07 czerwca 2014

8. ,,Nie pozwól mi odejść''

Hej :)
To już ósmy rozdział i historia jakoś tak biegnie do przodu. Dziękuję Wam z całego serducha za cudowne słowa, dzięki którym dalej piszę. Pamiętajcie, że robię to nie tylko dla samej siebie, ale też w gigantycznym stopniu dla Was. Mam nadzieję, że to widzicie i opowiadanie to dostarcza Wam emocji, a przy epilogu okaże się, że historia ta wyszła w sam raz i zasłuży na Waszą sympatię. Postaram się, żeby tak było.
Miłej lektury i do napisania następnym razem!
Całuję :*
***
Luty
Ed Sheeran - Autumn Leaves

You're miles away and yesterday you were here with me.*

Jasnowłosa przyglądała się swoim paznokciom z obojętnością w oczach. Dookoła niej znajdowało się dużo o wiele bardziej interesujących obiektów, jednak w tej chwili właściwie nic jej nie obchodziło. Nie potrafiła znaleźć sobie miejsca ani zajęcia. Przypadkowe spotkanie Sophii w mieście wywarło na niej bardzo duże wrażenie, którego nie sposób nazwać pozytywnym. Rosalie łudziła się przez te wszystkie lata, że wszystkie rany, które miała, a których autorką niewątpliwie była Sophia, zdążyły się już zagoić - w końcu minęło już naprawdę dużo czasu. Myliła się. Wystarczył moment, by koszmar sprzed lat znów jaśniał wyrazistym blaskiem w jej oczach. Czuła niepokój i lęk na samą myśl o tym, jak mało brakowało, a znalazłaby się znacznie bliżej Sophii. Co by zrobiła, gdyby dawna rywalka otworzyła usta, by zapewne nakarmić ją kolejnym okrutnym słowem? Prawdopodobnie obróciłaby się na pięcie i uciekła, by zaszyć się w domu, w pozornie bezpiecznym miejscu. Zawsze tak robiła, kiedy nie widziała innego rozwiązania kłopotliwej sytuacji. W konfrontacjach z Sophią była bezsilna od niepamiętnych czasów i nic nie wskazywało na to, by szybko miało się to zmienić. Wydawać by się mogło, że osoba, która w szkole prześladowała drugą, po tylu latach nie powinna mieć większego znaczenia dla ofiary, jednak w rzeczywistości było odwrotnie. Rosalie nie potrafiła przestać o tym wszystkim myśleć, a twarz Sophii wciąż pojawiała się przed jej oczami, nawet, kiedy z całych sił zaciskała powieki. Przez tę dziewczynę Rosalie miewała naprawdę przerażające myśli i coraz bardziej możliwe wydawało jej się to, że do końca życia tak naprawdę nie wyleczy się z tego lęku.
Dawna baletnica podniosła wzrok, kiedy do kuchni weszła Vanessa. Choć do tej pory Rosalie była nieustannie przygnębiona, jej serce drgnęło lekko na widok ciemnowłosej współlokatorki. Nie potrzebowały wiele czasu, by naprawdę się polubić. Gdyby nie Vannie, Rosalie mogłaby mieć naprawdę duże trudności z mieszkaniem pod jednym dachem z Christiną. Mogłyby się pozabijać, gdyby nie nadzór osoby trzeciej.
- Dobrze spałaś? - zapytała Rosalie, zmuszając się do uśmiechu, choć obawiała się, że nie zrobiła tego dostatecznie przekonująco.
- Nie - odparła Vannie, przecierając oczy. - Ale widzę, że i ty nie miałaś kolorowych snów.
- Jestem strasznie oczywista - westchnęła Rosalie. - Nie mogłam spać, ale to długa historia. Powiedz lepiej, co słychać u Victora.
Zdezorientowana Vanessa wytrzeszczyła oczy, na co jasnowłosa odpowiedziała skinięciem głowy i uśmiechnęła się, tym razem o wiele promienniej i szczerzej.
- Te ściany wcale nie są aż takie grube. Nie trudno było usłyszeć waszą całonocną rozmowę przez telefon.
- Podejrzewam, że teraz nie dasz mi spokoju, póki nie zaspokoję twojej ciekawości - rzekła Vannie.
- Ależ skąd! - odparła Rosalie uczciwie. - Kto jak kto, ale ja akurat wiem, że zmuszanie drugiej osoby do wyznań wcale nie jest dobre. Powiesz mi tyle, ile uznasz za słuszne.
- No dobrze, więc... Ech, właściwie nie wiem nawet, od czego zacząć. Czuję się tak, jakbym znowu miała te kilkanaście lat i potrafiła stracić głowę dla chłopaka, którego znam od niedawna. Choć nie wiem zbyt wiele o Victorze, kiedy jest obok czuję się tak, jakbyśmy znali się od zawsze. Na samą myśl o nim zaczynam się rumienić. Nie sądziłam, że coś takiego kiedykolwiek przytrafi się akurat mi.
- I co dalej? - zapytała Rosalie. - Myślisz, że to, co jest między wami, może się jeszcze rozwinąć?
- Nie mam pojęcia. To wszystko dzieje się tak szybko, że aż kręci mi się w głowie. Boję się zrobić kolejny krok, aby nie potknąć się tak, jak ostatnio.
- Mówisz o mężczyźnie, przez którego wyjechałaś z Mediolanu?
Vanessa spojrzała na jasnowłosą ze zdziwieniem.
- Nic się przed tobą nie ukryje? - zapytała niebieskooka, na co blondynka pokręciła głową. - Masz rację. Tak naprawdę nie wiem, czy zdołałam na dobre wyleczyć się z tego, co czułam do Josha. Nie chcę, aby przez moją niepewność Victor musiał cierpieć. Jeszcze nie wiem, czy to miłość, ale jestem pewna, że bardzo mi na nim zależy i nie chcę go stracić.
- Aby iść do przodu, czasem trzeba najpierw wrócić do tyłu - powiedziała Rosalie. - Wiem, bo sama musiałam się z tym zmierzyć. Cofnęłam się, by naprawić błędy z przeszłości, bo dotarło do mnie, że gdybym tego nie zrobiła, do końca swoich dni tkwiłabym w martwym punkcie. To nie jest łatwe, ale śmiem twierdzić, że bez tego nie uda ci się zbudować stabilnej relacji z Victorem.
- Więc co dokładnie powinnam zrobić? - spytała Vannie. Z jakichś przyczyn wcale nie odnosiła wrażenia, że Rosalie się wymądrza, wręcz przeciwnie - słowa koleżanki wydawały jej się niezwykle pomocne i każde z nich chłonęła niczym wodę.
- Dowiedz się, czy twoje serce jest już gotowe na to, by kochać jeszcze raz. Z własnego doświadczenia wiem, że uciekanie przed przeszłością z upływem czasu staje się coraz trudniejsze.
Kiedy brązowooka zamilkła, przez chwilę jedynym towarzyszem dziewczyn była cisza, nagle przerwana przez dźwięk telefonu Rosalie. Blondynka spojrzała na wyświetlacz wyraźnie zrezygnowana.
- Kto tak do ciebie wydzwania? - spytała Vannie, przypominając sobie o tym, że komórka Rosalie nie po raz pierwszy tego dnia dała o sobie znać.
- Przeszłość - odparła dziewczyna słabo.
- Z własnego doświadczenia wiem, że uciekanie przed przeszłością... - Vanessa powtórzyła słowa koleżanki, na co ta ugięła się i ostatecznie sięgnęła po telefon, choć wcale nie miała na to ochoty.
Kiedy Rosalie rozłączyła się po krótkiej wymianie zdań, spojrzała na młodą lekarkę przyjaźnie.
- Cieszę się, że mnie pilnujesz - rzekła. - Dzięki tobie nie zrezygnowałam ze swojego planu.
- A co z tajemniczym panem, z którym rozmawiałaś? - zapytała brunetka z zaciekawieniem.
- Z przeszłością? - Rosalie uśmiechnęła się. - Widzimy się po południu, a ty, małolato, bierz ze mnie przykład.
Współlokatorki uśmiechnęły się do siebie pogodnie, obie wdzięczne sobie za tę rozmowę. Potrzebowały słów otuchy i pokrzepienia i cieszyły się, że udało im się odnaleźć właściwą osobę do zwierzeń. Choć Rosalie nadal nie miała ochoty na spotkanie z Jamesem, wiedząc, że jego widok tylko pogłębi jej myśli o Sophii, jednak teraz już nie myślała o tym, by się wycofać. Musiała być silna, aby doprowadzić do końca diabelnie trudne zadanie, które postanowiła wykonać.

Do you ever wonder if the stars shine out for you?*


Szarooka spojrzała na zegarek, niecierpliwiąc się. Zwykle nie narzekała na swoją pracę, z twarzą wychodząc nawet z kłopotliwej sytuacji. Wszystko zmieniało się diametralnie po każdej sesji z Sophią Haggerty. Christina wciąż nie odpowiedziała samej sobie na pytanie, dlaczego tak naprawdę przejmuje się dziewczyną, która nie wyrządziła jej w życiu żadnej krzywdy. Nigdy nie ukrywała, że Rosalie nie była idealną młodszą siostrzyczką, którą można zachwycać się w nieskończoność. Kiedy była młodsza parę razy zdarzyło jej się posłać w stronę Rosalie prawie tak okrutne słowa, jakimi tak lubiła ją karmić Sophia. Czy Tina nie była hipokrytką? Bez względu na to, czy powinna tak reagować na obecność Sophii, czy nie, psycholog nie lubiła jej również z innego powodu. Za każdym razem, kiedy kobieta siadała naprzeciwko niej i zaczynała opowiadać o swoim małżeństwie, Christina nie mogła oprzeć się wrażeniu, że w głosie jasnowłosej słychać było nieszczerość. Wydawało jej się, że Sophia ma coś na sumieniu, jednak nie chce, aby prawda wyszła na jaw. Christina najchętniej porozmawiałaby o tym z Gregorym, jednak nie widzieli się od niepamiętnych czasów. Mężczyzna konsekwentnie unikał spotkań z nią, machinalnie odwołując kolejne sesje. Tina spodziewała się, że zanim zdąży dociec, w czym tkwił problem małżonków, oboje zrezygnują z terapii i już całkowicie urwie im się kontakt. Brunetka byłaby trochę rozczarowana, że nie udało jej się pomóc swym pacjentom, z drugiej jednak strony poczułaby ulgę - w końcu nie musiałaby już zmuszać się do tak częstych spotkań z Sophią.
- Słuchasz mnie w ogóle? - zapytała poirytowana blondynka, demaskując lekarkę, która istotnie nie zważała na jej słowa od paru dobrych minut.
- Oczywiście - skłamała Christina wymuszając uśmiech. - Możesz kontynuować.
Szarooka postanowiła zignorować podejrzliwe spojrzenie pacjentki. Jeśli scenariusz, który napisała jej wyobraźnia, faktycznie miał się sprawdzić, to czy nie warto właśnie teraz spróbować poznać prawdę?
- Muszę zadać ci pytanie - zaczęła Tina zdawkowym tonem, choć przeczuwała, że za moment może pociągnąć za niewłaściwą strunę. - Liczę, że będziesz ze mną szczera.
- Jak zawsze - odparła Sophia z obrzydliwym uśmiechem na twarzy.
- Czy jest coś, co ukrywasz przed mężem? - dokończyła Christina.
- Sugerujesz, że mogłam go zdradzić? - zapytała Sophia, a kiedy otrzymała potwierdzenie, wstała z krzesła i roześmiała się. Zapewne rozważała jak najszybsze opuszczenie gabinetu i potraktowanie pytania Tiny jak nieśmiesznego żartu, nagle jednak zastygła w powietrzu. Po namyśle usiadła z powrotem na krześle, a z jej twarzy zniknęło niedowierzanie. - Tak, zrobiłam to. Mówię ci to, bo nadal wierzę, że zrobisz wszystko, aby uratować moje małżeństwo. Zależy mi na mężu bardziej, niż na kimkolwiek innym.
- Więc dlaczego go zdradziłaś? - spytała Christina.
- Ludzie czasem popełniają błędy, wiesz? A Gregory też wcale nie jest święty.
- Nie wiem, czy jestem w stanie wam pomóc - powiedziała Tina, co spotkało się z wyraźnym niezadowoleniem rozmówczyni.
- Musisz być - rzekła Sophia wyniośle. - Właśnie za to ci płacę. A skoro już o tym mowa, dzisiejsza sesja chyba dobiegła końca. Nie będę płacić za nadprogramowe minuty - wycedziła przez zęby, po czym znów uśmiechnęła się w ten paskudny sposób i ruszyła w kierunku drzwi.
- Czy Gregory o tym wie? - zapytała Christina, zatrzymując blondynkę w ostatniej chwili. Była bezpośrednia, co mogło spotkać się z gniewem Sophii, jednak brunetka nie dbała o to. Chciała wiedzieć. Musiała.
- Masz mnie za idiotkę? - odpowiedziała pytaniem na pytanie. - I lepiej, żeby tak zostało, bo jeśli piśniesz choć słówkiem, to...
- To co? - spytała zadziornie Christina.
Sophia uśmiechnęła się, choć reakcja Tiny nieco ją zaskoczyła.
- Do widzenia - powiedziała na pożegnanie i wyszła, zostawiając szarooką sam na sam z myślami, które wcale nie przepowiadały jej spokojnego dnia.

***

Jasne dłonie kobiety drżały, przez co jej emocje były o wiele łatwiejsze do zdemaskowania. James przyglądał jej się w milczeniu, choć kilkakrotnie już otworzył usta, za każdym razem rezygnując jednak, nie mogąc odnaleźć odpowiednich słów. Widział, że działo się coś złego i musiał to być dla niego naprawdę nieprzyjemny widok. Z pewnością domyślał się już wcześniej, że Rosalie ma jakiś problem - w końcu nie rzucałaby słuchawką za każdym razem, kiedy do niej dzwonił. Cieszył się, że zgodziła się na spotkanie, intuicja podpowiadała mu jednak, że wcale nie czeka ich przyjemna rozmowa dwójki ludzi, którzy z braku ciekawszych zajęć spotkali się w kawiarni na plotki.
- Kręci mi się w głowie - szepnęła Rosalie i były to jej pierwsze słowa od kilku dobrych minut.
- Chodźmy na świeże powietrze - zaproponował James, podając dziewczynie rękę. Nie przyjęła jej, jednak posłusznie ruszyła za nim.
Przez dłuższą chwilę szli w nieznanym żadnemu z nich kierunku. Brunet co jakiś czas dyskretnie spoglądał na blondynkę, chcąc w jakiś cudowny sposób odgadnąć jej myśli. Nie wiedział, czy Rosalie rzeczywiście gorzej się poczuła, czy też chciała wyjść z zatłoczonego miejsca po to, by nikt nie mógł dostrzec jej łez - tych, które tak nagle zaczęły spływać po jej policzkach i w ostateczności lądować w śniegu, żłobiąc w nim nieznaczne zagłębienia.
- Powiesz mi, co się dzieje? - zapytał James, jednak brązowooka zignorowała go. Przyspieszyła kroku umyślnie odwracając wzrok od zatroskanego mężczyzny. Kiedy brunet słyszał szloch uciekającej przed nim dziewczyny miał wrażenie, że jego serce lada chwila pęknie na drobne kawałeczki. On również przyspieszył, a kiedy udało mu się ją dogonić, bez chwili zastanowienia zatrzymał ją, mocno zaciskając palce na jej ramionach. Nie zamierzał pozwolić jej odejść, bo wiedział, że tak naprawdę potrzebowała jego obecności.
- Przerosło mnie to, James! - krzyknęła niewyraźnie, ponieważ z powodu płaczu coraz trudniej było jej oddychać. - Chciałam tu wrócić wcześniej, ale przez cały ten czas tak bardzo się bałam.
- Czego się bałaś? - zapytał mężczyzna, tuląc ją jeszcze mocniej.
- Ona zniszczyła mi życie - wyznała Rosalie, a James nie od razu zrozumiał, o kogo jej chodzi.
- Sophia? - spytał, kiedy wydało mu się, że domyślił się prawdy.
Blondynka uwolniła się z uścisku mężczyzny, po czym skinęła łagodnie głową. Wierzchem dłoni otarła zapłakane oczy.
- Spotkałam ją przez przypadek i poczułam się tak, jak w przeszłości - bezsilna i zbyt słaba, by się bronić. Miałam ochotę uciec najdalej, jak się da. Przeszło mi przez myśl, by znowu wyjechać bez słowa, byle tylko znaleźć się w bezpiecznym miejscu.
- Chciałaś znowu mi to zrobić? - zapytał James. - To dlatego nie odbierałaś telefonu?
- Bałam się, rozumiesz? - krzyknęła.
- Gdybym tylko wiedział, rzuciłbym wszystko, by być przy tobie - powiedział głośniej, niż do tej pory, by jego słowa dotarły do Rosalie. - Nie wierzę, że chciałaś znowu mnie zostawić przez jakąś głupią laskę, która kilkanaście lat temu... - ugryzł się w język, nim powiedział to, co chodziło mu po głowie.
- Dokończ - rzekła chłodno, James pokręcił jednak głową. Zrobiło mu się głupio. Chciał powiedzieć, że jako nastolatek sam niejednokrotnie pokłócił się z kolegami, jednak dziś już wcale tego nie przeżywa. Zapomniał, że nigdy nie przeżył tego, co Rosalie. - Próbowałam się przez nią zabić. Nie zapomniałabym o tym nawet, gdyby minęło dużo więcej czasu.
- Przepraszam - powiedział James. - Nie wiem, co powinienem jeszcze powiedzieć. Nie jesteś jedyną osobą, która się boi. Ja na przykład boję się, że mogę znowu cię stracić.
- To nie pozwól mi odejść - szepnęła Rosalie.
- Co mam zrobić? - zapytał, kiedy jasnowłosa zaczęła się oddalać, podczas gdy sam wciąż tkwił w miejscu z mętlikiem w głowie.
- A co ja mam zrobić? - rzekła w odpowiedzi. James zrozumiał. Oboje nie mieli pojęcia, jak powinni się zachować. - Odprowadzisz mnie do domu? - zapytała łagodnym tonem, wyciągając rękę w jego stronę. Mężczyzna podszedł bliżej i chwycił ją, zamykając szczelnie w swojej dłoni. - Doceniam to, że się starasz. Nie chcę cię krzywdzić, dlatego może będzie lepiej, jeśli nie będziemy się spotykać przez pewien czas.
- To nie jest podstęp? - zapytał James. - Taki twój sposób na ucieczkę, kiedy nie będę czujny?
- Nie - odpowiedziała, a mężczyzna natychmiast jej zaufał. - Odezwę się, jak będę w nieco lepszej formie i przepraszam, że musiałam zepsuć ci dzisiaj humor.
- Ty? - spytał. - Nigdy.
Szli w milczeniu, jednak w głowie Jamesa toczyła się prawdziwa wojna. Rosalie przypomniała mu o koszmarze, który przeżyła i w którym sam brał udział - w końcu niejednokrotnie obserwował jej łzy spowodowane zachowaniem Sophii. Jako nastolatek pocieszał Rosalie, mówiąc, że wszystko będzie dobrze, przeklinając siarczyście dziewczynę, która próbowała zamienić życie jego ukochanej w piekło. Jak to możliwe, że wdał się w romans z Sophią? Jak to możliwe, że zapomniał? 

***

Kobieta szła przez miasto w popielatym płaszczu i butach na subtelnym obcasie. Choć była zmęczona pracą i, co za tym idzie, nieprzyjemną rozmową z wyjątkowo uciążliwą pacjentką, Christina wiedziała, że nie powinna jeszcze iść do domu. Obrała zupełnie inny kierunek, niż zwykle, choć tak dokładnie nie wiedziała nawet, czego szuka. Spotkanie z Sophią i jej wyznanie sprawiły, że Christina zapragnęła poznać nieco bliżej Gregory'ego, mogła się jednak domyślać, że na prawdziwą konfrontację z mężczyzną raczej nie powinna liczyć - w końcu sukcesywnie omijał jej gabinet szerokim łukiem. Potrzeba dotarcia do ciemnowłosego była jednak zbyt silna, by Tina mogła tak po prostu zapomnieć o wszystkich tych pytaniach, które tak bardzo chciałaby mu zadać. Brunetka zajrzała do środka, po czym podjęła ostateczną decyzję i otworzyła drzwi. Już od progu powitał ją charakterystyczny zapach książek, a drewniana podłoga skrzypiała pod jej nogami niczym śnieg. Christina rozejrzała się dookoła. Regały dosłownie sięgały sufitu, a niektóre półki uginały się pod ciężarem różnorodnych dzieł. Szarooka przypomniała sobie swoje wizyty w tym miejscu, kiedy była dość samotną nastolatką. To tutaj miała swoje własne miejsce między cieszącymi się najmniejszą popularnością regałami. Siadała wygodnie w nieco zakurzonym fotelu i czytała, by na kilka godzin zapomnieć o problemach, jakie miała w domu.
- Christina Dainty? - odezwał się kobiecy głos, który ciemnowłosa tak dobrze znała. - Minęły chyba wieki, od kiedy twoja noga postała tu po raz ostatni.
- Dzień dobry - odparła lekko speszona, podchodząc bliżej. - Co słychać?
- Stara bida - westchnęła Matilda, po czym mimo wszystko uśmiechnęła się. Tina dostrzegła sporo zmarszczek na jej twarzy, a także posiwiałe gdzieniegdzie włosy. - My, starzy, nie mamy już zbyt wiele przygód, a ile można opowiadać o tym samym. Wolałabym posłuchać, co słychać u ciebie.
- Naprawdę nic ciekawego - odrzekła Christina. - Praca, dom...
- No już, nie będę ci wiercić dziury w brzuchu - powiedziała kobieta, a Tina odetchnęła z ulgą. Naprawdę nie chciała mówić o tym, że wciąż była bezdzietną panną bez oszałamiających sukcesów zawodowych na koncie. - Powiedz mi lepiej, co cię tu sprowadza.
- Chciałam zapytać, czy dostanę książkę pewnego autora. Nazywa się Gregory Haggerty.
- Widziałaś szyld przed wejściem? - zapytała Matilda, po czym wypięła dumnie pierś. - ,,Oferujemy tylko to, co najlepsze''. Masz szczęście, bo tak się składa, że Gregory Haggerty pisał kiedyś naprawdę świetne książki. A która konkretnie cię interesuje?
- Jest mi to kompletnie obojętne - przyznała Christina szczerze.
- Jedną chwilkę - powiedziała Matilda, po czym znikła na tyłach księgarni.
Tina nie mogła wyjść z podziwu. To miejsce wciąż wyglądało tak samo, jak przed laty, a Matilda, pomimo wyraźnych oznak starości, nadal była tą samą kobietą, którą trudno pomylić z kimś innym. Skoro Christina czuła się tu tak dobrze, dlaczego przez tyle lat konsekwentnie je obchodziła? Cóż, prawdopodobnie chciała uniknąć pytań Matildy o swoje życie, które w niczym nie przypominało barwnej historii prosto z książek. A skoro już o książkach mowa...
- Znalazłam - rzekła kobieta, kiedy ponownie stanęła przed Tiną, kładąc na blacie książkę. Miała ona skromną okładkę w kolorze ciemnej czerwieni. Jej najważniejszą częścią była fotografia młodej pary, choć nie było widać twarzy zarówno panny młodej, jak i wybranka jej serca. - Swego czasu naprawdę doskonale się sprzedawała. Prawdziwy bestseller. Wciąż mam nadzieję, że ten facet napisze kiedyś coś jeszcze.
- Na pewno - odparła Christina. Nie chciała rozpowiadać, że zna osobiście Haggerty'ego, bo tak naprawdę nie wiedziała o nim zbyt wiele.
Kiedy Matilda wzięła od Tiny pieniądze i podała jej zakup, psycholog życzyła jej wszystkiego dobrego, po czym opuściła księgarnię. Choć początkowo chciała zajrzeć do książki dopiero w domu, ciekawość zmusiła ją do zrobienia tego znacznie szybciej. Christina jeszcze raz przyjrzała się okładce, po czym otworzyła książkę na pierwszej stronie, gdzie czekała na nią dedykacja, napisana pochyłą czcionką.
,,Dla mojej pięknej żony, która sprawia, że każdy mój dzień jest tysiąc razy lepszy od wszystkich zdań, jakie zamieściłem w tej książce. Wiedz, że jesteś moim natchnieniem, miłością i życiem''.
Christina pokręciła głową. Słowa, które właśnie przeczytała, wzruszyły ją i poruszyły jej serce. Gregory naprawdę potrafi kochać kogoś więcej, niż tylko siebie samego i swoją twórczość. Sophia nie przez przypadek została jego żoną - on kochał ją tak, jakby była najwspanialszą kobietą na ziemi. Tina poczuła niemiłe ukłucie w okolicach serca. Jak można zdradzić mężczyznę zdolnego do tak silnych uczuć?

***

Vanessa uśmiechnęła się, kiedy po wyjściu z pracy zobaczyła granatowe niebo usłane gwiazdami. Jedyne, co przeszkadzało jej w tym obrazku, to nieobecność Victora tuż obok niej. Coraz częściej dokuczały jej jego częste wyjazdy do Manchesteru, wiedziała jednak, że każde z nich ma swoje obowiązki i skoro on szanuje jej pracę, to ona powinna odwdzięczyć mu się tym samym. Rozumiała, że Victor nie może rzucić wszystkiego i zamieszkać razem z nią w Londynie, zresztą oboje nie byli jeszcze gotowi na ten krok, jednak coraz częściej doskwierała jej rozłąka. W ten chłodny lutowy wieczór Vanessa marzyła o tym, by poczuć ciepło jego dłoni i spędzić z nim romantyczne chwile, o których bardzo trudno będzie zapomnieć. Brakowało jej jego dwuznacznego uśmiechu, bezpośredniości i pewności siebie, którą spokojnie mógłby obdzielić całą Anglię. Na początku znajomości Vanessa sądziła, że ze świecą szukać drugiego tak nie pasującego do niej mężczyzny, każdego dnia przekonywała się jednak, że pozory mylą, a życie lubi płatać nam przeróżne figle. Tego dnia na Vannie czekał w szpitalnej szafce prezent, który znalazł się tam w jakiś magiczny sposób, o którym nie miała pojęcia - była to czerwona róża oraz liścik przywiązany wstążeczką do jej łodygi. ,,Kocham cię bardziej z każdym kilometrem, który nas dzieli''. Nie od razu odnalazła w tych słowach ukrytą treść, której znaczenie znała tylko ona. Przypomniała sobie o tym, jak długi dystans pokonała, by uwolnić się od swej dawnej, nieszczęśliwej miłości i zacząć żyć od nowa. Zrobiła wszystko, co wydawało jej się słuszne i wyglądało na to, że Josh Hartley nie potrafi kochać tak, jak Victor. Wcale nie zabiegał o kontakt z nią, nie walczył, choć dobrze wiedział, gdzie jej szukać. Nie była już pewna, czy to, co ich łączyło, było z jego strony szczere. Może to była jej wina? Może nigdy nie zasługiwała na miłość mężczyzny o przenikliwych oczach o intensywnie niebieskiej barwie?
Nagle serce lekarki stanęło na moment, kiedy owe niebieskie oczy wydały jej się czymś więcej, niż tylko obrazem z przeszłości, wytworem jej wyobraźni. Rozejrzała się dookoła, jednak nie zobaczyła nikogo - była całkiem sama na środku chodnika z nieco otępiałą, zdezorientowaną miną. Vanessa jeszcze przez chwilę usiłowała przekonać samą siebie, że niczego sobie nie wymyśliła, ostatecznie jednak musiała pogodzić się z tym, że Josh wcale nie był w Londynie i spotkanie go tutaj było po prostu niemożliwe. Dziewczyna ruszyła w dalszą drogę, tłumacząc sobie w duchu, że to zmęczenie spowodowało wyraźną, a zarazem tak nierealną wizję.
***
Ed Sheeran - Autumn Leaves *

10 komentarzy:

  1. Pierwsza! Zabieram się za czytanie! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słoneczko! :* Każdy kolejny odcinek pokazuje, jak bardzo wierzysz w tą historię, ponieważ podarowałaś jej swoje serce. A ja - jako czytelnik - mogę jedynie powiedzieć, że jestem zaszczycona oraz wdzięczna losowi za to, że mogę odkrywać Twój talent i czytać to arcydzieło. I wcale nie słodzę! Jedynie piszę prawdę. Jesteś chodzącym talentem i inspiracją. Życzę Ci samych sukcesów, bo Ci się należą - za determinację, pasję i wrodzony talent! :*
      A teraz zabieram się za czytanie odcinka.
      Nie słyszałam wcześniej tej piosenki. Na szczęście dzięki Tobie mogłam ją poznać i jestem z tego powodu szczęśliwa. Uśmiecham się jak głu*pi do sera. :)
      Podobała mi się rozmowa Rosalie i Vannie. Nie da się uciec przed przeszłością, a nierozwiązane sprawy zawsze powrócą. Prędzej czy później wrócą do nas i poproszą o odpowiedzi na niezadane wtedy pytania lub rozwiązania, którego wtedy się nie dokonało. I niestety nie zawsze rozwiązywanie takich problemów po czasie jest 'przyjemne'. Dlatego najlepiej zakończyć coś raz dobrze i porządnie, a później ze spokojną głową ruszyć do przodu. Rozumiem także lęk Vannesy. Jej obawy świadczą jedynie o tym jak wiele znaczy dla niej Victor. Nie jest pewna tego, co może mu zaoferować, więc nie chce mącić mu w głowie obietnicami bez pokrycia. I to także pochwalam. Najgorsze co może być to złudna nadzieja jaką można dać drugiemu człowiekowi. Mam jednak nadzieję, że da szansę sobie i Victorowi. To co łączyło ją z Joshem było piękne (chociaż ja dalej ubolewam nad tym, że żołnierz nie skończył z Paige), ale nie wypaliło. I to z wielu powodów. Z Victorem ma czystą kartkę. I tylko od niej będzie zależeć jak zostanie ona zapisana. Trzymam za obie dziewczyny kciuki.
      Birdy zmiotła mnie tą piosenką, aczkolwiek w wykonaniu Ed'a także mi się podoba. Obie wersje są wyjątkowe i mają to 'coś' w sobie. Kocham!
      Nie lubię Sophie, ale z jednym muszę się zgodzić: 'ludzie popełniają błędy'. Biorąc pod uwagę fakt jak wygląda jej małżeństwo, to trudno się jej dziwić, że zdradziła męża. Może to głupie co piszę, ale jesteśmy tylko ludźmi.. Czasami impuls może popchać nas w szpony największego błędu w naszym życiu. Sama nigdy nie umiałabym wybaczyć zdrady, ale... Ostatnio pewne rzeczy dzieją się w moim życiu, że już sama nie wiem, co mam myśleć. Niemniej jednak uważam, że jeśli Sophia chce naprawdę naprawić relację ze swoim mężem, to musi być z nim szczera w stu procentach. Powiedzieć o zdradzie i liczyć, że Gregory będzie jej wstanie to wybaczyć. Układanie życia na kłamstwie nie ma sensu.

      Usuń
    2. Beyonce <3 <3 <3 I nic więcej pisać nie muszę... :)
      Cała sytuacja się komplikuje. Podejrzewam, że jak Rosalie dowie się o krótkim romansie Jamesa i Sophie, to Jasnowłosa nie wybaczy chłopakowi. Z drugiej strony... Nienawidzę Sophie. Jak można być taką żmiją?! Pierwszy raz współczuję Rosalie. Sama jestem słaba psychicznie, więc gdybym była na jej miejscu, to nie wiem czy nie posunęłabym się do takiego kroku... Chociaż jestem też tchórzem, więc pewnie bałabym się zabić, ale z całą pewnością ze stresu wykończyłabym się na Amen. Tak czy siak.. Sophie jest okrutną kobietą (postanowiłam zrezygnować z niecenzuralnego słowa). Ale jak to mawia moja koleżanka: 'Wszystko kiedyś do nas wróci".
      Dedykacja mnie wzruszyła. Była taka ciepła i pełna miłości. I ile z tego uczucia zostało? Niewiele. Naprawdę niewiele. To przykre jak ludzie, którzy niegdyś nie widzieli świata poza sobą i naprawdę wierzyli w słowa "i aż nas śmierć nie rozdzieli', tak się pogubili. Szczerze wątpię, że jeszcze cokolwiek uda się uratować z ich małżeństwa, ale liczy się, że próbowali. Jestem ciekawa, czy książka Gregory'ego przypadnie Christinie do gustu.
      Za każdym razem, gdy czytam o Victorze (nawet tak krótki fragment) mam motyle w brzuchu. Jestem w nim zadurzona po same uszy. Ile ja bym dała za takiego mężczyznę. Wszystko!
      Myślę, że Vannesa musi poukładać sprawy z Joshem, aby zaznać spokój i móc ruszyć do przodu. Może los znowu splącze ich losy, aby mogli porozmawiać i wszystko wyjaśnić lub Vannesa będzie musiała pogodzić się, że tamta historia to przeszłość i znowu zacząć żyć.
      Cudowny odcinek! Ależ mi serce bije, a to wszystko przez Victorka. Kocham go! Już nie mogę się doczekać nowości! Ściskam mocno:*

      Usuń
    3. Ed jest magiczny. Poznanie Cię z tą piosenką to dla mnie czysta przyjemność, kochana :)
      Mogę Ci już teraz powiedzieć, że los na pewno splącze losy Vannie i Josha. Powiedziałam Ci już dawno, że rola Josha w tej historii będzie duża i być może zaskakująca. Jestem mega ciekawa, jak to przyjmiesz, ale na to jeszcze będziemy musiały troszkę poczekać :>
      Dziękuję ślicznie za cudowne słowa i obecność :* Uwielbiam Twoje komentarze, cieszę się też, że muzyka w całości przypadła Ci do gustu :>
      Całuję mocno <3

      Usuń
  2. Hej Kochana:* informuję, że tym razem powiadomienie dotarło bez żadnych problemów technicznych i mam nadzieję, że więcej się nie pojawią. Z racji tego, że ostatnio nie mam zbyt wiele czasu wolnego, który niestety muszę poświęcić na naukę, żeby skończyć studia, to postanowiłam dzisiaj zabrać się za czytanie, bo później może być naprawdę różnie. Co do Twoich słów wstępu to powiem tak: w każdym kolejnym rozdziale widać, że wkładasz w to opowiadanie całe swoje serce i uwierz mi, że ja jestem nim bardzo oczarowana :) piszesz naprawdę cudownie, opisy, dialogi między bohaterami. To wszystko wychodzi Tobie naprawdę pięknie i oby tak dalej :) dla mnie wszystko jest perfekcyjne i nie musisz nic zmieniać.
    Do tej pory z twórczości Eda słyszałam jedynie piosenkę "I see fire" która totalnie mnie zauroczyła, ale dzięki Tobie odkryłam kolejne, które podobają mi się równie bardzo :) zgadzam się z tym co napisałaś w odpowiedzi na komentarz Motylka - Ed jest magiczny, dosłownie :) sama nie wiem co myśleć na temat relacji między Vanessą a Rosalie. To zadziwiające, że kobiety w tak krótkim czasie znalazły wspólny język, a jak o tym pomyślę, to od razu przypomina mi się niezadowolenie Christiny, która naprawdę nie była zachwycona tym, że jej przyjaciółka tak dobrze dogaduje się z jej siostrą. Z tego fragmentu wywnioskowałam, że Rosalie to niezwykle krucha i delikatna osoba. Widać to chociażby przez to jak zareagowała na widok Sophii. Bardzo dotknęły ją te wszystkie przykrości których przysporzyła jej Sophia i jednocześnie jestem też w szoku, że Rosalie nawet po tylu latach wciąż to rozpamiętuje. Inni na jej miejscu stwierdziliby, że było minęło i nie ma co do tego wracać, ale myślę, że tutaj chodziło o coś więcej niż tylko balet. Te kobiety musiało poróżnić coś jeszcze, nie tylko kariera zawodowa. Mimo, że mam mieszane uczucia względem Rosalie to podobała mi się jej rozmowa z Vanessą. Wcale się nie wymądrzała, tylko jako osoba z konkretnym bagażem doświadczeń doradziła młodszej koleżance co powinna zrobić. Ja też uważam, że żeby rozpocząć nowy związek Vanessa powinna najpierw pozamykać sprawy z przeszłości, zwłaszcza tą związaną z Joshem. Nie ma co się oszukiwać, że Victor wywarł na lekarce ogromne wrażenie, że jednak ten mężczyzna coś dla niej znaczy i cieszy mnie to, że pomyślała o tym, że mogłaby go zranić swoją niepewnością. Ja bardzo im kibicuję jako parze, ale cały czas nie daje spokoju ta sprawa z Joshem. Jestem naprawdę ciekawa którego z nich wybierze Vanessa. Czuję, że jeśli chodzi o wątek tych trzech osób, to naprawdę będzie się działo i z niecierpliwością czekam na dalsze wydarzenia :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Śledząc cały ten wątek Sophii i Grega mam wrażenie, że ta kobieta ewidentnie nie myśli. Skoro przyznała się, że zdradziła męża, a później mówi, że zależy jej na nim najbardziej na świecie, to w takim razie dlaczego go zdradziła? Czego szukała u innego faceta, skoro jak sama powiedziała kocha męża? Christina za bardzo się przejmuje tą sprawą. Rozumiem, że to jest jej praca, że chciałaby pomóc swoim pacjentom najlepiej jak potrafi, ale wygląda na to, że Gregory już dawno zrezygnował z terapii i myślę, że to tylko kwestia czasu, kiedy Sophia zrobi dokładnie to samo. Ta kobieta jest żenująca. Kiedy czytam o tym co ona wyprawia, to nie wiem czy się śmiać czy płakać. Nie darzę jej jakąś szczególną sympatią, ale z jednym mogę się z nią zgodzić, a mianowicie z tym, że ludzie popełniają błędy. Rzeczywiście tak jest. W małżeństwie jej się nie układało, możliwe, że poczuła się zaniedbana przez Grega i to popchnęło ją do zdrady? Jeżeli faktycznie zależy Sophii na uratowaniu małżeństwa, to powinna być szczera sama ze sobą, ale przede wszystkim z Gregorym. Usiąść i szczerze porozmawiać, może to jakoś im pomoże przetrwać ten kryzys... pożyjemy, zobaczymy jak to dalej będzie :)
    Myślę, że gdy Rosalie dowie się o romansie Jamesa z Sophią, to nie wybaczy mu tego. Ta kobieta musiała wyrządzić więcej złego niż przypuszczałam. Mam takie wrażenie, że uwiedzenie Jamesa było jedną z tych krzywd, które wyrządziła Rosalie. Nie bardzo wiem jak mam skomentować całą tą sprawę. Ten fragment pokazuje jak Rosalie jest słaba psychicznie. I ten fragment pokazuje jaki człowiek potrafi być podły, kiedy w grę wchodzi zazdrość. Tak wynikało z wcześniejszych rozdziałów, że Sophia od zawsze zazdrościła talentu blondynce i nie mogła znieść samego jej widoku, a co dopiero patrzeć jak się rozwija. A sam James jest w dość kłopotliwej sytuacji i sama jestem ciekawa jak z niej wybrnie...
    Naprawdę nie wiem co takiego wpłynęło na Christinę, że tak bardzo zainteresował ją Gregory. Jest to dla mnie o tyle zaskakujące, że swoimi wcześniejszymi pacjentami w ogóle się nie interesowała, a tutaj nagle pojawia się taki Gregory i wszystko się zmienia. Może ta książka pomoże jej znaleźć odpowiedzi na przynajmniej część jej pytań, chociaż osobiście uważam, że ten pan jeszcze pojawi się w życiu naszej psycholog. Musi być jakiś konkretny powód dla którego pisarz przestał uczęszczać na terapię... ten wątek też jest naprawdę ciekawy i tutaj też czekam na to co wydarzy się dalej :) dedykacja piękna, naprawdę bardzo mi się spodobała :) tak się zastanawiam czy to małżeństwo jeszcze da się uratować? Czy Tina jest w stanie zrobić cokolwiek jeśli oni sami nie będą tego chcieli? No i jestem ciekawa czy książka Grega spodoba się Christinie?
    Pewnie gdybym była na miejscu Vanessy to pomyślałabym dokładnie tak samo. Skoro przez tyle czasu Josh nie dał znaku życia, nie szukał kontaktu z nią, to nikogo nie powinno dziwić, a tym bardziej bulwersować, że lekarka chce sobie ułożyć życie na nowo. Victor z każdym dniem staje się dla niej kimś więcej niż tylko nowo poznanym znajomym i nie dziwie jej się, bo ten facet jest wręcz czarujący :) ja sama nie pogardziłabym takim Victorem :) z ciekawości cofnęłam się wstecz do poprzednich rozdziałów i wyczytałam, że Josh ma się już niedługo pojawić w opowiadaniu, dlatego z niecierpliwością czekam na kolejne rozdziały :)
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko doskonale rozumiem. Ucz się ucz, kochana :) I cieszę się, że powiadomienie tym razem do Ciebie dotarło.
      Musisz koniecznie zapoznać się z resztą piosenek mojego rudego mistrza :) Mogę się założyć, że spora część z nich przypadnie Ci do gustu, zresztą paru użyję też na Forever, więc jeszcze będzie okazja, by go posłuchać :>
      Wcale Ci się nie dziwię, że Sophia nie zdobyła Twojej sympatii, biorąc pod uwagę jej zachowanie. Co do Victora się zgadzam - jest czarujący bardzo :> A jeśli chodzi o Josha, to jego pojawienie się w historii jest tuż tuż :)
      Całuję i dziękuję mocno za opinię i obecność :* <3

      Usuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. Wybacz, że nadrabianie wychodzi mi tak wolno! Już nie wiem, jak się tłumaczyć, bo mam wrażenie, że nic nie usprawiedliwi tych moich zaległości. Pamiętaj jednak, że jestem, że kocham tę historię, i że strasznie mi głupio! Przepraszam! <3 Na moimi blogu Otchłań Czasu czeka na Ciebie niespodzianka. ;)
    Rosalie wydaje się być świetną przyjaciółką. Wiele wycierpiała, los był dla niej okrutny, a relacje z własną siostrą są zimne, czego cały czas nie rozumiem. Zasłużyła na prawdziwą przyjaciółkę i wydaje mi się, że Vanessa mogłaby nią zostać. Rozumieją się, dobrze im się rozmawia i umieją sobie pomóc, powiedzieć słowo, które motywuje. Rosalie to bardzo mądra kobieta, jej słowa wypowiedziane do Vanessy bardzo mi się spodobały i dotarły do mnie. Nie dziwię się, że pomogła dziewczynie. Zgadzam się z nią, od przeszłości nie powinno się uciekać, tylko się z nią zmierzyć, bo inaczej nie będziemy w stanie osiągnąć spokoju ducha. Vanessa, tak jak doradziła blondynka, powinna dowiedzieć się, czy jest w stanie pokochać Victora. Skoro cały czas kocha Josha, to wątpię, żeby związek z nowym facetem był możliwy. Dopóki w jej głowie i sercu siedzi Josh, żaden inny związek nie będzie w pełni szczęśliwy. Jeśli chce być z Victorem, to z Josha powinna się wyleczyć, ale szczerze, to wolę, żeby się z niego nie leczyła tylko znów z nim była. ;)
    I znów kolejny fakt nie zakodował się w mojej głowie. Przecież James miał romans z Sophią! To ona przecież była taka okrutna dla Rosalie, dla jego ukochanej! No właśnie, James, jak mogłeś zapomnieć?! Ona chciała się zabić przez tę blondyneczkę, a ty chodziłeś z nią do łóżka?! Masakra. W ogóle bardzo żal mi Rosalie. Chciała uciec od przeszłości, ale zrozumiała, że jeta to niemożliwe i musiała się cofnąć. Wrócić do tych wszystkich bolesnych wspomnień, do tego przed czym uciekała. Zastanawiam się czy Sophia tak bardzo jej dokuczała, że dziewczyna chciała się zabić, czy wydarzyło się coś jeszcze? I cały czas mnie ciekawi jej plan, jej zadanie. Zaczynam się go obawiać, ale mam nadzieję, że dzięki jego realizacji będzie mogła spokojnie żyć.
    Bardzo fajnie, że Christina postanowiła przeczytać książkę Gregory'ego. Może to jej w czymś pomoże? W sumie w każdej książce jest cień jej autora, więc kto wie...?
    Cały czas czekam na pojawienie się Josha. Ten ostatni fragment był jakby taką zapowiedzią, że wkrótce się zjawi. Może będzie już w 9 rozdziale? A może w tym których jeszcze nie przeczytałam? Muszę szybciej znaleźć czas, bo jestem tego bardzo ciekawa.
    Pozdrawiam i przepraszam! :*
    P.S. Komentarz się dodał! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapomniałam dodać, że jestem ciekawa, jak Rosalie zareagowałaby na romans Jamesa. Według mnie powinna się o tym dowiedzieć, najlepiej od mężczyzny. Może różnie zareagować, ale lepiej, żeby wiedziała, i żeby to on jej powiedział, a nie, np. Sophia i to na dodatek w okrutny sposób. Poza tym prawda zawsze wychodzi na jaw, więc James powinien to przemyśleć. ;)

      Usuń