Hej :)
Dzisiaj chyba nie mam za dużo do powiedzenia we wstępie. Lubię tą część. Jako, że jest to już prawie końcówka historii, pewne rzeczy stają się oczywiste i tak też miało być.
Odnośnie drugiego fragmentu, przypomniało mi się, jak na początku Forever James i Victor byli w konflikcie. Patrzcie, jak to się wszystko zmieniło. Tak, wiem, jestem sentymentalna do bólu, ale ich pogodzenie się uważam za całkiem fajną rzecz, z której jestem zadowolona :)
Przyjemnej lektury!
Cieszcie się wiosną, bo robi się ślicznie :)
Całuję :*
✩
***
Kelly Clarkson - Save You
Dzisiaj chyba nie mam za dużo do powiedzenia we wstępie. Lubię tą część. Jako, że jest to już prawie końcówka historii, pewne rzeczy stają się oczywiste i tak też miało być.
Odnośnie drugiego fragmentu, przypomniało mi się, jak na początku Forever James i Victor byli w konflikcie. Patrzcie, jak to się wszystko zmieniło. Tak, wiem, jestem sentymentalna do bólu, ale ich pogodzenie się uważam za całkiem fajną rzecz, z której jestem zadowolona :)
Przyjemnej lektury!
Cieszcie się wiosną, bo robi się ślicznie :)
Całuję :*
✩
***
Kelly Clarkson - Save You
Vanessa patrzyła, jak deszcz szaleje za oknami szpitala. Wsłuchiwała się w dźwięk zimnych strug, które obijały się o szyby, na zmianę z pikaniem aparatur i krokami któregoś z lekarzy. Wśród rozmaitych dźwięków znalazło się miejsce dla spokojnego oddechu Josha, które wpływało pozytywnie na bicie jej serca. Wszystko nagle stawało się lepsze i pewniejsze, kiedy Vannie miała pewność, że nic mu już nie zagraża. Chciała z nim porozmawiać, jednak nie miała serca, by budzić go ze snu. Czekała na ten moment, kiedy Hartley rozchyli powieki, ukazując jej głębię swych niebieskich oczu. Wiedziała, że nie może spędzić tu całego dnia, ponieważ miała pewne rzeczy do załatwienia na mieście, jednak prócz spoglądania na zegarek od czasu do czasu, Vanessa nie robiła nic, by przyspieszyć czas. Była cierpliwa. Oderwała wzrok od tonącego w kroplach wody Londynu, a kiedy jej oczy spoczęły znów na twarzy żołnierza, dziewczyna szybko zauważyła, że coś się zmieniło. Mężczyzna obudził się, choć wyglądał tak, jakby nie wiedział, gdzie się znajduje - na jego twarzy gościło dziwne zakłopotanie. Przez chwilę chłopak nie odrywał wzroku od nieokreślonego punktu w pomieszczeniu, a potem ich spojrzenia spotkały się, sprawiając, że oboje poczuli znajomy dreszczyk. Brunetka miała się uśmiechnąć, jednak Josh zrobił to pierwszy. A w każdym razie, tą subtelną zmianę w jego minie można chyba nazwać uśmiechem.
- Cześć - powiedział, choć długo nieużywany głos pozwolił mu jedynie na przerywane mruknięcie. Miał szczęście, bo Vanessa zdołała go zrozumieć.
- Cześć - odrzekła. - Jak się czujesz?
- Trochę lepiej - odparł niezbyt przekonująco. - Vannie, mogłabyś coś dla mnie zrobić?
- Rozmawiałam już z Tiną - powiedziała szybko. - Wraca dzisiaj z Francji, więc na dniach powinna do ciebie przyjść i...
- Nie o to mi chodziło - przerwał jej, ignorując jej zaangażowanie. - Chciałem, żebyś porozmawiała z kimś z góry i powiedziała, że potrzebuję innej sali.
Vanessa zrozumiała. Jakimś cudem powstrzymała się od uśmiechnięcia na myśl o tym, że jej plan znakomicie się sprawdzał.
- A co ci tu nie odpowiada? - zapytała, udając zainteresowanie, choć w gruncie rzeczy dobrze wiedziała, że powodem nerwów Josha jest nie kto inny, tylko...
- Mercy - odparł, nasączając imię rudowłosej szczerą niechęcią. - Najpierw na mnie naskoczyła, a teraz nie robi nic innego, tylko patrzy na mnie wilkiem.
- A co takiego ci powiedziała?
- Nic, czego sam bym nie wiedział - odpowiedział.
Vanessa wiedziała, że chłopak za chwilę poruszy temat swojej próby samobójczej, czegoś, co tak mocno denerwowało Mercy. Lekarka przeszkodziła mu w zagłębieniu się w tak trudny wątek.
- Przykro mi, ale nie mogę nic na to poradzić - odrzekła, uśmiechając się niewinnie, a Hartley jedynie wzruszył ramionami. - Josh, chcę, żebyś wiedział, że cały czas o tobie myślę. Naprawdę chcę zrobić wszystko, co w mojej mocy, by ci pomóc.
- Widzę to - mruknął, patrząc na nią podejrzliwie. - I wcale mi się to nie podoba. Nie rozumiem, jak...
- Nie musisz wszystkiego rozumieć, Josh - rzekła. - Między nami wszystko jest dobrze. Nie musimy wracać do tego, co się stało.
- Ale mogłaś przez moją głupotę stracić dziecko - powiedział i skrzywił się, jakby samo wspomnienie tamtego dnia sprawiało mu ból.
- Po pierwsze, nie nazwałabym głupotą nie radzenia sobie ze swoim życiem - wycedziła wolno i wyraźnie, by Josh skoncentrował się na każdym słowie. - A po drugie, ciesz się, że nie straciłam dziecka, a ty za kilka miesięcy zostaniesz podwójnym wujkiem.
- Podwójnym? - zapytał.
W tym samym momencie telefon zaczął wibrować w torebce Vanessy. Dziewczyna zdążyła kiwnąć głową, potwierdzając zdumionemu Joshowi, że spodziewa się aż dwójki, a potem odebrała. Przeprowadziła błyskawiczną rozmowę z Rosalie, która powiedziała jej, że jedzie już w umówione miejsce, a Christina wkrótce ląduje i też od razu z lotniska pojedzie, by spotkać się z nimi. Vannie wrzuciła komórkę z powrotem do torby, obdarzając Josha promiennym uśmiechem.
- Nie przestawaj walczyć - rzekła. - I nigdy, przenigdy, nie waż się zapomnieć, że masz wokół siebie ludzi, którzy gotowi są stanąć na rzęsach, byle tylko ci pomóc. Tak, jak powiedziałam, wkrótce umówię cię z Tiną. Myślę, że ona będzie wiedziała, jak dotrzeć do sedna problemu.
- Jestem palantem - powiedział.
- Może odrobinkę - odparła, a potem mrugnęła do niego. - Żartowałam. Jesteś przede wszystkim moim przyjacielem, a ja nie pozwolę, żeby kiedykolwiek jeszcze stała ci się krzywda. Razem jakoś sobie z tym poradzimy, Josh.
Mężczyzna nie powiedział nic więcej, jakby nie do końca wierzył w zapewnienia Vannie. Dziewczyna uśmiechnęła się i opuściła salę, mając nadzieję, że z dnia na dzień Josh będzie w coraz lepszym nastroju i formie. Na korytarzu lekarka zobaczyła Mercy, transportowaną przez pielęgniarkę na wózku. Rudowłosa zapewne wracała z jakiegoś badania. Vannie skinęła do niej głową, podnosząc kciuk w górę, a potem opuściła szpital i ruszyła szybciej do miejsca, w którym już niedługo zobaczy Rosalie i Christinę, której nie widziała przez rekordowo długi okres czasu.
***
- Orientuj się! - krzyknął Victor, jednak James zorientował się zbyt późno i nie zdążył ochronić się przed piłką, która pędziła w jego stronę i finalnie trafiła go mocno prosto w czoło. - Chłopie, jesteś kompletnie bez formy!
- To nie to - mruknął James, podając rękę przyjacielowi, który pomógł mu podnieść się z wilgotnej, świeżo podlanej trawy. - Zamyśliłem się.
- A to ci dopiero! - zagrzmiał Victor, szczerząc się. - Stary, a kiedy ty ostatnio nie byłeś zamyślony? Ciągle chodzisz z głową w chmurach. Jeszcze trochę, a wpadniesz pod samochód i co wtedy?
- Nie kracz...
- To nie zachowuj się w ten sposób - powiedział Joyce, tym razem poważniej, choć jego twarz wciąż zdobił uśmiech. - Ja rozumiem, że miłość rządzi się swoimi prawami, ale nie można z jej powodu zapominać o rzeczywistości. Wiesz co, ja chyba napiszę do Jenny z prośbą o to, by przestała pałętać się po twojej głowie, bo jeszcze trochę, a stanie ci się krzywda.
- Przestań się nabijać, bo naskarżę Vanessie, że wciąż nie zrobiłeś zakupów, o które cię prosiła - odparł James.
Przyjaciele popatrzyli na siebie, zapewne czekając, aż któryś z nich zada jeszcze jeden cios, a potem synchronicznie roześmiali się i usiedli na ławce. Victor sączył piwo, podczas gdy James wodził po ogrodzie nieprzytomnym spojrzeniem.
- Twoje życie zasuwa jak szalone - powiedział brunet. - Z dnia na dzień przygotowujesz się do ślubu, dwoje dzieci w drodze, dom już stoi... Aż trudno uwierzyć, że to prawda.
- A jednak - odrzekł Victor z niekrytą satysfakcją. - Przez tyle lat wydawało mi się, że jestem szczęśliwy i nie potrzebuję niczego, prócz drogich samochodów, sławy i sukcesów. Nie przeczę, że to wszystko naprawdę ma duże znaczenie w moim życiu, jednak Vanessa pokazała mi, że całe życie szukałem kogoś takiego, jak ona.
- Czasami, jak tak na ciebie patrzę, wciąż widzę w tobie tamtego małolata, który potrafił oszaleć na punkcie kilku dziewczyn jednego dnia. Lubiłeś bawić się swoim życiem. Niektórzy mówili, że jeszcze pożałujesz swoich szaleństw, jednak ty nie chciałeś w to wierzyć. Miałeś rację. Chyba każdy facet marzy o tym, co ty masz w tym momencie.
- Ta? - zdziwił się Victor, uśmiechając lekko. - Znam jednego takiego, który ma już prawie jedenastoletniego syna, dom, do którego zawsze będzie mógł wrócić i kobietę, która prawdopodobnie kocha go bardziej, niż samą siebie, choć gość ten jest wybitnym głąbem.
- Dzięki - burknął James.
- Cieszę się, że odczytałeś ukrytą wiadomość - powiedział piłkarz wesoło. - Możesz mieć wszystko, musisz tylko włożyć w to trochę wysiłku i sięgnąć po swoje marzenia. Uwierz mi, że ich spełnienie jest tak blisko, że łatwiej już nie będzie.
- Od kiedy jesteś takim specjalistą, jeśli chodzi o życie i związki? - zainteresował się James. Nie musiał usłyszeć ani słowa, spojrzenie Victora dawało bowiem krótką, jasną odpowiedź: Vanessa. - A tak z ciekawości...
- Tak, James, ja naprawdę uważam, że Jenny nadal cię kocha - odparł, bezbłędnie czytając przyjacielowi w myślach. - Działasz coś w tym kierunku, czy czekasz, aż moja kochana siostra zrobi wszystko za ciebie?
James uśmiechnął się tajemniczo, myśląc o tym, że za kilka godzin spotka się z pieguską i Bóg raczy wiedzieć, jak zakończy się ta konfrontacja. Victor w ciszy przyglądał się rozmarzonej minie bruneta, a potem, kiedy James nieco oprzytomniał, zielonooki powiedział:
- Życzę wam dwojgu powodzenia, ale jeśli wygadasz Vannie, że jej zakupy nadal są w proszku, powiem Jenny coś, co natychmiast ją do ciebie zniechęci.
- To znaczy? - zapytał James, zastanawiając się, czy to nie jest podstęp.
- Wiesz, przeżyliśmy razem tyle przygód, że parę haków na ciebie na pewno by się znalazło - odrzekł rozbawiony Victor, upijając kolejny łyk piwa, a James uśmiechnął się, nie mogąc dociec, czy na jego humor większy wpływ miało towarzystwo przyjaciela, czy perspektywa spotkania z ukochaną.
***
Vanessa mocowała się z kolejną suknią, która była na nią zbyt ciasna w paru miejscach. Traciła resztki cierpliwości do kobiety, która nieustannie podtykała jej pod nos następne kreacje, już na pierwszy rzut oka wydające się za małe. Lekarka zastanawiała się w milczeniu, czy blondynka w stonowanym, szarym komplecie, specjalnie nie przynosi jej rzeczy w złym rozmiarze, by zdołować ją, że przez ciążę robi się za duża, by zmieścić się w cokolwiek. Brunetka zadecydowała, że pora zrobić sobie przerwę, bo kolejna porażka w poszukiwaniu wymarzonej sukni, może wyprowadzić ją z równowagi. Wychyliła się zza kremowej kurtyny, a Rosalie wyprostowała się. Po jej twarzy przebiegło rozczarowanie, które Vanessa zrozumiała błyskawicznie - jasnowłosa na pewno chciała zobaczyć przyjaciółkę w sukni i podzielić się z nią swoimi uwagami, tymczasem ujrzała ją w tych samych, dziennych ubraniach. Niebieskooka skinęła lekko głową i opadła na miejsce obok Rosie, na obitej jasnym perkalem kanapie.
- Spokojnie - powiedziała brązowooka miękkim głosem. - Jestem pewna, że w końcu znajdziesz coś dla siebie.
- Pod warunkiem, że pewna osoba, której imienia nie miałam przyjemności poznać, przestanie przynosić mi same kiecki w rozmiarze trzydzieści cztery - żachnęła się, a Rosalie pokiwała głową gorliwie.
- Stacy Staub - wycedziła cicho przez zęby. - Chodziła z nami do klasy. No wiesz, ze mną, Jamesem i Victorem.
Na dźwięk ostatniego z imion Vanessa wybałuszyła lekko oczy.
- Chcesz mi powiedzieć to, o czym właśnie pomyślałam? - zapytała, nie kryjąc zaciekawienia.
- Nie inaczej - odparła Rosalie. - Podkochiwała się w nim, zresztą nie była jedyną, na którą podziałała jego wypróbowana gadka.
- I sądzisz, że ona dalej, po tylu latach...
- Nie - odrzekła szybko blondynka, kojarząc to ze swoim ciągłym urazem do Sophii, trwającym kilkanaście długich lat, a potem wskazała spojrzeniem na Stacy, młócącą ręką gładką taflę utworzoną z zawieszonych, zapakowanych, czekających na wysłanie sukienek. - Nie zauważyłaś obrączki na jej palcu? Założę się, że już dawno zapomniała o tym, co czuła do Victora.
- Więc dlaczego...
- Vannie, sama pomyśl - zachęciła ją. - Jak ty byś się czuła, gdybyś to nie ty, a jakaś inna dziewczyna, miała wyjść za mąż za sławnego, bogatego jak król i w dodatku przystojnego piłkarza? A na dodatek Stacy była dość bliska, by być dzisiaj na twoim miejscu, więc...
- A to małpa! - parsknęła złośliwie Vanessa. - To ma być zemsta? Wpędzanie mnie w kompleksy, bo chłopak, w którym się podkochiwała w liceum, po kilkunastu latach bierze ślub z inną? Och, no po prostu...
- Ładne rzeczy! - odezwał się nagle głos Christiny, która stanęła w drzwiach, obładowana torbami z podarunkami dla najbliższych. - To ja pędzę przez cały Londyn, byle tylko jak najszybciej tu dotrzeć, a ty masz tak paskudną winę na mój widok?
Rosalie uśmiechnęła się, a Vanessa wstała z kanapy i szybkim krokiem ruszyła ku przyjaciółce, by już po chwili wylądować w jej ramionach. Niektóre z toreb godziły ją w plecy, jednak zdawała się kompletnie ignorować to uczucie. Spotkanie z ciemnowłosą było dla niej o wiele ważniejsze, niż trwający sekundę, delikatny ból.
- Wcale nie chodziło mi o ciebie, mała! - zapewniła Vannie, kiedy w końcu puściła szarooką.
- No co ty nie powiesz? - zapytała Tina z uśmiechem. - My tu gadu-gadu, a co z najważniejszym punktem tego dnia? Mam oczywiście na myśli twoją suknię.
- Och, zaraz ci opowiem, co ta... - zaczęła Vanessa, a żyłka na jej czole pulsowała niebezpiecznie, jednak Rosalie zainterweniowała w samą porę.
- Ty idź z powrotem do przymierzalni, a ja opowiem Tinie o wszystkim - zarządziła Dainty.
Vannie zastanawiała się przez chwilę, potem jednak przystała na to, co powiedziała Rosalie. Przyszła panna młoda zniknęła ponownie za ciężką zasłoną, a Stacy, nieświadoma tego, że właśnie została obsmarowana przez swoją klientkę, podążyła za nią, wlokąc po lśniącej podłodze zapakowaną, śnieżnobiałą suknię.
- No więc, o co chodzi? - zapytała zaciekawiona Christina, rozkładając na podłodze paczki prezentowe i zerkając na siostrę swymi dużymi oczami. Rosalie pokręciła głową spokojnie.
- Zaraz - rzekła, szczerząc zęby. - Najpierw powiem ci, że naprawdę dobrze cię widzieć. Wyglądasz bombowo.
Christina zarumieniła się, jednak sama była tak zachwycona swoim aktualnym wyglądem, że nawet nie próbowała się z nią spierać. Na jej opalonych na złoto ramionach zaczęły podzwaniać bransoletki, kiedy wyciągnęła ręce, by przytulić młodszą siostrę z całych sił.
- Ciebie też dobrze widzieć, Rosie - powiedziała i pocałowała ją w policzek, czując, że naprawdę wróciła do domu.
***
Rosalie odetchnęła z ulgą, kiedy akcja wreszcie przyspieszyła, a Vanessa zaczęła prezentować im się w kolejnych sukniach. Jedne leżały na niej lepiej, inne trochę gorzej, ale każda z nich miała wspólną cechę - asekuracyjnie upięcie z tyłu, które wyręczało zamek błyskawiczny, stanowczo odmawiający współpracy. Przyjaciółki wymieniały się uwagami i spostrzeżeniami, a Stacy, nawet nie wypowiedziawszy słowa, lawirowała między rzędami, wyszukując kolejne propozycje. Wszystkim towarzyszył przyjemny dreszczyk, świadczący o dużym podekscytowaniu. Rosie nie pamiętała już, kiedy po raz ostatni uczestniczyła w ślubie i weselu i do tej pory łapała się na tym, że nie dowierzała, iż jeszcze kiedykolwiek tego doświadczy. Wokół było tak wiele poróżnionych par, którym łatwiej drzeć ze sobą koty, niż żyć w zgodzie i szczęściu. W dzisiejszych czasach niełatwo wierzyć w prawdziwą miłość, która jest w stanie przezwyciężyć to, co złe. Kiedy Rosalie patrzyła w radosne oczy Vannie, która lada chwila zostanie żoną i matką, jej serce przepełniało przyjemne ciepło. Taki scenariusz jest jeszcze możliwy. Zdarza się o wiele rzadziej, niż rozwody i rozdarte serca, ale jednak.
Jasnowłosa poruszyła energicznie głową, kiedy usłyszała zniecierpliwione nawoływanie Vanessy. Rozkojarzona dotąd Rosie wytężyła wzrok, a jej oczom ukazała się brunetka w rozkloszowanej sukni ze zwiewnego materiału, na dekolcie wysadzaną błyszczącymi, maleńkimi kryształkami. Obok Vannie wyrosła Christina, na zmianę z podenerwowaną Stacy poprawiającą ramiączka. Rosalie zdążyła pomyśleć o tym, że ten wybór był chyba strzałem w dziesiątkę, a potem nagle zrobiło jej się dziwnie gorąco i niedobrze. Zorientowała się, że wstała z kanapy, dopiero, kiedy ciężko upadła na podłogę. Usłyszała pisk którejś z dziewczyn, jednak każdy dźwięk musiał przedrzeć się przez niemożliwą do uchwycenia wzrokiem mgłę, oddzielającą Rosalie od świata. Czuła się tak, jakby była zawieszona między rzeczywistością, a światem, który poznawała kawałek po kawałku. Okropny ból ćmił jej umysł, powieki stawały się cięższe...
Rosalie ocknęła się na kanapie. Obok niej klęczała zaaferowana Christina, trzymająca w ręku telefon.
- Zadzwoniłaś po pogotowie? - zapytała Rosalie ledwie słyszalnym, słabym głosem.
- Właśnie miałam to zrobić - powiedziała Tina, patrząc na siostrę ze strachem w oczach. - Już lepiej?
Rosalie kiwnęła głową, zastanawiając się, czy rzeczywiście była to prawda. Chyba tak, skoro odzyskała przytomność.
- Gdzie jest Vannie? - spytała.
- W przymierzalni - odrzekła brunetka. - Kiedy upadłaś, Vanessa trochę zbyt gwałtownie ruszyła w twoją stronę i, no, rozdarła suknię. Stacy ogarnęła furia, a Vannie próbuje wyplątać się z kiecki, ale łatwe to to nie jest.
Rosalie uśmiechnęła się łagodnie, uznając, że większa troska Stacy o suknię, niż o nieprzytomną klientkę, jest całkiem zabawna, natomiast wyraz twarzy Christiny był śmiertelnie poważny.
- Powiedziałaś mu już? - zapytała szeptem starsza z sióstr.
- Daj mi telefon - rzekła stanowczo, a kiedy Tina zaczęła szukać komórki Rosie, blondynka dodała szybko: - Nie moją.
Tina spojrzała na nią ze zdziwieniem, jednak ostatecznie wręczyła jej swój telefon. Rosalie odnalazła numer na liście kontaktów i przyłożyła aparat do ucha. Rozmawiała z kimś przez chwilę, a potem rozłączyła się i oddała komórkę siostrze.
- I co? - zapytała zaaferowana Tina. - Umówiłaś się z nim?
- Z nią - poprawiła ją Rosalie, a Christina miała taką minę, jakby była pewna, że się przesłyszała. Zrozumiała dopiero po chwili, jednak jej twarz wcale nie wyrażała zadowolenia z tego powodu.
Jasnowłosa leżała jeszcze przez chwilę, a kiedy usiadła, czując, jak wszystko wraca do normy, Vanessa wyparowała z przymierzalni, ciskając dookoła mordercze błyski. Porwała torebkę z podłogi i rzuciła ostatnie spojrzenie wściekłej Stacy, po czym, razem z przyjaciółkami, wyszła z salonu sukien ślubnych. Po raz ostatni zapytała Rosie, jak się czuje, a kiedy blondynka rzekła, że wszystko jest dobrze, niebieskooka zasępiła się, zapewne wciąż przeżywając sposób, w jaki potraktowała ją Stacy. Zapewne najbardziej kuło ją w oczy to, że Victor kiedykolwiek mógł zwrócić uwagę na kogoś tak okropnego, jak ona.
***
James wcale nie był zaskoczony tym, że Jenny nie zasnęła, tak, jak robiła to zawsze, kiedy jechali gdzieś razem. Po samej jej minie był w stanie stwierdzić, że rudowłosa czuła silne emocje na myśl o tym, co przygotował dla niej dawny ukochany. Spoglądał na nią od czasu do czasu i widział drżące z podekscytowania dłonie. Uśmiechał się, traktując to jako dobry znak, a potem ponownie skupiał całą swą uwagę na drodze. Udawało mu się to, choć nie było łatwo, ponieważ tego wieczoru Jenny miała na sobie bardzo ładną, korespondującą z jej urodą sukienkę w kolorze wina. Po pewnym czasie zielonooka musiała dojść do wniosku, że dłuższe milczenie może w końcu wpędzić ich w zakłopotanie, z którego nie zdołają się wygrzebać. Wyprostowała się z godnością na miejscu pasażera i zaczęła żywo opowiadać o tym, że tego dnia miała być razem z Vannie i Tiną w salonie sukien ślubnych. James pomyślał, że gdyby istotnie doszło do tego spotkania, Jenny na pewno nadziałaby się na Rosalie, a konfrontacja ta mogłaby zakończyć się tragicznie. Bardzo możliwe, że myśl o spotkaniu jasnowłosej ostatecznie odwiodła Jenny od pomysłu, by przystać na propozycję przyjaciółki i pomóc jej wybrać tę jedyną, wyjątkową suknię. Nie powiedział tego na głos, choć wyobraził sobie minę Rosalie, gdyby tu była. Był stuprocentowo pewny, że dziewczyna w mig odgadłaby, co chodziło mu po głowie. Przestał o tym myśleć, kiedy dotarło do niego, że dojechali na miejsce. Zatrzymał samochód i spojrzał na Jenny. Jej twarz wyrażała rozczarowanie i zniechęcenie, jednak James nie zastanawiał się długo nad przyczynami takiej reakcji. Wysiadł z samochodu, a potem okrążył go i otworzył drzwi, chcąc pomóc zielonookiej stanąć na usłanym trawą gruncie. Rudowłosa wahała się, patrząc na niego spode łba, finalnie jednak wysiadła z auta, podając ciemnookiemu rękę.
- Pewnie nie tego się spodziewałaś, ale... - zaczął, czując, że nie zdoła dłużej lekceważyć jej miny.
- Nie o to chodzi - przerwała mu stanowczo, choć w jej głosie czaiła się nutka niepewności.
James spojrzał na nią z zainteresowaniem. Kobieta oparła się o maskę samochodu, patrząc na upstrzone gwiazdami, granatowe niebo. Nabrała powietrza w płuca, a potem kontynuowała.
- To jest to wasze miejsce, tak? - zapytała, nie odrywając wzroku od świetlistych punkcików, jarzących się ponad ich głowami. - Twoje i Rosalie. To tutaj wszystko się zaczęło. A teraz ty...
- Ja wiem, jak to wygląda... - mruknął James, który nagle zrozumiał wszystko, jednak Jenny uciszyła go jednym gestem.
- Zaskoczyłeś mnie - powiedziała lekko rozbawionym głosem.
James nie chciał tego przedłużać. Jenny mogła sądzić, że wie już wszystko, jednak w rzeczywistości nie miała o niczym pojęcia. Postanowił nie tracić czasu na wstęp, który zaplanował sobie wcześniej.
- Posłuchaj - rzekł, czując lekkie napięcie, bo pieguska wciąż na niego nie patrzyła. - Nie ma już tych gwiazd, które widziałem z Rosalie, leżąc tu, na tej trawie. Podejrzewam, że ona nigdy ich nie widziała, a wiesz, dlaczego? - spytał i, nie czekając na odpowiedź, mówił dalej: - Bo one zawsze tkwiły w twoich oczach. Kiedy byłem tu z Rosalie, tak naprawdę przez cały czas myślałem o miłości do dziewczyny, w której oczach zobaczyłem gwiazdy po raz pierwszy.
Jenny drgnęła, kiedy James chwycił obydwa jej nadgarstki, uniemożliwiając ewentualną ucieczkę. Wciąż patrząc w niebiosa, dziewczyna prychnęła.
- To taki twój patent? - zapytała. - Wszystkie dziewczyny zabierasz w to miejsce, by zauroczyć je historyjką o gwiazdach?
James uśmiechnął się i przysunął ku niej twarz. Jego serce podskoczyło gdzieś w okolice jabłka Adama, kiedy migdałowe tęczówki rudowłosej wreszcie odpowiedziały na jego pożądliwe, wyczekujące spojrzenie.
- Patrzysz mi prosto w oczy, więc to nie ja pokazuję ci gwiazdy - powiedział cicho, próbując zapanować nad uśmiechem, który błąkał się po jego twarzy, jak szalony. - Nie ja, skoro one wszystkie są właśnie w twoich oczach.
- Ale przecież...
- To była inna historia - rzekł, wskazując na połyskujące na niebie plamki. - Inne gwiazdy.
Musnął delikatnie jej usta, ciesząc się w duchu, że Jenny nie próbowała mu tego uniemożliwić.
- Oddałbym wszystko, co mam, by móc już zawsze obserwować tylko te, które świecą w twoich oczach, kiedy na mnie patrzysz - mruknął szczerze. - Nawet, jeśli teraz odejdziesz, ja nie zrezygnuję. Nie dam ci spokoju.
- To groźba? - zapytała Jenny, uśmiechając się po raz pierwszy.
- Zależy, jak na to spojrzeć - zawahał się James, odwzajemniając uśmiech. - To co? Chcesz, żebym zaczął cię dręczyć już teraz, czy jednak ominiemy tę część i damy sobie szansę?
Rudowłosa zniżyła wzrok. Ta decyzja nie była łatwa do podjęcia. Dziewczyna pamiętała o przepłakanych nocach, które nie miałyby racji bytu, gdyby nie James. Pamiętała o bliznach na swym sercu, które goiły się potwornie długo. Pamiętała o tym, że powiedziała mu kiedyś, że już nigdy nie pozwoli mu wyrządzić sobie ani Oliverowi krzywdy. Spojrzała na niego ponownie i przypomniał się jej szereg innych rzeczy. Pamiętała o tym, jak podkochiwała się w przyjacielu swego brata. Pamiętała o tym, jak ukradkiem obserwowała go na boisku, odwracając wzrok za każdym razem, kiedy na nią patrzył. Pamiętała o tym, że James był jej pierwszą i jedyną miłością. Pamiętała o tym, że książkowi bohaterowie prawie zawsze znajdowali w sobie siłę, by dać kochanej osobie drugą szansę. Nie chciała się wyłamywać.
Jenny poruszyła rękoma, a James zwolnił uścisk. Kobieta objęła dłońmi jego twarz, a potem wspięła się na palce, by pocałować go czule. Bała się, że podejmuje złą decyzję, jednak każdy kolejny pocałunek zmniejszał wirowanie w jej żołądku. Rozkoszowała się tym, że James był tak blisko. Marzyła o tym tak długo. Ufała, że wszystko będzie dobrze i tym razem nikt nie stanie na drodze do ich szczęścia.
- Kocham cię - powiedziała, czując, jak oblewa się rumieńcem, dokładnie tak, jak w młodzieńczych latach, kiedy bała się jakiegokolwiek kontaktu z Devonem.
- Moja mała, niewinna Joyce - mruknął roześmiany mężczyzna, który wręcz emanował szczęściem.
- Twoja - szepnęła, kładąc nacisk na to, że znowu istnieli tylko dla siebie, wolni od wzajemnych żali i pretensji.
James przytulił ją mocno, zatapiając palce w jej płomienistych włosach. Spojrzał na niebo i raz jeszcze pomyślał o Rosalie, o tym, że gdyby nie ona, nigdy nie znalazłby się tutaj z Jenny i nie usłyszałby w jej ust tego cudownego wyznania miłości. Kiedy ją zostawił, wciąż bił się z myślami, dlaczego Rosalie go zostawiła. Wierzył, że to ją kochał naprawdę. Podziękował w duchu za to, że wróciła i pomogła mu zobaczyć, gdzie jest jego serce. Obiecał sobie, że nie zmarnuje tego, co od niej dostał. Już nikt ani nic nie zaślepi go w momencie, kiedy spojrzy w oczy Jenny. Właśnie tam były gwiazdy. Tam była miłość.
Wiem, że te blizny będą krwawić, ale nasze serca wierzą, że wszystkie te gwiazdy zaprowadzą nas do domu.*
***
Ed Sheeran - All Of The Stars *
Ed Sheeran - All Of The Stars *
Wreszcie udało mi się znaleźć chwilę czasu i zwolnić myśli, aby móc wpaść tutaj i rozkoszować się kolejnym odcinkiem tej wyjątkowej historii! <3 Zatem bez zbędnego przedłużania, zabieram się za czytanie.
OdpowiedzUsuńBardzo podobał mi się pierwszy fragment i piosenka, którą dopasowałaś do niego idealnie. Przede wszystkim cieszy mnie fakt, że Josh odzyskuje siły i że jego relacja z Vanessą nie uległa zmianie. Są przyjaciółmi na dobre i złe, a to najważniejsze. I jeszcze Mercy - uwielbiam tą dziewczynę. Jestem ciekawa jaki będzie miała wpływ na życie Josha, bo to, że jakiś będzie miała jest pewne! :)
I kolejny pozytywny fragment i piosenka! :-) Mam uśmiech od ucha do ucha. Podobała mi się rozmowa między Victorem i Jamesem, bo była lekka, przyjemna i męska. Właśnie tak wyobrażam sobie męskie ploteczki. :-) Spisałaś się na medal, Kochana! I aż ciężko uwierzyć, że kiedyś ta dwójka nie potrafiła na siebie spojrzeć. Dobrze, że odzyskali utraconą przyjaźń, bo z przyjacielem u boku zawsze łatwiej idzie się przez życie. :-)
Już kocham ten odcinek, a jeszcze nie dobrnęłam do końca. Jest tak entuzjastyczny, że aż mnie rozsadza! Wkurzona Vanessa jest przeurocza. Czekam, aż da popalić pani Stacy.. haha! :D I jeszcze powrót Christiny, bosko! Po prostu szczerzę się jak wariatka! Kochana, Twoje opowiadanie staje się moją ulubioną terapią na złe dni <3 !
Mam dwa przypuszczenia odnośnie stanu zdrowia Rosalie, ale pozostawię je dla siebie, bo z tą dziewczyną nigdy nic nie wiadomo. Zastanawiam się tylko, czy znowu ma zamiar komuś rozwalić życie, a może wbrew pozorom, to coś dobrego. Czas pokaże.
Normalnie mam ochotę odtańczyć jakiś szalony taniec po pokoju! Jestem tak bardzo szczęśliwa i jednocześnie zachwycona, że brak mi tchu, a po policzku spływa drobna łza. Wreszcie! Nawet nie wiesz jak bardzo chciała, aby im się udało! Są po prostu tak cudowną parą, że drugiej takiej ze świecą szukać. Mam nadzieję, że James mądrzejszy o błędy z przeszłości, nie skrzywdzi już więcej Jenny. A Jenny będzie szczęśliwa tak jak na to zasługuje. Jejku... cudownie!
Kochana, nawet nie wiesz jak bardzo pomógł mi ten odcinek. Jest tak pozytywny, że trudno się nie uśmiechać. Kocham każde zdanie, które tutaj umieściłaś i każdą piosenkę, którą wybrałaś. Opisy są po prostu genialne, ale dialogi, to czyste mistrzostwo. Chylę czoła i czekam na kolejną nowość.
Ściskam :****
Myślałam, że komentarz wyjdzie mi dłuższy, ale to przez ten zastrzyk energii, który dała mi ta część wyszło tak, a nie inaczej. Następnym razem się poprawię. Obiecuję!
UsuńDziękuję za wszystko :*
We wstępie chciałam tylko podziękować za życzenia zarówno te świąteczne jak i te urodzinowe :* jesteś kochana :* i jest mi naprawdę przeogromnie miło, że pamiętałaś :) a teraz już biorę się za czytanie, bo jak zwykle przez brak czasu znów nie było mnie tutaj bardzo długo. Naprawdę chciałabym żeby to się zmieniło, ale niestety nie mogę nic obiecać. Ale teraz już naprawdę nie przedłużam i zabieram się za konkrety :)
OdpowiedzUsuńBardzo podobał mi się pierwszy fragment i piosenka, którą do niego wybrałaś. Vanessa pokazała, że jest naprawdę wspaniałą osobą i przede wszystkim przyjaciółką na którą zawsze można liczyć. Nie odwróciła się od Josha, chociaż miałaby do tego pełne prawo patrząc chociażby na to, że przez niego mogłaby stracić dzieci. Widać, że nie jest pamiętliwa, ale sama nie wiem czy to dobrze czy źle. Z jednej strony tak, bo w ten sposób można uniknąć nikomu niepotrzebnych kłótni, ale z drugiej nie da się pewnych rzeczy tak po prostu wymazać z pamięci. Josh niewątpliwie pogubił się w swoim życiu, nieudana próba samobójcza jeszcze bardziej to pokazuje. Mam nadzieję, że teraz weźmie się w garść, że przyjmie pomocną dłoń Christiny, która jako psycholog może wyprowadzić go na prostą, lub przynajmniej nakierować na właściwe tory. Wierzę, że Vanessa stanie na głowie byle tylko pomóc żołnierzowi i oby Josh nie był aż takim samolubem i pozwolił sobie pomóc. No i nie ukrywam, że jestem bardzo ciekawa tego jak rozwinie się wątek z Joshem i Mercy w rolach głównych :) teraz się nie lubią, ale naprawdę nie mogę się doczekać tego co wyniknie z tej znajomości :)
No właśnie, jeszcze nie tak dawno James i Victor byli skłóceni, a ten fragment pokazał, że jednak udało im się odzyskać utraconą relację. Pamiętam, że na początku nie rozumiałam powodu ich konfliktu, ale po kilku rozdziałach nie dało się nie domyślić, że w dużej mierze był on spowodowany rozstaniem Jamesa z Jenny. Victor po prostu stanął po stronie siostry co nikogo nie powinno dziwić. Przyjaźń przyjaźnią, ale ja chyba też stanęłabym po stronie siostry. Ale śmiało można powiedzieć, że było minęło i teraz wszystko jest na właściwym miejscu. No tak, kto by przypuszczał, że życie Victora zmieni się aż tak szybko. Ja od początku opowiadania go polubiłam, to taka bardzo pozytywna postać tej historii. Dla mnie jest przykładem człowieka, któremu sława nie uderzyła do głowy, nie obnosi się z tym tak jak niektórzy. Za to ma u mnie plusa, za to, że pozostał sobą pomimo sławy i zawodu jaki wykonuje :)
Trzeci fragment był taki... lekki? Chyba tak mogę to nazwać. Jak dla mnie zwykły dzień, spotkanie przyjaciółek, tyle, że okazja dość poważna, bo wybór sukni ślubnej zapewne jest nie lada wyzwaniem. Do tego jego obsługująca Stacy dała się we znaki, więc zadanie dodatkowo utrudnione. Ekspedientka nie powinna być złośliwa. Jeżeli widziała, że po suknie przychodzi klientka w ciąży to powinna dobrać kreację odpowiednią do stanu w jakim znajduje się obecnie Vanessa a nie przynosić rozmiary, które mogła założyć, kiedy jeszcze nie była w ciąży. Dziwna ta Stacy, naprawdę. Nie ukrywam, że troszkę mnie zaniepokoiło to, że Rosalie zemdlała. Nie wiadomo tak naprawdę co myśleć o jej stanie zdrowia. Czy rzeczywiście coś jej dolega, czy to po prostu zwykłe zmęczenie? Poczekam na kolejne rozdziały, które na pewno to wyjaśnią :)
OdpowiedzUsuńOstatni fragment to jedno wielkie WOW. Naprawdę wyszedł Ci po mistrzowsku, opisy genialne, cała ta sytuacja, która miała miejsce między Jenny a Jamesem była naprawdę przeurocza. Nawet nie wiesz jak się cieszę, że James wreszcie poszedł po rozum do głowy i zaczął walczyć o miłość Jenny. Oni naprawdę się kochają i przede wszystkim pasują do siebie. Obawy dziewczyny są uzasadnione. Już raz się zawiodła i po prostu boi się, że coś takiego zdarzy się po raz drugi. Już raz zaufała Jamesowi i się na tym zawiodła, bo odszedł do innej kobiety, która też go zostawiła i wyjechała. Dobrze, że wreszcie zrozumiał jak wielki błąd popełnił i walczy o swoją rodzinę. Bo nie ukrywajmy, że jego miejsce jest właśnie u boku Jenny i ich syna. Tak powinno być i koniec :) mam nadzieję, że tym razem nie zmarnuje swojej szansy, że wykorzysta ją należycie :)
Czekam na kolejne rozdziały.
Pozdrawiam :*