01 listopada 2014

23. ,,Zakochana''

Hej :)
Nowość, według pierwotnego planu, pojawia się dzisiaj, czyli po tygodniu. Cieszę się, że poprzednia część, z której nie byłam szczególnie zadowolona, mimo wszystko zebrała pozytywne opinie. Dziękuję Wam za nie bardzo!
Jeśli chodzi o dwudziestkę trójkę, to nie będę oszukiwać - bardzo lubię ten rozdział. Trudno mi nawet powiedzieć, co jest w nim takiego wyjątkowego. Być może nic istotnego, w każdym razie mam jakieś specyficzne, silne uczucia do tej części. Może któraś z Was poczuje podobnie :P
Dodałam do galerii już ostatnią bohaterkę, którą poznacie w tym rozdziale. Mam nadzieję, że przy tej okazji odwiedzicie galerię :)
To tyle ode mnie dzisiaj.
Całuję Was mocno! :* 
P.S. Ola, gratuluję intuicji :) Pierwszy fragment wyjaśni Ci, dlaczego :P

***
Maj

Ostatnie dni były dla niej podróżą do idealnego świata, do którego na co dzień nie miała dostępu. Rozkoszowała się każdą sekundą, jaką dane jej było przeżywać razem z Victorem, jej narzeczonym. Wciąż nie mogła przyzwyczaić się do tego, że ich związek wstąpił na wyższy poziom. Jak głupia wpatrywała się w pierścionek, który lśnił na jej palcu, a wspomnienie wspaniałych oświadczyn Victora sprawiało, że młoda lekarka nie mogła przestać się uśmiechać. Nie potrzebowała nic więcej, by udowodnić samej sobie, że właśnie osiągnęła pełnię szczęścia. Z radością, która nie przestawała jarzyć się w jej oczach, patrzyła w przyszłość. Nie mogłaby wyśnić sobie piękniejszego finału kilkudniowej wycieczki do Manchesteru.
Vanessa wysiadła z autobusu tuż przed kamienicą. Choć rozstały się z Christiną w niezbyt przyjaznej atmosferze, to niebieskooka nie marzyła o niczym innym, jak tylko o jak najszybszej rozmowie z przyjaciółką. Musiała opowiedzieć jej o wszystkim, co się wydarzyło i pomimo, iż uczuciowe życie Tiny dalekie było od ideału, Vanessa była pewna, że ciemnowłosa ucieszy się z jej zaręczyn, w końcu kibicowała jej i Victorowi od samego początku. Kobieta przekręciła klucz w zamku i weszła do środka, mając nadzieję, że zastanie Christinę w domu. Położyła torebkę na szafce i rozebrała się. W lustrze odnalazła swą sylwetkę otuloną koszulką ukochanego. Jeszcze trochę, a Vanessa na dobre zrezygnuje z własnej garderoby i zaszyje się w szafie Victora.
- Tina? - zawołała brunetka, przeglądając się w lustrze. 
Nie otrzymała odpowiedzi, usłyszała jednak cichy szmer dobiegający z pokoju, który do niedawna zajmowała Rosalie. Zignorowała go. Nacisnęła klamkę, jednak odbiła się od drzwi prowadzących do sypialni Christiny. Wygląda na to, że póki co musiała pogodzić się z jej nieobecnością. Kiedy Vanessa obróciła się na pięcie, zauważyła, jak ktoś wychodzi z pokoju Rosalie. Momentalnie przypomniała sobie o tym, że Christina znalazła nowego współlokatora. Chciała jej o tym powiedzieć, wtedy jednak Vannie nie miała dla niej czasu. W napięciu czekała, aż pozna tą dziewczynę. Albo chłopaka. Jej twarz rozjaśnił pogodny uśmiech, który ustąpił miejsca niewyobrażalnemu zdziwieniu, kiedy przed jej oczami pojawił się on...
- Cześć, Vannie - powiedział mężczyzna, a jego krystalicznie niebieskie oczy wyrażały emocje, których lekarka nie była w stanie rozgryźć.
- Josh... - mruknęła sama do siebie. - Ty jesteś tym nowym...
- Nie cieszysz się? - zapytał, po czym wszedł do kuchni, nie czekając na odpowiedź dawnej ukochanej.
Vanessa podążyła za nim, a w jej głowie toczyła się prawdziwa batalia myśli. W którymś momencie pojawiło się tysiąc pytań, a brunetka nie znała odpowiedzi na żadne z nich. Ciszę przerwał jej telefon. Kobieta nie wiedziała, czy powinna się z tego cieszyć, jednak dostała pilne wezwanie do szpitala, co wiązało się z odłożeniem rozmowy z Joshem na później. Zastanawiał ją ten jego uśmiech i ta niewinna mina, jakby sądził, że nie stało się nic złego.
- Pogadamy, jak wrócę - rzekła Vannie i nie zdołała odwzajemnić wesołej miny mężczyzny.
Wyobrażała sobie, co pomyśli Victor, jak się dowie, że jego narzeczona mieszka pod jednym dachem ze swoim byłym. Miała również żal do Christiny. Czy to możliwe, że psycholog specjalnie zaoferowała pokój właśnie jemu? Czy to była jej zemsta za drobne nieporozumienia, jakie pojawiły się między nimi? Choć Vanessa wydzwaniała do przyjaciółki, ta nie odebrała ani razu. Niebieskooka pędziła do pracy, mając nadzieję, że przez te kilka godzin zdoła się opanować i rozluźnić, obawiała się jednak, że czekało ją jeszcze więcej niespodzianek.

***

Christina stawiała kroki bardzo ostrożnie, z myślą o swej eleganckiej, kremowej sukience. Nie chciała, by niezbyt atrakcyjna pogoda, jaka panowała w Londynie, zmarnowała trud, jaki włożyła w to, by wyglądać tak, jak teraz. Gdyby noga jej się powinęła, co w tak wysokich szpilkach wcale nie było trudne, cała ubłocona odebrałaby blask głównej gwieździe tego popołudnia i nie wybaczyłaby sobie tego do końca swoich dni. Pan Haggerty był dziś najważniejszą postacią, prezentując pierwszym osobom swoje najnowsze dzieło. Sama nie mogła się doczekać, aż zasiądzie w fotelu z egzemplarzem powieści Gregory'ego i spędzi długie godziny w wykreowanym przez niego świecie. Pamiętała, ile emocji dostarczyła jej jego książka, po którą sięgnęła jakiś czas temu. Miała nadzieję, że tym razem będzie tak samo, bo sposób, w jaki Gregory operował słowami, pomagał Tinie oderwać się od rzeczywistości i frunąć. Kochała ten stan i nie mogła się doczekać, aż los pozwoli jej przeżyć to raz jeszcze. Szarooka weszła do środka lokalu, który od progu lśnił luksusem i elegancją, tak pasującą do Sophii. Być może to ona odpowiadała za taki, a nie inny wybór miejsca? Christina znów przypomniała sobie o swojej ostatniej rozmowie z pacjentką. Zastanawiała się, czy między nią, a mężem rzeczywiście jest lepiej - w końcu Sophia sprawiała wrażenie zakochanej. Jeśli okaże się, że pani Haggerty jednak przyszła na premierę książki Gregory'ego, Christina jakoś to przeżyje, choć wyobraźnia dawno temu spisała nieco inny scenariusz tego dnia w jej głowie. Co ten Gregory miał w sobie, że Christina, zwykle twardo stąpająca po ziemi, pod jego wpływem dawała się ponieść emocjom? Kobieta odczuła jego urok jeszcze bardziej, kiedy mężczyzna stanął przed nią, ukazując się jej po raz pierwszy tego dnia. Wysoki pisarz o niezwykle niebieskich oczach prezentował się znakomicie w ciemnym garniturze. Christina była mu wdzięczna, że nie miał krawata, choć prędzej by umarła, niż powiedziała to na głos.
- Pani Dainty - powiedział Gregory i pocałował dłoń brunetki w ramach powitania. Kiedy ponownie uniósł wzrok, Tina była przekonana, że za moment straci równowagę, ponieważ kolana dosłownie się pod nią uginały. - Dobrze panią widzieć.
- Pana również, panie Haggerty - odparła, starając się panować nad głosem, a przychodziło jej to z nadspodziewanym trudem. - Jest pan podekscytowany premierą?
Mężczyzna nic nie powiedział, skinął jednak głową. Christina zachodziła w głowę, czy kiedykolwiek przedtem Gregory okazał jej aż tak duże zainteresowanie, jak teraz, kiedy właściwie nie odrywał od niej wzroku. Zastanawiała się, czy pisarz czuł to, co ona i czy, w odróżnieniu od niej, wiedział, co owe uczucia oznaczają.
- Zobaczymy się po wszystkim? - zapytał Haggerty, a Tina zrozumiała, że właściwa część premiery właśnie się zaczynała.
- Oczywiście - odrzekła i tkwiła w miejscu na długo po tym, jak mężczyzna oddalił się. Wciąż przeżywała pogodny uśmiech, jaki jej posłał.
Kiedy Christina wzięła się w garść, usiadła tuż za zgromadzonymi dziennikarzami. Widziała, jak Gregory poprawiał koszulę i rzucał zaciekawione spojrzenia publiczności. Szarooka z pewnością poszukałaby w tym tłumie Sophii Haggerty, gdyby nie była zbyt zajęta pochłanianiem uroku osobistego jej męża. Była wdzięczna losowi za to, że wskazał jej miejsce, z którego mogła gapić się na niego bez lęku, że za moment zostanie na tym nakryta.

***

James beznamiętnie naciskał kolejne przyciski na kontrolerze, nie przejmując się zbytnio tym, że pozwolił Oliverowi wygrać każdy mecz, jaki rozegrali tego dnia. Starał się panować nad emocjami, nie potrafił jednak w żaden sposób zapomnieć o okolicznościach, w jakich znalazł się w domu Jenny i syna. Dzień wcześniej rudowłosa zadzwoniła do niego z pytaniem, czy nie zechciałby spędzić trochę czasu z Oliverem. Powiedziała, że musi coś załatwić, a James jest jedyną osobą, którą może prosić o pomoc. Zgodził się bez wahania, bo i tak planował zabrać syna do kina albo na mecz, potem jednak rzeczywistość pokazała, że właściwie nigdy nie jest tak kolorowo i prosto, jakbyśmy tego chcieli. Kiedy stanął u progu, drzwi otworzył mu dziesięciolatek, oznajmiając, że mama jest zbyt zajęta szykowaniem się. Gdy ją zobaczył, z wrażenia zaparło mu dech w piersiach, wcale nie w pozytywnym kontekście. Jenny miała na sobie elegancką bluzkę z efektownym i seksownym wycięciem, obcisłe rurki w czarnym kolorze i szpilki, które dodawały jej kilka centymetrów i czyniły ją jeszcze atrakcyjniejszą. Jej kręcone włosy rozsypane były wokół twarzy, a James przypomniał sobie czasy, kiedy tak bardzo lubił bawić się każdym pojedynczym kosmykiem. Sto razy pogubił się podczas liczenia piegów zdobiących jej twarz. Była tak drobna w porównaniu do niego. Uwielbiał zamykać jej ciało w swych ramionach, mówiąc, że nigdy nie pozwoli jej odejść. Budowali chwile, które mieli wspominać do końca świata z uśmiechem na ustach. Dlaczego wcale się nie uśmiechał na myśl o tym, co było? Dlaczego teraz, kiedy los kazał mu pogodzić się z jej stratą, nie potrafił przyjąć prawdy na klatę i żyć dalej? Dlaczego tego nie przewidział?
- Koniec grania - powiedział James, odkładając kontroler. - Praca domowa z angielskiego sama się nie napisze - rzekł, a w jego głowie natychmiast zadudnił dźwięczny głos Jenny, która w przeszłości wielokrotnie karmiła go właśnie tymi słowami z tą swoją groźną, a jednocześnie pełną uroku miną.
- Mogę korzystać z Internetu? - zapytał Oliver, patrząc na tatę błagalnym wzrokiem.
- Słuchaj, możesz nawet skopiować co do słowa, grunt, żeby wszystko wylądowało w twoim zeszycie. Obiecałem mamie, że tego dopilnuje i liczę, że mi w tym pomożesz.
- Jasne - odrzekł chłopiec, uśmiechając się wesoło. - Zagramy jeszcze raz, jeśli skończę odrabiać lekcje w dziesięć minut?
- Zaczynam odliczać - mruknął James, a Oliver zerwał się z kanapy i pognał do swojego pokoju, zaśmiewając się.
Brunet zamknął oczy, kiedy dom ogarnęła niczym niezmącona cisza. Niepokój, który towarzyszył mu przez cały ten czas, kiedy domyślał się, jak Jenny bawi się w towarzystwie Jeremy'ego, pomału zaczynał ustępować. Mógłby przysiąc, że kiedy otworzył oczy, zobaczył jej troskliwe spojrzenie i usłyszał, jak zapewniała go, że to wszystko było nieporozumieniem. Powiedziała, że chce, aby znowu byli razem - słowa te odbijały się w jego głowie przez naprawdę długą chwilę. To nie mogło być jedynie wyobrażenie. Jej oczy, jej ogniste włosy i zapach, który ciężko pomylić z jakąkolwiek inną wonią. To wszystko było zbyt rzeczywiste, niemal namacalne, a jednak okazało się tylko snem...
Kiedy James naprawdę otworzył oczy, zobaczył na swoim ciele cienki koc, którego z pewnością wcześniej tam nie było. Odniósł wrażenie, że niebo za oknem zdążyło pociemnieć, zaskoczyła go również nieobecność Olivera. Rozejrzał się, czując, jak niepokój powraca i właśnie wtedy zauważył ją, tym razem naprawdę.
- Spałem? - zapytał, a rudowłosa, która siedziała naprzeciwko, uśmiechnęła się łagodnie i skinęła głową. - Powinienem już iść.
- A co z Oliverem? Podobno obiecałeś mu mecz - rzekła Jenny, a James dopiero wtedy dostrzegł dziesięciolatka zajmującego miejsce tuż obok niego. I jemu przymykały się powieki, a ciało rozluźniało się coraz bardziej.
- Teraz wolałby chyba bajkę na dobranoc - szepnął James.
- Nie mam pięciu lat - stwierdził zadziornie chłopiec, a brunet objął go łagodnie, obdarowując łaskotkami, których nie znosił. Zabawne, że mimo niechęci, zawsze reagował na to śmiechem - zresztą, jego matka robiła dokładnie to samo.
- Następnym razem ci się zrewanżuję - zapowiedział James.
- Możesz marzyć - powiedział Oliver, po czym uśmiechnął się do rodziców i odszedł, zostawiając ich sam na sam ze sobą i ciszą dookoła.
Jakiś czas temu wykorzystaliby chwilę, kiedy byli tylko we dwoje. Jenny podeszłaby bliżej, pozwalając mu, aby się nią zaopiekował. Pocałowałaby go delikatnie, jakby na dobranoc, choć prawdopodobnie wcale nie spieszyliby się do snu. Zmieniło się tak dużo. Za dużo. Życie było bliskie ideałowi, zanim James nie spieprzył wszystkiego.
- Trzymaj się - rzekł mężczyzna, odrzucając koc na bok i ruszając w stronę wyjścia.
Jenny natychmiast wstała i zatrzymała się u progu, choć z jej ust nie wydostało się już ani jedno słowo. Być może chciała, aby został, oboje jednak wiedzieli, że nie powinien. Stracił ją na swoje własne życzenie i nie miał już prawa kiedykolwiek o nią walczyć. W głębi duszy był pewien, że Jenny wcale go nie potrzebowała. Uda jej się ułożyć sobie życie z kimś nowym. Możliwe, że nie będzie to Jeremy, ale kiedyś na jej drodze stanie mężczyzna, który zajmie się nią należycie - tak, jak nie potrafił zrobić tego James. Kiedy ciemnooki szedł przez miasto, przypomniał sobie swój krótki sen. A co, jeśli naprawdę chciałby znowu być z Jenny? Co, jeśli nadal czuł do niej to samo? Dlaczego docierało to do niego dopiero teraz, kiedy jego mała Joyce szukała szczęścia bez niego?

***

Vanessa wydzwaniała do przyjaciółki, nie potrafiąc oderwać myśli od nagłej konfrontacji z Joshem. Denerwowała ją głucha cisza w słuchawce, z drugiej strony, może to i lepiej, że rozmowa z Christiną odbędzie się trochę później. Do tego czasu emocje mogą nieco zelżeć, dzięki czemu dziewczyny unikną kolejnej ostrej wymiany zdań. Niebieskooka tęskniła za beztroskimi chwilami, kiedy miały tylko siebie i spędzały ze sobą każdą wolną chwilę, zaśmiewając się podczas oglądania komedii i picia wielkimi łykami szczęścia, które wówczas posiadały. Ich relacje nieco się skomplikowały i tak naprawdę trudno odgadnąć, kto był tego powodem - Victor czy Rosalie. Oboje pojawili się w życiu młodych kobiet właściwie w tym samym momencie, budząc przeszłość w ich sercach i rodząc wątpliwości. Vanessa wciąż wierzyła, że jakoś uda im się wrócić na dobre tory, bo nie chciała stracić osoby, która pomogła jej stanąć na nogi, kiedy była świeżo po rozstaniu z... no, właśnie. Temat Josha powracał jak bumerang, a odpowiedzi na trudne pytania nie pojawiały się.
- Vannie, potrzebujemy cię - powiedziała jasnowłosa lekarka, a brunetka pospiesznie ruszyła w jej kierunku.
Kobiety dołączyły do ratowników przewożących rudowłosą pacjentkę wrzeszczącą z bólu. Jej ubrania i skóra dosłownie tonęły we krwi, której straciła niezliczone ilości.
- Mercy Buckley, wypadek samochodowy - rzekł jeden z ratowników, odgarniając włosy z mokrego czoła dziewczyny. - Straciła bardzo dużo krwi.
Vanessa skinęła głową i zatrzymała się, pozwalając lekarzom zawieść Mercy na blok. Ten sam ratownik, który zarysował jej sytuację, chwycił ją za rękę i nachylił się, by powiedzieć coś na tyle cicho, by pacjentka nie mogła w żaden sposób tego usłyszeć.
- O co chodzi? - spytała Vannie, nie kryjąc zniecierpliwienia.
- Widziałaś jej nogę? - odpowiedział mężczyzna pytaniem na pytanie.
- Uratujemy ją - powiedziała stanowczo, lekarz pokręcił jednak głową. - Słyszałeś, co powiedziałam?
- Vannie, to nie ty ją badałaś, tylko ja - warknął. - Jeśli mi nie wierzysz, możesz sama sprawdzić. Noga kwalifikuje się tylko i wyłącznie do amputacji i nic na to nie poradzisz. Dobrze ci radzę, weź się w garść, jeśli nie chcesz mieć jej na sumieniu. Czy ja pozwoliłem ci odejść? - krzyknął za nią, jednak Vanessa zignorowała go i zamknęła za sobą drzwi z hukiem.
Kiedy Mercy Buckley ponownie ukazała się jej oczom, Vanessa skojarzyła fakty. Dziewczyna była aktorką, którą krytycy nazywali nadzieją kina. To ją widziała w jednej z tych durnych komedii, które tak lubiła oglądać w towarzystwie Tiny. Zapamiętała rude włosy sięgające pasa i błękitne oczy. Zawsze była uśmiechnięta, nawet teraz, kiedy leki zaczynały działać, a sen zaczynał górować nad świadomością.
- Wszystko będzie dobrze, pani Buckley - rzekła Vannie, patrząc to na twarz pacjentki, to na aparaturę. - Proszę być silną.
- Ja zawsze jestem silna - odparła lekkim bełkotem kobieta, a chwilę później zamknęła oczy, wolna od bólu i cierpienia, którego doznała.
Vanessa skrzywiła się na myśl o tym, co powie rudowłosej, gdy ta wybudzi się ze śpiączki. Jak ubierze w słowa paskudną i trudną do zaakceptowania prawdę o jej nodze. Jak poradzi sobie z rolą zabójcy jej marzeń i dotychczasowego życia i jak z tym wszystkim poradzi sobie sama Mercy. W takich chwilach Vannie żałowała, że zdecydowała się na ten zawód. Kochała pomagać innym, często jednak owa pomoc była zbyt zawiła, by nie pomylić jej z czymś zupełnie odwrotnym. Tak było właśnie teraz, kiedy Vannie rzuciła pełne nienawiści spojrzenie pile, którą lada moment chwyci w dłonie i wykona ruchy, których nie trzeba opisywać.
- Zaczynajmy - powiedziała do zespołu, łapczywie nabierając powietrze i czując, jak delikatny podmuch dociera do jej płuc.

***

Because it's too cold for you here and now, so let me hold both your hands in the holes of my sweater...*

Widziała, jaką przyjemność sprawiały słuchaczom słowa Gregory'ego Haggerty'ego. Wszyscy chłonęli jego historię, nie mogąc doczekać się, kiedy będą mogli sami odkryć jego najnowsze dzieło. Christina była szczęściarą, ponieważ mogła rozkoszować się towarzystwem tego niezwykłego mężczyzny o wiele dłużej, niż pozostali goście premiery. Nie dość, że niebieskooki dość wylewnie podziękował jej za to, że skorzystała z jego zaproszenia, to na dodatek zaoferował, że odprowadzi ją do domu. Nie odmówiła i nie zamierzała znów wywlekać starego argumentu, czyli Sophii. Nie chciała znów znęcać się nad swoim sumieniem, ponieważ nie robiła nic złego - bo niewinny, niezobowiązujący spacer nie powinien być chyba powodem do zazdrości czyjejś żony, prawda? O ile serce nie pogrywało z Tiną i nie usiłowało zamaskować faktu, że pan Haggerty z dnia na dzień wywierał na niej coraz większe i coraz trudniejsze do nazwania wrażenie.
- Może to nasz ostatni spacer z daleka od paparazzich i fanów? - zapytała Tina, a Gregory uśmiechnął się ledwie zauważalnie, czyli w swoim starym dobrym stylu.
- Wokół pisarzy zwykle nie ma takiego szumu - stwierdził. - Kiedyś było inaczej, ale to Sophia była tego powodem. Lubiła błyszczeć, albo chociaż ogrzewać się blaskiem innych.
- Myślałam, że ją tu spotkam.
- Mówiłem, że to płowe nadzieje - rzekł. - Nie chcę być nieuprzejmy, ale nie jestem zainteresowany rozmawianiem o swoim małżeństwie. Nie teraz.
- A o czym chce pan rozmawiać? - zapytała ochoczo.
- Myślę, że o czymś całkiem przyjemnym, ale czekam na właściwszą chwilę - odparł i tym razem jego uśmiech był o wiele bardziej promienny.
- Właściwszej chyba nie będzie - stwierdziła Christina i stanęła w miejscu. - Tutaj mieszkam.
- Idealnie - szepnął i wyciągnął coś zza pleców. Wręczył jej i wówczas Tina zorientowała się, że otrzymała w prezencie pierwszy egzemplarz jego najnowszej książki.
- Piękna okładka - oceniła na starcie. - Nie spodziewałabym się po panu tak czerwonego koloru.
- Powiedziałbym raczej, że to buraczkowy - rzekł i spojrzał na nią tak, jakby oczekiwał, że Christina potrafi czytać między wierszami. Miał szczęście. Od razu przypomniała jej się jedna z ich pierwszych konfrontacji, kiedy po burzliwym spotkaniu mężczyzna podarował jej kosz pełen buraków. - Nie zajrzy pani?
- Przecież nie zacznę czytać na środku ulicy, panie Haggerty - mruknęła, mężczyzna jednak spojrzał na nią tak, jakby chciał wymusić na niej zmianę planów.
Szarooka otworzyła książkę i zatrzymała się na pierwszej stronie, na której spodziewała się dedykacji, którą zamierzała szybko pominąć. Zrobiłaby to, gdyby nie fakt, iż w oczy natychmiast rzuciło jej się imię. Jej własne. Spojrzała na Gregory'ego, jakby oczekiwała, że mężczyzna powie, że to żart, albo zrobi cokolwiek innego, co zmniejszyłoby szok, w jakim się znalazła. Przeczytała słowa dedykacji jednym tchem, a kiedy dobiegła do końca, nie wiedziała, co powiedzieć. Nie spodziewała się tego w najśmielszych snach, a zwłaszcza po kimś takim, jak pan Haggerty - ten arogancki gbur, bo właśnie taki był, kiedy go poznała. Kiedy byli sami, mężczyzna pokazywał jej samego siebie z zupełnie innej strony i to właśnie tę stronę Christina tak bardzo polubiła - może nawet bardziej, niż przypuszczała.
- Dziękuję - szepnęła.
Christina nie odrywała wzroku od oczu Haggerty'ego, wlepionych w nią i wyrażających pożądanie, którego nie widziała w nich nigdy wcześniej. Chciał zrobić krok w jej stronę i raz jeszcze przekroczyć granicę, tym razem jednak robiąc to w momencie, kiedy oboje wyraziliby na to zgodę - a prawda była taka, że Christina nie marzyła o niczym innym, jak o zatraceniu się w pocałunku, na który czekała tak długo.
- To ja dziękuję - mruknął Gregory i ucałował jej dłoń. Patrzył na nią jeszcze przez chwilę, a potem odszedł, zostawiając ją samą na środku chodnika.
Christina zrozumiała. Gregory nie wykorzystał jej wyjątkowego stanu, który był konsekwencją pięknych słów dedykacji. Jej zmiękczone serce było dla niego przepustką do wskórania czegoś więcej, Haggerty jednak nie skorzystał z tej okazji. Tina przekonała się do szczerości jego uczuć i z zarumienionymi policzkami pokonywała kolejne schody prowadzące do mieszkania.

Dla pani Christiny Dainty, jedynej kobiety, która stała się bardzo bliska memu sercu, choć wciąż nie przeszliśmy na ,,ty''.

Szarooka położyła się na łóżku, wiedząc, że nie zacznie czytać książki tej nocy, bowiem jej myśli wciąż wracały do tych kilku prostych słów, które zawierała w sobie dedykacja. Kiedy serce po raz kolejny przypomniało o niezwykłym prezencie, Christina wzięła do ręki książkę, a kiedy trzymała ją nad swą twarzą wtuloną w poduszkę, spomiędzy stron wypadła niewielka karteczka. Tina natychmiast poznała pochyłe pismo, to samo, które towarzyszyło koszowi pełnemu warzyw. Gdy przeczytała słowa, którymi obdarował ją Gregory, wybuchnęła przeraźliwym śmiechem, minęło bowiem sto lat, od kiedy po raz ostatni czuła się w taki sposób. Zakochana.

Czekałem na idealny moment i doczekałem się. Wiem, że nie zaśnie pani tej nocy. Taki był plan. W każdym razie, mam nadzieję, że kiedyś ja sam zagoszczę w pani sennych wizjach - jeśli nie dziś, to może jutro?
GH

***

The Neighbourhood - Sweater Weather *

4 komentarze:

  1. Chciałabym zacząć jakoś sensownie ten komentarz, ale tak bardzo jestem zaintrygowana tym, co znajdę pod spodem, że odpuszczę sobie słowa wstępu. Mam nadzieję, że mi to wybaczysz i zrozumiesz moją niecierpliwość! :*
    Zaskoczyłaś mnie. Przez chwilę myślałam, że nowym współlokatorem dziewczyn okaże się nowa bohaterka opowiadania, a tutaj taka niespodzianka. Mam dziwne przeczucie, że Josh ma w głowie jakiś szalony plan, który chce wprowadzić w życie. I niestety coraz mniej mi się to podoba. Cała sympatia jaką go darzyłam jeszcze za czasów "Mine Again" powoli wyparowuje. Ciężko mi uwierzyć, że on nie chce namieszać w życiu Vannie. Liczę, że Vanessa postawi się i zażąda wyprowadzki Josha, albo sama poszuka czegoś dla siebie. To nie jest normalna sytuacja, aby dwoje kiedyś kochających się ludzi mieszkało pod jednym dachem.
    Ciągle zastanawiam się, co wyniknie z relacji Christiny i Gregor'ego. Musiałabym być ślepa, żeby nie zauważyć panującej chemii między tą dwójką. Ciągnie ich do siebie i to jeszcze jak. Chcę wierzyć, że Christina nie sparzy się na tym. Jest mądrą, ambitną, zabawną, ciepłą i miłą osobą - zasługuje na dużo więcej niż bycie adorowaną przez żonatego mężczyznę. I chcę jeszcze dodać, że jeśli Gregory jest tak dobrym pisarzem jak Ty, to chętnie sięgnęłabym po jego książkę! :)
    Zacznę od tego, że lepiej dobrać piosenki do tego fragmentu nie mogłaś! Całość tworzy coś tak zjawiskowego, że aż zapiera dech w piersi. Kłaniam się nisko.
    Nie przeczytałam jeszcze do końca odcinka, ale już śmiało mogę napisać, że to mój ulubiony fragment. Od kilku odcinków uświadamiam sobie, że Jenny nie potrzebuje żadnego Jeremy'ego, Luiza czy Franka. Ona potrzebuje Jamesa. I chociaż w początkowych odcinkach tego opowiadania nie mogłam sobie wyobrazić, że Rudowłosa daje mu kolejną szansę, to teraz nie marzę o niczym innym. Czasami doceniamy ludzi dopiero, gdy ich stracimy - bolesne, ale bardzo prawdziwe stwierdzenie. I Ty idealnie tutaj to przedstawiasz. James zdał sobie dopiero teraz sprawę, że przy żadnej innej kobiecie nie był tak szczęśliwy i tak bardzo zakochany jak przy Jenny. Teraz kiedy ona próbuje ruszyć do przodu i powoli wymyka mu się z rąk. Mam wrażenie, że do tego momentu James traktował ją trochę jak pewnik - zawsze zakochana w nim i gotowa wybaczyć mu wszystko. I nagle widzi jak ona próbuje ruszyć do przodu bez niego. Nie dziwię się, że przeżył szok.
    Nie sądziłam, że Mercy poznamy w takich tragicznych okolicznościach. Ciężko mi na razie cokolwiek o niej powiedzieć. Podoba mi się jej wizerunek, który umieściłaś w galerii bohaterów i chętnie poznam rolę, którą przyjdzie jej odegrać w tym opowiadaniu. Co do zawodu Vanessy, to uważam, że powinna być z siebie dumna. Każdego dnia ratuje życie wielu ludziom i nawet jeśli będzie zmuszona odebrać marzenia Marcy, to jednocześnie da jej szansę na stworzenie nowych, bo kobieta będzie żyła.
    Mam taki mętlik w głowie! To co zrobił Gregory było słodkie począwszy od dedykacji, przez zachowanie, a kończąc na liściku. Uśmiechnęłam się. Bo w tej krótkiej chwili było coś magicznego i magnetycznego. Podobało mi się to, naprawdę. Tylko ja w przeciwieństwie do Christiny, nie potrafię przestać myśleć o Sophie. Chciałabym, żeby Gregory wziął sprawy w swoje ręce i złożył pozew rozwodowy w sądzie. Zakończył dawne życie, aby rozpocząć nowe życie z Christiną. Tak, wtedy byłoby idealnie.
    Kocham ten odcinek. Każdy fragment, lecz najbardziej ten o Jamsie i Jenny. Wywarł na mnie takie wrażenie, że pewnie wrócę do niego jeszcze ze sto razy. I tak powiem to, ale w tej chwili stali się oni moją najukochańszą parą tego opowiadania. Uwielbiam Victora i chciałabym Go mieć dla siebie, ale to co dzieje się między Jamesem, a Jenny to poezja. Fantastycznie. Jestem oczarowana i zaczarowana. Dziękuję Ci za ten stan i już oczekuję nowości:*

    OdpowiedzUsuń
  2. Od jakiegoś czasu odpuszczam sobie słowa wstępu. Podobnie będzie dzisiaj i w ten sposób od razu zabieram się za czytanie :)
    Po przeczytaniu pierwszego fragmentu wnioskuję, że moja intuicja jednak mnie nie zawiodła :) od początku wiedziałam, że to właśnie Josh będzie nowym współlokatorem przyjaciółek. Sama nie wiem, co o tym myśleć. Nie chcę od razu tworzyć nie wiadomo jakich scenariuszy związanych z Vanessą i Joshem, ale gdzieś tam z tyłu głowy pojawiają się myśli, że ta jego przeprowadzka do mieszkania Christiny wcale nie jest przypadkiem. Reakcja Vanessy w ogóle mnie nie zdziwiła. Jest na takim etapie, że wreszcie zaczęła układać sobie swoje życie prywatne, jest świeżo po zaręczynach, a tutaj taka niespodzianka. Ja też wcale nie ucieszyłabym się takim obrotem spraw, ale mam nadzieję, że ta cała sytuacja niedługo się wyjaśni. Myślę, że Christina nie należy do osób mściwych i nie chcę dopuszczać do siebie myśli, że celowo doprowadziła do mieszkania z Joshem pod jednym dachem. Chyba nie byłaby aż tak złośliwa, prawda? Ciekawa jestem, jak w tej sytuacji zachowa się Vanessa. Czy wyprowadzi się z mieszkania przyjaciółki i znajdzie dla siebie coś nowego? W tej sytuacji to chyba najlepsze rozwiązanie, niż mieszkanie z byłym facetem pod jednym dachem.
    Wątek Christiny i Gregory'ego jest chyba najbardziej intrygujący ze wszystkich w tej historii, chociaż przyznaję, że całym opowiadaniem jestem równie mocno oczarowana. Cały czas się zastanawiam, co takiego wyniknie z tej znajomości. W dalszym ciągu nie jestem w stanie w pełni przekonać się do postaci Grega. Nie wiem dlaczego, ale cały czas mam wrażenie, że nie jest do końca szczery wobec Tiny, że ma wobec niej nieszczere intencje. Bo prawda jest taka, że raz jest przemiły i przeuroczy, by za chwilę wszystko zepsuć i wrócić do Sophii jak gdyby nigdy nic. Osobiście czuje tą chemię, jaka wytworzyła się między pisarzem a psycholog, tylko czy rzeczywiście ta chemia zamieni się w coś poważniejszego? Samo zaproszenie na premierę swojej najnowszej książki może o czymś świadczyć, chociaż z drugiej strony wcale nie musi tak być. Oby tylko Christina nie cierpiała później przez znajomość z pisarzem.

    OdpowiedzUsuń
  3. Już sama nie wiem jak komentować to co James robi ze swoim życiem. To, że jest strasznie zagubiony wiadomo nie od dziś, ale czy kiedykolwiek jeszcze uda mu się naprawić to co rozwalił? Czułam, że właśnie tak to się skończy, że z każdym dniem będzie coraz bardziej żałował tego, że zostawił Jenny dla jakiegoś krótkiego zauroczenia, po którym nie zostało już właściwie nic. Najczęściej tak jest, że doceniamy kogoś dopiero wtedy, kiedy go stracimy. To, że Jenny jest wspaniałą kobietą wiedzą wszyscy, którzy śledzą to opowiadanie od początku. Wcześniej byłam przeciwna temu związkowi, temu, żeby oboje dali sobie szansę i na nowo zbudowali to co mieli w przeszłości, ale chyba zacznę zmieniać zdanie :) bo czy przy jakimkolwiek innym mężczyźnie Jenny będzie tak samo szczęśliwa jak przy Jamesie? To idzie także w drugą stronę, bo do samego Jamesa powoli dociera fakt, że żadna inna kobieta nie da mu tyle szczęścia, co matka jego syna. Niewątpliwie byłaby to też korzyść dla Olivera, który wreszcie miałby pełną, szczęśliwą rodzinę :) bardzo mi się podoba sposób w jaki opisujesz relacje między Jenny a Jamesem i jestem naprawdę ciekawa jak to się wszystko między nimi zakończy :) mimo wszystko staram się być dobrej myśli.
    Nie wiem, czy jest sens odkładać tą rozmowę. Prędzej czy później kobiety i tak będą musiały porozmawiać o nowym współlokatorze i to jest nieuniknione. Boje się, że pojawienie się Josha w mieszkaniu Tiny może wywołać konflikt nie z tej ziemi. Mam nadzieję, że mężczyzna w żaden sposób nie przyczyni się do zniszczenia przyjaźni między Vanessą a Christiną. Nowa bohaterka? Cóż, trzeba przyznać, że poznaliśmy ją w dość tragicznych okolicznościach, bo przecież amputacja nogi nie jest marzeniem żadnego z nas. Ciekawa jestem jaka będzie Mercy i co takiego wniesie do opowiadania, bo póki co nie można zbyt wiele o niej powiedzieć, dlatego czekam na więcej :) a jeśli chodzi o zawód jaki wykonuje Vanessa, to uważam, że powinna być z siebie dumna, bo możliwość uratowania życia drugiemu człowiekowi, to naprawdę coś :)
    Chyba nie muszę pisać, że mam mętlik w głowie? Zachowanie Gregory'ego jest naprawdę tajemnicze i przede wszystkim nieprzewidywalne. Nigdy nie wiadomo, czego można się po nim spodziewać. Prezent, w postaci pierwszego egzemplarza najnowszej powieści, do tego jeszcze ta dedykacja był naprawdę uroczy. Nie spodziewałabym się takiego gestu ze strony pisarza. Po tym fragmencie wnioskuję, że Christina naprawdę się zakochała i jestem ciekawa, czy właśnie o to chodziło Gregowi? Takie to wszystko intrygujące, że aż nie mogę się doczekać kolejnej nowości :)
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń