31 sierpnia 2014

16. ,,Miejsce, w którym wszystko się zaczęło''

Hej :)
Znowu tydzień poszedł, więc przychodzę do Was z nowością. Wiem, że teraz fabuła zrobiła się trochę mniej, hm, radosna, ale takie rozdziały siłą rzeczy też muszą się pojawiać.
Dwa najbliższe rozdziały będą w pewnym sensie eksperymentem, informuję Was już teraz, żeby potem nie było zaskoczenia :)
Dziękuję za Wasze komentarze. Zwykle potrzebuję paru dni, żeby w miarę sensownie na nie odpisać (a potem i tak wychodzi mi jeden wielki bełkot, ale cóż, życie ^^).
Pozdrawiam :*
UPDATE:
Od teraz rozdziały będą co 2 tygodnie, widzimy się między 12 a 14 września.
***
Taylor Swift - Innocent

Ciemnowłosa otworzyła oczy i teraz każdy mógł dostrzec ich piękny, niebieski kolor. Kłopot w tym, że Vanessa nie miała obok siebie nikogo, choć nie tego się spodziewała. Obudziła się w pustym łóżku Jenny, choć parę godzin wcześniej widziała rudowłosą szczelnie przykrytą kołdrą. Vannie przeszła z pozycji leżącej na siedzącą i przetarła zaspane oczy. Jenny przez całą noc rozpychała się, raz po raz wybudzając młodą lekarkę ze snu. Pomimo ciężkich godzin, gdy za oknem wciąż było ciemno, Vanessa czuła, że zrobiła coś dobrego, co napawało ją dużą radością i zadowoleniem. Jenny przeżyła bardzo trudną konfrontację z byłym chłopakiem i Rosalie, która przed laty odbiła jej Jamesa. Teraz rudowłosa potrzebowała wsparcia, kogoś, kto wysłucha jej problemów albo zgodzi się pomilczeć razem z nią. Nawet, gdyby Vanessa nie była w związku z Victorem, nie zostawiłaby Jenny samej w takiej sytuacji. Bardzo ją polubiła i nawet, jeśli z jakichś przyczyn któregoś dnia rozstanie się z Victorem, postara się nie stracić kontaktu z pieguską. Joyce, choć przechodziła nienajlepszy okres w swoim życiu, mimo to potrafiła uraczyć wszystkich dookoła swym uśmiechem, który był naprawdę zniewalający i momentalnie podnosił drugą osobę na duchu. Była wspaniała i Vannie była przekonana, że kiedyś Jenny odnajdzie prawdziwą miłość - nawet, jeśli sama nie do końca w to wierzy.
Vanessa rozejrzała się w poszukiwaniu swoich ubrań, jednak po jej klasycznej białej koszuli i spodniach nie było ani śladu. Właśnie wtedy usłyszała, jak ktoś puka do drzwi, jednak, jak się potem okazało, wcale nie była to Jenny.
- Mama kazała powiedzieć, że pojechała do pracy - oznajmił Oliver, który był już na nogach, ubrany i gotowy do szkoły. - Zrobiłem dla cioci śniadanie.
W pierwszej chwili Vanessa nie wiedziała, o kim mowa. Kiedy dotarło do niej, że siostrzeniec Victora zwracał się do niej w taki sposób, zrobiło jej się nieprawdopodobnie miło.
- Dziękuję, obawiam się jednak, że nieprędko zejdę na dół - powiedziała Vannie, rozkładając bezradnie ręce. - Mama nie wspominała ci przypadkiem, co zrobiła z moimi ubraniami?
- Zawiozła do pralni - rzekł Oliver, uśmiechając się pogodnie. - Mówiła, że położyła na krześle swoje stare rzeczy, w które już się nie mieści i jeśli ci się spodobają, to możesz ich nawet nie oddawać.
Dziesięciolatek zostawił Vannie samą. Kobieta była mu wdzięczna za te wszystkie słowa, bez których ranek byłby dla niej o wiele trudniejszy. Na krześle znalazła kremową koszulkę, jasny sweterek i dżinsy. We wszystko weszła bez problemu i była pewna, że każda z tych rzeczy pasowałaby również na Jenny. Zielonooka uparcie twierdziła, że przytyła, choć Vanessa gotowa była uwierzyć, iż wszystkie rzekome fałdki tłuszczu były urojone.
Kiedy Vannie była już gotowa, zeszła na dół i zobaczyła dziesięciolatka w kuchni. Na stole czekała na nią miska mleka z płatkami czekoladowymi.
- Moje ulubione - powiedział zadowolony Oliver. - Zazwyczaj z nikim się nie dzielę.
- Nawet z wujkiem Victorem? - zapytała Vanessa, chwytając łyżkę.
- No, dla niego czasami robię wyjątek - przyznał chłopiec.
- Pewnie ci przykro, że wujek tak rzadko przyjeżdża.
- Z jednej strony tak, a z drugiej... - Oliver zawahał się, po czym pokazał wszystkie swoje zęby w szerokim uśmiechu. - Więcej płatków dla mnie.
Vanessa roześmiała się, czując, jakby była w domu. Victor miał wspaniałą rodzinę. Choć niebieskooka poznała dopiero dwie osoby, była pewna, że pozostali byli dokładnie tacy sami - w końcu ktoś musiał przekazać Victorowi i Jenny tak dobre geny, a także wychować ich na naprawdę niesamowitych ludzi.
Oliver siedział z Vanessą do samego końca, opowiadając o szkole, treningach piłkarskich i swoich marzeniach. Nie musiał mówić na głos, że bardzo polubił nową ciocię, ponieważ dało się wyczuć sympatię w każdym słowie i geście. Rozmowę przerwało trąbienie samochodu, który zatrzymał się pod domem chłopca.
- Tata kolegi zawiezie mnie dzisiaj do szkoły - oświadczył Oliver, kiedy Vanessa zakładała kurtkę w przedpokoju. - Nie lubi czekać.
Kiedy wyszli na zewnątrz, dziesięciolatek w pośpiechu zamknął drzwi na klucz, po czym pożegnał się z Vannie i wsiadł do samochodu, który chwilę później ruszył i odjechał. Brunetka szła przed siebie, wciąż zachwycając się w myślach rodziną, na jaką trafiła. Miała wielkie szczęście, bo nie dość, że jej partner był niczym książę z bajki, to w dodatku jego bliscy od razu ją polubili. Niespodziewanie Vanessa wpadła na mężczyznę, którego poznała bez trudu, choć tak naprawdę nawet się nie znali.
- Spóźniłeś się - rzekła, kiedy James już otwierał usta. Pewnie chciał powiedzieć, że przyszedł, by zobaczyć się z Jenny. Vanessa rozszyfrowała go w okamgnieniu. - Myślę, że to i tak nie jest najlepszy moment na odwiedziny. Może nie powinnam się wtrącać, ale Jenny nie jest w nastroju na pogaduchy z tobą.
- Więc co mam zrobić? - zapytał poirytowany brunet. - Nie powiesz mi chyba, że powinienem siedzieć z założonymi rękami i czekać, aż problem sam się rozwiąże.
- Wiesz, Jenny nie jest jedyną osobą, która płakała wczoraj w nocy - odparła Vannie cierpko. - Akurat idę do domu, więc możesz do mnie dołączyć.
James zastanowił się, a potem przyjął propozycję Vanessy. Brunetka miała dwa powody, by podsunąć ciemnookiemu ten pomysł. Po pierwsze, nie chciała, aby Rosalie była sama i sądziła, że James był jej w tym momencie potrzebny. Po drugie, Jenny naprawdę nie powinna spotykać się z tym mężczyzną. Vannie nie polubiła go. Miała nadzieję, że Jenny znajdzie sobie kogoś lepszego, a Rosalie i James ułożą sobie życie we dwoje. Niech wszyscy będą szczęśliwi i nie wchodzą sobie w drogę. Zdaje się, że właśnie tak będzie najlepiej dla każdego z nich.

***

Jenny była obecna w redakcji tylko ciałem, ponieważ jej myśli wciąż błądziły wokół Jamesa, Rosalie i tego, co wydarzyło się ubiegłego wieczoru. Choć rudowłosa wiedziała, że powinna jakoś się od tego odciąć, nie potrafiła definitywnie zamknąć tego rozdziału w swoim życiu. James zawsze był dla niej ważny i zielonooka wciąż była pewna, że wystarczyło jej jedno jego słowo, a zapomniałaby o wszystkich krzywdach, jakie jej wyrządził. Zaryzykowałaby po raz setny, dała mu kolejną szansę i spróbowała tym razem dać mu szczęście, jakiego być może brakowało mu, kiedy jeszcze byli razem. Była żałosna. Ból sprawiała jej również świadomość, że Rosalie zajmowała drugą połowę jej myśli. Jenny widziała twarz jasnowłosej za każdym razem, kiedy zamykała oczy. Gdy z całych sił próbowała od tego uciec, Rosalie przypominała o swoim powrocie do Londynu z siłą porównywalnie wielką do ciosu pięściarza prosto w twarz. Każda łza, jaką Jenny uroniła z powodu Rosalie, teraz znów spływała żarem po jej policzkach. Najgorsza w tym wszystkim była bezradność, z którą pieguska zmagała się nie od dziś. Mogła płakać, tupać nogami albo błagać na kolanach, jednak James był dorosły i miał prawo sam decydować o swoim życiu. Mógł spotykać się z kimkolwiek zapragnął. Jenny nie miała prawa zabronić mu tego, choć wyobraźnia podsuwała jej iście czarne scenariusze. Jeśli którykolwiek z nich sprawdzi się w rzeczywistości, James będzie wreszcie szczęśliwy, a Jenny zdołowana, jak nigdy wcześniej. Wolałaby, żeby oboje przeżywali to samo. Nawet, jeśli musieliby cierpieć w tym samym czasie, robiliby to razem, mając siebie nawzajem, a wówczas wszystko byłoby dużo łatwiejsze.
Kobieta podskoczyła na krześle, kiedy komórka zaczęła wibrować hałaśliwie na biurku. Z rozżaleniem spojrzała na wyświetlacz, a kiedy dotarło do niej, że to brat chciał się z nią skontaktować, nie wiedziała, czy powinna się z tego cieszyć, czy przeciwnie. W ciągłej niepewności Jenny odebrała telefon.
- Vanessa mi powiedziała - rzekł Victor, a w jego głosie nietrudno dało się usłyszeć zdenerwowanie. - Nie mogę uwierzyć w to, że jesteś taka głupia.
- Wielkie dzięki - warknęła Jenny, czując, jak krew zaczyna pulsować w jej żyłach.
- To jeszcze nic - powiedział piłkarz. - Jak możesz wciąż łudzić się, że James do ciebie wróci? Miałem nadzieję, że coś do ciebie dotarło, ale widzę, że nadal tkwisz w sferze marzeń sennych.
- Sądzisz, że byłoby lepiej, gdybym zerwała z nim kontakt?
- Tak!
- A więc radzisz mi, żebym postąpiła jak dziecko, które ucieka od problemów, zamiast podjąć trud i spróbować je rozwiązać?
- Nie, Jenny - zaprzeczył Victor, usiłując uspokoić głos. - Spójrz na mnie. Ja zerwałem kontakt z Jamesem, choć był moim najlepszym przyjacielem. Wyglądam ci na nieszczęśliwego z tego powodu?
- Tak.
- No widzisz, Jen... Co? - zdziwił się, kiedy dotarło do niego, co powiedziała rudowłosa. Był pewien, że usłyszy coś zupełnie innego.
- Byłbyś dużo szczęśliwszy, gdybyś mógł pochwalić się najlepszemu przyjacielowi, że strzeliłeś kolejną bramkę, albo że układa ci się z dziewczyną. Byłbyś spokojniejszy, gdybyś wiedział, że u Jamesa wszystko w porządku i gdyby on sam ci o tym powiedział. Nie próbuj zaprzeczać. Wiem, że do tej pory żałujesz, że wasze losy tak się potoczyły.
- Przypominam ci, że to z twojego powodu przestałem się z nim zadawać - powiedział Victor, choć miał nadzieję, że nigdy nie będzie musiał wymówić tego na głos. - Skrzywdził ciebie i Olivera. Zostawił i to nie raz. Jesteś moją siostrą. Musiałem stanąć po twojej stronie.
- Nic nie musiałeś - obruszyła się. - Nadal go kocham. Co byś zrobił, gdybyśmy wrócili do siebie z Jamesem? Może ze mną również zerwałbyś kontakt?
- Nie bądź śmieszna...
- To przestań mnie obrażać i zachowywać się tak, jakbyś najlepiej wiedział, co jest dla mnie dobre, a co nie. James był ważny dla mnie i dla ciebie. Możesz udawać, że tak jest dobrze, ale znam cię i wiem, że wolałbyś nadal mieć w nim kumpla sprzed lat. Możesz nazywać mnie naiwną, a ja i tak nie przestanę wierzyć w ludzi, w to, że mogą się zmieniać i naprawiać to, co schrzanili w przeszłości. Uciekanie od problemów to największa głupota, jaką może się poszczycić człowiek. Gratuluję, braciszku.
- Jenny, ty nic nie...
- Nie, to ty nic nie rozumiesz. Kiedy to wszystko do ciebie dotrze, może być już za późno, by cokolwiek odkręcić. Pamiętaj, że ostrzegałam. Nie oczekuj, że zerwę kontakty z Jamesem, bo ja nie zamierzam za kilka lat żałować, że nie dałam mu szansy.
- Rób co chcesz, tylko nie próbuj dzwonić do mnie zaryczana, kiedy znowu najdą cię wspomnienia ze szczęśliwego życia z Jamesem. Tamte chwile nie wrócą, zapamiętaj to sobie.
- Amen - skwitowała Jenny i rozłączyła się, oddychając ciężko.
Rozumiała i doceniała troskę brata, jednak nie mogła zgodzić się ze wszystkim, co powiedział. Dotarło do niej, że Rosalie mogła wrócić po latach, ponieważ chciała podreperować niedoskonałą przeszłość. Być może Rosalie wyjechała przed laty, by uciec od niewygodnego życia, kłopotów, sytuacji, z którymi nie potrafiła sobie poradzić. Minęło dużo czasu, być może za dużo, by móc jeszcze cokolwiek zdziałać. Victor robił wszystko, by za jakiś czas podzielić los Rosalie. Kiedyś zechce odzyskać kontakt z przyjacielem, z którym miał tak wiele fantastycznych wspomnień, wtedy jednak dla Jamesa ich przyjaźń nie będzie miała już żadnego znaczenia. Jenny zamierzała być blisko do samego końca. Nie oddalać się ani na krok. Nie uciekać. Nie postąpić tak, jak kiedyś Rosalie.

***

Vanessa otworzyła drzwi i w milczeniu weszła do środka, a James wiernie poszedł w jej ślady. Do uszu ciemnowłosej niemal natychmiast dotarł głos Christiny.
- Nareszcie jesteś! - zawołała szarooka z kuchni, a jej głos z każdą chwilą stawał się coraz głośniejszy. Zbliżała się do nich i Vannie już teraz bała się, jak Tina zareaguje na przybycie niechcianego gościa. - Mam nadzieję, że Jenny ma się już lepiej. To nie do pomyślenia, że...
Christina przerwała, kiedy wyłoniła się zza ściany, a jej oczom ukazał się James. Mężczyzna miał nieco otępiałą minę i nie bardzo wiedział, co powinien zrobić czy powiedzieć. Zdawał się szukać wsparcia u Vanessy, ta jednak nie otworzyła ust, które przerwałyby niezręczną ciszę.
- Co on tu robi? - zapytała w końcu Tina, kiedy szok nieco zelżał. Widać było, jak silne emocje kotłowały się w jej wnętrzu. Miała wyraźną ochotę wyrzucić Jamesa za próg i to w tej sekundzie, jednak Vanessa powstrzymała ją w ostatniej chwili.
- Idź do niej - powiedziała lekarka, jednak James nie dostosował się od razu. Uważnie mierzył Christinę wzrokiem, jakby obawiał się, że dziewczyna może mu w jakiś sposób zagrozić. Ruszył w kierunku sypialni Rosalie, jednak nim otworzył drzwi, spojrzał na Tinę jeszcze ten jeden raz.
- Naprawdę nie mam złych intencji - rzekł ciemnooki z ręką na sercu. - Możesz mi zaufać.
W ostatniej chwili, zanim zamknął za sobą drzwi, dostrzegł pretensjonalne spojrzenie, jakie Christina posłała swojej przyjaciółce. Wiedział, że wcale nie był tu mile widziany, jednak nie przyszedł tu po to, by spędzać czas na pogaduchach przy kawie i ciasteczku. Miał o wiele ważniejszą misję do wykonania, o czym przypomniało mu ciche chrząknięcie Rosalie. Jasnowłosa leżała na łóżku z okładem na czole. Jej pobladła i nieco zapuchnięta twarz od razu zdradzała, że ta noc nie należała do najłatwiejszych i najbardziej beztroskich w jej życiu. Czuł się fatalnie ze świadomością, że w dużej mierze to przez niego musiała płakać, nie zamierzał jednak teraz załamać rąk. Podszedł bliżej i choć jej zaskoczona mina mogłaby być dla niego sygnałem, by się wycofał, on postąpił inaczej. Z jej szafy wyciągał pierwsze lepsze rzeczy, które udało mu się znaleźć, po czym niestarannie wrzucał je do torby. Nie reagował na różnej maści pytania zdezorientowanej Rosalie. Kiedy skończył pakowanie, wziął blondynkę na ręce, a nie było to trudne, ponieważ była lekka, jak piórko. Bez problemu dźwigał ją i jej bagaż, po czym wyszedł na zewnątrz. W salonie znowu natknął się na Christinę i Vanessę. Ta pierwsza miała ręce założone na biodrach i naburmuszoną minę, która wyrażała niczym niezmącony sprzeciw.
- Co ty sobie wyobrażasz? - krzyknęła Tina, jednak James zignorował to. Odwagi dodał mu fakt, że Rosalie nie odezwała się ani słowem, mało tego, objęła jego szyję jeszcze mocniej, niż na początku.
Christina patrzyła, jak James wynosi jej siostrę z mieszkania, kompletnie lekceważąc jej niezgodę na taki obrót spraw. Psycholog po raz kolejny spojrzała na Vanessę, a w jej oczach płonął prawdziwy gniew.
- Masz jakiś problem? - zapytała Vannie, czując się niesłusznie osądzoną przez przyjaciółkę. - Wyglądasz, jakbyś chciała mnie zasztyletować.
- Może powinnam? - Christina odpowiedziała pytaniem na pytanie. - Czy nie wspominałam ci przypadkiem, że jestem przeciwna temu, aby Rosalie utrzymywała z nim kontakt? Sądziłam, że uszanujesz moje zdanie, ale ty oczywiście musiałaś zrobić to po swojemu. Nie wydaje ci się, że to trochę nie w porządku, że przyprowadziłaś go tutaj, choć wiedziałaś, że nie powinnaś?
- Wcale nie jestem tego taka pewna - odparła nieco urażona Vanessa. - Może nie jestem wielką fanką Jamesa, ale nie sądzę, by mógł skrzywdzić Rosalie.
- Ja też nie - odrzekła Christina i tym razem Vannie nie wiedziała, jak powinna to rozumieć. - To Rosalie go zrani, prędzej czy później. Tak, jak zrobiła to w przeszłości. Właśnie tego chciałam uniknąć i myślałam, że tym razem uda mi się doprowadzić mój plan do skutku. Wielkie dzięki, Vannie, że mi to uniemożliwiłaś.
- Odbiło ci? - zawołała brunetka, jednak Tina właśnie wtedy zamknęła się w swoim pokoju, zostawiając przyjaciółkę sam na sam ze swoimi skołatanymi nerwami i myślami, których nie potrafiła zebrać do kupy.
I pomyśleć, że tego zamieszania w ogóle by nie było, gdyby w którymś momencie nie zachciało im się imprezy z okazji urodzin Christiny... Dlaczego nie skonsultowały ze sobą listy gości? Mogłyby uniknąć nieziemsko trudnego spotkania Jenny z Jamesem i całego tego bałaganu. Dlaczego życie tak lubi się komplikować?

***

Nadal go kochała. Powiedziała to na głos. Wiedziała, że miała prawo, aby go znienawidzić, nazwać największym draniem na świecie i zapomnieć o tym, co ich kiedyś łączyło, nie potrafiła jednak z tego skorzystać. Czasami zastanawiała się, co jest pięknego w miłości, która zniewala człowieka i uniemożliwia mu normalne funkcjonowanie wśród ludzi, kiedy związek nagle się rozpada. Kiedy po raz ostatni pozwoliła sobie na flirt? Czy pamiętała jeszcze, jak przyjemne mogą być randki? Jenny była w nastroju do głębokich rozważań, niekiedy wkraczając na ryzykowny teren, pokazujący jej błędy i pomyłki. Kiedy tak naprawdę była młodą, zwariowaną dziewczyną, która cieszyła się życiem, bez względu na ewentualne konsekwencje swoich szaleństw? Jako nastolatka wiecznie tkwiła z nosem w książkach, zarówno tych obowiązkowych, jak i takich, po które sięgała z własnej woli. Przez długi czas obserwowała, jak Victor co piątek wychodził z kolegami ze szkoły na kręgle czy do kina, podczas gdy sama brnęła w dołującą monotonię. Pamiętała, że jako dzieci uwielbiali razem z ojcem oglądać mecze w telewizji. Któregoś dnia Jenny spostrzegła, że jej brat dorósł i od tamtej pory zaczął chodzić na mecze z kolegami, zostawiając ją samą. Bez niego to już nie było to samo. Była nieśmiała, choć gdyby ktoś mógł w magiczny sposób zajrzeć wgłąb jej umysłu, zorientowałby się, jak odważne bywały jej wyobrażenia o życiu, które chciałaby wieść. Nigdy nie zapomni tamtego dnia, kiedy James spojrzał na nią z boiska, a jej policzki od razu zrobiły się niepokojąco czerwone. Kiedy wkrótce potem chłopak zakochał się w niej, a jej ciche zauroczenie przerodziło się w coś więcej, wszystko się zmieniło. Koleżanki ze szkoły patrzyły na nią to z zazdrością, to z podziwem, kiedy jak gdyby nigdy nic trzymała Jamesa za rękę na środku korytarza. Ludzie zaczęli dostrzegać w niej coś więcej, niż przedtem. Chętniej z nią rozmawiali, jakby przekonali się, że Jenny wcale nie jest nudziarą, za jaką uważali ją wcześniej. Nie zmieniła się. Wciąż była wierna swoim pasjom, którymi lubiła cieszyć się w samotności, nagle jednak spadło z niej kilka ciężarów, które do tego momentu utrudniały jej swobodne poruszanie się wśród rówieśników. To był ten krótki okres w jej życiu, kiedy była normalną nastolatką, biegnącą z wiatrem i z każdym krokiem łaknącą coraz więcej. Kiedy James wybrał inną i z dnia na dzień zostawił ją całkiem samą, Jenny znów zaszyła się w czterech ścianach. Jej lęk przed tym, że ktoś ją skrzywdzi, powrócił ze zdwojoną siłą. Nie płakała zbyt wiele po rozstaniu, ponieważ w głębi duszy wiedziała, że to było zbyt piękne, aby mogło być prawdziwe. Potem James wrócił. Przyjęła go, bo choć miała do niego żal, to tęskniła i wierzyła, że każdy ma prawo popełniać swoje błędy. Wszyscy zasługujemy na kolejną szansę, a Jenny była niemal pewna, że James nigdy więcej jej nie zawiedzie. Jenny nie zdążyła znowu poczuć się szczęśliwą nastolatką, beztrosko biegnącą przez życie, ponieważ wkrótce potem zaszła w ciążę. Nagle musiała dorosnąć, stać się odpowiedzialną kobietą, która dobrze zajmie się swoją rodziną. Od kiedy w jej życiu pojawił się Oliver, rudowłosa była dojrzała i mocno stąpała po ziemi. Zabrakło jej spontaniczności, czasu dla samej siebie. Może właśnie dlatego jej życie było teraz takie trudne i w większości pozbawione radości? Może, mimo miłości, która wciąż tliła się w jej sercu, powinna odsunąć się na bok i spróbować jeszcze raz? James wcale jej nie potrzebował. Nie powinna marnować kolejnych lat na fantazjowanie o jego powrocie i odżyciu ich wielkiego uczucia. Chciała być matką, z której Oliver mógłby być dumny. Chciała uśmiechać się częściej i nie zastanawiać się nieustannie nad słusznością swoich czynów. Drobne potknięcie na pewno jej nie zaszkodzi, w przeciwieństwie od bezczynnego siedzenia w czterech ścianach i życia na pół gwizdka. Ona chciała znów oddychać pełną piersią i cieszyć się każdym dniem, jaki jej pozostał. Być wolną i frunąć, niczym ptak.
Jenny wiedziała, że musi podjąć jakąś decyzję. Dać szansę nowej miłości. Zakochać się. Może to wciąż było w zasięgu jej ręki? Może mężczyzna, który da jej więcej ciepła, niż James, był bliżej, niż mogła to sobie wyobrazić? A może wcale nie potrzebowała związku, by rozprostować skrzydła i znów szybować pośród chmur?

***

Ciemnooki zatrzymał samochód i spojrzał na Rosalie. Miała obrażoną minę przez całą drogę, jednak za każdym razem, kiedy James o to pytał, odpowiadała, że po prostu boli ją głowa. Nie wierzył jej, ostatecznie jednak nie zamierzał naciskać. Wiedział, że sam nie byłby zachwycony, gdyby ktoś wyciągnął go z łóżka, zaciągnął siłą do auta i zawiózł w miejsce, którego za nic nie chciał zdradzić. James trzymał cel tej podróży w tajemnicy, choć intuicja podpowiadała mu, że blondynka od samego początku wiedziała, co ją czeka. Często zastanawiał się, jak to możliwe, że Rosalie była tak sprytna i błyskotliwa. Zaskakiwała go, kiedy demaskowała jego niespodzianki niewiarygodnie szybko. Ta dziewczyna zawsze była ogromną zagadką, której odkrywanie było jedną z największych przyjemności, jakich James kiedykolwiek doznał. Uwielbiał poznawać ją kawałek po kawałeczku, choć w gruncie rzeczy nigdy nie dowiedział się o niej tyle, ile by chciał. Miał nadzieję, że uda im się nadrobić stracony czas.
- Wysiadamy? - zapytał James z nadzieją w głosie, na co Rosalie wzruszyła ramionami. - Gniewasz się na mnie?
- Nie o to chodzi - odparła, a brunet był przekonany, że mówiła to szczerze. Kiedy spojrzała na niego swymi wielkimi oczami, jego serce zabiło szybciej i mocniej. - James, po co mnie tu przywiozłeś?
- Nie domyślasz się? - spytał. Rosalie uśmiechnęła się, dzięki czemu emocje mężczyzny nieco się uspokoiły.
- Jasne, że się domyśliłam - powiedziała dziewczyna. - Nasze miejsce.
- Dokładnie - odrzekł, po czym wysiadł z samochodu. Obszedł auto dookoła i pomógł Rosalie wysiąść. Nie potrzebowała tego, jednak z wdzięcznością odebrała jego gest. Oboje oparli się o maskę samochodu, czekając, aż cisza między nimi zostanie przerwana przez wyczekiwane słowa. - Nie chcę już patrzeć, jak płaczesz. Widoku kolejnych twoich łez mogę po prostu nie wytrzymać. Zamierzam pokazać ci nasze wspomnienia. Ożywić je w tobie. Jesteśmy w miejscu, w którym wszystko tak naprawdę się zaczęło.
- I naprawdę uważasz, że poświęcenie mi tego czasu to słuszna decyzja? - zapytała Rosalie. Była oczywiście wzruszona wyznaniem Jamesa, wątpliwości jednak jej nie opuściły. - Myślę, że Jenny cię potrzebuje.
- Też mi się tak wydawało, ale Vanessa powiedziała mi, że... Zresztą, nieważne. Uwierz mi, że na całym świecie nie ma miejsca, w którym chciałbym być bardziej, niż tu, z tobą.
- Doceniam to, ale...
- Rosalie, zaufaj mi, proszę - szepnął. - Pozwól zabrać się w przeszłość.
- Ufam ci - powiedziała miękkim głosem, co było dla Jamesa sygnałem. Wiedział już, że za moment rozpoczną swoją wspólną wędrówkę po szlakach, które pokonali w przeszłości.
Czuł, że robi coś dobrego, ponieważ był przy Rosalie i nie pozwalał jej płakać. Nie robił tego po to, by dziewczyna zmiękła i szybciej wyznała mu prawdę o swoim nagłym wyjeździe z Londynu. Teraz zależało mu tylko na tym, by Rosalie miała obok siebie kogoś, kto obdarzy ją ciepłem i wsparciem, którego potrzebowała. Nigdy nie przestało mu na niej zależeć i nigdy nie przestał jej ufać. Zamierzał pokazać jej dziewczynę, w której kiedyś się zakochał. Wierzył, że Rosalie zobaczy w samej sobie piękno, które on widział wyraźnie od pierwszej chwili, kiedy krucha baletnica pojawiła się w jego życiu.

,,Pozostajesz na zawsze odpowiedzialny za to, co oswoiłeś.'' *

***

Antoine de Saint-Exupery *

8 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Kochana, dzisiaj bez zbędnych słów zabieram się za czytanie nowości! :-)
      Nie jestem wielką fanką Swift, ale muszę przyznać, że ta piosenka bardzo mi się spodobała. Wprowadza specyficzny klimat, który idealnie komponuje się z czytanym tekstem.
      Polubiłam Olivera. Jest zabawnym i radosnym dzieckiem. Jenny wychowała go na porządnego mężczyznę, który potrafi zadbać o kobietę. :-) Dobrze, że Oliver polubił Vanessę. Lekarka jest w związku z jego wujkiem, więc z całą pewnością dużo czasu będą ze sobą spędzać, a kto wie, może w przyszłości zostaną nawet rodziną.
      Nie przepadam za Jamesem, ale uważam, że on sam powinien rozwiązać swoje problemy. Najpierw z Jenny powinni dojść do porozumienia, a później zająć się sprawą z Rosalie. Lubię Vanessę, ale uważam, że popełnia błąd wtrącając się w tą sytuację. Tak naprawdę nie zna ani Jenny, ani Rosalie, a tym bardziej Jamesa. Powinna pozwolić im samym podjąć decyzje, które uznają za słuszne.
      Kocham Victora, ale w tym momencie mam ochotę mu przywalić. Uważam, że nie słusznie naskoczył na Jenny. Oczywiście ma prawo powiedzieć jej swoje zdanie na temat jej uczucia do Jamesa, ale nie w taki sposób. To było niegrzeczne i niemiłe. Nikt tak naprawdę nigdy nie zrozumie kochającej i zranionej kobiety. Ja sama powtarzam, że nigdy nie wybaczę zdrady mojemu - przyszłemu - facetowi/narzeczonemu/mężowi. Ale jak się później nad tym zastanawiam, to zdaję sobie sprawę, że w tej chwili guzik wiem na ten temat. Nie kocham żadnego mężczyzny, więc nie wiem czy umiałabym tak po prostu odejść, nie oglądając się za siebie. Ostatnio coraz częściej przekonuje się, że jesteśmy tylko ludźmi skłonnymi do popełniania błędów i nieodpornymi na pokusę. Czasami o pewnych decyzjach decyduje moment. Chwila zapomnienia, jakiegoś głu*piego amoku. Przychodzi ból, lecz on zniknie kiedyś. Pewne jedynie jest to, że zdrada ta nigdy nie odejdzie w zapomnienie. Zawsze będzie. Ale czy to może decydować o końcu czegoś wyjątkowego? Trochę rozumiem Jenny. Ona kocha Jamesa. Bez względu na to co zrobił, ona nadal go kocha. To jest jej prawdziwa miłość. Żałuję, że tak beznadziejnie trafiła, ale tak to bywa w życiu. I chociaż uważam, że James nie zasługuje na nią, to nie winię jej za to, że ma nadzieję na ich powrót. Że pewnego dnia znowu będą mogli być rodziną. Tak to jest, gdy kogoś się kocha. Czasami lepiej wybaczyć błąd (jeśli ma się pewność, że druga strona tego żałuje) niż żyć całe życie z żalem po utracie czegoś pięknego. Nie wiem czy Jenny zejdzie się z Jamesem, ale jedno jest pewne Victor nie powinien tak naskakiwać na siostrę. Nie zasłużyła sobie na to.

      Usuń
    2. Vanessa też mnie trochę wkurzyła. Dobra nie lubię Rosalie. W porządku rozumiem, że chce pomóc Jenny. Mimo to, uważam jej zachowanie za samolubne. Wymyśliła sobie, że wepcha Jamesa w ramiona Rosalie, aby tylko odsunąć go od Jenny. Uważam, że postąpiła nieładnie i egoistycznie, bo tak naprawdę nie zapytała nikogo z zainteresowanych o zgodę. O to co czują. I wcale nie dziwię się, że Christina się zdenerwowała. Na jej miejscu zachowałabym się tak samo.
      Jenny jest wyjątkową dziewczyną. W życiu nie miała lekko, a jednak poradziła sobie i stała się wspaniałą matką. Świetnie idzie jej wychowywanie Olivera, chociaż nie może liczyć na zbyt wielkie wsparcie ojca chłopca. Jednak teraz nadszedł czas, aby pomyślała o sobie. Czas, żeby dała sobie szansę na szczęście. Jeśli nie jest gotowa na nową miłość, to niech się z nią nie spieszy. Niech się do niczego nie zmusza. Może na początek niech zainwestuje w siebie? Zrobi coś o czym zawsze skrycie marzyła, ale bała się to zrealizować? Wierzę w nią i wiem, że da sobie radę. Stanie na nogi i stanie się nie tylko cudowną matką, ale także silną oraz niezależną kobietą.
      W głębi serca wierzę, że James to dobry mężczyzna, ale niesamowicie zagubiony. Sam tak do końca nie wie czego chce. Z jednej strony jest to Rosalie, a z drugiej Jenny. Nie wspomnę już o epizodzie związanym z Sophią. Stracił swoją życiową drogę i teraz miotał się po mniejszych, mniej przejrzystych dróżkach. Czekam na dzień, w którym obudzi się i zrozumie czego chce od życia. Podejmie decyzje świadomie, a także przekonany o ich słuszności. I już nigdy nie zbłądzi ..
      Boski odcinek. Liczyłam jednak na troszkę więcej Victora, ale nie narzekam, bo wynagrodziłaś mi to obecnością Jenny. Naprawdę lubię tą dziewczynę. Cudowne opisy i jak zawsze rewelacyjnie napisane dialogi. Czekam na nowość! :*

      Usuń
    3. Ja też nie uważam się za jej fankę, ale muzyka mi odpowiada - od czasu do czasu :)
      Tak z technicznego punktu widzenia, James nie zdradził Jenny. Zostawił ją dla Rosalie, ale do niczego poważnego między nimi nie doszło, póki jego związek z Jenny trwał. Nie jestem pewna, czy to kwalifikuje się jako zdrada samo w sobie. Tak czy siak, nie dziwię się, że James nie zaplusował u Ciebie :) Podobało mi się Twoje przemyślenia na temat zdrady, zranionej kobiety i kwestii przebaczenia. Cieszę się, że się tym ze mną podzieliłaś :)
      Tak czułam, że obecność Victora w tym rozdziale bardziej Cię wkurzy, niż ucieszy :D Obiecuję, że w przyszłym odcinku będzie go trochę więcej, może nawet w bardziej pozytywnej odsłonie... :)
      Kochana, bardzo Ci dziękuję za ten cudowny komentarz! Strasznie miło mi się go czytało, każde słowo!
      Mam nadzieję, że dalsze rozdziały Cię nie rozczarują :)
      Całuję mocno :*

      P.S. Widzisz, odpowiedzi na Twoje komentarze wychodzą mi w miarę składne. Dlaczego na Twoim opowiadaniu nigdy mi się to nie udało?! :D

      Usuń
  2. James może nie zdradził Jenny fizycznie, ale psychicznie jak najbardziej. Może odrobinę to reperuje jego wizerunek, ale i tak musi się chłopaka napracować, aby zyskać moją sympatię.
    Skoro mówisz, że Victorka ma być więcej w następnym odcinku i to w pozytywnej odsłonie, to nie mogę się doczekać nowości! Dobrze, że sobota już tuż tuż ... :-)
    I chciałabym tutaj zaznaczyć jedną istotną rzecz - żaden rozdział jeszcze NIGDY mnie nie rozczarował i naprawdę wątpię, aby miało się coś takiego wydarzyć w najbliższej przyszłości. :)

    P.s. Ja kocham Twoje komentarze! Nie masz nic w nich zmieniać, bo będę zła! :) :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej Kochana:* ja niestety docieram tutaj dopiero teraz, ten tydzień był naprawdę szalony, co chwilę coś, ale dzisiaj już jestem. Przez chwilę myślałam, że kolejny rozdział pojawi się dzisiaj, albo jutro, a tutaj taka niespodzianka, że dopiero za tydzień. Ale jednak wolę to zrobić teraz, bo później może być różnie :) a co do Twoich słów wstępu, to uwierz mi, że niezależnie od tego, czy napisałaś, że kolejne rozdziały będą eksperymentem, czy nie, to ja i tak będę zdziwiona :D do kolejnego rozdziału pewnie zdążę zapomnieć o tej informacji, dlatego już teraz Cię uprzedzam, że ja na pewno będę zdziwiona ;) dzisiaj wstęp taki króciutki, bo już naprawdę nie wiem co jeszcze w nim napisać i zabieram się za czytanie.
    Zastanawiam się, co takiego ma w sobie Vanessa, że wszystkie dzieci z miejsca ją lubią. Dokładnie tak samo było z Adrianą, córeczką Josha. Oliver także ją polubił i nawet mu się nie dziwię. Na pierwszy rzut oka lekarka wygląda na naprawdę miłą i sympatyczną osobę, wiadomo, że swoje za uszami ma, ale nie można ciągle tkwić w przeszłości. Nawet ja sama postanowiłam dać jej szansę i powoli, stopniowo zaczynam lubić Vanessę. Podobał mi się ten fragment. Był taki... zwyczajny? Oliver jest naprawdę uroczym chłopcem, rezolutnym, wierzę, że Jenny wychowała go na porządnego mężczyznę, że będzie miał jakieś wartości w życiu i oby był inny niż jego ojciec. Jenny z pewnością by sobie tego nie darowała, gdyby jej syn popełniał te same błędy co James. Mimo tych wszystkich niejasności, jakie ciągle tworzą się między rodzicami Olivera, to on nadal ma w sobie taką pogodę ducha, widzę u niego ciągły optymizm, że jeszcze się wszystko ułoży, że znajdzie się takie rozwiązanie sytuacji, które sprawi, że wszyscy będą szczęśliwi. Super fragment, taki lekki i w sumie nie wnoszący zbyt wiele do historii jeśli chodzi o samego Olivera. Cóż, nie jestem pewna, czy rzeczywiście Vanessa powinna się wtrącać. Uważam, że to są sprawy między Jenny a Jamesem i to oni sami powinni rozwiązać ten problem. Oby tylko nie było z tego jakichś większych kłopotów...

    OdpowiedzUsuń
  4. Lubię Victora, naprawdę nic do niego nie mam. Każda z nas, która śledzi tą historię od początku zgodziłaby się ze mną, że to mężczyzna idealny i każda z nas, skrycie lub nie, zazdrości Vanessie takiego faceta. Wydaje mi się jednak, że w tym rozdziale troszeczkę przesadził naskakując tak na Jenny. Myślę, że Victor nie do końca rozumie to, co czuje jego siostra, w jakim ona jest stanie. Chociaż przyznaję, że w niektórych przypadkach taka "terapia wstrząsowa" pomaga, o dziwo! Do niektórych ludzi trzeba naprawdę użyć konkretnych argumentów, bo inaczej po prostu nie dociera. Przykro mi, że brat tak potraktował Jenny, ale z drugiej strony, czy rzeczywiście wszyscy muszą się z nią obchodzić jak z jajkiem? Może rudowłosej rzeczywiście potrzebna jest taka osoba, która postawi ją do pionu? Wiadomo, że dobrze jest mieć obok siebie kogoś komu można się wypłakać, albo po prostu posiedzieć i pomilczeć. Teraz Jenny jest zła, ale może jak na spokojnie przemyśli argumenty Victora, to przyzna mu rację? Na pewno nie chciał sprawić siostrze przykrości, ale wyszło jak wyszło. Czytam dalej :)
    Ten fragment mnie zaszokował. Do tej pory sądziłam, że Christinie zależy przede wszystkim na dobru siostry, z którą nie ukrywajmy nie miała najlepszych kontaktów. Powrót Rosalie do Londynu w dalszym ciągu jest dla wszystkich jedną, wielką tajemnicą, ale w tym rozdziale okazało się, że Tina chciała chronić wszystkich dookoła przed własną siostrą. Czy słusznie? Tak naprawdę niewiele wiadomo o samej Rosalie, o jej przeszłości, dlaczego wyjechała na tak długo i jaki był powód powrotu w rodzinne strony. Myślę, że Christina zareagowała zbyt gwałtownie. Nie jest w stanie ochronić wszystkich i myślę, że jak na spokojnie sobie wszystko przemyśli, to zrozumie, że Vanessa nie miała złych intencji. Akurat w to nie uwierzę nigdy. Tutaj chodzi też o brak zaufania Tiny względem siostry. Myślałam, że ich relacje się poprawiły na tyle, by wybaczyć sobie wszystkie niejasności z przeszłości, ale myślę, że Christinie będzie naprawdę trudno zapomnieć. Ciekawa jestem co dalej się wydarzy :) oby tylko ta cała sprawa nie odbiła się negatywnie na przyjaźni Vanessy z Christiną.
    Z każdym kolejnym rozdziałem przekonuje się, że Jenny to naprawdę cudowna dziewczyna. Wracając do lat jej młodości, to nie przejmowałabym się za bardzo tym, co gadają inni. Ludzie zawsze będą gadać i to się nie zmieni. Prawda jest taka, że nie da rady wszystkim dogodzić, a nie ma sensu zmieniać się na siłę i to jeszcze dla kogoś, kto nie potrafi tego należycie docenić. Ludzie są różni, Jenny akurat jest taka, że nie potrzebuje wokół siebie tłumu ludzi, żeby być szczęśliwą. Myślę, że jest jej naprawdę obojętne, czy jest sama, czy wśród nie wiadomo jak wielkiego tłumu. Tak! Czas najwyższy, żeby wreszcie pomyślała o sobie, żeby zrobiła coś dla siebie. Również uważam, że powinna dać szansę nowej miłości, bo każdy kolejny rozdział tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że nie warto czekać na Jamesa. On ciągle biega za Rosalie, a Jenny zwyczajnie nie zauważa. Oczywiście jeśli nie jest gotowa na nową miłość, to nic na siłę, ale może rzeczywiście warto spróbować? Naprawdę czekam na ten moment, kiedy przeczytam o tym, że Jenny wreszcie jest szczęśliwa :)
    Nie wiem już co mam myśleć o Jamesie. Ten facet jest naprawdę dziwny. Nie spotkałam chyba jeszcze tak niezdecydowanego mężczyzny. Jest strasznie irytujący, ale też nigdy nie chciałam o nim myśleć źle. On się po prostu pogubił, już sam nie wie, czego tak naprawdę chce od życia. Z jednej strony jest Rosalie, później rozmyślanie o Jenny, nie wspominając o romansie z Sophią. Ciekawa jestem, kiedy w końcu odnajdzie tą właściwą drogę, kiedy w końcu uzna, że to właśnie jest to, czego brakowało mu do szczęścia. Nie wiem, dlaczego czekam na kolejne rozdziały :)
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie wiesz, jak bardzo brakowało mi Twojej opinii. Już zaczynałam się niepokoić. Strasznie się cieszę, że jesteś! :*
      Zrobiło mi się miło, jak nawiązałaś do postaci Adriany i tym samym do Mine Again. Tak po prostu, fajnie, że pamiętasz tamtą historię :) Myślę, że pamięć o Mine może się przydać przy czytaniu dalszych rozdziałów... :P
      Zgadzam się ze wszystkim, co napisałaś, włącznie z tym, że James jest zagubiony - taka prawda. Myślę też, że to, co w najbliższym czasie będzie się działo u Jenny, przypadnie Ci do gustu, chociaż tego nie wie nikt :P
      Wiem, moja odpowiedź jest beznadziejna, ale Twój komentarz był świetny. Strasznie tęskniłam za Twoimi przemyśleniami i ogólnie. Bez nich to nie to samo, wierz mi :)
      Dziękuję Ci baaaardzo :*
      Trzymaj się, kochana!
      <3

      Usuń