29 października 2015

Epilog


Hej Kochane!
Mam już za sobą kilka epilogów i kilka 'pożegnań', ale po raz pierwszy jest to wszystko tak trudne. Autentycznie jest mi wstyd za to, jak okropnie zaniedbałam to wszystko, w co jeszcze jakiś czas temu wkładałam masę zaangażowania, serca i tak dalej. Tak wiele się zmieniło... niestety na gorsze. Nie mówiąc na razie stricte o Forever, o moim pisaniu i tak dalej, w ramach spowiedzi napiszę kilka słów wyjaśnień, dlaczego rzeczy potoczyły się tak, a nie inaczej - choć cholernie bym chciała, żeby to wszystko miało inny przebieg. Z dnia na dzień pracy przybyło, problemów z nią związanych również, potem ktoś złamał mi serce, by ktoś inny mógł je posklejać w całość. Od prawie trzech miesięcy jestem z kimś, kto koloruje mój świat, uczy mnie nowych rzeczy, kto pokazuje mi każdego dnia, że jak człowiek czegoś bardzo chce, to może wszystko. Tak się nacieszyliśmy swoim szczęściem jakieś dwa tygodnie, bo potem jakiś idiota spowodował wypadek samochodowy, którego konsekwencje odczuwamy do dziś. Strasznie dużo problemów i zmartwień, i choć owszem mam trochę czasu wolnego, to jednak automatycznie wybieram spędzenie go z nim, niż przy pisaniu. Czasem czuję znowu wenę, lecz szybko ona pryska. Jeszcze nie mam głowy do tego, by znów pisać, choć mam pewien pomysł, no ale o tym za chwilę. Tak czy siak, staram się poukładać swoje życie na nowo - już Wam o tym pisałam. Znaleźć złoty środek, sposób, by godzić życie prywatne i pisanie/czytanie, które kocham całym sercem. Strasznie tęsknię za tym wszystkim. Wiem, że nawaliłam po całości, ale nie zamierzam się poddać. I nie żegnam się teraz, bo po prostu nie godzę się na taki koniec. Chcę pisać i będę to robić, jak nadejdzie ten właściwy moment, kiedy moje myśli wrócą na właściwe tory - a mam nadzieję, że stanie się to naprawdę niedługo. Mam też cholerną nadzieję, że będziecie dalej ze mną, pomimo błędów, które niestety mam za uszami. Hm, dawniej sypnęłabym teraz jakimś żartem, ale tkwimy w centrum zbyt poważnego tematu (spokojnie, moje marudzenie i tak już się kończy :P). Przepraszam najmocniej.

Epilog został napisany 13 sierpnia 2014 roku i jest zwieńczeniem historii, z której jestem dumna od początku aż do końca. Przed przeczytaniem polecam przeczytać prolog - był króciutki, więc długo Wam to nie zajmie, a warto, bo tworzy on wraz z epilogiem całkiem kompatybilną całość (przynajmniej chciałam, aby tak było, ale nie wiem, czy wyszło :P).
Link do prologu (bo wolę, żebyście jeszcze nie zjeżdżały na dół strony) macie TU.

No więc, kochane moje, proszę, abyście kopnęły mnie w tyłek (ale nie lekko, tylko tak konkretnie), jeśli znowu 'zniknę'. Potrzebuję, aby ktoś mnie zmobilizował i pomógł wrócić do gry. Potrzebuję Was.
Nie mówię 'żegnam', choć miałam troszkę inne plany odnośnie życia po Forever, ale jakoś to dopracujemy. Są dwie opcje. Będę Was informować, jak już podejmę decyzję. W każdym razie nie rezygnuję z pisania. Prawdopodobnie po prostu odłożę na bok coś, co miałam Wam pokazać po Forever, i wystartuję z czymś zupełnie nowym, na co wpadłam jakiś tydzień temu. A że w listopadzie mam głównie nocki, za dnia będę mogła dla Was tworzyć (jest ryzyko, że zasnę przed monitorem waląc głową o klawiaturę, ale ćśś...) i jeśli jeszcze nie nagrabiłam sobie zbyt mocno, to proszę, trzymajcie kciuki, aby się udało.
Dziękuję Wam za to, że byłyście ze mną podczas tworzenia tej historii. Motyl i Ola. Dziękuję, bo miałyście ogromny wpływ na to, że wyszła ona taka, a nie inna - jestem z niej zadowolona, a cieszy to podwójnie, ponieważ jest ona dedykowana wyjątkowej osobie. Motyl, mam nadzieję, że oficjalnie zakończone Forever będzie całkiem niezłym przedwczesnym prezentem urodzinowym. Przepraszam za swoją nieobecność, za to, że nawaliłam tyle razy... Daję Ci dodatkową moc kopnięcia mnie w cztery litery, bo nie dość, że nawaliłam jako pisarka, to jeszcze jako czytelniczka. Deluxe, do rzeczy, cholera. Więc tak: dziękuję Ci za to, jak wspaniałą osobą jesteś, za to, że nieustannie mnie inspirujesz, że zawsze mogę na Ciebie liczyć i że wybaczasz mi wszystkie głupie rzeczy, jakie odwalę. Naprawdę zajmujesz wyjątkowe miejsce w moim sercu i daję Ci Forever jako zaledwie pierwiastek tego, na co zasługujesz za wszystko, co dla mnie zrobiłaś. Jesteś wielka :*

Jesteśmy w kontakcie :)

Forever Ours
18.03.2014 - 29.10.2015
***
Tyrone Wells - Time Of Our Lives

Trzydziesty pierwszy grudnia

Mężczyzna otworzył oczy, choć przez kilkadziesiąt ostatnich minut jego powieki były szczelnie zaciśnięte. Musiał je zamknąć, by lepiej poczuć te wspomnienia, które postanowił oczyścić z kurzu właśnie tego dnia, ale teraz już nie musiał tego robić - wiedział, że jego podróż dobiegła końca. Nad jego głową lśnił księżyc i zastęp gwiazd, co z całą pewnością nie było tak wyraziste w żadnym innym miejscu. To był ich maleńki kawałeczek świata, który nie przestawał być ich własnością nawet wówczas, kiedy w życie jednego z nich wkradła się śmierć. James czuł całym sobą, że Rosalie wciąż tu była, mimo, iż nic nie mogło sprawić, by jej przedwczesne odejście okazało się nieprawdą. Tak, Rosalie Dainty straciła życie, a James widział to na własne oczy, a jednak jej duch nie uleciał wraz z ostatnim płomyczkiem energii, tlącym się w jej ciele, jasnym jak kartka papieru. Cząstka jej duszy zakorzeniła się głęboko w jego sercu, zaszczepiając w nim na zawsze pamięć o niej i o tym, co przeżyli. Choć od śmierci Rosalie minęło już parę miesięcy, James nie odwiedził jeszcze jej grobu - aż do dziś. James uśmiechnął się szeroko, nie odrywając wzroku od granatowego nieba. Ktoś mógłby pomyśleć, że brunet zwyczajnie postradał zmysły, ale prawda była taka, iż rzeczywiście ulegał on złudzeniu, że dostrzegał odbicie jej czekoladowych oczu w każdej pojedynczej gwieździe i wyczuwał jej spojrzenie na sobie.
- Obiecałem ci, że przyjdę - powiedział James, a srebrzysta para wydostała się z jego ust. Było bardzo zimno, w końcu był to ostatni dzień grudnia, a jednak Devon nie czuł dyskomfortu. - Nie jestem pewny, czy cztery miesiące zwłoki kwalifikują się jeszcze pod kategorię spóźnienia. Jeśli tak, to przepraszam cię za to. Jeśli nie... - zawahał się, a potem zaśmiał się bezgłośnie. - Jeśli nie, to też cię przepraszam. Na swoje usprawiedliwienie mam tylko to, że to wszystko twoja wina. Gdybyś nie była właśnie taka, pożegnanie się z tobą byłoby dla mnie o wiele łatwiejsze i nie musiałbym przed tym uciekać. No tak, ale chyba znowu odbiegam od tematu, nieprawdaż?
Brunet miał w planach rychłe opuszczenie ich miejsca i udanie się tam, gdzie jego stopa jeszcze nie postała, jednak w ostatnim momencie zmienił zamiary. Wiedząc, że czeka go dłuższe wystąpienie, mężczyzna usiadł na śniegu tuż pod kurtyną gwiazd.
- Jakąś godzinę temu powiedziałem ci, że muszę wrócić do początku - rzekł James. - Zrobiłem to. Wiesz, to dość zabawne, ale pierwsze wspomnienie, po które sięgnąłem, pochodzi dokładnie sprzed roku. Dobrze pamiętam, co poczułem, kiedy zobaczyłem cię po jedenastu latach, a ty, jak gdyby nigdy nic, uśmiechnęłaś się w ten swój beztroski sposób i położyłaś na ziemi. Pojawiłaś się tak nagle... Byłem strasznie zagubionym i zepsutym człowiekiem. Jak wiesz, miałem wówczas niezbyt zdrowy romans z Sophią Gallagher, nie utrzymywałem też kontaktu z własnym synem i jego matką, a także z najlepszym przyjacielem. Jakby tego było mało, lubiłem doprawiać sobie życie alkoholem. Trudno mi nawet o tym myśleć, ale przez cały ten czas to ciebie obwiniałem o to, jak wówczas wyglądało moje życie. To, w jaki sposób zniknęłaś mi z oczu, gdy byliśmy młodzi, odcisnęło się na mnie boleśnie i choć mijały kolejne lata, ja nie potrafiłem żyć z tą niepewnością, dlaczego postąpiłaś tak, a nie inaczej. Straciłem na to tyle czasu. Głupie, nie?
Mężczyzna żałował, że nie mógł usłyszeć odpowiedzi Rosalie, choć z drugiej strony, może tak było lepiej? Może ona wcale nie zgodziłaby się z jego słowami? Tak, to bardzo prawdopodobne. Rosalie, jaką znał, powiedziałaby, że w tym wszystkim było coś pozytywnego, a każde z bolesnych doświadczeń, o których wspomniał, miało wpływ na to, jakim człowiekiem był teraz.
- A więc, jak mówiłem, zeszłoroczny James był pogubionym, zakłamanym i tkwiącym w martwym punkcie gościem, który ranił nie tylko samego siebie, ale i ludzi dookoła. Kiedy moje życie było pasmem kolejnych błędów i potknięć, nagle pojawiłaś się ty, zupełnie tak, jakbyś dobrze wiedziała, że właśnie wtedy najbardziej cię potrzebowałem. Wystarczyło po prostu to, że wróciłaś. Spójrz, jak teraz wygląda moje życie i porównaj je z tym, o którym ci powiedziałem. Nie jestem już w nieprzyzwoitym związku z Sophią, a co ciekawsze, udało nam się naprawdę zaprzyjaźnić i gdyby nie ona, byłoby ze mną źle. O kontakt z Oliverem, Jenny i Victorem również nie musisz się już martwić - mam ich przy sobie i pilnuję, by to się już nigdy nie zmieniło. Nie piję, a w każdym razie nie robię tego w szkodliwy sposób. Każdego ranka budzę się u boku Joyce, która jest najszczęśliwsza od wielu lat. Widzę, jak mój syn pomału zamienia się w młodego mężczyznę. Trzymam przyjaciół blisko, bo wiem już, że bez ich obecności daleko nie zajadę. Jak widzisz, różnic między starym, a nowym Jamesem, jest naprawdę dużo. Przejdziemy teraz zgrabnie do tej oficjalnej części, którą ułożyłem w swojej głowie zaraz po przebyciu podróży w przeszłość. Tak, Rosie. Przyszedł czas na podziękowanie.
Mężczyzna wysunął dłonie z kieszeni płaszcza i chuchnął, by je rozgrzać - a potem przewalił się na plecy, tak, że teraz już nie tylko siedział, ale leżał, w dokładnie taki sam sposób, w jaki robiła to Rosalie tamtej pamiętnej nocy. Nie widział już drzew, miasta ani ludzi, którzy mogliby przypadkowo napatoczyć się w tę sylwestrową noc. Jedynym, co widział, było niebo. Właśnie o to mu chodziło.
- Jeśli spojrzysz na wszystkie zmiany, które w nas sprowokowałaś, kiedy przyjechałaś do Londynu, zrozumiesz, że nie mógłbym postąpić inaczej. Muszę ci teraz podziękować, ale nie chcę wymieniać po kolei wszystkich twoich zasług, bo jest to naprawdę długa lista. To, co ciśnie mi się na usta, to nic wielkiego, ale zawiera w sobie wszystko to, co powinnaś ode mnie usłyszeć. Rosalie Dainty, dziękuję, że wróciłaś.
Przez chwilę brunet nie był w stanie nawet zamrugać powiekami. W ciszy patrzył na niebo, które stopniowo traciło ostrość z powodu drobnych łez, które nagle stanęły w ciemnych oczach Jamesa.
- To jest prawdziwe pożegnanie - powiedział w końcu, a jego głęboki głos poniósł się echem najdalej, jak to tylko było możliwe. - Nie będę gubić łez w twoich jasnych włosach. Nie będę prosił, abyś nie umierała. Teraz, kiedy w końcu dotarło do mnie, że to wszystko wydarzyło się naprawdę, czuję się tak, jakbym sam miał za moment stracić życie. Powiedziałem ci to jakiś czas temu - nie umieram, choć odchodzi pewna cząstka mnie. Ty jesteś tą cząstką. Godzę się z tym, że już nigdy nie przeszyjesz mnie swym spojrzeniem, nigdy nie zadziwisz tym, że pamiętasz jakieś głupoty na mój temat, a ja nigdy nie podepczę ci stóp w trakcie tańca. Straciliśmy wiele możliwości, ale wiedz, że nie będę dłużej przeklinał losu za to, że jest taki, a nie inny. Ludzie przychodzą i odchodzą, a my nie zawsze możemy im to uniemożliwić, jest jednak coś, co nigdy nie przerasta naszych możliwości - możemy o nich pamiętać. Tamtej nocy, kiedy widzieliśmy się po raz ostatni, powiedziałaś, że nigdzie się nie ruszysz, póki o tobie nie zapomnę. Przez kilkanaście tygodni skutecznie uciekałem od tych słów, ale teraz, kiedy wreszcie je sobie przypomniałem, nareszcie rozumiem, że tak naprawdę nigdy cię nie stracę - bo chyba nie sądzisz, że mógłbym zapomnieć o osobie, której zawdzięczam tak dużo? Odchodzi pewna cząstka, ale jest ona zaledwie skrawkiem czegoś, czego nigdy się nie pozbędę - właśnie pamięci o tobie, o tym, kim byłaś i jak wielu rzeczy mnie nauczyłaś. To może wydać się dziwne, ale dla mnie jesteś nieśmiertelna, mimo, że przeczy to wszelkim prawom logiki. Żyjesz we mnie, a ja żyję dla ciebie, zgodnie z twoją ostatnią prośbą.
James odczekał chwilę, a potem dźwignął się z ziemi i strzepnął śnieg z płaszcza. Dopiero wtedy poczuł, że wcale nie było mu zimno - tak, jakby jakaś niewidzialna siła rozlewała falę ciepła w jego wnętrzu.
- Miałem powiedzieć ci to wszystko na cmentarzu - rzekł i uśmiechnął się krzywo. - Sądziłem, że właśnie tam powinienem ostatecznie pożegnać tą jasnowłosą dziewczynę, którą mogłem dotknąć, poczuć i usłyszeć. Tutaj miałem jedynie urządzić sobie próbę, małe przygotowanie do tego, co miało nadejść, ale wiesz co? Rosie, chyba nie istnieje lepsze miejsce, by finalnie się z tobą rozliczyć, niż to nasze słynne miejsce, nie uważasz? Właśnie tu, gdzie w pewnym sensie wszystko się dla nas zaczęło, chcę podziękować ci za bycie moją przyjaciółką w najlepszych i najgorszych momentach, za naprawienie paru rzeczy za mnie i nakierowanie mnie, jak poradzić sobie już bez twojej pomocy. Dziękuję ci za to, że poznałem prawdę o nas i za to, że w tak uroczy sposób straszyłaś, że z tego powodu cię znienawidzę. Serio, to było słodkie. Tak czy inaczej, Rosalie, dziękuję ci za to i wiedz, że nie zapominam o twoim ostatnim życzeniu. Żyję. Naprawdę.
Na niebie pojawiły się pierwsze fajerwerki, urozmaicając dotąd jednolitą barwę nieba. James wzdrygnął lekko na dźwięk huku, jednak ani na chwilę nie oderwał wzroku od zenitu. Czuł się tak, jakby Rosalie znów świdrowała go spojrzeniem i wiedziała, co chodziło mu po głowie, choć milczał. Uśmiechnął się promiennie do swych myśli, a po kilku minutach opuścił to miejsce, by powitać nowy rok z ukochaną kobietą, jednak od razu obiecał sobie, że niebawem znowu zawita w miejscu, w którym gwiazdy... wiadomo.

4 komentarze:

  1. Wracam niedługo :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kochana Deluxe! :*
    Wstęp walnęłam co najmniej taki, jakbym pisała do Ciebie list po wielu tygodniach, a nawet latach milczenia, ale chciałam zacząć ten komentarz nieco inaczej niż wszystkie poprzednie i mam nadzieję, że uda mi się doprowadzić go do ładu, żeby nie tylko ładnie wyglądał, ale też ładnie brzmiał :) co tu dużo mówić, wreszcie dobrnęłaś do końca tej historii. Dla mnie przykra sprawa, bo jak do każdej poprzedniej historii tak do tej mocno się przywiązałam. Z niecierpliwością wyczekiwałam kolejnych rozdziałów, często wyobraźnia ponosiła mnie odnośnie wątków głównych postaci, ale przecież o to w tym wszystkim chodzi, prawda? Żeby poruszyć emocje i wyobraźnie czytelnika. Napisałaś w komentarzu, że zobowiązujesz się do udzielenia kopniaków w tyłek, a ja zapytam: za co? Przecież każda z nas ma swoje życie, swoje sprawy i logiczne dla mnie jest to, że Twoje życie nie kręci się tylko i wyłącznie wokół pisania. Masz swoje życie prywatne no i nie oszukujmy się, ale są sprawy ważniejsze od pisania. Wiem, że tak naprawdę stało się to jakąś częścią Twojego życia i tutaj chciałabym Cię prosić, żebyś w miarę możliwości nie rezygnowała z pisania. Wiem, że może być coraz trudniej pogodzić to z innymi obowiązkami, ale wiem, że dasz radę, że nie odpuścisz tak łatwo :) wiesz, że jeśli masz już nowy pomysł to nie mogę się doczekać dnia w którym się nim z nami podzielisz? :) ok, wstęp już przeczytałam. Skoro tak bardzo chcesz tego kopniaka to masz, ale tylko "wirtualnego" :P i tak sobie pomyślałam, że nawet nie wiem jak mogłabym Cię zmotywować do dalszego pisania. Bo tak naprawdę mogę Cię wspierać tutaj, czy poprzez rozmowy chociażby na Gadu, ale prawda jest taka, że to Ty sama musisz się przełamać i odnaleźć w sobie siłę i chęci do pisania. Może właśnie miłość Ci w tym pomoże? Podobno uskrzydla (a piszę podobno, bo jeszcze jej nie doświadczyłam) ;) ja mimo wszystko wierzę, że będzie dobrze i że jeszcze do nas wrócisz :) może nie dziś, jutro czy za tydzień, ale wrócisz i w to będę wierzyć :) a teraz pozwól, że przejdę do samej treści prologu.
    Tak jak poleciłaś przeczytałam najpierw prolog, a później epilog i stwierdzam, że był to naprawdę dobry pomysł. Zakończenie tej historii wyszło Ci wręcz idealne. Gdybyś napisała, że cokolwiek byś w nim zmieniła, to dopiero wtedy dostałabyś konkretnego kopniaka ;) było pięknie i wzruszająco, naprawdę. To opowiadanie ogólnie miało w sobie dużo emocji, ale ostatnie rozdziały były naprawdę wzruszające. A jeśli chodzi o samą treść, to kiedy przypomnę sobie te wszystkie najważniejsze wątki, to jestem mocno zdziwiona tym jak James zmienił się przez cały ten rok. Mogłoby się wydawać, że to wcale nie tak dużo, ale jednak te dwanaście miesięcy zrobiło swoje. W epilogu widziałam zupełnie inną osobę, niż tą o której czytałam na początku opowiadania. Oczywiście zmienił się na lepsze, to nie ulega wątpliwości, ale zadziwia też to ile musiał przeżyć by się zmienić. Już wcześniej to pisałam, ale naprawdę widać po nim, że ponownie pojawienie się w jego życiu Rosalie, jak i samo jej odejście bardzo na niego wpłynęły. I pomyśleć, że ta wiecznie irytująca mnie Rosalie wniosła tyle dobrego do jego życia... pomijam już teraz te wszystkie kłamstwa, niedopowiedzenia, teraz patrzę na to, ile dobrego zrobiła dla Jamesa. I tylko to się liczy, nic więcej :) pomogła mu odzyskać przyjaciela, a co najważniejsze - pomogła odzyskać utraconą miłość (nie oszukujmy się, przez własną głupotę :)) bardzo się ciesze, że się zmienił, że wydoroślał i znalazł odpowiednią drogę, którą chce kroczyć. I znów to powiem, ale mam wielką nadzieję, że od teraz w jego życiu będzie już tylko lepiej :) niech tylko ponownie się nie pogubi.
    Na koniec nie będzie wylewnych podziękowań :) po prostu napiszę DZIĘKUJE za kolejną, przepiękną historię :* i do zobaczenia na nowej :*
    Pozdrawiam i całuję mocno :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Droga Deluxe,
    muszę przyznać, że już jakiś czas temu zawitałam tutaj, aby przeczytać epilog. Prawdopodobnie już wtedy powinnam zostawić tutaj komentarz, ale nie umiałam ubrać w słowa tego, co plątało się po mojej głowie. Właściwie to nie jestem pewna czy teraz pójdzie mi z tym lepiej...
    Zacznę od tego, że jestem z Ciebie dumna, ponieważ udało Ci się dopisać do swojej imponującej listy fantastycznych opowiadań kolejną historię. I podobnie jak każda pozostała i ta zasługuje na swoją wersję papierkową. Wierzę, że pewnego dnia i to uda Ci się zrealizować, bo jesteś wytrwała, wierzysz w swoje marzenia i masz talent, który zasługuje na pochlebstwa i podziwianie. Jesteś wielka - i nie mam na myśli tutaj Twojego wzrostu. Chodzi mi o to wszystko, co robisz, jak wiele serca w to wkładasz. To jest niesamowite. Cieszę się, że nie zamierzasz rezygnować z pisania, bo byłby to Twój największy błąd. Tworzenie jest Twoim przeznaczeniem. To jest Twoje miejsce i nie pozwól, aby cokolwiek lub ktokolwiek to Ci odebrał. Będę czekać ile będzie trzeba, bo wiem, że warto. Całym sercem Cię dopinguję! ;*
    Co do samego epilogu, to wzruszył mnie i to dwukrotnie. Przyjaźń między Rosalie i Jamesem była od początku mocno specyficzna - szczególnie według mnie. Oboje zranili siebie nawzajem, zranili inne osoby, ale mimo wszystko udało im się to przetrwać i znowu być dla siebie. I chyba na tym właśnie polega przyjaźń... na wybaczeniu, walczeniu o siebie nawzajem i byciu zawsze przy tej drugiej osobie. Sam James przebył długą drogę do tego miejsca, w którym jest dzisiaj. Wydoroślał, zrozumiał, co w życiu jest najważniejsze, docenił to, co zesłał mu los i przede wszystkim odważył się po to sięgnąć. Mam nadzieję, że teraz razem ze swoją rodziną i Rosalie wspierającą go z nieba będzie tylko lepiej.
    A na koniec.. dziękuję Ci za stworzenie tego wyjątkowego miejsca i powierzenia go mi. Jestem zaszczycona i wzruszona. Chciałabym napisać coś kreatywnego, ale żadne słowa nie oddadzą tego, co czuję. DZIĘKUJĘ :* DZIĘKUJĘ, DZIĘKUJĘ i proszę o więcej, więcej i jeszcze więcej... :*:*:*
    Komentarz słaby jak na taką wyniosłą chwilę, ale nie potrafię napisać nic więcej.. może za kilka dni jak bardziej ochłonę, to wejdę tutaj i napiszę coś więcej. Tymczasem raz jeszcze DZIĘKUJĘ! :*
    I do napisania!!! :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Minęły wieki odkąd tu byłam ostatni raz ale ciągle pamiętam i chyba niebawem wyruszę znowu w podróż pełną wspomnień i niezwykłych historii jaką niesie ze sobą to miejsce!
    Co to były za czasy ... ach ...

    OdpowiedzUsuń