09 stycznia 2015

31. ,,Dała się ponieść''

Hej :) Witam w 2015 roku!
Po prawie dwóch tygodniach mam dla Was kolejny rozdział. Bardzo go lubię. A następny chyba jeszcze bardziej, ale ćśś... :P Jakiś czas temu obiecywałam Wam wstrząsy, i dotrzymuję słowa. Nie mogę się doczekać, aż pokażę Wam ciąg dalszy - ale wszystko po kolei :)
Dziękuję za ostatnie komentarze! :* To, że Was tutaj mam, podnosi mnie na duchu i jest takim promyczkiem w mocno beznadziejnym okresie w moim życiu :)
Do następnego!

***
Evanescence - My Immortal

Mężczyzna oparł się dłońmi o ścianę, pochylając się. Było mu niedobrze. Nieznana siła ściskała jego żołądek z całych sił, a i serce nie było w najlepszej kondycji. Po kolejnej fali gorąca, która rozlała się w jego wnętrzu na myśl o tym, czego dowiedział się przed momentem, James poczuł, że musi usiąść. Wyprostował się na chwilę, po czym opadł lekko na murek. Dłońmi trzymał policzki, jak dziecko, które męczy się niemiłosiernie nad zadaniem z matematyki. Nie miał zielonego pojęcia, co zrobić i jak się zachować. Czy zareagował tak, jak powinien? Może byłoby lepiej, gdyby został na sali razem z Rosalie? Przecież widział jej łzy, a mina zdradzała na pierwszy rzut oka, że jej również jest z tym wszystkim bardzo ciężko - mało tego, ona zmagała się z tym o kilkanaście lat dłużej, niż on. Nawet nie chciał sobie wyobrażać, przez co przechodziła Rosalie, wspominając jeden z czynników, które skłoniły ją do opuszczenia Londynu. Pewna cząstka Jamesa współczuła jasnowłosej, jednak zdecydowana większość jego duszy była żądna wyjaśnień. Z jednej strony wiedział, że przeżył bez tej wiedzy tak długo, jednak nie zapomniał, jak dużo go to kosztowało. Przecież to z powodu Rosalie James kilkakrotnie zawodził Jenny i w końcu ją zostawił. Nie potrafił przestać myśleć o dziewczynie, z którą, jak sądził, łączyła go wyjątkowa więź. Gdyby Rosalie nigdy nie pojawiła się w jego życiu, możliwe, że James miałby dziś życie bardzo zbliżone do ideału. Nie musiałby patrzeć, jak Jenny spotyka się z innym mężczyzną, ponieważ nigdy nie wypuściłby jej z rąk. Był durniem, skoro nie potrafił skupić się na teraźniejszości, tylko wciąż wracał do przeszłości, w której Rosalie odgrywała jedną z głównych ról.
Ciemnooki rozejrzał się. Londyn tonął w ciemnościach, podobnie jak jego umysł. Wydawać by się mogło, że poznanie motywów Rosalie sprawi, że wszystko stanie się dla niego o wiele jaśniejsze i wyrazistsze, jednak rzeczywistość całkowicie temu przeczyła. Ostatecznie James postanowił wrócić do Rosie. Był ciekaw, jak to było naprawdę, choć skłamałby, gdyby powiedział, że nie boi się jej odpowiedzi. Trudno mu było jednak wyobrazić sobie coś, co wstrząśnie nim bardziej, niż to, co już wiedział. Mężczyzna otworzył drzwi ośrodka i zobaczył ją, idącą w jego kierunku. Kiedy go zauważyła, wyraźnie zwolniła, jakby chciała zatrzymać się w miejscu i poczekać, co się stanie. Kiedy w końcu stanęli naprzeciwko siebie, Rosalie parokrotnie otworzyła usta, jednak ani razu nie udało jej się znaleźć odpowiednich słów. Pokręciła głową, wyraźnie zła na swoją bezradność.
- Chcę znać całą prawdę - powiedział chłodno James. - Proszę, nie pytaj, czy już cię nienawidzę. Nie masz pojęcia, jaki bałagan mam w głowie. Jestem taki... taki zły...
Rosalie raz jeszcze otworzyła usta, jednak tym razem to James uniemożliwił jej powiedzenie czegokolwiek.
- Nie przemilczysz nic więcej - rzekł surowo. - Niczego więcej przede mną nie ukryjesz. Powiesz wszystko, jak na spowiedzi.
- Tak - mruknęła Rosalie ze zbolałą miną, po czym pokiwała głową energicznie. - Powiem ci wszystko.
James nie potrzebował nic więcej i niewiele więcej zdołałby znieść. Samo patrzenie na nią sprawiało mu wielki ból. Dotąd wydawało mu się, że ją znał... Wszyscy wokół ostrzegali go, że prawda jest zupełnie inna. Pamiętał zachowanie Tiny, która sprawiała wrażenie, jakby chciała chronić go przed swoją własną siostrą. Dlaczego ślepo ufał dziewczynie, która zataiła przed nim coś tak istotnego, jak ciąża? Ciarki przebiegły po jego plecach, a mdłości raz jeszcze dały o sobie znać. Mężczyzna czuł, że jest już blisko poznania prawdy, jednak wcale nie był to powód do radości.

***

Jenny przez cały dzień próbowała odciągnąć myśli od Jamesa, jednak nic nie przynosiło upragnionego rezultatu. Choć kiedy widzieli się po raz ostatni, rudowłosa mogła sprawiać wrażenie ślepej i głuchej na sygnały, które jej wysyłał, to tak naprawdę doskonale wiedziała, co się dzieje. Z jednej strony coś wciąż podpowiadało jej, że nie powinna drugi raz wchodzić do rzeki, która była wyjątkowo rwąca i nieobliczalna, a z drugiej Jenny po prostu musiała sprawdzić, czy tym razem również oberwie rykoszetem. Widziała jego starania, a w oczach szczere uczucie, które powróciło po tylu latach, które zmarnowali na kłótnie albo unikanie się nawzajem. Wszyscy dookoła na pewno widzieli też, że ona sama również nie wyleczyła się z miłości do Jamesa. Kiedy tylko go widziała, musiała stawać na głowie, by nie patrzeć na niego maślanymi oczkami. Ile razy trzymała telefon w ręku, by zadzwonić i powiedzieć, co naprawdę do niego czuje? Po setnym razie straciła rachubę i przestała liczyć. Jeśli chodzi o Jeremy'ego... Cóż, był on naprawdę fajnym facetem, który bez wątpienia zapewniłby jej i Oliverowi spokojną i stabilną przyszłość. Jeremy zawsze miał łeb na karku i nie podejmował pochopnych decyzji, co diametralnie różniło go od Jamesa, który wiele razy postawił własne dobro na szali i niestety parokrotnie się na tym przejechał. Jenny próbowała znaleźć więcej rzeczy, które czyniłyby Jeremy'ego człowiekiem lepszym od Jamesa, jednak im dalej szła, tym trudniejsze stawało się to zadanie. Jeremy nie potrafił rozbawić jej do łez i nie posiadał oczu, w których mogłaby zatracić swoje zmysły. Nie wiedział, co ją złości i czego nienawidzi, bo właściwie nigdy nie próbował się tego dowiedzieć. Sprawiał wrażenie faceta, który cieszy się, że po prostu ma kogoś i samo posiadanie kobiety już mu wystarczy. Była pewna, że jej nie kochał. Zakochany mężczyzna zachowuje się zupełnie inaczej. Bywa, że nie potrafi oderwać od ciebie wzroku i robi wszystko, by przyciągnąć twoją uwagę. Kiedy jest zazdrosny, okazuje to w sposób, którego nie można pomylić z niczym innym. Jenny zamrugała parokrotnie, kiedy zdała sobie sprawę z tego, że zakochany mężczyzna robi wszystko tak, jak James
Dziewczyna wzięła do ręki telefon i tym razem nie zastanawiała się już, czy powinna to robić. Musiała zaryzykować, by przekonać się, czy w gwiazdach jest jeszcze jakaś szansa dla niej i dla Jamesa. Musiała wiedzieć, czy jeszcze kiedyś będą prawdziwą, kochającą się rodziną, która nawet, jeśli się zawiedzie, to potrafi sobie przebaczyć i dalej stanowić silną, stabilną konstrukcję. Zrobiła to, choć wiedziała, że w ten sposób może zranić Jeremy'ego, któremu nic jeszcze nie powiedziała. Zdawała sobie sprawę z tego, że w tym momencie była egoistką do kwadratu, jednak kiedy próbowała przypomnieć sobie, kiedy po raz ostatni myślała w pierwszej kolejności o swoim własnym szczęściu, nie potrafiła ustalić konkretnej daty - była ona tak odległa. Od czasu do czasu trzeba być samolubem i nade wszystko cenić swój własny komfort. Walczyła o to, by wreszcie poczuć się w pełni szczęśliwą, oderwaną od ziemi, szybującą pośród chmur. Wysłała mu sygnał, modląc się o to, by James nie zmarnował kolejnej szansy, którą dostał. Wiedziała, że James był tego wieczoru umówiony z Oliverem, więc chcąc nie chcąc będzie musiała go zobaczyć i z nim porozmawiać. Wyobraźnia wykreowana przez tysiące książek, które przeczytała, rysowała w jej głowie wyśniony scenariusz. Już czuła jego pocałunki na swoich ustach. Już czuła tę radość, kiedy odzyska swojego mężczyznę od zawsze na zawsze. Śniła i marzyła o tym, by nikt ani nic, nie budziło ją z tego cudownego snu.

***

Vanessa ucieszyła się na widok Christiny, która wróciła do domu o zwykłej porze. Próbowała w delikatny sposób dać Victorowi do zrozumienia, że musi spędzić z przyjaciółką trochę czasu sam na sam, chłopak jednak zdawał się być głuchy na jej słowa. Wciąż zaglądał do pokoju Tiny, zagadując je obie albo racząc żartem tak bardzo w jego stylu. W końcu ugiął się pod nalegającym spojrzeniem narzeczonej i zapowiedział, że zniknie na dobre pół godziny, by przygotować dla wszystkich popisową kolację. Vannie wstała z łóżka psycholog i zamknęła drzwi, bo Victor jakoś zapomniał to zrobić. Brunetka wróciła na swoje miejsce i spojrzała przyjaciółce prosto w oczy. Przez chwilę miała pewne opory, potem jednak przypomniała sobie o zawodzie, jaki wykonuje Christina. Ciężko o osobę, która wysłucha lepiej i wyłapie z twoich słów najwięcej niezbędnych do udzielenia pomocy informacji. Na myśl o tym Vannie uśmiechnęła się sama do siebie.
- Nie przypuszczałam, że kiedykolwiek stanę się jedną z twoich pacjentek - powiedziała Vanessa, odgarniając włosy za ucho.
- Pamiętaj, że możesz mi ufać - rzekła Tina ciepłym, przyjaznym tonem. - Chodzi o Josha, prawda? To dlatego jesteś taka przybita?
- To aż tak widać? - spytała lekarka. - Tina, nie mam pojęcia, co robić. Pamiętasz, jak kilka miesięcy temu byłam o krok od powiedzenia ci, kim był Josh, zanim go poznałam? Wtedy coś nam przeszkodziło. Żałuję tego czasu, bo być może z twoją pomocą już dawno temu wiedziałabym, jak się zachować i jak wybrnąć z tej przeklętej sytuacji.
- Spokojnie - Tina położyła przyjaciółce dłoń na ramieniu, a Vanessa westchnęła ciężko.
- Josh był żołnierzem. Pewnego razu zaproponowałam, żeby przespał się na mojej kanapie. Obudziłam się, słysząc coś dziwnego. Kiedy weszłam do salonu, zobaczyłam Josha w fatalnym stanie. Miał sen, a co ważniejsze, ten sen był wspomnieniem tragicznych wydarzeń, w których uczestniczył. Josh czuł się winny za śmierć przyjaciela. Przez kilka miesięcy był torturowany, w dodatku zabijała go sama świadomość, że przyczynił się do tego, że tamten chłopak stracił życie. Josha uratował tylko cud. Tamtej nocy zasugerowałam mu, żeby poszukał pomocy u specjalisty. Wiedziałam, że są ludzie, którzy będą bardziej kompetentni, niż ja i zrobią dla niego o wiele więcej ode mnie.
- Zgodził się? - zapytała Christina, wyraźnie wstrząśnięta opowieścią przyjaciółki.
- Tak - odparła Vannie. - Przez jakiś czas chodził na terapię i widać było, że naprawdę mu to pomaga. A potem... - dziewczyna zatrzymała się na chwilę. - Coś w niego wstąpiło. Przestałam dostrzegać w nim tego dobrego człowieka, który wzbudził moją sympatię na samym starcie. Zaczął mnie przerażać. Jednego dnia to ja byłam dla niego najważniejsza, a zaraz potem rzucał wszystko, by spędzić noc z byłą narzeczoną. Sprawiał wrażenie, jakby wcale nie żałował zdrady, a zaraz potem gotów był przepraszać na kolanach, ze łzami w oczach. To tak, jakby tkwiły w nim ogromne pokłady dobra i zła, wszystkiego po równo.
- Wtedy wyjechałaś? - spytała Tina.
- Musiałam - rzekła Vanessa. - Nałożyło się na to wiele rzeczy. Dostałam propozycję pracy w Londynie i w pierwszej chwili byłam przekonana, że z niej nie skorzystam. Potem jednak dotarło do mnie, że nie dam rady żyć w wiecznym strachu, że facet, którego kocham, znowu wróci do swojej byłej. Widziałam, że on wciąż żył przeszłością. Teraz wiem, że było mu bardzo ciężko, a ja, zamiast zostać i dalej mu pomagać, zostawiłam go samego. Jest mi wstyd, bo co to za przyjaciel, który odwraca się od najbliższej osoby w momencie, kiedy ta zmaga się z problemem?
Brunetka zrobiła kolejną przerwę. Czuła, jak żal zaciska pętlę na jej szyi. Im dłużej przyglądała się temu wszystkiemu, tym bardziej odpowiedzialna czuła się za te podłe słowa, którymi karmił ją teraz Josh i za jego agresję, którą odczuł na sobie również Victor.
- Kiedy Josh przyjechał do Londynu, od razu zaznaczył, że nie chce mnie odzyskać. Powiedział, że chciał się upewnić, że jestem bezpieczna... Boże, jaka ja byłam głupia! Przecież mogłam wtedy domyślić się, że to demony jego przeszłości zmuszają go do chodzenia za mną krok w krok. Te wszystkie sytuacje, kiedy Josh niby przypadkiem pojawiał się pod szpitalem i jego naleganie, by odprowadzić mnie do pracy i z powrotem... Jemu od samego początku chodziło o mnie. Próbował mnie chronić.
- Chcesz, żebym z nim porozmawiała? - zapytała Christina.
- Ja tak, ale nie wiem, co na to Josh - westchnęła Vanessa.
- Myślę, że warto spróbować - powiedziała. - Jeśli nic nie zrobimy, kto wie, co jeszcze zrobi ten chłopak. Sama widzisz, jak to wygląda. Victor ma poobijaną twarz, a ty jesteś w totalnej rozsypce.
- Spróbujemy - stwierdziła Vannie, ocierając wierzchem dłoni łzę, która, to zrozumiałe, wydostała się na zewnątrz pod wpływem wzruszenia i lęku. - Wiesz, co jest w tym wszystkim najgorsze? Że teraz widzę wyraźnie, że nigdy tak naprawdę nie kochałam Josha. Byliśmy ludźmi, którzy wpadli na siebie w najgorszym momencie swojego życia. Wspieraliśmy się nawzajem i przyznaję, byłam nim zauroczona, ale to, co nas łączyło, nie było nawet zbliżone do tego, co łączy mnie z Victorem. Nie wiem, czy Josh kiedykolwiek mnie kochał. Teraz dostrzegam, że w tamtym okresie jego serce było przepełnione goryczą i cierpieniem i nie było tam miejsca dla mnie. Ja chyba wolałabym, aby starał się o mnie, bo mnie kocha i chce mieć mnie z powrotem dla siebie, niż być kimś, o kogo dba za wszelką cenę, krzywdząc przy tym bliskie jej osoby. Czuję się, jak w jakimś cholernym filmie. Ja i Josh... My oboje jesteśmy ofiarami jego demonów.
- Nie zostaniesz z tym sama, mogę ci to obiecać - rzekła Christina i mocno przytuliła przyjaciółkę.
Po pokoju rozległo się pukanie do drzwi. Do środka zajrzał Victor.
- Jest tu jakaś Christina? - zapytał, a szarooka podniosła niepewnie rękę. - Zamawiała pani włoską kolację?
- A co, zamówiłeś mi pizzę? - spytała, a Vanessa roześmiała się, mimo trudnej rozmowy, którą odbyła przez chwilą.
- Niezupełnie - odparł piłkarz, szczerząc zęby. - Mogę pani zaoferować makaron z suszonymi pomidorami,  oliwkami i parmezanem, no po prostu palce lizać - i ostentacyjnie oblizał koniuszki palców.
- To na razie - powiedziała uradowana Tina, pocałowała najpierw Vanessę, a potem Victora w policzek i zasiadła do kolacji.
- A my co? - spytała Vannie, kiedy została sama z narzeczonym. - Będziemy dzisiaj głodować?
- Zjemy, jak wrócimy - odrzekł tajemniczo Victor.
- Znowu jakaś niespodzianka? - zapytała brunetka. - Słońce, ja dzisiaj naprawdę nie jestem w nastroju, by...
- Nie marudź, nie marudź - trajkotał i pociągnął ukochaną na korytarz, gdzie przyparł ją do muru i zmusił, by w trybie natychmiastowym założyła buty. - Obiecuję, że ta niespodzianka jest tego warta i poprawi ci ten twój paskudny humorek.
- Skoro obiecujesz, to chyba nie mam wyjścia - westchnęła Vannie i uśmiechnęła się, choć przyszło jej to z wielkim trudem.
Zakochani pożegnali się z Christiną, która zajadała tak, że aż jej się uszy trzęsły, po czym wyszli z mieszkania.

***

James od początku wiedział, że najlepszym miejscem na dalsze zwierzenia Rosalie, była ich tajemna kryjówka, z której był wyśmienity widok na gwiazdy. Droga do tego miejsca wcale nie była długa i spokojnie mogli udać się tam na piechotę, jednak James bez wahania zabrał ze sobą samochód. Mijała kolejna godzina, kiedy mężczyzna zużywał niezmierzone pokłady benzyny, krążąc po mieście i okolicach, o których istnieniu nie miał wcześniej pojęcia. Jazda samochodem zawsze pomagała mu przemyśleć w spokoju wszystko to, co go trapiło i denerwowało, a właśnie tego potrzebował teraz najbardziej. Miał taki mętlik w głowie, że nie zdołałby tego ogarnąć dłońmi, a co gorsza wiedział, że to wcale nie był koniec wstrząsających wyznań Rosie. Devon zachodził w głowę, co jeszcze może od niej usłyszeć, a lęk przed poznaniem kolejnych szczegółów, nie malał, mimo pokonywanych kilometrów. Zaczął analizować każdą rozmowę, jaką przeprowadzili ze sobą, odkąd wróciła do Londynu. Pamiętał, ile razy odwlekała tą rozmowę i udawała, że nie słyszy trudnych pytań, jakie jej zadawał. Po pewnym czasie skupił się bardziej na swoich relacjach z Oliverem, babcią i Jenny, że przeszłość Rosalie zeszła na dalszy plan. Dziś, choć czuł, jak krwawi mu serce, nie żałował, że jednak dowiedział się, dlaczego dziewczyna tak długo uciekała przed wyjawieniem Jamesowi swoich sekretów. Gdyby nie powiedziała mu dzisiaj, to kto wie, czy nie wyjechałaby na kilkanaście kolejnych lat? Mężczyzna spojrzał kątem oka na siedzącą na miejscu pasażera Rosalie, wpatrującą się zawzięcie w miasto skąpane w ciemności. Pojął, że była ona zdolna absolutnie do wszystkiego. Ktoś, kto ukrywał przed osobą, którą ponoć tak bardzo kocha, tak ważny szczegół, jest w stanie posunąć się do o wiele dramatyczniejszych i niepojętych czynów. Patrzył na nią i nie wiedział, czy w ogóle kiedykolwiek tak naprawdę ją znał. Jak wiele przed nim zataiła? Jak wiele razy go oszukała, albo nie powiedziała mu o czymś tak ważnym, jak to, że była z nim w ciąży?
- Telefon... - powiedziała nagle Rosalie, a James zorientował się, że faktycznie, na desce rozdzielczej wibrowała jego komórka. Wyciągnął szyję i zdołał zobaczyć na wyświetlaczu imię Jenny. Przypomniał sobie o tym, że był na dzisiaj umówiony z synem, a właśnie mijała kolejna godzina jego spóźnienia. - Mogę odebrać - zaproponowała niepewnie blondynka i już wyciągała rękę.
- Zostaw - rzekł ostro James, a Rosalie wycofała się.
Nie miał ochoty rozmawiać z Jenny ani Oliverem, nie chciał też słyszeć głosu Rosie. Działała mu na nerwy, a jednak wiedział, że w pewnym sensie był na nią skazany. Ponownie skupił się w stu procentach na drodze, która rozwijała się przed nim niczym dywan. James nie zdołałby powiedzieć tego na głos, na pewno nie teraz, jednak wyglądało to tak, jakby Rosalie nie myliła się, kiedy ostrzegała go, że ją znienawidzi. Obecnie darzył ją wstrętem i niechęcią i nie wyobrażał sobie, co musiałoby się wydarzyć, by jego odczucia na myśl o niej mogły się zmienić.

***

- Czemu się uśmiechasz? - zapytał los.
- Jest idealnie - powiedziała, a on zareagował śmiechem.
- Więc czemu wciąż się szczerzysz? - spytał ponownie, a dziewczyna zamrugała kilkakrotnie. Nie rozumiała, o co mu chodziło i dlaczego wciąż patrzył na nią z pogardą w oczach.

Vanessa trzymała Victora pod rękę, świadoma, że jej twarz nieustannie zdobił szeroki uśmiech. Choć początkowo nie wierzyła, że chłopak zdoła poprawić jej humor, to jednak udało mu się tego dokonać. Po raz kolejny tego dnia zaskoczył ją do żywego, zabierając na pierwszą wizytę w ich nowym domu. Brunetka krążyła po pokojach i za każdym razem, kiedy w danym pomieszczeniu podobało jej się tak bardzo, że planowała w ogóle się z niego nie ruszać, każde kolejne okazywało się jeszcze bardziej zachwycające. Choć ściany nie były jeszcze ozdobione ich wspólnymi zdjęciami, a i meble dalekie były od tych wymarzonych, które Vanessa miała w głowie od wielu lat, to miejsce to już teraz było dla niej po prostu cudowne. Był to pierwszy kawałek ziemi, który Vanessa i Victor mogli śmiało nazwać swoim wspólnym. Ich historia, choć zaczęła się zaledwie pół roku temu, rozwijała się coraz bardziej, a oni dziarsko dotrzymywali jej kroku. Byli ciekawi, co przyniesie jutro, a w tym wszystkim towarzyszył im dziwny spokój, tak daleki od niepokoju, który ogarniał ich oboje na myśl o Joshu i jego zachowaniu, którym parę razy już ich zaskoczył i wystraszył. Vannie spojrzała na blondyna, który przyglądał się późnonocnemu Londynowi. Wiedziała, że on czuł dokładnie to samo. Póki będą razem, nic nie będzie w stanie zagrozić ich miłości i związkowi, który trwał stosunkowo krótko, a jednak wystarczająco długo, by na stałe zagościć w ich sercach i pamięci. Vanessa była najszczęśliwszą kobietą na świecie, kiedy myślała o tym, jak wiele zawdzięczała Victorowi. To, że go poznała, w pewnym sensie zawdzięczała Joshowi, choć jest to bardzo odważne stwierdzenie. Gdyby nie Josh, Vannie odrzuciłaby propozycję pracy w Londynie i zostałaby w Mediolanie, raz po raz widząc Victora przypadkowo w telewizji i nie zwracając na niego szczególnej uwagi. Dziewczyna westchnęła. Myśl o Joshu sprawiała jej ból, jednak i tak była w dużo lepszym stanie, niż przed wyjściem z domu. Zatrzymała się, a Victor uczynił to samo, patrząc na nią z zaciekawieniem.
- Chciałaś coś powiedzieć? - zapytał, a ona pokręciła głową.
- Chciałam cię tylko pocałować - rzekła. - Mogę?
- Nie - odezwał się głos, którego żadne z nich nie spodziewało się usłyszeć.
Victor, po którego twarzy zdążył przebiec uśmiech na myśl o pocałunku z ukochaną, skierował wzrok w stronę, z której dochodził jakby tłumiony śmiech mężczyzny. Vanessa pokręciła głową. Nie mogła uwierzyć w to, że tak łatwo zapomniała o gigantycznym problemie, jaki spoczywał na jej barkach. Teraz, kiedy widziała Josha przed sobą i ten jego specyficzny, tak trudny do zdefiniowania wyraz twarzy, ogarnęła ją panika. Wiedziała już, że niebieskooki jest zdolny do wszystkiego, kiedy sterują nim trudne doświadczenia wojenne. Ścisnęła mocno dłoń Victora, na którego twarzy widziała gotowość do działania.
- Co ty powiedziałeś? - spytał Victor, starając się, by jego głos brzmiał w stu procentach spokojnie. Josh ponownie się roześmiał, jednak jego oczy wcale nie były rozradowane. Płonął w nich prawdziwy ogień, a wyraz jego twarzy był jedynie przykrywką, czymś, co czyniło to wszystko jeszcze straszniejszym. - Zejdziesz nam teraz z drogi? Chcieliśmy się jeszcze przejść.
- Powiedziałem ci, że masz ją zostawić - rzekł chłodno Hartley, a jego twarz nagle skamieniała.
- Tak, powiedziałeś... - rzucił nagle Victor, po czym wskazał palcem na sińce na swojej twarzy.
- Sądziłem, że wyraziłem się wystarczająco jasno, ale widzę, że mam do czynienia z gościem wyjątkowo opornym.
Victorowi zbielały knykcie, gdy zacisnął pięści, gotów, by odpowiedzieć rywalowi bez używania słów. Zauważyła to Vanessa, która postanowiła przerwać milczenie, mimo lęku, który zdawał się panować nad każdym jej ruchem.
- Josh, moglibyśmy porozmawiać o tym rano? - zaproponowała, choć przeczuwała, że nic z tego nie będzie. - Wszyscy jesteśmy już zmęczeni i myślę, że powinniśmy...
- Masz ostatnią szansę - powiedział Josh, ignorując słowa Vannie. Na jego twarzy wciąż widniało rozbawienie połączone z gniewem. Victor na pewno wyczuł zarówno strach narzeczonej, jak i gotowość Josha, by uderzyć. - Zejdziesz mi z drogi, albo cię z niej usunę.
- Josh! - krzyknęła Vanessa. Spojrzała na Victora, szukając wsparcia po jego stronie, jednak zobaczyła, że jemu również puszczają hamulce. Jego pięści były jeszcze mocniej zaciśnięte, a twarz wykrzywiona szczerą nienawiścią. - Victor! Proszę, opanujcie cię...
- Zdecydowałeś się już? - zapytał Hartley.
- Wiesz, co jest twoją największą słabością? - spytał Victor, a przemawiał takim tonem, jakby rozmawiał z przedszkolakiem. Ewidentnie nie wyczuwał w Joshu poważnego rywala. - Naiwność. Jesteś pewien, że masz doskonały plan, a ja jestem jedyną skazą na tym wspaniałym obrazku. Wiesz, o którym mówię, prawda? O tym, na którym ty i Vanessa, notabene moja kobieta, jesteście razem, tak, jak kiedyś.
Vanessa czuła, jak jej serce łomoce tak, jak nigdy przedtem. Wiedziała, że jeszcze chwila i zwróci uwagę nielicznych przechodniów, prosząc ich o interwencję i pomoc. Miała nadzieję, że Victor zrobi krok w tył i nie da się sprowokować, jednak mężczyzna szedł w zaparte.
- Nigdy nie uda ci się doprowadzić tej misji do końca, żołnierzyku - powiedział z pogardą Joyce, a Josh zrobił krok w jego stronę. - Postanowiłeś usunąć mnie ze swojej drogi, ale nawet, gdybym zniknął, Vanessa nigdy nie chciałaby być z tobą. Bo widzisz, to nie ja jestem problemem, lecz ty sam. Nigdy, nawet, jeśli powybijasz każdego faceta, który kiedykolwiek pojawi się u boku Vannie, nie będziesz szczęśliwy.
- Victor, zamknij się, proszę... - nalegała Vanessa, ciągnąc chłopaka za rękę. Wiedziała, że Victor zbliżał się do granicy, której nie powinien przekraczać. Za chwilę poruszy temat problemów Josha, które miał i które zakorzeniła w nim wojna, a to może rozpętać prawdziwą bitwę na ich oczach.
- Może masz rację - powiedział Josh, zaskakując wszystkich. - Może faktycznie mam problem i może nie ma sensu walczyć z ludźmi, którzy pojawiają się w życiu Vanessy.
- Cieszę się, że to dostrzegasz - stwierdził Victor, przekonany, że jego słowa dotarły do Josha. Mężczyzna zwolnił uścisk i ewidentnie się uspokoił. To był błąd. Twarz Hartleya ponownie wykrzywił szyderczy uśmiech.
- A jednak, nawet, jeśli jest to bezcelowe, z przyjemnością pozbędę się jedynej przeszkody, jaka stoi mi na drodze - powiedział Josh. - Ciebie.
To był ułamek sekundy, kiedy niebieskooki rzucił się na blondyna, wymierzając pierwszy cios w akompaniamencie pisków przerażonej Vanessy. Dziewczyna rozejrzała się gorączkowo dookoła i spostrzegła, że wszyscy przechodnie umykali szybko, jakby w ogóle nie zauważali bójki, która zaostrzała się wraz z każdym kolejnym ciosem. Vannie rzuciła się w kierunku mężczyzn, chcąc ich rozdzielić. Właśnie wtedy poczuła, jak Josh odpycha ją z dużą siłą, posyłając na chodnik, na który upadła, uderzając bezwładną głową o beton. Chwila ta sprawiła, że Victor opamiętał się. Przestał odpierać ataki Josha i porzucił wszystko. Ukląkł przy Vanessie, nawołując ją i próbując sprawić, by odzyskała przytomność. O dziwo, Hartley nie usiłował kontynuować walki. On również zatrzymał się blisko Vannie, patrząc z wyraźną trwogą w oczach na nieprzytomną dziewczynę.
- Może... - zaczął Josh, z którego nosa leciała krew. Nachylił się, chcąc pomóc, jednak Victor odepchnął go z całych sił.
- Odwal się! - ryknął. - Wystarczająco dużo już zrobiłeś, nie widzisz?!
Blondyn poczuł, jak serce bije mu szybciej i żywiej, kiedy błękitne oczy Vanessy znów wyjrzały spod ciężkich powiek. 
- Vannie, skarbie, co ci jest? - zapytał Victor, ściskając dłoń brunetki. Kobieta skrzywiła się z bólu, a wolną dłonią dotknęła brzucha. - Boli cię tutaj? - spytał chłopak, a kiedy otrzymał twierdzącą odpowiedź, wstał i rozejrzał się, szukając wsparcia. Zauważył około pięćdziesięcioletniego mężczyznę, który przyglądał się niepewnie całej sytuacji.
- Wezwałem już pogotowie - powiedział, widząc błagalne i rozpaczliwe spojrzenie Victora.
Piłkarz nic nie odpowiedział, skinął jednak głową, chcąc wyrazić swoją wdzięczność. Josh wciąż trzymał się z boku, patrząc na Vanessę, której wyrządził krzywdę, choć wcale nie chciał tego robić. Kilka minut później zjawiła się karetka. Ratownicy pozwolili Victorowi, by jechał z nimi. Josh, choć został dość dobitnie poinformowany przez Victora o tym, że powinien spadać, nie wziął sobie do serca tych słów i jak najszybciej ruszył za nimi, prosto do szpitala, modląc się, by stan Vannie nie był tak zły, na jaki wyglądał.

Płakała, a los nie przestawał się uśmiechać. Wiedział, że miał rację. Wiedział od samego początku. Pochylił się nad nią, odnalazł jej chłodne, nie potrafiące niczego zrozumieć oczy i wyszeptał:
- Nie ciesz się, kiedy jest idealnie. Zawsze, kiedy jest tak dobrze, że aż dławimy się własnym szczęściem, musimy być gotowi na bolesny cios. Życie lubi się z nami bawić. To cisza przed burzą. Pozwala nam unieść się tak wysoko, byśmy mogli dotknąć nieba, a potem, kiedy jesteśmy najszczęśliwszymi istotami na świecie, zrzuca nas z samej góry i patrzy w ciszy, jak roztrzaskujemy się o ziemię. Ma wtedy wielką uciechę. Prawie tak wielką, jak ja teraz, kiedy patrzę na kolejną naiwną istotę, która, jak wielu przed nią i wielu po niej, dała się ponieść.

***

3 komentarze:

  1. Nareszcie! Już się nie mogłam doczekać nowości, dlatego bez słowa wstępu zabieram się za czytanie! :*
    Rosalie zrzuciła bombę, która uderzyła prosto w Jamesa. Mogę sobie jedynie wyobrazić jak ciężko musi być chłopakowi. Dowiedział się, że miał zostać tatą po raz drugi i jednocześnie, że to dziecko nigdy nie zostało powitane na świecie. Solidny cios. Nie wiem dlaczego Rosalie ukrywała prawdę przez tak długi czas. Być może poznam odpowiedź na to pytanie w dalszej części odcinka, ale na obecną chwilę jestem po prostu na nią zła. W dużej mierze przyczyniła się do tego, że niegdyś poukładane życie Jamesa rozsypało się. I teraz gdy wszystko wskazywało na to, że znowu może być dobrze, to ona wyskakuje z takimi rewelacjami. Nie wiem co mam myśleć o tej dziewczynie.
    Zakochałam się Twoich opisach. Nie od dzisiaj wiadomo, że jesteś w nich prawdziwą mistrzynią, ale w tym fragmencie.. Chylę czoła! :-) Co do samej Jenny, to uważam, że czasami trzeba kierować się tym, co jest dobre dla nas, a nie dla ogółu. Za dużo czasu tracimy na to, aby dogodzić każdemu, albo na liczeniu się z uczuciami innych ludzi.. Szkoda tylko, że jak chodzi o nas, to inni tak bardzo się nami nie przejmują. Życie ma się jedno i trzeba zrobić wszystko, aby być z niego zadowolonym. A do pełni szczęścia Jenny potrzebuje Jamesa. Może ich związek nie będzie idealny, ale czy takie w ogóle istnieją? ;>
    Tęskniłam za takimi prawdziwymi rozmowami między Christiną a Vanessą. Cieszę się, że wreszcie do niej doszło. Uważam, że Vanessa postąpiła właściwie przychodząc ze swoimi obawami do przyjaciółki. Josh potrzebuje natychmiastowej pomocy. To co dzieje się z tym chłopakiem mnie przeraża. Nie chcę nawet myśleć do czego jest zdolny. Oby otrzymał w porę pomoc i wszystko skończyło się dobrze.
    Czy wspominałam już, że kocham Victora? <3 Boże, ten mężczyzna chyba nie ma żadnych wad!
    Rozumiem Jamesa. Podejrzewam, że każdy kto byłby na jego miejscu zachowałby się w podobny sposób. Sama zastanawiam się czy znam Rosalie. Od początku opowiadanie nie przepadałam za nią (głównie przez te jej tajemnice), później przez chwilę poczułam do niej sympatie, a ostatecznie znowu mam do niej żal.. Po pierwsze i najważniejsze świadomie lub też nie, ponownie rozwala życie Jamesa. Chłopak tyle się na starał, aby odzyskać zaufanie Jenny, a kiedy to się wreszcie udało, to na drodze ich szczęścia stanęła Rosalie ze swoimi rewelacjami. I jak tutaj darzyć ją sympatią? Jestem ciekawa jak to się wszystko potoczy dalej.
    Vanessa w końcu powiedziała Victorowi o tym, że kiedyś była z Joshem? Bo albo tego nie pamiętam, albo to przegapiłam.
    NIENAWIDZĘ Josha! Ja wiem, że on ma problem i potrzebuje pomocy, ale do jasnej ciasnej przez niego ucierpiała Vanessa. Uważam, że on powinien zostać zamknięty w jakimś ośrodku dla ludzi z problemami psychicznymi. Jest totalnie obłąkany. Victor za to zachował się jak prawdziwy mężczyzna. Bronił tego, co należy do niego. Mam nadzieję, że z Vanessą to nic poważnego.
    Kochana, chyba nie ma takich słów, które oddałby to jak bardzo podobał mi się ten odcinek. Było w nim tak dużo emocji, że minie sporo czasu nim ochłonę po jego przeczytaniu. Duże brawa za opisy. Przeszłaś samą siebie. Wszystko pasowało do siebie idealnie. Kapitalne rozegranie akcji. Widać, że miałaś to opowiadanie przemyślane w najdrobniejszym szczególe. Biję brawa i chylę czoła nad Twoim talentem. Jestem zachwycona!
    Na koniec chcę dodać, że tekst pisany kursywą na początku i końcu ostatniego fragmentu wbił mnie w siedzenie. Majstersztyk!
    Czekam na nowość i oby pojawiła się wcześniej niż za dwa tygodnie.
    Moje ukłony, Mistrzyni ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej Kochana:* dzisiaj zjawiam się szybciej niż ostatnio, ale skoro mam wolną chwilę to muszę ją wykorzystać no i jestem :) rzeczywiście troszeczkę się naczekałam na nowy rozdział, ale zdaje sobie sprawę z tego, że masz też na głowie inne obowiązki, więc absolutnie nie będę robiła jakichkolwiek wyrzutów, bo dzięki temu będę mogła dłużej nacieszyć się tą historią :) nie ukrywam, że zmartwiły mnie Twoje słowa wstępu. Mam nadzieję, że wszystko się ułoży i w następnym rozdziale już przeczytam, że jest dobrze :) głowa do góry! :*
    Dzisiaj wstęp krótki bo tak naprawdę co jeszcze mogłabym w nim napisać? Wiesz jak dawno nie słyszałam Evanescence? Akurat ta piosenka jest jedną z moich ulubionych tego zespołu, więc już na samym starcie jest plusik za dobór utworu :) wiesz, że reakcja Jamesa w ogóle mnie nie dziwi? Myślę, że wszyscy dookoła bardzo chcieli poznać tajemnice Rosalie, ale kto mógłby się spodziewać, że będą to aż tak złe informacje? Nawet nie chcę sobie wyobrażać tego co czuje James, kiedy myśli o tym, że Rosalie była z nim w ciąży. Przykro to mówić, ale swoim zachowaniem pokazała, że jest straszną egoistką. Tak zwyczajnie nie poinformowała go o tym, że zostanie ojcem, spakowała się i wyjechała. Oczywiście biorę też pod uwagę to, że Rosalie z pewnością też było ciężko uporać się z tym co ją spotkało, ale prawda jest taka, że wcale nie musiała walczyć z tym sama. Mogła zostać, powiedzieć prawdę od razu i na pewno znalazłyby się osoby, które wsparłyby ją w tych trudnych chwilach. Sama nie wiem co mam myśleć o tej dziewczynie. Mogłabym powiedzieć, że sama jest sobie winna, bo gdyby postawiła na szczerość od razu, to teraz nie byłoby takiej sytuacji. Myślę, że w jakimś stopniu znowu namieszała w życiu Jamesa tymi nowinami i aż boję się pomyśleć co Rosalie jeszcze ukrywa. Chociaż myślę, że sam fakt, że była z Jamesem w ciąży i nic na ten temat nie powiedziała jest wystarczająco dobijające. Co jak co, ale czegoś takiego się po Rosalie nie spodziewałam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nawet nie wiesz jak bardzo ciesze się szczęściem Jenny. Od początku byłam przekonana, że ta dziewczyna zasługuje na pełnię szczęścia, chociaż przyznaję, że nie dawałam jej i Jamesowi żadnych szans na powrót dawnego uczucia. Twardo obstawałam przy tym, że powinna szukać szczęścia u innego mężczyzny, ale każdy kolejny rozdział uświadamiał mi, że to przecież niemożliwe, bo Jenny nigdy nie wyleczyła się z miłości do Jamesa. Cały czas wierzyła, że jeszcze jest dla nich szansa, że jeszcze będą szczęśliwą rodziną. To było widać od początku, że Jeremy nie ma zadatków na partnera. Myślę, że byłby z niego naprawdę dobry przyjaciel, ale nie widzę go u boku Jenny. I tutaj zgadzam się z nią w zupełności. Czasami wręcz trzeba być samolubem i pomyśleć o własnym szczęściu, a nie zadowalać innych. Prawda jest taka, że każdemu się nie dogodzi, bo zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie niezadowolony z przebiegu sytuacji. Tak więc czas najwyższy, żeby Jenny pomyślała przede wszystkim o sobie, żeby to ona czuła się szczęśliwa i aż tak bardzo nie zamartwiała się wszystkimi dookoła.
    No nareszcie! Wiesz jak bardzo brakowało mi rozmów Vanessy z Christiną? Teraz widzę jeszcze bardziej, że przez ten czas bardzo się od siebie oddaliły. Każda z nich miała na głowie własne problemy przez co nie miały dla siebie zbyt wiele czasu i w ten sposób troszkę zaniedbały swoją przyjaźń. Ich rozmowa była rzeczywiście bardzo trudna. Szczerze mówiąc wątpię w to, by Josh przyjął pomoc Tiny. Na pewno będzie się wypierał wszystkiego, że nie potrzebuje pomocy, bo wszystko z nim w porządku. On chyba naprawdę nie widzi tego, że jest zagrożeniem dla innych. Jeśli w porę się nie opamięta, albo ktoś mu w tym nie pomoże to swoim zachowaniem może naprawdę doprowadzić do nieszczęścia. Christina jako psycholog na pewno by mu pomogła, nakierowała na odpowiednie tory, ale żeby tak się stało to Josh musi się zgodzić na udzielenie sobie pomocy. Bardzo mnie zaskoczyło wyznanie Vanessy, że tak naprawdę nigdy nie kochała Josha. Przez chwilę miałam wrażenie, że była z nim tylko dlatego, że było jej go po prostu żal. Josh jednak swoje przeżył w wojsku i nie dziwie się, że słysząc jego historię można być wstrząśniętym. To przykre, ale tak właśnie odebrałam słowa lekarki dotyczące jej relacji z Joshem. A że kocha Victora to widać :) wreszcie trafiła na faceta, którego naprawdę kocha i przede wszystkim, który to odwzajemnia :)
    Sama nie wiem co mogłabym poradzić Jamesowi na obecną sytuację w jakiej się znalazł. Na jego miejscu pewnie zrobiłabym tak, że po wyjawieniu przez Rosalie całej prawdy poprosiłabym o całkowite zerwanie kontaktów. Dla mnie byłoby tego po prostu za wiele i nie potrafiłabym tak spokojnie patrzeć na osobę, która wyrządziła taką krzywdę, bo nie ukrywajmy, że w jakimś sensie ponownie świadomie lub nie niszczy życie Jamesowi. Myślę, że dla nich obojga to będzie dobre rozwiązanie. Wtedy James skupi się ponownie na Jenny i synu, a Rosalie niech robi co chce. Teraz mam względem niej jeszcze bardziej mieszane uczucia... naprawdę nie wiem co o niej myśleć.
    Kiedy pisałam, że Josh jest nieobliczalny nie myliłam się, co pokazała sytuacja w ostatnim fragmencie. Zatkało mnie i nie wiem co powiedzieć... oby nie było tak, że przez swoją chorą zazdrość i głupotę doprowadzi do tragedii. Ten upadek Vanessy wyglądał naprawdę groźnie i oby nic poważnego jej się nie stało.
    Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział :)
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń