09 listopada 2014

24. ,,Zawsze będę obok ciebie''

Hej :)
Po lekkich, życiowych rewolucjach, udało mi się znaleźć czas na opublikowanie rozdziału. Wahałam się, czy robić to dzisiaj, czy kiedy indziej, no i w końcu podjęłam decyzję.
Odnośnie rozdziału, lubię go - naprawdę. Jest z jednej strony sentymentalnie (czyt. Mine Again przypomina o sobie tak troszeczkę), a z drugiej przełomowo (domyślicie się, o który wątek chodzi). Jeszcze odnośnie Mine, dokładnie rok temu opublikowałam tam 21 rozdział. Czy tylko ja odnoszę wrażenie, że zakończyłam tamtą historię wieki temu, podczas gdy w realu minęło dopiero parę miesięcy? :P
Nie wiem, jak ten odcinek trzyma się pod względem technicznym. Poprawiłam parę rzeczy i na pewno jest lepiej, niż było - ale czy dobrze, to już pytanie do Was :P No i mamy Coldplay, a moja słabość do tego zespołu chyba nie jest dla nikogo tajemnicą :)
Mam nadzieję, że Wam się spodoba, i że powiecie mi, co sądzicie o tych różnych zawirowaniach w życiach moich bohaterów.
Dziękuję za Wasze komentarze! Tym razem na nie nie odpowiedziałam, ale ubóstwiam Was za nie tak, jak zawsze :)
Całuję i do napisania niedługo :* 
***
Athlete - Wires

Na twarzy niebieskookiej pojawiał się grymas za każdym razem, kiedy szarpnęła włosy podczas ich rozczesywania. Ból ustępował bardzo szybko, dowodząc, że tak naprawdę nie był nawet wart łez w jej oczach. Dlaczego tak nieistotne problemy rozwiązywało się w mgnieniu oka, a z poważniejszymi trzeba było męczyć się o wiele dłużej? Vanessa nie od wczoraj próbowała naprawić swój świat, a dobrymi uczynkami jakoś zakryć błędy, które popełniła w przeszłości - a było tego więcej, niż powiedziała Christinie czy Rosalie, a nawet Victorowi. Paradoksalnie jej narzeczony wiedział o niej mniej, niż przyjaciółki. Czy tak powinno to wyglądać? Brunetka zapinała kolejne guziki popielatego swetra, kiedy przypomniała sobie o swoim życiu w Mediolanie, po raz pierwszy nie myśląc w pierwszej kolejności o swoim związku z Joshem i jego niespodziewanym końcu. Vannie przemilczała fakt, iż spędziła noc ze swoim szefem, Russellem, sprawiając, że jego małżeństwo o mały włos rozpadło się w drobny mak. Fakt, że Russell i Naomi ostatecznie zdołali do siebie wrócić, a dziś byli szczęśliwymi rodzicami dwóch chłopców, nie umniejszał winy Vanessy. Jej życie stawało się coraz bardziej skomplikowane, właśnie wtedy poznała Josha - mężczyznę, który również znajdował się na zakręcie. Z dnia na dzień poznawali się coraz bardziej, wliczając w to wszystkie szczegóły. Wiedziała o jego dawnej narzeczonej, Paige. Wiedziała, że rozdzieliła ich informacja o jego śmierci, a Paige związała się z jego najlepszym przyjacielem. Josh walczył z miłością utraconą i tą nową, która rodziła się między nim, a Vanessą. Przeszłość była w jego sercu tak potężna, że doprowadziła aż do zdrady. Kiedy przyznał się do winy, Vannie przypomniała sobie, że sama dopuściła się takiego czynu. Była kochanką i niewiele brakowało, a zniszczyłaby wszystko. Postanowiła dać Joshowi szansę i prosić, aby i on jej nie przekreślał. Próbowali odnaleźć szczęście, mimo przeszkód, jednak przez cały ten czas towarzyszył jej strach, że Josh nigdy nie przestał kochać Paige i któregoś dnia postanowi ją zostawić. Bała się odrzucenia i samotności, a nie chciała podzielić losu Naomi. Nie chciała być tą drugą. Uciekła. Głos w jej głowie podpowiadał, że stchórzyła i poddała się, zamiast walczyć, jednak ona nie mogła się z tym zgodzić - a może nie chciała przyznać tego przed samą sobą. Teraz, kiedy Josh był tak blisko, przeszłość odżyła, ukazując jej wszystkie swoje blaski i cienie, a tych drugich było zdecydowanie więcej. Choć nigdy jej tego nie powiedział, czy to możliwe, że przyjechał do Londynu, by ją odzyskać? Jeśli tak, to na co czekał? Przecież dobrze wiedział, że Vanessa jest teraz z kimś innym. Czy nie czuł, że upływający czas wcale nie działa na jego korzyść?
Lekarka usiadła przy stole, zajmując miejsce naprzeciwko Tiny, która piła kawę i czytała książkę. Vannie wciąż nie powiedziała jej o swoich zaręczynach, ponieważ nadal nie znalazły dla siebie chwili. To przykre, że Rosalie, która przecież nie mieszkała już z nimi, dowiedziała się o szczęściu Vanessy wcześniej, niż Christina, która teoretycznie była znacznie bliżej od jasnowłosej.
- Hej, Vannie - powiedział Josh, który pojawił się w kuchni bez zapowiedzi. Kiedyś pocałowałby ją w policzek. Dlaczego teraz tego nie zrobił? Czy jego zachowanie w jakikolwiek sposób wskazywało na jego chęć odzyskania uczucia brunetki? Póki co robił wszystko zupełnie odwrotnie. - Cześć, Tina.
Szarooka mruknęła, co w jej przekonaniu musiało być zadowalającym wszystkich powitaniem.
- Co czytasz? - zapytała Vanessa, chcąc jednocześnie ignorować Josha i przyciągnąć uwagę Christiny. Ucieszyła się, kiedy psycholog bez wahania odłożyła książkę na bok. Jej twarz przeciął niejasny uśmiech - jakby przyjaciółka chciała natychmiast o czymś opowiedzieć.
- Dostałam ją od Gregory'ego - wyznała Tina, cała rozpromieniona, co wywołało u Vannie zupełnie inne emocje, niż te zamierzone. Zdenerwował ją fakt, że po tak długim czasie olewania jej, Christina nie widzi nic złego w podzieleniu się swoim niewątpliwym szczęściem. Wciąż nie obchodziło ją, co Vanessa miała do powiedzenia i co wydarzyło się podczas jej pobytu w Manchesterze.
- Idę do pracy - oznajmiła Vannie i odeszła od stołu.
- Myślałam, że pogadamy - powiedziała Christina szczerze.
- O tak, pogadamy - odrzekła lekarka. - Myślę, że mamy o czym i ty najlepiej o tym wiesz.
Christina skinęła lekko głową. Oczywiście, że wiedziała. Chodziło o Josha i jego nagłe pojawienie się w tym domu. Vanessa musiała wiedzieć, czy Tina zrobiła to celowo. Przecież wiedziała, co łączyło ich w przeszłości. Czy jej zdaniem mieszkanie pod jednym dachem ze swoim byłym facetem nie jest czymś niewłaściwym?
- Odprowadzę cię do pracy - oświadczył stanowczo Josh, zakładając kurtkę.
- Nie trzeba, znam drogę - odparła Vannie, mężczyzna uśmiechnął się jednak, nie tracąc entuzjazmu i energii.
- I tak mam coś do załatwienia - rzekł tonem nieznoszącym sprzeciwu.
Vanessa skinęła głową, wiedząc, że nie uda jej się przekonać Josha do zmiany decyzji. Kiedy wyszli, emocje nieco opadły, a ona poczuła pewną przyjemność z tego, że mogła liczyć na jego towarzystwo. Rozmawiali tak, jak kiedyś, o wszystkim i o niczym. Okazało się, że wciąż była to jedna z najskuteczniejszych metod na odstresowanie jej.

***

W brzuchu Rosalie pojawiły się motyle, kiedy Vanessa podzieliła się z nią swoim szczęściem - a w każdym razie jego cząstką. Jasnowłosa skłamałaby, gdyby powiedziała, że życie układało się w stu procentach po jej myśli, więc tym bardziej ucieszyły ją zaręczyny przyjaciółki i mężczyzny, którego lubiła jeszcze w czasach, kiedy byli nastolatkami. Wreszcie wydarzyło się coś pozytywnego i choć działo się to obok Rosalie, nie wymagając jej udziału, brązowooka i tak nie mogła ukryć swej radości. Przypomniała sobie krótki okres w swoim życiu, kiedy sama marzyła o pięknym ślubie, a w głowie malowała projekt wyśnionej sukni. Miała nadzieję, że uda jej się obrać taką drogę, by przeżyć szczęśliwą miłość, której nic nie skończy. Nie chciała powtórzyć losu swojej matki, która właściwie zawsze wychowywała ją i Christinę sama, bez pomocy jakiegokolwiek mężczyzny. Rosalie nie znała swojego ojca i bywało, że miała o to pretensje do swej rodzicielki. Sądziła, że to przez jej trudny charakter mężczyzna, z którym kiedyś musiało ją coś łączyć, postanowił zerwać z nimi wszelkie kontakty. Zazdrościła koleżankom, które miały oboje rodziców. Ma to swoje plusy, ponieważ kiedy kłócisz się z jednym z nich, zawsze możesz szukać wsparcia i zrozumienia u drugiego. Rosalie nigdy nie zaznała takiego luksusu. Gdyby jej matka miała trochę mniejsze ambicje, być może zaakceptowanie takiej postaci rzeczy byłoby dużo łatwiejsze, niestety Rosalie mogła tylko gdybać. Ostatnimi czasy coraz częściej myślała o swej rodzinie, co niewątpliwie spowodował kolejny kryzys między nią, a starszą siostrą. Wiedziała, że powinna jak najszybciej dociec prawdy i wypytać Christinę, teraz jednak miała na głowie coś ważniejszego - coś, co ostatecznie wcale nie odbiegało od planu, jaki wyznaczyła sobie w momencie, kiedy zdecydowała się na powrót do Londynu.
Blondynka wyprostowała się na krześle, kiedy zauważyła, że w lokalu pojawił się zielonooki mężczyzna. Pomachała mu ręką, kiedy jego tęczówki odnalazły jej spojrzenie. Chłopak uśmiechnął się nieznacznie, a po niezbyt wylewnym powitaniu zajął miejsce naprzeciwko Rosalie.
- Miło cię widzieć - przyznała dziewczyna i ucieszyła się, kiedy Victor uśmiechnął się raz jeszcze, teraz jednak o wiele promienniej, niż za pierwszym razem.
- Ciebie również - rzekł.
- Naprawdę? - zapytała, obracając warkocz pomiędzy swymi palcami.
- A to dziwne? - spytał Joyce.
- Raczej tak, biorąc pod uwagę naszą przeszłość - odparła Rosalie. - Co jak co, ale nie była ona usłana różami.
- Stare dzieje - Victor machnął ręką lekceważąco. - Dobrze, więc skoro naprawdę chcesz o tym rozmawiać, to powiem ci, że owszem, miałem ci za złe wiele rzeczy. Muszę wspominać o Jamesie i Jenny, czy lepiej pominąć tę część?
- Możesz przejść dalej - rzekła Rosalie, a piłkarz odetchnął z ulgą, nie przestając się szczerzyć.
- A więc, jak już mówiłem, bywało między nami różnie, ale wydarzyło się to tak dawno, że byłbym idiotą, gdybym dalej się na ciebie złościł. Bo wiesz, ja idiotą nie jestem, choć może na takiego wyglądam.
- Teraz wyglądasz mi tylko i wyłącznie na bardzo szczęśliwego i zakochanego po uszy mężczyznę. Najszczersze gratulacje z powodu zaręczyn - powiedziała dziewczyna.
- Więc już wiesz? - zapytał Victor. - Przysięgam, że kiedyś obetnę Vannie ten jej długi język. Mieliśmy na razie nikomu nie mówić.
- Jestem jej przyjaciółką, więc mogłeś się tego spodziewać - stwierdziła blondynka. - Cieszę się, że tak szybko poruszyliśmy ten temat, bo właśnie dlatego chciałam się z tobą spotkać.
- Jeśli chcesz zostać druhną, pogadaj z Vanessą - powiedział mężczyzna, Rosalie pokręciła jednak głową. - A więc o co chodzi?
- Widzisz, ja jestem pewna, że ty również wygadałbyś się przyjacielowi, mimo umowy, jaką rzekomo zawarliście z Vannie. Jedyny problem jest taki, że twój prawdziwy przyjaciel...
- Mam wielu przyjaciół - rzekł stanowczo, nie pozwalając jasnowłosej dokończyć. Wiedział już, do czego zmierzała i wcale mu się to nie podobało, choć od początku przeczuwał, że właśnie z tego powodu Rosalie tak nalegała na rozmowę. - Nie pogodzę się z Jamesem i możemy już teraz uciąć ten temat.
- Nie.
- Dlaczego ty i moja siostra upieracie się, że tak naprawdę nie marzę o niczym innym, jak o pojednaniu?
- Bo taka jest prawda - stwierdziła Rosalie. - Nie chcę cię do niczego zmuszać, ale sądzę, że los każe ci długo czekać na lepszą okazję do pogodzenia się z Jamesem. Wolałabym, żebyś jej nie zmarnował.
- Co konkretnie miałbym zrobić? - zapytał, lekko zniechęcony, choć Rosalie była przekonana, że piłkarz w głębi duszy z całego serca pragnął, by między nim i Jamesem zapanował pokój.
- Powiedz mu o swoim szczęściu. Podziel się z nim informacją o tym, że zakładasz rodzinę. Pozwól mu być częścią twojego życia teraz, kiedy jest ono tak zbliżone do ideału.
- Tak to sobie wymyśliłaś? - spytał, a ona skinęła głową, wyraźnie zadowolona ze swojego pomysłu i z reakcji Victora. - Spróbuję, ale nie omieszkam zaśmiać się wam wszystkim prosto w twarz, jeśli James nie przyjmie ręki na zgodę, mało tego, wręcz na tą rękę napluje.
- Znam go zbyt dobrze, by uznać taki scenariusz za możliwy - rzekła Rosalie.
- Swoją drogą, jak to jest między wami? - zapytał zaciekawiony.
- W jakim sensie?
- No wiesz... Czy ty i on... Czy wy...
- Jak zapytasz Jamesa, to się dowiesz - odrzekła, pokazując mu język.
Victor zrozumiał, że nie ma już wyjścia - musi porozmawiać z Jamesem, choć wiedział, że nie będzie to ani łatwe, ani przyjemne. Rosalie nie mogła przestać się uśmiechać. Victor był chyba jedyną osobą, która naprawdę ucieszyła się z jej nieoczekiwanego powrotu. Przeszłość nie przeszkodziła mu w normalnym pogadaniu z dziewczyną, która wiele lat temu wpadła mu w oko na lekcji angielskiego, kiedy uchroniła go przed złośliwym nauczycielem. Był to tak króciutki epizod w jego życiu, że mężczyzna raczej nie dzielił się z nikim swoimi młodzieńczymi uczuciami. Od początku wiedział, że Rosalie jest fajną dziewczyną o dobrym sercu, bez względu na wszystko. Nie mylił się, bo dziś jasnowłosa robiła wszystko, by doprowadzić do pogodzenia się dawnych przyjaciół. Victor był jej wdzięczny i miał nadzieję, że James zareaguje po jego myśli, zapominając o długich latach milczenia pomiędzy nimi.

***

Nikt nie powiedział, że to będzie łatwe.
Nikt nigdy nie powiedział, że to może być tak trudne.*

Vanessa wypuściła dym z ust, robiąc to po raz pierwszy od bardzo dawna. Stres okazał się silniejszy, niż przypuszczała na samym początku. Zastanawiała się, jak czuje się Victor po tym, co ostatnio wydarzyło się w ich życiu. Była pewna, że jest szczęśliwy i wszyscy dookoła dostrzegają jego fantastyczną formę i wielką ekscytację. Żałowała, że po niej nie było już widać tej radości za każdym razem, kiedy wzrok wędrował w stronę pierścionka zaręczynowego. Bajka, którą żyła przez stosunkowo krótki okres czasu, zakończyła się, gdy w jednej chwili zwaliło jej się na głowę tak dużo problemów, na czele z wprowadzeniem się do jej mieszkania Josha, mężczyzny, z którym kiedyś łączyło ją tak wiele. Teraz, kiedy była uwięziona w murach szpitala, wszelkie inne troski ustąpiły miejsca lękowi przed przekazaniem nowej pacjentce dramatycznej informacji, która zapewne zaważy na całym jej życiu. W przeszłości zdarzało się już, że Vanessa musiała wypowiadać pełne goryczy słowa, składające się w prawdę, która prawie zawsze wymuszała łzy. Poinformowała siedemdziesięcioletnią kobietę o śmierci jej ukochanego męża, z którym przeżyła ponad pięćdziesiąt lat, a także matkę, która w wypadku straciła jedynego syna. Za każdym razem Vannie czuła ból tych ludzi, modląc się, by Bóg pozwolił jej jak najszybciej zaszyć się w jakimś cichym i odosobnionym miejscu, w którym mogłaby dać upust swym emocjom, tak trudnym i bolesnym. Być może kiedyś będzie mniej angażować się w to wszystko, tak, jak jej starsi koledzy, którzy ból nosili raczej wewnątrz, nie pokazując swych emocji nikomu wokół, póki co jednak wciąż była zbyt wrażliwa, by móc z kamienną twarzą przekazywać tak okrutne wiadomości. Ktoś kiedyś powiedział jej, że łzy są oznaką siły ducha, dziś jednak Vanessa wcale w to nie wierzyła. Uważała się za najsłabszą osobę na świecie i żałowała, że akurat jej przypadła rola tej złej. Wolałaby spędzić ten czas z Victorem, z daleka od paskudnej rzeczywistości, wiedziała jednak, że nie zdoła już się wycofać.
Kiedy stawiała kolejne kroki, serce biło jej coraz szybciej. Nie wiedziała, jak spojrzy w oczy Mercy Buckley i powie jej, że kobieta właśnie straciła nogę, bo lekarze nie zdołali jej uratować. To był obłęd. Vanessa nabrała powietrza w płuca, po czym nacisnęła klamkę. W pomieszczeniu prócz pacjentki znajdowała się brunetka, którą Yorke natychmiast rozpoznała. Ona również była aktorką, odnoszącą jeszcze większe sukcesy, niż jej przyjaciółka.
- Dzień dobry - powiedziała Vannie, marząc o tym, by jej głos nie zdradził podenerwowania. Nie zdążyła dociec, czy tak też było, ponieważ głos jednej z kobiet natychmiast wyrwał ją z zamyślenia.
- Claire White - rzekła ciemnowłosa, podając lekarce rękę. - Pani doktor, co z nią?
- Przecież ci mówię, że czuję się wspaniale - mruknęła Mercy, uśmiechając się od ucha do ucha. Vanessa nie była w stanie pojąć, skąd w niej ten entuzjazm, który nie opuszczał jej ani na moment.
- Mówisz tak, żebym się nie denerwowała, ale mnie nie oszukasz - stwierdziła Claire stanowczo, po czym ponownie spojrzała na Vannie. - Pani doktor, przyjechałam aż z Nowego Jorku i chciałabym mieć pewność, że wszystko jest w porządku.
Lekarka skrzywiła się. Tak naprawdę nic nie było dobrze.
- Pani Buckley...
- Mercy - wtrąciła rudowłosa, szczerząc się, a Vanessa zaklęła w duchu. Teraz na dodatek były na ,,ty''. To jeszcze bardziej komplikowało całą sytuację.
- Miałaś dużo szczęścia, że tak szybko dotarłaś do szpitala - kontynuowała niebieskooka, przekonana, że żadna z przyjaciółek nie zdaje sobie sprawy z tego, co tak naprawdę się wydarzyło. - Udało nam się zatamować krwotok. Masz poobijane żebra, w tym kilka złamanych, liczne zasinienia i rany, po których pozostaną blizny, jednak twojemu życiu nic już nie zagraża, choć oczywiście zostaniesz pod obserwacją.
- Dziękuję - powiedziała Mercy. - Pani doktor, jeszcze jedno... Dlaczego nie czuję lewej nogi?
Vanessa zamarła. Od początku wiedziała, że jest to nieuniknione, łudziła się jednak, że jakimś cudem uda jej się uciec od odpowiedzialności, która spoczywała na jej barkach. Mina Claire wyrażała zaskoczenie, że media narobiły tyle szumu wokół wypadku Mercy, podczas gdy w gruncie rzeczy nie wydarzyła się żadna tragedia. Gdyby wiedziała to, co Vannie...
- Byliśmy bezsilni - powiedziała lekarka, chcąc, aby jej ton brzmiał rzeczowo i stabilnie, podczas gdy w duchu towarzyszyło jej przekonanie, że za moment wybuchnie płaczem w wyniku całkowitej bezradności. - Musieliśmy ją amputować.
Wszystko ucichło. Claire wstała z krzesła i podeszła do okna, stając tyłem do przyjaciółki. Nie chciała, by Mercy widziała łzy płynące po jej policzkach. Vanessa nie była w stanie wyobrazić sobie płaczącej Buckley i tym razem, pomimo dramatyczności tej chwili, jej chora ciekawość nie została zaspokojona. Mercy nie płakała, choć zacisnęła mocno powieki, próbując powstrzymać łzy. Vannie wiedziała, że kobieta przeżywała teraz koszmar.
- Przepraszam - szepnęła Vanessa i opuściła pomieszczenie.
Wiedziała, że nie miała powodu, by przepraszać, ponieważ naprawdę nie mogła nic zrobić, by pomóc pacjentce, było jej jednak niewyobrażalnie przykro. Czuła się winna, choć wcale nie była. Usiadła na krześle w opustoszałym holu i ukryła twarz w dłoniach, dając upust emocjom, które kumulowały się w jej wnętrzu przez cały dzień. Po raz pierwszy od dawna cieszyła się, że była całkiem sama i nikt nie mógł widzieć, jak była słaba.

***

- Do zobaczenia następnym razem - powiedziała Christina, żegnając ostatniego pacjenta.
Kobieta wyjrzała za okno i dostrzegła ciemne, wieczorne niebo. Przeciągnęła się leniwie, wiedząc, że wkrótce wróci do domu, gdzie weźmie długą, gorącą kąpiel, a potem zaśnie, zapominając o całym świecie. Tego dnia praca naprawdę ją wymęczyła, głównie dlatego, że myślami wciąż była w zupełnie innym miejscu. Złościła się, kiedy przybycie kolejnego pacjenta zmuszało ją do porzucenia myśli dotyczących Gregory'ego, a także przypominania sobie słów dedykacji po raz tysięczny tego dnia. Była świadoma swoich obowiązków, jednak z przyjemnością uciekłaby od nich na jeden dzień, by w spokoju napawać się swoją piękną, szaloną i pełną niespodzianek miłością. Był to oczywiście wytwór jej wyobraźni, jednak była na takim etapie, że nawet nierealność owych wizji nie była w stanie popsuć jej humoru.
- Pani Dainty... - powiedziała sekretarka, która zupełnie niespodziewanie zajrzała do gabinetu swej pracodawczyni. - Właśnie przyszedł...
- Pacjent? - zapytała Christina, po czym pokręciła głową energicznie. - Skończyłam na dzisiaj. Przekaż mu, kimkolwiek jest, że każdego obowiązuje to samo. Trzeba się zapisywać, a nie przychodzić bez zapowiedzi.
Kiedy Tina ponownie spojrzała w kierunku drzwi, sekretarki już tam nie było, dostrzegła jednak wysokiego mężczyznę, którego tak bardzo chciała zobaczyć. Nie rozumiała jego nagłego pojawienia się, bez wahania odłożyła jednak płaszcz na miejsce, czekając na to, co będzie dalej.
- Można? - zapytał Gregory, który wciąż nie zamknął za sobą drzwi.
- Proszę wejść - powiedziała Christina na tyle głośno, by sekretarka mogła to dosłyszeć i wrócić do zajęcia, któremu oddawała się wcześniej. - Co pan tu robi? - spytała szarooka.
Wszystko działo się niesamowicie szybko, jednak ani jedna sekunda jej nie umknęła. Gregory pokręcił głową i przyłożył palec do ust, dając Tinie znak, że nie powinna mówić nic więcej. Chodziło jej po głowie tak dużo pytań, nie zamierzała jednak sprzeciwiać się pisarzowi. Mężczyzna podszedł bliżej i bez zapowiedzi pocałował ją namiętnie - tak, jak jeszcze nigdy przedtem. Jego broda była szorstka, co w zaskakujący sposób nie przeszkadzało Tinie, mało tego - potęgowało uczucie przyjemności i rosnącego z minuty na minutę podniecenia. Haggerty sprawnie uniósł jej ciało, umieszczając na skraju biurka, ani na moment nie odrywając od niej ust. Serca biły coraz szybciej w niezwykle zgodnym rytmie. Jej spódnica na podłodze. Jego rozpięta koszula. Robili to, na co nie odważyli się przy okazji ostatniego spotkania, a nawet więcej. Im dalej zachodzili, tym bardziej pragnęli kontynuować tę podróż. Pocałunki stawały się niewystarczające. Chcieli czegoś więcej i jedno z nich było już pewne, że to dostanie. Christina nie była tak zdecydowana, jak Gregory. W jej głowie tłukły się myśli, które towarzyszyły jej od bardzo dawna. Sophia go zdradziła, a teraz on zdradza ją ze mną. Boże, jak ja tego pragnę. W pewnym momencie wszystko przestało się liczyć, łącznie z sekretarką, która w każdej chwili mogła ich usłyszeć i przyłapać na gorącym uczynku. Obawa przed zdemaskowaniem zaginęła w cieniu pożądania, które paliło ich skórę i kości. Christina objęła go nogami, czując jego usta na swej szyi. Nie wiedziała, jak bardzo tego chciała, zanim jej pragnienie nie zostało przez niego, przez pana Haggerty'ego, ugaszone.

I am yours now...**

***

Kiedy Vanessa wyszła ze szpitala, pod budynkiem dostrzegła Josha. Mężczyzna czekał na nią, choć nie byli umówieni. Brunetka była zbyt zmęczona, by zaczynać trudną rozmowę i złościć się na dawnego ukochanego. W gruncie rzeczy nie zrobił nic złego, chciał po prostu być miły i towarzyszyć jej podczas drogi powrotnej do domu. Nie przeszkadzał mu fakt, iż przez cały czas właściwie nie zamienili ani słowa, głównie z powodu jej rozkojarzenia i wyczerpania. Sprawiał wrażenie człowieka, który rozumie ją lepiej, niż ktokolwiek. Nie naciskał, bo wiedział, że byłoby to bardzo dużym błędem. Vannie była mu wdzięczna. Doceniała jego obecność, mimo to marzyła jednak o rychłym znalezieniu się w domu - w miejscu, które mogłoby okazać się jej jedynym schronieniem. Przez cały czas pamiętała wyraz twarzy Mercy, kiedy dowiedziała się, że od teraz jej życie nie będzie już tym, czym było przed wypadkiem. Vanessa wciąż czuła się winna i z uporem maniaka doszukiwała się błędów w swoim postępowaniu. Być może istniało coś, co mogła zrobić, by uratować nogę pacjentki? Być może wszyscy przeoczyli szczegół, który mógł zadecydować o wszystkim? Niebieskooka pokręciła głową, wzdychając ciężko. Popadała w paranoję. Przecież to niemożliwe, że wszyscy lekarze zawiedli. Vannie czuła ogromny żal, którego nie potrafiła wyrazić słowami. Mercy kochała konie i teraz, kiedy leżała w szpitalu, z pewnością myślała o tym, że prawdopodobnie nigdy więcej nie będzie jej dane rozkoszować się tą pasją. To tak, jakby ktoś nagle powiedział Vannie, że nie będzie mogła wykonywać już zawodu. Uwielbiała tę robotę, nawet, jeśli dzisiaj darzyła ją najszczerszą nienawiścią. Umarłaby, gdyby nie mogła dalej pomagać innym. Chciałaby jeszcze pomóc Mercy, by nie kojarzyć jej się tylko jako ta, która ucięła jej nogę. Vanessa skrzywiła się na samą myśl o tym, jak okrutne były te słowa i jak dobijający był fakt, iż wcale nie były one przesadzone - to była właśnie ta koszmarna prawda, którą tak trudno było przyznać przed samym sobą.
- Cokolwiek się stało, głowa do góry - powiedział Josh, po czym przepuścił Vannie w drzwiach. Brunetka odpowiedziała mu jedynie cichym mruknięciem, było to bowiem maksimum, na co było ją stać w takich warunkach.
Dawni kochankowie wspinali się po schodach na górę, a żadne z nich nie zdecydowało się na ponowne zabranie głosu. Może to podłe, ale Vannie ucieszyłaby się, gdyby w mieszkaniu nie zastała Christiny. Złość na nią wcale jej nie przeszła i naprawdę nie potrzebowała kolejnego powodu do zmartwień, miała ich już bowiem aż nadto. Kiedy zobaczyła pod drzwiami najmniej spodziewanego gościa, zrozumiała, że Tina rzeczywiście nie wróciła na noc. Lekarka zatrzymała się w miejscu, to samo uczynił również Josh.
- Victor, co ty tu...
- Chciałem ci zrobić niespodziankę - powiedział piłkarz, patrząc to na ukochaną, to na nieznajomego. Po namyśle wyciągnął ku niemu dłoń i przedstawił się. - Victor Joyce.
- Hartley - burknął niebieskooki, ściskając dłoń bez przekonania. Od początku patrzył na nowo poznanego mężczyznę spode łba. - Zostawię was - rzekł i minął blondyna. Umieścił klucz w zamku i wszedł do środka, rzucając ostatnie wrogie spojrzenie Victorowi.
Vanessa nie była w stanie podnieść wzroku. Obawiała się, że narzeczony zada teraz mnóstwo pytań na temat Josha, jego obecności w jej mieszkaniu i tego, skąd się znają. Nie miała na to wszystko siły. W jej oczach zakręciły się łzy bezsilności, by za chwilę zmieszać się z wzruszeniem, bowiem Victor kompletnie zignorował nagłe pojawienie się Josha w jego życiu. Nie obchodził go nikt inny, prócz jego ukochanej, która niewątpliwie miała jakiś problem.
- Chodź tu - szepnął.
Kiedy Vannie spojrzała na niego, zobaczyła troskę w oczach i ramiona gotowe, by przytulić ją z całej siły. Bez namysłu ruszyła w jego kierunku, a kiedy poczuła ciepło jego ciała, kompletnie się rozkleiła. Wybuchła płaczem. Nie pamiętała, kiedy po raz ostatni szlochała tak rozpaczliwie i głośno. Wbiła paznokcie w plecy ukochanego, a on objął ją jeszcze mocniej, po czym pocałował czubek jej głowy delikatnie.
- Ja to jednak jestem niesamowity - powiedział, jakby do samego siebie. - Mogłem siedzieć sobie teraz na kanapie, oglądać mecz i wcinać sushi w oczekiwaniu na panią do towarzystwa, a jednak wolałem spędzić ten czas z ryczącą mi w ramię beksą.
- Zamknij się już - krzyknęła Vanessa, choć było to ledwie słyszalne, ponieważ jej twarz wtulona była w klatkę piersiową piłkarza. - Po prostu się zamknij.
Victor wziął ją na ręce, by zanieść ją do sypialni. Był wdzięczny losowi za to, że znał już tą drogę na pamięć. W korytarzu minął Josha niczym tyczkę, a kiedy został z Vannie sam na sam, położył ją na łóżku i sam zajął miejsce tuż obok niej. Patrzył na nią jak zaczarowany. Chciał, aby się uspokoiła. Kiedy otworzyła oczy, jego serce zabiło szybciej.
- Dziękuję, że jesteś - szepnęła, po czym pociągnęła nosem.
- Zawsze będę obok ciebie - odparł bez wahania.
Victor pocałował ją delikatnie, a ona znów zaczęła płakać. Przytulił ją z całych sił. Wiedział, że choć jej szloch nie ustępował, to jego obecność w jakimś stopniu ją uspokajała. Nie zamierzał ruszać się ani na krok, choć po jakimś czasie zaczęły mu już drętwieć mięśnie. Tutaj było jego miejsce.

***
Coldplay - The Scientist *
The XX - Islands **

5 komentarzy:

  1. Cieszę się, że zdecydowałaś się opublikować nowość dzisiaj. Szczerze powiedziawszy nie mogłam się już doczekać, kiedy będę mogła usiąść i zapoznać się z kolejnym rozdziałem. Nie chcąc tracić czasu na przydługi i niepotrzebny wstęp, zabieram się za czytanie i komentowanie.
    Podoba mi się ten powrót do przeszłości i poprzedniego opowiadania. Pamiętam jak bardzo nie przepadałam za tamtą Vanessą. Tą lubię, chociaż czasami potrafi wyprowadzić mnie z równowagi. I pomyśleć, że to ciągle ta sama bohaterka. Przeszła niesamowitą metamorfozę w tej historii. Dojrzała jak każdy człowiek i wyciągnęła wnioski z popełnionych w przeszłości błędów. Bardzo realne, więc za to masz u mnie ogromnego plusa! :)
    Wreszcie Vanessa zauważyła to, co ja widzę już od dawna. Josh nie pojawił się tutaj przez przypadek. Ewidentnie próbuje namieszać w jej życiu i to mi się bardzo nie podoba. Pomyśleć, że kiedyś nie potrafiłabym powiedzieć złego słowa na tego człowieka. Wszystko zmieniło się tak diametralnie. Troszkę martwi mnie także napięcie między Vannie, a Christiną. Brakuje mi ich babskich rozmów. Na początku tej historii były przyjaciółkami, a teraz ciężko mi określić ich relację. Liczę, że w najbliższym czasie popracują nad tym.
    Uwielbiam Victora. Zaczynam się obawiać, że zapadłam na jakąś ciężką chorobę, bo tylko krótka wzmianka o nim wywołuje u mnie uśmiech na twarzy. A co dopiero tak wiele Victora! I jeszcze to: "Przysięgam, że kiedyś obetnę Vannie ten jej długi język."! Niby proste, ale jednak powaliło mnie na łopatki. Kocham ich razem, chociaż w tym fragmencie Vanessa nie uczestniczyła fizycznie, to ja i tak czułam łączącą ich więź. Cudowne! :)
    Rosalie u mnie zapunktowała! Tak, tak, tak.. Napiszę to! Rosalie wykazała się w tym fragmencie wielkim sercem. Podoba mi się, że próbuje naprawić relację między piłkarzem, a Jamesem. Mam nadzieję, że mężczyźni się pogodzą i odnowią dawną przyjaźń. Trzymam za to kciuki.
    Jak już wspomniałam w poprzednim odcinku jestem dumna z Vanessy. Wykonuje niełatwy zawód, który ma swoje dobre i złe strony. Podziwiam ją. W moich oczach jest naprawdę wyjątkową osobą.
    Nawet nie umiem sobie wyobrazić, co musi czuć Mercy. Cały świat, który dotąd znała i kochała, zwalił się jej na głowę. Przed nią długa droga, która nie będzie usłana różami, ale mam nadzieję, że odnajdzie w sobie siłę, która poprowadzi ją do nowego startu. Najważniejsze, że żyje. Teraz wszystko w jej rękach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie zbieram swoją szczękę z podłogi. Nie spodziewałam się tego. Ani trochę! Jestem w totalnym szoku. Nawet nie wiem, co mam napisać. To, że między Christiną i Gregorym coś się działo było widać gołym okiem od dłuższego czasu, ale tego.. Jestem w totalnym szoku. Za to muszę pochwalić Cię za genialne opis całej sytuacji. Zachwyciłaś mnie i to tak bardzo, że nie mogłam się oderwać od tego fragmentu. Jesteś mistrzynią opisów!
      "- Chodź tu - szepnął." - czy Victor miał namyśli mnie? Bo jeśli tak, to ja już pędzę! :D Matko.. Wyczaruj mi Go. Proszę. Znajdź magiczną różdżkę i postaw go pod moimi drzwiami. Proszę, proszę, proszę!
      Miałam wrócić na ziemię, ale nie mogę.. Te jego teksty. Aaa.. chyba się zakochałam i to w wymyślonym przez Twoją cudowną główkę mężczyźnie. Mam nadzieję, że Vanessa wie jakie szczęście ją spotkało. Victor może nie jest idealny (naprawdę to napisałam?), ale stara się i kocha ją ponad życie. Troszczy się o nią. Dba o nią. Daje jej schronienie i powody do radości. Kocham ich i marzę o takim facecie. Naprawdę.
      I co ja mam napisać? Ostatnim fragmentem wprowadziłaś mnie w taki nastrój, że trudno mi pozbierać myśli. Nawet zignorowałam Josha, który zachowywał się irracjonalnie! A to wszystko przez Victora i magię, którą roztacza wokół siebie. Ten facet jest cudem natury. Moim cudem! Ach.. ! Wracając jednak na ziemię chciałabym pochwalić Twoje opisy i to też uczynię. Każde słowo pasowało do siebie. Każde zdanie było obłędne, a każda scena tak doskonale opisana, że miałam wrażenie, że oglądam film. Widziałam ich wszystkich. Czułam to, co czuli oni. I to jest kwintesencją Twojej twórczości! Zabierasz nas wszystkich w magiczną podróż po barwnym życiu. Dziękuję Ci za te chwile oraz za to, że piszesz. Dzielisz się z nami talentem, który niebawem odkryje cały świat. Jestem tego pewna! :*
      Czekam na nowość, bo mam tak dużo pytań, na które chciałabym poznać odpowiedź. Tak więc do napisania! :*

      P.s. Wiem, że komentarz nie jest najwyższych lotów, ale to wina Victora! Tak więc ze skargą proszę udać się do tego boskiego mężczyzny! :)

      Usuń
  2. Na początek chciałam tylko podziękować za wspomnienie o Mine Again, chociaż nie ukrywam, że przez obecność Vanessy i Josha w tej historii zwyczajnie nie da się zapomnieć o tej poprzedniej. Jeśli o mnie chodzi, to ja Mine Again mam cały czas w sercu i w pamięci wiadomo dlaczego :) na tym kończę swój króciutki wstęp i zabieram się za czytanie.
    Chyba nie tylko ja zauważyłam przemianę Vanessy. Trzeba przyznać, że rzeczywiście zmieniła się od czasu przyjazdu do Londynu, chociaż nie zawsze jest to dostrzegalne gołym okiem. Pamiętam, że za czasów Mine Again nie przypadła mi do gustu, ale tak jak powiedziałam na początku postanowiłam dać jej drugą szansę i nie żałuję, bo obecna Vanessa przypadła mi do gustu o wiele bardziej. Widać, że ciągle szuka swojego miejsca na ziemi, że próbuje odnaleźć to upragnione szczęście. Ale mimo całego tego zamieszania w jej życiu, jedna pozytywna cecha cały czas jest z nią - intuicja. Niewątpliwie Vanessa ją posiada i chyba jeszcze jej nie zawiodła i teraz jest tak samo. Nareszcie domyśliła się, że Josh nie pojawił się w Londynie przez przypadek, a już na pewno przypadkiem nie było wynajęcie pokoju w mieszkaniu Christiny (co jak co, ale w to nie uwierzę). Staram się nie dopuszczać do siebie myśli, że psycholog zrobiła to na złość przyjaciółce, chociaż tego tak naprawdę nie wie nikt oprócz Ciebie :) uważam, że im szybciej sobie to wyjaśnią tym lepiej, bo to zaoszczędzi niepotrzebnych nieporozumień. Jestem naprawdę ciekawa, jak rozwiąże się ta sprawa :)
    Drugi fragment bardzo mi się podobał. Myślę, że Rosalie to taka postać do której można się przekonać. Ona też pogubiła się w swoim życiu, popełniła mnóstwo błędów, nawet tych, które naprawdę trudno wybaczyć, ale jednak jest w niej coś takiego, co potrafi przyciągnąć, mimo tych ciągłych tajemnic, które naprawdę potrafią człowieka zdenerwować. Dobrze, że chociaż ona jedna wzięła sprawy w swoje ręce i podjęła się próby pogodzenia Victora i Jamesa. Co prawda nie wiadomo, czy jej się to uda, ale jak to mówią: "spróbować zawsze można" :). Ona sama nic na tym nie traci, ale też może zyskać zwyczajną satysfakcję z tego, że udało jej się pogodzić dwóch niegdyś najlepszych przyjaciół. Dobrze, że przynajmniej Victor stara się być optymistą i wierzy w pogodzenie się z Jamesem. Ciekawa jestem, czy rzeczywiście tak będzie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Trzeci fragment okazał się naprawdę bardzo smutny. Nawet sobie nie wyobrażam tego, co działo się w głowie Mercy, kiedy dowiedziała się, że amputowali jej nogę. Tu już nawet nie chodzi o to, że ma to niewątpliwy wpływ na jej dalszą karierę w telewizji, ale o to, jak będzie od teraz wyglądało jej życie. Trudne chwile czekają teraz Mercy, ale trzeba wierzyć, że ta kobieta jakoś sobie poradzi, że jednak nie straci tej radości, która emanuje od niej we wszystkie strony. Najważniejsze jednak jest to, że żyje, że nic nie zagraża jej życiu. Domyślam się, jakie to musiało być trudne dla Vanessy, ale nie oszukujmy się, zawód lekarza jest zawodem naprawdę trudnym i myślę, że jeszcze nie raz przyjdzie jej się zmierzyć z podobnymi wyzwaniami. Najważniejsze, żeby się nie poddawała i jednak robiła to co lubi :)
    No czegoś takiego to ja się nie spodziewałam! Takiego zwrotu akcji? Nie sądziłam, że Gregory potrafi być aż tak... spontaniczny? Nie wiem jak to inaczej nazwać, ale na pewno działał pod wpływem chwili, chociaż już raz pocałował przecież Christinę. Ale się porobiło... jednym słowem, poszli na całość. Jestem bardzo ciekawa jak ta sytuacja wpłynie na ich dalsze relacje... myślę, że od teraz zmieni się naprawdę wiele, chociaż z drugiej strony po pisarzu można się spodziewać dosłownie wszystkiego, dlatego czekam na kolejne rozdziały :)
    Ostatni fragment tak bardzo mi się podobał, że nawet nie umiem go należycie skomentować. Powaliłaś mnie na kolana swoimi genialnymi opisami, ale to przecież żadna nowość :) Vanessa i Victor są cudowną parą, a sam piłkarz to jednak ma wyczucie czasu. Można śmiało powiedzieć, że pojawił się we właściwym miejscu o właściwym czasie. Emocje wzięły górę i nie dziwie się, że wreszcie dały upust. Dobrze, że jednak jest ktoś na kogo Vanessa może liczyć w każdym momencie :)
    Pozdrawiam i z niecierpliwością czekam na więcej :)
    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń