Hej :)
Minęło sporo czasu, więc oto nowość. Lubię ten rozdział, no i czai się w nim dla Was pewna niebieskooka niespodzianka, na którą tak czekałyście. Mam nadzieję, że się spodoba :)
Jeśli chodzi o maturę, pochwalę Wam się, bo zdałam - nawet polski, choć ledwo na 43%, ale i tak lepiej, niż sądziłam, haha :) Dziękuję za trzymanie kciuków tym, którzy to robili :) A z tym polskim jeszcze taki paradoks, że pisemny zdany ledwo, a ustny na 100% :P
Z tego miejsca gratuluję mocno Oli :* Nie mogło być inaczej. Jestem z Ciebie mega dumna!
Całuję i przyjemnej lektury życzę!
:*
***
Ellie Goulding - I Know You Care
Minęło sporo czasu, więc oto nowość. Lubię ten rozdział, no i czai się w nim dla Was pewna niebieskooka niespodzianka, na którą tak czekałyście. Mam nadzieję, że się spodoba :)
Jeśli chodzi o maturę, pochwalę Wam się, bo zdałam - nawet polski, choć ledwo na 43%, ale i tak lepiej, niż sądziłam, haha :) Dziękuję za trzymanie kciuków tym, którzy to robili :) A z tym polskim jeszcze taki paradoks, że pisemny zdany ledwo, a ustny na 100% :P
Z tego miejsca gratuluję mocno Oli :* Nie mogło być inaczej. Jestem z Ciebie mega dumna!
Całuję i przyjemnej lektury życzę!
:*
***
Ellie Goulding - I Know You Care
- Twój ruch - powiedział James, uśmiechając się do rudowłosej, która wyciągnęła dłoń i chwyciła zielony pionek.
Mężczyzna oderwał wzrok od planszy, którą pożądliwie obserwowali wszyscy pozostali. Jego uwagę przykuł kalendarz wiszący na ścianie. Każdego ranka Molly pozbawiała go kolejnej kartki, obwieszczając, że nadszedł nowy dzień, być może lepszy, niż ten poprzedni. Gdyby nie to, że ów kalendarz stale przypominał o upływie czasu, James już dawno straciłby rachubę - bawił się tu tak dobrze, że wszystko inne przestawało mieć znaczenie. Miał wrażenie, że minęły wieki, odkąd jego życie było tak przyjemne, jak teraz. Nie spodziewał się, że spędzenie tyle czasu w towarzystwie kobiety, którą przecież porzucił, wcale nie będzie niekomfortowe czy trudne dla któregokolwiek z nich. Zachowywali się tak, jakby nadal byli parą nastolatków, którzy przede wszystkim chcą cieszyć się życiem, a nie z uporem maniaka oglądać się wciąż za siebie i wypominać sobie swe błędy. Do tej pory Jamesowi wydawało się, że utrzymanie dobrych relacji z Jenny jest niemożliwe, rzeczywistość dawała mu jednak wyraźne sygnały, że się mylił. Obecność zielonookiej, która patrzyła się na niego z tym swoim cudownym światełkiem w oczach, przenosiła Jamesa w przeszłość, w miejsca, które tak bardzo kochali. Podczas pobytu u babci James każdej nocy widział w snach urywki z wcześniejszych lat, tych, w których był niepoprawnie szczęśliwy. Raz zobaczył siebie i Jenny w jej pokoju, kiedy dziewczyna próbowała skupić się na zadaniach z matematyki, podczas gdy on ze wszystkich sił starał się ją rozproszyć, domagając się uwagi, następnej nocy ujrzał z kolei ich wspaniałą zabawę podczas wspólnego oglądania meczu ukochanej drużyny. Wszystko wydawało mu się zbyt piękne, by mogło być prawdziwe, jednak kiedy tylko otwierał oczy docierało do niego, że każda z tych rzeczy faktycznie się wydarzyła.
- Teraz ty, Jimmy - rzekła Molly, a James spostrzegł, że sytuacja na planszy nieco się zmieniła.
Mężczyzna rzucił kostką, która pokazała cztery oczka i o tyle pól posunął się jego pionek w kolorze czerwonym.
- Tata wygrywa - powiedział Oliver, wyraźnie podekscytowany grą. Początkowo rodzice i prababcia dawali mu fory, jednak chłopiec zdemaskował ich i stanowczo zażądał, by tego nie robili. Od tamtej pory wszyscy grali uczciwie i, o dziwo, Oliverowi wcale nie przeszkadzał fakt, iż tę partię miał już właściwie straconą. - Teraz mama. Jeśli wyrzucisz piątkę, wyprzedzisz tatę i to ty wygrasz.
- Postaram się - rzekła Jenny i wyciągnęła rękę, by chwycić kostkę, wówczas jej dłoń przypadkowo zetknęła się z nadgarstkiem Jamesa. Ich spojrzenia spotkały się i żadnemu z nich nie paliło się, by szybko odwrócić wzrok.
- Nie wygrasz - szepnął brunet tak, by tylko rudowłosa mogła go usłyszeć. Misja nie powiodła się.
- Właśnie, że wygra! - wtrącił Oliver, który zdołał wyłapać każde słowo.
- I ty, Brutusie, przeciwko mnie? - zapytał James, patrząc na syna z wyrzutem, a do jego uszu dotarł uroczy chichot Jenny. - Powinieneś mi kibicować.
- Po tym, jak zbiłeś mojego pionka? - spytał chłopak. - Nie ma mowy!
- Zapamiętam to sobie! - James pogroził synowi palcem żartobliwie, po czym spojrzał znów na Jenny. Był zaskoczony, kiedy zorientował się, że dziewczyna wciąż mu się przyglądała. - Rzucaj - mruknął, zaciskając kciuki. Co prawda wcale nie zależało mu aż tak na odniesieniu zwycięstwa, była to bowiem tylko gra, nagle zaczął jednak odczuwać niezwykłą przyjemność z przekomarzania się z Jenny. Jeśli to on wygra, przez całą resztę pobytu u Molly nie przestanie jej tego wypominać. Ale jeśli to ona wygra...
- Tak! - krzyknęła rudowłosa, kiedy kostka pokazała pięć oczek. Ochoczo skierowała dłoń ku swojemu pionkowi, zastygła jednak w połowie drogi, kiedy do jej uszu dotarło słowo, którego nie słyszała od tak dawna.
- Joyce, jak mogłaś?
James odwrócił wzrok, kiedy dotarło do niego, dlaczego Jenny błyskawicznie oblała się rumieńcem. Był jedyną osobą, która mówiła do niej w taki sposób. Był jedyną osobą, której na to pozwalała. Uwielbiał to robić, bo nie zawsze Jenny reagowała na to tak, jak teraz, a on naprawdę lubił ją wkurzać. Za Chiny ludowe nie wiedział, dlaczego minęło tak wiele czasu, od kiedy powiedział tak do niej po raz ostatni.
***
Mężczyzna upił łyk kawy, po czym odstawił filiżankę i rozprostował gazetę. Była ona dość wymięta, wiele razy bowiem miał ją już w swych rękach. Choć nie powie tego na głos, brunet chyba ani razu nie zajrzał do środka, był bowiem zbyt skupiony na okładce, której każdy aspekt znał już na pamięć. Tysiąc razy przejeżdżał palcem po drukowanej twarzy ciemnowłosej i zawsze na końcu czekało go rozczarowanie, w ten sposób nie mógł bowiem poczuć jej skóry. Choć wydawało mu się, że pamiętał każdy dotyk doskonale, to i tak z całego serca pragnął poczuć to raz jeszcze. Miał wiele wolnego czasu, który niezmiennie spędzał w tej samej kawiarni, wyglądając przez okno o właściwej porze - wtedy, kiedy był pewien, że zobaczy ją po drugiej stronie, zupełnie nieświadomą, iż była obserwowana. Zdążył już nauczyć się, w jakich godzinach najczęściej pracowała. Był jej milczącym towarzyszem w drodze do szpitala i z powrotem. Kilka razy chęć porozmawiania z nią i wyjścia z ukrycia była tak duża, że mężczyzna był bardzo bliski ujawnienia się, ostatecznie jednak tchórzył. Ostatnio był niemal pewien, że niebieskooka zauważyła go i przez krótką chwilę doszukiwała się potwierdzenia, że nie był on wcale wytworem jej wyobraźni. W duchu ucieszył się, że prawda nie wyszła wtedy na jaw. Im dłużej przyglądał się z boku życiu dziewczyny, którego kiedyś był przecież częścią, tym większe stawało się pragnienie, by to wszystko zmienić. Od początku wiedział, że nie wytrzyma zbyt długo, udało mu się jednak osiągnąć pewien sukces już na tak wczesnym etapie. Pomimo, iż wiedział już, że za moment opuści swą kryjówkę, zdążył już upewnić się, że brunetka była bezpieczna, a była to jedna z najlepszych wiadomości, jakie dotarły do niego w ciągu ostatnich kilku lat.
Kiedy zobaczył ją, jak szła po chodniku z nieco zapuchniętymi oczami, które wskazywały na całonocny dyżur w szpitalu, bez wahania złożył gazetę i wsunął do kieszeni swojej kurtki. Zostawił na stoliku zapłatę za kawę, po czym wyszedł z kawiarni, żegnając ciepło i witając bardzo niską temperaturę. Chłód, który zapewnił mu dreszcze, szybko ustąpił miejsca wszechogarniającemu gorącu, kiedy tylko znalazł się kilka metrów za nią. Wyciągnął rękę, by nie pozwolić jej odejść i właśnie wtedy ogarnęła go wątpliwość. Może byłoby lepiej, gdyby jednak poczekał jeszcze trochę, dał jej więcej czasu, może uprzedził ją przed spotkaniem? Kiedy już miał się wycofać, ciemnowłosa nagle zatrzymała się i odwróciła. Ich spojrzenia nagle się spotkały, a oni poczuli się znowu tak, jak nieco ponad rok wcześniej, kiedy oboje mogli rozkoszować się piękną pogodą w Mediolanie.
- Josh? - zapytała, choć wcale nie musiała tego robić. Skoro on poznałby ją nawet w ciemności, to ona zapewne zdołałaby uczynić to samo. Była zdziwiona, ponieważ nie mogła przewidzieć jego obecności w Londynie. Nie po tym, jak kilkanaście miesięcy wcześniej zostawiła go całkiem samego.
- Witaj, Vannie - odparł i uśmiechnął się szeroko.
Jego błękitne oczy zalśniły, a jej serce zaczęło bić szybciej, w odróżnieniu od wskazówek, które snuły się po tarczy zegara niemal niezauważalnie. Kiedy Josh podał jej rękę, aby się przywitać, podziękował Bogu za tę możliwość. Nie musiał już dotykać okładki z nadzieją, iż w jakiś cudowny sposób uda mu się dotrzeć do Vanessy. Pod tym względem wszystko było piękne, teraz musiał tylko wyeliminować jedyny element, który mu się nie spodobał na zdjęciu - jasnowłosego mężczyznę obejmującego Vannie, skradającego jej pocałunek.
***
Mężczyzna oderwał wzrok od planszy, którą pożądliwie obserwowali wszyscy pozostali. Jego uwagę przykuł kalendarz wiszący na ścianie. Każdego ranka Molly pozbawiała go kolejnej kartki, obwieszczając, że nadszedł nowy dzień, być może lepszy, niż ten poprzedni. Gdyby nie to, że ów kalendarz stale przypominał o upływie czasu, James już dawno straciłby rachubę - bawił się tu tak dobrze, że wszystko inne przestawało mieć znaczenie. Miał wrażenie, że minęły wieki, odkąd jego życie było tak przyjemne, jak teraz. Nie spodziewał się, że spędzenie tyle czasu w towarzystwie kobiety, którą przecież porzucił, wcale nie będzie niekomfortowe czy trudne dla któregokolwiek z nich. Zachowywali się tak, jakby nadal byli parą nastolatków, którzy przede wszystkim chcą cieszyć się życiem, a nie z uporem maniaka oglądać się wciąż za siebie i wypominać sobie swe błędy. Do tej pory Jamesowi wydawało się, że utrzymanie dobrych relacji z Jenny jest niemożliwe, rzeczywistość dawała mu jednak wyraźne sygnały, że się mylił. Obecność zielonookiej, która patrzyła się na niego z tym swoim cudownym światełkiem w oczach, przenosiła Jamesa w przeszłość, w miejsca, które tak bardzo kochali. Podczas pobytu u babci James każdej nocy widział w snach urywki z wcześniejszych lat, tych, w których był niepoprawnie szczęśliwy. Raz zobaczył siebie i Jenny w jej pokoju, kiedy dziewczyna próbowała skupić się na zadaniach z matematyki, podczas gdy on ze wszystkich sił starał się ją rozproszyć, domagając się uwagi, następnej nocy ujrzał z kolei ich wspaniałą zabawę podczas wspólnego oglądania meczu ukochanej drużyny. Wszystko wydawało mu się zbyt piękne, by mogło być prawdziwe, jednak kiedy tylko otwierał oczy docierało do niego, że każda z tych rzeczy faktycznie się wydarzyła.
- Teraz ty, Jimmy - rzekła Molly, a James spostrzegł, że sytuacja na planszy nieco się zmieniła.
Mężczyzna rzucił kostką, która pokazała cztery oczka i o tyle pól posunął się jego pionek w kolorze czerwonym.
- Tata wygrywa - powiedział Oliver, wyraźnie podekscytowany grą. Początkowo rodzice i prababcia dawali mu fory, jednak chłopiec zdemaskował ich i stanowczo zażądał, by tego nie robili. Od tamtej pory wszyscy grali uczciwie i, o dziwo, Oliverowi wcale nie przeszkadzał fakt, iż tę partię miał już właściwie straconą. - Teraz mama. Jeśli wyrzucisz piątkę, wyprzedzisz tatę i to ty wygrasz.
- Postaram się - rzekła Jenny i wyciągnęła rękę, by chwycić kostkę, wówczas jej dłoń przypadkowo zetknęła się z nadgarstkiem Jamesa. Ich spojrzenia spotkały się i żadnemu z nich nie paliło się, by szybko odwrócić wzrok.
- Nie wygrasz - szepnął brunet tak, by tylko rudowłosa mogła go usłyszeć. Misja nie powiodła się.
- Właśnie, że wygra! - wtrącił Oliver, który zdołał wyłapać każde słowo.
- I ty, Brutusie, przeciwko mnie? - zapytał James, patrząc na syna z wyrzutem, a do jego uszu dotarł uroczy chichot Jenny. - Powinieneś mi kibicować.
- Po tym, jak zbiłeś mojego pionka? - spytał chłopak. - Nie ma mowy!
- Zapamiętam to sobie! - James pogroził synowi palcem żartobliwie, po czym spojrzał znów na Jenny. Był zaskoczony, kiedy zorientował się, że dziewczyna wciąż mu się przyglądała. - Rzucaj - mruknął, zaciskając kciuki. Co prawda wcale nie zależało mu aż tak na odniesieniu zwycięstwa, była to bowiem tylko gra, nagle zaczął jednak odczuwać niezwykłą przyjemność z przekomarzania się z Jenny. Jeśli to on wygra, przez całą resztę pobytu u Molly nie przestanie jej tego wypominać. Ale jeśli to ona wygra...
- Tak! - krzyknęła rudowłosa, kiedy kostka pokazała pięć oczek. Ochoczo skierowała dłoń ku swojemu pionkowi, zastygła jednak w połowie drogi, kiedy do jej uszu dotarło słowo, którego nie słyszała od tak dawna.
- Joyce, jak mogłaś?
James odwrócił wzrok, kiedy dotarło do niego, dlaczego Jenny błyskawicznie oblała się rumieńcem. Był jedyną osobą, która mówiła do niej w taki sposób. Był jedyną osobą, której na to pozwalała. Uwielbiał to robić, bo nie zawsze Jenny reagowała na to tak, jak teraz, a on naprawdę lubił ją wkurzać. Za Chiny ludowe nie wiedział, dlaczego minęło tak wiele czasu, od kiedy powiedział tak do niej po raz ostatni.
***
Mężczyzna upił łyk kawy, po czym odstawił filiżankę i rozprostował gazetę. Była ona dość wymięta, wiele razy bowiem miał ją już w swych rękach. Choć nie powie tego na głos, brunet chyba ani razu nie zajrzał do środka, był bowiem zbyt skupiony na okładce, której każdy aspekt znał już na pamięć. Tysiąc razy przejeżdżał palcem po drukowanej twarzy ciemnowłosej i zawsze na końcu czekało go rozczarowanie, w ten sposób nie mógł bowiem poczuć jej skóry. Choć wydawało mu się, że pamiętał każdy dotyk doskonale, to i tak z całego serca pragnął poczuć to raz jeszcze. Miał wiele wolnego czasu, który niezmiennie spędzał w tej samej kawiarni, wyglądając przez okno o właściwej porze - wtedy, kiedy był pewien, że zobaczy ją po drugiej stronie, zupełnie nieświadomą, iż była obserwowana. Zdążył już nauczyć się, w jakich godzinach najczęściej pracowała. Był jej milczącym towarzyszem w drodze do szpitala i z powrotem. Kilka razy chęć porozmawiania z nią i wyjścia z ukrycia była tak duża, że mężczyzna był bardzo bliski ujawnienia się, ostatecznie jednak tchórzył. Ostatnio był niemal pewien, że niebieskooka zauważyła go i przez krótką chwilę doszukiwała się potwierdzenia, że nie był on wcale wytworem jej wyobraźni. W duchu ucieszył się, że prawda nie wyszła wtedy na jaw. Im dłużej przyglądał się z boku życiu dziewczyny, którego kiedyś był przecież częścią, tym większe stawało się pragnienie, by to wszystko zmienić. Od początku wiedział, że nie wytrzyma zbyt długo, udało mu się jednak osiągnąć pewien sukces już na tak wczesnym etapie. Pomimo, iż wiedział już, że za moment opuści swą kryjówkę, zdążył już upewnić się, że brunetka była bezpieczna, a była to jedna z najlepszych wiadomości, jakie dotarły do niego w ciągu ostatnich kilku lat.
Kiedy zobaczył ją, jak szła po chodniku z nieco zapuchniętymi oczami, które wskazywały na całonocny dyżur w szpitalu, bez wahania złożył gazetę i wsunął do kieszeni swojej kurtki. Zostawił na stoliku zapłatę za kawę, po czym wyszedł z kawiarni, żegnając ciepło i witając bardzo niską temperaturę. Chłód, który zapewnił mu dreszcze, szybko ustąpił miejsca wszechogarniającemu gorącu, kiedy tylko znalazł się kilka metrów za nią. Wyciągnął rękę, by nie pozwolić jej odejść i właśnie wtedy ogarnęła go wątpliwość. Może byłoby lepiej, gdyby jednak poczekał jeszcze trochę, dał jej więcej czasu, może uprzedził ją przed spotkaniem? Kiedy już miał się wycofać, ciemnowłosa nagle zatrzymała się i odwróciła. Ich spojrzenia nagle się spotkały, a oni poczuli się znowu tak, jak nieco ponad rok wcześniej, kiedy oboje mogli rozkoszować się piękną pogodą w Mediolanie.
- Josh? - zapytała, choć wcale nie musiała tego robić. Skoro on poznałby ją nawet w ciemności, to ona zapewne zdołałaby uczynić to samo. Była zdziwiona, ponieważ nie mogła przewidzieć jego obecności w Londynie. Nie po tym, jak kilkanaście miesięcy wcześniej zostawiła go całkiem samego.
- Witaj, Vannie - odparł i uśmiechnął się szeroko.
Jego błękitne oczy zalśniły, a jej serce zaczęło bić szybciej, w odróżnieniu od wskazówek, które snuły się po tarczy zegara niemal niezauważalnie. Kiedy Josh podał jej rękę, aby się przywitać, podziękował Bogu za tę możliwość. Nie musiał już dotykać okładki z nadzieją, iż w jakiś cudowny sposób uda mu się dotrzeć do Vanessy. Pod tym względem wszystko było piękne, teraz musiał tylko wyeliminować jedyny element, który mu się nie spodobał na zdjęciu - jasnowłosego mężczyznę obejmującego Vannie, skradającego jej pocałunek.
***
,,Tessa wiedziała, że któregoś dnia może przestać kochać Roberta, właśnie dlatego chciała wykorzystać każdy dzień, który mogła z nim spędzić. Zamierzała dać mu miłość, póki ta prawdziwie istniała w jej sercu. Jeśli kiedyś go skrzywdzi, chciała pozostawić w jego głowie ślad po wszystkich tych magicznych momentach, które złożyły się na ich wspólną historię.''
Christina nie mogła oprzeć się wrażeniu, że główna bohaterka książki Gregory'ego była bardzo podobna do Sophii. Choć powieść ta liczyła sobie kilka lat, psycholog była niemal pewna, że pisarz w jakiś sposób przewidział, że Sophia pewnego dnia zawiedzie jego zaufanie i straci bardzo dużo w jego oczach. Właściwie nie można mu się dziwić. Chyba każdy, kto zna tę kobietę osobiście wie, że ma ona skłonności do robienia świństw, co zresztą udowodniła w przeszłości, przykładowo znęcając się nad Rosalie. Teraz Christina spojrzała na Tessę, która wydawała jej się bardzo bliska. Dziewczyna chciała, by po upływie wielu lat od rozstania z Robertem, którego się spodziewała, mężczyzna wciąż wspominał ją z uśmiechem na twarzy. Może to właśnie dlatego Sophia starała się walczyć o męża, choć Christina nie była przekonana co do szczerości uczuć jasnowłosej? Może chciała wybielić samą siebie, by nie wyjść na zołzę i tak naprawdę wcale nie zależało jej na ratowaniu swojego małżeństwa? Kto wie, może Sophia Haggerty wciąż utrzymywała kontakt ze swoim kochankiem, tym, z którym zdradziła Gregory'ego i teraz oboje czekają na odpowiedni moment, by wyjechać i z daleka od Londynu zacząć budować wspólną przyszłość? Cokolwiek Christina sądziła na ten temat, była pod wrażeniem inteligencji Sophii i Gregory'ego oraz ich niezwykłych umiejętności, bowiem mało kto zna się na intrygach i knuciu tak dobrze, jak oni. Książka, którą ciemnowłosa dzierżyła w dłoniach, wywarła na niej ogromne, bardzo pozytywne wrażenie, pomimo przedziwnych myśli, które powracały nawet z najdalszych podróży jak bumerang. Gregory był znakomitym pisarzem, władającym słowem jak bronią. Fabuła, którą stworzył, zapierała dech w piersiach, wzruszała i bawiła do łez i zdecydowanie nie zasługiwała na miano gniota, jak określił ją sam autor. Sophia musiała być dumna, kiedy dowiedziała się, iż dzieło to zostało dedykowane właśnie jej. Ciekawe, czy przeczytała tę książkę od deski do deski i czy ona również odnalazła ukrytą zawartość między wierszami. Z drugiej strony, może Tina przesadzała i znowu dała ponieść się wyobraźni? Może tak bardzo męczyła ją bezsilność w ratowaniu małżeństwa państwa Haggerty, że doszukiwała się rozwiązania w każdym zakamarku?
Brunetka odłożyła książkę na stolik, kiedy do jej uszu dotarł dźwięk dzwonka. Nie spodziewała się gości i jedyną osobą, którą Tina mogła podejrzewać o przyjście, była Vanessa. Czyżby zapomniała zabrać kluczy, kiedy wychodziła ze szpitala? Ciemnowłosa otworzyła drzwi z uśmiechem na twarzy, gotowa, by uraczyć przyjaciółkę jakimś powitalnym żartem. Kiedy gość okazał się kimś zupełnie innym, kobieta zamarła, a jej mina zmieniła się diametralnie.
- Sophia? - wydukała Tina tępo. - Co ty tu...
- Witaj - odparła wesoło blondynka. - Weszłabym do środka, ale nie mam aż tyle czasu.
I tak bym cię nie wpuściła, pomyślała Christina, po czym uśmiechnęła się tak słodko, jak tylko mogła.
- Jesteś moją terapeutką i uznałam, że powinnaś o tym wiedzieć - mówiła Sophia, a Tina podziękowała Rosalie za to, że akurat spała z powodu bólu głowy, który ją dopadł. Dopiero dochodziła do siebie po ostatnim spotkaniu z dawną prześladowczynią. Gdyby to Rosalie otworzyła drzwi, zamiast Christiny... Na tę myśl ciało brunetki przebiegły dreszcze. - Gregory bardzo się zmienił. Przestaliśmy unikać się nawzajem i spędzamy ze sobą o wiele więcej czasu.
- Cieszę się - powiedziała Tina, choć przyszło jej to z nadspodziewanym trudem.
- Oczywiście nie jest jeszcze idealnie, ale widzę, że robimy postępy. Wiem, że to w ogromnej mierze twoja zasługa. Nawet nie wiesz, jak zachwycony twoją osobą jest Greg.
Christina podniosła wzrok. Gregory wypowiadał się o niej z zachwytem? Czy to jakiś żart?
- Twierdzi, że dzięki tobie znowu pisze. Cóż, myślę, że trochę przesadza, no ale nie mnie to oceniać - dodała z paskudnym uśmieszkiem, do którego Tina zaczynała się pomału przyzwyczajać. - Proszę - rzekła i podała szarookiej czarną kopertę. Z przodu widniała stylowa aplikacja z naniesionymi na nią inicjałami Gregory'ego. Christina spojrzała ponownie na Sophię, oczekując, że dziewczyna powie coś więcej o zawartości koperty. - Chciałabym zaprosić cię na przyjęcie urodzinowe Grega. Myślę, że powinnaś przyjść, w końcu kto wie, czy gdyby nie twoja pomoc, nie bylibyśmy już po rozwodzie.
- Nic takiego nie zrobiłam - mruknęła Tina i wcale nie była to udawana skromność - ona naprawdę nie sądziła, że w jakikolwiek sposób udało jej się pomóc Sophii i jej mężowi.
- Wszystkie szczegóły masz w środku - mówiła dalej blondynka, nie kryjąc podekscytowania na samą myśl o nadchodzącej imprezie. - Liczę na to, że będziesz.
Ton Sophii dawał jasno do zrozumienia, że żadna inna opcja nie wchodzi w grę. Christina po raz kolejny została przyparta do muru, ostatecznie jednak i tak nie miała żadnych planów na nadchodzące wieczory - jak zwykle zresztą. Niezbyt napięty grafik był chyba jedyną zaletą nie bycia w żadnym związku, z drugiej strony była to też chyba największa wada takiego stanu.
- Widzimy się na przyjęciu - skwitowała Sophia, wyszczerzyła się i odeszła, a Tina z radością zamknęła za nią drzwi.
Wróciła do salonu, gdzie usiadła na kanapie i po raz pierwszy zajrzała do środka koperty. Kartka, którą wyciągnęła, była równie gustowna, jak jej opakowanie. Widać było, że Sophia była w swoim żywiole, projektując zaproszenie. Czarne litery wytłoczone na białym papierze poinformowały Christinę o tym, gdzie i kiedy odbędzie się impreza, z czego ta druga wiadomość była o wiele bardziej interesująca. Okazało się, że Tina obchodziła urodziny tego samego dnia, co Gregory - pierwszego marca. A więc dziwnym trafem Sophia zażądała jej obecności w jedyny wieczór, na który Christina od dawna miała plany. Tę noc brunetka zamierzała spędzić z Vanessą w jednym z klubów, wyszaleć się tak, jak na Sylwestra i powtórzyć numer, który tamtej nocy wywinęła Vannie, czyli zupełnie przypadkowo znaleźć sobie faceta. Wyglądało na to, że Tina musiała porzucić myśli o zwariowanych godzinach spędzonych w fantastycznym towarzystwie. Była już niemal pewna, że czekają ją niemiłosierne nudy w otoczeniu snobów na miarę Sophii Haggerty, ostatecznie jednak nie zamierzała zawieść Gregory'ego - nie po tym, jak dowiedziała się, że podobno mężczyzna zdążył ją polubić. Zrobiło jej się miło, nawet, jeśli ta sytuacja wydawała jej się po prostu absurdalna.
***
A więc wcale jej się nie przywidział... Vanessa słuchała, jak śnieg skrzypiał pod naciskiem nóg Josha, który nie mógł przestać przechadzać się dookoła. Wokół ławki, na której siedziała dziewczyna, widoczna była trasa, którą niebieskooki pokonywał od blisko godziny. Nie przypominała sobie, aby kiedykolwiek w przeszłości był czymś aż tak podekscytowany, jak teraz tym spotkaniem. Nie musiał nic mówić, jego ciało zdradzało emocje, z którymi musiał się zmagać. Zdążyli już odpowiedzieć sobie na te najbardziej typowe pytania. Vanessa wiedziała już, jak się mają członkowie rodziny Josha, przede wszystkim jego prawie sześcioletnia córeczka Adriana, dowiedziała się też, że mężczyzna obecnie nie pracował i nie wrócił do służby. Sama zdradziła mu z kolei, że mieszka z przyjaciółką, spełnia się zawodowo i jedyne, czego jej obecnie brak, to trochę więcej czasu wolnego. O Victorze nie chciała wspominać chociaż słówkiem i cieszyła się, że do tej pory Josh nie zapytał jej o to, czy nie znalazła sobie kogoś na jego miejsce. Choć za każdym razem, kiedy zadawała mu pytanie, Josh ochoczo na nie odpowiadał, promieniejąc i emanując pozytywną energią, Vanessa skłamałaby, gdyby powiedziała, że rozmawiało im się swobodnie. Co jakiś czas następowały minuty ciszy, którą przerywało tylko szczekanie psa czy krzyk dzieci, które urządziły sobie bijatykę na śnieżki. Vanessa nie była tym zaskoczona. To, co wydarzyło się między nimi w przeszłości, przypominało teraz o sobie i to właśnie bolesne wspomnienia powodowały niezręczność, na którą nic nie mogli poradzić. Dziewczyna uśmiechnęła się sama do siebie. To, czego była świadkiem, wydawało jej się nieprawdopodobne, a jednak zdążyła już upewnić się, że niczego sobie nie wymyśliła - to wszystko rozgrywało się na jej oczach, tu i teraz.
- Usiądź - powiedziała, a Josh zatrzymał się nagle tuż przed nią.
- Przepraszam - rzekł, patrząc na nią tak, jakby faktycznie było mu głupio. - Czasami trochę mnie ponosi.
- Nic nie szkodzi - odparła, uśmiechając się szeroko. - No chodź - dodała, klepiąc wolne miejsce obok siebie, które po chwili zajął ciemnowłosy mężczyzna. - To niesamowite. Nadal nie mogę uwierzyć w to, że tu jesteś.
- Wiedziałem, że to będzie dla ciebie szok - stwierdził Josh. - Mam nadzieję, że to miła niespodzianka.
Vanessa uśmiechnęła się. Uznała, że jest to najlepsza odpowiedź, na jaką ją w tym momencie stać. Kiedy patrzyła na Josha, przypominały jej się okoliczności, w jakich się rozstali. Była naprawdę zaskoczona tym, że mężczyzna tak bardzo chciał się z nią zobaczyć po tym, jak go zostawiła.
- Nie musimy rozmawiać o tym, co kiedyś było - powiedział, jakby czytał jej w myślach. - Nie przyjechałem po to, by ci truć.
- A po co przyjechałeś? - to pytanie samo wyrwało się z ust ciemnowłosej.
- Chciałem się upewnić, że wszystko u ciebie w porządku - odparł i uśmiechnął się. - Bo tak jest, prawda?
Vannie skinęła głową. O dziwo, mimo tej niezręczności, poczuła się tak, jakby istotnie wszystko w jej życiu układało się po jej myśli. Była szczęśliwa. Czuła się wolna, tu i teraz, siedząc tuż obok mężczyzny, w którego głosie słyszała prawdziwą troskę.
- Jeśli chcesz, mogę pokazać ci Londyn - powiedziała Vanessa, nie chcąc, by cisza ponownie zagościła między nimi na długo.
- Byłem tu już nie raz. Znam to miasto na pamięć, ale wiesz co? - urwał, po czym ujął dłoń brunetki delikatnie. - Założę się, że jest ono o wiele piękniejsze, kiedy patrzy się na nie twoimi oczami.
Niebieskooki wstał z ławki, a dziewczyna szybko poszła w jego ślady. Ten jeden raz nie chciała zastanawiać się nad konsekwencjami. Minęło tyle czasu, że Vanessa była już niemal pewna, że miłość, jaka kiedyś łączyła ją i Josha, teraz była tylko wspomnieniem. Mogą przecież spędzić ze sobą trochę czasu, jak starzy znajomi? Nikt nie powiedział, że po paru spojrzeniach w oczy Vanessa na nowo zakocha się w Joshu i choć Victor był spełnieniem jej marzeń, postanowiła zapomnieć o nim na te kilka godzin.
***
Brunetka odłożyła książkę na stolik, kiedy do jej uszu dotarł dźwięk dzwonka. Nie spodziewała się gości i jedyną osobą, którą Tina mogła podejrzewać o przyjście, była Vanessa. Czyżby zapomniała zabrać kluczy, kiedy wychodziła ze szpitala? Ciemnowłosa otworzyła drzwi z uśmiechem na twarzy, gotowa, by uraczyć przyjaciółkę jakimś powitalnym żartem. Kiedy gość okazał się kimś zupełnie innym, kobieta zamarła, a jej mina zmieniła się diametralnie.
- Sophia? - wydukała Tina tępo. - Co ty tu...
- Witaj - odparła wesoło blondynka. - Weszłabym do środka, ale nie mam aż tyle czasu.
I tak bym cię nie wpuściła, pomyślała Christina, po czym uśmiechnęła się tak słodko, jak tylko mogła.
- Jesteś moją terapeutką i uznałam, że powinnaś o tym wiedzieć - mówiła Sophia, a Tina podziękowała Rosalie za to, że akurat spała z powodu bólu głowy, który ją dopadł. Dopiero dochodziła do siebie po ostatnim spotkaniu z dawną prześladowczynią. Gdyby to Rosalie otworzyła drzwi, zamiast Christiny... Na tę myśl ciało brunetki przebiegły dreszcze. - Gregory bardzo się zmienił. Przestaliśmy unikać się nawzajem i spędzamy ze sobą o wiele więcej czasu.
- Cieszę się - powiedziała Tina, choć przyszło jej to z nadspodziewanym trudem.
- Oczywiście nie jest jeszcze idealnie, ale widzę, że robimy postępy. Wiem, że to w ogromnej mierze twoja zasługa. Nawet nie wiesz, jak zachwycony twoją osobą jest Greg.
Christina podniosła wzrok. Gregory wypowiadał się o niej z zachwytem? Czy to jakiś żart?
- Twierdzi, że dzięki tobie znowu pisze. Cóż, myślę, że trochę przesadza, no ale nie mnie to oceniać - dodała z paskudnym uśmieszkiem, do którego Tina zaczynała się pomału przyzwyczajać. - Proszę - rzekła i podała szarookiej czarną kopertę. Z przodu widniała stylowa aplikacja z naniesionymi na nią inicjałami Gregory'ego. Christina spojrzała ponownie na Sophię, oczekując, że dziewczyna powie coś więcej o zawartości koperty. - Chciałabym zaprosić cię na przyjęcie urodzinowe Grega. Myślę, że powinnaś przyjść, w końcu kto wie, czy gdyby nie twoja pomoc, nie bylibyśmy już po rozwodzie.
- Nic takiego nie zrobiłam - mruknęła Tina i wcale nie była to udawana skromność - ona naprawdę nie sądziła, że w jakikolwiek sposób udało jej się pomóc Sophii i jej mężowi.
- Wszystkie szczegóły masz w środku - mówiła dalej blondynka, nie kryjąc podekscytowania na samą myśl o nadchodzącej imprezie. - Liczę na to, że będziesz.
Ton Sophii dawał jasno do zrozumienia, że żadna inna opcja nie wchodzi w grę. Christina po raz kolejny została przyparta do muru, ostatecznie jednak i tak nie miała żadnych planów na nadchodzące wieczory - jak zwykle zresztą. Niezbyt napięty grafik był chyba jedyną zaletą nie bycia w żadnym związku, z drugiej strony była to też chyba największa wada takiego stanu.
- Widzimy się na przyjęciu - skwitowała Sophia, wyszczerzyła się i odeszła, a Tina z radością zamknęła za nią drzwi.
Wróciła do salonu, gdzie usiadła na kanapie i po raz pierwszy zajrzała do środka koperty. Kartka, którą wyciągnęła, była równie gustowna, jak jej opakowanie. Widać było, że Sophia była w swoim żywiole, projektując zaproszenie. Czarne litery wytłoczone na białym papierze poinformowały Christinę o tym, gdzie i kiedy odbędzie się impreza, z czego ta druga wiadomość była o wiele bardziej interesująca. Okazało się, że Tina obchodziła urodziny tego samego dnia, co Gregory - pierwszego marca. A więc dziwnym trafem Sophia zażądała jej obecności w jedyny wieczór, na który Christina od dawna miała plany. Tę noc brunetka zamierzała spędzić z Vanessą w jednym z klubów, wyszaleć się tak, jak na Sylwestra i powtórzyć numer, który tamtej nocy wywinęła Vannie, czyli zupełnie przypadkowo znaleźć sobie faceta. Wyglądało na to, że Tina musiała porzucić myśli o zwariowanych godzinach spędzonych w fantastycznym towarzystwie. Była już niemal pewna, że czekają ją niemiłosierne nudy w otoczeniu snobów na miarę Sophii Haggerty, ostatecznie jednak nie zamierzała zawieść Gregory'ego - nie po tym, jak dowiedziała się, że podobno mężczyzna zdążył ją polubić. Zrobiło jej się miło, nawet, jeśli ta sytuacja wydawała jej się po prostu absurdalna.
***
A więc wcale jej się nie przywidział... Vanessa słuchała, jak śnieg skrzypiał pod naciskiem nóg Josha, który nie mógł przestać przechadzać się dookoła. Wokół ławki, na której siedziała dziewczyna, widoczna była trasa, którą niebieskooki pokonywał od blisko godziny. Nie przypominała sobie, aby kiedykolwiek w przeszłości był czymś aż tak podekscytowany, jak teraz tym spotkaniem. Nie musiał nic mówić, jego ciało zdradzało emocje, z którymi musiał się zmagać. Zdążyli już odpowiedzieć sobie na te najbardziej typowe pytania. Vanessa wiedziała już, jak się mają członkowie rodziny Josha, przede wszystkim jego prawie sześcioletnia córeczka Adriana, dowiedziała się też, że mężczyzna obecnie nie pracował i nie wrócił do służby. Sama zdradziła mu z kolei, że mieszka z przyjaciółką, spełnia się zawodowo i jedyne, czego jej obecnie brak, to trochę więcej czasu wolnego. O Victorze nie chciała wspominać chociaż słówkiem i cieszyła się, że do tej pory Josh nie zapytał jej o to, czy nie znalazła sobie kogoś na jego miejsce. Choć za każdym razem, kiedy zadawała mu pytanie, Josh ochoczo na nie odpowiadał, promieniejąc i emanując pozytywną energią, Vanessa skłamałaby, gdyby powiedziała, że rozmawiało im się swobodnie. Co jakiś czas następowały minuty ciszy, którą przerywało tylko szczekanie psa czy krzyk dzieci, które urządziły sobie bijatykę na śnieżki. Vanessa nie była tym zaskoczona. To, co wydarzyło się między nimi w przeszłości, przypominało teraz o sobie i to właśnie bolesne wspomnienia powodowały niezręczność, na którą nic nie mogli poradzić. Dziewczyna uśmiechnęła się sama do siebie. To, czego była świadkiem, wydawało jej się nieprawdopodobne, a jednak zdążyła już upewnić się, że niczego sobie nie wymyśliła - to wszystko rozgrywało się na jej oczach, tu i teraz.
- Usiądź - powiedziała, a Josh zatrzymał się nagle tuż przed nią.
- Przepraszam - rzekł, patrząc na nią tak, jakby faktycznie było mu głupio. - Czasami trochę mnie ponosi.
- Nic nie szkodzi - odparła, uśmiechając się szeroko. - No chodź - dodała, klepiąc wolne miejsce obok siebie, które po chwili zajął ciemnowłosy mężczyzna. - To niesamowite. Nadal nie mogę uwierzyć w to, że tu jesteś.
- Wiedziałem, że to będzie dla ciebie szok - stwierdził Josh. - Mam nadzieję, że to miła niespodzianka.
Vanessa uśmiechnęła się. Uznała, że jest to najlepsza odpowiedź, na jaką ją w tym momencie stać. Kiedy patrzyła na Josha, przypominały jej się okoliczności, w jakich się rozstali. Była naprawdę zaskoczona tym, że mężczyzna tak bardzo chciał się z nią zobaczyć po tym, jak go zostawiła.
- Nie musimy rozmawiać o tym, co kiedyś było - powiedział, jakby czytał jej w myślach. - Nie przyjechałem po to, by ci truć.
- A po co przyjechałeś? - to pytanie samo wyrwało się z ust ciemnowłosej.
- Chciałem się upewnić, że wszystko u ciebie w porządku - odparł i uśmiechnął się. - Bo tak jest, prawda?
Vannie skinęła głową. O dziwo, mimo tej niezręczności, poczuła się tak, jakby istotnie wszystko w jej życiu układało się po jej myśli. Była szczęśliwa. Czuła się wolna, tu i teraz, siedząc tuż obok mężczyzny, w którego głosie słyszała prawdziwą troskę.
- Jeśli chcesz, mogę pokazać ci Londyn - powiedziała Vanessa, nie chcąc, by cisza ponownie zagościła między nimi na długo.
- Byłem tu już nie raz. Znam to miasto na pamięć, ale wiesz co? - urwał, po czym ujął dłoń brunetki delikatnie. - Założę się, że jest ono o wiele piękniejsze, kiedy patrzy się na nie twoimi oczami.
Niebieskooki wstał z ławki, a dziewczyna szybko poszła w jego ślady. Ten jeden raz nie chciała zastanawiać się nad konsekwencjami. Minęło tyle czasu, że Vanessa była już niemal pewna, że miłość, jaka kiedyś łączyła ją i Josha, teraz była tylko wspomnieniem. Mogą przecież spędzić ze sobą trochę czasu, jak starzy znajomi? Nikt nie powiedział, że po paru spojrzeniach w oczy Vanessa na nowo zakocha się w Joshu i choć Victor był spełnieniem jej marzeń, postanowiła zapomnieć o nim na te kilka godzin.
***
Nie chcę widzieć tego, co zobaczyłam. Cofnąć to, co zostało zrobione. Wyłączyć wszystkie światła. Pozwolić porankowi nadejść...*
Rudowłosa kobieta siedziała w salonie przy starym pianinie w domu rodzinnym Jamesa, choć minęło już dobrych kilka minut, od kiedy skończyła grać. Kątem oka zobaczyła, jak na korytarzu gaśnie światło. Molly poszła właśnie w ślady Olivera i położyła się spać u siebie. Jenny wiedziała, że minie jeszcze dużo czasu, nim odda swe ciało w objęcia Morfeusza, w nadziei na dobry sen. Zbyt wiele myśli kłębiło się w jej głowie, by potrafiła teraz odprężyć się i odpłynąć z dziecinną łatwością. Ktoś mógłby powiedzieć, że właściwie nic nie wydarzyło się tego ranka, jednak ona miała zupełnie inne zdanie na ten temat. Dla niej to, co powiedział James i sposób, w jaki na nią wówczas spojrzał, miało o wiele większą wartość, niż pieniądze czy sława. Właśnie dlatego przez cały dzień powracała myślami do tamtego wydarzenia, analizując je wciąż od nowa. Kiedy James wyprowadził się z domu, Jenny próbowała pogodzić się z jego stratą. Chciała go znienawidzić, bo według niektórych ludzi właśnie na to zasługiwał mężczyzna, kiedy zostawił swoją rodzinę i odszedł. Nie udało jej się to. Nie zdołała wymazać z pamięci tych wszystkich pięknych chwil, których byli świadkami. Był jej przyjacielem, kimś, kto znał ją najlepiej na świecie i była dumna, że mogła powiedzieć o sobie to samo. Nie znała słów, by opisać, jak bardzo cierpiała, kiedy to wszystko, co mieli, roztrzaskało się o podłogę. Przepłakała wiele nocy, wmawiając sobie, że jest zbyt słaba, by wziąć się w garść. Kiedy w końcu udało jej się jakoś wyjść z dołka i przestać ślepo wierzyć w to, że James kiedyś jeszcze będzie jej, mężczyzna znowu pojawił się w jej życiu. Przypomniał jej o tym, że kiedyś nie wyobrażała sobie dnia bez niego. Potrzeba bycia blisko niego rosła przez kilka ostatnich tygodni, by eksplodować tego ranka i na nowo tchnąć nadzieję w jej duszę. Nic się nie zmieniło, choć wierzyła, że było inaczej. Nadal wystarczyło jedno spojrzenie, jedno słowo, jeden gest, by zapragnęła zatracić się w nim bez reszty, chłonąć łapczywie każdą chwilę, kiedy ich serca wybijały jednakową melodię. Los chciał chyba pokazać jej, że nigdy nie zdoła wyleczyć się z miłości do Jamesa - to było zbyt silne, a ona pożądała tego zbyt mocno. Przecież wciąż istniała szansa, że James nie przestał jej kochać. Łączyły ich tak silne więzi, on po prostu nie mógł o tym zapomnieć! Przecież kilkanaście lat temu też się rozstali, a jednak udało im się odnaleźć drogę powrotną do siebie. Jenny wybaczyła mu wszystko. Teraz była tak podekscytowana, że nie potrafiła przypomnieć sobie nawet, dlaczego rozeszli się jako nastolatkowie i które z nich wówczas zawiniło - ona czy on.
Nic nie miało teraz znaczenia. Zielonooka odeszła od pianina i upewniła się, że brunet wciąż jest na ganku. Nie umknęło jej uwadze, jak wyszedł kilkanaście minut wcześniej na zewnątrz, dzierżąc w dłoni telefon. Czekała, aż wróci, teraz jednak postanowiła przyciągnąć go do siebie nieco szybciej. Kobieta nie przestawała się uśmiechać, wyobraźnia podsuwała jej bowiem wspaniałe, wręcz wyśnione scenariusze. Cicho nacisnęła klamkę i uchyliła drzwi, nie otworzyła ich jednak na właściwą szerokość, kiedy do jej uszu dotarło słowo, którego nie mogła się spodziewać. Zamarła tak samo, jak tego ranka, tym razem jednak wcale nie było to pozytywne doznanie.
- Rosalie, nawet nie wiesz, jak bardzo się cieszę, że czujesz się już lepiej.
Jenny cofnęła się, choć przez dłuższą chwilę tkwiła w bezruchu. James nie zorientował się, że został podsłuchany, rudowłosa rzuciła się jednak do ucieczki. Drogę do łóżka odnalazła z trudem, ponieważ łzy zamazywały jej obraz. Opadła na materac, a z jej ust wydostał się rozpaczliwy szloch. Przycisnęła twarz do poduszki, nie chcąc, by ktokolwiek mógł ją teraz usłyszeć. Wystarczył moment, by przypomniała sobie, dlaczego rozstali się kilkanaście lat temu. Imię, które usłyszała, przywołało do niej najczarniejsze momenty jej życia i tą koszmarną tęsknotę za Jamesem, kiedy on już nie należał do niej. Nienawidziła jego rozanielonego tonu, jakim wypowiadał imię Rosalie ani faktu, iż rozmawiał z nią tak długo, nade wszystko jednak nienawidziła samej siebie za to, że była tak nieprawdopodobnie naiwna.
***Florence + The Machine - Over The Love *
Hej Kochana:* gratuluję zdanej matury. Tutaj też mogłabym powiedzieć, że nie mogło być inaczej. Naprawdę nie wiem co takiego musiałoby się stać, żebyś nie zdała któregoś z egzaminów, także jeszcze raz moje gratulacje :) skorzystam z okazji i napiszę po prostu dziękuje :) takiego stresu nie miałam nawet przed maturą, dlatego tym bardziej się ciesze, że mam już to za sobą. Podejrzewam, że gdybym jeszcze jakiś czas miała przeżywać ten stres, to mogłoby się to źle odbić na moim zdrowiu. A jeśli chodzi o same wyniki matur, to nie przejmowałabym się nimi aż tak bardzo :) wiadomo, że im wyższe, tym większa satysfakcja, ale i tak najważniejsze jest to, że jest zdana :) teraz tylko składać papiery na studia, a póki co cieszyć się najdłuższymi wakacjami :D
OdpowiedzUsuńPierwszy fragment bardzo mi się podobał. Był taki... zwyczajny, opisujący zwyczajny dzień szczęśliwej rodziny. Wiem, że w rzeczywistości obrazek ten nie był dokładnie taki jak go nazwałam, ale ja jakoś nie zauważyłam nie wiadomo jak dużej różnicy. Ta sytuacja wyglądała tak, jakby Jenny i James nigdy się nie rozstali i w dalszym ciągu byli szczęśliwą parą. Byłam bardzo ciekawa i szczerze mówiąc miałam wątpliwości co do tego, czy Rudowłosa zgodzi się na spotkanie z Molly. Po chwili zastanowienia stwierdzam, że wcale nie miała dużo do stracenia, myślę, że przede wszystkim powinna brać pod uwagę dobro Olivera, chociaż wcale nie oznacza, że o siebie ma przestać dbać. Jednak Jenny nie wyleczyła się z miłości do Jamesa. Przy tej grze widać to było gołym okiem. I sama nie wiem, czy w ogóle istnieje jakiś sposób na wyleczenie z tego uczucia. Może gdyby w jej życiu pojawił się nowy mężczyzna? Może wtedy udałoby się jej uwolnić od tej miłości i zacząć żyć na nowo? Myślę, że to wcale nie jest taki zły pomysł, bo naprawdę chciałabym zobaczyć Jenny taką naprawdę szczęśliwą :)
No nareszcie! Oj długo kazałaś nam czekać na to, aż w końcu Josh pojawi się w tej historii. Chociaż ja i tak byłam pewna, że nastąpi to jeszcze później, ale przyznaję, że udało Ci się mnie zaskoczyć :) nawet przez myśl mi nie przeszło, że Josh tyle czasu śledził Vanessę. Nie wiem, czy było to spowodowane strachem, czy raczej tym, że chciał dać kobiecie więcej czasu na oswojenie się z myślą, że pojawił się w Londynie i z pewnością będzie szukał byle pretekstu, by się z nią spotkać. Myślę, że teraz życie Vanessy skomplikuje się jeszcze bardziej. Z jednej strony ponowna obecność Josha w jej życiu, a z drugiej strony jest jeszcze Victor, którego lekarka z pewnością nie chce w żaden sposób skrzywdzić. Reakcja Vanessy była zdumiewająca. Wyglądała zupełnie tak, jakby spodziewała się tego, że właśnie w ten dzień, w tej chwili Josh ponownie pojawi się w jej życiu. Ciekawa jestem jak to teraz będzie, jak kobieta sobie to wszystko poukłada...
OdpowiedzUsuńCzy faktycznie takie rzeczy da się przewidzieć? Nie wydaje mi się, żeby Gregory był aż tak błyskotliwy i domyślił się, że Sophia mogłaby go zdradzić z innym mężczyzną. Takie "wybryki" najczęściej starannie się ukrywa, robi się wszystko, żeby prawda nie wyszła na jaw, bo jednak więcej jest osób, które jeśli już zdradzą swojego partnera, lub partnerkę po prostu żałują tego co zrobiły. Może Sophia rzeczywiście żałuje swojego błędu i może rzeczywiście zależy jej na swoim małżeństwie? Niewątpliwie jest złą kobietą, powiedziałabym nawet, że po trupach idącą do celu, ale może ma jakieś wartości w życiu na których szczególnie jej zależy? Może tą wartością dla niej jest właśnie Gregory? Sama już nie wiem co o niej myśleć. Z jednej strony jej nie lubię, bo jest straszną paskudą, a z drugiej może jednak ma w sobie jakieś ludzkie uczucia? Jestem bardzo ciekawa czy Christina rzeczywiście pójdzie na to przyjęcie i co takiego się na nim wydarzy, bo myślę, że jednak wydarzy się tam coś, co niewątpliwie może wpłynąć na życie Christiny.
Spodziewałam się raczej bardzo trudnej rozmowy Vanessy z Joshem a nie coś w stylu spotkania po latach jak starzy dobrzy znajomi. Wiem, że są dorośli i powinni brać odpowiedzialność za to co zrobili, ale wydaje mi się, że jednak nie wszystko sobie wyjaśnili. Ta przeszłość, to, że Vanessa wyjechała bez słowa wyjaśnienia będzie się za nimi ciągnęło w nieskończoność, bo jakoś trudno mi uwierzyć w to, że Josh tak po prostu wybaczył jej to co zrobiła. Zawiodła go, a tego nie idzie tak po prostu wybaczyć. Zastanawia mnie to, dlaczego Vanessa nie powiedziała nic o Victorze... przecież śmiało można powiedzieć, że zaczęła sobie na nowo układać życie w Londynie i myślę, że Josh powinien o tym wiedzieć chociażby dlatego, żeby nie robił sobie nadziei na to, że mogą do siebie wrócić. Czuję, że będzie się działo, dlatego czekam na dalsze losy tej dwójki :)
Od początku opowiadania polubiłam Jenny. Można powiedzieć, że lubię ją tak samo bardzo jak Christinę. Tak, są to dwie moje ulubione bohaterki tej historii :) czytając ten fragment doszłam do takiego samego wniosku. Z bólem serca przyznaję, że rzeczywiście Jenny jest po prostu naiwna. I dalej uważam, że najlepiej będzie dla niej jak zapomni o Jamesie i przynajmniej postara się poszukać miłości u innego mężczyzny. Może rzeczywiście warto byłoby spróbować ruszyć do przodu, a nie ciągle tkwić w tym samym punkcie? Przecież to ciągłe rozmyślanie, snucie nie wiadomo jakich planów związanych z Jamesem nic jej nie daje, tylko jeszcze bardziej pogrąża w smutku i cierpieniu. Przykro mi, że była świadkiem tej sceny, że musiała to wszystko usłyszeć. Czy teraz coś się zmieni w jej życiu? Wciąż czekam na zmiany na lepsze i mam nadzieję, że się ich doczekam :)
Pozdrawiam :*
To teraz ja dziękuję za gratulacje, kochana :*
UsuńPodoba mi się, jak nazwałaś Sophię 'straszną paskudą' :) Trafniej chyba nie da się jej określić. Cieszę się, że Jenny zaskarbiła sobie Twoją sympatię :) A jeśli chodzi o Josha, to powiem Ci, że on już o Victorze wie - z tego artykułu, który czytał w ostatnim rozdziale Mine Again. Chłopak odegra naprawdę sporą rolę w tym opowiadaniu, ale nic więcej nie zdradzę. Może uda mi się Ciebie zaskoczyć? :)
Dziękuję bardzo za komentarz :*
Całuję <3
Uwielbiam pierwszą piosenkę, a jeszcze bardziej film z którego pochodzi. Świetny wybór! :)
OdpowiedzUsuńScena w domu Molly wywołała uśmiech na moich ustach. Przyjemnie czytało mi się ten fragment, który powalił mnie swoją zwyczajnością, a jednocześnie otchłanią uczuć, którą skrywał. James i Jenny mogą mówić, że między już nic nie ma, ale prawda jest zupełnie inna. Nie wiem jedynie czy jest to jedynie mgliste wspomnienie tego, co kiedyś ich łączyło, a może jednak ta miłość nigdy nie umarła, lecz zapadła w sen z którego właśnie się wybudzała? Cokolwiek to jest - ja jestem tym zachwycona. I chociaż James nie przypadł mi do gustu z wielu powodów, to dzisiaj postanawiam dać mu drugą szansę. Wierzę, że nie będę tego żałować.
Nie znałam wcześniej tej piosenki, ale przypadła mi do gustu. Kocham Emelii, a Rudimental wykonuje kawał dobrej roboty swoją muzyką. :)
I jest Josh! Nie wiem, co mam myśleć o jego ponownej obecności w życiu dziewczyny. Czy będzie ona chwilowa, a może zatrzymać w nim na dłużej? Kim tak naprawdę dla niej jest? Byłym chłopakiem? Przyjacielem? A może kimś do kogo nadal czuje coś silnego? Nie mam pojęcia. Chciałabym zadać tyle pytań, ale wiem, że cierpliwość zostanie kiedyś nagrodzona, więc zostawię je dla siebie. Już nie mogę się doczekać kolejnego fragmentu z nimi.
Myślę, że między Tiną a Gregorym coś będzie. Nie umiem tego wytłumaczyć, ale za każdym razem, gdy czytam fragment w którym występują - czuję to chemię przenikającą miedzy nimi. I teraz było podobnie, chociaż to nie Gregory odwiedził Tinę. Myślę, że dziewczynie nie jest on obojętny. Zaintrygował ją. Poza tym fakt, że ma zamiar porzucić swoje plany, aby tylko spędzić z nim urodziny jest tego najlepszym przykładem! :)
Podoba mi się, że mimo tej całej przeszłości i niezręczności jaka towarzyszyła obecnej atmosferze, ta dwójka nie rzuciła się sobie do gardeł, lecz przeprowadziła normalną rozmowę. To duży plus! Poza tym uważam, że Vanessa prędzej lub później będzie musiała powiedzieć Joshowi o Victorze. Bo chociaż ona jest pewna, że wyleczyła się z miłości do mężczyzny, to on ewidentnie dalej coś do niej czuje.
I moja ukochana Florence! Kocham! Kocham! :*
Jest mi tak szkoda Jenny. Mam wrażenie, że dla niej miłość do Jamesa jest tą na całe życie. Mimo cierpień jakie spowodował James, ona dalej nie może o nim zapomnieć. Pozwolić mu odejść. Wierzę jednak, że pewnego dnia otrzyma sporą dawkę siły, aby powiedzieć miłości do Jamesa: "do widzenia". Trzymam za nią kciuki, bo to fantastyczna dziewczyna, która zasługuje na wszystko, co najlepsze.
Kochana, przecudowny odcinek. Naprawdę. Opisy mnie powalają. Osiągnęłaś już taki poziom w pisaniu, że czas najwyższy usiąść i zabrać się za książkę. Mówię zupełnie poważnie! I mam nadzieję, że wkrótce zrobisz solidny krok w tym kierunku! :*
I na koniec chciałam jeszcze tylko dodać, że jestem z Was dumna dziewczynki! Ty moja kochana maturzystko i Panno Licencjat Aleksandro! Rządzicie dziewczynki! :*
Ściskam!
Też uwielbiam ten film :) James może budzić negatywne odczucia, dlatego rozumiem Twoje nastawienie do niego. Josh zostanie tu na dłużej, tyle mogę powiedzieć. Jeśli chodzi o Tinę i Gregory'ego, to przyszły rozdział będzie w stu procentach skupiony na nich - jeden z moich ulubionych wątków :)
UsuńTym co powiedziałaś o książce naprawdę zbiłaś mnie z nóg...
Dziękuję z całego serducha :*
Pozdrawiam! <3