i miłość. Chciał walczyć, jednak był jeszcze ktoś, kto zasłużył sobie na przeprosiny. Jenny była nieco bliżej, niż Vanessa, więc piłkarz postanowił w pierwszej kolejności porozmawiać z młodszą siostrą.
Blondyn wszedł do kuchni, w której paliło się światło, mimo, iż był to wczesny ranek. Wygląda na to, że o słonecznej pogodzie będą musieli zapomnieć na dłuższy czas. Mężczyzna skrzywił się na samą myśl, jednak na jego twarz powrócił delikatny, ledwie zauważalny uśmiech, gdy na drodze zauważył rudowłosą dziewczynę. Pieguska upiła łyk kawy, drugą ręką przerzucając kolejną stronę książki. W powietrzu unosił się zapach trunku, który w przyjemny sposób podrażnił nozdrza Victora. Gdyby w przeszłości nie powiedział o parę słów za dużo, bez oporów podszedłby do siostry, rzucił jakiś głupawy tekst na temat pogody albo jej niesfornych włosów, po czym bez pytania zabrałby jej kubek i zmusił, by oderwała się od lektury i zrobiła sobie kolejną kawę z lekkim grymasem na ustach. Poczucie winy blokowało go i krępowało ruchy, a stan ten osiągnął swoje apogeum, gdy Jenny po raz pierwszy spojrzała w jego stronę. Poczuł, jak wnętrzności podskakują w jego ciele, jakby nastąpił niechcący na niewłaściwy stopień. Przepraszanie nigdy nie było jego mocną stroną, wiedział jednak, że nie uda mu się tego uniknąć. Jego ciało przepełniło łagodne poczucie ulgi, kiedy Jenny sprawnym ruchem odsunęło wolne krzesło od stołu, robiąc bratu miejsce obok siebie.
- Dzięki - powiedział Victor, siadając blisko siostry. Przełknął głośno ślinę, a Jenny zamknęła książkę i spojrzała na niego wyczekująco. Jej mina wcale nie wyrażała wrogości czy pretensji, wręcz przeciwnie - była pogodna, pełna ciepła i dobroci, jakby każde przewinienie brata tak naprawdę nie miało większego znaczenia. Victor nie potrafił pojąć, skąd w rudowłosej tyle serca, podczas gdy większość ludzi, których znał, tylko czekała, by wbić drugiej osobie szpilę.
- Chciałeś powiedzieć, że jest ci głupio z powodu naszej ostatniej rozmowy, tak? - odezwała się Jenny, ewidentnie zmęczona ciszą, która przeciągała się niemiłosiernie.
- Tak - mruknął, potrząsając lekko głową. - Uniosłem się emocjami. Mam nadzieję, że to rozumiesz.
- Oczywiście - odparła dziewczyna, wyraźnie czekając na coś więcej. Victor odchrząknął, coraz bardziej zażenowany całą tą sytuacją. Nie pamiętał, kiedy po raz ostatni rozmowa z siostrą była dla niego tak stresująca, pełna napięcia.
- Przepraszam, że nazwałem cię idiotką, czy jakoś tak - rzekł, uciekając wzrokiem. - Mogłem użyć delikatniejszych słów.
- A więc nie żałujesz tego, co powiedziałeś, ale sposobu, w jaki to zrobiłeś? - zapytała Jenny, unosząc brwi.
- Nie zmieniłem zdania, Jen - przyznał stanowczo. - Nadal twierdzę, że nie powinnaś kontaktować się z Jamesem, a tym bardziej łudzić się, że to, co było między wami, wciąż może narodzić się na nowo. Znasz powiedzenie, że nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki?
- Znowu zaczynasz? - spytała, tracąc cierpliwość. Wstała od stołu i wstawiła pusty kubek do zlewu. Oparła się o blat, zbierając myśli, a kiedy była gotowa, spojrzała znów na Victora. - Nie życzę ci, abyś kiedyś znalazł się w tej samej sytuacji, co ja. Mówisz, że powinnam całkowicie odciąć się od Jamesa i zapomnieć o naszej historii. Myślisz, że to takie proste? I skąd możesz wiedzieć, że to właśnie jest najlepsze rozwiązanie? I proszę, nie mów po raz kolejny, że ty zerwałeś kontakt z Jamesem i świetnie żyje ci się z tą świadomością, bo to bzdura.
- Skąd możesz wiedzieć, jak ja się czuję? - zapytał Victor, a Jenny uśmiechnęła się do swoich myśli.
- To twój brat - szepnęła. - W jakiś pokrętny sposób kochasz Jamesa i w jego imię dałbyś uciąć sobie obie nogi, rezygnując tym samym z grania w piłkę. Widziałam was wczoraj. Kiedy los pozwolił wam na ponowne spotkanie po wielu latach, czas stanął w miejscu i założę się, że przed oczami przeleciały ci wszystkie wasze najszczęśliwsze momenty. Tamte chwile wciąż żyją w twoim sercu. Jeśli jeszcze nie żałujesz, że przestałeś być częścią życia Jamesa, to zapewniam cię, że kiedyś nastąpi taki moment. Ja nie chcę przechodzić przez to samo. Nie chcę któregoś dnia żałować, że odwróciłam się od niego, kiedy na horyzoncie pojawiły się trudności.
- Wiesz, co o tym wszystkim myślę? - spytał, kiedy dotarło do niego, że nie uda mu się przekonać siostry do swoich racji. - Myślę, że przeczytałaś zbyt wiele książek i w każdej, nawet najgorszej sytuacji, doszukujesz się szczęśliwego zakończenia. Żyjesz marzeniami.
- Wbrew pozorom, jestem większą realistką, niż ci się wydaje - stwierdziła Jenny, odgarniając kosmyk płomiennych włosów. - Nie tylko w książkach życie jest piękne. Myślę, że powinieneś dobrze wiedzieć, o czym mówię.
- Vannie - mruknął, a zielonooka wyszczerzyła się triumfalnie.
- Dbaj o nią, bo coś mi mówi, że może to być ta twoja wielka miłość. Taka, która zdarza się tylko raz w życiu - powiedziała i nie musiała wypowiadać na głos imienia, które przyszło jej wówczas do głowy. Podeszła bliżej i kiedy już miała przytulić brata bez uprzedniego pytania go o pozwolenie, chłopak sam rozłożył ramiona szeroko. Poczuła jego ciepło, choć o wiele gorętsza niż ciało była cudowna świadomość, że mogli polegać na sobie w każdej sytuacji, mimo sprzeczek, które sporadycznie zdarzały się w ich życiu.

***

Vanessa nie płakała tej nocy i z tego powodu podziwiała samą siebie, choć i tak było to marne pocieszenie w sytuacji, w jakiej się znalazła. Z dnia na dzień jej życie stało się pasmem przykrych niespodzianek, na które nie była przygotowana. Kiedy poznała Victora, sprawy między nimi potoczyły się zaskakująco szybko. Może zbyt szybko? Może pospieszyli się z planowaniem wspólnego życia, pomijając przeszłość, o której powinni wiedzieć? Vannie miała pretensje do ukochanego, obwiniała też siebie - w końcu zawsze mogła zapytać o jego historię, jednak robiła to tak rzadko. Czy faktycznie wystarczało jej to, co już wiedziała? Jej obecny stan dowodził, iż prawda była zupełnie inna. Chciała wiedzieć o Victorze znacznie więcej, ponieważ był on jedną z najważniejszych osób w jej życiu. Zasługiwała na szczerość. Starała się zrozumieć jego skrytość, patrząc na swoje własne postępowanie. Ona też nie powiedziała mu za dużo o swojej przeszłości, a biorąc pod uwagę swoje pełne zawirowań życie w Mediolanie, byłaby to naprawdę długa opowieść. Każdy z nas ma blizny, a niektóre rany potrzebują wielu lat, by się zagoić. Niekiedy z pozoru niewinna rozmowa o tym, co było, jest jak przykładanie do skóry rozgrzanego do białości żelaza. Musimy być delikatni, nawet, jeśli czasem spieszy nam się do poznania szczegółów. Czy Vanessa miała prawo, by złościć się na Victora? Każda upływająca minuta przekonywała ją coraz bardziej, że nie. Miała nadzieję, że wkrótce ich relacje wrócą na dobre tory i wszystko będzie tak, jak na początku. Coś było nie tak, skoro Vannie nie miała ochoty zobaczyć się z mężczyzną, choć była to jedna z nielicznych okazji, by to zrobić. Serce podpowiedziało jej, że o wiele większa była potrzeba porozmawiania z kimś innym, toteż Vanessa wygrzebała się spod kołdry, a chłodne stopy z rozkoszą wbiła w puchate kapcie. Szlafrok w ciapki pozostawiła w spokoju na wieszaku, po czym przeciągnęła się leniwie i wyszła, mając nadzieję, że dzień będzie nieco lepszy, niż aura za oknem. Zrezygnowała z porannej toalety, by od razu zajrzeć do sypialni Rosalie, jednak można powiedzieć, że odbiła się od drzwi, zamkniętych na klucz. Młoda lekarka przez moment wpatrywała się w drewnianą płytę, jakby znaczącym spojrzeniem zamierzała zmusić je do otworzenia się przed nią, potem jednak skierowała się do kuchni.
- Dzień dobry - powiedziała Christina, nie podnosząc wzroku znad gazety, drugą dłonią mieszając herbatę w soczyście zielonym kubku.
- Gdzie Rosalie? - zapytała Vannie, odrzucając propozycję współlokatorki, która jednym ruchem nogi odsunęła wolne krzesło od stołu, robiąc brunetce miejsce.
- Tu jej nie ma - odparła Tina krótko, a Vanessa odchrząknęła, czując, jak krew w jej żyłach zaczyna osiągać niepokojąco wysoką temperaturę. Psycholog spojrzała na nią ze zniecierpliwieniem, jakby nie miała najmniejszej ochoty na tę rozmowę. - Moja kochana siostrzyczka wyprowadziła się wczoraj. Masz jeszcze jakieś pytania?
- Coś ty jej zrobiła? - spytała Vannie, nie kryjąc złości. - Nie zamierzasz nic z tym zrobić?
- Co masz na myśli? - zapytała Christina, a w jej głosie zabrzmiała lekka pogarda. - Czyżbyś chciała zasugerować, że powinnam polecieć do siostry i na kolanach błagać ją, aby wróciła? Niedoczekanie. Zamierzam jak najszybciej zamieścić ogłoszenie, że mam pokój do wynajęcia.
- Nie poznaję cię - westchnęła Vanessa, kręcąc głową. Próbowała dostrzec w przyjaciółce coś znajomego, coś, co jeszcze nie tak dawno wzbudzało w niej prawdziwy podziw, jednak od jakiegoś czasu Tina coraz mniej przypominała dawną siebie. Szarooka odłożyła gazetę z impetem, po czym zaszczyciła Vannie spojrzeniem. Jej mina od razu zdradzała gniew.
- Pamiętasz, jak zareagowałam na nagły powrót Rosalie do Londynu? Nie byłam tym zachwycona, ty jednak dałaś jej szansę. Próbowałaś przekonać mnie, że Rosalie wcale nie jest taka zła, choć tak naprawdę nie miałaś pojęcia, dlaczego nasze relacje są takie, a nie inne. Nie powiedziałam ci wtedy i teraz też nie zamierzam. Chcę prosić cię, abyś zapomniała o tej dziewczynie i żyła dalej, bez oglądania się za siebie.
- Następna! - prychnęła Vannie. - Czy wy wszyscy nie potraficie zrobić nic innego, tylko uciekać przed przeszłością? Rosalie, James i Victor, a teraz jeszcze ty.
Twarz Christiny przeciął uśmiech, który wyrażał zarówno satysfakcję, jak i ból.
- Znałam kiedyś dziewczynę, która miała wszystko - świetną pracę, szefa, który był jednocześnie jej najlepszym przyjacielem, a także, a może przede wszystkim, faceta, który dał jej miłość. Byli obrzydliwie szczęśliwi, choć on miał niepozałatwiane sprawy z przeszłości. Z dnia na dzień owe sprawy coraz bardziej ciążyły tej dziewczynie, aż któregoś dnia spakowała wszystkie swoje rzeczy i wyjechała, zostawiając go samego bez szansy nawet na głupie pożegnanie. Nazywała się Vanessa Yorke.
Christina wstała i minęła przyjaciółkę bez słowa, nic nie robiąc sobie z łez, które kolejno spływały po jej zaróżowionych policzkach. Vanessa nie spodziewała się, że takie słowa padną z ust dziewczyny, którą darzyła tak wielką sympatią i zaufaniem. Cierpiała, kiedy przyznała przed samą sobą, że Tina nie blefowała. Vannie była główną bohaterką historii miłości, która wydarzyła się kilkanaście miesięcy wcześniej w Mediolanie. Rozkoszowała się każdą sekundą, a kiedy szczęście ustąpiło miejsca wątpliwościom i ciągłemu niepokojowi, Vanessa po prostu uciekła i choć miała tego świadomość od samego początku, na jakiś czas udało jej się zapomnieć o błędzie, który teraz boleśnie ranił jej ciało i duszę.

***
Byłeś ślepcem, który nie potrafił dostrzec, jak największe szczęście oddala się od ciebie. Dziś możesz już tylko płakać, bo dociera do ciebie, że straciłeś ostatnią szansę. Kiedy kochasz prawdziwie? Gdy rozumiesz, że powinieneś pozwolić jej odejść, odnaleźć miłość w innym miejscu u boku mężczyzny, który da jej coś, czego ty nie chciałeś.

Mężczyzna szedł przed siebie z kapturem naciągniętym na głowę i słuchawkami w uszach. Nie był senny, choć tej nocy nie spało mu się najlepiej. Wiercił się niemiłosiernie, a kiedy już udawało mu się zamknąć oczy, lada moment w snach pojawiały się obrazy, których wcale nie chciał oglądać. Odczuł ból nie do opisania, kiedy dotarło do niego, że wszystkie te wizje wcale nie były wytworem jego wyobraźni - one składały się w rzeczywistość, której James Devon nie był w stanie ogarnąć. Miniony wieczór był dla niego pasmem niespodzianek zbyt trudnych, by móc machnąć na nie ręką i iść dalej z wysoko uniesioną głową. Kiedy zobaczył Jenny z innym mężczyzną, wydawało mu się, że nic gorszego nie może się już wydarzyć - właśnie wtedy na jego drodze pojawił się Victor. Przez te wszystkie lata, kiedy nie mieli ze sobą najmniejszego kontaktu, zdawać by się mogło, że rany pomału zaczynały się zasklepiać, lecz gdy stanęli naprzeciw siebie, każde ukłucie z przeszłości zaczęło piec ich złośliwie. Wzajemne żale odkładane na później, przypomniały o sobie, kiedy nie było już szansy na ucieczkę. James mógł tam zostać i porozmawiać z dawnym przyjacielem, jednak nie miał na to najmniejszej ochoty - albo przemawiała przez niego zbyt duża duma, by przyznać się do zwyczajnej tęsknoty za Victorem i tym, co mieli kiedyś. Dużo łatwiej odejść, zostawić za sobą problemy i wyzwania, które stawia przed nami los każdego dnia, niż stawić im czoła. Pamiętał, że Victor wiele razy w przeszłości udowodnił, że jest w stanie wybaczyć naprawdę dużo. James podejrzewał, że tym razem byłoby tak samo, jednak z jakichś przyczyn nie chciał brać w tym udziału. Nie potrafił nazwać swoich uczuć i emocji, które mu towarzyszyły. Dlaczego wybrał właśnie takie rozwiązanie i zrobił krok do tyłu? Czy takie postępowanie można w ogóle nazwać jakimkolwiek rozwiązaniem?
Ciemnooki zatrzymał się niedaleko domu rudowłosej. Wiedział już, że nie natknie się na Victora w domu dawnej ukochanej, ponieważ przed wyjściem zadzwonił do niej, a ona uspokoiła go swoją odpowiedzią. Chciał przede wszystkim spotkać się z synem, był jednak świadom, że nie uniknie konfrontacji z Jenny. Powoli ruszył w stronę jej domu i nagle dostrzegł znajomą sylwetkę przy drzwiach. Kiedy Joyce zauważyła Jamesa, wyprostowała się i wyszła mu naprzeciw. Trafili na siebie w połowie drogi, a niezręczność tej chwili uderzyła w nich bezlitośnie.
- Hej - szepnęła Jenny, a mężczyzna skinął lekko głową. - Możemy pogadać?
- Nie musimy - odparł James, zaskoczony łagodnością głosu zielonookiej - jakby miała wyrzuty sumienia i obawiała się każdego wypowiadanego przez siebie słowa. - Posłuchaj, to naprawdę nie jest moja sprawa, z kim się spotykasz.
- Właściwie... - zawahała się, a potem przez jej twarz przemknął delikatny uśmiech pomieszany z uporczywym poczuciem niepewności. James zadziwił samego siebie, kiedy dotarło do niego, że udało mu się całkowicie rozgryźć rudowłosą.
- To nie o tym chciałaś rozmawiać, prawda? - zapytał i szybko kontynuował, nie czekając na jej odpowiedź. - Przepraszam cię za wczoraj. Gdybym wiedział, że Victor przyjedzie, spotkałbym się z Oliverem na mieście, albo...
- James, ja też nie miałam pojęcia o...
- Wiem, Joyce - powiedział odruchowo i poczuł dziwne rozczarowanie, kiedy Jenny nie zmieszała się na dźwięk swego nazwiska wypowiadanego przez mężczyznę, który był dla niej tak ważny. Coś się zmieniło, to jasne. James westchnął. - Może nadszedł czas, by iść dalej? Ty ułożysz sobie życie z jakimś fajnym, choć nie dorastającym mi do pięt facetem, a ja zniknę z twojego życia. Pozostanę tym, kim już i tak jestem.
- Ojcem Olivera - dokończyła za niego, a brunet skinął głową nieznacznie.
- Postaram się ograniczyć spotkania z tobą do minimum. Nie chcę być źródłem twoich zmartwień.
- Nie jesteś - rzekła cicho, choć James nie sądził, aby Jenny sama wierzyła w słowa, które wypuściła na zewnątrz.
- Życzę ci wszystkiego dobrego, Joyce. Mam nadzieję, że będziesz szczęśliwa - skwitował.
Przez chwilę stali w milczeniu, patrząc na siebie badawczo. Podświadomie liczyli na to, że padną jeszcze jakieś słowa, silne na tyle, by zmienić wszystko, jednak nic takiego się nie wydarzyło. Mężczyzna minął Jenny po delikatnym dotknięciu jej ramienia i skierował się ku domowi, odnajdując pocieszenie w wizji spotkania z synem. Rudowłosa stała na środku chodnika ze łzami w oczach. Z jednej strony cieszyła się, że James nie zobaczył jej wzruszenia i smutku, a z drugiej... Może Devon miał rację? Może dla nich wszystkich będzie najlepiej, jeśli zapomną o przeszłości i wreszcie zaczną żyć?

Pozwalam ci odejść. Pozwalam ci żyć.
***

Vanessa siedziała przy stoliku w kawiarni, patrząc bez celu na dwa niemal puste już kubki po herbacie. Kiedy wyszła z domu, wciąż przeżywając trudną rozmowę z Christiną i jej zaskakujące, pełne wyrachowania zachowanie, od razu zadzwoniła do Rosalie. Ucieszyła się, gdy przyjaciółka bez wahania zgodziła się na spotkanie, nie sądziła bowiem, że pójdzie tak łatwo. Gdy zbliżała się piąta, a lekarka była coraz bliżej miejsca, w którym były umówione, wykonała kolejny telefon. Gdy po drugiej stronie usłyszała głos Josha, poczuła, że stare dobre czasy wróciły. Pamiętała ich szczere rozmowy, jakie przeprowadzali ze sobą w Mediolanie. Kiedyś to on mówił więcej, zwierzając się z problemów związanych z wojną, a także skomplikowaną sytuacją z byłą narzeczoną i najlepszym przyjacielem. Im mniej tajemnic do odkrycia pozostawało, tym ich relacja stawała się silniejsza, przeradzając najpierw w piękną przyjaźń, a potem w coś więcej - coś, po czym dziś został już tylko ślad. Teraz to Vanessa miała więcej do powiedzenia, skarżąc się na Christinę i to, jak wyrzuciła własną siostrę z mieszkania. Josh okazał się wspaniałym słuchaczem i właśnie tego Vannie potrzebowała najbardziej - kogoś, kto nie będzie prawił pustych morałów, lecz po prostu wchłonie każde jej słowo, utwierdzając w przekonaniu, że nigdy nie jest całkiem sama. Mogła na niego liczyć i coraz bardziej doceniała fakt, iż Josh nie odpuścił i przyjechał za nią do Londynu. Jego obecność podnosiła ją na duchu i jak dotąd z ponownego spotkania dawnej miłości nie wynikły żadne niezręczności.
Brunetka wróciła do rzeczywistości, kiedy Rosalie ponownie zajęła miejsce przy stoliku, obdarzając przyjaciółkę promiennym uśmiechem, kontrastującym z paskudną pogodą na zewnątrz. Rosalie była nieco blada, choć w jej przypadku nie było to nic niezwykłego, jednak jej twarz była zaskakująco rozświetlona. Nie pozostał ani ślad po kłótni z siostrą i niespodziewaną przeprowadzką.
- Gdzie się zatrzymałaś? - zapytała Vanessa, zdziwiona, że to pytanie nie padło jeszcze ani razu, choć głównie w tym celu dziewczyna chciała tego spotkania.
- U starego znajomego, Martina - powiedziała Rosalie, upijając łyk herbaty. Vannie westchnęła, a blondynka w odpowiedzi ścisnęła dłoń przyjaciółki, uśmiechając się po raz kolejny. - Uszy do góry, mała. Wszystko jest w porządku. Poradzę sobie.
- W to nie wątpię - przyznała Vanessa. - Żałuję tylko, że nie było nam dane pomieszkać ze sobą trochę dłużej.
- Aż tak mnie polubiłaś? - spytała Rosalie żartobliwie. - Pamiętaj, że nigdzie się nie wybieram. Jeśli kiedykolwiek najdzie cię ochota na spotkanie ze mną, wystarczy, że zadzwonisz.
Vannie skinęła głową i właśnie wtedy zorientowała się, że przez cały czas miała nieco przygnębioną minę. Nie mogło to umknąć uwadze jak zwykle przenikliwej i spostrzegawczej rozmówczyni.
- Pogadałyśmy już o mnie, teraz kolej na ciebie. Powiedz, dlaczego jesteś taka smutna?
Vanessa wyjrzała przez wielkie okno, po którym spływały w dół kolejne krople deszczu - tak, jakby niebo i cały świat podzielały jej nieciekawy nastrój. Dziewczyna wzięła sobie do serca pytanie przyjaciółki. Chciała odpowiedzieć na nie najlepiej, jak mogła, jednak nie od razu otworzyła usta. Kiedy oderwała wzrok od szarego Londynu i pozwoliła oczom spocząć znów na twarzy Rosalie, zrozumiała, że tak naprawdę od początku wiedziała, kto był głównym powodem jej zmartwień.
- Victor - rzekła, a jasnowłosa skinęła głową, chcąc jakoś zachęcić brunetkę do kontynuowania. - Kiedy się poznaliśmy, wszystko między nami było takie... idealne. Od początku towarzyszyła mi obawa, że w każdej chwili coś może się popsuć, jednak nie spodziewałam się, że będzie to takie trudne. Myślałam, że razem poradzimy sobie z każdą przeszkodą.
- Stało się coś konkretnego? - zapytała Rosalie dobitnie. - Albo coś przeoczyłam, albo Victor ani cię nie zdradził, ani nie okłamał.
- Nie powiedział mi, że cię zna. Nie powiedział o tym, że nie rozmawia z własnym przyjacielem.
- To nie są kłamstwa - rzekła Rosalie łagodnie. - Ty też nie powiedziałaś mu o wszystkim. Każdy z nas potrzebuje czasu, by się otworzyć. Powinnaś to uszanować i skupić się na tym, że Victor naprawdę cię kocha.
- Skąd ta pewność? - spytała Vanessa podejrzliwie.
- Czasem serce dostrzega dużo więcej, niż oczy - odparła blondynka. - Jeśli go kochasz, to walcz o niego, bo drugiego takiego możesz już nie znaleźć. Sama powiedziałaś, że znam go trochę dłużej, niż ty i wiem, że to naprawdę porządny facet. Powinnaś go pilnować, bo chętnych na niego na pewno nie brakuje.
- Niech tylko któraś spróbuje się do niego zbliżyć... - Vannie pogroziła palcem w powietrzu, a Rosalie roześmiała się słodko. Właśnie wtedy do lekarki dotarło, że jej humor uległ poprawie. Choć nie tryskała jeszcze radością, to każdy, nawet maleńki przełom, napawał ją entuzjazmem. - Dzięki, Rosalie. Nie chcę być niemiła, ale Tina jest głupia, skoro nie potrafi dostrzec w tobie tego, co ja widzę.
- Christina jest bardzo mądra - powiedziała Rosalie z powagą, kiedy przyjaciółki zbierały się pomału do wyjścia. - Choć to nie do końca moja wina, Tina ma prawo mnie nienawidzić.
- Kolejna tajemnica, co? - zapytała Vanessa.
- Chyba nie myślałaś, że od razu odsłonię wszystkie karty? - rzekła Rosalie, po czym obie dziewczyny uśmiechnęły się do siebie, pocałowały w policzek i każda poszła w swoją stronę.


Niebieskooka szła przed siebie, patrząc, jak miasto zatapia się w coraz głębszej ciemności. Gdyby nie to, że jej relacje z Victorem nieco się zmieniły, z radością spędziłaby ten wieczór w jego towarzystwie, zamiast wracać do domu, w którym czekała na nią Christina. Vannie nie miała ochoty nawet na nią patrzeć. Nie przekreślała ich przyjaźni i wiedziała, że wkrótce będą śmiać się z dzisiejszej sprzeczki, jednak na razie Vanessa nie chciała ryzykować ponownego ciosu w głowę. Wszyscy potrzebowali czasu, wliczając w to również mężczyznę, który opierał się o maskę samochodu pod domem ukochanej dziewczyny. Vannie podeszła do niego, a jego wyczuwalne speszenie, które nie pozwoliło mu pocałować jej w policzek, wydało się młodej lekarce niezwykle rozczulające.
- Czekałem na ciebie - powiedział Victor głosem, którego Vanessa nie słyszała wcześniej. Słodka nuta przepełniona była niepokojem, poczuciem winy i rozgoryczeniem, a także ogromną troską. - Byłaś w pracy?
- Jakie to ma teraz znaczenie? - zapytała dziewczyna, patrząc na jasnowłosego z podziwem, którego nie była w stanie ukryć. Każda sekunda utwierdzała ją w przekonaniu, że nigdy przedtem nie była tak zakochana, jak teraz. Kochała go o każdej porze dnia i nocy, kiedy był pewny siebie i przygaszony tak, jak teraz. Pocałowała go, a kiedy poczuła jego usta, zrozumiała, że przez cały ten czas właśnie tego smaku potrzebowała najbardziej. Choć nie chciała kończyć tej cudownej chwili, nadszedł finalny moment, gdy oboje odsunęli się nieco od siebie, patrząc sobie prosto w oczy. Był to jeden z tych momentów, kiedy istnieli tylko oni, a cały świat i wszyscy inni stawali się nieistotnymi, trudnymi do dostrzeżenia elementami.
- Jest już dobrze między nami, czy wciąż powinienem wypowiedzieć słowo, którego tak nie lubię? - zapytał Victor, a Vanessa uśmiechnęła się łagodnie.
- Nie musisz nic mówić - rzekła. - Wystarczy, że na ciebie spojrzę, a już wiem, że przepraszasz.
- Jestem aż tak przewidywalny? - zapytał rozbawiony Victor. - Czytasz ze mnie jak z otwartej książki.
- Może ty też tak umiesz? - spytała wesoło. - Popatrz mi w oczy i powiedz, na co mam teraz ochotę.
- Niech pomyślę... - Victor złapał się za brodę, mrużąc oczy i przyglądając ukochanej z zainteresowaniem. Po chwili klasnął triumfalnie w dłonie, przypominając dziecko, które jako pierwsze w klasie znało odpowiedź na zadane przez nauczyciela pytanie. - Już wiem! Chcesz pocałować mnie raz jeszcze. Chcesz, abym zamknął twoje ciało w swych ramionach. Chcesz, abym powiedział, że cię kocham.
- Jestem z ciebie naprawdę dumna, Sherlocku - przyznała Vanessa. - A teraz do dzieła.
Ciemnowłosa ponownie przywarła do jego miękkich ust, pozostawiając na nich pocałunek pełen uczucia, które od teraz znaczyło każdą sekundę jej życia. Victor objął ją z całych sił, najmocniej, jak potrafił, robiąc to zarazem delikatnie i czule. Przechylił głowę tak, by jego usta znalazły się jak najbliżej ucha dziewczyny, po czym szepnął:
- Kocham cię.
Stali tak przez dłuższą chwilę, wzruszając równie zakochane pary i irytując samotne serca ludzi, którzy ich mijali. Byli zbyt pochłonięci samymi sobą, by zwrócić uwagę na podszeptywanie innych. Vanessa nie sądziła, że tak szybko spojrzy na Victora tak, jak na początku ich znajomości. Była zachwycona tym, że znów mogła bez oporów zagubić jedną dłoń w jego jasnych włosach, a drugą pomiędzy jego palcami.
- Nawet nie próbujesz wedrzeć się na górę, prosto do mojej sypialni? - spytała, gdy mina Victora zaczęła zwiastować rychłe pożegnanie. - Zdumiewające.
- Robię to tylko dlatego, że czeka nas jutro dzień pełen wrażeń i musisz się wyspać - odrzekł tajemniczo.
- Tak to sobie zaplanowałeś, spryciarzu?
- Uczę się od najlepszych - wyszczerzył się. - Słodkich snów.
- Na pewno takie będą - rzekła dziewczyna i pocałowała mężczyznę po raz ostatni.
Kiedy znalazła się tuż przed wejściem do budynku, spojrzała, jak Victor cierpliwie czeka na swoim miejscu, aż upewni się, że ukochana bezpiecznie dotarła do domu. Był wspaniały. Vanessa wspinała się po schodach na górę, po czym weszła do środka i mogłaby przysiąc, że właśnie wtedy usłyszała start samochodu spod jej bloku. W myślach po raz ostatni pożegnała ukochanego i zamknęła drzwi na klucz. Kiedy spojrzała na zegarek, zorientowała się, że było już dość późno. Zdjęła płaszczyk i odwiesiła na miejsce, a następnie weszła do kuchni. Czekała tam na nią Christina i nawet ten widok nie był w stanie zepsuć szampańskiego nastroju zakochanej po uszy Vanessy.
- Znalazłam nowego lokatora - powiedziała psycholog, podczas gdy niebieskooka nalała sobie wody do szklanki i upiła parę łyków. - Możliwe, że wprowadzi się do nas już jutro.
- Przepraszam cię, ale jestem bardzo zmęczona i chyba się już położę - stwierdziła Vanessa najżyczliwszym tonem, na jaki było ją stać, po czym skinęła lekko głową i wyszła, znikając za drzwiami swej sypialni.
Ciemnowłosa opadła na łóżko bezwładnie, pozwalając powiekom na przysłonienie jej oczu. Nie zorientowała się, kiedy sen przyszedł do niej, ogarniając całe jej ciało i duszę. Unosiła się w lekkich objęciach śnieżnobiałych obłoków, umiejętnie imitujących dotyk Victora. Miłość do niego była jedynym, czego Vanessa Yorke była pewna na sto procent. Każdy jej gest, każda mina i słowo, nasycone było uczuciem, które pozwalało frunąć jej w przestworzach. Co przyniesie jutro? Nie potrzebowała wiele. Nie musieli iść do drogiej restauracji, Vanessa nie potrzebowała też kosztownych prezentów. Mogliby spędzić cały dzień na kanapie, wcinając najtańsze chipsy i oglądając seriale, a ona i tak byłaby najszczęśliwszą kobietą na ziemi, cieszącą się każdą chwilą, jaką dane jej było przeżyć razem z nim.

***

10 komentarzy:

  1. Pierwsza! Postaram się jeszcze dzisiaj skomentować ! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej Kochana! :* Nawet nie wiesz jak bardzo cieszę się z nowości. Postaram się ją skomentować w miarę sensownie, bo wiesz, że czasami mi to nie wychodzi. Wizualnie już jestem zauroczona Martinem. Zobaczymy czy jego osobowość również przypadnie mi do gustu! Zabieram się za czytanie! :*
      Z rozpędu dwa razy opublikowałam ten sam komentarz! Jeden usunęłam ;)
      Piękną piosenkę wybrałaś do tego odcinka. Nie znałam jej wcześniej, ale już skradła moje serce. Dziękuję Ci za zapoznanie mnie z nią.
      Rozumiem Victora. Jenny jest jego oczkiem w głowie i chciałby ją ochronić przed całym złem świata. Jest to piękne. Zawsze chciałam mieć takiego starszego brata, który troszczyłby się o mnie. Jenny jest szczęściarą. Ale wracając do tematu.. Wiem, że Victor nie ma niczego złego namyśli. Po części ma rację. James stracił swoją szansę. Zrezygnował z Jenny, a także zawiódł ją i Olivera. Nie chce, aby Jenny po raz kolejny się zawiodła. Potrafię zrozumieć też Jenny. Wiem o czym ona mówi. Pokochała Jamesa i od początku opowiadania byłam pewna, że to jest facet jej życia. To jemu oddała serce i to jego pokochała całą piersią. Takie uczucie nigdy nie znika. Może przygasnąć. Można pokochać innego człowieka, ale to nigdy nie będzie tak silne, jak ta prawdziwa miłość. Na dodatek ona jest w trudnej sytuacji, bo James zawsze będzie obecny w jej życiu. Mają wspólnie syna, który na wieki pozostanie mostem łączącym ich życia. Nie mam pojęcia jak dalej potoczą się losy Jenny i Jamesa, ale chcę wierzyć, że oboje będą szczęśliwi. I jeszcze kilka słów odnośnie przyjaźni między Victorem i Jamesem. Mam wrażenie, że przyjaźń w dzisiejszych czasach jest jeszcze większą rzadkością niż prawdziwa miłość. Czytając fragmenty z przeszłości widziałam tą więź między nimi. Każdy z nich jest inny, ale jeden za drugim skoczyłby w ogień. Ja jestem tą szczęściarą, że w moim życiu poznałam i nadal smakuje przyjaźni i wiem, że jest to najpiękniejsza więź na świecie. Dlatego chciałabym, aby panowie spotkali się, porozmawiali i dali sobie jeszcze jedną szansę. To nie będzie proste, ale przecież nie od razu zbudowano Rzym, prawda?
      Ten fragment jest najlepszym przykładem tego jak niedopowiedzenia potrafią zniszczyć wszystko. Uważam, ze Vanessa nie miała prawa naskakiwać na Christinę. Nie ma też prawa mieć pretensji do Victora. Sama nie jest szczera. Nie mówi o swojej przeszłości, więc nie może oczekiwać, że inni będą się chętnie z nią wszystkim dzielić. Poza tym wtrącanie się w sprawy między Rosalie i Christiną jej nie przystoi. Nie wie co spowodowało takie ochłodzenie stosunków między siostrami. Powinna to zostawić im. Nie lubię, gdy ludzie zbytnio wtrącają się w czyjeś sprawy, gdy tak naprawdę nie potrafią zająć się własnym życiem. Wiem, że Vanessa chciała dobrze, ale chyba powinna zacząć rozwiązywać własne problemy.

      Usuń
    2. "Jeśli naprawdę ją kochasz, pozwól jej odejść." - Hank Moody. Musiałam przetoczyć tutaj ten cytat, bo chyba nic nie oddaje bardziej tego, co zrobił James. Nie trzeba być super inteligentnym, żeby dostrzec uczucie, jakim darzy James Jenny. On ją kocha. Wydaje mi się, że w jednym z ostatnich komentarzy już go tłumaczyłam, więc nie będę tego powielać. Chcę tylko powiedzieć, że tym gestem zdobył moje serce. Nie zachował się jak egoista, lecz jak dojrzały mężczyzna. Liczę jednak, że Jenny nie będzie chciała, aby on pozwolił jej odejść! Trzymam za nich kciuki. Powoli stają się moją ulubioną parą.
      Kurczę, ale mnie Vanessa zirytowała w tym fragmencie. Odpuszczę sobie komentowanie jej relacji z Joshem, bo nie to mnie najbardziej wyprowadziło z równowagi. Ale po pierwsze - jak to się stało, że nagle Rosalie stała się jej taka bliska? Bo przepraszam bardzo, ale chyba coś pominęłam. Teraz zachowuje się tak, jakby Christina była tą gorszą. Mam ochotę jej ukręcić kark. Jak tak można? Naprawdę tego nie pojmuję. I te jej pretensje o to, że Victor jej nie opowiedział o swojej przyszłości. Jeśli tak bardzo chce szczerości, to niech idzie do Victorka i powie mu o Joshu. Niech ona zacznie być szczera, a później oczekuje tego od innych. Ależ jestem zła! Brrr...
      Kolejna genialna piosenka! Bardzo ją lubię! <3
      Kocham ich razem. Chciałabym przeżyć taką miłość, a przede wszystkim być jej tak bardzo pewna jak Vanessa. Uśmiecham się szeroko i już nie mogę się doczekać, co takiego przygotował dla nich Victorek. Matko, uwielbiam tego faceta! Wiem, że jest postacią fikcyjną, ale jakbym tylko mogła, to ożywiłabym i sprawiła, że zakochałby się we mnie i to opętańczo! <3 <3 <3
      Uważam, że uznawanie tego odcinka za 'senny' jest dużym niedomówieniem. Ten odcinek wzbudził we mnie tak dużo emocji i to tak silnych, że muszę Ci za nie podziękować. Dziękuję Ci za to, co robisz ze mną, gdy czytam tą historię. Może - a raczej na pewno - mylę się w swoich osądach, ale trudno mi być obiektywną, gdy targają mną takie emocje. Uwielbiam tą historię i już nie mogę się doczekać następnego odcinka. Byle tydzień szybko zleciał. :)
      Buuuziaki ! :*

      P.s. I znowu zachwyciłaś mnie swoimi opisami. Jesteś mistrzynią! :-)

      Usuń
    3. Oczywiście miało być, że nie powiedział jej o swojej przeszłości.*

      Usuń
    4. Cieszę się, że muzyka przypadła Ci do gustu :) I cała reszta również. Naprawdę, Twoje uznanie to mega zaszczyt dla mnie i za to Ci dziękuję :*
      Jak ja uwielbiam to, że analizujesz poszczególnych bohaterów, a kiedy trzeba, konkretnie ich opieprzasz. Haha, to jest cudowne :D Wiem, że czasem moi bohaterowie są irytujący w tym, co robią (zapewne na czele z Rosalie :P), więc zwyczajnie rozumiem Twoje reakcje.
      Z założenia Vanessa lubiła Rosalie. Czasem działała jej na nerwy, ale w gruncie rzeczy od początku była do niej pozytywnie nastawiona.
      Wiesz, że chętnie bym Ci ożywiła Victora? Naprawdę! A póki co bardzo mnie cieszy ta Twoja miłość do niego. Mam nadzieję, że nie rozczaruje Cię to, co dla niego przygotowałam w dalszych częściach :)
      Dziękuję raz jeszcze :*
      Całuję <3

      Usuń
    5. Ja nie mam nic do tego, że Vanessa polubiła Rosalie. Ma do tego pełne prawo i w gruncie rzeczy Rosalie da się lubić. Po prostu w tym fragmencie miałam wrażenie, że Vanessa odwróciła się plecami do Christiny. Ja rozumiem, że przechodzą teraz 'ciche dni', ale przecież przyjaźń nie zawsze jest kolorowa. Czasami ludzie się kłócą, co nie oznacza, że nagle trzeba pobiec do kogoś innego i zacząć faworyzować tą drugą osobę. A właśnie takie odniosłam wrażenie i bardzo mi się to nie spodobało. Mam nadzieję, że rozumiesz co mam na myśli? :>
      A ja kocham to, że doprowadzasz mnie do tak skrajnych uczuć. To że w jednym odcinku potrafię kogoś wychwalać pod niebiosa, a w następnym miałabym ochotę go udusić własnymi rękami, jest rewelacyjne. Głównie dlatego, że nigdy tak naprawdę nie wiem, czego mogę się spodziewać. To jest naprawdę ogromny komplement dla autora. Nie lubię książek w których bohaterowie są prostolinijni, którzy zawsze robią to, co wypada. Nigdy nie popełniają błędów. Nie lubię tego, bo to nie jest realne. A u Ciebie postacie wydają się być żywe właśnie dzięki tym zabiegom. Jesteś bardzo, ale to bardzo utalentowana, moja droga! :)
      Haha:) Szukaj różdżki, bo ja już robię miejsce w szafie na ubrania Victora! :p
      Ściskam! :*

      Usuń
    6. Rozumiem bardzo dobrze :)
      Chyba powinnam Cię nosić na rękach za te wszystkie pochwały - serio. Bardzo mi miło i dziękuję :*
      Twoja miłość do Victora zawsze mnie rozczula. To jest cudowne :D Jestem pewna, że w końcu zamiast niego pojawi się ktoś równie fajny i w realu :)
      Całuję :*

      Usuń
  2. Docieram i tutaj. Po pierwsze, dziękuję za wyrozumiałość. Jesteś naprawdę bardzo cierpliwa, ale taka już jestem, że wolę usprawiedliwić powód swojej nieobecności chociażby po to, żebyś nie martwiła się chwilowym brakiem mojej obecności tutaj :) ale od teraz już nie muszę tego pisać, bo wszystko wiesz, a przynajmniej to, co najważniejsze, dlatego nie przedłużam i zabieram się za czytanie.
    Ten tekst napisany pochyloną czcionką jest dosłownie piękny. Przeczytałam go nawet kilka razy i do teraz nie mogę zebrać myśli. Ma w sobie coś czarującego i intrygującego. Bardzo mi się podobał, naprawdę :) ciesze się, że mimo tych sprzeczności i nieporozumień Jenny potrafi dogadać się z bratem. Już sama nie wiem, czy Victor rzeczywiście ma rację odnośnie Jamesa, chociaż niewątpliwie uważam, że po tym jak były piłkarz ją skrzywdził tym bardziej powinna poszukać szczęścia u kogoś innego. Myślę, że jeśli chodzi o miłość to większość z nas żyje marzeniami, bo przecież każdy chce ją odnaleźć i być szczęśliwym. W dalszym ciągu uważam, że Jenny to wartościowa kobieta i coraz częściej nachodzą mnie myśli, że James zwyczajnie na nią nie zasługuje. Ona oddała mu swoje serce, a on co zrobił? Zakochał się i poszedł do innej, a teraz po tym zauroczeniu co mu zostało? Jedno wielkie nic. A co do przyjaźni Victora z Jamesem, to zastanawiam się, czy rzeczywiście chodziło tylko o rozstanie z Jenny, czy było coś jeszcze co spowodowało zerwanie kontaktu. No i chyba nie muszę pisać, jak pięknie opisałaś uczucia Victora do Vanessy? :)
    Z jednej strony rozumiem Vanessę, a z drugiej nie. Rozumiem to, że chce szczerości od Victora, skoro tworzą udany związek, to uważam, że nie powinni mieć przed sobą żadnych tajemnic. Każdy z nas ma swoją przeszłość i jakieś tajemnice, które niekoniecznie z chęcią przedstawi każdemu dookoła. Jakie życie miała Vanessa w Mediolanie wiedzą wszyscy ci, którzy czytali Mine Again. Przez moment myślałam, że wyjazd do Londynu zmienił Vanessę. Już nie jest tą samą osobą co kiedyś, jeśli chodzi o względy uczuciowe, chociaż w Victorze zakochała się wyjątkowo szybko. Nic dziwnego, bo to świetny facet. Ale ta szczerość powinna iść w dwie strony, bo Vanessa też nie powinna mieć tajemnic przed Victorem, a jednak je ma. Chodzi mi tutaj o Mediolan, ale też o jej potajemne spotkania z Joshem. Wychodzi więc na to, że najlepszym rozwiązaniem będzie rozmowa, szczera rozmowa. Oboje są dojrzałymi i dorosłymi ludźmi, więc myślę, że po wyjaśnieniu kilku kwestii ich relacje wrócą do porządku :) a jeśli chodzi o Christinę, to ja nie poznaje jej od poprzedniego rozdziału. Wtedy naskoczyła na swoją siostrę, a teraz padło na Vanessę. Te kilka gorzkich słów ze strony Tiny na pewno sprawiły lekarce ból i wcale mnie to nie dziwi. Skąd w psycholog tyle frustracji? Myślę, że może mieć to związek z ostatnim wydarzeniem z Gregorym w roli głównej, ale oczywiście mogą być też inne powody. Czekam na dalsze rozdziały, a na pewno dowiem się więcej :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kolejny tekst napisany pochyloną czcionką i kolejny równie piękny. Dotyczy on Jamesa, prawda? Kiedy go przeczytałam to od razu pomyślałam o byłym piłkarzu, ale dla wyjaśnienia moich przypuszczeń czytam dalej :) a więc wyszło na to, że ten tekst idealnie pasuje do całokształtu życia Jamesa. Bo ja inaczej nie potrafię nazwać tego, co ten facet robi ze swoim życiem. Mógł być szczęśliwy z Jenny, mają przecież syna, a Oliver powinien mieć pełną rodzinę. Dlaczego James ciągle się gubi? Dlaczego nie potrafi podjąć jednej konkretnej decyzji, która chociaż w minimalnym stopniu odmieniłaby jego życie? Ta sytuacja między nim a Victorem... prawda jest taka, że oboje stchórzyli, nie wykorzystali szansy na rozmowę. Chociaż nie wiem, czy po tylu latach nie jest zwyczajnie za późno na rozmowę, na naprawę tych relacji. A może rzeczywiście warto byłoby spróbować? Ciekawa jestem, czy jeszcze dojdzie do zgody między mężczyznami :)
    Rzeczywiście, z każdym kolejnym rozdziałem dostrzegam, że Vanessa naprawdę zaprzyjaźniła się z Rosalie. Lekarka jest chyba jedyną osobą, która z miejsca polubiła byłą baletnicę i jest jedyną, która nie ma do niej żadnych pretensji. Myślę, że Rosalie jest postacią, którą dałoby się polubić. Jest bardzo tajemnicza, to fakt. To jej tajemnicze życie zaczyna być coraz bardziej irytujące, ale myślę, że w jej życiu musiało się naprawdę wiele wydarzyć skoro w dalszym ciągu nie jest gotowa na powiedzenie prawdy. Ale w tym fragmencie odniosłam też inne wrażenie. W przyjaźni jest różnie, raz dobrze, a raz źle. Vanessa z Christiną chwilowo nie potrafią się ze sobą dogadać, ale czy to jest powód, żeby odwracać się plecami do psycholog i żalić się komuś innemu? Myślę, że to trochę nie w porządku wobec Tiny, ale mam nadzieję, że ich przyjaźń przetrwa tą burzę i wszystko wróci do normy :)
    To, że Vanessa jest zakochana w Victorze to żadna nowość. Widać to po niej gołym okiem. Chciałabym mieć stuprocentową pewność, że znalazła wreszcie miłość swojego życia, że to szczęście jednak się do niej uśmiechnie i zostanie na dłużej. No i nie ukrywam, że jestem bardzo ciekawa tej niespodzianki jaką Victor przygotował dla Vanessy :) nowy lokator? Dlaczego po głowie chodzi mi myśl, że tym nowym współlokatorem będzie Josh? Coś czuję, że mogę mieć rację :)
    Czekam na więcej. Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dobrze, bo faktycznie ostatnio się martwiłam. Co by się nie działo, pamiętaj, że ja naprawdę jestem cierpliwa. Spokojna głowa :)
      No brawo, moja droga. Tina jest sfrustrowana w głównej mierze właśnie przez Gregory'ego - cieszę się, że to zauważyłaś :)
      Nowy lokator na razie pozostanie tajemnicą, ale zapamiętam sobie to, co napisałaś, haha :D
      Dziękuję Ci z całego serducha!
      Do napisania :*
      <3

      Usuń